Światło w ciemności – rozdział 13

Światło w ciemności – rozdział 13Hayley

Obudził mnie krzyk. Zerwałam się na równe nogi, nie wiedząc, co się dzieje. Serce waliło mi jak oszalałe. Wokoło panowała ciemność, ale Willa już nie było, więc musiał być ranek. Stałam po środku pokoju zdezorientowana, aż usłyszałam charakterystyczne jęki dochodzące zza ściany. Zrobiło mi się gorąco. Czy Nick właśnie uprawiał seks ze swoją dziewczyną? Nie, nie, nie. Nie zamierzałam tego słuchać. Nie chciałam tu być. W mgnieniu oka przebrałam się w strój do biegania i wyszłam z pokoju, wiążąc włosy w kitkę. Były krótkie, ale na szczęście nie aż tak, żeby nie dało się ich związać.
– Idziemy biegać? – zapytałam Milo, a ten od razu poderwał się z podłogi.
Był tylko na krótkim spacerze z Willem i jak widać, chciał jeszcze. Szybko założyłam mu szelki i w pośpiechu wyszliśmy. Starałam się myśleć o wszystkim, byle nie o Nicku i o tym, co właśnie robił. Mógł mnie chociaż uprzedzić. Chłodne powietrze mnie otrzeźwiło, ale nie przegoniło złości. Nienawidziłam wstawać tak wcześnie, a jeszcze bardziej nienawidziłam, gdy ktoś mnie budził bez powodu. Nie byłam rannym ptaszkiem i Nick o tym wiedział. Wystarczyło, żeby napisał wiadomość wieczorem. Mogłabym się na to przygotować psychicznie. Ale po co. Przecież jest u siebie. Aż prychnęłam ze złości i przyspieszyłam. Już prawie wróciłam do kondycji sprzed operacji, ale jeszcze trochę brakowało. Nie powinnam szaleć, ale byłam wściekła. Zrobiłam dłuższą trasę niż zwykle, mając nadzieję, że jak wrócę, w mieszkaniu będzie cisza.  
Gdy dobiegłam do naszego bloku, myślałam, że wypluję płuca. Przesadziłam. Ledwo miałam siłę wejść po schodach. Milo też wyglądał na zmęczonego. Już prawie dotarłam pod nasze mieszkanie, zostało mi jeszcze kilka schodów, kiedy drzwi się otworzyły i usłyszałam kobiecy śmiech. No nie. Nie miałam ochoty na konfrontację ani z Nickiem, ani z jego dziewczyną, która właśnie zaczynała schodzić w dół. Wzięłam głęboki wdech.
– Cześć, Kim… – zaczęłam, próbując się uśmiechnąć, ale wtedy zobaczyłam, że to nie była Kim. A byłam pewna, że wyszła z naszego mieszkania. – ...kolwiek jesteś – dokończyłam niemrawo.
Dziewczyna tylko spojrzała się jak na wariatkę, minęła mnie i poszła dalej.
Co to za laska? Nick zdradził Kim? A to dupek!
Gdy w końcu dotarłam do mieszkania, Milo od razu pobiegł do miski z wodą, a ja pod prysznic. Mięśnie mnie bolały, ale ciepła woda pomogła je rozluźnić. Umyłam włosy, a potem zorientowałam się, że nie wzięłam ze sobą ciuchów. Byłam za bardzo wściekła, żeby iść najpierw do pokoju. Osuszyłam ręcznikiem włosy, a potem się nim owinęłam. Był trochę krótki, ale nie miałam wyjścia. Wyszłam z łazienki z zamiarem przemknięcia niezauważona do pokoju, ale oczywiście musiałam wpaść na Nicka, który opierał się o ścianę naprzeciwko drzwi.
– Wolne już? – zapytał tylko.
– A co? Nie widać? – syknęłam, starając się owinąć ręcznikiem ciaśniej, ale nic z tego.
Zobaczyłam, jak wzrok Nicka przesunął się po moim ciele w dół i z powrotem, aż w końcu spojrzał mi w oczy.
– Może jeszcze tu wracasz – odparł znużonym tonem. – Po jakieś odżywki, maski, kremy… cholera wie. Dlatego pytam.
– Nie, nie wracam. Coś jeszcze?
– Tak. Co cię ugryzło? – Uniósł wysoko brwi, odpychając się od ściany. – Czemu jesteś taka wkurzona? Coś ci zrobiłem?
– Serio musisz pytać? Jeśli nie wiesz, to pozwól, że cię oświecę. Twój pokój nie jest dźwiękoszczelny.
– I… wściekasz się, bo zaliczyłem, a ty nie?
– Co? Wściekam się, bo mnie obudziłeś! Myślałeś, że będę leżeć i słuchać jak pieprzysz jakąś laskę? Następnym razem mnie uprzedź, że sprowadzasz jakąś dziunie, to postaram się, żeby mnie tu nie było.
– Załóż sobie słuchawki, jak tak bardzo ci przeszkadzam. – Wywrócił oczami i dodał: – Jesteś zazdrosna?  
Serio? Niech sobie w dupę wsadzi te słuchawki.
– Ja? Chyba żartujesz! Co na to twoja dziewczyna? Nie sądziłam, że jesteś takim dupkiem, żeby ją zdradzić.
Umilkł, a po jego twarzy jakby przemknął jakiś cień. Podszedł do drzwi łazienki i już myślałam, że zamknie się w środku bez słowa. Obrócił głowę i spojrzał na mnie zimno.
– Przepraszam, że cię obudziłem. Jak następnym razem postanowię pieprzyć jakąś laskę, to zrobię to w odpowiedniej odległości od ciebie. Dobrze, że już sobie wyjaśniliśmy, co o mnie myślisz. A tak przy okazji… Kim i ja zerwaliśmy. – Po tych słowach zatrzasnął drzwi.
Odwróciłam się i ruszyłam do pokoju, ale byłam w takim szoku, że ledwo to zarejestrowałam. Zerwali? Nagle wszystko się wyjaśniło, a moja złość wyparowała. Nick był załamany i dlatego się tak zachowywał. Dlaczego nie powiedział mi tego, kiedy pytałam? Musieliśmy się pokłócić, żeby w końcu się przyznał? Teraz było mi strasznie głupio, że na niego naskoczyłam. Przebrałam się i postanowiłam, że zwykłe “przepraszam” to za mało, więc upiekę szarlotkę. Całkowicie odechciało mi się spać. Zabrałam się od razu do pracy, w międzyczasie zrobiłam herbatę i zjadłam jabłko, kiedy kruche ciasto chłodziło się w lodówce. Prawie dwie godziny później szarlotka była gotowa, ale Nick nie wychodził z pokoju. Chodziłam po kuchni, wyłamując sobie palce. Mogłabym do niego pójść, ale co jeśli spał? Nie chciałam go budzić i znowu się kłócić, ale ciasto najlepsze było jeszcze ciepłe. Ukroiłam spory kawałek, nałożyłam go na talerzyk, wyjęłam widelczyk z szuflady na sztućce i z walącym w piersi sercem podeszłam do drzwi pokoju Nicka. Zapukałam.
– Proszę.
Ostrożnie otworzyłam drzwi. Nick leżał na łóżku w pełni ubrany. Nie żebym spodziewała się czegoś innego.
– Chciałam cię przeprosić – powiedziałam, wchodząc powoli do środka. – Upiekłam szarlotkę. – Podeszłam do łóżka. – Proszę. I przepraszam. Nie wiedziałam… nie powinnam…
– Dzięki – przerwał mi, biorąc talerzyk. – Choć nie powiem, że to nie zabolało. Nie sądziłem, że masz mnie za kogoś, kto zdradzi swoją dziewczynę, bo cisną go spodnie.
– Nie mam, tylko… byłam wściekła, że mnie obudziłeś w taki sposób. Dla mnie to był środek nocy. Poza tym, pytałam, co się stało. Mogłeś mi powiedzieć…  
– Jeśli bym ci to powiedział, tym bardziej byś mnie miała za dupka.  
– Dlaczego? Bo wam się nie układało i się rozstaliście?
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Bo myślała, że się jej oświadczę, a ja ją rzuciłem.
– Mogę? – Usiadłam na brzegu łóżka, bo nogi odmówiły mi posłuszeństwa. – Przesadziłam z bieganiem. – Założyłam włosy za ucho. – I mam cię mieć za dupka, bo nie chciałeś się jej oświadczyć?
– Bo… – Zacisnął zęby. – Bo chyba nigdy nie miałem zamiaru się jej oświadczyć, a i tak z nią byłem. Wmawiałem sobie, że mamy szansę… a od początku nie byłem dla niej dobry. Zniszczyłem ją.
– To nie można już z nikim być ot tak po prostu? Od razu trzeba mieć zamiar się oświadczyć? A skąd to możesz wiedzieć na samym początku? To źle, że próbowałeś?
Wzruszył ramionami.
– Jest coś… o czym jej nie powiedziałem. O czym nie powiedziałem nikomu. A to przekreśla mnie jako dobrego partnera dla niej.
– Każdy ma prawo mieć tajemnice. Skoro jej nie powiedziałeś, to może… nie była tą jedyną.
– Może. – Uciekł spojrzeniem gdzieś w bok. – Dzięki za ciasto.
– W kuchni jest więcej. Częstuj się. – Zaczęłam wstawać, kiedy nagle Nick zapytał:
– A co z tym dupkiem, twoim byłym? Nie naprzykrza ci się już?
– Nie. Na szczęście nie. Chyba nieźle go pogoniłeś. – Uśmiechnęłam się.
– To dobrze. Cieszę się.
– Ja też. To ja już… – Wstałam, ale moim nogom się to nie spodobało. Zacisnęłam zęby. – Nie będę ci już przeszkadzać.
Ruszyłam do drzwi, ale zanim wyszłam, spojrzałam na Nicka. Zajadał się szarlotką, więc uśmiechnęłam się zadowolona i zamknęłam drzwi.


Nicholas

Po rozmowie z Hayley poczułem się… jakby lepiej. Tak jakby samymi słowami zdjęła ciężar, który w sobie nosiłem od zerwania z Kim. Obwiniałem się o wszystko, a tymczasem… może faktycznie nie byliśmy dla siebie? Może gdyby była tą jedyną, wszystko byłoby prostsze i niczym bym się nie zadręczał. Hayley miała rację. Skąd miałem wiedzieć na początku, jak się potoczy nasz związek, czy pokocham ją na tyle, by się jej oświadczyć? Nie mogłem tego wiedzieć. Musieliśmy spróbować. Nie wyszło – trudno. Oczywiście, kochałem ją, ale po raz pierwszy od zerwania nie czułem się aż tak winny.
Musiałem się ogarnąć. To zabrnęło już za daleko. Ciągłe palenie, picie, styl życia, który na dłuższą metę był po prostu męczący. Co mi z tego przyszło? Ciągłe mdłości, rozwalona brew, obita twarz. I kłótnia z Willem. Owszem, udało mi się w końcu pójść z kimś do łóżka, ale z tego nie musiałem przecież rezygnować. Bez papierosów i alkoholu wcale nie będzie gorzej, jedynie lepiej.
Poświęciłem jeszcze dzień na odpoczynek, ale postanowiłem z powrotem zachować się jak dorosły człowiek i z powrotem poprosić o więcej zmian w pracy. Leżałem w łóżku do południa, a potem poszedłem pod prysznic, zastanawiając się, co zjeść, by nabrać energii do pracy i jednocześnie się nie zrzygać. Mój żołądek był obecnie bardziej przyzwyczajony do alkoholu niż do jedzenia i nie chciałem go wystawiać na próbę. Nie wziąłem ze sobą ciuchów do łazienki, ale znalazłem jakieś krótkie bawełniane spodenki w jasnoniebieskim kolorze. Nie wiedziałem nawet, czy były moje, ale wzruszyłem ramionami i wsunąłem je na siebie. Wychodząc z łazienki, usłyszałem głos Hayley. Mimowolnie poszedłem w tę stronę. Myślałem, że może gadała z dziadkami albo z Willem, ale szybko okazało się, że jej rozmówcą był tylko Milo. Siedziała na podłodze, a w jednej ręce trzymała szczotkę. Wokoło było pełno czarnych kłębków sierści. Stanąłem, opierając się o framugę. Nie zauważyła mnie, siedziała tyłem, zresztą chyba za bardzo skupiała się na psie.
– No teraz jesteś piękny – powiedziała Hayley, drapiąc psa za uchem. – Piątka. – Podstawiła dłoń, a Milo posłusznie przyłożył łapkę. – Dobry piesek! A teraz druga łapka. – Podniosła ponownie dłoń, a Milo przyłożył drugą łapę. – Dobry piesek! – ucieszyła się i poklepała go po boku.
– Nie wiedziałem, że on tak umie – odezwałem się, a Hayley podskoczyła i odwróciła się z zaskoczeniem na twarzy, a szczotka wypadła jej z dłoni.
– Boże, Nick, nie skradaj się tak. Prawie dostałam… – zamilkła, przejeżdżając po mnie wzrokiem i się zarumieniła.
– Orgazmu? – rzuciłem z uśmieszkiem. Może przegiąłem, ale ciężko było nie zauważyć, że jej się podobałem. Dawno nikt nie patrzył na mnie w ten sposób, nawet Kim. Chciałem się tym choć trochę nacieszyć. Widziałem, jak jej wzrok przesuwa się po mojej nagiej klatce piersiowej i podobało mi się to.
Jej policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone i szybko się odwróciła.
– Musiałbyś mnie dotknąć, żebym dostała orgazmu – powiedziała, nie patrząc na mnie i zaczęła zbierać z podłogi kupki sierści.
Tego się po niej nie spodziewałem. Zwykle nie rzucała takich tekstów. Jej specjalnością były rumieńce i uciekanie wzrokiem. Ale to… podobało mi się.  
– Zawsze mogę to zrobić – powiedziałem, obserwując ją uważnie.
– Jasne, nie krępuj się – odparła, wstając i ruszyła do kuchni, ściskając w rękach sierść, nawet na mnie nie zerkając.
Tego też się nie spodziewałem. Uniosłem lekko brwi, ale zamierzałem kontynuować tę małą grę.  
– To dlaczego uciekasz? Chodź tutaj.
– Nie uciekam. Sprzątam – odpowiedziała z kuchni. – Chcesz mnie dotknąć, to się pofatyguj.
Tak chciała to rozegrać? Proszę bardzo. Choć nie mogłem powiedzieć, że mnie to nie zestresowało… Amy to jedno. Pewnie więcej jej nie zobaczę. A Hayley? Przecież z nią mieszkałem. Nie mogłem sobie z nią flirtować kiedy miałem taki kaprys.
Ale właściwie miałem to gdzieś. Sama zaczęła.
Odepchnąłem się od ściany i ruszyłem za nią. Już nie miała w rękach sierści Milo, ale udawała, że zawzięcie coś sprząta. Miałem ochotę się uśmiechnąć, ale się opanowałem. Stanowczo złapałem ją za rękę i odwróciłem w swoją stronę, opierając ją o blat. Chyba się nie spodziewała takiego ruchu.
– Pofatygowałem się. To może teraz mi powiesz… – Uniosłem rękę i delikatnie przejechałem palcem po jej policzku. – Gdzie chcesz, żeby cię dotykać?
Patrzyła na mnie, jakby nie wiedziała, co zrobić. Oddychała szybciej niż powinna. Przełknęła ślinę.
– A skąd wiesz… – zaczęła, a jej palce dotknęły mojego brzucha. – Że chcę, żebyś mnie dotykał?
Co? Teraz to mnie zatkało. Może zaraz jeszcze oskarży mnie o jakieś molestowanie. Czy tylko ja widziałem tu flirt? Nie, niemożliwe. Droczyła się ze mną. Sama mnie dotykała. Sam zaczynałem tracić oddech.  
– A nie chcesz? Bo twoje ciało mówi co innego. – Odrobinę się odsunąłem.  
– To nie ja się odsunęłam. Tchórzysz? – Drgnął jej kącik ust, ale się nie uśmiechnnęła.
– Przecież nie chcesz, żebym cię dotykał. – Podniosłem ręce do góry, jakby na znak kapitulacji. – Będziesz musiała sama sobie zorganizować ten orgazm.
– Nie wiem jak ty, ale ja nie słyszałam, żebym mówiła coś takiego. – Odepchnęła się od blatu i przylgnęła do mnie, kładąc obie dłonie na moim brzuchu. – Ale skoro tak… poradzę sobie sama. – Tym razem się uśmiechnęła, a potem szybko odsunęła i ruszyła do wyjścia z kuchni.
Dobra, to mi się stanowczo nie spodobało. Nie mogła teraz wyjść. Złapałem ją za rękę i z powrotem przyciągnąłem do siebie. Zapiszczała zaskoczona.
– Gdzie się wybierasz? – Wysunąłem rękę i delikatnie dotknąłem palcami jej szyi, przeciągając nimi powoli w dół, sunąc w stronę obojczyka. Zadrżała, przymykając oczy. – Możesz poradzić sobie sama, ale zapewniam, że efekt nie będzie taki sam.
– Nie – powiedziała cicho. – Z pewnością nie będzie.
Gdyby ktoś teraz wszedł do kuchni, zapewne wydałoby mu się cholernie dziwne, że stałem tu w samych spodenkach, mimo że była jeszcze zima, ale nagle było mi strasznie gorąco. Zastanawiałem się, czy Hayley czuła, że ocierałem się o nią pewną częścią ciała. Niestety, w tym momencie ciężko było to ukryć. A może i dobrze? Może nie powinienem tego ukrywać? Podobała mi się nasza mała gra. I… chyba podobała mi się Hayley.
Natrafiłem palcem na ramiączko od biustonosza i lekko zsunąłem je na bok. Nie wiedziałem, na co mogę sobie pozwolić, zwłaszcza że parę minut temu w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że będę jej dotykał. W tym momencie nie była już młodszą siostrą Willa. Była po prostu… Hayley. Która gapiła się na mnie i rumieniła. Która też mnie dotykała, nawet nie tak dawno. Wpadały mi do głowy różne myśli, ale wiedziałem, że muszę powstrzymać większość z nich, zanim całkowicie odejmie mi rozum.
– Zimno ci? – zapytałem cicho, ale prowokująco, bo jej skóra pokryła się gęsią skórką od mojego dotyku.
– Nie. Właściwie… jest mi za gorąco. – Spojrzała mi w oczy. – Myślisz, że to przez ten sweter?
– Myślę, że… – Tak naprawdę już nic nie myślałem. Mój mózg zrobił sobie wolne. Coraz ciężej było mi wytrzymać. – Że to przeze mnie – dokończyłem z filuternym uśmieszkiem, jednocześnie drugą rękę przenosząc na jej drugi policzek i odsuwając zbłąkany kosmyk różowych włosów. – Ale mi jest trochę zimno. Chyba muszę się ubrać.
– Naprawdę? – Podniosła ręce i jej palce dotknęły mojej szczęki, potem szyi, klatki piersiowej, brzucha. Zatrzymała się przy linii spodenek. – Ale jesteś gorący. – Zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, jeśli to możliwe. – To znaczy… twoja skóra…  
Uśmiechnąłem się pod nosem. Teraz już na pewno nie dało się ukryć mojego podniecenia. Chętnie sprawdziłbym, czy ona była pod ubraniami równie podniecona co ja, ale chyba jednak nie mogłem tego zrobić.
Ale mogłem co innego.
Zanim zdążyłem się powstrzymać, moja ręka zjechała na jej plecy, przyciągnęła jej ciało do mojego, a ja mocno ją pocałowałem, jednocześnie wplatając drugą rękę w jej włosy. Na początku nie zareagowała, chyba zbyt zaskoczona, ale potem poczułem, że dotknęła palcami mojego karku i oddała pocałunek. Oboje ciężko dyszeliśmy, całując się coraz zachłanniej. Byłem o krok od zrzucenia z niej tego swetra, kiedy przerwał nam dzwonek telefonu. Oderwaliśmy się od siebie zdezorientowani.  
– To… to mój… – wykrztusiła Hayley, ale nie ruszyła się.
No to super, kurwa. Nastrój kompletnie się popsuł. Wciąż byłem w szoku. Musiałem ochłonąć. Co tu się właśnie stało?
– W takim razie powinnaś odebrać – rzuciłem, odsuwając się od niej. – A ja… pójdę się ubrać do pracy. – Wyszedłem z kuchni, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Boże, co to było?


Hayley

O Boże. O Boże. O Boże.
Nick mnie dotykał. Nick mnie całował. I to jak całował!
Jak to się stało?
Przez chwilę pomyślałam, że to chyba jakiś sen. Potem, że może Nick był pijany, ale nie wyczułam ani alkoholu, ani papierosów. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nigdy nawet nie wyobrażałam sobie, jak mógłby smakować, ale teraz… Pragnęłam więcej. A on był prawie nagi. Już samo to sprawiało, że było mi gorąco, a nasza mała gra tylko to pogorszyła. Nie sądziłam, że tak się zapędzimy. Że to w ogóle możliwe. Serce waliło mi jak oszalałe i myślałam, że zemdleję z wrażenia. Nick wyszedł, telefon dzwonił, a ja nie byłam w stanie się ruszyć. Nogi miałam jak z waty i bałam się, że się przewrócę. Opierałam się o ścianę przez dłuższą chwilę, dotykając palcami nabrzmiałych ust, po czym zaczęłam się szczerzyć jak wariatka. Dzwonek ucichł, a ja powoli wracałam do siebie. Nadal było mi gorąco i na samo wspomnienie czułam motylki w brzuchu.  
Co by się stało, gdyby telefon nie zadzwonił? Nawet nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam robić sobie nadziei, że cokolwiek mogłoby między nami być. Przecież dopiero co rozstał się z Kim. Nie chciałam być tylko kimś na pocieszenie. Co wcale nie znaczyło, że nie chciałam tego powtórzyć. Bo wbrew rozsądkowi chciałam. I to bardzo. Od dwóch miesięcy nie dotykał mnie żaden facet, a Nick… Och, Nick. Żaden facet nie podobał mi się tak jak on. I żadnym nie byłam zauroczona do takiego stopnia. Nawet Seanem. A teraz już nie wiedziałam, dlaczego się w nim w ogóle zakochałam.  
Gdy w końcu wzięłam komórkę do ręki, okazało się, że dzwoniła babcia. Westchnęłam. Perfekcyjne wyczucie czasu. Oddzwoniłam i przegadałyśmy z godzinę, ale nie mogłam się skupić na rozmowie. W większości to babcia mówiła, a ja słuchałam i coś odpowiadałam, ale cały czas myślałam o Nicku. Kiedy się rozłączyłyśmy, na ekranie wyskoczyło powiadomienie o kontrolnej wizycie u lekarza. Kompletnie o niej zapomniałam. Will pewnie też, więc szybko napisałam mu wiadomość. Na szczęście miał to zapisane w kalendarzu i już załatwił sobie dzień wolny. Przez resztę dnia miałam duże problemy z koncentracją, ale udało mi się ugotować coś dla brata i tego nie spieprzyć. Nick wyszedł do pracy i się już nie widzieliśmy, ale może to i dobrze. Nie wiedziałam, jak miałabym się zachować. Czy to, co się stało coś znaczyło? Pewnie nie. Jednak nie chciałam tego jeszcze wiedzieć. Chyba nie chciałam usłyszeć z jego ust, że to była tylko gra i już się nie powtórzy. A może chciałam. Może wtedy nie miałabym żadnych złudzeń. Może wtedy to głupie zauroczenie nie miałoby szansy rozwinąć się w coś więcej.
***
Nie stresowałam się wizytą u lekarza. Oprócz tego jednego ataku bólu, wszystko było w porządku. Chociaż czasami bolał mnie kręgosłup lędźwiowy albo podbrzusze, ból szybko mijał i to bez tabletek. Mój dobry humor prysł przy badaniu piersi. Lekarz coś wyczuł, więc od razu zrobił USG. Torbiel. Znowu. Niby niewielki, ale jednak. Nie miałam pojęcia, że tam był. Nie dawał żadnych objawów.  
Dlaczego? Przecież brałam tabletki antykoncepcyjne. Nie powinno być żadnych torbieli. Nigdzie. Miały temu zapobiec. Czułam, jak powoli zalewa mnie panika. Czekał mnie kolejny zabieg? Miałam mieć blizny na piersi? Lekarz jednak nie wyglądał na zaniepokojonego. Powiedział tylko, że będziemy to obserwować i zaprasza za rok na kontrolne badanie. Za rok. Miałam się rok martwić, czy torbiel zniknie bez jakiejkolwiek ingerencji, czy trzeba będzie interweniować chirurgicznie? Chyba osiwieję.  
Will chyba przejął się jeszcze bardziej. Nie odzywaliśmy się do siebie całą drogę do domu. Zrobiliśmy zakupy, rozmawiając tylko o tym, czego potrzebowaliśmy. Mój nastrój był coraz gorszy. Chciało mi się płakać. Brat stwierdził, że zamówimy coś do jedzenia, więc po powrocie do mieszkania i rozpakowaniu zakupów, zakopałam się pod kołdrą i nie wychodziłam. Nie miałam ochoty ani siły, nawet, żeby iść pobiegać z Milo. Chyba się na mnie obraził, bo nie przyszedł do pokoju.
Dlaczego to przytrafiło się właśnie mnie?
Leżałam otępiała, pozwalając łzom płynąć, aż zrobiło się ciemno. Will nie przychodził do pokoju, a ja nie wychodziłam, bo nie byłam głodna, chociaż nie jadłam nic od rana. Czułam się pusta. Miałam wrażenie, że Nick pocałował mnie bardzo dawno temu. W innym życiu. Miałam wrażenie, że dotykał i całował inną Hayley. Nie tą załamaną i chorą. Nie młodszą siostrę swojego najlepszego kumpla. Tamta Hayley droczyła się z nim, flirtowała i dotykała go. A potem całowała, jakby endometrioza i cały świat zewnętrzny nie istniały. Tamta Hayley była szczęśliwa. Przynajmniej przez chwilę.
Telefon wibrował od powiadomień, zapewne z grupy na messengerze, ale niezbyt mnie to interesowało. Może nie musiałam mieć operacji – jeszcze – ale świadomość, że miałam to coś w piersi całkiem mnie dobiła. Nie chciałam tego mieć. Wolałabym się tego pozbyć, ale wiedziałam, że nas na to nie stać. Tylko z tego powodu cieszyłam się, że nie czeka mnie kolejny pobyt w szpitalu. Na razie.  
A co, jeśli torbiel nie zniknie? Co, jeśli urośnie? Co, jeśli pęknie?
W końcu wzięłam do ręki telefon. Kiedy zobaczyłam która była godzina, zalała mnie fala niepokoju. Wpatrywałam się w cyfry, mając nadzieję, że źle je odczytałam, ale nie. Było już późno, a Willa nie było. Powinien już spać. Przecież jutro musiał iść do pracy. Wstałam zaniepokojona i prawie się przewróciłam, bo zakręciło mi się w głowie. Powinnam coś zjeść, ale nie byłam w stanie niczego przełknąć. W gardle miałam gulę. Gdy zawroty minęły i wyszłam z ciemnego pokoju, oślepiło mnie światło, ale udało mi się dotrzeć do kuchni. Will siedział przy stole kompletnie pijany, co było do niego zupełnie niepodobne. Nie widziałam go w takim stanie od pogrzebu rodziców. Przestraszyłam się. Wiedziałam, że się przejął, ale nie sądziłam, że aż tak. Coś ścisnęło mnie w piersi. A potem zobaczyłam, że przy stole siedział również Nick. Nie widzieliśmy się od tamtych pocałunków. Poczułam motylki w brzuchu, a policzki zaczęły mnie piec, więc szybko odwróciłam wzrok. Musiałam się skupić na bracie.
– Will? Co tu jeszcze robisz? – zapytałam ostrożnie, bo miałam złe przeczucia.
– Gadam z kumplem, nie widać? – Spojrzał na mnie zirytowany, jakbym przerwała im naradę życia.
– Powinieneś iść spać. Przecież idziesz do pracy.
– Nie idę. Pierdolę to.
Spojrzałam zaskoczona na Nicka, a potem znowu na brata. Był pijany i wyraźnie zirytowany.
– Will, jesteś pijany. Chodź już do pokoju. Musisz iść spać, musisz…
– Ja wiem, co muszę – przerwał mi. – Nie matkuj mi.
– Ja wcale nie… Chciałam ci pomóc…
– Chciałaś mi pomóc? To może weź się do roboty i pomóż mi spłacać kredyt, żebym nie musiał tak zapierdalać. Możesz pracować z domu, nigdzie nie musisz jeździć, w czym masz problem?
– Will… – Nick szybko podniósł się z krzesła i podszedł do Willa. Delikatnie szarpnął go za ramię. – Lepiej faktycznie chodź spać i się zamknij, bo nie wiesz co mówisz.
– Nie wtrącaj się – warknął Will, odtrącając rękę Nicka i wbił we mnie wzrok. – No słucham, w czym masz problem?
– Ja… próbowałam… – Czułam, że łzy zaczynają mi napływać do oczu. Nie powinnam z nim dyskutować w takim stanie, ale na trzeźwo też ze mną nie rozmawiał. – Naprawdę próbowałam, ale nie jestem stanie… nie mogę nic narysować.
– To może znajdź inną pracę. Nie wpadłaś na to, co? Fajnie się siedzi w domu i nic nie robi?
– Staram się jak mogę! Przecież ci gotuję, piorę, sprzątam…
– Sprzątasz? Jakoś nie zauważyłem, żeby było czyściej niż kiedy cię tu nie było.
No dobra. Może nie sprzątałam codziennie, ale bez przesady. Mieszkanie nie zarosło brudem, ciuchy nie walały się po podłodze razem z kłębami kurzu i sierści Milo, a w kuchni nie piętrzyły się gary w zlewie. Bolało mnie, że Will uważał, że nic nie robię. Że podoba mi się siedzenie całymi dniami praktycznie samej.
– O co ci chodzi? Myślisz, że robię to specjalnie? Myślisz, że spanie z bratem w jednym pokoju to szczyt moich marzeń? Albo cel życiowy? Przecież sam mnie tu zabrałeś...
– A co miałem zrobić? Pozwolić, żebyś wylądowała pod mostem?
– Skoro tak ci tu przeszkadzam, to może powinnam lecieć do dziadków. Oni przynajmniej będą się cieszyć z mojej obecności.
– Może powinnaś. Nikt cię tu nie trzyma. I zabierz ze sobą psa.  
Nikt mnie tu nie trzyma? Aż zrobiłam krok w tył. Zerknęłam na Nicka, który chyba wyglądał na zszokowanego, ale nie byłam pewna, bo łzy zaczynały zniekształcać mi obraz przed oczami.
– Okej… jutro… jutro zadzwonię do babci… – wykrztusiłam pomimo rosnącej w gardle guli i uciekłam do łazienki.
Zatrzasnęłam drzwi i rozpłakałam się, nie mogąc już dłużej powstrzymywać płaczu. Osunęłam się na podłogę. Nie miałam siły stać. Zawsze byliśmy z Willem blisko. Po śmierci rodziców nawet jeszcze bliżej. Jasne, kłóciliśmy się, jak to rodzeństwo, ale nigdy nie powiedział mi czegoś takiego. Chociaż ostatnio trochę się od siebie odsunęliśmy, to nigdy nie dał mi odczuć, że byłam niepotrzebna. Bezużyteczna. A teraz...  
Wiedziałam, że był pijany i przemawiała przez niego złość, ale czy po pijaku ludzie nie są bardziej szczerzy? Nie mówią rzeczy, których normalnie by nie powiedzieli z jakiegoś powodu? Bolało. Tak bardzo bolało. To wszystko była moja wina. Gdybym nie zachorowała, Will nie musiałby tyle pracować, nie byłby wiecznie przemęczony. Miał rację. Skoro nie mogłam rysować, powinnam znaleźć coś innego. Żeby jak najszybciej mu pomóc i się wyprowadzić. Nawet nie przyszło mi to do głowy. Byłam do niczego.
Will zawsze był przy mnie. Po śmierci rodziców nie pozwolił mi zatracić się w żałobie. Razem utrzymywaliśmy się na powierzchni, jedno chroniło drugie przed opadnięciem na dno. Po operacji też wyciągał mnie z otchłani depresji. A teraz… Rozpadałam się na kawałki. Puścił mnie, a ja spadałam w ciemność. Głębiej i głębiej. Aż nie widziałam już światła.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5179 słów i 28212 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Szkoda mi Hayley. Dobra dziewczyna.Trzymam za nią kciuki  :smile: