Pierwszy wróg i ostatni wróg cz ostatnia.

— Twoja miłość do niej.
— Nie chcę jej przestać kochać. Nigdy nie przestanę. Kocham ją jak siostrę, nie w inny sposób.
— Ja wiem, kochanie. Twoja miłość jest czysta. Nie ma nic wspólnego z fizycznością.
— Rey. Kiedy cię tylko ujrzałem...Jesteś dla mnie, a ja dla ciebie. Pragnę cię i wiem, że ty mnie również. Ale z jakiegoś powodu nie mogłem tego zrobić. Ani ty...
— Kochanie, powiedziałam ci co jest twoim wrogiem. Po tamtej stronie, w moim świecie wiedziałam prawie wszystko. Ale poprosiłam Boga, żeby mi zabrał wszelką moc. Zrobiłam to, żeby Atamira miała równe szanse ze mną w walce o twoje serce. Ale jej miłością jest Kruun, a twoją ja. A teraz nie mogę ci pomóc. Chociaż tak bardzo bym chciała.
— Więc wszystko na nic. Nie zobaczę Halsy, a ona mówiła, że tak się stanie...
— Tak...
Rey patrzyła na Kersta i doznała olśnienia.
— Wiem, to cudowne! Tylko jak ona to wiedziała? I w ogóle jak ona to wszystko wiedziała...
Kerst patrzył na piękną twarz Rey i nic nie rozumiał.
— Kochanie. Powiem ci. Gdybyśmy się kochali, ani ja ani ty nie moglibyśmy przejść do mojego świata. Ale my tylko trzymaliśmy się za ręce. Nawet nie było między nami pocałunku.
— Co masz na myśli...
— Pocałuj mnie, ale nie jak kochanek. Ale pocałuj moje usta.
— Ale nie rozumiem...
— Ja też nie wiedziałam, ale teraz już wiem. Po prostu pocałuj mnie tak.
Kerst delikatnie pocałował jej usta. Poczuł coś w sercu. Rozkosz. Ale nie fizyczną. Czysto duchową.
— Halsa — szepnął.
Stał, a jego twarz promieniowała.
— Kocham ją, ale wiem jaka miłość  ma być we mnie! To stało się w ułamku chwili, och. Cudownie! Zaraz zobaczymy Halsę — szepnął.
Kerst nie wiedział, ale poczuł, że jest wolny. Miał nadal miłość do Halsy, ale ta miłość nie była już jego wrogiem. A Rey zrozumiała. Istotnie Halsa pocałowała jej usta dla równowagi mleka i soku z malin. Ale ten pocałunek miał większe znaczene. Każda miłość ma fizyczny aspekt. Między kochankami ten aspekt jest nawet potrzebny. Ale w wypadku Halsy i Kersta? To tylko tak mogło się stać. Każda miłość pragnie być spełniona. Gdyby Halsa nie odeszła, byłaby dla niego drogowskazem, ale i więzieniem. Musiała odejść, żeby on się mógł całkowicie odnaleźć. Ale kiedy pocałowała usta Rey, doprowadziła do balansu. A kiedy Kerst pocałował Rey... Pośrednio pocałował Halsę. Rodzeństwo nie powinno się całować w usta. A jeżeli, to obydwoje muszą wiedzieć, że ten pocałunek jest czysty. Super czysty. Taki w jaki sposób całuje Bóg. Ale tym delikatnym pocałaunkiem Halsa spełniła miłość Kersta. I on to poczuł. Miał miłość do niej w takiej samej mocy, ale dłużej nie stanowiła dla niego problemu. Bo poczuł od kogo pochodzi. Tak jak wszystko.  
Nie czekali długo. Woda zaczęła rozświetlać się jak zorza polarna. O ile wcześniej, na planecie ze świata Rey, zorza miała koralową poświatę, to później ta stała się fioletowa. Kiedy Halsa stała się królową południowych zorzy, zorza zmieniła kolor na zielony. Taki jak na Ziemi. Tej ziemi. I tak Halsa stała się mostem i królową dwóch światów.  
— Witajcie — szepnęła Halsa.
Na jej ślicznej buzi królował ten sam subtelny uśmiech.  
— Halso! Nie tylko, że nie urosłaś to... Wyglądasz na dziewięć lat.
— Chodźmy. Wszystko ci powiem. I tobie Rey.
Weszli do wody. Ale ta rostąpiła się i weszli do tęczowego korytarza. Po krótkiej chwili znaleźli się na łące.
— Wejdziemy do pałacu? — zapytała Rey  
— Tu najbardziej czuję się dobrze — powiedziała Halsa. Powiem wam wszystko. A potem wrócicie.
— A ty będziesz dalej Królowa południowych zorzy — powiedział Karbliss.
— Tak. I będziecie mnie widzieć kiedy tylko zapragniecie.
— A ty?
— Ja widzę was zawsze, tak jak poprzednio Rey nas widziała.
— To mów, bo o tylu sprawach nie wiedziałam — szepnęła Rey.
— Najpierw odpowiem Kerstowi. Masz ją?
— Mam, jest na sercu.
— Dobrze. Mam dziewięć lat, albo wyglądam na tyle, bo tak musiało być. Tu czas nie płynie. Kiedy przybyłam miałam czternaście lat. Ty miałeś dziwiętnaście kiedy Rey przybyła na ziemię. Więc musiało jej przybyć pięć lata. Musiała to wziąć od kogoś kto miał więcej. A mogłam to być tylko ja. Więc mam teraz dziewięć lat. Zresztą czuję się świetnie.
— No, ale jak ty to wszystko wiedziałaś? Nie zdziwiłaś się, że mogłyśmy pływać pod wodą. Że do szeptania mogłyśmy się zmiejszać. Czy ty od początku wiedziałaś kim ja jestem i gdzie jesteśmy?
— Tak. Kiedyś Kerst mnie zapytał, o coś. Bo on sadził, że ty mi to dałaś. A ja mu powiedziaam, że ty mnie wybrałaś, bo jestem taka. Ale tak naprawdę to Bóg mnie wybrał. I od niego to wszystko wiedziałam. Czy powiedziałaś mu o Greyannie i tobie?
— Tak. Rey mówiła, że to jej brat. Przypuszczam, że dwieście czterdzieści osiem lat temu w czymś się nie zgodziliście...
— Tak. Rey i Greyann nie zgodzili się odnośnie nas. Greyann się mylił. Ale myślę, że powinnaś mu powiedzieć wszystko, Rey
— Ale jak ty to wiesz. Też Bóg ci to powiedział?
— Pośrednio. Bezpośrednio Rey.
— Ale jak mogła ci powiedzieć skoro była ze mną — odpowiedział Kerst.
— Nosiłeś ja na sercu, a w sercu miałeś mnie. Więc mi powiedziała, prosto przed twoje serce.
— Ale przecież to lala? — szepnęła Rey.
— Ale bardzo specjalna. Mama dała mi ją, razem z miłością. Ja dałam jej miłość do niej, a potem do ciebie, Rey. A ty przez nią dawałaś mi swoją. Kiedy Greyann ją dotknął przesłał swoją miłość do ciebie, Rey. A ty natychmiast odesłałaś mu swoją. Skoro ta lalka miała tyle miłości, Bóg nie miał wyboru i wszedł w nią. Wypełnił ją sobą. Rey-lalka ma całą miłość wszechświatów.
— Mówicie o światach. Nie jest jeden?
— Są trzy, Kerst. Ten, na którym się urodziliśmy. Było cudnie, a potem przyszedł grzech i śmierć. Ale przyszedł Jezus i wszystko przywrócił do pierwotnego stanu. Bo dla Boga i tak wszyscy żyją. Pierwszy świat stworzył dla aniołów. I tam mieszka, bo jest duchem. Ale przecież może być jak chce. Potem stworzył świat Rey i Greyanna...
— Halso, Karbliss powinien to usłyszeć ode mnie. Wiem, że teraz zrozumie. Powiem trochę od środka. Poszło o was. Greyann nie zgodził się ze mną. Sądził, że ty nigdy nie pokonasz pierwszego, a już zpewnością, ostatniego wroga. Ja zostałam na naszej Ziemi i czekałam na Halsę. A on czekał na ciebie, Kerst. Czekał długo. Czas dla niego istniał, ale też musiał zachować wiedzę i sprawność. W końcu trochę odszedł od doskonałości. Zaczął podróżować w czasie. Przenosił się do przyszłości. Dlatego jak przybyłeś miał computer, zamek cyfrowy i inne urzadzenia. I jeździł okazjonalnie na Bermudy i Bahama. Oczywiście tam miał wiek jak wszyscy tu. Około dwudziestu lat. Dla ścisłości dziewiętnaście, dwa miesiące i trzy dni. A teraz to dla ciebie, Kerst. Wszyscy na tej planecie w liczbie dwiście osiedziesia osiem, to dzieci Rey i Greyanna. Ale nie urodzone przez sex. Oni urodzili się przez Słowo. Tak miało być i na Ziemi, ale tu powstał grzech. Dlatego kobieta rodzi w bólu. Ale na tym świecie gdzie byłam królową, a teraz jest nią Halsa, nie ma śmierci, bólu i cierpienia. Nie ma kłamstwa. Wszyscy są w jednej liczbie. Małe sa tylko delfiny i łabędzie. I one zawsze będą małe. Tak jak Halsa będzie miała zawsze dziewięć lat. Całą wieczność.
— A ty Rey?
Kerst zapytał, bo przyjął dobrze co powiedziała Rey.  
— Ja wybrałam życie. Życie z tobą. Dla ciebie, dla Halsy, dla Greyanna. Będziemy żyć, zestarzejemy się i umrzemy. A potem będziemy z Bogiem, a Halsa będzie zawsze z nami.
— Będziemy mieli dzieci, Rey?
— Ty jesteś moim panem. Jeśli zechcesz.
— Ależ, Rey. Nie jestem twoim panem. Będziemy mieli, jeżeli ty zapragniesz i ja również.
— Tak, miły. Tak się stanie.
Posiedzieli na łące, prawie do zmroku. Ale nie zupełnie, bo Halsa musiała wspomagać fale oceanu żeby wspólnie z nim usypiać małe delfiny do snu. Ona usypiała małe delfiny razem z falami oceanu, a Rey i Karbliss wrócili na Ziemię. Nawet bez pożegnania. Bo czy jest potrzeba żegnać kogoś, jeżeli jest się z nim?
Kerst i Rey znaleźli się na brzegu. Pierwsze co zrobiła Rey to pocałowała go namiętnie.
— Zrobiłam to lepiej niż Atamira?
— Kochanie, czyba nie jesteś zazdrosna?
— Ziemskie kobiety są. Więc jestem. Masz szczęście, że jej nie chciałeś.
— Ja nie byłem pewny...
— Jeszcze słowo i stanie się nieszczęście.
Zaczęła się śmiać...
                   *
Kruun został królem, a Atamira królową. Garla została księżną Rublindy, a Varda księciem. Ponieważ księżnej nie wypadało kogoś myć, Atamira myła się sama. No tak tylko czasem, kiedy Kruun miał ważne sprawy państwowe. Atamira miała śliczną trójkę dzieci. Bo okazało się, że to Alsadyn był bezpłodny. Kruun kochał Atamire nie mniej mocno niż ona jego. Żyli w szczęściu i zdrowiu. Wychowali dzieci w miłości i poszanowaniu wszystkiego i wszystkich. Ponieważ mieli dwójką chłopców i dziewczynkę, w odpowiednim wieku ich dzieci połączyły się w więzach małżeńskich z dziećmi Garli i Vardy.
Halsa wiedziała wszystko. Ale zawsze wiedziała kim jest i kim jest Ten, który jej dał to wszystko. Kerst miał poznanie, ale nie takie jak Rey. Kiedyś rozmawiali o wszystkim co miało miejsce.
— Wszystko miało sens — zaczęła Rey — Gdyby Garla nie rzuciła lali... Potem już szło ustalonym torem. Garla, Varda, Atamira, Kruun. Każdy miał swoje życie i szedł swoją drogą. Każdy mógł pójść w stronę światła lub w stronę ciemności.
— Rey. Powiedz mi tylko jedno. Dlaczego Greyann odszedł? Tylko dlatego, że się mylił? Rozumiem, że on i ty widzieliście nasze życie, zanim się urodziliśmy.
— Tak, ale nie do końca. Kiedy jesteś doskonały nie możesz się mylić. Greyann zrobił to, bo zrozumiał. Tak musiało być. On musiał się pomylić, żeby cię zobaczyć. On zrobił to z miłości. Do ciebie, do mnie. Kruun nie wiedział dlaczego Halsa się odwróciła kiedy z nim walczyła. Gdyby tylko zobaczył jej oczy... wszystko potoczyłoby się inaczej. A Halsa to wiedziała. Ale ona od początku swojego zycia miała większe poznanie niż ja będąc doskonała w świecie gdzie Jezus nie musiał umrzeć.
— Pamietasz wszystko?
— Tak. Pewna istota zapytała mnie czy rzeczywiście Bóg powiedział, że nie możemy spożywać tego drzewa. A ja mu powiedziałam, że umrzemy, jeżeli to zrobimy. I on powiedział to samo co Ewie. I tylko była ta różnica, że ja mu nie uwierzyłam i kazałam odejść.
— Och. A skoro wiesz to, powiedz jaki owoc zjadła Ewa? To było jabłko, czy pomarańcz?
— Nie kochanie. To było zupełnie coś innego. Jeżeli zjedli ustami, to czemu zasłonili wraz z Adamem intymność. Rozumiesz?
— Och. Nareszcie zrozumiałem, dlaczego Kain nigdy nie został wymieniony w linni Adama.
— Tak, kochanie. Dobrze zrozumiałeś.
  
W zupełnie innym wszechświecie, Halsa uśmiechnęła się subtelnie. Położyła głowę na poduszce i poczuła zapach włosów o kolorze przedniego onyxu. Poczuła rozkosz...

Ps. Bóg stworzył światy, nie jeden świat. On naprawdę stworzył trzy. I tam, w tym trzecim nie ma śmierci, bólu i cierpienia. Nie ma kłamstwa. Jest tam tylko miłość. Bo On jest miłością.

                  Koniec.
Kelowna, styczeń 2017

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2116 słów i 11665 znaków, zaktualizował 15 maj 2020.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę cieszę się że szczęśliwie się skończyło

  • AlexAthame

    @Margerita Dziekuje Marg :przytul:  :kiss:

  • AuRoRa

    I wszystko się wyjaśniło. Miło spędzony czas na czytaniu, bardzo ciekawe pomysły. :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Skoro lubiaś to polecam Jezioro tajemnic. Tylko się nie wystrasz. To nie tak jak myślisz. Dziekuję

  • AuRoRa

    @AlexAthame Pewnie zajrzę :) skoro polecasz

  • AlexAthame

    @AuRoRa Ktoś mi napisał w komentarzach.Bledy pala w oczy ale historia śliczna. Wiec sądzę że polubisz.To jest tak kontrowersyjne opowiadanie, ze zostawiłem poprzednie miejsce gdzie publikowalem z tego powodu.Wyjasnie kiedy przeczytasz, bo teraz gdybym to zrobił, wiedziałabyś o co chodzi i opowiadanie nie byłoby ciekawe.