W objęciach światła – rozdział 5

W objęciach światła – rozdział 5Nicholas

Zostałem sam, ale to nie pomogło. Nadal czułem ból, choć nawet nie wiedziałem dlaczego. Ból i… coś jakby panikę. Niby nic się nie działo, a jednak czułem, że jestem w pułapce. Że coś zrobiłem źle. Że nie powinienem był do tego dopuścić.  
Ręce drżały mi lekko, gdy wyciągałem z paczki papierosa. Już nie paliłem, ale z jakiegoś powodu nie wyrzuciłem tych papierosów. Teraz były przydatne. Przekonałem się już, że mnie uspokajały. Otworzyłem szeroko okno i wychyliłem się przez nie, by owiało mnie świeże powietrze. Gdy wpuściłem do płuc trochę dymu, od razu poczułem się spokojniejszy. Nie chciałem się uzależnić, ale w tym momencie bardzo tego potrzebowałem.
Co ja zrobiłem? Czemu znowu zgubiłem rozum? Tysiąc razy wbijałem sobie do głowy, że źle zrobiłem, wciągając Kim w związek ze mną, a teraz zrobiłem to samo Hayley. Czułem się okropnie. Ona… była dobra. Przypominała mi Kim z początku naszej znajomości. Słodka i niewinna… z tą tylko różnicą, że Hayley zdążyła już zobaczyć to, czego Kim nie widziała – moją ciemność, moją gorszą stronę. Poznała mój sekret. Fakt, że mimo wszystko była obok i twierdziła, że mnie kocha, absolutnie mnie przerażał.  
Miała rację, nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Każde z nas myślało co chciało. Ja nigdy nie byłem zwolennikiem rozmów. Zawsze wolałem iść do łóżka, bo tam nie trzeba było rozmawiać. Hayley zasugerowała, że uważałem ją za dziwkę, ale tak nie było. Dla mnie nie było problemem pójście do łóżka z dziewczyną, której nie znałem. Po prostu zabolało mnie to, bo myślałem, że była w ciąży z innym, podczas gdy wydawało mi się, że jej na mnie zależało. Dlaczego tego nie rozumiała?
No właśnie – wydawało mi się. Przypaliłem papierosa, starając się opanować chęć sięgnięcia po drugiego. Wydawała się taka szczera w tym, co mówiła, jednak do tej pory sprawy między nami układały się dość fatalnie. Dla niej może to nie było nic wielkiego, ale ja bardzo dobrze zapamiętałem sobie to, jak się czułem, gdy usłyszałem, że wyszła na randkę z kolesiem wyglądającym jak ja. Ledwo wyszła z mojego łóżka, a już znalazła sobie sobowtóra, który może nie był tak problematyczny. Może Hayley chciała mieć kogoś o moim wyglądzie, ale po prostu nie mnie. To nie byłby pierwszy raz. Nadal pamiętałem czasy dzieciństwa, gdy mama zabierała mnie na plac zabaw, gdzie zaprzyjaźniłem się z dzieciakiem, który był do mnie bardzo podobny. Uważałem, że był moim zaginionym bratem bliźniakiem. Mama niby się z tego śmiała, ale któregoś razu powiedziała, że chętnie by mnie zamieniła na tego drugiego, bo on był grzeczniejszy. Że pewnie nikt by się nie zorientował, bo byliśmy do siebie tak podobni, a ona miałaby dużo lepszego syna. Może żartowała, ale zapamiętałem jej poważne oczy i uświadomiłem sobie wtedy, że nie byłem dzieckiem, którego chciała. Że coś było ze mną nie tak.
Później odkryłem, że byłem bezpłodny, a to tylko pogłębiło uczucie bezużyteczności, które siedziało we mnie do dziś.
Historia się powtarzała. Nawet jeśli Hayley myślała, że mnie kocha, musiała przestać. Musiała zrozumieć, że nawet jeśli ja też ją kochałem, to nie mogłem pociągnąć jej ze sobą na samo dno, w związek pełen problemów, bez przyszłości, bez dzieci, w związek z kimś, kto był zepsuty i kogo potem wymieni na kolejny model, taki sam, ale bez wad poprzedniego.


Hayley

Nick mnie nie kochał. Nie było to jakieś wielkie zaskoczenie, bo dlaczego miałby się zakochać w małej, chorej Hayley. Ale jednak coś do mnie czuł, przecież zaprosił mnie na randkę, a coś było lepsze niż nic. Tylko że… to było za mało. Zwłaszcza, że obok ciągle była Angelika – wspaniała, idealna i przede wszystkim zdrowa. Teraz mogła być tylko koleżanką, ale nie miałam pewności, że to się nigdy nie zmieni. Kiedyś łączył ich seks, z którego musieli być oboje zadowoleni, skoro trwało to jakiś czas. Mogli do tego wrócić, właściwie w każdej chwili. Między nimi było dobrze i na pewno nie mieli problemów z rozmowami, skoro Angelika wiedziała tak dużo. A ja nie miałam z nią szans w żadnej kategorii.  
Rozpakowałam zakupy, starając się nie rozpłakać, ale pojedyncze łzy już spływały po policzkach. Ocierałam je szybko, ale wciąż pojawiały się nowe. Oparłam przedramiona na blacie i zamknęłam oczy. Musiałam skądś wziąć siłę, żeby zrobić obiad dla Willa. Ja pewnie i tak nic nie przełknę. Zabiorę Milo na spacer, żeby uniknąć oceniającego wzroku brata. Wzięłam się w garść, otarłam łzy i westchnęłam głęboko. Może powinnam lecieć na Alaskę. Babcia z dziadkiem na pewno by się ucieszyli, ale nie miałam pieniędzy na bilet, a właściwie dwa, bo nie mogłam zostawić Milo. Nie chciałam nikogo prosić o pieniądze. Musiałam w końcu wrócić do pracy i się stąd wyprowadzić. Powinnam zrobić to już dawno. Wrócić do dawnego życia i brać zlecenie za zleceniem, żeby móc opłacić własne mieszkanie, rachunki i w częściach oddać Willowi wszystko co do centa.
Otworzyłam puszkę z mokrym jedzeniem dla psa i dałam mu do miski, bo już przy niej czatował. Przejechałam dłonią po czarnej sierści na jego grzbiecie, wyrzuciłam puszkę i umyłam ręce, po czym wzięłam się za najprostsze danie na świecie – makaron z serem. Will wszedł do domu, kiedy wyłączyłam palnik. Myślałam, że zdążę wyjść zanim wróci, a tak musiałam zjeść chociaż trochę. Westchnęłam i wyjęłam dwa talerze z szafki. Zastanawiałam się, czy powinnam zapytać Nicka, czy zje z nami, ale już chwilę temu poczułam dym papierosowy. Znowu palił i coś zakuło mnie w sercu, bo to nie był dobry znak. A najgorsze było to, że to była moja wina.
***
Kiedy się obudziłam, było już koło południa, ale nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Czułam się, jakby przejechał mnie czołg. Brzuch i kręgosłup lędźwiowy chyba się zmówiły i postanowiły boleć mnie w tym samym czasie, rywalizując, które miejsce zaboli mocniej. Podniosłam się z trudem, bo musiałam iść do łazienki. Kręciło mi się w głowie, ale to ostatnio nie było niczym nowym. W połowie drogi zaczęło mi jednak szumieć w uszach i zobaczyłam mroczki przed oczami. W jednej chwili stałam na nogach, przytrzymując się komody, a w drugiej próbowałam podnieść się z podłogi, chociaż nie za bardzo ogarniałam, co się dzieje.
Po chwili poczułam, jak łapią mnie silne ramiona i podnoszą do góry, przytrzymując, bym znowu nie upadła.
– Co się dzieje?  
Spojrzałam w górę, ale ledwo widziałam twarz Nicka przez mroczki przed oczami.
– Słabo mi – jęknęłam.
– To znowu atak? Czy spadł ci cukier? – Poczułam, jak prowadzi mnie do kanapy i na niej sadza.
– Nie wiem. – Wzięłam głęboki wdech, przymykając oczy. – Otworzysz okno?
– Już. – Odszedł ode mnie na chwilę, po czym poczułam powiew powietrza i z powrotem był obok. – Jak mogę ci pomóc?
– Przyniesiesz mi wody?
Znowu na chwilę zniknął, po czym wrócił ze szklanką pełną chłodnej wody. Podtrzymywał mi ją przy ustach, gdy piłam.
– Dziękuję. Już mi lepiej. – Próbowałam się uśmiechnąć, ale chyba mi nie wyszło.  
Kręciło mi się jeszcze trochę w głowie, ale przynajmniej przestało szumieć w uszach i znowu normalnie widziałam. Ból brzucha i kręgosłupa lędźwiowego jednak nie mijał. Chyba musiałam zażyć jakieś tabletki, ale najpierw musiałam iść do łazienki.
Za chwilę. Posiedzę jeszcze chwilę i pójdę.
Nick dalej mi się przyglądał z zagubieniem na twarzy.
– Nie wiem, co mam robić – powiedział po chwili. – I jak ci pomóc. Mam… dać ci coś słodkiego do jedzenia? Może wtedy poczujesz się lepiej.
– Nie wiem… może później. – Zaczęłam wstawać. – Muszę do łazienki. – Zakręciło mi się bardziej, gdy wstałam i musiałam przytrzymać się Nicka, żeby nie upaść. Poczułam, jak coś spływa mi po udzie, więc spojrzałam w dół i zobaczyłam strużkę krwi. Okres? – O nie… – jęknęłam.
Nick też spojrzał w dół i niemal poczułam jego zażenowanie.
– O-okej… – mruknął.
O Boże. Co ja tu jeszcze robię?
Nie chciałam, żeby musiał na to patrzeć, więc wymamrotałam, że muszę iść i jakimś cudem dotarłam do łazienki bez upadku. Tam jednak okazało się, że byłam zupełnie nieprzygotowana na okres. Została mi ledwie jedna podpaska i ani jeden tampon. Zalała mnie panika. Nadal było mi trochę słabo, w dodatku ból się nasilał i nie byłam w stanie wyjść do sklepu czy apteki. Zanim Will wróci z pracy… Musiałam poprosić Nicka. Zrobiło mi się gorąco na samą myśl i już policzki paliły mnie ze wstydu. Wzięłam ekspresowy prysznic, wykorzystałam ostatnią podpaskę i wyszłam z łazienki z sercem walącym mi w piersi. Jak miałam go poprosić o coś takiego? To było takie niezręczne i… intymne.
– Nick… – zaczęłam, próbując nie zemdleć. – Ja… mam do ciebie prośbę…
Wstał z kanapy, na której siedział i spojrzał na mnie pytająco.
– Tak?
– Dostałam okres, ale nie jestem przygotowana… Will wróci późno, a ja nie dam rady… mógłbyś… – Teraz było mi słabo z samych nerwów. Przytrzymałam się komody i wzięłam głęboki oddech. – Mógłbyś kupić mi podpaski i tampony?
Na jego twarz wstąpiło zdziwienie pomieszane z przerażeniem.
– Eeee… nie znam się na tym… – zaczął, wplątując rękę we włosy i szarpiąc je delikatnie.
– Pokażę ci jakie na necie. Proszę, Nick. – Oparłam się plecami o ścianę, bo czułam, że zaraz się przewrócę. – Naprawdę wolałabym to zrobić sama…
– Okej – mruknął, ale było widać, że nie jest zachwycony. – To pokaż mi.
– Daj telefon. – Wyciągnęłam rękę w jego stronę.
Wyciągnął komórkę z kieszeni, odblokował ją i mi podał. Szybko wyszukałam to, czego potrzebowałam i pokazałam mu.
– To i to. Zapamiętasz?
– Nie – burknął, wyjmując mi komórkę z ręki i szybko zrobił zrzuty ekranu. – Teraz tak.
– Dziękuję. Oddam ci pieniądze.
– Przestań. – Poszedł na chwilę do pokoju i zaraz wrócił z portfelem. – Może się połóż – rzucił, mijając mnie. – Zaraz wracam. – Poszedł do drzwi, które szybko trzasnęły.
Prawie odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że będę musiała dłużej go prosić. Było mi wystarczająco głupio, kiedy prosiłam o to Willa, a co dopiero Nicka, który nie był nawet moim chłopakiem. Przytrzymując się ściany dotarłam do pokoju Willa, a potem swojego łóżka i zakopałam się w pościeli. Powinnam coś zjeść i zażyć tabletki przeciwbólowe, ale bałam się iść w takim stanie do kuchni. Miałam nadzieję, że uda mi się zasnąć, a sen przyniesie ulgę.


Nicholas

Szedłem do sklepu, mając wrażenie, że wybierałem się na misję życia. Nigdy nie kupowałem nikomu żadnych podpasek czy tamponów. Może gdybym miał siostrę albo gdybym mieszkał z Kim, byłbym do tego przyzwyczajony, ale w takiej sytuacji? Uświadomiłem sobie, że Hayley była pierwszą kobietą, z którą tak naprawdę mieszkałem, a która nie była moją matką. Fakt, że nawet nie była moją dziewczyną, a właśnie szedłem kupić jej tampony, zakrawał na kpinę.  
Do sklepu nie mieliśmy daleko, ale i tak miałem wrażenie, że ta podróż ciągnęła się w nieskończoność. Gdy w końcu odszukałem alejkę dla kobiet, czułem się jak kompletny idiota. Gapiłem się na półki, nie mając pojęcia, na co w ogóle patrzę. Zerknąłem na zrzut ekranu, który cały czas miałem w pogotowiu, ale nie potrafiłem odszukać danych produktów na półce. Chryste, ile tego było. Tysiąc kolorów – różowe, fioletowe, niebieskie, zielone, pomarańczowe… czym to się różniło? Skąd dziewczyny wiedziały, które brać? Po co robić tyle kolorów? Czy to było jakieś oznaczenie, którego nie znałem? Podszedłem do pierwszych lepszych podpasek i zobaczyłem, że miały narysowane jakieś kropelki. Boże. Znowu zerknąłem na telefon, ale nadal nie widziałem tych, które pokazała mi Hayley. Może ich tu nie było, a może ukryły się w morzu tych pięćdziesięciu tysięcy rodzajów. Stałem tam jak debil, przeczesując wzrokiem każdą półkę po kilka razy, ale kurwa, nie było ich. Przez głowę przemknęło mi, że mógłbym do niej zadzwonić i zapytać, które mam kupić w zastępstwie, ale po pierwsze nie miałem na tyle odwagi, a po drugie, gdyby mi powiedziała, to pewnie znowu miałbym problem z zapamiętaniem i odszukaniem tego cholerstwa na półce.  
W końcu znalazłem takie, które wyglądały podobnie do tych, co chciała Hayley, kropelki nawet się zgadzały, ale na opakowaniu było napisane, że były ze skrzydełkami, cokolwiek to oznaczało. Nie chciałem w to wnikać. O mało co nie wziąłem wkładek, czymkolwiek były i czym się różniły. Tampony na szczęście znalazłem te, które chciała, ale czułem na sobie rozbawione spojrzenia przechodzących kobiet i chciałem jak najszybciej stamtąd zwiać. Gdy odchodziłem, minąłem faceta, który przyglądał się półkom z podobnym do mojego przerażeniem na twarzy, stojąc tam, gdzie ja spędziłem ostatnie pół godziny.
Samotne podpaski i tampony wyglądały idiotycznie na taśmie, więc poprosiłem jeszcze o paczkę cienkich papierosów. Z tyłu głowy słyszałem krytyczny głos Hayley, że znowu palę, ale miałem to gdzieś. Sama mnie do tego popchnęła. Po papierosach przynajmniej nie było ryzyka, że stracę nad sobą kontrolę i powiem lub zrobię coś, czego będę później żałował.
Kasjerka przyglądała mi się z uśmiechem, czułem to, ale nie podnosiłem wzroku. Szybko zabrałem to, co kupiłem, i jeszcze szybszym krokiem ruszyłem z powrotem do mieszkania. Gdy zamknąłem za sobą drzwi, poczułem niesłychaną ulgę.
Hayley chyba siedziała u Willa, więc od razu poszedłem i zajrzałem do środka, bo drzwi były otwarte. Leżała na łóżku, ale nie byłem pewien, czy spała. Chyba nie.
– Nie było tych podpasek, które chciałaś… kupiłem podobne. Chyba. – Położyłem wszystko na szafce obok łóżka, a ona powoli się odwróciła i na mnie spojrzała.
– Będą dobre, dziękuję. – Podniosła się na łokciu i zaczęła rozglądać, jakby czegoś szukała. – Ile jestem ci winna? Nie wiem, gdzie dałam portfel…
– Powiedziałem już, przestań. – Wystarczającym przeżyciem było kupowanie tych pierdół, nie chciałem jeszcze czekać, aż odda mi całą kwotę. – Nic nie musisz mi oddawać. – Wyszedłem szybko z pokoju, zanim zdążyła faktycznie znaleźć portfel. Czułem, że zachowywałem się dość szorstko w stosunku do niej, ale nie potrafiłem inaczej. Żeby nie wyjść na kompletnego dupka, poszedłem do kuchni i włączyłem czajnik, żeby zrobić jej herbatę. Po chwili wróciłem do pokoju z gorącym kubkiem. – Proszę. – Postawiłem go na szafce. – Przynieść ci coś jeszcze? Jakieś… ciastka? – Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że zachowywałem się jak jej chłopak, a przecież daleko mi do tego było.
Spojrzała na mnie zaskoczona.
– Dziękuję, nie musiałeś… Nie chcę cię tak wykorzystywać…
Zabrzmiało to na tyle dziwnie, że parsknąłem śmiechem.
– Zrobienie herbaty to wykorzystanie? Boże, boję się, co by było, gdybyś naprawdę chciała mnie wykorzystać. Co wtedy musiałbym zrobić? Cały dzbanek herbaty? A może… och, może ręcznie wyciskany sok? Na samą myśl czuję się wykorzystany.
Zaśmiała się.
– Skoro już zaproponowałeś ręcznie wyciskany sok, to chyba się skuszę – powiedziała z uśmiechem.
Mina mi zrzedła.
– To musimy kupić jakieś owoce. I może sokowirówkę.
– Sokowirówkę? Więc chcesz oszukiwać?
– Jestem od robienia drinków, a nie ściskania owoców.
– No to jak mam cię wykorzystać? Wolisz robić drinki, żeby mnie upić?
Przygryzłem wargę, bo już cisnęła mi się odpowiedź na pierwsze pytanie, pół żartobliwa, pół poważna. Ale nie mogłem tego powiedzieć. Nie kiedy między nami wszystko się popsuło… i kiedy miałem już tę świadomość, że spaliśmy ze sobą, a ja nawet tego nie pamiętałem. Ale ona tak.
– Coś czuję, że już po pierwszym byś odpadła.
– Bardzo możliwe – zaczęła z uśmiechem, ale nagle nie powiedziała nic więcej, bo skuliła się, krzywiąc z bólu. Wzięła głęboki wdech, a potem podniosła głowę i spojrzała na mnie ze łzami w oczach. – Mógłbyś… dać mi coś przeciwbólowego?
Pokiwałem głową, wróciłem się do kuchni i po dłuższej chwili grzebania w jednej z szuflad znalazłem tabletki przeciwbólowe. Wziąłem jeszcze szklankę wody i tak uzbrojony wróciłem do pokoju. Na szafce nocnej zaczynało brakować miejsca.
– Proszę. Jeszcze coś? – Przypomniało mi się mgliście, że chyba podobne pytanie zadawałem jej na samym początku, kiedy Will poprosił mnie o zrobienie Hayley zakupów. Wydawało mi się, że to było sto lat temu. W innym życiu.
– Dziękuję. – Zażyła tabletki, popijając wodą i położyła się. – Mógłbyś… mógłbyś mnie przytulić?
Zawahałem się i chyba to zauważyła. To była dziwna prośba. Z jednej strony chciałem to zrobić, z drugiej coś mnie powstrzymywało. Przed oczami ciągle miałem ją, mówiącą, że mnie kocha. Nie chciałem dawać jej mylnych sygnałów, skoro sam nie wiedziałem, co czuję.
Ale przecież nie mogłem teraz wyjść i zostawić jej samej.
– To się przesuń – powiedziałem łagodnie.
Przesunęła się posłusznie prawie pod samą ścianę. Usiadłem, próbując odgonić myśl, że przecież to było łóżko Willa, mojego kumpla, że nigdy tu nie siedziałem w celach rozrywkowych, a już na pewno nikogo tu nie przytulałem. Ciekawe, co by powiedział, gdyby teraz wrócił i zastał nas w takiej pozycji i w takim miejscu. Oparłem się plecami, układając się wygodnie i wyciągnąłem ramiona w zapraszającym geście. Od razu się we mnie wtuliła, jakby to było naszą rutyną. Żałowałem, że sytuacja między nami nie była bardziej jasna i prosta. Nie potrafiłem się rozluźnić. Jeszcze niedawno to stało się normalną czynnością, bo i tak mieliśmy iść na randkę… a teraz? Kim niby dla siebie byliśmy?
– Dziękuję – szepnęła. – Zostaniesz, dopóki nie zasnę? Tabletki pewnie i tak nie zadziałają, więc najlepiej to przespać…
Powinienem odmówić. Nie byłem jej chłopakiem. Nie powinienem dawać jej nadziei.  
– Zostanę, dopóki nie będę musiał wyjść do pracy.
Pokiwała głową, przybliżając się i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
Po chwili jej oddech zwolnił i chyba zasnęła. Mogłem już iść.
Ale nie mogłem się ruszyć.
Nadal tam siedziałem, zastanawiając się, co by było, gdybyśmy nie popsuli wszystkiego po drodze.


Hayley

Tak jak sądziłam, tabletki nie zadziałały, ale udało mi się zasnąć. W ramionach Nicka nawet ból nie był straszny i mogłabym tak spędzać całe dnie. Może nie powinnam była go prosić o przytulenie, bo między nami nie było dobrze i pewnie jeszcze długo nie będzie, ale nie mogłam się oprzeć. Czułam, że był spięty, ale przecież zgodził się i chyba nie robił tego na siłę. Mógł odmówić, a jednak został. Miałam wrażenie, że ból rozszarpywał mnie żywcem i chciałam po prostu stracić przytomność albo zasnąć. Cokolwiek, byle tylko go nie czuć. W objęciach Nicka było ciepło i bezpiecznie, przez co odpłynęłam dużo szybciej niż się spodziewałam. Chciałam się nacieszyć jego bliskością póki trwała, ale sen mi nie pozwolił. Może to i lepiej. Nie powinnam była go o to prosić, bo wiedziałam, że to nic nie znaczyło. Nie mogło. Nie po tym wszystkim.
Ból przykuł mnie do łóżka jeszcze na następne kilka dni. Miałam bolesne okresy, jedne bardziej, inne mniej, ale ten był jakąś masakrą. Krwawiłam dużo bardziej niż zwykle i zużyłam wszystko, co kupił mi Nick. Zaczęłam się niepokoić. Miesiąc temu nie dostałam okresu wcale, a do tego dochodziły omdlenia i zawroty głowy. Chyba coś było nie tak. Umówiłam się na wizytę do ginekologa, ale pierwszy wolny termin wypadał dopiero za dziesięć dni. Wolałabym iść wcześniej, choćby jutro, ale trudno. Musiałam poczekać.
Któregoś dnia, kiedy Will wrócił z pracy, trzymał w ręku kilka kopert. Jedna była zaadresowana do mnie. Najpierw się zdziwiłam, ale później zaczęłam się stresować. A co, jeśli to z wydawnictwa? Może nie chcieli już ze mną współpracować? Minęło już tyle czasu od zabiegu, a ja nadal nie wróciłam do pracy. Otworzyłam kopertę drżącymi dłońmi i zamarłam. W środku był piękny bladoróżowy papier i pierwsze, o czym pomyślałam, to zaproszenie. Ale na co? I od kogo? Jak się okazało, rzeczywiście było to zaproszenie. W dodatku na ślub i wesele. Spojrzałam na Willa, który właśnie oglądał swoje. Było identyczne.
– Patricia i Neal – powiedział z szerokim uśmiechem. – Pamiętasz, jak Neal zawsze jej dokuczał i ciągnął za włosy?
– Tak, aż w końcu je ścięła na krótko – zaśmiałam się, wspominając tamte czasy.
To byli nasi przyjaciele z dzieciństwa. Na naszym osiedlu mieszkało kilka rodzin z dziećmi mniej więcej w naszym wieku, więc wszyscy trzymaliśmy się razem. Niektórzy się przeprowadzili, inni wyjechali na studia jak my i nie wrócili do rodzinnych domów. Kontakt się urwał.  
– Nigdy nie zapomnę jego miny, kiedy ją zobaczył – parsknął brat. – Myślisz, że zaprosili całą naszą paczkę?  
– Pewnie tak. Fajnie byłoby ich zobaczyć. Idziemy?
– Idziemy.
Uśmiechnęłam się szeroko, wracając do oglądania zaproszenia. Zobaczyłam dopisek “z osobą towarzyszącą” i mina mi zrzedła. Will miał Emmę, a ja… nie miałam nikogo. Mogłam pójść sama, ale z kim bym wtedy tańczyła? Pewnie siedziałabym z bratem i jego dziewczyną, ale czułabym się jak piąte koło u wozu. Mogłabym zapytać Nicka… jednak w obecnej sytuacji to nie był chyba najlepszy pomysł. Tyle że nie miałam lepszego. Kevin pewnie by się zgodził, ale nie chciałam iść na wesele z przyjacielem. W dodatku dwudniowe. Z nocowaniem w hotelu. Nie chciałam też iść z kimś, kogo nie znałam.
Spojrzałam na datę ślubu. Ostatni dzień lipca, a na potwierdzenie przybycia miałam jeszcze trzy tygodnie.  
Coś wymyślę.
***
Milo nie znosił kąpieli, ale musiałam go już wykąpać, bo nie robiłam tego, odkąd się tutaj wprowadziłam. Jak zawsze założyłam krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach, bo wiedziałam, że będę cała mokra, więc będę musiała się po wszystkim przebrać. Musiałam podstępem zwabić psa do łazienki, a kiedy tylko zamknęłam drzwi, wiedział, że jest w pułapce i już nie ucieknie. A na pewno by próbował. Nie chciał zjeść nawet smakołyka, który dla niego przyniosłam. Teraz będzie udawał obrażonego. Po dłuższym czasie jakoś udało mi się go wsadzić do wanny i zmoczyć gęstą sierść, choć trochę to zajęło. Zrezygnowany Milo wiedział, że już nie ma odwrotu, mimo to nadal próbował wyskoczyć, kiedy nakładałam szampon i szorowałam kawałek po kawałku, więc musiałam go przytrzymywać i wpychać głębiej do wanny.
Nagle drzwi łazienki się otworzyły i do środka wszedł Nick. Omiótł wzrokiem wannę i psa, który, zobaczywszy Nicka, natychmiast wyskoczył z wanny, sprawiając, że cała łazienka oraz my byliśmy pokryci wodą i pianą.
Nick szybko zamknął drzwi, zanim Milo uciekł.
– Chyba przyszedłem nie w porę – mruknął.
– Dobrze, że zdążyłeś zamknąć drzwi – powiedziałam, patrząc na moją przemoczoną bluzkę i spodenki, a potem spojrzałam na Milo, którzy grzecznie siedział u stóp Nicka i czekał na pieszczoty, merdając ogonem. – Nie wiem, czy udałoby się go zaciągnąć tu z powrotem.
Nie wiedziałam za bardzo, jak się zachować, bo między nami znowu było dziwnie. Szczególnie po tym, jak leżał ze mną w łóżku i mnie przytulał.
– Pomóc ci z nim?
– Skoro i tak już jesteś cały mokry… Wsadzisz go do wanny? Może na ciebie się nie obrazi. – Uśmiechnęłam się lekko.
– Mokry i w pianie – westchnął Nick, po czym jednym ruchem zdjął przez głowę przemoczoną koszulkę i rzucił ją niedbale w stronę kosza z brudnymi ciuchami, a mnie zrobiło się gorąco. – No dobra. Milo, chodź tu i więcej nie przeginaj, bo wtedy będę musiał zdjąć też spodnie. – Szybko złapał psa i wsadził go do wanny dużo sprawniej niż ja przed chwilą.
Starałam się nie patrzeć na gołą klatę Nicka, tylko skupić się na szorowaniu psa. Moja koszulka też była mokra, ale nie miałam odwagi jej zdjąć. Może gdyby między nami było inaczej… Dokończyłam mycie Milo i zaczęłam spłukiwać pianę, ale woda była brudna i wiedziałam już, że będę musiała umyć go drugi raz. Jednak tym razem nie próbował już wyskakiwać z wanny.
– Przy tobie jest jakiś grzeczniejszy – stwierdziłam.
– Oczywiście, że tak. W końcu się kumplujemy. Chyba nawet lubi mnie bardziej niż ciebie.
– Ała. Może w takim razie chcesz go umyć, spłukać, a potem wytrzeć i wyczesać? Ja sobie siądę i popatrzę.
– Na Milo, moje umiejętności fryzjerskie czy na mnie bez koszulki?
– Mam podzielną uwagę – odparłam, rumieniąc się i cieszyłam się, że nie patrzyłam na niego, bo szorowałam psa.
Nick oparł się umięśnionymi ramionami o brzeg wanny i oparł na nich głowę.
– Dobrze, że nigdy nie wpadło mi do głowy po pijaku, żeby się umyć. Wtedy pewnie byłbym na miejscu Milo, a ty byś mnie szorowała równie zawzięcie.
Musiałam zamknąć na chwilę oczy, żeby pozbyć się tego obrazu z głowy.
– Więc sądzisz, że by ci się to nie podobało? – zapytałam, zerkając na niego.
– Tego nie powiedziałem. – Też na mnie spojrzał. – Ale po pijaku mógłbym się utopić.
– Nie pozwoliłabym na to przecież.
– Dobrze wiedzieć. – Przeniósł wzrok na Milo. – Chyba się wkurza, że przestałaś zwracać na niego uwagę.
– Prędzej że ty przestałeś zwracać na niego uwagę, skoro ciebie lubi bardziej. Na mnie jest obrażony, bo go tu zaciągnęłam. – Zaczęłam po raz kolejny spłukiwać pianę i tym razem woda była już czysta, więc po spłukaniu wszelkiej pozostałości szamponu, wzięłam ręcznik i zaczęłam wycierać psa, chociaż i tak zdążył się już otrzepać, ponownie nas ochlapując. Chciał wyskoczyć, oparł nawet łapy o brzeg wanny, ale wepchnęłam go głębiej. – Jeszcze nie, Milo. – Spojrzał na mnie tymi swoimi oczami jak guziki, jakby działa mu się wielka krzywda, ale nie dałam się nabrać i dokończyłam wycieranie go ręcznikiem. – Możesz go stąd zabrać – zwróciłam się do Nicka, który zdążył już wstać.
– Nie wyskoczy sam? Zdaje się, że do tego jest bardzo chętny.
– Chciałeś pomóc, a on ma mokre łapy, może się poślizgnąć i zrobić sobie krzywdę.
– My też jesteśmy mokrzy – zauważył, ale pochylił się i wyjął psa z wanny. – Proszę. Żadnej krzywdy.
– Dziękuję. – Próbowałam osuszyć jeszcze łapy Milo ręcznikiem, ale wyrywał je za każdym razem, więc odpuściłam. Spojrzałam na Nicka, starając się patrzeć jednak w jego oczy, a nie niżej. – Co? Ciebie też mam powycierać?  
Wiedziałam, że nie powinnam była pytać, ale za późno. Słowa opuściły moje usta, zanim zdążyłam pomyśleć.
Uśmiechnął się lekko.
– Poradzę sobie.
– O-okej. – Odwróciłam wzrok. – Dzięki za pomoc.
Spojrzałam na wannę, której dno pokrywały kupki czarnej sierści i westchnęłam. Zostało najgorsze – sprzątanie. Nick zabrał ręcznik i wyszedł. Kolejny raz chwila normalności przeszła w dziwnie niezręczną. Niby zaczynał znów być sobą, ale jednak nie do końca. Jakby coś go powstrzymywało. Pewnie wspomnienia, przez które nadal dręczyły mnie wyrzuty sumienia.  
Czy tak już będzie zawsze?
***
Will nie mógł wziąć wolnego, żeby jechać ze mną do lekarza. Nie chciałam nikogo prosić o głupie podwiezienie, mogłam przecież jechać metrem czy autobusem. Milo był rozczarowany, że wychodziłam z domu bez niego. Sądził pewnie, że pójdziemy do parku, mimo że wróciliśmy niecałe dwie godziny wcześniej. Założyłam słuchawki na uszy, włączyłam muzykę i ruszyłam do najbliższej stacji metra. Dotarłam do ginekologa na czas, nie byłam jednak przygotowana na to, co usłyszałam. Znowu pojawiły się nowe torbiele. Tym razem na obu jajnikach. Nie były duże i nie wymagały ingerencji chirurgicznej, ale dostałam inne tabletki antykoncepcyjne. Lekarz liczył, że torbiele wchłoną się same i nie będziemy musieli rozważać kolejnej laparoskopii.
– Jeśli chce pani mieć dzieci, to radziłbym zajście w ciążę jak najszybciej. Jeśli będziemy musieli usunąć torbiele chirurgicznie, nie mamy pewności, w jakim stanie będą jajniki… – Mówił dalej, ale do mnie docierało wszystko z opóźnieniem.
Coś o wycięciu jajników, albo ich części. Coś o niedrożności jajowodów. Coś o zapłodnieniu in vitro, żeby zwiększyć szansę.
Wyszłam z gabinetu oszołomiona i musiałam usiąść, bo zrobiło mi się słabo.  
Boże, to wszystko nie tak miało być. Nie tak miało wyglądać moje życie. Jasne, chciałam mieć kiedyś dzieci. Kiedyś, a nie teraz. Zawsze myślałam, że jeśli wypłynie temat ciąży, to będę mieć już męża, albo przynajmniej faceta, który chciałby ze mną być. Tymczasem nie miałam nawet chłopaka. Mieszkałam z bratem i spałam z nim w jednym pokoju. Ledwo się mieścieliśmy w trójkę z psem w jednym mieszkaniu. Miałam do tego wszystkiego jeszcze sprowadzić na świat dziecko? Jak? Z kim? Miałam chodzić na randki i mówić: “hej, chcesz mnie zapłodnić? Nie martw się, nie musimy iść nawet do łóżka, bo in vitro zwiększa szansę na zajście w ciążę.”? A może miałam iść do banku spermy i wybrać sobie anonimowego dawcę?
Ukryłam twarz w dłoniach. Nie byłam gotowa na dziecko. Miałam dwadzieścia pięć lat i to było dla mnie za wcześnie. Jak mogłam teraz decydować o czymś tak ważnym? A może w przyszłości stwierdzę, że wcale nie chcę mieć dzieci? Ale jeśli będę chciała zostać mamą, a przegapię swoją szansę, bo torbiele będą tak duże, że lekarze usuną je razem z jajnikami, to co wtedy? Niby była jeszcze adopcja…
To było za dużo. Byłam przytłoczona tymi wszystkimi informacjami. Głowa mnie bolała od analizowania wszystkich opcji. Źle się czułam, ale podniosłam się z krzesła i wyszłam na świeże powietrze. No, tak świeże, jak tylko może być w środku miasta. Pooddychałam głęboko, opierając się o ścianę budynku i ruszyłam do stacji metra, kiedy zrobiło mi się trochę lepiej. Miałam ochotę położyć się do łóżka i rozpłakać. Nigdy nie sądziłam, że moje życie będzie wyglądać w ten sposób. Że będę mieszkać z bratem i facetem, którego kocham, a który mnie nie chce. Że będę musiała decydować już teraz o czymś, o czym niektóre kobiety będą myśleć dopiero za kilka lat. Jednak ciąża nie wydawała się aż tak palącym problemem jak to, że w najgorszym razie będę mieć kolejną operację, której kosztów nie pokrywało moje ubezpieczenie. Byłam spłukana, a Will nadal spłacał kredyt zaciągnięty na pierwszy zabieg. Musiałam w końcu wziąć się w garść i zacząć zarabiać.  
Właściwie nie wiedziałam, jak dotarłam do domu. Moje ciało działało na autopilocie i tak samo ugotowało obiad. Praktycznie nie byłam świadoma tego, co robiłam. Ocknęłam się dopiero, gdy ochlapałam się podczas blendowania pomidorów na krem. Ciuchy się wypierze, ale gorące krople wylądowały też na moich przedramionach i twarzy, parząc skórę. Starłam je ręcznikiem papierowym i ze skóry, i z bluzki. Dokończyłam blendowanie, wsadziłam do pieca bagietki czosnkowe i opadłam na krzesło. Milo usiadł przy mnie i położył pyszczek na moich kolanach. Pogłaskałam go, po czym wstałam, żeby wyciągnąć z szafki jakieś psie smakołyki. Milo merdał ogonem jak szalony i nie wiedział, co ma robić. W jednej chwili siedział, w drugiej się kładł, a w trzeciej dawał mi łapę, mimo że nie wydałam mu żadnej komendy. Parsknęłam śmiechem i dałam mu smakołyk. Ucieszony schował się pod stołem.
Niedługo później siedziałam przy stole z Willem, który jadł swoją zupę łyżka za łyżką, jakby w życiu nie jadł niczego lepszego. Albo była naprawdę dobra, albo był bardzo głodny. Ja grzebałam łyżką w swojej porcji. Bagietka smakowicie pachniała i zjadłam kilka kęsów, ale więcej nie byłam w stanie.  
– Hayley?
Oderwałam wzrok od zawartości miski i przeniosłam wzrok na brata.
– Co jest? Zaraz… to dzisiaj? Byłaś u lekarza, tak?
– Byłam.
– Złe wieści?
– Mogły być gorsze. Nowe torbiele. Nieduże, ale tym razem na obu jajnikach. Dostałam nowe tabletki i czekamy. – Właśnie. Zapomniałam odebrać z apteki te tabletki. – Może się wchłoną. Jeśli nie… prawdopodobnie kolejny zabieg.
– Ile czekamy?
– Nie wiem, kilka miesięcy, może dłużej. Zależy, czy będą się zmniejszać, czy rosnąć.  
– Okej… – Przeczesał dłonią włosy. On też nie spodziewał się takich wieści. – Więc co robimy?
– My? My nic nie robimy. Ja się biorę za siebie, wracam do pracy i znowu zarabiam. Już za długo siedzę wam na głowie. – Zamieszałam łyżką w zupie. – Najlepszy scenariusz jest taki, że staję na nogi i się wyprowadzam. Najgorszy… wiesz, jaki jest najgorszy…
– Taaa… wiem. – Wziął głęboki oddech, spojrzał na swoją pustą miskę, a potem na moją. – Będziesz to jeść?
Podsunęłam mu swoją porcję razem z bagietką.
– Wyjątkowo dobra ci dzisiaj wyszła – powiedział i zabrał się do jedzenia.
Wyjątkowo. Komplement, ale nie do końca. Czyli zwykle mu nie smakowało to, co gotowałam?
– Dzięki – mruknęłam.
Wstałam i wyszłam z kuchni. Miałam wrażenie, że między nami była przepaść, której wcześniej tam nie było. Chciałam tylko, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze, ale jakoś nikt się do tego nie kwapił. Na grupie na messengerze panowała cisza, a jeśli już pojawiała się jakaś aktywność, były to tylko zdawkowe wymiany zdań. Byłam świadoma, że sobie na to zasłużyłam, bo odpychałam ich bardzo długo i teraz musiałam ponieść konsekwencje.
Po prostu… chyba jeszcze nigdy nie czułam się taka samotna.




Hej! Czy rozdział się Wam podobał? Zostawcie, prosimy, komentarz  <3 a jeśli się Wam nie podobał - też zostawcie. Konstruktywna krytyka zawsze mile widziana, tak samo jak wszelkie uwagi. Chcemy wiedzieć, co myślicie! :)

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 6497 słów i 35307 znaków.

2 komentarze

 
  • Gazda

    Jak zwykle super.  :bravo:

  • candy

    @Gazda bardzo dziękujemy <3

  • Wer...

    Bardzo ciekawy rozdział i znowu nowe problemy Hayley ale jest silna kobietą i myślę że stawi czoła i temu. Mam przeczucie że Nick też nie jest całkiem obojętny i nie zostawi jej z tymi problemami samej.  
    Dziewczyny piszcie szybko następna część ♥️

  • candy

    @Wer... piszemy cały czas, bardzo dziękujemy za komentarz <3