Światło w ciemności – rozdział 9

Światło w ciemności – rozdział 9Nicholas

Po raz kolejny zasiedziałem się z Kim do późnej nocy, ale to mi się podobało, bo przypomniało czasy, kiedy dopiero zaczynaliśmy się spotykać i byliśmy sobą tak zafascynowani, że dopiero po czasie orientowaliśmy się, która była godzina. Kiedy wiedziałem, że już sama widziała potrzebę zmiany, automatycznie byłem milszy, a moja irytacja odeszła gdzieś dalej. Naprawdę zaczynało być jak kiedyś – leżeliśmy przytuleni do późnej nocy, a żadnego z nas nie obchodziła praca. Nie chciałem jechać do domu, ale w końcu ja miałem cały dzień na spanie, a Kim musiała już o ósmej stawić się w szkole.
– Lecę, kochanie – oświadczyłem w końcu, odkładając miskę z popcornem i całując ją w czoło.
– No, fakt, trochę się zrobiło późno…
– Dobrze, że znasz się na zegarku – zażartowałem, wkładając kurtkę i buty. – Chodź no tu. – Przyciągnąłem ją do siebie i mocno pocałowałem. – Cieszę się, że sytuacja się poprawia – przyznałem.
– Ale nadal musimy porozmawiać – przypomniała, ale miała na twarzy uśmiech sugerujący, że nie na to ma ochotę.
– Pamiętam. Ale rozmowa nie ucieknie. – Sam nie chciałem teraz przebijać tej bańki, w której żyliśmy. Nadal trzymając rękę na jej talii, przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie. – A ty już tak.
– Chyba ktoś tu się zapędza – mruknęła i delikatnie ugryzła mnie w dolną wargę.
Wywróciłem oczami. Zawsze musiała sprowadzać mnie na ziemię.
– Wyśpij się, bo zostało ci jakieś pięć godzin snu. Uciekam. – Dałem jej szybkiego buziaka i wyszedłem na zimną klatkę schodową. Byłem nieco zaspany, ale wirujący śnieg i lodowaty podmuch wiatru natychmiast mnie otrzeźwiły. Wsiadłem do samochodu, który był równie zimny, ale na szczęście do mieszkania nie miałem daleko. Uśmiechałem się do siebie jak głupek. Moja Kim w końcu wracała. Ta, w której się zakochałem.
W końcu z ulgą wszedłem do mieszkania, gotowy paść na łóżko, ale zamiast ciszy przywitały mnie donośne kroki. Zanim zdążyłem zorientować się w sytuacji, podbiegł do mnie Milo, spragniony pieszczot i głaskania. Zdziwiłem się, że nie spał, bo zwykle gdy wracałem, był pogrążony w lekkim półśnie. Wszedłem dalej, do saloniku, by odkryć spanikowanego Willa, chodzącego w kółko.
– Co się dzieje? – zapytałem natychmiast. – Czemu ciągle musisz się uaktywniać w nocy, zamiast spać?
– Nie wiem… Hayley… nie wiem! – Spojrzał na mnie, na chwilę się zatrzymując. – Siedzi w łazience już bardzo długo… może… może powinienem sprawdzić, czy wszystko w porządku?
– Siedzi, w sensie… na sedesie? – zapytałem głupio.
– Oczywiście i dlatego jestem bliski zawału.
– No… słuchaj, stary, nie żeby coś, ale często jesteś zbyt przewrażliwiony, jeśli chodzi o Hayley. Ona nie jest niemowlęciem.
Patrzył na mnie, jakby mi urosła druga głowa.
– Przewrażliwiony? – powtórzył powoli. – Nie mam teraz na to czasu, idę sprawdzić, co z nią… – Podszedł do drzwi łazienki i zapukał. – Hayley? Wszystko okej? – Czekał na odpowiedź, ale się nie doczekał. – Hayley? – Spojrzał na mnie i nacisnął klamkę, ustąpiła od razu. Ledwie otworzył drzwi, od razu rzucił się na kolana, bo Hayley leżała skulona na podłodze, przyciskając policzek do płytek.
Całe moje szczęście i radość w jednej chwili wyparowały. Nieświadomie pobiegłem w kierunku łazienki i po paru sekundach znalazłem się obok Willa i Hayley, która zwijała się z bólu. Miała wykrzywioną, zaczerwienioną twarz i cicho jęczała.
– Jezu, co się dzieje? – zapytałem, kompletnie bezradny i przerażony.
– Mam dzwonić po karetkę? Boże, Hayley…
– Nie – jęknęła. – Żadnej karetki. Za dużo masz pieniędzy?
– Ale…
– Nie – wysyczała. – Zostaw mnie w spokoju.
– Oczekujesz, że będziemy tak tu siedzieć i patrzeć, jak się zwijasz z bólu? – wtrąciłem się, nadal przerażony. – Ja wezwę. – Już wyciągałem z kieszeni komórkę.
– Ani mi się waż. Nie pomogą mi. Nikt mi nie pomoże.
– Skąd wiesz? – zapytał Will.
– Bo już tak miałam. W końcu przejdzie samo. Idźcie sobie.
– Zwariowałaś? Będziesz tu tak leżeć?
– Tak. – Jęknęła z bólu i przewróciła się na drugi bok, przyciskając policzek do płytek.
Spanikowany, spojrzałem na Willa, a on na mnie. Dałem mu znak głową, by wyszedł z łazienki i zrobiłem to samo. Przymknąłem drzwi, by Hayley nas nie słyszała.
– No i co niby mamy teraz zrobić? Naprawdę nie wezwiemy karetki? Jeśli będzie trzeba, zapłacę, ale przecież nie pójdziemy spać, gdy ona tam leży i się zwija z bólu!
– Ja… nie wiem. Powiedziała, że nie pomogą…
– Przepraszam, ale kiedy zdążyła zdobyć wykształcenie medyczne? Skąd może to wiedzieć?
– Skoro to nie pierwszy raz… ale nawet nie wiem, co ją boli! Może masz rację, może powinniśmy…
– “Może” mam rację? Oczywiście, że mam! Skoro nie wiemy, co ją boli, to kto ma wiedzieć, jak nie lekarze?! – Miałem ochotę nim potrząsnąć. Nim i ją.  
– Ale z was panikarze – odezwała się nagle Hayley, która zdążyła już wyjść z łazienki, zgięta w pół, opierając się jedną ręką o ścianę. – Nie zgadzam się na żadną karetkę, a nawet jeśli ją wezwiecie to nie zgodzę się na zabranie do szpitala. Nie mamy pieniędzy na takie bzdety i nie weźmiemy od niego. – Rzuciła mi zirytowane spojrzenie. – Nie pomogą mi, nie dociera? To pieprzona endometrioza! Lepiej się przyzwyczajajcie. – Ruszyła powoli w stronę pokoju Willa.  
Od niego? Poczułem się cholernie urażony. Dotknięty. Nagle ogarnęła mnie wściekłość. Powiedziała to takim tonem, jakbym był pierwszym lepszym kumplem Willa, który nie ma pojęcia o sytuacji. Który szasta kasą na prawo i lewo, bo może. Myślała, że miałem miliony, tylko czekające na wydanie? Nie. Nie miałem. Ale co miałem zrobić, gdy zobaczyłem ją na podłodze łazienki? Usiąść obok z popcornem i podziwiać?
– Szczerze, w tym momencie mam głęboko gdzieś, czego chcesz i na co się zgadzasz – warknąłem w jej stronę, a ona powoli się odwróciła. – Czego oczekiwałaś? Że będziemy się tylko przyglądać, bo to takie fascynujące przedstawienie? – Nic mnie nie obchodziło, że byłem niemiły. Dawno nie byłem tak zły. – Ale skoro nie chcesz od niego pomocy, to jej nie dostaniesz. – Ruszyłem do swojego pokoju i mocno trzasnąłem drzwiami.



Hayley

Ledwo stałam, przytrzymując się ręką ściany, a Nickowi zachciało się kłótni? Trzasnął drzwiami wielce obrażony, bo odrzuciłam jego pomoc. Dupek. Byłam rozdrażniona i nie potrzebowałam ich panikarstwa ani litości. Chciałam żeby zostawili mnie w spokoju, bo byłam ledwo żywa, ale nie. Bohaterowie od siedmiu boleści. Było mi słabo, miałam mdłości i bolało mnie tak, że żadna pozycja nie przynosiła ulgi, łącznie z tabletkami przeciwbólowymi. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, więc wzięłam głęboki wdech, ale nie pomogło.  
Zaraz zemdleję.
– Will, weź miskę i chodź – powiedziałam może trochę za ostro.
– Miskę? Jaką miskę?
– A co? Chcesz sprzątać rzygi z pościeli?
Był taki przerażony, że od razu pobiegł do łazienki. Jakimś cudem dotarłam do pokoju, ale nie do łóżka. Prawie zemdlałam i zanim się zorientowałam, leżałam na podłodze zaraz przy progu. Przed oczami miałam plamy, w uszach mi szumiało. Leżałam na plecach, łapiąc głębokie oddechy. Will prawie mnie zdeptał, wpadając do pokoju.
– Otwórz okno, słabo mi – rzuciłam między wdechami.
Zacisnęłam powieki, czekając, aż to wszystko minie. Nadeszła fala mdłości, więc szybko przytuliłam do siebie miskę, ale nie zwymiotowałam. Wolałam jednak mieć ją w pogotowiu. Po chwili dotarł do mnie podmuch zimnego powietrza i wystawiłam twarz w jego kierunku. Nie wiedziałam, ile tak leżałam, ale kiedy zaczęłam się trząść z zimna, wdrapałam się na łóżko razem z miską. Will pomógł mi się przykryć, nie odzywając się już ani słowem. Miałam dreszcze, ale byłam już otulona kołdrą, więc zaraz powinnam się rozgrzać. Chciałam zasnąć. Chciałam przestać czuć ten ból i wszystko inne. Za jakie grzechy miałam tak cierpieć? Myślałam, że po operacji minie więcej czasu, zanim znowu nastąpi atak. Jak zwykle się myliłam.
– Will… – jęknęłam, powoli odpływając. – Zamknij już okno…
Nie spałam dobrze. Fale bólu nadchodziły i odchodziły. Na przemian było mi duszno i zimno, przewracałam się w pościeli zła, że nie mogłam spać. Zła, że mnie bolało. Zła, że nie działały tabletki przeciwbólowe. Zła, że Will będzie nieprzytomny w pracy. Zła, że nawet nie mogłam płakać, bo łzy nie chciały lecieć. Zła na siebie, że byłam niemiła dla brata i Nicka, a przecież tylko chcieli pomóc.  


Nicholas

Gdy wstałem, Willa standardowo już nie było, a Hayley tradycyjnie zalegała w pokoju. Przez chwilę walczyłem sam ze sobą, czy wejść i sprawdzić co z nią. W końcu się przemogłem i uchyliłem drzwi od pokoju po cichym pukaniu, które nie doczekało się odpowiedzi. W pokoju panował półmrok, ale Hayley chyba spała. W ostatniej chwili zatrzymałem Milo, który już chciał z rozpędu wbiec do pokoju.
– Daj jej pospać, kolego – mruknąłem, zamykając drzwi. – Żeby znowu miała siłę na mnie warczeć.
Poszliśmy do kuchni, gdzie obudziłem się śniadaniem i kawą. W międzyczasie wymieniłem z Kim kilka wiadomości. Dziś nie mogliśmy się zobaczyć, bo musiała zostać po godzinach w pracy, a ja szedłem na swoją zmianę. No trudno. Wróciłem do pokoju, gdzie oglądałem serial, aż w końcu pomyślałem, że wypadałoby zrobić jakiś obiad. Miałem ochotę na lasagne. Trochę było z tym roboty, ale dawno nie jadłem… w końcu wstałem i postanowiłem zrobić z siebie kucharza. Akurat lasagne wychodziła mi zajebista. Głupio jednak było zjeść całą samemu, więc postanowiłem, że część zostawię dla Willa, a kolejną dam Hayley. Swoją drogą, przydałoby się jej trochę tłuszczu i kalorii. Zwłaszcza po tej nocy. Nadal byłem na nią zły, ale nie zamierzałem jej głodzić.
Następne trzy godziny spędziłem w kuchni z Milo, który z zaciekawieniem mnie obserwował. Nie słyszałem, by Hayley choć raz wyszła z pokoju. W końcu jednak wydawało mi się, że usłyszałem szczęknięcie łóżka, z którego chyba wstała. Akurat wyciągałem z piekarnika naczynie żaroodporne, gdy wtoczyła się do kuchni powolnym ruchem, powłócząc nogami jak zombie.  
– Cześć – mruknąłem, starając się na nią nie patrzeć.  
– Cześć – powiedziała cicho, siadając przy stole i ukryła twarz w dłoniach.
– Jak się czujesz?
– Jak trup. Chociaż nie… trupy chyba już nie czują bólu. Ani niczego innego…
Nie byłem pewny, jak na to zareagować, więc postawiłem gorące naczynie na kratce do studzenia. Nie chciałem jeszcze niczego kroić, bo pewnie by się rozpadło. Odwróciłem się, oparłem o blat i spojrzałem na nią, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
– Wyglądasz, jakbyś potrzebowała jedzenia. Jeśli tylko zechcesz je ode mnie przyjąć… – dorzuciłem ironicznie. – To się częstuj.
Skrzywiła się, a potem spuściła wzrok na blat stołu, rumieniąc się.
– Ja… przepraszam… – Nadal na mnie nie spojrzała. – Doceniam, że chciałeś pomóc, ale nie było sensu wzywać karetki tylko po to, żeby wstrzyknęli mi w tyłek coś na ból…
– Skąd miałem to wiedzieć? Jeśli się nie domyśliłaś, to cholernie mnie wystraszyłaś. Nie wiedziałem, co by ci podali i w jaki sposób by pomogli… ale nie mogłem bezczynnie na to patrzeć, rozumiesz?
– Przecież mówiłam, że już tak miałam… Przepraszam, nie zrobiłam tego specjalnie… – Objęła się ramionami, ale w dalszym ciągu nie podniosła wzroku.
– Rozumiem. Uznaj to za moje przeprosiny. – Odwróciłem się i ukroiłem jej spory parujący kawałek, następnie kładąc go na talerz z widelcem i popychając go w jej stronę.
W końcu na mnie spojrzała.
– Zrobiłeś lasagne? – zapytała zaskoczona.
– Udam, że nie widzę twojego zdziwienia…
– Nie wiedziałam, że gotujesz. – Ukroiła kawałek i wsadziła do ust. – O Boże…
– Tak dobrze? – Uśmiechnąłem się szeroko.
Zarumieniła się, przełykając kawałek, ale nie spuściła wzroku. Jej oczy błyszczały i nie wyglądała w tym momencie jak zombie.
– To jest pyszne! – powiedziała z uśmiechem. – Dziękuję, że się ze mną podzieliłeś.
– Aż takim dupkiem nie jestem, żeby samemu opierdzielić całą lasagne. – Wywróciłem oczami.
– Ale wiesz, że teraz będziesz musiał ją robić co tydzień?
– Tylko jeżeli ty będziesz piekła szarlotki.
– Zgoda. A teraz może usiądziesz i zjesz ze mną jak człowiek?
– Ostatecznie… mogę to zrobić. – Niemal zapomniałem, że sam byłem głodny. Ukroiłem sobie kawałek i usiadłem przy stole. Złość już mi minęła. Zastanawiałem się, co teraz powiedzieć, czy proponować granie na konsoli, czy może nadal ją bolało? – Potem idę do pracy, ale część chciałem zostawić dla Willa, więc nie zjedz wszystkiego. – Uśmiechnąłem się, by podkreślić, że żartowałem.
– No nie wiem, czy będę w stanie się oprzeć – odparła z uśmiechem i założyła włosy za ucho.
– Wiem, że nie będziesz. To niemożliwe. Dlatego cię proszę, byś się wysiliła i pomyślała o swoim bracie.
– No dobrze. Skoro tak ładnie prosisz, to się postaram. – Dokończyła swoją porcję i powoli wstała. – Dziękuję za pyszny obiad. – Odłożyła pusty talerz do zlewu i ruszyła powoli do wyjścia z kuchni, ale po chwili zatrzymała się i odwróciła do mnie. – Nick, mógłbyś dzisiaj sam wyprowadzić Milo na spacer? Ja niezbyt czuję się na siłach, chyba pójdę się położyć.
– Jasne. – Powoli skinąłem głową, czując lekkie rozczarowanie. Domyślałem się, że nie ma na nic siły, ale już przyzwyczaiłem się do spacerów z nią. Dziwnie było mi wychodzić samemu. – Jakbyś czegoś potrzebowała, to wołaj.
– Dzięki. – Uśmiechnęła się i wyszła z kuchni.
***
Po raz pierwszy od dawna w końcu mogłem zagrać z Willem, a nie z Hayley. Nie żebym narzekał, ale to była miła odmiana. W końcu mogliśmy spędzić razem trochę czasu.  
Nagle Will odłożył pada i zapytał:
– Masz jakieś plany na Święta?
– Yyy… – Musiałem się chwilę zastanowić. – Pewnie odwiedzimy z Kim naszych rodziców i tyle. Czemu pytasz?
– Bo… – Westchnął. – Babcia z dziadkiem kupili nam bilety, żebyśmy przylecieli do nich na tydzień, bez wcześniejszej konsultacji z nami i… nie możemy zabrać Milo. Nie chcę ci zwalać psa na głowę… Jeśli nie możesz się nim zająć, to wymyślimy coś innego…
– No co ty – powiedziałem odruchowo. – To żaden problem. – Tak naprawdę problemem nie był Milo, tylko to, co powiedział Will. Tak się przyzwyczaiłem do obecności jego i Hayley, że nie wyobrażałem sobie teraz zostać samemu w pustym mieszkaniu. Do głowy mi nie przyszło, że wyjadą. Trochę zbiło mnie to z tropu, bo wiedziałem, że podczas Świąt Kim połowę czasu poświęci rodzinie i wszelkim religijnym aktywnościom, których ja nie byłem wielkim fanem. Myślałem, że zjemy we trójkę jakąś kolację i spędzimy w końcu trochę czasu razem… cóż, wyglądało na to, że zjem ją tylko z Milo.
– Naprawdę? Nie masz nic przeciwko?
– Przecież jestem dobrym kumplem. – Wysiliłem się na uśmiech. – Czy kiedykolwiek ci nie pomogłem, jak mnie o to prosiłeś? Po zamieszkaniu we trójkę przypilnowanie psa to naprawdę nic.
– Nie mówię, że jesteś złym kumplem, tylko nie chcę ci pokrzyżować planów. Nie jedziesz do rodziców na dłużej?
– Nic mi o tym nie wiadomo.
– Skoro tak… dzięki. Odwdzięczymy się jakoś.


Hayley

Nick umiał gotować. I to naprawdę dobrze. Czy mógł być jeszcze bardziej w moim typie? Uwielbiałam gotujących facetów. Jego lasagne była przepyszna i naprawdę musiałam się powstrzymywać, by nie zjeść porcji Willa. Wytrwałam jednak, bo chciałam, żeby brat też spróbował tych pyszności. Cieszyłam się, że zawarłam z Nickiem układ. Już się nie mogłam doczekać kolejnego obiadu w jego wykonaniu. Will zresztą też. A szarlotki będę piekła z przyjemnością, jeśli będzie się tak uśmiechał, jak za pierwszym razem, gdy to zrobiłam.
Skoro lecieliśmy na Święta do dziadków, nie mogliśmy zrobić tego z pustymi rękami. Po konsultacji z bratem zamówiłam zestaw herbat i komplety ocieplanych skarpetek, bo babcia zawsze narzekała, że jej zimno w stopy. Do tego dorzuciłam foremki do ciasteczek w kształcie gwiazdek, bo chciałam upiec pierniczki zanim polecimy, żeby zostawić je Nickowi. Miałam nadzieję, że się ucieszy. Przynajmniej tak mogłam się odwdzięczyć za opiekę nad moim psem. Oczywiście zamierzałam też upiec szarlotkę, więc składniki na ciasto, jak i pierniki już kupiłam. Razem z pisakami do dekoracji kolorowym lukrem.  
Nie mogłam się doczekać aż kurier dostarczy foremki i prezenty dla dziadków, więc kiedy dostałam wiadomość, że dzisiaj będzie paczka, siedziałam jak na szpilkach. Gdy rozległ się dzwonek i pukanie, wybiegłam uradowana z pokoju, ale nie dotarłam do drzwi wejściowych, bo wpadłam na Nicka. Akurat wychodził z łazienki, nie zdążyłam wyhamować i dobiłam do niego. Ominęłabym go bez problemu, bo przecież kurier czekał przy drzwiach, gdyby nie to, że Nick musiał przed chwilą brać prysznic i owinął się tylko ręcznikiem, a ja wyciągnęłam ręce przed siebie, więc moje dłonie przylgnęły do jego wilgotnej jeszcze skóry. Nagiej skóry. Boże. Miał na sobie tylko ręcznik. A ja byłam tak blisko. Mało tego. Dotykałam go! Serce tłukło mi się w piersi jak oszalałe. Policzki paliły żywym ogniem. Musiały przybrać barwę buraka. Zrobiło mi się gorąco i chyba zapomniałam, jak się oddycha. Podniosłam głowę w górę. Z końcówek czarnych włosów skapywały kropelki wody, a te czekoladowe oczy… Nieświadomie przesunęłam dłońmi w dół, trafiając na twarde mięśnie brzucha i zaskoczona od razu tam spojrzałam. Przełknęłam ślinę. Usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi i bardziej natarczywe pukanie.
Boże. Co ja wyprawiałam?
Szybko się od niego odsunęłam, mamrotając przeprosiny i pobiegłam otworzyć drzwi. Odebrałam paczkę, ledwo mogąc wykrztusić podziękowania, po czym uciekłam do pokoju. Nadal było mi gorąco. Boże. Dotykałam Nicka. Jego klatki piersiowej, brzucha… Sean na początku naszej znajomości też miał takie ładne mięśnie, a potem olał ćwiczenia. Ale dotykanie Nicka… Nie powinnam była tego robić i chyba dlatego to było takie przyjemne. I złe. On miał dziewczynę. Ja nie chciałabym, żeby jakaś laska dotykała mojego faceta.  
Byłam beznadziejna. Żałosna.  
Westchnęłam. Wiedziałam, że nie pozbędę się tego widoku z głowy. Miałam wrażenie, że nadal czułam jego skórę pod moimi palcami. Musiałam się skupić na czymś innym. Rozpakowałam paczkę i obejrzałam prezenty dla dziadków. Spodobają im się. Zadowolona, że zakupy się udały, wyjęłam foremki do pierników. Były cudowne. Obracałam różnej wielkości gwiazdki w dłoniach, nie mogąc się doczekać, aż ich użyję, a pieczenie to doskonałe odwrócenie uwagi od tego, co się stało. Od tego, co zrobiłam.
Raz dwa zrobiłam ciasto, umyłam foremki i zabrałam się za wykrawanie. Tak się w to wciągnęłam, że nie zauważyłam kiedy wszystkie blaty i stół pełne były gwiazdek. Miałam tylko jedną blachę, więc upieczenie tego wszystkiego trochę zajmie. Milo nie odstępował mnie na krok, chociaż wiedział, że nie dostanie ani okruszka. Nie dawałam mu ludzkiego jedzenia, a już szczególnie słodyczy. Ugięłam się jednak, bo tak na mnie patrzył tymi swoimi czarnymi oczkami i wyciągnęłam z opakowania psiego smakołyka w postaci sporej kości. Uradowany schował się pod stołem, żeby ją zjeść. Dzisiaj chyba będziemy musieli przesunąć spacer na późniejszą godzinę, bo nie mogłam zostawić tego wszystkiego, a Nick… nie wychodził z pokoju. Poza tym, pewnie szedł do pracy.
Jakiś czas później wyciągałam ostatnią blachę pierników z piekarnika. W końcu. Nie sądziłam, że z tej porcji ciasta wyjdzie ich aż tyle. Odłożyłam gorącą blachę na jedyne wolne miejsce na blacie. Resztę zajmowały upieczone już pierniki. Przesadziłam. Ogarnęłam kuchnię wzrokiem, nie wiedząc, co zrobić w pierwszej kolejności i trafiłam na Nicka, który właśnie wchodził.
– O – skomentował, rozglądając się dookoła. – Przerzuciłaś się z szarlotki na pierniki? – Tym razem miał już na sobie koszulkę, ale nie przeszkadzała mi w przypominaniu sobie tego, co było pod spodem.
Policzki zaczęły mnie piec.
– Ja… – zaczęłam właściwie nie wiedząc, co powiedzieć. – Nie, nie. Szarlotka też będzie. Nie martw się. Przecież mieliśmy umowę. – Założyłam włosy za ucho i uśmiechnęłam się.
Podszedł do blatu i porwał dwa pierniki, a jednego od razu ugryzł. Przez chwilę żuł, po czym rzucił:
– Dobre. Miękkie. Mi zawsze wychodzą twarde. – Nagle uśmiechnął się i nacisnął palcem na swój brzuch. – Mówiąc o twardości, chyba moje mięśnie trochę ją straciły i są teraz bardziej jak te pierniki… co uważasz?  
Zrobiło mi się gorąco. Teraz to na pewno byłam już purpurowa na twarzy.
– Chyba... za krótko dotykałam – wypaliłam i natychmiast tego pożałowałam.
– No tak. Nie będziesz obiektywna. – Dojadł drugiego piernika, po czym uniósł lekko koszulkę. – Podejście drugie.
Chyba zaraz zemdleję. On mówił serio? Starałam się patrzeć na jego twarz, a nie na brzuch, ale kiepsko mi to wychodziło.
– Żartujesz? – wykrztusiłam.
– Nie. Potrzebuję motywacji, by ruszyć się na siłownię, bo dawno mnie tam nie było. – Nadal trzymał koszulkę w górze.
– I potrzebujesz jej ode mnie? – Musiałam przytrzymać się blatu, bo nogi miałam jak z waty. – Co na to twoja dziewczyna?
– Ona… cóż, jak to delikatnie powiedzieć? Stroni ode mnie jak tylko może. – Uśmiechnął się gorzko. – A Willa raczej o to nie zapytam, nie?
Wytrzeszczyłam oczy. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie dotykała go? Nie mieściło mi się w głowie. Jak mogła stronić od… tego? Przecież to był Nick. Gdyby był mój… O nie. To za daleko zaszło.
– Poważnie? Jakoś… ciężko mi w to uwierzyć…
– A wyglądam, jakbym żartował? Zaraz mi ręka odpadnie. – Westchnął teatralnie, zrobił krok w moją stronę i zanim się zorientowałam, złapał mnie delikatnie za rękę i przyłożył do swojego ciepłego brzucha. – No i jak? Mam iść na siłownię?
Myślałam, że serce wyskoczy mi z piesi. Część mnie chciała zabrać dłoń, bo przecież on był w związku, ale jeśli to, co mówił to prawda… To druga część chciała go dotykać, skoro i tak już to robiłam. Skoro sam chciał. Druga dłoń dotknęła jego skóry. I co mu miałam powiedzieć? Jak dla mnie był idealny. Ale chyba oczekiwał, że go wygonię na siłownię. Może tak powinnam zrobić.
– Hmm… – Nie mogłam się powstrzymać i przesunęłam dłońmi w górę. Jego skóra aż paliła moje palce. Podniosłam wzrok na lekki zarost na jego szczęce, a potem wyżej, by spojrzeć mu w oczy. – No nie wiem…
– Też nie wiem. Ale może pójdę. Tak… dla pewności.
– Ale wiesz… – Przygryzłam dolną wargę, przesuwając dłonie z powrotem na jego brzuch. – Musiałabym cię ugryźć, żeby porównać do pierników. No bo… – Mój wzrok opadł na jego usta. – Pierniki się gryzie, a nie dotyka.
O Boże. Chyba się czegoś naćpałam. Czy ja naprawdę to powiedziałam? A może to sen?
– No cóż. – Znowu się uśmiechnął, zgarnął z blachy trzeciego piernika i nagle się odsunął. – Może innym razem. Lecę do pracy. – Odwrócił się i wyszedł z kuchni.
Chyba wcześniej nie oddychałam, bo dopiero teraz wzięłam wdech. Co się właśnie stało? Z wrażenia zsunęłam się po szafkach na podłogę. Milo spojrzał na mnie zaskoczony, po czym wrócił do gryzienia kości. Boże. Dotykałam Nicka. Znowu. Moje serce nadal tłukło się jak oszalałe. Boże. Czy ja chciałam go pocałować? A gdzie solidarność jajników? Przecież nie byłam taka. Nie mogłabym zrobić czegoś tak podłego innej kobiecie. Ale Nick…
Zaraz… czy on powiedział, że jego dziewczyna go nie dotykała? Co z nią było nie tak?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4498 słów i 25022 znaków, zaktualizowała 11 mar o 22:00.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Biedna Hayley.Trochę poczytałem o tej chorobie.Mam nadzieję że to nie jest to, bo z tego co czytałem, nie da się tego wyleczyć bez stomii lub histerotomii.To chyba pierwsze opowiadanie, które czytam, gdzie bohater jest chory fizycznie, bo niebieski motylek był też chory, ale psychicznie. No cóż, podoba się jej Nick i nic na to nie poradzi. Ale przy tym choróbstwie nawet te sprawy nie zawsze są miłe. Mam nadzieję, że ma po prostu bolące menstracje albo stany przed czy po, bo chyba w tym momencie nie miała okresu.Czy jej sprawa z jajnikiem nie jest jednak, niestety konsekwencją tej przypadłości? Ciekawe czy Nick douczy się fachowo z czym boryka się Hayley?Jako kobiety oceńcie czy gdy mężczyzna to robi punktuje w oczach dziewczyny czy kobiety, czy nie? Niestety opisany problem dotyczył bliskiej mi osoby tylko nie znałem fachowej nazwy. Kolejny dobry odcinek. Pozdrawiam :)

  • candy

    @AlexAthame z pewnością by zapunktował ;)

  • AlexAthame

    @candy Dziękuję :smile: