Pęknięty diament - Rozdział 5

Caterina

Jeszcze nigdy nie poszłam spać tak wściekła. Byłam tak nabuzowana adrenaliną, że długo nie mogłam zasnąć. Najchętniej poszłabym teraz pobiegać albo się poboksować, by się uspokoić. Mój zboczony mózg podsunął mi myśl, że mogłabym rozładować emocje seksem, ale natychmiast go uciszyłam. Nieważne, jak bardzo kochałam seks – zwłaszcza z Matthew – teraz nie było to rozwiązaniem.
Co tu się w ogóle stało? Jeszcze parę godzin temu byłam szczęśliwą przyszłą Panną Młodą. Mieszkałam w wymarzonym mieszkaniu z cudownym facetem. Wszystko było na swoim miejscu, a potem nagle się rozpieprzyło. Przez co i przez kogo? Kto tak naprawdę tu zawinił?
Wszystko zaczęło się od tej rozmowy z Amandą. Nie miałam pojęcia, że Matt tak się wścieknie, ale z drugiej strony nie spodziewałam się też, że przyjaciółka będzie próbowała mnie odwodzić od małżeństwa. Rozumiałam jego złość, ale był cholernie niemiły dla Amandy, a ja nie chciałam wokół siebie kłótni i złej atmosfery. Po tym całym wieczorze ciężko było mi powiedzieć, kto tu miał rację, a kto nie.
Byłam potem zła na Matta, że był nieuprzejmy, więc postanowiłam oderwać swoje myśli od tego całego zgiełku i na chwilę przysiadłam, by przejrzeć Instagrama – popatrzeć na czyjeś inne życie i opanować emocje. Zanim się spostrzegłam, Matt wyrywał mi komórkę z ręki, warcząc jakieś bzdury. Do teraz na samą myśl chciało mi się śmiać. Moja przyjaciółka miałaby podrywać mojego narzeczonego? Odruchowo uznałam, że zmyślił to, bo zwyczajnie jej nie lubił. To było idiotyczne i chamskie, ale logiczne, a tymczasem wszystko obróciło się do góry nogami.
Nie spałam przez pół nocy, a gdy rano wstałam, nadal nie wiedziałam, w co wierzyć. Czułam się dziwnie po nocy spędzonej bez Matthew, ale nie chciałam od razu do niego biec. Wzięłam prysznic, przebrałam się w letnią domową sukienkę, włosy związałam w luźnego kucyka. Darowałam sobie makijaż. Bosymi stopami przeszłam do kuchni, by zrobić sobie kawę. Stojąc przy ekspresie, miałam idealny widok na salon. Skrzywiłam się na widok bałaganu oraz cuchnącego alkoholem Matta, który leżał rozwalony na kanapie w samych bokserkach, z koszulą zwiniętą pod głową. Nie byłam pewna, czy spał, ale gdy wyjęłam z szuflady kubek, położyłam go na blacie z głośnym trzaskiem. Matt nie zareagował. Dopiero po chwili, kiedy mieszkanie wypełniło się aromatem kawy, lekko się poruszył.
– No, dzień dobry – odezwałam się głosem, który mógłby rozciąć lodowiec.  
W odpowiedzi usłyszałam tylko jakieś jęki konającego.
– Chcesz kawy? – zapytałam, wpatrując się w swój kubek, który powoli się napełniał.
Usłyszałam coś, co przypominało “tak”.
– Się robi. – Zabrałam kubek i wcisnęłam przycisk czyszczenia ekspresu. – Ojej. Mój błąd. – Ekspres szybko się wyczyścił i wyłączył, a ja z zaciętą miną zaczęłam sypać cukier do kawy, podczas gdy Matt spadł z kanapy na podłogę.
– Wyspałeś się, kochanie? – wycedziłam, obserwując, jak pokracznie podnosi się na nogi i podchodzi do mnie.  
Starałam się nie patrzeć na jego tors oraz dolne partie. Pamiętaj, Caterina, jesteś wściekła, a nie napalona. Spojrzał na mnie wzrokiem cierpiącego katusze męczennika i wymruczał niewyraźnie coś, co brzmiało jak “kawa”.
– Sam sobie zrób. Może kawę też przy okazji okłamiesz.
Westchnął głośno i sięgnął do szafki po kubek, a następnie włączył ekspres. Gdy jego kawa była gotowa, włączył przycisk czyszczenia i ruszył do salonu, by opaść z powrotem na kanapę.
– Nic nie powiesz? – syknęłam, rzucając łyżeczkę od cukru na blat.  
Nie, nie dam mu spokoju. Bojowym krokiem przeszłam do kanapy, by stanąć przed człowiekiem, którego myślałam, że dobrze znam. Do wczoraj.  
– A uwierzysz? – zapytał, gdy upił łyk swojego gorącego napoju.  
– Nie wiem już, w co wierzyć, ale byłoby miło, gdybyś jednak przedstawił swoją wersję historii. Bez krzyków, jak wczoraj. – Usiadłam obok niego, nagle pozbawiona wszelkich emocji.
– Przedstawiłem ci ją wczoraj. Zarzuciłaś mi kłamstwo, chociaż nigdy cię nie okłamałem. Nigdy nie dałem ci powodu, byś mi nie wierzyła.  
– Powiedziałeś, że to tylko twoje mieszkanie, a nie nasze. – Czułam, że do oczu napływają mi łzy. – Poczułam się jak obca.
Spojrzał na mnie przepełnionym żalem wzrokiem.
– Przepraszam. Przesadziłem. Oczywiście, że to nasze mieszkanie. Bez względu na to, kto jest w papierach.
Wyglądał tak żałośnie i smutno, że automatycznie przysunęłam się bliżej niego.
– Co się tam wczoraj stało? Mam wrażenie, że wariuję – przyznałam, dając upust wczorajszym emocjom. – Byłeś taki wściekły, potem Amanda wszystkiemu zaprzeczyła. Nie wiem, komu mam wierzyć.
– Naprawdę sądzisz, że byłbym w stanie grać takiego wściekłego, gdyby to jej wersja była prawdziwa? Zaszła mnie do tyłu. Myślałem, że to ty…
– I co zrobiła? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby, czując nieokiełznaną wściekłość na myśl o łapach mojej tak zwanej przyjaciółki na Matthew.
Opowiedział mi wszystko. Każdy szczegół, każde słowo. Po czym zamilkł.  
– Nie wierzę, normalnie nie wierzę… – zajęczałam, myśląc o mojej dotychczasowej przyjaźni z Amandą. Myślałam, że jej wczorajsza gadanina była wyrazem troski o mnie. Tymczasem okazało się, że najwyraźniej chciała poderwać mi narzeczonego. Odwróciłam się w stronę Matthew. – Przepraszam cię… – Przeciągnęłam ręką po jego szorstkim policzku. – Przepraszam, że ci nie uwierzyłam.
– Jakby to któryś z chłopaków przyszedł do mnie i powiedział, że się do niego dobierałaś, to bym mu rozwalił ryj. Uwierzyłbym w twoją wersję mimo wszystko. Bo cię kocham, bo ci ufam.
Zawstydzona, cofnęłam rękę i skuliłam się w sobie. Matt dopił swoją kawę i odstawił ją na ławę zawaloną butelkami po alkoholu i napojach.  
– Idę pod prysznic – oznajmił.  
– Dobrze – odparłam po chwili ciszy. – Zrobię ci śniadanie.
– Nie jestem głodny.
– W porządku… – Odwróciłam wzrok. – W takim razie posprzątam, a ty idź się wykąpać.
Wstał bez słowa i ruszył do łazienki. Patrzyłam na jego plecy i zastanawiałam się, jak to możliwe, że jeszcze wczoraj byliśmy idealną parą, a później tak gwałtownie się od siebie oddaliliśmy. Choć odpychałam od siebie tę myśl, czułam, że coś się zmieniło i to bezpowrotnie.

***

Podczas gdy Matthew się kąpał, ja posprzątałam wszystkie butelki, szklanki oraz resztki jedzenia. Uzbierały się z tego dwa pełne worki na śmieci, które położyłam obok drzwi, by wynieść je do śmietnika przy najbliższej okazji. Później odkurzyłam porządnie cały salon i kuchnię oraz starłam plamy po alkoholu. Albo to sprzątanie szło mi wyjątkowo wolno, albo to Matt siedział długo pod prysznicem, bo nie chciał przebywać w moim towarzystwie. Robiło mi się przykro, ilekroć o tym myślałam, ale wiedziałam, że trochę na to zasłużyłam.
W końcu wrócił cały pachnący i świeży do salonu, ubrany tylko w krótkie spodenki. Nadal starałam się nie patrzeć na niego, by przypadkiem nie zapomnieć o wszystkim i nie zrzucić z siebie ubrań w sekundę.  
– Czujesz się już lepiej? – zapytałam neutralnym tonem, stając do niego tyłem i szorując plamę na kuchence.
– Zdecydowanie. – Usłyszałam za plecami.  
– To dobrze. – Dalej uparcie szorowałam plamę, choć już dawno jej tam nie było. – To może teraz pomyślisz o śniadaniu? Na co masz ochotę?
W następnej sekundzie złapał mnie w pasie, obrócił do siebie i posadził na blacie, stając między moimi nogami.  
– Na ciebie – zamruczał, patrząc mi w oczy.
– Naprawdę? – szepnęłam, nieco zaskoczona, ale zdecydowanie chętna na to, co miało za chwilę się stać.
– Kazałaś mi spać na kanapie. Sądziłaś, że ile wytrzymam bez ciebie?
– Nie zastanawiałam się nad tym, ale dobrze wiedzieć. – Przysunęłam się tak blisko niego, jak to było możliwe. – Ja też za tobą tęskniłam dziś w nocy – szepnęłam, przysuwając moje usta do jego ucha.  
– Naprawdę? – szepnął, naśladując moją poprzednią wypowiedź i złożył pocałunek pod moim uchem, sunąc dłońmi po moich udach w kierunku bielizny.
– Niespodzianka – odezwałam się, a on spojrzał na mnie z zaskoczeniem, gdy uśmiechnęłam się szeroko. Jego ręka dotarła już pod krawędź sukienki i wtedy na jego twarzy pojawiło się zrozumienie.
– Ty mała kusicielko… – wymruczał, podnosząc materiał sukienki w górę, by odsłonić mój brzuch, na którym zaczął składać pocałunki, idąc coraz wyżej.
Delikatnie położył mnie na blacie, a sam zajął się pieszczeniem każdego skrawka mojego ciała. Miałam wrażenie, że gdybym jednak miała na sobie bieliznę, już dawno byłaby cała przemoczona.
– Popatrz, kochanie, chyba jednak nie musimy kupować tego żyrandola – powiedział cicho, składając pocałunek na brzuchu, gdy wsunął dłoń między moje nogi.
Odpłynęłam.



Matthew

Któregoś gorącego popołudnia siedzieliśmy na kanapie, popijając mrożone napoje i gapiąc się w telewizor. Było zdecydowanie zbyt upalnie na wychodzenie z domu, a że mieliśmy klimatyzację, to nie ruszaliśmy się, jeśli nie musieliśmy.
– To co chcesz robić wieczorem? – zapytałem, zerkając na Cat.  
Jak to często bywało, była zajęta telefonem, ale po raz pierwszy wyszło z tego coś pożytecznego.
– Piszą tu, że dzisiaj jest noc spadających gwiazd. – Zerknęła na mnie z uśmiechem. – Co powiesz na małą wycieczkę?
– Z tobą zawsze – uśmiechnąłem się i cmoknąłem ją w skroń.
– Och. Jakiś ty romantyczny. – Rozczuliła się, po czym westchnęła. – To byłby dobry moment na seks, ale jest tak gorąco, że może warto się wstrzymać.
– Chyba nie kochaliśmy się jeszcze pod gołym niebem, co?
Aż oczy jej się zaświeciły. Moja kochana, zboczona Cat.
– Kochanie, masz cudowne pomysły.  
– Wiem. To w które miejsce chciałabyś pojechać? Skąd będzie najlepszy widok? Nie piszą tam w tym twoim telefonie?
– Mówisz tak, jakbyś sam nie posiadał smartfona. Ale myślę, że moglibyśmy skoczyć gdzieś za miasto. – Spojrzała na mnie zamyślona. – Oddalić się od tego zgiełku i smrodu spalin. – Lekko zmarszczyła nos. – Może uda nam się znaleźć jakieś spokojne miejsce. Weźmiemy koc, może przygotuję jakieś jedzenie…
– Hmm… chyba znam odpowiednie miejsce.
– Oczywiście, że znasz. Wcale mnie to nie dziwi. – Zaczęła machać ręką, by się ochłodzić. – Może przywieziesz mi jakiś wachlarz, kiedy następnym razem będziesz w Japonii? Bardzo by mi się teraz przydał.
– Pomyślę nad tym, kochanie.  
– To teraz pomyśl nad tym, na co twój żołądek będzie miał ochotę podczas dzisiejszego pikniku.
– Dobrze, że sprecyzowałaś, że chodzi o żołądek – zaśmiałem się.  
– Jeśli chodzi o coś innego, to zawsze znam odpowiedź. – Przygryzła kusząco wargę.
Gdy zaczęło się ściemniać, byliśmy już w drodze za miasto. Jechaliśmy w kierunku wzgórza, które kiedyś przez przypadek odkryłem, bo po prostu się zgubiłem. Teraz jednak nadawało się ono idealnie na nasz mały piknik. Nikt nam nie będzie przeszkadzał. Cat aż pisnęła, gdy gwałtownie skręciłem z głównej drogi w polną. Posłałem jej tylko łobuzerski uśmiech. Zatrzymałem samochód u podnóża wzgórza. Resztę drogi musieliśmy pokonać pieszo. Wyciągnąłem z bagażnika koc i kosz piknikowy, po czym ruszyliśmy na szczyt.  
Gdy dotarliśmy na miejsce, przez chwilę staliśmy i podziwialiśmy wspaniały widok na rozświetlone światłami miasto. W końcu postawiłem kosz na trawie, rozłożyliśmy koc i rozsiedliśmy się wygodnie.  
– I jak ci się podoba? – zapytałem Cat, patrząc na jej twarz oświetloną poświatą księżyca.
– Jest pięknie – odparła rozmarzonym tonem, wpatrując się w niebo. – Myślę nad życzeniem.
– Serio? A jeśli spadnie tysiąc gwiazd, to będziesz mieć tysiąc życzeń?
– To wtedy to jedno spełni się po tysiąckroć. – Posłała mi uśmiech.  
– Masz tylko jedno?
– Nie chcę przesadzić. Kto wie, gdzie jest ich limit. Ale tak na dobrą sprawę… – Wyciągnęła rękę i przeciągnęła palcami po mojej klatce piersiowej. – Mam już wszystko, czego potrzebuję.
– Jakaś ty romantyczna – skwitowałem z uśmiechem i pocałowałem ją czule.  
– Uczę się od mistrza – wykrztusiła po pocałunku. – Ale nie możemy się zapomnieć. – Lekko mnie odepchnęła. – W końcu najpierw musimy zobaczyć gwiazdy, a dopiero potem oddać się… innym sprawom.
– To czym się zajmiemy w oczekiwaniu na pierwsze spadające gwiazdy?
– Może… – Przez krótką chwilę się zawahała i spuściła wzrok. – Może powiesz mi, czy po mojej ostatniej wpadce wciąż chcesz się ze mną ożenić?
Spojrzałem na nią zaskoczony, wziąłem ją za rękę i przyjrzałem się pierścionkowi na jej palcu.  
– Nie przypominam sobie, żebym kazał ci go oddać. – Przeniosłem wzrok z powrotem do jej twarzy.  
– Może i nie, ale mam wrażenie, że coś się zmieniło. – Posmutniała lekko. – I od zaręczyn nie omawialiśmy żadnych weselnych planów.
– Zmieniło się. Zamieszkaliśmy razem. To duży krok naprzód, nie uważasz?  
– Wiesz, o czym mówię. – Zajrzała mi głęboko w oczy. – Wcale nie o mieszkaniu razem.
Westchnąłem i odwróciłem wzrok.  
– Wiesz… myślę, że powinniśmy zacząć od daty ślubu, żeby zaplanować wesele.
– Też tak myślę.  
– Chodź tu.
Rozchyliłem nieco nogi, żeby usiadła między nimi i oparła się plecami o moją klatkę, po czym objąłem ją ramionami i zaczęliśmy wpatrywać się w niebo.
– Ile chcemy czekać? Rok? Dwa?
– Nie wiem, ale rok to bardzo długo, nie sądzisz?
– Rok to wcale nie tak długo, zwłaszcza przy planowaniu ślubu. – Wyczułem, że się uśmiecha. – Przy tej całej masie rzeczy, z których nie chcesz zdawać sobie sprawy.
– Naprawdę? To chyba lepiej będzie, jak zdam się na ciebie.  
– Zawsze lubiłam szóstki. Co powiesz na… skrócenie tego roku do połowy? – Odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła niepewnie. – Za sześć miesięcy możemy być już małżeństwem.
– Zmieścisz się z planowaniem?
– Bardzo się postaram. Musimy zacząć przeglądać sale i zobaczyć, kiedy są dostępne. Wtedy okaże się, czy to pół roku jest realne. Ewentualnie wydłużymy.
– Dobrze. Tylko obiecaj, że to planowanie nie będzie przypominało twojego pakowania.
– Ciebie i tak zaraz rozboli głowa, jak zacznę debatować o sukniach, bukietach, serwetkach na stoły…  
– Ała, chyba mnie coś głowa rozbolała, wiesz? – zaśmiałem się, chowając twarz w jej włosy.
– Czyli nie będziesz miał z tym nic wspólnego. Tak samo jak z moim pakowaniem się. Leniu. – Wyrwała się i pokazała mi język.
– Nie prowokuj mnie – ostrzegłem. – Lepiej popatrz w górę, zaczyna się. – Wskazałem na niebo, przez które przeleciała jedna z pierwszych gwiazd.  
Noc była bardzo ciepła i po niesamowitym seansie, jaki zaserwowała nam natura, oddaliśmy się innym sprawom. Znacznie przyjemniejszym.

2 857 czyt.
100%61
tresescritores

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 2722 słów i 15532 znaków.

1 komentarz

 
  • Gazda

    Gazda · 5 paź 23:04

    To je dobre pani😁😁😁😁😁