Światło w ciemności – rozdział 7

Światło w ciemności – rozdział 7Nicholas

Nadeszły iście ciche dni. Kim nie odzywała się do mnie, a ja do niej, choć pewnie powinienem. Ja zawiniłem, jak zwykle. Byłem jednak zły o jej zazdrość, o jej brak zaufania. Niby powinienem się cieszyć, że najwyraźniej zmieniła zdanie i chciała ze mną mieszkać – nie rozumiałem siebie do końca, ale nie chciało mi się nad tym zastanawiać. Fakty były takie, że Kim była zmienna jak w kalejdoskopie – raz przykładna katoliczka, patrząca z dezaprobatą na moją erekcję, a raz wcielenie zawiści i niezdecydowania. Nie lubiłem czegoś takiego. Wolałem, żeby już zdecydowała się na którąś z opcji, katolicką bądź nie, i się jej trzymała. Nie nadążałem za jej zmianami zdania. Nie chciałem płynąć z prądem i robić wszystkiego na jej zawołanie.
Nie zamierzałem rozmawiać o tym z Hayley, ale samo ze mnie wyleciało. Może dlatego, że robiła szarlotkę, którą uwielbiałem, a może dlatego, że miała podobne podejście do wiary i religii co ja. Nie zrobiło mi się od tego lżej, ale cieszyłem się, że był ktoś, kto podzielał moje zdanie. Niestety, to tylko nasuwało wątpliwości co do przyszłości mojej i Kim. Skoro już teraz nie mogliśmy się dogadać, co będzie dalej?  
Przynajmniej czułem się nieco swobodniej w mieszkaniu. Hayley i ja rozmawialiśmy już trochę więcej. Dała mi spróbować szarlotki, a ja nie byłem już dla niej taki niemiły. Nawet ją… polubiłem. Choć nadal była nieco ekscentryczną młodszą siostrą Willa, zacząłem widzieć w niej prawdziwą współlokatorkę. Z którą można było sensownie pogadać. I która piekła dobre ciasta. Jej różowy kolor trochę spłukał się z włosów, czyniąc ją blondynką z różową poświatą. Wyglądała nieco normalniej, ale ze zdziwieniem odkryłem, że jednak zatęskniłem za pierwszą wersją jej fryzury.
Przyszła jednak do mnie z prośbą, która całkiem mnie przerosła. Prosiła o pomoc w wyjęciu szwów z ran. Starałem się tego nie okazywać, ale w środku spanikowałem. Ja miałem wyciągać szwy? Były rozpuszczalne i to były tylko resztki, ale i tak… Musiałem jej dotknąć. W dość intymny sposób. Stanowczo zbyt intymny jak na parę tygodni znajomości. A już zwłaszcza dużo bardziej intymny, niż z moją własną dziewczyną.
Bałem się, że zrobię jej krzywdę, że ją zaboli, że coś źle zrobię i wszystko pogorszę, ale chyba wszystko poszło prawidłowo. Widać było, że martwiła się bliznami, pytała mnie o nie, czy wyglądają bardzo źle – a ja, zamiast odpowiedzieć krótko i na temat, zacząłem pieprzyć jakieś filozofie. Zrobiło mi się głupio, dlatego odwróciłem się do niej plecami i mruknąłem coś pod nosem. Chciałem, żeby już sobie poszła. I tak się stało – szybko uciekła, jakbym ją wypędził. Wymamrotała ciche “dziękuję”, a ja opadłem na łóżko, jednocześnie przerażony i zmieszany. Gdyby Kim to widziała, już byłoby po mnie. Skóra Hayley była tak delikatna… i mimo że pokryta bliznami, których się wstydziła, to wcale nie chciałem zabierać ręki. Chciałem dalej ją dotykać.
***
Cisza z Kim trwała już za długo, dlatego w końcu przemogłem się i zaprosiłem ją, by przyszła do mnie porozmawiać. Odpisała, że przyjdzie w sobotę po południu. Byłem nieco zestresowany, bo nie wiedziałem, jak zareaguje na to, co miałem jej do powiedzenia. Czekałem, ale się spóźniała; oczywiście, pukanie rozległo się, akurat jak byłem w łazience. Nie wiedziałem, czy to Kim, czy ktoś inny – ale może po tylu kłótniach zdecydowała się przestać używać swojego klucza. Już wycierałem ręce, gdy nagle dobiegł mnie dialog z korytarza.
– Cześć – usłyszałem głos Hayley. – Nick jest łazience.
– Cześć… – Kim miała bardzo dziwny głos. – Czy to… – Zachłysnęła się powietrzem. – Czy to koszulka Nicka?
Że co? Osłupiałem, stojąc przy drzwiach. Hayley miała na sobie moją koszulkę? Nie widziałem jej dzisiaj ani razu, siedziała zamknięta w pokoju Willa, który znowu był na szkoleniu z pracy. Ukradła mi jakąś koszulkę, a ja się nie zorientowałem? Może jednak była wariatką. Czułem, że powinienem tam wyjść, ale coś mnie powstrzymywało.
– Co? – pisnęła Hayley. – Oczywiście, że nie. To moja koszulka. Dlaczego miałabym chodzić w jego rzeczach?
– Spałaś z nim?!
O Boże. To już zabrnęło za daleko. Czym prędzej otworzyłem drzwi i wypadłem na korytarz. Hayley była cała czerwona, wyraźnie zbyt zszokowana, by odpowiedzieć, a Kim miała na twarzy nieopisaną wściekłość. Zerknąłem na koszulkę Hayley i nagle wszystko się wyjaśniło.
– Kim, uspokój się – zwróciłem się do swojej dziewczyny. – Co ty sobie myślisz, rzucając od progu takie oskarżenia?
– Ma na sobie twoją koszulkę! Myślałeś, że nie zauważę? Przecież sama ci ją kupiłam!
– Kim… – westchnąłem ciężko, nie mogąc uwierzyć w swojego pecha. Podciągnąłem do góry bluzę z kapturem, którą miałem na sobie, ukazując szarą koszulkę z napisem “I am not a morning person” – dokładnie taką samą, jaką miała na sobie Hayley. – Czy to możliwe, żeby producenci tej koszulki zrobili więcej niż jedną sztukę?
Teraz i Kim gwałtownie poczerwieniała, a Hayley wyglądała, jakby chciała się stąd natychmiast ulotnić. Opuściłem bluzę, starając się nie patrzeć na swoją tak zwaną współlokatorkę.
– Przeproś ją – powiedziałem do Kim z naciskiem.
– Nie trzeba – wykrztusiła Hayley. – To rzeczywiście mogło tak wyglądać… Nie będę wam już przeszkadzać.
– Nie, ja naprawdę… – Kim nagle przybrała minę pełną skruchy. – Przepraszam, że na ciebie krzyknęłam i… że cię oskarżyłam o spanie z Nickiem. Nie pomyślałam…
– Nic się nie stało. To ja już pójdę… – Zerknęła na mnie i uciekła do pokoju Willa.
W milczeniu zaprosiłem Kim do swojego pokoju, a gdy tylko zamknąłem drzwi, zaczęła mówić:
– Boże, Nick, przepraszam! Nie wiem, co mnie opętało… zobaczyłam tą koszulkę i… ona była taka duża, zupełnie jak twoja! Ja…
– Właśnie dlatego nie chcę z tobą mieszkać – przerwałem jej, nagle wściekły. – Przez to, co odwalasz. Nie wierzę, że sądziłaś, że z nią spałem!
– Tak naprawdę wcale tak nie pomyślałam, ale…
– Naprawdę masz mnie za takiego dupka, który prześpi się z pierwszą lepszą, gdy nie dostanie od swojej dziewczyny? – Już nie panowałem nad tym, co mówiłem. Nie chciałem nazywać Hayley “pierwszą lepszą”, ale w końcu i tak mnie nie słyszała. – Dwa lata. Od dwóch pieprzonych lat mnie prowokujesz, Kim, rozpalasz i nie dajesz się dotknąć! I rozumiem to, ale tego już za wiele. Urządzasz mi sceny zazdrości, w dodatku przy Hayley! – Miałem ochotę nią potrząsnąć. – A zresztą… nawet, jeśli bym się miał z kimś przespać, to na pewno nie tak, żebyś się o tym dowiedziała – dorzuciłem ironicznie. Chyba przegiąłem.
Kim wzięła głęboki oddech i powiedziała delikatnie:
– Nie przeczę. Mam problem z zazdrością. Ze swoimi uczuciami. Tłumaczyłam ci to już… i właśnie dlatego chciałam z tobą zamieszkać, bo wtedy byłoby mi łatwiej nad nimi zapanować…
– A więc to tylko dlatego? – znowu jej przerwałem. – Żeby tobie było łatwiej? A nie pomyślałaś o tym, że mi byłoby wtedy trudniej?
– Po prostu cię kocham, Nick! – wybuchła nagle. – Czy to tak trudno zrozumieć?
Usiadłem na łóżku i westchnąłem ciężko. Nagle poczułem się strasznie zmęczony.
– Ja też cię kocham – odpowiedziałem, odpychając od siebie wszelkie wątpliwości, które męczyły mnie od jakiegoś czasu. – Ale jak widać to nie wystarcza. Od dawna ci tłumaczę, że nigdy bym cię nie zdradził. Nigdy bym nie poszedł do innej. Ale ty i tak nie rozumiesz. Może… powinniśmy sobie zrobić przerwę. Żebyś przemyślała sobie pewne sprawy. Ja zresztą też.  
– Zry… zrywasz ze mną? – wyjąkała i miałem wrażenie, że zaraz zacznie płakać.
– Nie. Ale mam dość ciągłych kłótni. Ciągłego tłumaczenia się, mimo że nie robię nic złego. Odezwij się, gdy to zrozumiesz. A teraz… – Machnąłem w stronę drzwi z ciężkim sercem. – Jeśli możesz… zostaw mnie samego.
Wydawało mi się, że usłyszałem jej płacz, ale posłusznie wyszła i zamknęła drzwi. Opadłem na plecy i przetarłem oczy. Nie chciałem iść do pracy – ale po tym, co tu właśnie zaszło, to było chyba najlepszym wyjściem.


Hayley

Mieliśmy z Nickiem takie same koszulki? Wow. Może mieliśmy więcej wspólnego niż nam się wydawało. Jak tylko wróciłam do pokoju Willa, od razu się przebrałam. To była moja koszulka do spania. Zresztą nie jedyna w takim rozmiarze. Wszystkie sięgały do połowy uda. Nigdy nie sądziłam, że zostanę oskarżona o spanie z czyimś facetem. Zwłaszcza z Nickiem. Przecież to było nierealne. Nawet w najśmielszych snach. Nie spodziewałam się, że jego religijna dziewczyna stanie się uosobieniem furii. Gdyby nie zjawił się Nick, wydrapałaby mi oczy. A ja lubiłam swoje oczy. Później słyszałam, jak się kłócili i niedługo potem Kim wyszła. Nie słyszałam każdego słowa, nie chciałam też podsłuchiwać, bo po ostatnim razie miałam nauczkę, więc założyłam słuchawki i włączyłam muzykę.  
Byłam dzisiaj umówiona do fryzjera na odświeżenie koloru. Róż już się spłukał, a spodobał mi się tak bardzo, że jeszcze nie chciałam z niego rezygnować. Wyjątkowo więc się pomalowałam, żeby nie wyglądać jak siódme nieszczęście. Zrobiłam kreski na powiekach i wytuszowałam rzęsy. Will był na szkoleniu, więc to Nick wyprowadzał Milo. Brat kategorycznie zabronił mi wychodzenia samej z psem i poinformował o tym swojego kumpla. Wyszłam razem z nimi, ale między nami panowała jakaś dziwnie niezręczna atmosfera. Praktycznie nie rozmawialiśmy i rozdzieliliśmy się przy ostatniej przecznicy przed parkiem. Powiedziałam Nickowi, że wrócę sama i może zostawić psa w domu, żeby spokojnie wyjść do pracy. Milo nic nie będzie jak spędzi kilkadziesiąt minut sam. Po fryzjerze miałam dużo lepszy humor i postanowiłam wstąpić do sklepu po jabłka, żeby upiec szarlotkę w ramach podziękowania za wyciągnięcie szwów.
Gdy wróciłam do domu, stwierdziłam, że skoro już się pomalowałam i mam odświeżony kolor, mogę zrobić sobie pierwsze od wieków selfie. Z jednego zdjęcia zrobiła się cała sesja, ale ostatecznie wybrałam najładniejsze i wrzuciłam na Instagrama. Później przebrałam się w domowe ciuchy i zabrałam za pieczenie. Miałam nadzieję, że piekarnik i tym razem będzie łaskawy. Zrobiłam szarlotkę; czekając, aż ostygnie posprzątałam kuchnię, a potem przykryłam ciasto czystą ściereczką i napisałam karteczkę. Zostawiłam wszystko na stole, żeby Nick zauważył, jak wróci z pracy. Telefon wibrował od powiadomień z Instagrama. Pod zdjęciem dostałam mnóstwo serduszek i pozytywnych komentarzy, ale jakoś mnie to nie cieszyło. Postanowiłam nadrobić wiadomości na grupie na messengerze i od razu tego pożałowałam. Oprócz wyzwisk skierowanych do Seana, Kevin i dziewczyny pisali mnóstwo “pocieszających” wiadomości. Jak im to przykro, że musiałam patrzeć na tego dupka i jego nową dziewczynę, jaka to jestem biedna. Humor momentalnie mi się zepsuł.  
Dawna Hayley przepadła. Teraz była tylko biedna, chora Hayley.


Nicholas

Całą zmianę myślałem o Kim i o tym, czy na pewno dobrze zrobiłem, sugerując przerwę. Znowu czułem się jak ostatni dupek. Może faktycznie miała problem, a ja tylko go pogarszałem? Szybko jednak przywołałem się do porządku. Można było zarzucić mi szorstkość i chamstwo, ale nigdy nie zdradziłbym osoby, z którą byłem w związku. Kim za to na każdym kroku pokazywała, że mi nie ufa. Miałem tego dość. Potrzebowałem oddechu.
Wracając do mieszkania, trząsłem się z zimna. Padał śnieg i było lodowato. Chciałem się jak najszybciej znaleźć w swoim ciepłym pokoju. Spodziewałem się ciszy w mieszkaniu, ale gdy tylko wszedłem, dobiegły mnie jakieś głosy i zobaczyłem delikatne światło, które chyba padało z telewizora. Zdziwiony, podszedłem do kanapy i zobaczyłem Hayley siedzącą ze śpiącym Milo. W świetle telewizora na jej policzkach rozbłysły łzy.
– Co się stało? – zapytałem odruchowo.  
Aż podskoczyła zaskoczona i spojrzała na mnie, szybko wycierając łzy.
– Nic – jęknęła. – To… przez film…
Film? Zerknąłem na ekran, który pokazywał reklamę płatków śniadaniowych.
Byłem śmiertelnie zmęczony, ale podszedłem bliżej i usiadłem na oparciu.
– To przez Kim?  
– Co? Nie. Dlaczego miałabym przez nią płakać?
– Bo nawrzeszczała na ciebie bez powodu.
– No i co z tego? – Zmarszczyła brwi. – Nie jestem dzieckiem, żeby ryczeć, bo ktoś na mnie nakrzyczał.
Uniosłem brwi, zdziwiony jej agresją.
– Nie o to mi chodziło. Po prostu… nie zasłużyłaś na to. I tyle.
– Na wiele rzeczy nie zasłużyłam – mruknęła i wbiła wzrok w telewizor.
Wyraźnie była przybita – chyba po raz pierwszy aż tak, odkąd tu zamieszkała. Nie wiedziałem, jak na to zareagować i jak z nią rozmawiać.
– Zgadzam się. Tak czy inaczej… – Podniosłem się, bo czułem, że byłem tu niemile widziany. – Przepraszam za Kim. Nie miała prawa się tak zachować w stosunku do ciebie. Pójdę teraz po szklankę wody i idę spać. Nie będę ci przeszkadzał. – Ruszyłem do kuchni, nie czekając na jej odpowiedź. Zapaliłem światło, by się nie wywalić i po dłuższej chwili mrugania zobaczyłem na stole blachę przykrytą ścierką. Na niej leżała jakaś kartka. Podniosłem ją i przeczytałem:
Dziękuję za pomoc.★ Hayley
Podniosłem ścierkę i odkryłem całą blachę szarlotki. Zrobiło mi się cholernie głupio. Upiekła dla mnie ciasto? Tylko dla mnie? Za wyjęcie paru małych kawałków szwów? Nie zasłużyłem na to. Szybko wróciłem do salonu, ale on był już pusty.


Hayley

Nie chciałam, żeby Nick widział, jak płaczę. Jak na razie tylko Milo widział moje łzy i chciałam, żeby tak zostało, ale niestety się nie udało. Miałam paskudny humor i nie miałam ochoty na żadne rozmowy, a już na pewno nie o Kim i o tym, jak nakrzyczała na małą, biedną Hayley. Byłam wrażliwa, ale bez przesady. W nocy nie spałam zbyt dobrze. Za późno poszłam spać, ale mimo to nie mogłam zasnąć. Czułam się tak bardzo źle i pragnęłam znaleźć się w ciepłych ramionach faceta, który mnie kochał, ale nie był moim bratem. Zasnęłam nad ranem, kiedy byłam już zmęczona płaczem i użalaniem się nad sobą.
Gdy się obudziłam, dochodziła druga po południu. Powinnam wstać i zacząć gotować, ale zupełnie nie miałam do tego motywacji. Spojrzałam na Milo, który czekał już przy drzwiach. Pewnie był głodny, dlatego zmusiłam swoje ciało do wysiłku i chwilę później nakładałam karmę do miski, obok której dreptał zniecierpliwiony futrzak. Nalałam mu też świeżej wody. Ja nie miałam ochoty na jedzenie, więc poszłam do łazienki się odświeżyć. Kończyłam myć zęby, gdy usłyszałam pukanie do drzwi, ale tych wejściowych. Nasłuchiwałam przez chwilę, czy Nick pójdzie otworzyć, ale pewnie jeszcze spał. Szybko wypłukałam usta i niechętnie poszłam zobaczyć, kto to. Jeśli to znowu ta religijna cnotka, to nie wiem, co zrobię. Może powinnam się przebrać, a nie otwierać znowu w koszulce do spania, ale w sumie miałam to gdzieś.
Zamarłam, gdy w progu zobaczyłam Seana z bukietem róż. Ciemne włosy miał krótko przycięte, a szare oczy wpatrywały się we mnie tak intensywnie, że mimowolnie się zarumieniłam. Był ostatnią osobą, której się spodziewałam. Nie widziałam go od ponad miesiąca, ale wydawałoby się, że całą wieczność.
– Hej, piękna – zamruczał, robiąc krok w moją stronę, a ja automatycznie się cofnęłam.
– Jak mnie znalazłeś? – wykrztusiłam.
– Sąsiedzi powiedzieli, że się wyprowadziłaś. Dodałem dwa do dwóch. Gdzie miałabyś pójść, jeśli nie do brata? Słyszałem, że jesteś zdrowa.
– Nie mam raka, ale nie jestem też zdrowa. Czego chcesz? Przecież się już pocieszyłeś.
– Ona nic dla mnie nie znaczy. Kocham ciebie. – Zbliżał się do mnie powoli, jakby nie chciał mnie wystraszyć, a ja nadal się cofałam w głąb mieszkania. Powinnam była zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. – Tęsknię za tobą.
– Nie, Sean, przestań. – W gardle pojawiła się gula, a łzy pchały mi się do oczu, ale nie zamierzałam przed nim płakać. – Odszedłeś. Nie możesz teraz…
– Brakuje mi ciebie, nie mogę bez ciebie żyć. Proszę, kochanie, daj mi szansę… – Wyciągnął rękę z bukietem w moją stronę. – To dla ciebie.
– Wolę piwonie – mruknęłam, obejmując się ramionami.
– A gdzie ja ci w zimie znajdę piwonie? – zapytał z wyrzutem, jakby to była moja wina, ale szybko się uśmiechnął, przybierając poprzednią maskę. – Hayley… nie mogę przestać o tobie myśleć…
– Nie – przerwałam mu, ale on nadal się zbliżał i wiedziałam, że jeśli mnie dotknie, moja samokontrola runie. Starałam się nie oddychać, bo jego dobrze znajome perfumy mieszały mi w głowie. – Nie…
– Chcę znowu z tobą być – mówił dalej tym czułym tonem. – Było nam tak dobrze ze sobą, kochanie, proszę…
Plecy uderzyły o ścianę i byłam w pułapce. Zaraz się poddam i wpadnę w jego ramiona jak w paszczę lwa. Nie chciałam na niego patrzeć. Robiłam wszystko, by tego nie robić, ale był już tak blisko. Zaczynałam panikować. Część mnie krzyczała, żebym uciekała i nie dała mu się dotknąć. Żebym nie wierzyła w jego fałszywe słowa i wyznania. Jednak druga część tęskniła za nim i marzyła o byciu z nim.
– To zdjęcie, które wrzuciłaś… ustawiłem sobie na tapetę. Jesteś jeszcze piękniejsza niż kiedyś. Daj mi szansę, wynagrodzę ci wszystko, obiecuję.
Łzy spłynęły mi po policzkach. Dlaczego tu przyszedł? Dlaczego mnie szukał? Przez to głupie zdjęcie? Już wyciągał rękę, żeby mnie objąć, ale odsunęłam w bok.
– Nie dotykaj mnie!
Nie chciałam podnosić głosu, ale to była moja ostatnia szansa. Wiedziałam, że za chwilę się poddam i uwierzę w jego słowa. Milo zaczął szczekać i stanął przede mną, nie dopuszczając Seana bliżej.
– Milo, przecież to ja – powiedział Sean, chcąc go pogłaskać, ale Milo prawie go ugryzł, więc zamachnął się bukietem, żeby go przegonić. – Głupi pies.
– Nie rozumiesz po dobroci? – Rozległ się lodowaty głos gdzieś z boku. – Bo jeśli trzeba, to chętnie przetłumaczę ci to na jakiś język, który do ciebie dotrze. Powiedziała, żebyś jej nie dotykał, więc zabieraj łapy.
Zaskoczona poderwałam głowę i zobaczyłam Nicka. Boże, jak dobrze, że nie mieszkałam sama z Willem. Jak dobrze, że jego kumpel był w domu. Sean zmierzył go wzrokiem, jakby był jego rywalem w jakimś konkursie. Nick był od niego wyższy i zauważyłam to dopiero wtedy, kiedy stali niemal obok siebie.
– Myślałem, że mieszkasz z bratem… – Teraz mnie zmierzył wzrokiem. Niemal widziałam, jak pracują trybiki w jego mózgu. – Kto to jest?
– Nie twój zasrany interes. – Nick podszedł bliżej i stanął między nami, tak że ledwo widziałam Seana. – Czy Hayley powiedziała, że możesz wejść do środka? Bo chyba nie dosłyszałem, a jednak stoisz pośrodku naszego salonu.
– Waszego salonu? Więc to twoją koszulkę ma na sobie? – Bukiet róż wylądował na podłodze. – Ja przychodzę z kwiatami, ale ty już się pocieszyłaś, co?
Co? O czym on mówił? Ja się pocieszyłam? Przecież to on… A potem zrozumiałam. Zabolało. Myślał, że miałam na sobie koszulkę Nicka? Co jest z tymi ludźmi?
– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie – warknął Nick. – Jeśli nikt cię tu nie zaprosił, to stąd spierdalaj. I to w podskokach.  
– Żebyś mógł ją pieprzyć bez przeszkód? – wysyczał Sean. – To moja dziewczyna!
Gdy Nick się odezwał, brzmiał tak, jakby się szeroko uśmiechał:
– O ile wiem, to z nią zerwałeś, więc jej życie seksualne już nie powinno być twoim zmartwieniem. Moje też.
– Nie jestem twoja – powiedziałam, próbując się nie rozpłakać. – I najwyraźniej nigdy nie byłam, skoro nie wiesz, że to moja koszulka do spania… Wyjdź stąd, Sean. I nie wracaj. – Głos mi zadrżał. – Daj mi w końcu spokój.
– Twoja co? – Sean brzmiał, jakby był zaskoczony. – Ale Hayley… kocham cię!
Nie byłam w stanie już odpowiedzieć, bo się rozpłakałam. W końcu przejrzałam na oczy. On mnie w ogóle nie znał. Nie byliśmy razem miesiąc, czy dwa. To bolało jeszcze bardziej niż to, że mnie zostawił. Dlaczego to głupie serce wciąż go kochało? Za co?
– Dobra, koniec tego. – Nick nagle mocno złapał Seana za ramię i siłą popchnął go do tyłu. – Wypierdalasz stąd sam albo ci pomogę.
– Puść mnie, koleś. – Sean się szarpał, próbując na mnie spojrzeć. – Hayley, kochanie…
– Nie jesteś u siebie, więc nie zachowuj się jakbyś był. Ona cię nie chce. Może spróbuj to dostrzec i przestań zachowywać się jak ciota.
Nie wiedziałam, co było dalej, bo zsunęłam się po ścianie na podłogę i podciągnęłam kolana do siebie, by oprzeć na nich czoło. Milo próbował wcisnąć się pod moje ramię, żeby polizać mnie po twarzy. Słyszałam odgłosy szamotaniny, a potem trzaśnięcie drzwiami. A ja siedziałam i płakałam.
– Hayley… – Nick znalazł się przy mnie i delikatnie dotknął mojego ramienia. – Nie płacz. Już sobie poszedł. I raczej prędko nie wróci.
Nie odpowiedziałam od razu. Musiałam się najpierw uspokoić. Wzięłam głęboki wdech i powoli uniosłam głowę. Czekoladowe oczy patrzyły na mnie z troską, więc szybko odwróciłam wzrok.
– Byliśmy… – zaczęłam, ale zabrzmiało to jak jęk. Odchrząknęłam. – Byliśmy razem ponad rok, a on… w ogóle mnie nie zna...  
– Bo to samolubny dupek. Dobrze, że kazałaś mu wyjść. Nie zasługuje nawet na to, żebyś na niego splunęła – dodał żartobliwym tonem.
Nie uśmiechnęłam się, ale kącik moich ust drgnął.
– Jak mogłam być taka ślepa i głupia? – Przeczesałam dłonią włosy i oparłam głowę o ścianę. – Czemu wcześniej tego nie widziałam?
– Nie byłaś ślepa. Nie zakochałaś się w dupku. Po prostu się nim stał. – Westchnął ciężko, a potem pociągnął mnie za ramię. – Dobra, wstawaj. Nie będziesz tkwić na tej podłodze i po nim płakać.  
– Dlaczego nie? – zapytałam, ale posłusznie wstałam. – Nie mogę płakać nad swoją głupotą i złamanym sercem?
– Nie. Pójdziemy na spacer z Milo. A potem wstąpimy do sklepu i kupimy lody. Będziemy je jeść, aż zamarzną ci kanaliki łzowe i przestaniesz płakać.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Chyba jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiedziałam. I chyba upiekę mu kolejną szarlotkę.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4217 słów i 23371 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    Wróciła wredna wiedźma, aby obnażać swoje mądrości. Tęskniłaś? :lol2:

  • candy

    @agnes1709 no pewnie 😅😅😅

  • Mysza

    Witam. Coraz bardziej mnie to wciąga :) Czekam na kolejną część bo jestem ciekawa jak to wszystko się rozwinie. Sean ma tupet ale znam kilku takich co myślą w taki sposób... A może to właśnie brak myślenia  😂😂 W każdym razie czekam :)

  • candy

    @Mysza dziękujemy, cieszymy się, że się podoba 😍

  • AlexAthame

    Przykro ze nie ma reakcji na poprzedni komentarz ale może brak czasu. Opowiadanie z pewnością ma przeslanie by raczej wiązac sie z ludzmi o podobych zapatrywaniach na wiarę. Kim pewnie tez musiala sie meczyc. Zareagowala prawidlowo.W czym robi bląd, to ze nie spi z Nickiem.Gdyby to robila nie byloby problemów, ale o tym juz wspominalem. Reakcja Seana była równiez prawidłowa. Tak reaguje wiekszosc męzczyzn, co nie zmienia faktu ze facet jest dupkiem. Wracając do Hayley powinna powiedzieć, że to nie jest koszula Nicka, co zresztą zrobiła.Natomiast zapomniała powiedzieć Kim, że Nick pomógł wyjąć resztki szwów i koni3cznie pokazac skąd  i że widział jej granatowe majtki w gwiazdki. Prawda zawsze ułatwia unikanie problemów..Teraz w zasadzie Kim ma jedno posunięcie.Powinna przeprosic i spróbowac oddac mu siebie jak w noc poślubną albo lepiej.Tylko nie wiem czy nie jest za późno. Jezeli to zrobi to uratuje związek, pod warunkiem, że NIGDY nie wspomni, że zrobila to dla niego, bo wowczas bedzie koniec bez apelacji To do następnego odcinka. Super opowiadanko.  :bravo:  :yahoo: Aktualnie jedno z dwóch najlepszych opowiadań na stronie. Może trzech, bo Zaskakujące lądowanie jest także super.

  • candy

    @AlexAthame dziękujemy za rozległy komentarz, ale proszę nas nie stawiać na równi z "zaskakującym lądowaniem" i jego autorką, ponieważ mamy z nią pewne zaszłości, nie lubimy się i mamy skrajnie różne poglądy oraz opinie. Cieszymy się, że historia się podoba ;)

  • AlexAthame

    @candy O k...Twój ( nie wiem kto odpisał) wpis raczej nie poprawi waszych stosunków. Gdybym mógł cos napisac to by sporo wyjaśniło, ale nadal odsiaduję karę. To dożywocie? Wybaczenie to najwyższa forma miłości. Niektórzy twierdzą, że oddanie lub poświęcenie życia nią jest. Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam cieplutko.

  • candy

    @AlexAthame ja nie chcę w żaden sposób poprawiać naszych stosunków, dobrze mi tak jak jest ;)

  • AlexAthame

    @candy No tak, ale wszyscy na tym cierpią.Mi nie chodzi o nasze stosunki jak o wasze.Mam nadzieję ze dobrze zrozumialas. Ale nie namawiam nawet do dobrego tak napisalem , bo tak czuję. Pierwsze zdanie świadczy o moim wierzeniu, że wszystko jest połączone. Oczywiście tak nie uważasz.

  • candy

    @AlexAthame wszystko zrozumiałam

  • AlexAthame

    @candy  :) Dobranoc