Początek wszystkiego cz.3

Piątek w pracy minął szybko. W końcu to początek weekendu. Dało się wyczuć ogólne rozluźnienie w biurze. W konferencyjnej unosił się zapach pizzy. Było głośno i wesoło. Ludzie jedli, paplali i śmiali się. Weszłam zaraz za Jagodą, lekko spóźnione. Rozglądała się po całej salce. Wiedziałam kogo szuka. Nie da się ukryć, że bardzo jej się podoba Adam. Ze wzajemnością zresztą.  

- Chodźcie tu, mamy dla was miejsce. – zawołał Adam, machając z końca salki.  

Szłam za Jagodą jak cień. Nie czułam się komfortowo. Wciąż byłam tu nowa. Podeszłyśmy do stolika, życząc smacznego. Faktycznie czekały na nas dwa krzesła. Niestety nie były one obok siebie. Wiedziałam, że Jagoda usiądzie przy Adamie. On tylko na to czekał. Oboje mieli rumieńce na twarzach za każdym razem, gdy byli obok siebie. No cóż. Nie pozostało mi nic innego, jak zając miejsce przy drugim wolnym krześle. Miło mi się patrzyło na koleżankę i jej adoratora. Byli pochłonięcie rozmową, jak zawsze. Nie wiem dlaczego ich relacja nie przeniosła się poza pracę. Z tego co mi wiadomo jeszcze nie poszli na randkę. Muszę koniecznie zapytać Jagodę o to. Byliby bardzo fajną parą.  

- Jakie macie plany na weekend? – Zagadał do mnie chłopak z prawej.  

- Wyspa Słodowa. Babski wieczór. Tańce. Piwo – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

- O super sprawa. Pamiętam, jak to było kiedyś, za czasów studenckich. Często tam się bywało i na rynku zresztą. Świetne czasy i fajne wspomnienia.

Rozwinęła się rozmowa o weekendowych planach każdego z osobna. Większość wybierała się na imprezy. Ktoś na wesele. Ktoś inny planował rodzinny wypad. Adam powiedział, że chętnie by poszedł na pergolę, bo tam o 22 jest świetny pokaz tańczących fontann. Kątem oka patrzył na Jagodę. Szepnął jej nawet coś do ucha. Widać było, że się zarumieniła. Wymienili jeszcze kilka uśmiechów.

- O, czyżby randka? W końcu! – odezwał się Kuba. A ja zamarłam. Nie wiem dlaczego ten facet tak na mnie działał.

- No w końcu. - Ktoś dodał.

- Można gratulować? Ile jeszcze będziecie się ukrywać. – Ktoś dopowiedział.

- Niedługo zaprosimy was na nasz ślub. – Zażartowała Jagoda – oczywiście, jak zasłużycie.

Żarty toczyły się dalej. Widać było, że towarzystwo, w którym się znajdowałam bardzo się lubi. Zazdrościłam Jagodzie, że potrafi rozładować każdą wstydliwą, stresującą sytuację. Ja taka nie byłam. Nie w momencie, gdy coś dotyczyło mnie. Miałam trochę kompleksów, z którymi nie umiałam sobie poradzić.

- Miło było, ale muszę już wracać na górę coś dokończyć. – Wstałam. Pożegnałam się.

Jagoda rzuciła, że zaraz do mnie dołączy tylko ustali termin tego ślubu, który to miałaby wziąć z Adamem, bo przecież wszystkim musi pasować. Szalona.

Weszłam do windy. Drzwi się już zamykały, gdy nagle zobaczyłam czyjąś rękę, która spowodowała otwarcie się ich ponownie. Do środka wszedł Kuba. Nie rozumiem, dlaczego obcy facet tak na mnie działa, że odbiera mi mowę i zdolność logicznego myślenia. Nigdy nie czułam nic takiego. Nie potrafiłam tego wyjaśnić ani opisać. Dziwne. Bardzo dziwne.

- Zdążyłem. A już chciałaś mi uciec. – Zagadał do mnie świdrując mnie spojrzeniem, jakby chciał zajrzeć w głąb mojej duszy.

- Miałam nadzieję na samotną podróż w górę. – Powiedziałam z lekkim zażenowanie. Cholera, muszę się wziąć w garść.

- Pokrzyżowałem ci plany. Może być jednak miło we dwójkę. – Ściszył głos i zbliżył się do mnie.  
Patrzył na moje usta. Zupełnie instynktownie przygryzłam je. Zbliżył się bardziej. Zrobiłam krok w tył i oparłam się o ścianę. Kuba zrobił kolejny krok w moją stronę.  

- Nie bój się mnie. – Szepnął.

- Nie boję… - Patrzył na mnie tak intensywnie, że nie wiedziałam co mam zrobić ze sobą, więc spojrzałam w bok. Podniósł rękę i delikatnie dotknął nią mojego podbródka przechylając go, tak żebym na niego spojrzała. Znieruchomiałam. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie odezwałam się nic, nie ruszyłam z miejsca. Patrzyłam na niego. Czekałam na kolejny ruch. Drugą ręką dotknął mojego policzka schodząc w dół do kącika ust. Rozchyliłam je.

- Resztki sosu… - Usłyszałam.

- Co? – Nagle jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Spanikowałam. O ja głupia. Myślałam, że się spalę ze wstydu. Chciałam się zapaść pod ziemię. Dźwięk windy. Całe szczęście to jego piętro.  

- Do zobaczenia. – Wyszedł.  

A ja mało nie osunęłam się na ziemię. Byłam wściekła. Jak mogłam pozwolić sobie na takie coś. Co ja sobie myślałam? Głupia, głupia. Wiedział doskonale co robi. Do końca pracy nie mogłam zapomnieć o tej głupiej sytuacji w windzie. Nie mogę tak się zachowywać. Muszę pogadać z kimś. Najlepiej z moją Kaśką. Ona na pewno mi pomoże. Chociaż wysłucha, może doradzi. Nie mogę dusić tego w sobie, bo oszaleję. Tak zrobię. Od razu po pracy.

**

- Kaśka! Koniecznie muszę ci opowiedzieć, jak zrobiłam z siebie idiotkę w mistrzowskim stylu! - Wpadłam do domu jak petarda, krzycząc od progu.

- Dawaj na balkon. Mam piwo.

Tego mi było trzeba. Opowiedziałam jej ze szczegółami sytuację z windy. Zeszły ze mnie nerwy. Zaczęłam się nawet z tego nabijać. Rety, jak ja mogłam zrobić z siebie taką idiotkę. Szok. Nie wierzę sama w siebie.

- Kaśka, ja po prostu nie wiem co się ze mną dzieje, gdy ten facet jest w pobliżu.

- Może to jest właśnie TEN.

- Błagam cię… Co ja mam robić. Muszę się ogarnąć. Nie mogę dostawać paraliżu za każdym razem, gdy jest obok. To nie na moje nerwy. To nie jestem ja.

- Musisz się rozkręcić, wyluzować. W przeciwnym razie zrobisz z siebie idiotkę do kwadratu. – dźwięk sms – Moja kumpela napisała, że będą czekać na nas przy Hali Targowej o 21.  

- Co zakładasz na siebie?

- Ja? Oczywiście, że czerwone szpilki i czarną mini. Zamierzam zaszaleć. Babski wieczór. Czuję, że to będzie niezapomniany wypad.

- Ło matko… Nie możemy iść po prostu w trampkach? – Przewróciłam oczami.-  Mam ochotę się wyluzować na luzaka, a nie od razu szpilki.

- Nie! Na luzaka to chodzimy w domu i koniec. – Oprotestowała mnie Kaśka. - Babski wieczór będziemy świętować inaczej.

- Wygrałaś. Idę grzebać w szafie. – Poddałam się.

Wybranie stroju na wieczór zajęło mi trochę czasu. Zastanawiałam się czy założyć jeansy i czarny top, czy może, jak Kaśka, czarną sukienkę, ale nie mini. To nie był mój styl. Źle się tak czułam mając zaokrąglone biodra i uda. To było zawsze moim kompleksem. Czy schudłam, czy nie, moja figura zawsze była taka sama. W końcu, mam! Wybrałam. Czarna sukienka do kolan, z kopertowym dekoltem i rozcięciem na udzie. Rozpuściłam swoje niesforne loki. Założyłam długie kolczyki.

- Wow. Nigdzie nie idziesz. Trzeba będzie cię mocno pilnować, by nam cię żaden nie porwał. – Skomentowała mój strój Kasia.

- Ty to jednak głupia jesteś, wiesz? – Skwitowałam, dławiąc się ze śmiechu. Kaśka też nie wytrzymała. Zaczęłyśmy się śmiać. Lubię ją. Nie mogłam trafić na lepszą lokatorkę. Potrafi rozładować każde napięcie a i sprawia, że choćbym miała kiepski nastrój to przy niej czuję się dobrze. Takimi właśnie ludźmi lubię i chce się otaczać.  

***

Na Hali Targowej byłyśmy na czas. Czekały na nas dwie koleżanki Kaśki – Ilona i Milena. Ilona była tlenioną blondynką. Wyglądała jak barbie. Cała na różowo, łącznie z kwiatkiem we włosach. Milena z kolei brunetka z krótkimi włosami, ubrana w jeansy i białą bluzkę. Szybko znalazłyśmy wspólny język. W pobliskim sklepie kupiłyśmy piwa. Poszłyśmy mostem na wyspę. Było mnóstwo ludzi dookoła. Stali, spacerowali, siedzieli na trawie. Piękne widoki na oświetlony uniwersytet wrocławski. Robiło to na mnie niesamowite wrażenie. Nie mogłam się napatrzeć. W głębi wyspy faktycznie była scena, na której występował jakiś mało komu znany zespół. Zapowiadał się miły wieczór.

- Zarezerwowałam nam stolik na statku, chodźcie. – powiedziała Milena. – Znam tu właściciela, więc nie było z tym problemu.

- Milena zna różnych dziwnych ludzi. – Szepnęła do mnie Kasia.  

Po chwili znalazłyśmy się na statku. Statek – bar. Rewelacja. Żałowałam jedynie, że nie wzięłam ze sobą niczego z długim rękawem, bo późnym wieczorem mogło być już chłodno. No trudno.
Zamówiłyśmy po piwie z sokiem. Po chwili klimat nam się całkowicie udzielił. Rozluźnione śmiałyśmy się na całego. Czułam się dobrze w ich towarzystwie. Kątek oka widziałam jak grupki facetów na nas patrzyli. Może nie tyle na nas, ile na Ilonę. Była charakterystyczna.  

- Cześć dziewczyny, możemy się dosiąść? – Przerwał nam plotki męski głos. Spojrzałyśmy w jego stronę. Wydawał mi się znajomy z twarzy. Z początku nie mogłam siebie przypomnieć skąd się znamy.

- Witaj Natalia, świat jest mały. – No tak, bardzo mały. Po chwili doszło do mnie, że to jest mój kolega z pracy. Dział IT. Cholera. Spojrzałam na jego towarzyszy, którzy zbliżali się do nas. Dziewczyny bardzo się ucieszyły. Wyglądało na to, że się dobrze znają. Zamarłam. Był z nimi Kuba. Miałam panikę w oczach, którą chyba tylko zauważyła Kaśka, szturchając mnie w ramię.

- Co jest?
- Znowu będę jak idiotka. – Chociaż z Kasią znałyśmy się bardzo krótko to jednak rozumiałyśmy się bez słów.

- Nie zapomnij oddychać. - zaśmiała się puszczając do mnie oko.
  
- Witajcie miłe panie. – Odezwał się Kuba.

Po chwili siedzieli z nami przy stoliku. Koło mnie usadowił się Kuba. Blisko. Zbyt blisko.

- Nie bój się. Ja nie gryzę. - Zagadał.

- Naprawdę wyglądam jakbym się bała? – Nie poddam się tym razem.  

- Trochę tak… Ładnie pachniesz. – Wyszeptał.

- Dziękuję.

- To co stawiam piwo dla każdego! Barman! – Zawołał jeden z naszych towarzyszy.

- Czy to jest…? – Dopiero teraz kapnęłam się kim jest ten chłopak. Był już lekko zawiany. Ubrany luźno. Ale tak to był on. To był syn prezesa. Ten sam, który jeszcze rano wyglądał jak cień samego siebie. Ten, który zerwał zaręczyny z tlenioną blondi. Jagoda mi opowiadała, jak ona go zdradzała a on wpatrzony w nią jak w obrazem nie dał nikomu złego słowa powiedzieć. Aż do momentu, kiedy nakrył ją z kimś. To musiał być koszmar.  

- Odreagowuje. – powiedział do mnie Kuba, widząc moją minę. Zamyśliłam się patrząc na Jarka.

- No domyślam się. To musiał być dla niego szok.  

- Tak zdecydowanie. A mówi się, że to my jesteśmy tacy okrutni. Masz kogoś? – Spytał tak bezpośrednio.

- Dlaczego pytasz?

- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.

- Pyskaty jesteś.  

- Podobasz mi się taka speszona. –Znowu to robił. Znowu sprawiał, że zapominałam języka w gardle. Już miałam mu coś odpowiedzieć, ale barman dostarczył zamówienie.

- To co, za spotkanie!? – Zaproponował toast Jarek. Wszyscy wzięli kufle i wznieśli w górę. Ja również.  

- Za spotkanie! – Odpowiedzieliśmy prawie chórem.

- To i następne. - Szepnął do mnie Kuba. - Umów się ze mną. – Wydawało mi się, że się przesłyszałam. Aż odwróciłam się w jego stronę.

- Umów się ze mną. – Powtórzył. Szybkim ruchem odgarnął moje włosy za ucho. Przeszył mnie dreszcz.
- Nie jesteś w moim typie. – skłamałam.

- A ja myślę, że jestem. – Był zbyt pewny siebie. To było nawet urocze, pociągające. I do tego ten jego wzrok, który sprawiał, że mogłabym się rozpłynąć. I te usta. Ciekawe jak smakują. Chyba alkohol robił swoje, bo stałam się bardziej odważna. W myślach oraz w słowach.

- Musiałbyś się bardziej postarać. – Wypaliłam do niego.

- To wyzwanie? – Spytał mrużąc przy tym oczy.

- Możemy to tak nazwać.  

- Przyjmuję…

3 komentarze

 
  • Alessandro123

    Fajnie budujesz napięcie. Czekam na kolejną część  :jupi:

  • AlexAthame

    Cholera muszę się wyciąć w garść. Reszta chyba jest w porze.Taka lekka historia. Pewnie się urozmaici :)

  • Convallaria

    @AlexAthame "wciąć" jak już hehe dzięki nie zauważyłam.  
    Tak, dokładnie - ma to być lekka historia. Na ciężkie, myślę że przyjdzie jeszcze czas.

  • andkor

    No ciekawie się rozkręca ,jestem na tak.

  • Convallaria

    @andkor dzięki. Zobaczmy jak to będzie dalej 😉