Pytanie cz 4

To był ułamek chwili. Może mi się wydawało. Zobaczyłam smutek, ale to trwało mniej niż pół sekundy. Uśmiechnął się.
― Awe! Co to za okazja, kochanie?
― To za róże. Popatrz dobrze.  
Dostrzegł.
― Zgoliłaś włoski?
― Mhy. Podoba ci się goła cipka?
― Tak.
Ale to nie zabrzmiało przekonywające. Ale może się czepiałam. Musiało mu się podobać? Powinno?
― To bierz swoją Wiewióreczkę, czeka.
― Kochaliśmy się wczoraj, kochanie.
Piorun z jasnego nieba nie zrobiłby większego efektu. Powstrzymałam się, żeby mu nie wygarnąć. Już miałam na końcu jezyka damskie perfumy, ale ugryzłam się w język.
― Myślałam, że ci się spodoba ― szepnęłam, zmuszając się żeby zabrzmiało wiarygodnie.
― Przepraszam cię kochanie. Wyglądasz super. Tylko jestem trochę zmęczony. Wytypowali mnie na szkolenie. Muszę się przygotować...
― Szkolenie? Wspominałeś mi o tym.
― Tak, prawie za tydzień, jadę z grupą na trzy dni do Szczecina. Firma podpisała intratny interes ze Szwedami.
― Och, to fajnie. Wiewióreczka będzie tęsknić. I Orzeszek z pewnością też.
Pocałował mnie delikatnie w usta i odwrócił się na bok. Zgasiłam światło. Ale nie mogłam zasnąć.  
Nie należałam do obrażalskich. Zaczęłam wszystko spokojnie rozważać. Nauczyłam się jednej rzeczy. Nigdy nie można dać się ponieść emocjom, a szczególnie złości.  
Przecież ból głowy to babski wykręt. I to jest jednen z fałszywych mitów, że zawsze facet chce. To ogoliłam się na darmo? I to było śmieszne. Ale nie było mi do śmiechu. Pięć minut bezmyślności. Nie w sensie głupoty. Po prostu miałam pustkę w głowie przez pięć minut. A potem przyszła myśl. Powinnam się strzelić w gębę za to. Ale oczywiście nie mogłam tego zrobić. Z całą pewnościa Norbert by się obudził. Dlaczego tak pomyślałam. Jasna cholera wie. A co pomyślałam? I to był poważny problem. Pomyślałam, że może Jackowi się spodoba.
Kurwa. No jeszcze nie. Ale zaklęłam w duchu. Mam pewność, że mnie zdradził? A nawet jeśli, to mam się zaraz odegrać? Dać dupy szefowi, bo dał mi podwyżkę i dotknął dłoni? Dla ścisłości pomyślałam o mojej pusi, ale tak się potocznie mówi.  
Powoli dochodziłam do siebie. Powoli. Jestem analitykiem, statystykiem. To moja praca. Spokojnie.  
O co mi chodzi? Może był zmęczony. Ma prawo. Czy ja zawsze chciałam? Czy nigdy mu nie powiedziałam nie? W ciąży. Tak, niejednokrotnie. A w innym czasie? Cholera, nieraz nie chciałam, ale zawsze się godziłam. I czasem było całkiem dobrze. Sprawa gołej cipki zeszła na drugi albo trzeci plan. Jakby mnie chciał, to nie musiałam się golić. Komplecik? To samo. Lubił mnie nago. Pierwszy raz tak wystąpiłam. To ja bardzo chciałam to mieć. On od początku nie wydawał się być podekscytowany. Perfumy? To żaden dowód. Mam wrażlwy zmysł zapachu. Powoli powieki ciążyły. Odwróciłam się do Norberta. Pocałowałam jego włosy. Coś mruknął... Zasnęłam przytulona do jego pleców.
Coś mi się śniło, ale nie miałam pewności co. Budzik. Zgasiłam machinalnie. Norbert spał jak zabity. Może naprawdę był zmęczony. Zarzuciłam szlafrok. Wzięłam z szuflady normalną bieliznę. Śisiu, ząbki, prysznic. Trzeba się śpieszyć. Och! Jak to super, że dzisiaj przychodzi babcia. Orzeszek ją lubi.  
Zwolniłam.  
― Miśku, wstawaj.  
Otworzył oczy.  
― Och już prawie siódma. Czemu mnie nie obudziłaś, tylko zgasiłaś budzik.
― Spałeś tak smacznie. Mówiłeś, że jestem zmęczony. Poza tym twoja mama dzisiaj przychodzi.
― Przecież dzisiaj jest wtorek. I ty robisz obliczenia?  
― Cholera. Pomyliłam się.  
Nabrałam szybkości.
― Przepraszam.
― Nic się nie stało, Wiewióreczko. To ja przepraszam za wczoraj. Pewnie wyglądasz sexy bez włosków. Dzisiaj mi pokażesz. Ale lubiłem twoją miedzianą kitkę.
― Była ruda
― Kochanie, nie jesteś marchewką. Kitka była miedziana.  
Poszedł do łazienki. Zabrałam się za śniadanie. Dawno się tak nie spieszyłam. Poszłam budzić Pat.
― Wstajemy, Słonko.
Pocałowałam jej śliczną buzię.
― Mamusia schrupie Orzeszka.  
Podniosłam ją do góry.
― Pieluszka sucha, dobra dziewczynka.
― Mamusiu, wstawałam na nocniczek. Już nie muszę nosić.
― Naprawdę. Jesteś dzielna. Ale mamusia schrupie i tak.  
Zaczęłam ją całować po brzuchu. Zaczęła się śmiać. Lubiła łachotki, ale nie za długo.
Nie pytała o babcie. Miała lepszą pamięć niż ja.  
   Udało się. Wyszłam dziesięć minut wcześniej niż w poniedziałek. Jak to możliwe?
I światła. Same zielone. Po prostu super. Byłam druga w żłobku. Zanim weszłam, dostrzegłam audi. Poczekałam przed drzwiami.
― Wcześnie dzisiaj przyjechałaś.
― Tak. Basia wczoraj mówiła tylko o tobie. Coś jej powiedziałaś?  
― Nie, sama się dziwię. Przytuliła mnie rano i jak twój mąż po nią przyjechał.
Mimowolnie popatrzyłam na jej policzek.
― Mieliśmy małą sprzeczkę. Ma nerwową pracę. Pierwszy raz...
― Tak, coraz więcej stresu w tym życiu. A co robi?
Oczy Jolki zmieniły wyraz w sekundę.
― Bussinesy. Duże. Ale dokładnie nie wiem. Coś sprzedaje i kupuje.
― Fajną ma brykę.
― Tak. Ale jego wspólnik ma masserati. Duże pieniądze. Zobacz już się bawią.  
Rzeczywiście Basia i Patrycja zupełnie o nas zapomniały.  
― Dziękuję ci. Musisz kochać dzieci ― szepnęła Jolka ― Wpadnij kiedyś do mnie z Patrycją. Może w przyszłym tygodniu. Krzysiek jedzie do Niemiec na cztery dni.
― To byłoby fajnie. Mój Norbert jedzie na szkolenie do Szczecina. Jakby to wypadło w te same dni...
― Masz moją wizytówkę. Mam gabinet kosmetyczny. Robię maseczki piękności.
― A kto tobie robi, wygladasz jak z magazynu dla top modelek.  
― Przesadzasz. Dzwoń na ten numer. To moja prywatna komórka.
Dałam jej swoją wizytówkę.
― Pracujesz w Pol-Kell?
― Znasz tą firmę?
― Ze słyszenia. Musze lecieć, będę o piątej. Pa
Pocałowała mnie w policzek.
Coś takiego. Myślałam, że to zimna Królowa Śniegu. Zapomniała pożegnać Basię. Ciekawe?  
Poszłam do dziewczynek.
― Już idę, kochanie.  
Pocałowałam Patrycję.
― Pa, Basieńko. Pocałowałam jej złote loczki.
Przytuliła się jak wczoraj. Tylko dłużej. Weszły mamy Tamary i Kasi. Dziwczynki przybiegły szybko. Spokojne czekały, aż mamy rozbiorą Tamarę i Kasię. Potem trzymając swoje lale, poszły do sali.
    
   Byłam pierwsza w biurze. Pięć minut po mnie przyszła Kelly.
― Dzisiaj miałaś zielone ― uśmiechnęła się.
― Jak byś zgadła. A ty?
― Mieszkam blisko. W porządku.
Wszedł Jacek.  
― Witam panie. Ładny dzień dzisiaj.
― Tak, bardzo ― powiedziałam.
― Mamy dzisiaj kilka zamówień i porównań. Biorę się do pracy. Kelly, Edyta ma od następnego tygodnia podwyżkę. Podniosłem wynagrodzenie o dziesięć procet. Jestem bardzo z niej zadowolony.
― Dobrze, nie zapomnę.
Wszedł do pokoju.
― Biorę się do pracy.  
― OK. Ja też.
Weszłam do pokoju. Rutyna. Włączyłam komputer. Wystakałam hasło. Jacek mówił, że jest dużo pracy. Ale ja miałam mało.  
W zasadzie nigdy tego nie robiłam. Niektóre firmy monitorują pracowników czy nie wchodzą na inne strony nie związane z pracą. Poczekałam do jedenastej trzydzieści. Potem już nie mogłam zwlekać. Za piętnaście dwunasta weszłam na internet. Wystukałam nazwe firmy Norberta. Mój palec zawisł w powietrzu. Może nie powinnam. Stało się.
O nas. Kontakt. Team. Wszystko nowoczesne. W samym śródmieściu. Oszklony wieżowiec. Dwanaście osób. Norbert wyszedł bardzo dobrze na zdjęciu. Kilku mężczyzn. Jestem cholera. Maria Kruszewska. 46 lat. Prawnik. Mąż, dzieci. Mariola Wiązek. 19 lat. Panna. Trochę pulchna. Laureatka Trzecie miejsce w ogólnopolskim turnieju. Lidia Kowalska, 25 lat, sekretarka. Gertruda Shifner, 30 lat. Mężatka. Popatrzyłam na jeszcze dwie. Koniec. Chyba żadna z nich. Głupota chodząca. Uparła się. Misiek był zmęczony, to wszystko.  
Jeszcze o nas. Obroty roczne. O rety. Złotem handlują czy co? Pieć razy tyle co my? Właściciel. Sylwia Krawczyk. 34 lata. Przeszły mnie dreszcze. Wdowa. Dwudziesta siódma pozycja najbogatrzych polek. Wice-miss Polonia 2002.  
Zaczęłam pracować jak automat. Miss polonia 2002. Pierwsze miejsce, drugie. Ona. Te oczy! Piękne, zielone. Włosy brązowe, z odcieniem miedzi. Nienaganna figura.  
Zamknęłam stronę. Kosz. Oczyść kosz.
Południe. Kelly wyszła. Jacek również. Nie czułam głodu. Miałam suchość w ustach. Czy to możliwe?
Zamiast iść na dół nacisnęłam klamkę gabinetu Jacka. Byłam tu kilkanaście razy. Ładny stół. Skórzany fotel. Apple Macbook. Taki jak w moim pokoju. Za tymi drzwiami nigdy nie byłam. Otwarte. Może nie powinnam. Z późno. Barek. Mała wieża. Dwa fotele, kanapa. Łazienka. Usłyszałam szelest. Jacek stał w drzwiach. Poczułam gorąco i zimny pot na plecach.
Nie był zły, może lekko zaskoczony.
― Tu czasem odpoczywam, może powinienem ci pokazać. Jadłaś coś, Edytko?
Zachowywał się zupełnie naturalne.
― Nie jestem głodna. Trochę mi zaschło w gardle.  
― Woda jest przy wejściu.
― Miałam na myśli coś mocniejszego.
― Mamy przepisy. Podszedł do barku.
― Na co masz ochotę?
Zobaczyłam piwo, czerwone wino. Absolut, Wyborowa, Chopin. Johny Walker dwunastoletni. Jacek musiał zobaczyć, że dłużej zatrzymałam wzrok na wiskey. Nalał mi pół kryształowej szklanki, wrzucił dwie kostki lodu. Dla siebie nalał to samo. Wyciągnął dłoń ze szklanką. Wzięłam szklankę. Wiedziałam, że dotknę jego palce. Trzymałam dłoń kilka sekund.
― To za naszą współpracę i znajomość.
Wypiłam szybko. Całość. Jacek się uśmiechnął.
― Zawsze tak pijesz?  
― Nie, raczej nie.
Staliśmy chwilę. Ja patrzyłam na niego, a on na mnie.
― Chodźmy. Kelly zobaczy. Bóg wie co sobie pomyśli.
― Przepraszam ― wydukałam.
― Wszystko w porządku.  
Doszedł do drzwi i otworzył szerzej.  
― Proszę.
I znowu tysiąc myśli na sekundę. Norbert. Perfumy, komplecik. Mógł coś zrobić. Jeśliby leciał na mnie, z pewnością by to uczynił. Szczególnie, że ja położyłam palce na jego. Odwróciłam się nagle i moje usta znalazły się na jego. Nie od razu oddał mi pocałunek. Ale zrobił to po małej chwili.  
Czy zakazany owoc smakuje lepiej? Poczułam prąd przechodzący przez całe ciało, kiedy jego dłoń znalazła się na dole moich pleców. Ja trzymałam swoją ręka w okolicy jego łopatek.  
Ile to trwało? Minutę, dwie. Nie zdąrzyłam poczuć się podniecona. Raczej czułam podekscytowanie, zaskoczenie.  
― Szybka jesteś, Edytko ― powiedział łagodnie.
― Przepraszam, nie wiem co się dzieję.
Powinnam się wytłumaczyć. Że wcale nie lecę na niego. Że podejrzewam męża o zdradę, że... Ale nie powiedziałam słowa.  
― Jest w porządku – rzekł spokojnie.
Poszłam do swojego pokoju.  
Za dziesięć pierwsza. Usłyszałam jak Jacek zamyka drzwi do swojego gabinetu. Po chwili zaczął z kimś rozmawiać. Zamknęłam również drzwi do swojego pokoju.
― Co ja robię? Zachowuję się jak dziwka. A jeśli mnie nie zdradza? A jeśli nawet, to mam robić to samo?
Powiedziałam to dosyć cicho. Nie przywykłam mówić do siebie, ale czasem mi się zdarzało.
Zaczęłam płakać. Usłyszałam, że weszła Kelly. Modliłam się w duchu, żeby nie zapukała. Moja modlitwa nie została wysłuchana.
― Proszę.
Zabrakło kilku chwil, żeby doprowadzić twarz do porządku. A Kelly była dobrym obserwatorem.
― Co się stało, Edyta?
Miałam powiedzieć prawdę?
― Chyba mąż mnie zdradza.
Tak. Najlepiej zwalić winę na kogoś innego. Kelly patrzyła na mnie chwilkę. A potem podeszła. Nadal siedziałam na krzesełku przy biurku. Przytuliła moją głowe do torsu. Gładziła moje włosy.
― Może to nic pewnego, Edyta.  
― Może. Sylwia Krawczyk.
― Bogata wdówka. Wielu się stara o jej względy. Skąd wiesz?
― Norbert dla niej pracuje.
― Wszystko będzie dobrze. Pewnie się mylisz. Poczekaj chwilkę.  
Wyszła po chwili wróciła. Podała mi gumę miętową.  
― Na pewno jesteś w błędzie.
Wyszła. A ja nie chciałam już płakać. Wiedziała, że piłam! Czy wie o pokoju? Czy się domyśla? Bzdura. A może jednak?
Wzięłam się za pracę. Po chwili znalazłam się w królestwie liczb i krzywych. Tu nikt nie oszukiwał. Odczułam ulgę.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2148 słów i 12475 znaków, zaktualizował 31 mar 2020.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ma podejrzenia, ciekawe czy bezpodstawne.

  • MrHyde

    zamieniłbym "lody" na "kostki lodu". Lody to deser ze śmietany i jajek. Ale może z whisky też smakują.;)