W objęciach światła – rozdział 11

W objęciach światła – rozdział 11Hayley

Nadszedł czwartek, a ja nadal nie wiedziałam, w co się ubrać. Z jednej strony podobało mi się, jak Nick na mnie patrzył i z chęcią bym go trochę pokusiła, ale z drugiej nie chciałam go tak męczyć. W końcu nie będziemy sami. Musiałam zachować się rozsądnie. Zapakowałam książkę dla Willa w ozdobny papier i poszłam mu złożyć życzenia. Przytulaliśmy się pierwszy raz od dawna i prawie było tak jak kiedyś. Później dokończyłam zlecenie, po czym zabrałam Milo do parku pobiegać. Gdy wróciłam, szybko wzięłam prysznic i umyłam włosy. Użyłam różowej odżywki, żeby odświeżyć kolor, ale przed weselem będę musiała iść do fryzjera, żeby zafarbować odrosty. Podobał mi się ten pastelowy róż i nie chciałam jeszcze z niego rezygnować. Założyłam tiulową spódnicę za kolana w kolorze brudnego błękitu, biały top na ramiączkach i białe trampki. Pokręciłam lekko włosy i namalowałam kreski na powiekach. Zastanawiałam się, czy spodnie nie byłyby odpowiedniejsze, skoro szliśmy na kręgle, ale przecież spódnica nie była obcisła i nie krępowała ruchów. W dodatku dawno nie miałam jej na sobie i po prostu bardzo chciałam ją założyć. Poza tym, czarno widziałam moją grę. Bolał mnie nadgarstek, bo przesadziłam z pracą, więc powinnam dać mu odpocząć, zamiast obciążać kulami do kręgli.
Will pojechał po Emmę, a ja zostałam sama z Milo. Nie mogłam się doczekać, kiedy przyjdzie Nick. Miałam nadzieję, że zjawi się już niedługo i będziemy mieć chociaż chwilę dla siebie, zanim wróci mój brat. Chodziłam po mieszkaniu, bo nie mogłam już usiedzieć w miejscu, aż w końcu usłyszałam pukanie i prawie pobiegłam otworzyć.
Nick miał na sobie granatowe materiałowe spodnie, ciemne trampki i jasnoszarą koszulkę. Jak zwykle wyglądał powalająco. Chyba jeszcze nie widziałam, żeby wyglądał źle. Nawet z obitą twarzą, bo przecież to był Nick. W ręku trzymał dużą butelkę szkockiej.
— Hej. — Jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech. — A gdzie solenizant?
— Hej. — Wpuściłam go do środka, odwzajemniając uśmiech. — Pojechał po Emmę. Musimy ci z Milo wystarczyć.
Pies jakby usłyszał, że o nim mowa, bo nagle do nas przybiegł i kiedy zobaczył Nicka, aż zaszczekał z radości, merdając ogonem. Nick przeszedł do kuchni i odstawił butelkę na stół, by pobawić się chwilę z futrzakiem. W końcu Milo dał mu spokój, a wtedy Nick przeniósł wzrok na mnie.
— Ile czasu minęło, odkąd Will pojechał?
— No nie wiem, nie patrzyłam na zegarek. Emma nie mieszka daleko, więc niedługo powinni przyjechać.
— A więc musimy szybko należycie się przywitać przed naszą super tajną misją. — Znowu się uśmiechnął i podszedł bliżej, łapiąc mnie w talii. Pochylił głowę, stykając swój nos z moim. — Dzisiaj nie możesz mnie kusić.
— Nie martw się, założyłam biustonosz — zaśmiałam się, obejmując rękami jego szyję.
— Nie tylko o to chodzi. Nie możesz się na mnie patrzeć takim wzrokiem.
— Jakim? — Delikatnie musnęłam jego usta swoimi.
— Takim, jakim teraz patrzysz — powiedział cicho, po czym wpił się w moje usta, a jedna z jego dłoni zsunęła się na moje pośladki.
Przywarłam do niego jeszcze bardziej, oddając pocałunki, a moje palce znalazły się w jego włosach. Całowaliśmy się namiętnie przez parę długich chwil, aż w końcu Nick się odsunął. W pierwszej chwili nie wiedziałam dlaczego, ale parę sekund później usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Musiał usłyszeć kroki.
Milo pobiegł się przywitać, a ja podeszłam do szafki i wyjęłam szklankę, którą napełniłam wodą, próbując uspokoić oddech i rozszalałe serce. Upiłam kilka łyków, ale nadal czułam motylki w brzuchu i gorąco na policzkach. Tymczasem Nick chyba poszedł dać Willowi prezent, bo usłyszałam, jak mówi:
— Poważnie rozważałem kupno świecących prezerwatyw, ale uznałem, że jednak to będzie lepsze. Sto lat, stary.
— Dzięki — odpowiedział Will. — No, postarałeś się. Możesz iść z nami na kręgle.
— A więc to test? Hayley go zdała?
— Śpiewająco z samego rana. Wszyscy gotowi? To idziemy. Hayley?
— Idę! — zawołałam, wstawiając szklankę do zlewu, a potem upewniłam się, że Milo miał pełne miski i dopiero wtedy wyszłam z kuchni.
Emma wróciła z pokoju Willa, w którym pewnie zostawiła swoją torbę z rzeczami, bo miała zostać na noc. Przywitałyśmy się, po czym całą czwórką wyszliśmy z mieszkania. Po dwudziestu minutach dotarliśmy do kręgielni i zamówiliśmy drinki. Gdy zaczęliśmy grać, byłam podekscytowana, nadgarstek trochę mi dokuczał, alkohol jednak skutecznie tłumił ból. Może nie szło mi najlepiej, ale przynajmniej trafiałam w kręgle i zbijałam niektóre z nich. Emma była lepsza ode mnie, a chłopaki prześcigali się, który z nich zbije wszystkie dziesięć kręgli więcej razy. Oczywiście za każdym razem wiwatowaliśmy, jakbyśmy wcale ze sobą nie rywalizowali. Starałam się nie gapić na Nicka, ale to wcale nie było takie łatwe zadanie. Zwłaszcza po alkoholu. Na ratunek przychodziła Emma, zagadywała mnie, więc musiałam skupić swoją uwagę na niej. Przynajmniej tymczasowo. Umówiłyśmy się na zakupy i wpisałam sobie tę datę w kalendarz w telefonie, żeby nie zapomnieć. W pewnym momencie ktoś z toru obok tak się zamachnął kulą, że uderzyła w telewizor. Posypały się iskry, ekran spadł na tor, a my patrzyliśmy na to przez chwilę w osłupieniu, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Dopiliśmy drinki i postanowiliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie. Od razu zrobiło mi się gorąco, kiedy stanęłam obok Nicka, który trzymał telefon Willa. Zrobił kilka zdjęć, oddał komórkę mojemu bratu, a potem, odwracając się, szepnął mi na ucho niepostrzeżenie:
— Idź do łazienki.
Zaraz potem powiedział głośniej:
— Dobra, widzę, że drinki się skończyły, to idę po kolejne.  
Patrzyłam na niego zdezorientowana, gdy odchodził w stronę części z barem. “Idź do łazienki”? Przecież wcale nie chciało mi się… A potem mnie olśniło.  
— To ja skoczę do łazienki — oznajmiłam i ruszyłam w stronę toalet.
Nick stał przy barze, kiedy tamtędy przechodziłam, więc do niego podeszłam.
— Czy to część naszej super tajnej misji? — zapytałam.
— A czemu nie. Emma i Will pewnie nawet nie zauważyli, że nas nie ma, bo muszą się poobśliniać. Jak się bawisz?
— Dobrze, a ty?
— Całkiem mi się podoba nasza super tajna misja.
— Mnie też, chociaż muszę przyznać, że do najłatwiejszych nie należy.
— Bo tak cię rozpraszam? — Uśmiechnął się szelmowsko.
— To chyba już ustaliliśmy. — Przybliżyłam się do niego. — A tobie jest łatwo?
— Ale zawsze miło usłyszeć. — Nieco się pochylił. — Łatwo nie, ale na pewno łatwiej, bo masz biustonosz.  
Zaśmiałam się.
— Skąd wiesz, że mam majtki?
Uniósł brwi, a po chwili zakasłał gwałtownie.
— Dzięki. To bardzo ułatwi dalszą część wieczoru.
— Proszę bardzo. — Uśmiechnęłam się.
— Zaproponowałbym szybki numerek w łazience, by to sprawdzić, ale… — Wziął w ręce wysokie szklanki. — Pewnie jest obleśnie brudna.
Zrobiło mi się gorąco i pewnie się zarumieniłam, ale na samą myśl miałam motylki w brzuchu.
— Pewnie tak — wykrztusiłam.
— Dobra, wracajmy, bo pewnie zaraz się zorientują, że coś długo nas nie ma. Misja dalej trwa. — Pochylił się i dał mi szybkiego buziaka w usta, po czym odwrócił się i zaczął iść w stronę torów.
Zaczekałam jeszcze chwilę, żeby ochłonąć i ruszyłam za nim. Teraz będzie jeszcze trudniej udawać, że między nami niczego nie było. Wróciliśmy do gry, bo przecież czas na torze mieliśmy ograniczony; dopijaliśmy nasze drinki akurat, gdy się skończył. Wygrał Nick, Will zajął drugie miejsce, za nim była Emma, a ja oczywiście na końcu; nie było to żadnym zaskoczeniem. Po powrocie do mieszkania zamówiliśmy pizze. Nawet nie wiedziałam jaka byłam głodna, dopóki nie zaczęłam jeść. Gdy napełniliśmy brzuchy, Nick oznajmił, że się będzie zbierał, więc Emma z Willem się z nim pożegnali, po czym zamknęli się w pokoju. Prawie jęknęłam. Nie chciałam wcale słuchać, co tam robili. Na szczęście i tak musiałam wziąć Milo na ostatni spacer przed snem.
— Milo, idziemy! — zawołałam, a kiedy do mnie przybiegł, założyłam mu szelki. — Chcesz iść z nami? — Spojrzałam na Nicka. — Czy bardzo spieszy ci się do domu?
— Nie mam do czego się spieszyć, chyba że do mojej umierającej roślinki. Chętnie z wami pójdę.
— Może ją podlej od czasu do czasu. — Uśmiechnęłam się, zapięłam psu smycz i wyszliśmy z mieszkania.
— Zawsze zapominam. Nie wiem, po co Angelika mi ją w ogóle dała.
Angelika. Poczułam ukłucie zazdrości, chociaż pewnie nie miałam powodu.
— To ją wyrzuć, albo jej oddaj, zamiast patrzeć, jak umiera.
— Masz mnie za faceta, który wyrzuci umierającą roślinę jak jakiegoś śmiecia? — parsknął śmiechem.
— A chcesz ją ratować?
— Może zrobi mi tę przyjemność i uratuje się sama.
— Tak, z pewnością — zaśmiałam się.  
— No więc… przeżyliśmy te kręgle — zaczął nagle Nick. — I chyba nie było tak źle.
— To prawda, mogło być gorzej.
— Powiedziałbym nawet, że wróciliśmy do punktu, w którym byliśmy, zanim wszystko się popsuło.
— Tak… chyba tak. — Spojrzałam na niego i przystanęliśmy, bo Milo zaczął zawzięcie obwąchiwać drzewo.
— A więc skoro znowu jesteśmy w tym samym miejscu, to chyba powinniśmy w końcu iść na tą randkę. — Zajrzał mi głęboko w oczy. Oświetlało go białe światło latarni.
Serce biło mi jak szalone. Czy ja dobrze usłyszałam? Randkę?
— To znaczy, że mi wybaczyłeś?
— Tak.  
Nie mogłam w to uwierzyć. Może to mi się śniło?
— Naprawdę?
— Popełniłaś błąd. Ja też wiele ich popełniłem. Ty mi wybaczyłaś.  
— Tak, wybaczyłam. — Uśmiechnęłam się, robiąc krok w jego stronę. — Więc… idziemy na randkę?
— Jeśli nadal tego chcesz.
— Oczywiście, że chcę. Masz jakieś wątpliwości? — Przysunęłam się jeszcze bliżej.
— Wolałem zapytać. — Uśmiechnął się lekko. — Może chciałaś mnie wykorzystać tylko dla seksu, a nie chodzić na randki — rzucił, ale po tonie widać było, że żartował.
— I pogardziłabym szybkim numerkiem w obleśnej łazience? — zaśmiałam się.
— Byłem tam, naprawdę była obleśna. Może gdzieś trafi się jakaś ładniejsza.
— Może gdzieś się trafi. — Wspięłam się na palce, żeby go pocałować, ale w tym momencie Milo pociągnął mnie pewnie do następnego drzewa. — Milo!
— Dba o dobrą kolejność. Najpierw randka, a potem całowanie.
— Ach, tak? Dobrze, zobaczymy, czy wytrzymasz do końca randki bez całowania.  
— Będę tak grzeczny, że się zdziwisz. — Parsknął śmiechem.
— Uwierzę dopiero, jak zobaczę. — Uśmiechnęłam się szeroko.
— No to zobaczysz. Chcesz się założyć?
— Okej, o co?
— O to, czego będzie chciał wygrany.
— To czego będziesz chciał, jeśli wygrasz? — Milo zaczął obwąchiwać kolejne drzewo, więc znowu przystanęliśmy.
— Powiem ci, jak wygram. Zobaczymy, jak się rozwinie sytuacja. To co? Kiedy ci pasuje?
— Sobota? Chyba że pracujesz.
— Pracuję, ale mogę wziąć wolne. Zamienię się z kolegą i pójdę jutro.
— Albo umówmy się na jutro, skoro masz wolne. Mniej czekania. — Uśmiechnęłam się, zakładając kosmyk włosów za ucho.
— Nie możesz się doczekać? Wiedziałem.
— Oczywiście, już myślę, co założyć. Chyba mam za mało ubrań — zaśmiałam się.
— Taaa, za mało. I dlatego mój łamane na twój pokój zagracają pudła pełne ciuchów.
— Nie moja wina, że szafa jest za mała. — Nie dotarliśmy nawet do parku, a pies już zawrócił, ciągnąc mnie w stronę domu. — Wow, ale długi spacer. Milo chyba jest zmęczony.
— No to wracajmy. Ja też muszę poszukać na jutro ciuchów. I zrobić manikiur.
Parsknęłam śmiechem i spojrzałam na swoje paznokcie. Musiałam je na nowo pomalować, bo lakier zdążył już częściowo odpaść. Nie pocałowaliśmy się na pożegnanie, chociaż bardzo chciałam to zrobić, ale umowa to umowa. Wróciłam do mieszkania z uśmiechem na ustach. Nadal nie mogłam uwierzyć, że umówiliśmy się na randkę. Byłam tak podekscytowana, że miałam problem z zaśnięciem, więc w końcu się poddałam i zaświeciłam światło, by zacząć grzebać w szafie i pudłach w poszukiwaniu odpowiedniego stroju.


Nicholas

W końcu szliśmy na randkę. Może Hayley wybrała tak szybki termin, żebym przypadkiem się nie rozmyślił albo żeby po drodze znowu się coś nie spieprzyło. Teraz chyba jednak nie było niczego takiego, co mogłoby nam przeszkodzić. Dłuższy czas zastanawiałem się, dokąd ją zabrać. Po głowie chodziła mi nawet restauracja, w której poprzednio robiłem rezerwację, ale w końcu uznałem, że źle mi się kojarzyła i chyba nawet nie była w moim stylu. Trochę przykre było to, że w sumie to nie wiedziałem, co Hayley lubiła jeść, a czego nie, ale postanowiłem zaryzykować i wybrać nieco mniej standardową opcję.
Piątek był nieco chłodniejszy i nie zapowiadało się, że wieczorem będzie inaczej, więc włożyłem długie spodnie i — wyjątkowo — koszulę. Spryskałem się perfumami, a włosy ponownie potraktowałem pianką do układania, bo znowu były dłuższe, tak jak lubiła Hayley. Zaczesałem je nieco do tyłu, a one od razu zaczęły się kręcić. Zastanawiałem się, czy randka może przeistoczy się w nocowanie ze śniadaniem, ale nie chciałem zapeszać.  
Czas mnie gonił, więc w końcu upewniłem się, że mieszkanie pozostawało we względnym porządku i wyszedłem. Dopiero siedząc już za kółkiem, jadąc w stronę poprzedniego mieszkania, nagle zastanowiłem się, czy Will był w domu. Miałem nadzieję, że nie. Hayley chyba by mi o tym powiedziała. I tak musieliśmy mu o wszystkim powiedzieć, ale chyba jeszcze nie teraz. Niby obiecałem mu, że pozostaniemy tylko współlokatorami, ale on wtedy powiedział, żebyśmy robili co chcemy, więc ciężko było określić, czy gdy powiem mu, że spotykam się z jego siostrą — znowu — to mi przyłoży. Znowu.  
Po zapukaniu w drzwi usłyszałem wesołe szczeknięcie Milo, ale czekałem dobre dwie minuty, zanim w końcu w progu pojawiła się Hayley. Miała na sobie zieloną sukienkę z długim rękawem w białe koniczynki. Włosy pokręciła, a na powiekach znowu namalowała kreski. Uśmiechnąłem się i odruchowo chciałem ją pocałować, ale przypomniałem sobie o wczorajszej rozmowie.
— Hej. Gotowa?
— Hej. Tak, gotowa. — Wyszła na korytarz i chciała zamknąć drzwi, ale pies się pchał. — Milo, nie. Zostań. — Wepchnęła go do mieszkania, szybko zamknęła drzwi i odwróciła się do mnie. — Nie przywitasz się nawet?
— Nie. — Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. — Obiecałem.
— Ale to niegrzecznie z twojej strony. — Też się uśmiechnęła.
— Trudno. Obiecałem, że będę grzeczny. Poza tym, powiedziałem “hej”. Zwykle to słowo uznaje się za powitanie.
— Niech ci będzie. To gdzie mnie zabierasz?
— Cóż… — Podrapałem się po głowie. — Nie jest to pięciogwiazdkowa restauracja, ale mam nadzieję, że ci się spodoba. Jeśli nie, to zawsze możemy pojechać gdzie indziej.
— Okej. To jedźmy, bo jestem mega głodna. — Zaczęła schodzić po schodach.
W samochodzie spędziliśmy dosłownie dziesięć minut, bo miejsce było blisko. Niewiele osób je znało, bo właściciel wybrał dość dziwną lokalizację, przez co restauracja często była pomijana i niezauważana. Ja jednak zawsze lubiłem tu jeść, nawet jeśli nie oferowali wszystkich dań świata, a jedynie najlepsze w mieście burgery z frytkami. Na szczęście miejsce nie wyglądało jak typowa burgerownia, mieli wystawiony ładny ogródek z roślinami i mnóstwem światełek. Bacznie obserwowałem reakcję Hayley, bo trochę się bałem, że uzna mnie za prostaka i będzie jednak chciała jechać gdzie indziej.
— Jak tu ładnie! — powiedziała, uśmiechając się. — Myślisz, że jest za zimno, żeby siedzieć na zewnątrz?  
— A jest ci zimno? Bo jakby co, to mam bardzo ciepłe ramiona.
— Miałam powiedzieć, że nie, ale… teraz kusi mnie, żeby powiedzieć “tak”.
— Chyba nie jest tak zimno, ale jakby co to mów. — Poprowadziłem ją do jednego z wolnych stolików. Czułem delikatne ssanie w żołądku. Stresowałem się? Niemożliwe. Tak czy inaczej, chyba po raz pierwszy w życiu byłem na randce z dziewczyną, z którą już spałem. — Mają tutaj najlepsze burgery, jakie kiedykolwiek jadłem, myślę, że nie pożałujesz.
— Przekonajmy się. — Wzięła menu do ręki i zaczęła czytać. — Nie mogę się zdecydować, a jestem taka głodna. Które jadłeś i polecasz?
— Wyjątkowo zapamiętałem smak tego z wołowiną, rukolą, pastą z suszonych pomidorów, żurawiną… i czymś tam jeszcze, czego nie pamiętam. — Zaśmiałem się. — Pamiętam tylko smak, ale składników jak widać nie. To ten ostatni. — Wskazałem jej palcem.  
— Dobrze, to wezmę ten.
— Ale ten z awokado też jest cholernie dobry. Ich sos miodowo-musztardowy to mistrzostwo.  
— To go zamów i daj mi gryza. — Uśmiechnęła się szeroko.
— W porządku. Jakie frytki sobie pani życzy?
— Duże.
— Popieram. Cienkie czy grube? Belgijskie czy łódeczki?  
— Nie wiem, wybierz jakieś. Zjem każde.
Jeszcze chwilę debatowaliśmy nad menu, ale w końcu zamówiliśmy. Też byłem już głodny. Odchyliłem się na oparcie i zapatrzyłem w jej różowe loczki, zastanawiając się, czy nie była to przypadkiem jedna z najdziwniejszych randek w moim życiu. Zdążyłem już mieszkać z tą dziewczyną. Widziałem ją bez ubrań, ona mnie też. O trzeciej nad ranem smażyliśmy razem naleśniki. Codziennie widywaliśmy się zaspani i w wielu innych różnych sytuacjach… I dopiero teraz byliśmy na randce. Z jednej strony mnie to śmieszyło, ale z drugiej cieszyłem się, że w końcu do tego doszło.
— Jak idą ci zlecenia?
— Dobrze, ale chyba przesadziłam z ilością i teraz nadgarstek mnie boli. To cud, że wczoraj trafiłam w jakieś kręgle. Muszę trochę odpuścić.
— Jeśli cię to pocieszy, to mnie też trochę boli. Zawsze tak mam po kręglach.  
— Ale przynajmniej możesz pochwalić się wynikiem. Nie to, co ja.
— Fakt. — Nagle coś mi się przypomniało. — A… mówiłaś coś Willowi o dzisiejszym wieczorze?  
— Mówiłam, że wychodzę, ale nie powiedziałam, z kim.
— Oby tylko nie czekał w oknie i nie wypatrywał, kiedy wrócisz.
— Wątpię. Między nami jest… dziwnie. Nie tak jak kiedyś. Powiedziałam mu o weselu, że idziemy razem, a on na to “okej”. — Pochyliła się w moją stronę. — Rozumiesz? “Okej”.
— Tylko tyle? — Uniosłem brwi.
— No, dodał jeszcze “lepszy Nick niż jakiś randomowy koleś” — powiedziała grobowym tonem, pewnie próbując naśladować głos Willa.
Parsknąłem śmiechem.
— Tak powiedział? To znaczy, że wszystko w porządku.
— No… chyba tak. Spodziewałam się trochę innej reakcji.
— To znaczy takiej, że znowu będę chodził z podbitym okiem?
— Nie! — Spojrzała na mnie ze strachem. — Nie chcę, żeby znowu cię uderzył. Po prostu… był podejrzanie spokojny.
— Wiesz, myślę, że wiadomość o weselu była niczym w porównaniu z tym, co usłyszał poprzednim razem. Gorzej już nie będzie.
— Masz rację. — Uśmiechnęła się. — W przyszłym tygodniu idę z Emmą na zakupy. Tak myślę, że skoro to wesele dwudniowe, to chyba muszę kupić dwie sukienki. Co myślisz? — Oparła łokieć na stole, a podbródek na dłoni, patrząc na mnie.
Spojrzałem za jej ramieniem i zobaczyłem kelnerkę, idącą w naszą stronę.
— Jedzenie idzie — rzuciłem z uśmiechem. Gdy nasze burgery już przed nami stały, dodałem: — Nie znam się, ale ponoć dziewczyny nie mogą dwa razy pokazać się w tej samej sukience, więc to chyba całkiem dobry pomysł, by mieć dwie.
— No, wypadałoby mieć na drugi dzień inną, ale jeśli nic mi się nie spodoba… nieważne, jedzmy. — Wgryzła się w swojego burgera. — Mmmm… — A kiedy przełknęła, dodała: — Pyszny!
— Mówiłem. — Też ugryzłem swojego. — Miałem wątpliwości, czy to było dobre miejsce na randkę, ale teraz wszystkie zniknęły. Brawo, Nick. — Odłożyłem burgera i poklepałem się po swoim ramieniu. — Dzięki, Nick.
Hayley spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać.  
— Widzę, że ja nie muszę już nic mówić.
— Musisz, bo inaczej zacznę gadać sam ze sobą, a chyba nie chcesz tego słyszeć.
— To byłoby niegrzeczne, a podobno miałeś być grzeczny. — Wsadziła dwie frytki do ust. — Dobrze wybrałeś.
— Miałem cię nie całować — sprostowałem. — Ta grzeczność ogranicza się tylko do tej jednej rzeczy. Żałujesz już swojej decyzji?
— Dlaczego mam żałować?
— Bo to ty stwierdziłaś, że do końca randki mam cię nie całować. A chyba całkiem to lubisz.
— Lubię, nawet bardzo. Rzuciłam ci wyzwanie, więc może to ty żałujesz, że się go podjąłeś? — Ugryzła swojego burgera i sięgnęła po frytki.
— Być może. Bo chciałem dać ci posmakować burgera z moich ust, ale chyba jednak wolę wygrać zakład.
— Jakbyśmy jedli lody, to bym się skusiła, ale tak? Mam swojego burgera, dziękuję.
— Jeszcze będziesz chciała mojego, a wtedy ci nie dam.
— Okej. Jakoś to przeżyję. — Uśmiechnęła się słodko i wróciła do jedzenia.
Siedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas, aż w końcu napełniliśmy żołądki i znaleźliśmy się z powrotem w samochodzie. Miałem nadzieję, że nasz wspólny wieczór nie dobiega jeszcze końca, ale wolałem się jej zapytać, żeby też miała coś do powiedzenia:
— Chcesz, żebym cię już odwiózł?
— To już koniec randki? — Wyglądała na rozczarowaną. — Myślałam, że jeszcze coś zaplanowałeś.
— Mam plany, które uwzględniają butelkę wina i ciebie na super dużej i super wygodnej kanapie, ale może masz mnie już dość. — Uśmiechnąłem się lekko.
— Nie mam.  — Pochyliła się w moją stronę. — Chyba nigdy nie będę.
Też się pochyliłem, wdychając jej zapach i byłem o krok od pocałowania jej, ale w końcu się odsunąłem.
— Czy to znaczy, że zostaniesz na noc?
— Możliwe.
— Bo wiesz, że nie odwiozę cię po winie.
— Istnieją taksówki.
— Liczę na to, że nie będziesz chciała żadnej wzywać. — Wyciągnąłem rękę i kciukiem dotknąłem jej dolnej wargi.
— To nie wezwę. Chyba że mnie wyrzucisz, bo będziesz mieć mnie dość. — Uśmiechnęła się delikatnie.
— Chyba nigdy nie będę miał cię dość — powtórzyłem jej słowa i szybko uruchomiłem silnik. Zapowiadała się ciekawa noc.



Randka zaliczona! Kolejny punkt na liście #Nayley odhaczony :D

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4124 słów i 23358 znaków, zaktualizowała 8 cze o 17:26.

4 komentarze

 
  • Wili

    Myślałby kto że lepiej być nie może .... jak widać jednak może :D Od razu powiem wam jedno... jeśli coś się między nimi zepsuje na weselu... to będzie po was - TAK TO JEST SZANTAŻ ;P

  • candy

    @Wili przyjmujemy do wiadomości :D

  • Gazda

    :bravo:  :bravo:  :bravo:

  • candy

    @Gazda 🥰

  • lolissss

    nie dość ze opis takich pysznych burgerów ze o 23 jestem główna to pozostawiony taki NIEDOSYT PO TYM ZE JADĄ DO MIESZKNIA NO HALO JAK MOŻNA ZOSTAWIĆ W TAKIM MOMENCIE! NO NIEEEEEE! :( teraz mam nadzieje ze nie karzesz długo czekać na kolejna cześć co się tam wydarzy jahahah :D

  • candy

    @lolissss jeśli to jakieś pocieszenie, to pisałyśmy ten rozdział właśnie koło 23/24 i też byłyśmy głodne  :rotfl: a niedosyt specjalnie! Będzie warto :D

  • Wer...

    Oo kurcze co rozdział to lepszy 💪 Oby tak dalej dziewczyny macie talent ❤️  
    I super że po takim czasie w końcu im się układa są cudowni 😊

  • candy

    @Wer... bardzo dziękujemy <3 też ich lubimy w tej wersji :D