Światło w ciemności – rozdział 11

Światło w ciemności – rozdział 11Hayley

Kiedy się obudziłam, Willa nie było w pokoju. Musiał wstać wcześniej, a ja nawet nie słyszałam. Spałam jak zabita. Przeciągnęłam się i wstałam, by pójść do łazienki się odświeżyć, a potem do kuchni po jedzenie. Nie chciało mi się ubierać, więc miałam na sobie za dużą koszulkę. W mieszkaniu panowała cisza. Milo podniósł łeb i zamachał ogonem, gdy przechodziłam przez salon. Will musiał pojechać na zakupy. Stałam przy blacie, czekając aż zagotuje się woda na herbatę, kiedy do kuchni wszedł Nick. Myślałam, że skoro spał, to będzie wyglądał lepiej niż w nocy, ale się myliłam. Pewnie miał kaca.
– Cześć – powiedziałam cicho. – Zrobić ci herbaty?
Bardzo powoli przeniósł na mnie wzrok i się skrzywił.
– Nie, dzięki. Ale… możesz nalać mi wody. Zimnej. – Opadł na krzesło.
– Okej. – Postawiłam przed nim szklankę z wodą i odwróciłam się, by zalać wrzątkiem swoją herbatę. – Widzę, że impreza była udana.
– Jaka impreza?
– No… sylwestrowa?
– No tak – skomentował głosem bez wyrazu. – Tak… bardzo udana.
Nie chciałam stać jak kołek i się na niego gapić, jak widać między nami nadal było dziwnie. Tak jak przed Świętami. Podeszłam do lodówki i otworzyłam ją w poszukiwaniu czegoś na śniadanie, chociaż niektórzy o tej porze jedli obiad.
– Będę robić jajecznicę, chcesz też? – zapytałam, zerkając na Nicka.
– Nie. – Potrząsnął głową i natychmiast syknął. – Żadnego jedzenia. – Nagle spojrzał na mnie przytomniej. – Co ci się stało?
– Co? – Zaskoczona podążyłam za jego wzrokiem i odkryłam siniaki na łokciu i udzie. – A, to nic takiego. Wywaliłam się na lodowisku. Zachciało mi się skoków. – Zaczęłam opowiadać o moich godnych pożałowania próbach i upadkach, wyciągając z lodówki jajka i bekon. – Kiedy byłam mała, babcia… – Odwróciłam się i zamilkłam, bo Nick chyba mnie nie słuchał. Nie wyglądał, jakby słuchał. Nie zareagował, kiedy urwałam zdanie. Zrobiło mi się przykro, bo kochałam jeździć na łyżwach i o tym opowiadać, ale z drugiej strony musiał mieć potwornego kaca, a moje gadanie na pewno mu nie pomagało. Zabrałam się za robienie jajecznicy. W ciszy.
– Sorry, ale źle się czuję – usłyszałam nagle znużony głos i dźwięk odsuwanego krzesła. – Pójdę się położyć.
– W porządku.
Zerknęłam przez ramię, żeby zobaczyć, jak wychodzi z kuchni. Westchnęłam. Przecież to nie tak, że spodziewałam się czegoś… jakiejś formy wspólnego spędzania czasu, skoro jeszcze przed Świętami przestaliśmy razem chodzić na spacery i grać na konsoli. Byłam jednak trochę rozczarowana. Myślałam, że może wrócimy do tego, co było zanim moje palce dotknęły jego brzucha. Zanim zaczęło być tak niezręcznie między nami. Zanim zaczęliśmy się unikać. Może to i lepiej. Może to zauroczenie w końcu osłabnie.



Nicholas

Hayley i Will wrócili już z Alaski, wprowadzając do mieszkania trochę życia zamiast tej cholernej ciszy, ale ja i tak czułem się bardziej pusty niż kiedykolwiek.  
Hayley sądziła, że mój kilkudniowy kac był powikłaniem po ostrej imprezie sylwestrowej, ale to nie była do końca prawda. Owszem, nieźle się upiłem, ale bynajmniej nie z powodu Sylwestra. Gdy Kim wyszła, przez chwilę czułem ulgę. Zrobiłem to. Uwolniłem ją. Wiedziałem, że zrobiłem dobrze, ale ból był większy, niż się spodziewałem. Do mojego organizmu powoli dopływała informacja, że mój dwuletni związek właśnie się skończył. Wtedy dokończyłem pić pierwszą butelkę alkoholu i zacząłem drugą. Taki cykl towarzyszył mi przez następne dni. W końcu zacząłem się zastanawiać – czy na pewno dobrze zrobiłem? Może jednak mogliśmy się jakoś dogadać? Może za szybko nas przekreśliłem?
Nie chciałem dopuścić myśli, że to był koniec, ani tej, że zrobiłem dobrze. Bo Kim nie wiedziała o najważniejszej rzeczy. Nie mogłem się jednak zmusić, by jej o tym powiedzieć. Nie chciałem widzieć jej rozczarowania i tego, jak ulatuje cała jej nadzieja i szczęście. Nie. Wolałem ją zostawić. Niech myśli, że jestem dupkiem, niech znajdzie sobie kogoś lepszego. Ja od początku byłem dla niej nieodpowiedni. Dałem się ponieść.
Byłem obojętny na wszelkie zewnętrzne bodźce, dlatego kiedy Hayley zaczęła mi paplać o jakichś łyżwach, z najwyższym trudem powstrzymałem się od chamskiego przerwania jej. Miałem gdzieś jej skoki na lodowisku. Mówiła za szybko i za głośno, a mi pękała głowa. Od samego zapachu jedzenia zrobiło mi się niedobrze. Musiałem stamtąd wyjść.
Leżałem na łóżku, gapiąc się w sufit i próbując się jakoś ogarnąć. Musiałem się wstrzymać z piciem. Czułem się jak gówno, w dodatku musiałem iść do pracy. Nie mogłem ryzykować, że mnie zwolnią, a tak na pewno będzie, jeśli pojawię się pijany i będę wypijał alkohol, zamiast go serwować. Musiałem znaleźć inną formę rozładowania energii. Może powinienem wrócić na siłownię. Dać sobie taki pieprzony wycisk, że nie będę w stanie potem myśleć.
Poszedłem spać, a gdy się obudziłem, wyglądało na to, że zdążyłem wydalić z krwi ostatnie promile. Nadal czułem się słabo, ale tym lepiej. Spakowałem torbę na siłownię i wyszedłem z mieszkania.  
Stało się to moją rutyną na następne dni – praca, a w czasie wolnym ćwiczenia. Więcej, szybciej, mocniej, aż padnę na ryj. Bolały mnie mięśnie, miałem zakwasy, wszystko drżało, gdy podnosiłem kolejne sztangi, ale miałem to gdzieś. Chciałem, żeby bolało. Ten ból był lepszy od psychicznego – przynajmniej do ranka, kiedy nie mogłem wstać z łóżka. Przeklinając siebie i cały świat, stwierdziłem, że siłownia nie była jednak najlepszym pomysłem. Picie było znacznie łatwiejsze. Sięgnąłem po kolejną butelkę, schowaną przezornie pod łóżkiem.
Ile dni minęło od zerwania z Kim? Tydzień? Półtora? Straciłem rachubę. Tak strasznie chciałem usłyszeć jej głos, zobaczyć ją. Wszedłem na Facebooka, ale na profilu Kim nie pojawiło się nic nowego. Denerwowało mnie to. Chciałem wiedzieć, co u niej, a ona jakby specjalnie nie wrzucała nic nowego. A może wrzuciła coś na Instagrama? Zdawało mi się, że tam była aktywniejsza, ale nie miałem tam konta, więc nigdy zbytnio mnie to nie interesowało.
Szybko pobrałem aplikację, ale okazało się, że muszę mieć konto, by przeglądać zdjęcia innych. Zgrzytając zębami ustawiłem na szybko jakąś nazwę i hasło. Wreszcie. Wyszukałem profil Kim i gdy zobaczyłem najnowsze zdjęcie, coś ukłuło mnie w piersi. Wrzuciła zdjęcie, które zrobiłem jej kiedyś w parku. To jakiś znak? Zemsta? Nieświadomie pogładziłem palcem zdjęcie, co sprawiło, że je polubiłem. Kurwa! Nie chciałem, by wiedziała, że specjalnie założyłem sobie konto, by ją szpiegować. Szybko odlubiłem zdjęcie, ale powiadomienie pewnie i tak zostanie. Pieprzona aplikacja.
Zacząłem przeglądać starsze zdjęcia, zauważając z bólem, że nawet ja na nich byłem. Jeszcze ich nie usunęła. Zdjęcia naszych uśmiechniętych twarzy albo randkowego jedzenia. Przewijałem je bezmyślnie, aż w końcu trafiłem na kolejne zdjęcie Kim, które tym razem zrobiła sobie sama. Serce podeszło mi do gardła, gdy zobaczyłem komentarz:
Angelboy: Ślicznie tu pani wygląda, pani pedagog!
Co kurwa? Wpatrywałem się w komentarz przez dłuższą chwilę, próbując to przetworzyć. Pani pedagog? Brzmiało to tak, jakby ten komentarz napisał uczeń, ale wszedłem na profil tego kolesia i stanowczo nie był uczniem. Mógł mieć ze trzydzieści lat; ze zdjęcia profilowego patrzyły na mnie niebieskie oczy, blond włosy i mięśnie wielkości szynki. Faktycznie, pieprzony anioł. Tylko skąd zna Kim? Skąd wie, czym się zajmuje? I czemu, do cholery, komentuje jej zdjęcia? Szybko przejrzałem pozostałe. Niemal pod każdym jej selfie znajdowały się podobne komentarze. Piękne zdjęcie. Do twarzy ci w tym kolorze. Pani pedagog, cóż za klasa! Co za kretyn. Skąd on się wziął?  
Myśli przelatywały mi przez głowę z prędkością światła. Kim nigdy nie wspominała o jakimś Angelu, zakładając, że faktycznie miał tak na imię. Tymczasem on wiedział, czym się zajmuje, komentował niemal każde jej zdjęcie i wyraźnie ją podrywał. Kurwa! Dlaczego nic o tym nie wiedziałem?!  
Wkurzyłem się tak, że musiałem wyjść z jej profilu i odetchnąć. Chciałem zamknąć aplikację, ale Instagram już najwyraźniej uruchomił swój pieprzony algorytm i w proponowanych pojawił mi się profil Hayley. Zawahałem się, ale w końcu kliknąłem. Nie miała tyle postów co Kim, więc łatwiej było się rozeznać. Najnowszym był filmik, o którym chyba mi mówiła. Oglądałem go przez chwilę. Czyli to tak nabiła sobie tego siniaka. Zrobiło mi się trochę głupio, że jej nie słuchałem, ale to była też jej wina. Po co mi paplała o łyżwach, kiedy widziała, że byłem ledwo ciepły?  
W końcu zablokowałem komórkę i odrzuciłem ją gdzieś na bok. Znowu sięgnąłem po butelkę.
Pieprzony Angel.
***
Poprosiłem w pracy o mniej zmian. Nie musiałem tak tyrać. Bo i po co? Miałem trochę odłożonych pieniędzy, ale w tym momencie wiedziałem, że wydam je na coś innego niż na przykład na wyjazdy z Kim czy prezenty dla niej. Poszedłem do jubilera zwrócić te pieprzone kolczyki, starając się na nie nie patrzeć, tak samo jak na wystawę pierścionków zaręczynowych. To od nich wszystko się zaczęło i na nich się skończyło. Potem poszedłem na imprezę. Zwykle unikałem takich miejsc, bo niemal ciągle byłem w podobnym, tylko że za ladą – teraz jednak role miały się odwrócić. Od słowa do słowa odnowiłem kontakt z grupą kolegów ze studiów, którzy nie mieli sobie równych w imprezowaniu i wynajdywaniu do tego najlepszych miejsc. Niezbyt ich lubiłem, ale w końcu nie o to tu chodziło. Nie zamierzałem pić sam jak jakaś pizda. Po kolei, każdego wieczora, powoli niweczyłem wszystkie wysiłki na siłowni, paliłem za sobą mosty, uciekałem od przeszłości. Z każdym kolejnym kieliszkiem twarz Kim coraz bardziej się rozmazywała i oddalała. Po jakimś czasie nawet przestawało mi przeszkadzać, że najpewniej pieprzony Angel teraz się nią zajmuje. Może jemu dawała się pieprzyć. Może on był jej cholernym aniołem i zdobył jej serce swoimi blond włoskami. Może świętość tak biła z jego anielskiej twarzy, że aż rozłożyła jej nogi.


  
Hayley

Miałam wrażenie, że wszystko się sypało odkąd wróciliśmy od dziadków. Przestałam praktycznie widywać Nicka, jakby specjalnie wychodził, żeby nie siedzieć ze mną. Wspólne spacery i granie na konsoli odeszły w zapomnienie, jakby nigdy nie miały miejsca. Czułam się jak zaraz po przeprowadzce tutaj. Kiedy go jeszcze nie znałam. Właściwie nadal nie znałam go zbyt dobrze, ale na pewno lepiej niż kiedyś. Will pracował od rana do wieczora, a ja powoli wariowałam w pustym mieszkaniu. Próbowałam rysować, ale kończyło się to albo na płaczu, albo na złości. Dobijało mnie to coraz bardziej. Jak miałam pomóc bratu, skoro nie byłam w stanie narysować jednego głupiego rysunku? Siedzenie samej całymi dniami też nie pomagało. Gadanie do Milo, który nie odstępował mnie na krok, też nie. W końcu nie odpowiadał. Starałam się udzielać na grupie na messengerze, ale czasami miałam tak paskudny humor, że nie miałam ochoty wychodzić z łóżka. Miałam jednak psa i musiałam się nim zająć. Musiałam też ugotować obiad dla brata. To sprawiało, że się ogarniałam i wypełniałam swoje obowiązki. Nie mogłam przecież zostawić Milo i Willa bez jedzenia. Chociaż sama jadłam mniej niż do tej pory, bo nie czułam głodu.
Powoli zaczynałam wracać do biegania. Chciałam, żeby wróciła tamta Hayley sprzed operacji. Ta szczęśliwa, radosna i pełna optymizmu wersja mnie. Myślałam, że jeśli zacznę robić rzeczy, które wtedy robiłam, to będzie lepiej. To poczuję się jak dawna ja. Tak się jednak nie działo, ale nie zamierzałam rezygnować tak łatwo. Przynajmniej Milo się cieszył. Lubił ze mną biegać i widać było, że mu tego brakowało.
Will przeważnie padał na twarz po wieczornym spacerze z psem, na który chodziliśmy razem. Rano musiał wcześnie wstać i nawet jeśli chciał ze mną posiedzieć, to prędzej czy później i tak zasypiał. Tak też było tym razem, więc gdy tylko zobaczyłam, że zamykają mu się oczy, wygoniłam go do łóżka. Milo zajął jego miejsce na kanapie i siedziałam do późna, oglądając jakiś serial. Nie wiedziałam, która była godzina, kiedy usłyszałam, że drzwi wejściowe się otwierają, zwiastując powrót Nicka. To chyba znaczyło, że powinnam iść spać. Wyłączyłam telewizor i chciałam iść do pokoju, ale wpadłam na niego w korytarzu. Śmierdział alkoholem i papierosami. Nienawidziłam papierosów. Ten smród mnie dusił. Nie wiedziałam, czy to Nick palił, czy ktoś na imprezie, z której właśnie wrócił, bo na pewno nie wracał z pracy. Nie chciałam robić o to afery w środku nocy, tym bardziej, że nie byłam pewna. Już miałam go wyminąć, kiedy zobaczyłam, że na twarzy miał krew. Strach ścisnął mi żołądek w supeł, ale przyjrzałam się dokładniej i zobaczyłam rozciętą brew.
– Boże, Nick, co ci się stało? – zapytałam, wyciągając dłoń do jego twarzy, ale nie odważyłam się go dotknąć.
– Nic takiego.
– Nic takiego? Krwawisz. Biłeś się z kimś?
– Można tak powiedzieć – parsknął i zakasłał. – Choć to nie ja zacząłem. Pieprzone typy tylko szukają problemu.
Patrzyłam na niego przerażona. Przecież mogli mu zrobić o wiele więcej niż to. A może i zrobili, tylko jeszcze nie widziałam innych śladów. Nie mogłam go tak zostawić. Musiałam przynajmniej opatrzyć mu tą ranę na brwi.
– Chodź. – Złapałam go za rękę i zaciągnęłam do łazienki. – Siadaj, opatrzę ci to. –  Wskazałam sedes i wyjęłam apteczkę.
Tutaj było lepsze światło i lepiej widziałam ranę, ale przez to zaczynało robić mi się słabo. Wzięłam głęboki oddech. Przecież tu nie zemdleję.
– Jak masz zamiar mdleć, to muszę cię uprzedzić, że moja koordynacja wzrokowo-ruchowa jest na niskim poziomie. Nie wiem, czy cię złapię. – Uśmiechnął się głupkowato.
– Nic mi nie jest – powiedziałam, biorąc do ręki gazę i wodę utlenioną. – Nie musisz się bawić w bohatera.  
– A ty w pielęgniarkę. Nic mi nie jest.
– Oczywiście. Wcale nie masz połowy twarzy we krwi. – Podeszłam do niego, starając się nie oddychać zbyt głęboko, żeby nie wdychać smrodu papierosów i zajęłam się oczyszczaniem rany. Dłonie mi lekko drżały, ale starałam się robić to delikatnie, żeby go nie bolało. Chociaż pewnie miał tyle procentów we krwi, że był skutecznie znieczulony.
– Aż tak ci zapiera dech na mój widok? Nie możesz oddychać?  
Może gdyby nie śmierdział alkoholem i papierochami, gdyby nie miał na sobie koszulki i krwi na twarzy, to może wtedy zaparłoby mi dech, ale nie musiał o tym wiedzieć. Rzuciłam mu zirytowane spojrzenie i mój wzrok ponownie skupił się na ranie. Nie mogłam patrzeć w te czekoladowe oczy.
– Chciałbyś, co? I jeszcze może miałabym zemdleć z wrażenia? – Wyrzuciłam zakrwawioną gazę do kosza i wzięłam czysty kawałek. – Wybacz, że cię rozczaruję, ale nie mogę oddychać, bo najzwyczajniej w świecie śmierdzisz.
– Niby czym?  
– Alkoholem i papierochami. Nienawidzę papierosów. Nienawidzę tego smrodu. – Skończyłam oczyszczać ranę i zabrałam się za zmywanie reszty krwi z jego przystojnej twarzy.
– Ponoć przystojni faceci wyglądają jeszcze lepiej z papierosami. – Wyciągnął z kieszeni pomiętą paczkę, wysunął jednego papierosa i wsadził sobie do ust.  
– Zwariowałeś? – syknęłam, wyrywając mu to świństwo z ust, a potem paczkę z dłoni i rzuciłam gdzieś na podłogę. – Nie będziesz truł ani siebie ani mnie.
– Chyba ty zwariowałaś. Jestem u siebie. – Ku mojemu zdziwieniu, wyciągnął drugą paczkę z drugiej kieszeni.
– Ja też. Przynajmniej tymczasowo. Chcesz palić to wyjdź na zewnątrz.
– To wychodzę. – Wzruszył ramionami i próbował wstać.
– Jeszcze z tobą nie skończyłam. – Zmusiłam go, żeby usiadł. Dokończyłam mycie jego twarzy i nałożyłam opatrunek na ranę na brwi. – Jutro trzeba będzie kupić plastry ściągające. Chyba, że trzeba będzie szyć, to czeka cię wycieczka do lekarza.
– Wiesz, kiedy ostatni raz byłem u jakiegoś lekarza?
– Nie wiem.  
– Po wyjściu z matczynego łona. Nie mam potrzeby chodzić do lekarza. Samo się zagoi.
– Jak chcesz. Tylko potem nie jęcz, że ta rana oszpeciła ci twoją piękną twarz.
Piękną twarz? Co ja gadam? Miałam nadzieję, że nie będzie tego pamiętał.
– A więc uważasz, że mam piękną twarz? – Głupkowaty uśmiech powrócił, a moje serce aż podskoczyło na ten widok.
– Nie. Ty tak uważasz. – Czułam, że policzki zaczynają mnie palić. Po co ja z nim dyskutuję? – A teraz idź spać.
Parsknął śmiechem.
– No, może i tak uważam. A co? Mylę się? – Wstał, przez co byliśmy bardzo blisko siebie. Patrzył na mnie z góry, a jego spojrzenie było nagle przytomniejsze.  
Serce zaczęło mi bić szybciej. Powinnam się odsunąć, ale nie mogłam odwrócić wzroku.
– Idź spać, Nick – powiedziałam, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
– Nie chce mi się spać. – Nieco się pochylił. – I czekam na odpowiedź.  
– Ale ja jestem śpiąca – skłamałam. – I muszę tu jeszcze posprzątać. Idź do łóżka. Trafisz sam czy mam ci pomóc?
– Boisz się, że powiesz coś, czego będziesz żałować? Śmiało, nie sądzę, że będę pamiętał.
– To jaki jest sens mówienia ci komplementów, skoro nie będziesz pamiętał?
– No cóż… – Wydawało mi się, że był rozczarowany. – Chyba żaden. – Odsunął się z obojętną twarzą. – Skoro tak bardzo chcesz mnie stąd wygonić, to proszę bardzo. – Skierował się chwiejnie w stronę drzwi.
Teraz ja chyba też byłam rozczarowana. Mimo że był pijany i śmierdział, to nadal był Nick, a ja… chyba tęskniłam.
– Jesteś pewien, że nie potrzebujesz pomocy? Nie chciałabym, żebyś rozwalił sobie drugą brew po drodze.
– Przecież byłaś śpiąca – powiedział kpiąco.
– Kłamałam – przyznałam się, a serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Co ja wyprawiam? – Poza tym, jedna blizna może i doda ci uroku, ale dwie? Albo złamany nos? Wybite zęby? Raczej nie.
– Ciekawe, w ilu jeszcze sprawach skłamałaś – rzucił. – Chcesz odprowadzić mnie do łóżka?
– Wolałabym dopilnować, żebyś sobie nic nie zrobił po drodze. – Uśmiechnęłam się lekko, podchodząc do niego. – No chodź.
Odprowadziłam go do pokoju, chociaż po drodze wpadliśmy na ścianę. Zaświeciłam światło w jego pokoju i pomogłam mu dotrzeć do łóżka.
– Proszę. Cały i zdrowy. Teraz mogę spać spokojnie – powiedziałam z uśmiechem.  
– A ja? Mam spać w ubraniach? – Spojrzał na mnie prowokująco.  
– A co? Sam się nie umiesz rozebrać? – zapytałam, ale już zrobiło mi się gorąco.
– To strasznie skomplikowana czynność – westchnął z ubolewaniem. – A, jeśli mam być szczery, wszystko jakoś dziwnie faluje…
– Dobra. Pomogę ci. Ale nie będziesz wymiotował?
– Postaram się.
– Okej.
Przełknęłam ślinę, zbliżając się i złapałam za dół koszulki. Pomogłam mu ją zdjąć, uważając na ranę na brwi. Serce waliło mi jak oszalałe i było mi tak gorąco… A było jeszcze gorzej, kiedy omiotłam wzrokiem jego nagą klatkę piersiową. Na szczęście nie zauważyłam żadnych ran. Wzięłam głęboki wdech i sięgnęłam do jego spodni, przy okazji muskając palcami jego skórę. Nawet nie chciałam myśleć, jak bardzo czerwona była moja twarz. Rozpięłam mu spodnie i zsunęłam, klękając.  
– No pomóż mi… – zaczęłam, podnosząc głowę, żeby na niego spojrzeć, ale mój wzrok natrafił na wybrzuszenie w jego bokserkach. Sporej wielkości wybrzuszenie. – Trochę...
O Boże. Przełknęłam z trudem ślinę. Mój mózg chyba przestał pracować. Było mi tak gorąco, że sama miałam ochotę się rozebrać, ale to byłaby chyba największa głupota w całym moim życiu.
– No dobra – rzucił, jak gdyby nigdy nic, opadł na łóżko i ściągnął sobie spodnie razem ze skarpetkami, po czym rzucił je gdzieś w kąt. – Dzięki.  
– Nie… nie ma za co – wykrztusiłam.
Boże, tkwiłam w miejscu jak kołek. Nick był prawie nagi, a ja nie mogłam przestać się gapić. Powinnam wstać i wyjść.  
– Wyglądasz, jakbyś potrzebowała ochłonąć – usłyszałam nagle.
Tak. Potrzebowałam zimnego prysznica i to zaraz. Zmusiłam się do wstania.
– To ja… pójdę ochłonąć – wydukałam, robiąc krok w tył. – Dobranoc.
– Dobranoc.
Odwróciłam się i wyszłam. Głupia, głupia, głupia. Miałam nadzieję, że Nick nie będzie tego pamiętał. Boże, co za wstyd. Szkoda, że ja to będę pamiętać. Chociaż z drugiej strony…  
Jak miałam go sobie wybić z głowy po czymś takim?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3875 słów i 21560 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Jedno z lepszych opowiadań na stronie i ktoś dał lapę w dół. Ciekawe z jakego powodu. Treść ciekawa, błędów brak. Ręce i nogi opadają....

  • candy

    @AlexAthame też jesteśmy bardzo ciekawe powodu, jak już ktoś daje łapy w dół, to mógłby napisać o co mu chodzi :D

  • AlexAthame

    @candy Moze pomyłka.Jak nie to bym nie liczył, że ktoś się odważy.Miałem doświadczenie. Dają bo mogą.Nie warto się martwić.Pozdrawiam.

  • AlexAthame

    Może świętość taka biła...Udane zdanie. A mówiłem, że Kim powinna się przełamać. Hayley po raz kolejny próbuje, chociaż ona nie próbuje. Sytuacja jej się podkłada, tak jak Kim nie chciała Nickowi. Coś wygląda, że relacja Nick-Hayley zacznie się od zrywania jabłka z drzewa poznania dobra i zła. :smile: