Światło w ciemności – rozdział 3

Światło w ciemności – rozdział 3Hayley

Noc była koszmarna. Nie mogłam spać. Przekręcając się na bok, uważałam, żeby nie robić tego zbyt gwałtownie, by nie uderzyć przypadkiem w rany. Cały czas łapałam się na tym, że wsłuchiwałam się w ciszę, czekając na oddech Milo. Niczego jednak nie słyszałam i przez pierwsze sekundy zalewała mnie panika, że przestał oddychać. Tylko że jego tu nie było. Spał sobie smacznie u Willa. Tabletki przeciwbólowe też w końcu przestały działać i myślałam, że dam radę bez nich, ale nie. Musiałam zażyć kolejną dawkę, inaczej nie usnęłabym wcale.  
Wycieczki do toalety też do najprostszych nie należały. Wstawanie i powrót do łóżka odbywały się jakby w zwolnionym tempie, żeby przypadkiem z przyzwyczajenia nie zrobić czegoś za szybko. Nie chciałam wracać do szpitala z krwotokiem wewnętrznym. Will przywiózł Milo.
– Hej, piesku! – zawołałam, kiedy tylko go zobaczyłam.
Spojrzał na mnie i oszalał ze szczęścia. Rozpędził się spod drzwi wejściowych i wskoczył na łóżko, by wylizać mi twarz. I ręce. I uszy. Wszystko. Aż skomlał, taki był szczęśliwy, że mnie widzi. Staranowałby mi brzuch, gdybym się w porę nie zasłoniła. Przestałam być konsekwentna i kolejny raz pozwoliłam mu na wskoczenie do łóżka. Ale co miałam zrobić, kiedy nie mogłam normalnie się schylić, żeby się z nim przywitać?
– Ja też tęskniłam – powiedziałam, wtulając się w jego miękką sierść i pocałowałam w pyszczek, kiedy już się uspokoił.
Nie odstępował mnie na krok przez cały dzień. Szedł za mną niczym cień nawet do toalety. Nie chciał nawet wyjść z Willem na spacer, jakby bał się, że zniknę i gdy wróci, znowu będzie sam.
Musiałam zmienić opatrunki na nowe i zdezynfekować rany. Odkładałam to i odkładałam, aż w końcu Will stanął nade mną i kazał to zrobić. Chciał mnie wyręczyć, ale nie pozwoliłam mu. Nikt mi nie będzie odrywał plastrów ze skóry, zrobię to po mojemu albo wcale. Kiedy odkleiłam pierwszy opatrunek i zobaczyłam spuchniętą, siną skórę przy pępku, z wystającymi resztkami szwów, rozpłakałam się.  
– Co oni mi zrobili? – jęknęłam. – To wygląda okropnie.
– A jak ma wyglądać? Dopiero co miałaś operację.  
– Ale Will…
– Odklejaj następne. To się zagoi, opuchlizna zniknie i zobaczysz, że nie będzie tak źle. Lekarz powiedział, że blizny będą cieniutkie i ledwo widoczne.  
Może miał rację. Może za bardzo to przeżywałam, ale jak miałam tego nie robić? Sean mnie zostawił. Kochałam go, a on udowodnił, że wcale nie zależało mu na mnie tak bardzo. Gdyby naprawdę mnie kochał, byłby tutaj. Wspierał mnie. Powiedziałby, że nie przeszkadzają mu blizny. Że nadal podobam mu się tak samo. A Will to mój brat, więc oczywiste, że nie ma dla niego znaczenia, czy mój brzuch jest nieskazitelny, czy skórę szpecą szramy. Moje myśli wybiegały zdecydowanie za daleko. Co jeśli znajdę kogoś nowego, dojdzie do zbliżenia, zobaczy blizny i stwierdzi, że jestem brzydka? Że nie chce mieć oszpeconej dziewczyny?
O czym ja myślałam? Przecież dopóki nie wyleczę złamanego serca, nie ma mowy o żadnych nowych facetach. A to zajmie sporo czasu. Nie przestanę kochać Seana z dnia na dzień jak za dotknięciem magicznej różdżki. Zawiódł mnie, rozczarował, wbił nóż w serce, ale nadal go kochałam. I nadal tęskniłam. Gdyby się tu zjawił i chciał wrócić, nie byłam pewna, czy potrafiłabym mu odmówić. Wiedziałam, że nie powinnam. Nie chciałam faceta, który ucieka, gdy tylko zaczyna się robić pod górkę i pojawiają się problemy.  
Odkleiłam pozostałe dwa opatrunki, zdezynfekowałam rany i szybko je zakleiłam świeżymi kawałkami gazy. Nie chciałam na nie patrzeć. Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała je odsłonić na dobre już całkiem niedługo, ale wolałam o tym na razie nie myśleć.  
Will zrobił obiad. Musiałam jeść lekkostrawne potrawy, więc trochę się natrudził. Potrzebował mojej pomocy, ale jak się okazało, moja “pomoc” ograniczała się do stania obok i mówienia, co i jak powinien zrobić. Zabronił mi czegokolwiek dotykać. Danie było zjadliwe, nawet mi smakowało. Po obiedzie brat zabrał Milo do parku, a mój spacer musiał się ograniczyć niestety do niewielkiej powierzchni mieszkania. To jedyny ruch, na który mogłam sobie pozwolić. Znajomi zaczęli się do mnie dobijać na komunikatorach internetowych, bo nie odzywałam się od kilku dni, więc musiałam zacząć odpisywać na ich wiadomości. Bardzo się przejęli i zapowiedzieli, że ugotują zupę i wpadną z wizytą. Łzy mi napłynęły do oczu, ale odpisałam, że może za kilka dni, kiedy dojdę do siebie. To miło z ich strony, nie spodziewałam się takiej reakcji.
Will wrócił z Milo i czekało nas wyzwanie w postaci umycia moich włosów. Jak dobrze, że je ścięłam. Będzie mniej roboty. Nie mogłam się schylać, więc mycie w łazience odpadało. Will wpadł na pomysł, że położę się w nogach łóżka tak, żeby głowa wystawała poza materac. Przyniósł krzesło, na którym postawił miskę z wodą i się zaczęło. Chyba pierwszy raz w życiu mył włosy komuś innemu niż sobie, ale był delikatny i ostrożny. Podpowiadałam mu, co ma robić i jakoś daliśmy radę. Nałożył mi nawet odżywkę. Nie było tak źle, ale już się nie mogłam doczekać, kiedy sama będę mogła to zrobić. Z suszeniem włosów poradziłam sobie bez jego pomocy, ale stał obok, gotowy w każdej chwili wyrwać mi z rąk suszarkę. Gdyby był fryzjerem, to bym mu pozwoliła. Ale nie był.
– Jutro mam ostatni dzień wolnego – powiedział Will, podając mi talerz z kanapkami. – Szef nie chciał mi dać więcej. – Był zły z tego powodu. Najchętniej siedziałby tu dzień i noc, ale przecież nie jestem dzieckiem. Nie jestem też przywiązana do łóżka. – Będę przyjeżdżał przed i po pracy. Milo wytrzyma?
– Oczywiście. Przecież nie wychodziłam z nim co pięć minut.  
– Będę przywoził ci obiady, a śniadania i kolacje…
– Will – przerwałam mu. – Poradzę sobie. Nie jestem niedołężna.  
– Masz odpoczywać, a nie stać przy garach.  
– Zrobienie kanapek to nie jest jakiś ogromny wysiłek. Ręce mam sprawne. Poradzę sobie. – Nie był zadowolony, ale przecież nie może mnie wyręczać we wszystkim. – Nie martw się tak. Nic mi nie będzie.
Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, aż w końcu westchnął.  
– Na pewno?
– Na pewno.  
– Ale gdyby coś się działo, od razu zadzwonisz?
– Tak, zadzwonię. Jedź już do domu, też musisz odpocząć.
– Okej, to do jutra.
– Do jutra.
Pocałował mnie w czoło, pogłaskał leżącego obok mnie Milo i wyszedł. Włączyłam laptopa, stojącego na stoliku przy łóżku. W końcu miałam czas, żeby nadrobić seriale.


Nicholas

Musiałem przyznać, że przez ten krótki czas nawet zdążyłem przyzwyczaić się do Milo. Początki mieliśmy trudne, ale pies w końcu się do mnie przekonał. Zanim się obejrzałem, siedzieliśmy w kuchni ze smakołykami, a Milo czasem nawet wchodził do mojego pokoju – na krótką chwilę, potem zaraz wychodził, ale jednak. Musiałem porozmawiać z Willem o sytuacji z jego siostrą, ale ciągle się mijaliśmy. On pracował w dzień, ja szedłem wieczorem do pracy, później odsypiałem. Czasem o komunikację było ciężko.  
Załagodziłem sytuację z Kim, ale wciąż miała mi za złe, że nie chciałem iść z nią na głupi spacer. Zgadzałem się, że to był głupi pomysł do kłótni, ale wkurzało mnie, że nigdy nie słuchała tego, co miałem do powiedzenia. Mówiłem jej, że ten klucz był na różnego rodzaju sytuacje awaryjne, a ona traktowała to jak przepustkę do wejścia do mieszkania, kiedy mnie w nim nie było albo kiedy chciała mnie z niego wyciągnąć. Nie rozumiałem, dlaczego ona nie rozumiała, że czasem potrzebowałem przestrzeni – od niej i od świata. Ona nie widziała problemu, ale już miała na niego rozwiązanie – magiczny klucz, którym może sobie wejść do środka i zignorować fakt, że może nie chcę w tym momencie z nią być. Tak czy inaczej, oddałem jej go, żeby jednak go miała – na wszelki wypadek.
Gdy wróciłem z pracy, czekałem, aż usłyszę skrobanie pazurów po podłodze i podbiegnie do mnie czarna kulka, ale w mieszkaniu było cicho. Chwilę czekałem – może Milo spał – ale nic takiego się nie stało. Jakieś dziwne uczucie wypełniło mi pierś. Poszedłem do kuchni, zapaliłem światło i zobaczyłem, że jego miski zniknęły. Pewnie Will odwiózł go już do jego właścicielki.
Powoli wycofałem się do swojego pokoju, gasząc światło. Próbowałem zrozumieć tę nagłą pustkę. Idiota. Przecież ten pies był tu kilka dni. Za mało, by wywiązała się między nami jakakolwiek więź.  
I nawet go nie lubiłem.
***
Obudziłem się wcześniej niż zwykle – akurat w momencie, gdy Will szykował się do pracy. Nie wiedziałem, czy był tak głośno, czy może podświadomie chciałem z nim pogadać. Poszedłem do kuchni, gdzie jadł akurat kanapki.
– Cześć – powiedział na mój widok, lekko zdziwiony. – Nie śpisz?
– Jakoś nie. – Zerknąłem na puste miejsce po miskach Milo. – Gdzie pies?
– Zapomniałem ci powiedzieć? Ostatnio mam dużo na głowie… – Odsunął od siebie pusty talerz. – Zabrałem go do Hayley. Wyszła już ze szpitala. Jeszcze nie jest w pełni sił, ale tęskniła za Milo.  
Nie od razu dotarł do mnie sens jego słów, ale po wciśnięciu “espresso” na ekspresie do kawy, gwałtownie odwróciłem się w stronę kumpla.
– Wyszła już ze szpitala – powtórzyłem. – Czyli… nie ma raka?
– Nie. Dzięki Bogu. – Wyraźnie hamował się ze swoim szczęściem, ale widziałem ulgę w jego oczach. – Wycięli jej guza laparoskopowo i dochodzi do siebie. Pewnie jeszcze przez jakiś czas będę musiał jej pomagać, robić zakupy i gotować, ale najgorsze na szczęście się nie spełniło.
Poklepałem go po plecach, pokrzepiony tą informacją.
– Super. Cieszę się. Pozdrów ją ode mnie.
Spojrzał się na mnie krzywo.
– Nawet się nie znacie.
– No i co? Nie możesz jej pozdrowić?
Wzruszył ramionami i wstał.
– Spoko. Pozdrowię. Lecę do pracy.
Szybko wyszedł z kuchni, a ja miałem wrażenie, że chciał jeszcze coś powiedzieć.


Hayley

Od kiedy Will wrócił do pracy, przez większość dnia siedziałam sama z Milo. Brat wpadał rano przed pracą, by wyprowadzić psa i już gnał do biura. Późnym popołudniem przyjeżdżał wraz z obiadem i jedliśmy wspólnie. Później znów wychodził z Milo, tym razem na dłużej, żeby mały wariat się wybiegał. Widziałam, że był zmęczony. Musiał wstawać dużo wcześniej, żeby przed pracą przyjechać do mnie. Wiedziałam, że na dłuższą metę to się nie uda. W końcu padnie z przemęczenia. Nie chciałam być dla niego ciężarem, ale ilekroć zaczynałam ten temat, szybko go ucinał. Przesiadywał u mnie do późnego wieczora, ciągle powtarzając, że nic mu nie jest i ja jestem ważniejsza. Nieprawda. On też był ważny, jego praca wymagająca, a on zamiast odpoczywać niańczył mnie.  
Któregoś dnia usłyszałam pukanie do drzwi. Zdziwiona w pierwszej chwili nawet nie drgnęłam. Will miał klucze, wchodził jak do siebie. Milo podbiegł do drzwi i zaczął szczekać. Jednak zanim i ja tam dotarłam, minęło trochę czasu. Ruszałam się jak mucha w smole. Na progu stali moi znajomi. Kevin, gdy mnie zobaczył, prawie upuścił garnek, który trzymał. Andrea pisnęła z zachwytu nad moimi włosami, a Gabrielle wkrótce do niej dołączyła. Wpuściłam ich do środka, Milo ich obwąchał i w końcu przestał szczekać.  
– Dyniowa – powiedział Kevin, stawiając garnek na kuchence. – Mam nadzieję, że jesteś głodna.
Specjalnie przyszli w porze obiadowej. Zrobili mi miłą niespodziankę.  
– Jak wilk – odpowiedziałam z uśmiechem.  
Nie pozwolili mi zrobić nawet herbaty. Wparowali do kuchni, jakby byli u siebie. Andrea posadziła mnie przy stole, chcąc wydobyć ze mnie całą historię. Trzymaliśmy się razem od studiów i mimo że nie spotykaliśmy się często, zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Wystarczyło, że się zobaczyliśmy, a miało się wrażenie, że ostatni raz widzieliśmy się wczoraj. Oczywiście byliśmy w stałym kontakcie przez komunikator internetowy, ale to nie było to samo.
Napisałam do Willa, że nie musi się spieszyć, bo miałam gości, którzy przywieźli mi cały gar zupy. Pewnie będę ją jeść ze trzy dni, ale to nie problem. Akurat krem z dyni uwielbiałam. Gabrielle uprażyła słonecznik na patelni, grzanki przywieźli ze sobą, a Kevin podgrzał zupę. W międzyczasie zdążyłam już im opowiedzieć o guzie i Seanie.  
– A to dupek! – oburzyła się Andrea.  
– I on nazywa siebie facetem? – Kevin pokręcił głową z niedowierzaniem. – Tchórzliwy skurwysyn.  
– Kevin! – Gabrielle była bardzo uczulona na przekleństwa.  
– No co? Taka prawda. Pizda nie facet.  
Prawie się zaśmiałam. Prawie.  
– Nie martw się, Hayley. Na świecie jest mnóstwo porządnych facetów, a ty zasługujesz na kogoś lepszego niż ten idiota – powiedziała Andrea, łapiąc mnie za dłoń.  
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo Gabrielle postawiła przede mną miskę z zupą, a na jej powierzchni unosiły się grzanki i prażony słonecznik.  
– Smacznego. – Uśmiechnęła się szeroko. – Jedz, bo jesteś blada jak prześcieradło.  
– A wy nie jecie? – zapytałam, patrząc po ich twarzach.  
– To wszystko dla ciebie – odparła Andrea. – Jedz, Gabi ma rację. Jesteś strasznie blada.  
– To ja może wezmę tego czarnego wariata do parku? – zaproponował Kevin. – Co, futrzaku? Chcesz iść na spacer?
Słowo klucz. Milo spojrzał na niego, stawiając uszy. Po sekundzie podbiegł do mnie, wspiął się na tylne łapy, a przednie oparł o moje udo i wpatrywał się w moje oczy.
– Ja nie mogę jeszcze z tobą iść – powiedziałam i pogłaskałam jego pyszczek. – Idź z Kevinem.  
Milo spojrzał na niego, a potem znowu na mnie.  
– No, idź na spacer. Kevin cię zabierze.  
Przekręcił łebek, jakby zastanawiał się, co ma zrobić. Kevin w tym czasie znalazł smycz i zawołał go, pokazując mu ją. Milo odepchnął się od mojego uda i pobiegł do niego, pospieszając go szczekaniem. Po chwili wyszli i zostałam sama z dziewczynami. Teraz mogłyśmy poruszyć tematy, o których nasz kolega nie chciał słuchać. Zupa była pyszna i zjadłam dwie miski. Poprawił mi się humor i cieszyłam się, że mnie nie posłuchali.


Nicholas

Postanowiłem zabrać Kim do kina przed pójściem do pracy. Źle się czułem z tym, że się pokłóciliśmy; poza tym, w mieszkaniu bez Milo było teraz dziwnie cicho. Nie chciałem siedzieć tam sam. Pograłem trochę na konsoli, a potem wziąłem prysznic i narzuciłem na siebie ciuchy, które jeszcze nie śmierdziały. Kim wyglądała na jeszcze trochę obrażoną, ale zapewniłem ją, że kupimy największy dostępny popcorn, co było jedną z jej ulubionych przekąsek. Wiedziałem, że to poprawi jej humor.  
Wchodziliśmy już do kina, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Właściwie było to już trzecie połączenie, dwóch poprzednich nie odebrałem. Dzwonił Will.
– Musisz mi pomóc – rzucił szybko do telefonu, ledwo odebrałem. – Szef wkurzył się, że ciągle biorę wolne albo się zwalniam z pracy i chce mnie przetrzymać aż do wieczora, a miałem zrobić Hayley zakupy i wyprowadzić Milo. Proszę, powiedz, że możesz zrobić to za mnie, zanim pójdziesz do pracy.
Że ja? Miałem teraz być chłopcem na posyłki i latać robić zakupy jego siostrze? Spojrzałem na Kim, która przeglądała zestawy popcornu i Coca-Coli.
– Stary… to nienajlepszy moment.
– Na pewno, ale to ważne. Musi coś jeść, a z tego co widziałem, miała już pustą lodówkę. Sama nie wyprowadzi psa. Proszę cię, choć raz zachowaj się jak człowiek.
– Choć raz? – oburzyłem się. – Przecież…
– Nie mam czasu na pogaduszki. Słuchaj, zastanów się, co jest ważniejsze – kolejna randka z dziewczyną czy pomoc mojej siostrze. – Zaakcentował mocno dwa ostatnie słowa. – Wyślę ci listę zakupów i jej adres. – Rozmowa została zakończona.
Przez chwilę wpatrywałem się w komórkę z rozdziawionymi ustami, ale wiedziałem, że nie miałem wyjścia. W końcu to był Will. Nie mogłem nie pomóc jego siostrze, skoro mnie prosił. Wiedziałem jednak, że zaraz dostanę za to ochrzan.
– Kochanie… – Podszedłem do Kim i dotknąłem jej pleców. – Przykro mi, ale musimy to przełożyć.
– Co? – spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
– Will właśnie do mnie dzwonił. Utknął w pracy, a zajmuje się siostrą odkąd wyszła ze szpitala. Dziś nie może, więc poprosił mnie…
Nie dokończyłem, bo Kim odepchnęła się od lady i gwałtownie wyszła na zewnątrz. Pobiegłem za nią.
– Hej, stój. – Złapałem ją za łokieć. – Ja też nie jestem zadowolony, ale przecież nie oleję chorej siostry kumpla.
– Dlaczego akurat ty? – burknęła. – Czy ona nie ma przyjaciół?
Wzruszyłem ramionami.
– Może Will nie ufa jej przyjaciołom, a mi tak. Przepraszam. Pójdziemy do kina kiedy indziej.
Kim wyraźnie nadal była zła, bo nagle wybuchła:
– A więc porzucasz mnie na rzecz jakiejś dziewczyny, której nawet nie znasz?  
Czasem zadziwiało mnie jej podejście. Była w końcu super religijna. Była pedagogiem w szkole, do jasnej cholery. Swoim uczniom też strzelała takie fochy?
– Czy religia nie nakazuje pomagać bliźnim? – odparowałem złośliwie.
Mruknęła tylko coś pod nosem.
– Nakazuje – powiedziała w końcu. – A więc bądź dobrym chrześcijaninem i idź pomóż siostrze kolegi. Ja wrócę do domu.
– Poczekaj, odprowadzę cię…
– Wrócę sama – przerwała mi. Moja komórka znowu zawibrowała, więc wziąłem ją do ręki i zobaczyłem smsa od Willa. Gdy podniosłem wzrok, Kim już odchodziła – jak widać, po raz kolejny obrażona.
Wymamrotałem pod nosem przekleństwo, ale czas gonił, więc zacisnąłem zęby i poszedłem do najbliższego sklepu.


Hayley

Krem z dyni rzeczywiście jadłam przez następne trzy dni, chociaż ostatnia, dzisiejsza porcja była mniejsza niż zwykle. Zjadłabym coś jeszcze, ale nie chciałam dokładać Willowi dodatkowych zadań. Musiałby nadkładać drogi, a na pewno był zmęczony. Stałam przy lustrze obwieszonym jednokolorowymi lampkami i dezynfekowałam rany. Opuchlizna zaczynała już schodzić, ale siny kolor nadal był dobrze widoczny. Wiedziałam, że niedługo zmieni się w żółtozielony i zacznie znikać, ale to nie zmieniało faktu, że wyglądało to okropnie. Miałam na sobie większa bluzę, która sięgała mi do połowy uda i ciepłe zakolanówki. Stwierdziłam, że spodnie były niepraktyczne, a tak przynajmniej miałam jedną rzecz mniej do zdejmowania, gdy musiałam skorzystać z toalety.
Usłyszałam przekręcany zamek i Milo pobiegł do drzwi. Wiedziałam, że to Will. Przecież tylko on ma klucze do mieszkania, poza tym Milo nie szczekał. Odwróciłam się, nadal trzymając brzeg bluzy, by odsłaniać brzuch.
– Popatrz, opuchlizna już… – To nie był Will. Przy drzwiach stał Nick. – prawie… znikła… – dokończyłam, coraz bardziej ściszając głos.  
Patrzyłam na niego w takim szoku, że nie mogłam się ruszyć. Zupełnie się go nie spodziewałam. Co on tutaj robił? Czułam, jak policzki zaczynają mnie palić niemal żywym ogniem. Właśnie pokazywałam mu cały brzuch i granatowe majtki w białe gwiazdki.  
– Yyy… – mruknął Nick, wyraźnie zakłopotany, starając się patrzeć wszędzie, tylko nie na mnie. – Nie wiem, czy mnie pamiętasz. Jestem współlokatorem Willa. Nie mógł wyjść z pracy więc poprosił mnie o… Tu masz zakupy. – Podniósł do góry dużą, wypchaną torbę.  
Opuściłam szybko bluzę, po czym zdałam sobie sprawę, że miałam na niej nadruk w postaci Szczerbatka z Jak Wytresować Smoka, pokazującego w uśmiechu bezzębne dziąsła i jęzor. Uwielbiałam animacje, ale stojąc przed przystojnym Nickiem było mi cholernie głupio. Will mógł mnie uprzedzić.
– Tak, wiem, kim jesteś… – powiedziałam cicho. – Milo obsikał ci buty. Przepraszam za niego. Nigdy nie robił takich rzeczy. – Założyłam włosy za ucho, starając się na niego nie patrzeć. Policzki nadal mnie paliły. – Dziękuję za zakupy. Mógłbyś postawić je na blacie w kuchni? Nie mogę dźwigać...
Nie mogłam nie zauważyć, że mój pies nie trzymał się na dystans, tylko czekał, aż Nick się z nim przywita. A przecież był nieufny wobec obcych. Nie sądziłam, że podczas pobytu u Willa, Milo zaprzyjaźni się z jego kumplem.
– Cześć, Milo. – Pogłaskał psa po łebku i skierował się w stronę kuchni. Otworzył lodówkę i zaczął wkładać do niej rzeczy. – Chyba zaraz pójdziemy na spacer, co?
Oczywiście Milo jak tylko usłyszał słowo klucz zaczął szczekać. Chciałam tylko, żeby Nick zostawił zakupy na blacie, przecież mogłam sama je rozpakować.
– Nie musisz… – zaczęłam, ale gdy tylko na niego spojrzałam, na nowo zapiekły mnie policzki. – Poradzę sobie z rozpakowaniem siatki…
– Skoro już tu jestem, to na coś się przydam. – W końcu odwrócił się i zmierzył mnie spojrzeniem. – Skąd wiesz, kim jestem?
Dlaczego był taki miły? Ostatnim razem, kiedy mnie widział nie raczył się nawet przywitać. Może za szybko go oceniłam? Może miał zły dzień i się spieszył? I co to za głupie pytanie? To chyba logiczne, że wiem, kto jest najlepszym kumplem mojego brata.
– Widzieliśmy się już… – Boże, jakie to było trudne. Chciałam na niego patrzeć, ale nie kiedy on patrzył na mnie. – Kiedyś, jak byłam u Willa.
– Hm – mruknął pod nosem. – Nie pamiętam…
Miło. Najwyraźniej byłam tak nijaka, że niewarta zapamiętania. I ja się dziwiłam, że nie zwracał na mnie uwagi? Z pewnością miał dziewczyn na pęczki, albo tylko jedną, bo jak ktoś taki jak on mógł być sam. Te czarne włosy, ciepłe brązowe oczy, kilkudniowy zarost… Z trudem powstrzymałam westchnienie. Podobał mi się, od kiedy zobaczyłam go na zdjęciu z Willem jeszcze na studiach. Ale co z tego? Wielu facetów mi się podobało. Miałam słabość do brązowych oczu, dlatego robiłam wszystko, byle w nie nie patrzeć.
Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, więc milczałam.
– No cóż, w takim razie chyba pójdę z Milo na spacer… – Odepchnął się od blatu, zaczął iść w stronę drzwi, aż nagle zatrzymał się przy mnie. – Chyba że czegoś jeszcze potrzebujesz?
– Nie, dzięki – odpowiedziałam szybko, starając się nie wdychać jego ładnych perfum. – Smycz wisi przy drzwiach.
Milo zaszczekał, gotowy do wyjścia, a ja ruszyłam w stronę łóżka, żeby się położyć. I żeby napisać Willowi wiadomość, że go uduszę.



Nicholas

Ta wizyta nie mogła pójść gorzej.
Zrobiłem wszystkie zakupy, jakie wysłał mi Will i dość szybko trafiłem do mieszkania jego siostry – jednak już na samym starcie zrobiłem z siebie idiotę. Will napisał mi, że zostawił klucz na blacie w kuchni, więc musiałem jeszcze wrócić do naszego mieszkania i go wziąć. Nawet nie przyszło mi do głowy, by pukać do drzwi. Skoro Will sam dał mi klucz, to dał mi też przyzwolenie na użycie go. Zresztą, skoro Hayley była raczej nieruchoma, to chyba nie powinna wstawać i otwierać ludziom drzwi? No więc wszedłem tam jak do siebie, a ona najwyraźniej spodziewała się brata. Co za idiota z Willa, że nie powiedział jej, że wysyła zastępstwo. Natknąłem się na nią, jak stała z odsłoniętym brzuchem. Na mój widok wytrzeszczyła oczy, a ja w pierwszej chwili nie wiedziałem, gdzie patrzeć. Z jej majtek przeniosłem wzrok na włosy, które ani trochę nie przypominały tych brązowych, które widziałem na zdjęciu. Co ona z nimi zrobiła?
Sytuacja była co najmniej niezręczna, dlatego szybko się ulotniłem. Tym razem zamierzałem pochodzić z Milo tak długo, aż minie duch niezręczności tego spotkania. I tym razem nie zamierzałem go zgubić. Pies jednak wydawał się już dużo przyjaźniej do mnie nastawiony, więc zadowolony merdał ogonem, a ja krzywiłem się na samą myśl, że będę musiał wrócić do tego mieszkania. Serio, czy mogłem wejść w mniej odpowiednim momencie? Chyba tylko jakby wychodziła spod prysznica.
Czas jednak mnie gonił, bo musiałem iść do pracy, więc wkrótce zawróciłem Milo i starałem się wymyślić, jak tym razem nie zachować się jak dupek. Hayley wyraźnie mnie znała, pamiętała nawet, jak się kiedyś widzieliśmy w moim mieszkaniu – ja tego nie pamiętałem. Głupio wyszło. Próbowałem sobie przypomnieć ten moment, ale bez skutku. Trudno. Już tego nie odkręcę. Zresztą, to nie tak, że widywaliśmy się codziennie, a ja nie zwracałem na nią uwagi. To był jeden raz. Nie każdy miał dobrą pamięć.
Tym razem zapukałem do drzwi, by wiedziała, że wróciłem, ale nie czekałem na odpowiedź, tylko od razu wszedłem do środka. Hayley leżała na łóżku i oglądała coś na laptopie. Na mój widok się wyprostowała.
– Zrobiliśmy długą trasę. Milo się wybiegał. Powinien być spokojny. – Boże, nie wiedziałem, co mówić. – Potrzebujesz czegoś jeszcze? Jeśli tak, to mów teraz, bo muszę iść do pracy.
Zmarszczyła brwi.  
– Wiem, to mój pies. Wiem, jak się zachowuje. – Spuściła na chwilę wzrok na swoje dłonie, a potem znowu na mnie spojrzała. – Możesz już iść. Niczego nie potrzebuję. Dzięki, że wyprowadziłeś Milo.
Serio? “Możesz już iść” powiedziane takim tonem, jakbym specjalnie starał się tu dłużej być? Nie wiedziałem dlaczego, ale irytowała mnie. Wiedziałem, że była po zabiegu, ale musiałem jej coś powiedzieć.
– To twój pies, a ja tylko zdałem krótką relację ze spaceru – rzuciłem chłodno. – Chyba że dogadujecie się tak dobrze, że sam ci opowie, jak było. – Ruszyłem w stronę drzwi, dziwnie wkurzony. Naprawdę przełożyłem kino z Kim dla słuchania fałszywych podziękowań i uroczego stwierdzenia “możesz już iść”? – Miło było poznać – dodałem i trzasnąłem drzwiami.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4736 słów i 26591 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    Jestem :p Nareszcie się spiknęli i fajnie, że się nie dogadali. Za słodko nie może być, no i - "kto się czubi...". :D Taka niewinna spina i przełamywanie lodów to coś dla mnie. Różowe romanse są be i nie cacy. Opera mydlana to coś, czego nie potrzebujemy, prawda? Brawo Wy! :danss: p.s. Może współautorka zabrałaby głos w komentarzu? Chętnie poznamy  :dancing:

  • AlexAthame

    Bardzo miło się czytało. Wygląda, że masz wiedzę medyczną. Podoba mi się drobiazgowy opis i ciała i ducha, Hayley. Faktycznie dość osobliwa sytuacja podczas spotkania Nikolasa i Hayley. Ciekawe, dlaczego była dla niego nieuprzejma, w końcu on był jak najbardziej w porządku. Chodziło jej o to, że jej nie pamiętał, czy też o to, że widział jej majtki?  Jesteś kobietą, to pewnie wiesz. Niefortunnie mu się układa z Kim. Ogólnie bardzo dobry odcinek. Pozdrawiam

  • candy

    @AlexAthame nie piszę tego sama, więc wiedza medyczna jest nie moja :) ona była nieuprzejma i on też - spieszył się do pracy, a jej było przykro, że jej nie pamiętał

  • AlexAthame

    @candy Rozumiem :smile: