W objęciach światła – rozdział 23

W objęciach światła – rozdział 23Ogłoszenie parafialne! Robimy sobie mały maraton! Oprócz tego rozdziału, wrzucamy od razu jeszcze dwa <3 enjoy!


Hayley

Czułe pocałunki niczego nie zmieniły, a jedynie sprawiły, że tęskniłam za Nickiem jeszcze bardziej. Nie umiałam funkcjonować bez niego, ale nadal musieliśmy porozmawiać — tym razem na spokojnie, więc postanowiliśmy dać sobie trochę czasu na przemyślenia, zanim umówimy się na spotkanie. Nie chciałam naciskać, nie chciałam, żeby mnie odpychał, dlatego się wycofałam.  
Will siedział u niego cały weekend, a w tygodniu jeździł po pracy i zjedzeniu ze mną obiadu. Siedziałam więc sama w mieszkaniu całymi dniami, a to nie wpływało na mnie zbyt dobrze. Miałam Milo, który łaził za mną krok w krok, ale przecież nie mogłam z nim pogadać. Zawsze mogłam wygłaszać monologi, tylko po co?
Wróciły zawroty głowy, które pojawiały się w najmniej odpowiednich momentach: w sklepie na zakupach, na spacerze z psem, podczas gotowania albo siedzenia nad zleceniem. Musiałam wtedy przerywać cokolwiek robiłam i czekać chwilę, aż to minie i będę mogła kontynuować, bez obawy, że się przewrócę albo spadnę z krzesła. Nie wiedziałam, czy zawroty były spowodowane tym, że mniej jadłam, czy czymś innym. Starałam się skupić na pracy i nie myśleć o Nicku. Czekałam, aż się odezwie, żebyśmy mogli ustalić termin spotkania, bo tak bardzo chciałam go zobaczyć, ale on milczał. W dodatku okres powalił mnie na kolana i miałam ochotę tylko leżeć w łóżku i ryczeć. Różowy kolor znowu się wypłukał, a odrosty były coraz dłuższe, więc wyglądałam coraz gorzej. Powinnam iść do fryzjera, żeby poprawić sobie humor i może zafundować sobie jakiś zabieg regeneracyjny, bo ciągłe rozjaśnianie nie wpływało zbyt dobrze na kondycję moich włosów. Umówiłam się na wizytę za tydzień, a do tego czasu jakoś będę musiała przeżyć patrzenie w lustro. Przeglądając Facebooka coraz częściej trafiałam na zdjęcia noworodków, które publikowali moi znajomi. Szczęśliwe mamy, szczęśliwe rodziny i mnóstwo zachwytów w komentarzach. Patrzyłam na te zdjęcia i relacje, nie czując nic. Nie czułam, że chciałabym mieć to samo, że chciałabym trzymać w ramionach swoje dziecko z uśmiechem na ustach. To było za wcześnie. Nie byłam jeszcze na tym etapie i na obecną chwilę nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będę.
Po pięciu długich dniach, które wydawały się wiecznością, Nick w końcu się odezwał. Umówiliśmy się na kawę w tej kawiarni co zawsze. Dzisiaj słońce przedzierało się przez chmury zdecydowanie częściej niż w poprzednie dni, grzejąc chłodne jesienne powietrze. Założyłam czarne spodnie z wysokim stanem, sportowe buty za kostkę, bluzkę z długim rękawem, na to narzuciłam gruby i ciepły kardigan, a wokół szyi zawiązałam szeroki szalik. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo wyglądały odrobinę lepiej niż związane. Udało mi się nawet namalować kreski na powiekach w miarę symetrycznie. Zapakowałam telefon i portfel do mojego małego plecaka i ruszyłam w drogę. Cieszyłam się, że zobaczę Nicka, ale jednocześnie żołądek zacisnął mi się w supeł z nerwów. Jak przebiegnie nasza rozmowa? Miałam nadzieję, że tym razem się nie pokłócimy. Tak bardzo chciałam znowu z nim być. Potrzebowałam go jak powietrza.  
Idąc chodnikiem w stronę kawiarni, zobaczyłam go z daleka i motyle w moim brzuchu ożyły, łaskocząc swoimi skrzydełkami. Nick miał na sobie jeansy, trampki i szarą bluzę z kapturem, a na to narzucony ciemniejszy płaszcz w kratkę. Lubiłam, gdy nosił tą bluzę. Wyglądał w niej tak ładnie. Zresztą, on we wszystkim wyglądał ładnie.  
Uśmiechnęłam się, mimo że zestresowałam się jeszcze bardziej.
— Hej — powiedział, zachowując dystans, co mnie trochę zabolało, jednak nie zdziwiło tak bardzo. Przyjrzałam się jego twarzy, która wyglądała zdecydowanie lepiej niż te parę dni temu. Z powrotem wyglądał zdrowo. — Pomyślałem, że możemy wziąć kawę na wynos i iść do parku.  
— Hej. — Założyłam kosmyk włosów za ucho. — Jasne, zróbmy tak.
Park nie był daleko, więc po kilkunastu minutach już przechadzaliśmy się wśród drzew, trzymając kubki z ciepłą kawą i szukając ławki, na której moglibyśmy usiąść. Rozmowa niezbyt się kleiła, bo każde z nas unikało głównego tematu, który musieliśmy poruszyć.  
W końcu usiedliśmy, a Nick się odezwał:
— Nie wiem już, na czym stoimy. Dużo o tym myślałem, ale tak naprawdę nie wymyśliłem nic. Z jednej strony mówiłaś o in vitro, ale potem powiedziałaś, że i tak jest za drogie… i że chcesz po prostu być ze mną. Ale co ja mam zrobić z tą informacją? Myślisz, że tak po prostu pozwolę ci zmarnować szansę na dziecko? Że ją zignoruję i zapomnę o tym, że przecież chcesz je mieć?
— Jasne, może kiedyś, ale nie teraz. Ja nie jestem gotowa. To niesprawiedliwe, że muszę decydować o tym już teraz i tylko dlatego, że to może być moja ostatnia szansa. Nawet jeśli by się udało jakimś cudem za pierwszym razem z tym in vitro, nawet jeśli wszystko by poszło gładko, to i tak jest za wcześnie. To ogromna odpowiedzialność, zmieni się całe moje życie, a ja nie jestem pewna, czy tego chcę, bo jeszcze nie pozbierałam się po tym, jak endometrioza wywróciła je do góry nogami. Na ten moment jestem pewna tylko jednego. — Spojrzałam mu w oczy. — Ciebie.
Wypuścił cicho powietrze z ust i upił trochę kawy.
— Bo wiesz… jeśli naprawdę byś tego chciała… Mógłbym się dołożyć finansowo, ale masz rację, jest na to grubo za wcześnie. I boję się, że nawet jeśli by się udało, to nie byłbym dobrym ojcem dla takiego dziecka. Bo ono byłoby tylko twoje. Twoje i innego faceta, nawet jeśli jego by nie było obok. — Wbił wzrok w kubek, który trzymał. — Ja byłbym tylko dodatkiem. Nie wiem, czy bym mógł… czy potrafiłbym… — urwał i potrząsnął głową.
— Och, Nick… — Przybliżyłam się i delikatnie dotknęłam jego policzka, żeby na mnie spojrzał. — Dla mnie nigdy nie będziesz tylko dodatkiem. Już ci mówiłam… jesteś moim wszystkim. Jesteś cudowny i nie rozumiem, dlaczego tak o sobie myślisz. Ciągle sobie umniejszasz, ale musisz przestać to robić. Gdybyś spojrzał na siebie moimi oczami, to zobaczyłbyś, jak rozpraszasz ciemność wokół mnie, jak sprawiasz, że nie wydaje się taka straszna i jak dajesz mi siłę, by z nią walczyć.  
Nick chyba miał lekko wilgotne oczy i otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nagle usłyszeliśmy wołanie:
— Nick! Hej, Nick, to ty?
Nick od razu obrócił się w stronę głosu, a ja zobaczyłam zmierzającą w naszą stronę niewysoką szczupłą brunetkę z szerokim uśmiechem. Za rękę trzymała małą dziewczynkę, może trzyletnią, która zobaczywszy Nicka, wykrzyknęła głośno:
— Wujek Nicky!  
— Co wy tu robicie? — Ponurą do tej pory twarz Nicka rozświetlił szeroki uśmiech. Wyrzucił kubek po kawie do kosza i wstał, a brunetka właśnie dotarła do ławki, na której siedzieliśmy. — Nie spodziewałem się, że zobaczę was tak szybko… i zwłaszcza tutaj.
— Przyjechaliśmy w odwiedziny do moich teściów, a ja ich naprawdę nie znoszę, więc wyszłam z domu pod pierwszym lepszym pretekstem i zabrałam małą ze sobą. Ciągnęła mnie na plac zabaw, bo jest ładna pogoda, ale muszę zrobić zakupy i… — Kobieta zerknęła w dół na swoją córeczkę, która z cichym piskiem przykleiła się do nogi Nicka. — Wybacz, ale naprawdę nie mogła się doczekać, kiedy znowu zobaczy wujka Nicka.
— Mogłyście zadzwonić — powiedział Nick z szerokim uśmiechem, którego dawno u niego nie widziałam. — Ja też już się za tobą stęskniłem — powiedział do dziewczynki, a ona znowu cicho pisnęła. — Słuchaj, skoro musisz iść na zakupy, to ja mogę wziąć małą na plac zabaw. Jeden jest tu niedaleko.
— Nie, Nick, naprawdę nie musisz… — Kobieta zerknęła na mnie, wyraźnie zakłopotana, a ja siedziałam dalej na ławce, zupełnie nie wiedząc, jak zareagować.
— To żaden problem.
W tym momencie dziewczynka pisnęła:
— Mamo, chcę zostać z wujkiem Nickiem!
— No… dobrze. — Kobieta ukucnęła i dała małej buziaka. — W takim razie wujek Nick zabierze cię na plac zabaw, a mamusia pójdzie zrobić zakupy. Będziesz grzeczna?
— Tak! — potwierdziła mała, a Nick pochylił się i wziął ją na ręce.
— Okej, w takim razie… Zadzwonię za jakiś czas i was znajdę. Gdyby coś się działo…  
— Nic się nie martw. I nie spiesz się. — Nick przeniósł wzrok na małą, która oparła głowę na jego ramieniu, sprawiając wrażenie, jakby była jednocześnie zawstydzona i podekscytowana. — Będziemy się razem świetnie bawić, co nie?
Dziewczynka znowu pisnęła. Kobieta w końcu się oddaliła, wciąż dziękując Nickowi. Wkrótce znikła nam z oczu, a Nick spojrzał na mnie.
— Przepraszam, wiem, że umówiliśmy się na rozmowę, ale…  
— Nie szkodzi — wykrztusiłam. Patrząc na niego z dzieckiem na rękach, w głowie już miałam obraz, jak mogłoby wyglądać nasze życie, gdybym nie była chora, a on bezpłodny. To mogłaby być nasza córeczka i szlibyśmy na plac zabaw jak rodzina. Ta wizja sprawiła, że nie byłam w stanie się ruszyć. — Rozmowa nie ucieknie, więc… Kto to jest?
— To była moja siostra cioteczna, Sabrina. A to… — Nick lekko połaskotał małą, która zaczęła chichotać, nadal przytulona do jego ramienia. — To Charlie. Pojechałem ostatnio do domu… Mama wyprawiała tacie urodziny i z niewiadomych przyczyn dostałem zaproszenie. Dawno nie widziałem się z resztą rodziny, więc pojechałem i stałem się wujkiem Nickiem, którego Charlie bardzo kocha, prawda?  
— Wujku, chodźmy już na plac zabaw! — wykrzyknęła Charlie, ściskając go mocno za szyję i lekko wierzgając nogami.
— Dopiero jak powiesz, jak bardzo kochasz wujka Nicka. — Znowu lekko ją połaskotał, a ona zaczęła się śmiać. W międzyczasie Nick spojrzał na mnie i powiedział delikatnie: — Chodź z nami.
Zawahałam się. Powinnam iść i oglądać to, czego z Nickiem nie mogliśmy mieć? Z drugiej strony, Nick się uśmiechał i wyglądał na szczęśliwego, a ja dawno go takiego nie widziałam i nie mogłam zmusić się, by wrócić do domu. W końcu wstałam z ławki i do nich podeszłam. Dziewczynka miała króciutkie brązowe włosy i duże zielone oczy oraz lekko pucołowate policzki i była absolutnie prześliczna.
— Cześć, Charlie — powiedziałam z uśmiechem. — Jestem Hayley.
Charlie przekrzywiła lekko głowę, chowając się za Nicka, ale wyciągnęła w moją stronę małą rączkę.
— Nic się nie bój, Charlie, Hayley jest miła i ją lubimy. I ma fajne włosy, prawda?  
— Różowe! — obwieściła głośno Charlie.
— No właśnie. Czy to odpowiedni kolor dla włosów? — Powoli ruszyliśmy ścieżką w kierunku placu zabaw. — Bo wujek Nicky uważa, że bardzo dziwny.
— Ja też chcę różowe włosy.
— Ciekawe, co na to twoja mama.
— Chcę iść sama — oświadczyła nagle Charlie, najwyraźniej nabierając odwagi.  
— Tak? Dobrze, bardzo dobrze, młoda damo. — Nick postawił ją na ziemi, ale wyciągnął rękę, by mogła go za nią chwycić. — Ale nawet jak idziesz sama, to trzymamy się za ręce. Znasz zasady.
Charlie przez chwilę kręciła się w miejscu, aż w końcu chwyciła Nicka za rękę, a drugą wyciągnęła w moim kierunku, patrząc wyczekująco. Spojrzałam zaskoczona na Nicka, a potem na dziewczynkę i z lekkim uśmiechem chwyciłam małą rączkę. Nagle zachciało mi się płakać, ale zamrugałam szybko, by przegonić łzy. Nie zamierzałam płakać w parku i przy Nicku.
Gdy dotarliśmy do parku, ponownie usiadłam na jednej z ławek, a Nick poszedł z Charlie na huśtawkę. Choć parę razy zerkał w moim kierunku, Charlie ciągle domagała się jego uwagi — obserwowałam więc, jak się razem bawili i gonili. W pewnym momencie Charlie podbiegła do mnie i chwyciła za rękę, zmuszając, bym poszła za nią. Zaprowadziła mnie na sam środek, gdzie było dużo piasku i zaczęła rysować palcem jakąś postać.
— To wujek Nicky — powiedziała w końcu, patrząc na zniekształcony piasek. — Ty też coś narysuj.
Wyrównałam piasek dłonią i zaczęłam rysować palcem.
— To mój pies. Ma na imię Milo — powiedziałam, kończąc rysować ogon. — Lubisz pieski?
— Tak. Ja też mam psa, Ricka. Ale on czasem śmierdzi. — Zmarszczyła nos.
— Pewnie nie lubi się kąpać, co?
— Nie lubi. Ale ja lubię. — Charlie podniosła głowę, szukając wzrokiem Nicka, który obserwował nas z odległości paru kroków. — Wujku, narysowałam cię, chodź, zobacz!
Nick posłusznie podszedł i ukucnął obok, a jego twarz po raz kolejny rozświetlił szeroki uśmiech.
— To naprawdę ja? Wow, nieźle mi się schudło.
Zaśmiałam się cicho.
— Charlie, a wiesz, że Hayley też rysuje? I zarabia na tym pieniążki. I kiedyś też narysowała wujka Nicka. — Posłał mi szelmowski uśmiech i poruszył znacząco brwiami.
Serce zabiło mi szybciej. Prawie o tym zapomniałam. To było tak dawno.
— Oczywiście, że wie. Przecież narysowałam Milo — powiedziałam z uśmiechem. — W uproszczonej wersji.
— To może i ja coś narysuję? Co mam narysować, Charlie?
— Ślimaka — oznajmiła dziewczynka z poważną miną.
— Ślimaka? O rany… — Nick zaczął kreślić jakieś esy floresy w piasku. — Czy to wygląda jak ślimak?
— Prędzej jak rogalik — zaśmiałam się.
— Też mi różnica. I to i to można zjeść.
— Wujku, ślimaki nie są do jedzenia.
— No tak. Co ja wygaduję. Oczywiście, że nie są. — Nick zaczął rysować drugiego ślimaka. — No dobra, a ten? Ten już na pewno jest ślimakiem, dostał bardzo ładny dom na swoim grzbiecie.
— Wujku, nie umiesz rysować. — Charlie rzuciła odrobinę piasku na to, co nakreślił Nick i zaczęła się śmiać, a on jęknął głośno.
— Jak mogłaś? Teraz to przegięłaś. Zaraz się policzymy. — Szybko złapał Charlie i podniósł ją do góry, przerzucając sobie delikatnie przez ramię. Zaczął ją łaskotać, a ona śmiała się wniebogłosy. — Jeśli ktoś umie rysować ślimaki, to tylko wujek Nick.
Po sesji łaskotania Charlie spodobała się wysoka zjeżdżalnia, ale nie mogła tam wejść sama, więc weszłam razem z nią. Na dole czekał na nią Nick, żeby ją złapać. Mała zjechała z radosnym piskiem, lądując w jego ramionach. Powtórzyliśmy to jeszcze kilka razy, aż jej się nie znudziło, więc kiedy zjechała po raz ostatni, zawołałam do Nicka:
— Mnie też złapiesz?
Uśmiechnął się szeroko i powiedział:
— Zawsze cię złapię.
Zjechałam prosto w jego ramiona i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Poczułam, że się rumienię, ale musieliśmy to przerwać, bo w końcu mieliśmy dziecko pod opieką. Bawiliśmy się jeszcze jakiś czas, aż w końcu na placu zabaw zjawiła się Sabrina z paroma wypchanymi torbami. Chwilę trwało, zanim przekonała Charlie, że czas do domu. W końcu dziewczynka skończyła tulić Nicka, ale zamiast podejść do mamy, podeszła do mnie i wyciągnęła swoje szczupłe ramionka.
— Pa, ciociu — powiedziała, wtulając się we mnie.
— Pa, Charlie — odpowiedziałam, delikatnie ją obejmując.
— Musimy się spotkać, Nick, i nadrobić zaległości. Może niekoniecznie na rodzinnej imprezie.
— Koniecznie. Daj znać, kiedy będziecie mieć czas.
— Zdzwonimy się. — Sabrina wzięła Charlie za rękę. — Jeszcze raz serdeczne dzięki za popilnowanie jej. Masz śliczną dziewczynę, Nick. — Puściła do mnie oczko i poprawiła torbę na ramieniu. — Okej, wracamy do tatusia. Pa!  
— Do zobaczenia — powiedział cicho Nick, bardziej do siebie, wpatrując się w oddalające się sylwetki Sabriny i Charlie. Przez chwilę staliśmy w ciszy, nadal na placu zabaw. Nagle obrócił się w moją stronę, przyciągnął mnie do siebie i pocałował, kładąc dłoń na moim policzku.  
— Ja też jestem pewny tylko ciebie — powiedział cicho, gdy się od siebie oderwaliśmy. — Ale potrzebuję więcej czasu, żeby to wszystko przemyśleć…  
— Dobrze. Czy to oznacza też brak kontaktu?
— Nie wiem. — Odsunął się odrobinę. — Ale wiem jedno, Hayley, jeśli ma się nam udać… Nie możesz więcej tak robić. Nie możesz zatajać przede mną najważniejszych informacji. Trzeciego razu już nie zniosę. Rozumiesz mnie?  
— Rozumiem. Żadnych tajemnic. Obiecuję. — Wzięłam głęboki oddech. — I przepraszam, że znowu wszystko zepsułam. Zawaliłam na całej linii… ale gdybym ci powiedziała od razu, to dałbyś nam w ogóle szansę?
— Ty też nie słuchasz, co się do ciebie mówi, wiesz? — Uśmiechnął się smutno. — Od początku wiedziałem, że jesteś chora i zakochałem się w tobie mimo wszystko.
— I mimo to mnie zostawiłeś… Chcesz powiedzieć, że gdybyś wiedział od początku, to i tak zaprosiłbyś mnie na randkę?
Przez jego twarz przebiegł jakiś grymas i nie było już śladu po tym pięknym uśmiechu.
— No właśnie, więc… żałuję, że to ukrywałam i sama się z tym męczyłam, ale z drugiej strony cieszę się, bo to był chyba najszczęśliwszy okres w moim życiu. Dam ci tyle czasu, ile potrzebujesz. Nie chciałabym tylko całkiem stracić z tobą kontaktu. Jak będziesz gotowy, to się odezwij. — Zbliżyłam się do niego i wspięłam na palce, żeby pocałować go w policzek. Odsunęłam się i uśmiechnęłam lekko. — Będę czekać.  
Odwróciłam się, ruszając w stronę wyjścia z parku. Piekły mnie oczy, ale musiałam powstrzymać łzy, dopóki nie dotrę do domu. Tam będę mogła katować się wyobrażeniami, które nigdy nie staną się rzeczywistością, płacząc w poduszkę.


Nicholas

Czułem się już lepiej — fizycznie i psychicznie — ale Will nadal nie odpuszczał. Siedział ze mną cały weekend, jak pieprzona niańka, a później przychodził też na tygodniu. Za każdym razem byłem trzeźwy, ale on dalej zachowywał się, jakbym miał w wolnej chwili pobiec do baru.
— Dobra, starczy już — rzuciłem któregoś dnia, gdy przyszedł jak do siebie, oczywiście posługując się cholernym zapasowym kluczem. — Błagam cię, idź sobie. Idź do Emmy albo gdziekolwiek indziej. Ja już się tobą nacieszyłem.
— Już masz mnie dość? Alkoholu też, czy tylko chcesz się pozbyć mnie, żebyś mógł znowu upić się do nieprzytomności?
— Już mnie zostawiałeś na parę godzin i niczego nie wypiłem.
— Bo wiedziałeś, że wrócę.
— Naprawdę muszę wymienić zamki — burknąłem.
— Naprawdę musisz to udać się do specjalisty albo na spotkania AA i wreszcie się ogarnąć.
— Co? — Zacząłem się głośno śmiać. — Spotkania AA? Nie przesadzasz trochę? Nie jestem alkoholikiem.
— Może jeszcze nie, ale masz problem, a skoro go nie widzisz, to jest gorzej niż sądziłem.
— Nie baw się w terapeutę. Już zapomniałeś, jak też czasem lubiłeś sobie popić? A ja nie wysyłałem cię na spotkania ludzi, którzy dostają żetony za trzeźwość.
— Nie odwracaj kota ogonem. To zupełnie inna sytuacja.
— Niby czemu?
— Choćby dlatego, że mnie alkohol nie przynosi ulgi. No i nie piłem go w takich ilościach. W tej kwestii bijesz mnie na głowę.
— No to pogódź się z tym i spieprzaj z mojego mieszkania.
— Nie, nie sądzę, że mogę zostawić cię samego.  
— To sobie nie sądź. Jestem już duży. Nie potrzebuję niańki. — Zaczynał mnie naprawdę wkurwiać. — Poważnie, Will, miałem jeden gorszy moment i dlatego już się ode mnie nie odczepisz?
— Jeden? Dobrze wiesz, że to nie był jeden gorszy moment. To już się ciągnie jakiś czas, jasne, z przerwami, ale co będzie, kiedy znowu się wszystko spierdoli? Co będzie, jak nie pogodzicie się z Hayley? Znowu będzie tylko jeden gorszy moment?
— Uwierz mi, gorzej już nie będzie.
— Zawsze może być gorzej, a ty potrzebujesz pomocy i nie chcesz tego przyznać nawet przed samym sobą. Mam cię zaciągnąć siłą?
— A jak mnie zaciągniesz, to dasz mi w końcu spokój?
Zacisnął szczękę, nie spuszczając ze mnie wzroku.
— Dobraliście się, kurwa, idealnie. Tak samo uparci. Nawet gadacie to samo.
— Możesz winić tylko siebie. To ty ją sprowadziłeś do naszego mieszkania. — Wzruszyłem ramionami.
— To coś nowego. Zmusiłem was, żebyście się w sobie zakochali, tak? Nie wiedziałem, że mam taką moc. Może powinienem zostać wróżbitą albo swatką. — Uśmiechnął się kpiąco.
— Dobra, nie pierdol, tylko odpowiedz na pytanie. Dasz mi spokój, jeśli pójdę… Gdzie tam sobie chcesz, żebym poszedł?
— Uwierzę, jak zobaczę, ale to jakiś start.  
— Ale na pewno nie pójdę na żadne spotkanie AA — zastrzegłem. — Możesz prosić, błagać i nie wiem co jeszcze, ale nie pójdę. — Z dwojga złego wolałem już znaleźć jakiegoś psychologa. — Nie jestem alkoholikiem. Wolę już jakiegoś terapeutę czy coś…  
— I koniec z alkoholem? Jakimkolwiek?
— Zabronisz mi nawet piwa? — prychnąłem.
— Zabronię.
— Will, kurwa, bądź człowiekiem.
— Przynajmniej do czasu, aż się ogarniesz.
— Dobra — burknąłem. — Niech ci będzie. Możesz już przestać być moją niańką. Idź do siebie albo przypomnij sobie, że masz dziewczynę.
— Jeszcze będziesz chciał, żebym zagrał z tobą na konsoli. Dobra, trzymam cię za słowo i lepiej, żebyś go dotrzymał. — Ruszył powoli do drzwi. — Nie będę znowu chujowym kumplem. Wpadnę niedługo.
— Nie wątpię — mruknąłem, patrząc, jak Will zamyka drzwi.
W końcu zostałem sam ze swoimi myślami, ale nic z tego nie wynikło. Choć w kółko roztrząsałem ostatnie rozmowy z Hayley, nic to nie dawało. Musiałem znowu z nią porozmawiać. Wiedziałem już, że nie zrezygnuje. Może rzeczywiście pospieszyłem się z tym rozstaniem, bo przecież wiedziałem, że mnie kochała, ale co innego mogłem zrobić? Zignorować to wszystko, co nas teraz dzieliło? Machnąć na to ręką i zgodzić się, by nie miała dziecka, którego pragnęła? Nie mogłem tak postąpić. Chciałem dla niej jak najlepiej, ale ona albo tego nie rozumiała, albo rozumiała i miała to gdzieś. Mimo że widać było po niej niezdecydowanie, jedną rzecz powtarzała w kółko — że chciała tylko mnie. Że tylko ja byłem jej potrzebny. Z jakiegoś powodu nie mogłem jej uwierzyć. Bałem się to zrobić. Bałem się, że jej uwierzę, przez jakiś czas będziemy szczęśliwi, a potem znowu wszystko się spieprzy.
Kolejna rozmowa też niczego nie rozwiązała. Miała rację z tym, że na dzieci było grubo za wcześnie, ale nadal widziałem jej niezdecydowanie. Nic już nie powiedziałem, nie wyraziłem też wszystkich moich obaw związanych z in vitro, ale cały czas nad nimi myślałem. Moje odejście niczego nie zmieniło, więc nie zamierzałem znowu tego robić. Nie chciałem po raz kolejny jej opuszczać. Desperacko chciałem zostać i znaleźć jakieś rozwiązanie, ale nawet nie wiedziałem, czy takie istniało. In vitro było cholernie ryzykowną opcją. A jeśli się nie uda i zmarnujemy tylko pieniądze? Jeśli się nie uda i dobije nas to jeszcze bardziej? Jeśli rozdzieli nas na tyle, że Hayley już nie będzie chciała ze mną być? Minusów było dużo więcej niż plusów, ale to była jedyna szansa, by Hayley miała biologiczne dziecko. Jeśli by się udało… Byłaby szczęśliwa. Tylko tego chciałem. Nie wiedziałem tylko, czy ja byłbym szczęśliwy. Gdybym nie mógł w pełni poświęcić się temu dziecku, w pełni go pokochać, znienawidziłbym się jeszcze bardziej. Przecież to dziecko nie byłoby niczemu winne. Nie byłoby jego winą, że byłem bezpłodny, a Hayley chora… ale co, jeśli widziałbym w nim swoją porażkę? Jeśli już zawsze by mi przypominało o tym, że byłem zepsuty i nic nie mogło mnie naprawić?
Gdy wróciłem do mieszkania, dalej odtwarzałem w myślach jej słowa i czułem, jak rozsadzają mi od środka klatkę piersiową. Nie wiedziałem dlaczego, ale cholernie bolały.
Nick… Dla mnie nigdy nie będziesz tylko dodatkiem. Jesteś moim wszystkim. Ciągle sobie umniejszasz, ale musisz przestać to robić. Gdybyś spojrzał na siebie moimi oczami, to zobaczyłbyś, jak rozpraszasz ciemność wokół mnie, jak sprawiasz, że nie wydaje się taka straszna i jak dajesz mi siłę, by z nią walczyć.
To właśnie te słowa miałem w głowie, otwierając laptopa i wyszukując psychologów w pobliżu. Nie chciałem iść na żadną terapię, ale może to było jakieś rozwiązanie. Ja już nie wiedziałem, co robić. Potrzebowałem kogoś, kto mi to powie, kto będzie obiektywny. Will miał rację. Potrzebowałem pomocy. Mogłem udawać, ale jak długo? Głowa już pękała mi od zbyt wielu spraw, które mnie dręczyły. Chciałem z kimś porozmawiać, z kimś, kto by mnie zrozumiał.
Chciałem w końcu być szczęśliwy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4489 słów i 25344 znaków.

Dodaj komentarz