Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #1

-Jak się pani czuje? - zapytał lekarz. Patrzyłam na niego na wpół otwarte oczy, cały czas zastanawiałam się jak to się stało że tutaj jestem... Pamiętam pierwszy postrzał, drugi oraz ucisk jego dłoni. Te ręce, które kiedyś dotykały mojego policzka, muskały moje różane usta, pełne miłości teraz były suche, przesiąknięte nienawiścią...
-Panno Evie?  
-Hm? A tak, przepraszam. Już dobrze, chyba... - nie wiem jak się czuje, mam natłok myśli.
Chcę chwycić butelkę z wodą bo ta suchość w gardle jest irytująca, niczym piasek w ustach. Nie mogę podnieść ręki, krzyczę z bólu. Lekarz patrzy na mnie i lekko się uśmiecha.  
-Spokojnie zaraz do pani ktoś przyjdzie. - napisał coś jeszcze na kartce i wyszedł. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, jest małe, jasne, bogate w sprzęty medyczne, to wszytko. Mój wzrok jednak zatrzymuje się na okienku obok drzwi. Stoi tam osoba, której nie chciałam tu widzieć. Gdy tylko widzi, że na nią patrzę od razu się uśmiecha. Z paniki nie wiem co mam robić, szybszy oddech zaczyna sprawiać ból w okolicach ramion.  
-Carl... - po jego minie widzę, że ucieszył się na te słowo, które przeczytał z ruchu moich ust. Nie chcę tu być, najlepiej by było gdybym wtedy umarła. Teraz prawa ręka tamtego skurwiela wchodzi do mojego pokoju. Po chwili siada na krzesełku obok mojego łóżka.  
-Jak się czujesz? - on sobie drwi?! Chciałabym mieć na tyle siły żeby go uderzyć.  
-A od kiedy cię to interesuje?! - cedzę przez żeby. On jedynie jeszcze szerzej się uśmiechnął. - Czego odemnie chcesz?  
-Wpadłem tylko zobaczyć jak się ma moja przyjaciółka. - mówi to z ironią. Był przystojnym blondynem o pięknych niebieskich oczach jednak to nie zmieniało go w moich, wciąż był tym samym draniem. Tyle razy sprawił mi ból nie tylko fizyczny.  
-Oboje wiemy, że nie przychodzisz tu bezinteresownie. - próbuje zachować spokój w głosie i zapanować nad oddechem.  
-Mark nie wie, że żyjesz. - mówi to spokojnie. - Chcesz się na nim zemścić? - pochyla się i opiera łokciami o materac łóżka.  
-Czego chcesz w zamian? - dobrze wiem, że ma jakiś plan. Bezinteresowna pomoc z jego strony była jedynie realna gdy byliśmy przyjaciółmi teraz jest jedną wielką intrygą.
-Nie do końca jeszcze wiem, na pewno nie pozwolę ci na zemstę kochanie. - oparł się o oparcie krzesła. W tym momencie wszedł lekarz.  
-Chciałem tylko powiadomić, wymienimy opatrunki i gdy tylko pani poczuje się lepiej przygotujemy wypis. - powiedział i wyszedł.  
Wciąż zastanawiam się jak jest to możliwe, że nie ma tu policji. Zostałam dwukrotnie postrzelona, brutalnie pobita a oni nic sobie z tego nie robią. Pod wpływem impulsu chciałam chwycić butelkę, znów odczulam przeszywający ból.  
Carl widząc to zaśmiał się głośno i wstał.  
-Powól kochanie. - chwycił wodę, odkręcił i zbliżył mi do ust. Wzięłam kilka większych łyków, jak zwykle musiałam uronic kilka kropli. Czy ja nie umiem pić?  
Carl nachylił się nade mną i wytarł mokre miejsce kciukiem.  
-Nie zbliżaj się do mnie. - wydusiłam bezgłośnie. On na to uśmiechną się szeroko, wyprostował się i szedł w stronę drzwi.  
-Nie ruszaj się stąd bede mnie, inaczej znajdę cię i dokończę to czego Markowi się nie udało. Zrozumiałaś? - zatrzymał się przy nich pokazując swój profil.  
-Tak. - szepnęłam. Nie miałam siły już na nic, z jednej niewoli wchodzę w drugą. Gdy wyszedł odetchnęłam, położyłam głowę na poduszce i chciałam wszystko sobie poukładać.  

CARL

Wyszedłem ze szpitala i wsiadłem w swojego McLaren'a P1. Zacisnąłem dłonie na kierownicy odleciałem myśląc o niej, Marku i o tej całej sytuacji. Mam nadzieję, że on się o niej nie dowie, wiem do czego jest zdolny. Z transu wyrwał mnie dzwonek telefonu.  
-Gdzie ty do chuja jesteś?! - ten głos przyprawiał o dreszcz. Jestem dorosłym mężczyzną ale głos Marka jest tak cholernie władczy i ostry, że nawet ja boję się że coś zrobiłem nie tak jak powinno być.  
-Już jadę. - spoglądam lekko na szpital. Nie mogę mu powiedzieć gdzie jestem, tym bardziej dlatego, że zaczęły by się przesłuchiwania.  
-Za piętnaście minut masz być w biurze, nie zdążysz to cię zabije. - wiem, że tego nie zrobi. Naprawdę nie wiem jak Evie mogła z nim tyle wytrzymać. Ba! Kochać go. Aż na samą myśl o tym czuje wstręt.  
-Będę za dziesięć. - spojrzałem na zegarek. W słuchawce już nic nie usłyszałem, rozłączyłem się i ruszyłem z pieskiem opon.  
Evie miała ciężkie życie, zakochała się w tym bydlaku mając zaledwie szesnaście lat. Przez dwa lata żyli normalnie, do czasu. Teraz ich nienawiść do siebie mnie naprawdę intryguje. I pomyśleć, że to wszystko przez jeden głupi błąd. Z tego całego rozmyślania wyrwały mnie dźwięki syreny i niebieskie światła. Spojrzałem na zegar - 135 km/h - w zabudowanym.  
-Kurwa. - przeklnąłem pod nosem i zjechałem. Opuściłam szybę i czekałem na smerfa.  
-Dzień dobry Panu. - nachylił się nad autem.  
-Witam Panie władzo. - uśmiechnąłem się - Jaki jest powód tego zatrzymania? - zaśmiałem się.  
-Dobrze Pan wie. - reszta rozmowy minęła mi przyjemnie, ale chyba tylko mi.  
Odziwo do firmy przyjechałem na czas. Weszłem do biura Marka i usiadłem na przeciwko niego.  
-Coś nowego? - patrzył na mnie podejrzanie. Miałem dziwne uczucie że wie o Evie.  
-Nic. - patrzyłem mu w oczy. Kurwa on wie!  
-Dzwonili do mnie z firmy "La institución de Roy" chcą podpisać kontrakt. Zajmiesz się wszystkim, sprowadź ich, zorganizuj hotel i atrakcje a także spotkanie. Papiery przygotuje Lena i ich sekretarka. - podał mi wizytówkę tej firmy i kazał odejść. Czyli jednak nic nie wie?

----

Za jakiekolwik błędy przepraszam. CIUM

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i inne, użyła 1074 słów i 5837 znaków. Tag: #miłość

Dodaj komentarz