Tam, gdzie łączy się niebo i ziemia – rozdział 3.

Schyliła głowę, gdyż widok w lustrze nieco ją przeraził. Podkrążone, czerwone oczy i blada cera wystarczyły, by nie mogła więcej na siebie spojrzeć. Wyglądała jak śmierć i nie śmiałaby twierdzić, że czuje się inaczej. Od telefonu Oscara minęło zaledwie kilka dni, dlatego wciąż nie potrafiła się pozbierać. Wciąż nie powiedziała też Nelly, która, ku jej zaskoczeniu, o nic nie pytała. Eve pokusiłaby się o stwierdzenie, iż dziewczynka zdawała się nic nie dostrzec. Była jednak zdania, że to dobrze. Nie miała pojęcia jak poinformować ją o tym, czego się dowiedziała. Co więcej – nie wiedziała, czy w ogóle powinna to robić.

Stała tak przez chwilę, wpatrując się w podłogę, jako iż zawładnęło nią otępienie. Po pewnym czasie opuściła jednak pomieszczenie i udała się do pokoju Nelly. Dochodziła dziesiąta, lecz ta wciąż spała, co nie było do niej podobne – zawsze to pierwsza zrywała się z łóżka i wbiegała do jej sypialni, by oznajmić, jak bardzo jest głodna. Eve uśmiechnęła się niemrawo na to wspomnienie, chociaż jej oczy bez ustanku ukazywały smutek. Niespiesznie podeszła do jej łóżka, a gdy już się tam znalazła, wyciągnęła dłoń, by pogłaskać ją po jasnych włosach.

– Kochanie... – szepnęła, jednak gdy nie przyniosło to efektu, kontynuowała. – Pora wstawać.

Dziewczynka otworzyła oczy, spoglądając na opiekunkę swymi błękitnymi oczami. Uważnie się jej przyjrzała, śledząc każdy fragment jej twarzy.

– Dlaczego? – odezwała się zaspanym głosem, wciąż przyglądając się Eve badawczym wzrokiem. – Tata wrócił? – zapytała, unosząc się do pozycji siedzącej.

Nadzieja w jej głosie bardzo zabolała kobietę. Po chwili namysłu uznała jednak, że Nelly zasługuje na szczerość.

– Twój tata... – zaczęła, lecz chwilowy przypływ odwagi, który odczuła, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. – Wciąż nie ma od niego wiadomość – okłamała ją. – Na pewno jesteś głodna. Zaraz coś dla nas przygotuję – zmieniła temat, starając się uśmiechnąć.

Dziewczynka tylko ochoczo pokiwała głową.

***

– O co chodzi? – zapytał Nate, wchodząc do komnaty i spoglądając wrogo na Margaret.

– Dlaczego w dalszym ciągu się tak zachowujesz?

Mężczyzna prychnął pogardliwie.

– A jak myślisz? Gdyby nie to dziecko, już dawno byś nie żyła! Nie miałaś go zabijać, do cholery! Nie taka była umowa!

– Jestem twoją królową, nie próbuj podnosić głosu w mojej obecności – powiedziała chłodno, patrząc na niego z wyższością. – Masz rację, nie taka była umowa. Postanowiłam ją zmienić.

Przyglądał jej się w milczeniu, czując, jakby pod wpływem jej wzroku rozpływał się i znikał. Tak, jakby był nic nieznaczącym zanieczyszczeniem.

– Wyjeżdżam – odparł.

– Nigdzie nie jedziesz, nie masz na to mojej zgody.

– Nie zatrzymasz mnie.

– Nie? Rozkazuję ci, że zostaniesz tutaj. Ze mną... i naszym dzieckiem.

– Żartujesz? Może jeszcze weźmiemy ślub? Oczywiście tylko po to, by twoi poddani nie dowiedzieli się, że ich święta królowa, Margaret, nosi w sobie konsekwencje grzechu? – uśmiechnął się kpiąco. – Nawet cię nie znam i nie chcę tego zmieniać. Przez ciebie zginął mój przyjaciel...

– I na ślub przyjdzie czas. Na razie ogłosimy nasze zaręczyny.

– Oszalałaś? – Pokręcił głową.

– Nie. To dziecko będzie przyszłością, muszę je chronić. A nasz ślub będzie tego doskonałym początkiem.

***

– Smakowało ci? – zagadnęła Eve, przybierając na usta dość sztuczny uśmiech.

Nelly, na znak potwierdzenia, pokiwała głową. Chwyciła szklankę w drobną dłoń i, niemal natychmiast, wypiła cały sok pomarańczowy, który się w niej znajdował.

– Spokojnie, Nell. Nigdzie się przecież nie spieszysz. Jest sobota, twój nauczyciel ma wolne.

– Myślałam, że... pan Davies dziś również przyjdzie... – spojrzała na Eve zasmucona. – Ogromnie się tu nudzę, pani Eve. Dlaczego nie możemy nigdzie wyjść?

– To decyzja twojego... taty – głos nieco jej się załamał. – Ale myślę, że możemy to zmienić. Pójdziemy dziś na spacer?

Kobieta doskonale pamiętała słowa Oscara. Pamiętała też o zagrożeniu, lecz widziała, że odosobnienie negatywnie wpływa na dziewczynkę, czego naprawdę bardzo nie chciała.

– Tak! – krzyknęła z entuzjazmem, wycierając brudne od dżemu ręce w swoje spodnie. Eve, gdy tylko to zauważyła, skrzywiła się.

– Nie rób tak. Weź chusteczkę.

– Weź chusteczkę – powiedziała do Josephine, gdy ta otarła dłonie w ubranie.

Jo posłusznie wstała i sięgnęła po chusteczkę. Tego dnia była bardzo cicha, co nie było do niej podobne. Eve zaczęła się martwić, czy aby na pewno wszystko jest w porządku, jednak o nic nie pytała. Dopiero w momencie, gdy dziewczyna, kolejny raz tego dnia, zatrzymała na niej niepewny wzrok, odwróciła się ku niej:

– Dobrze, Jo. Co się dzieje? Nie jesteś dziś sobą.

– Jestem w ciąży – rzuciła prędko.

Eve pobladła, gdyż spodziewała się wszystkiego, aczkolwiek nie tego.

– Jak to... w ciąży? O czym ty mówisz? – wciąż niedowierzając, podparła czoło na dłoni.

– Jestem w ciąży – powtórzyła. – Wiem, że to trochę za wcześnie, ale... cieszę się.

aile

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 933 słów i 5402 znaków, zaktualizowała 19 maj o 20:14.

Dodaj komentarz