Pęknięty diament — rozdział 38

Caterina

Drzwi trzasnęły.
Matt wyszedł.
Znowu.
Po raz kolejny zostałam sama, choć może na to zasłużyłam. Sama się o to prosiłam. Powiedziałam mu, że czekam, aż odejdzie — i zrobił to. Ale przecież to nie znaczyło, że tego chciałam. Rozpaczliwie starałam się utrzymać nasz związek w ryzach, ale kolejne próby tylko wszystko pogarszały. Przeczuwałam, że w końcu któreś z nas pęknie i że Matt odejdzie. Zostawi mnie, bo ja mimo wszystko nie byłam w stanie zostawić jego. Odsuwałam się, kawałek po kawałku…
To był właśnie ten moment? To już? Wszystko pękło i to był nasz koniec?
Zrobiło mi się cholernie zimno. Odruchowo chciałam napić się alkoholu, ale zobaczyłam, że nie było już żadnej z butelek, które Matt upychał w swojej szafce. Po chwili uznałam jednak, że to nie był dobry pomysł. Dość alkoholu. Dość wlewania w siebie procentów, przyzwyczajania się, że tylko pod ich wpływem byłam z powrotem sobą. Jeśli naprawdę chciałam naprawić nasz związek i nas, musiałam w końcu wziąć się za to porządnie — i na trzeźwo.
Zapaliłam światła, bo bez Matta w mieszkaniu było dziwnie pusto i mrocznie. Czułam się okropnie. Powieki lekko mnie szczypały, ale nie byłam w stanie zasnąć. Chodziłam po całym mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W głowie miałam gonitwę myśli. Analizowałam każde słowo Matta i moje, próbując znaleźć odpowiedź na dręczące mnie pytania.  
Matt miał rację. Karałam go. Czasem świadomie, czasem nie, ale każde moje działanie po części było podyktowane chęcią zemsty. By go zabolało. By poczuł, co ja czułam. Dopilnowałam, by żadne z nas już nigdy nie zapomniało o Prue — zamiast po prostu wyrzucić ją z naszego życia, by w nim więcej nie mąciła. Czemu to robiłam? Nie mogłam odpuścić? To było nasze życie. Nie miała do niego prawa ani wstępu. Matt powiedział, że zerwał z nią kontakt. Ciągle powtarzał, że nic dla niego nie znaczyła. Nawet ja sama doszłam przecież do wniosku, że to Prue musiała go uwieść i pocałować. Był wtedy pijany. Owszem, spotykał się z nią też później, okłamywał mnie — ale przecież każdy człowiek popełniał błędy. Może gdyby zmieniło to coś w naszej relacji — a przynajmniej bardziej niż dotychczas — mogłabym uznać, że chciał po prostu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Mieć mnie, narzeczoną, kogoś, kto by mu robił dobre obiady i sprzątał w mieszkaniu — i mógł mieć też kochankę. Ta wizja była przerażająca, ale jednocześnie kompletnie nieprawdziwa.
Przecież znałam Matta, nie od dziś. Miał swoje wady, ale wiedziałam, że nigdy nie zrobiłby mi czegoś takiego. Było to tym bardziej nieprawdopodobne ze względu na to, że ostatnio Matt raczej nie miał ze mnie pożytku. Po poronieniu i odkryciu jego kłamstw stałam się kompletnie inną osobą. Nie byliśmy w stanie zbliżyć się do siebie fizycznie, w mieszkaniu nierzadko zachowywaliśmy się jak para współlokatorów, nawet spędzanie razem czasu było niezręczne.  
Powiedziałam mu, że go nienawidzę, a on jednak był obok mnie… mimo wszystko, mimo tego, że ciągle go odpychałam… On nadal był obok.
W końcu popłakałam się z tej bezradności, nagle widząc wszystkie swoje błędy. Oczywiście, należała mu się jakaś kara za to, co zrobił, ale tym razem przegięłam. Niemal doprowadziłam do naszego zniszczenia, podczas gdy on naprawdę starał się, by było jak dawniej. To nie powinno być takie skomplikowane. Kochałam go. On mówił, że kochał mnie — udowadniał to swoimi czynami, każdego dnia, a to w końcu one liczyły się bardziej niż słowa. Chciałam powiedzieć mu “tak” przed ołtarzem. Chciałam przeżyć z nim życie pełne pasji i przygód, wypełnione podróżami, najpierw we dwójkę, a później, jeśli było to możliwe, z dziećmi. Chciałam się z nim zestarzeć.
Więc dlaczego, do cholery, nie walczyłam o to bardziej, tylko pozwoliłam mu odejść?
Chciałam do niego zadzwonić, choćby wysłać wiadomość, ale uznałam, że to nie był odpowiedni środek komunikacji w tak ważnych sprawach. Chciałam zaczekać, aż wróci do domu. Nie mogłam zasnąć w tym pustym łóżku bez niego, dlatego po prostu leżałam, gapiąc się w sufit, z każdą chwilą utwierdzając się coraz bardziej w przekonaniu, że zawalczę o niego i nasz związek — tym razem na serio. Koniec z głupimi grami i karaniem go, koniec z wypominaniem. Byliśmy już na granicy i to był moment, gdzie musieliśmy się cofnąć.
Nagle ciemność w sypialni wypełniło nikłe światło mojej komórki. Dostałam jakąś wiadomość. Od razu poderwałam się do pozycji siedzącej i chwyciłam telefon, jednocześnie zwiększając odrobinę jasność ekranu. Miałam nadzieję, że to Matt — bo niby kto inny mógł do mnie pisać w środku nocy?
Musiałam zamrugać, bo myślałam, że coś mi się przywidziało — ale nie. Na ekranie widniało imię Prue. Wiadomość zawierała tylko jakieś dwa załączniki. Kliknęłam na nie szybko, nie mając pojęcia, czego mogła ode mnie chcieć. Przez chwilę myślałam nawet, że może pomyłkowo wysłała wiadomość do mnie…
A później serce mi się zatrzymało.
— Co? — wyszeptałam do siebie, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Upuściłam komórkę na pościel, jakby mnie oparzyła, ale nadal widziałam zdjęcie, które… Nie, to nie mogła być prawda…
Matt. Śpiący. Nagi. Wtulony w nagą Prue.
Serce w końcu zaczęło mi bić, ale miałam wrażenie, że nie należało już do mnie.
Całe ciało mi zdrętwiało, nie potrafiłam poruszyć żadną kończyną. Umysł też jakby mi zamarł. Widziałam zdjęcie, ale nie wierzyłam, że naprawdę się tam znajdowało. Ekran w końcu zgasł, ale ten obraz pozostał już wypalony w mojej pamięci. Każde uderzenie serca było jak pytanie.
Matt, czy to naprawdę byłeś ty? Naprawdę mi to zrobiłeś?
Siedziałam przez chwilę w bezruchu, po czym nagle zaczęłam rozdzierająco płakać. Choć było mi zimno, nagle miałam wrażenie, że zaczęłam się dusić. Nie byłam w stanie normalnie oddychać. Podniosłam do twarzy drżące dłonie i wplotłam je we włosy, pociągając je mocno. Nie. To było niemożliwe. Matt mnie kochał. To było niemożliwe, by poszedł do Prue i się z nią przespał… nie po tym wszystkim…
Wyobraziłam sobie jego usta na jej ciele. Jego ręce, sunące po jej skórze. Po wszystkim wtulił się w nią, nie pamiętając o mnie.  
— Boże — wymamrotałam, cała się trzęsąc. Zerwałam się z łóżka jak oparzona. Zrobiłam to tak gwałtownie, że wpadłam na swoją toaletkę, prawie się przewracając. Ciało przestało mnie jednak słuchać, nie byłam w stanie kontrolować swoich ruchów. Miałam gdzieś, że był środek nocy — wyłam niczym ranne zwierzę. Łzy spływały ciurkiem po mojej twarzy, a ja szlochałam, pewna, że choć serce było mięśniem, to właśnie pękło mi na milion kawałków. Przygryzłam wargę tak mocno, że ją rozcięłam i poczułam na języku metaliczny smak krwi.  
To nie mogła być prawda…
— Matt, co ty zrobiłeś? — wychlipałam, tak jakby tu był i słyszał, co mówiłam…  
Ale przecież Matta nie było. Byłam sama — zepchnięta z ostatecznej granicy w dół, w którym już nic ani nikt na mnie nie czekało.
Nie było tam Matta, który mógłby mnie złapać.
***
Wzięłam tyle leków uspokajających, ile tylko zdołałam znaleźć w mieszkaniu, bo nie byłam w stanie normalnie oddychać i myśleć. Prawie zaczęłam chodzić po ścianach, ale gdy połknęłam tabletki, cała energia mnie opuściła. Opadłam na kanapę w salonie, kolejny raz płacząc na myśl, że jeszcze niedawno leżeliśmy tu z Mattem. Choć z seksem było kiepsko, on jednak był obok, dotykał mnie, całował. Szeptał, że mnie kocha. To na tej kanapie wymienialiśmy się prezentami na Święta. Dałam mu mapę podróży, mówiąc, że chcę zwiedzić z nim świat… jak ostatnia idiotka…  
Każdy jego dotyk, każde jego słowo było kłamstwem.
Chyba zasnęłam na chwilę, a gdy się obudziłam, twarz nadal miałam mokrą od łez. Po chwili otępienia usłyszałam, że wibrowała moja komórka. Przetarłam spuchnięte oczy i zobaczyłam, że miałam pięć nieodebranych połączeń od Mel, a szóste właśnie trwało. Nie wiedziałam, czego mogła ode mnie chcieć i czy w ogóle byłam w stanie z nią rozmawiać, ale wcisnęłam zieloną słuchawkę.
— Halo. — Mój głos był cichy i zachrypnięty.
— Boże, Cat, w końcu odebrałaś! — zawołała Melanie, a gdzieś w tle słyszałam jakieś hałasy, ale nie potrafiłam ich zidentyfikować. — Co się stało, do cholery?
— O co ci chodzi? — zapytałam niepewnie.
— Zerwaliście? — Głos jej zadrżał.
Zerwaliśmy? Boże, co ja miałam jej powiedzieć? Że Matt mnie zdradził, a ja miałam ochotę rzucić się z dachu?
— Dlaczego pytasz? — wyjąkałam, robiąc unik.
— Jestem u Jake’a i Matt przyszedł… nie, nie wiem jakim cudem tu w ogóle dotarł… jest tak pijany, że nie możemy się z nim dogadać. Zarzygał Jake’owi buty, a teraz wyrzyguje sobie flaki… — urwała, jakby musiała wziąć głębszy oddech, żeby się uspokoić. — Boże, Cat, ja nigdy nie widziałam go w takim stanie…
Serce ścisnęło mi się boleśnie. Co tu się działo, do jasnej cholery? Nic już nie rozumiałam. Głowa mi pękała. Próbowałam jakoś ogarnąć swoje myśli. Czy to wszystko mi się przyśniło? Skoro Matt spał z Prue, dlaczego nagle był tak pijany? I w dodatku u Jake’a?
Poczułam promyk nadziei. Może to zdjęcie było stare? Może Prue uznała, że ten ostatni raz zagra mi na nosie? Oczywiście, to oznaczało, że Matt zataił przede mną dużo więcej, niż początkowo mówił… Jeden “niewinny” pocałunek przerodził się w coś dużo gorszego.
Ale może to wszystko nie stało się dzisiaj. Może całą noc przesiedział w barze.  
Nie wiedziałam już, gdzie leżała prawda.
— Cat? Jesteś tam?
— Jestem — odparłam odruchowo, ale mój głos brzmiał cholernie obco. — Nie wiem, Mel, dlaczego jest tak pijany. — Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i objęłam je jedną ręką. — Pokłóciliśmy się tylko.
— Tylko? To nie wygląda na tylko kłótnię. On cały czas coś bełkocze...
— To znaczy co bełkocze? Powiedziałaś, że nie możecie się z nim dogadać…
— Bo nie możemy… nawet nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem, ale to brzmi jak “ona mi nie wybaczy”.
Świeże łzy wypłynęły mi z oczu i skapnęły gdzieś nisko.  
Czego miałam mu nie wybaczyć?
Głupia, głupia… to nie było stare zdjęcie…
— Mel… — odezwałam się rozedrganym głosem, sama nie wiedząc, co chcę jej powiedzieć. — Nie chcę zwalać tego na ciebie i Jake’a, ale… nie jestem w stanie teraz spojrzeć na Matta. Proszę, nie każ mi tłumaczyć, po prostu… — Głos załamał mi się lekko. — Możesz się nim zająć? Proszę?
— Czyli to coś poważnego… W tym stanie i tak nie da się go przetransportować. Nie martw się, doprowadzimy go do stanu używalności i odwieziemy, gdy będziesz gotowa.
— Odwieziecie? — pisnęłam, nagle się prostując. — Tutaj? — Poczułam, jak wszystkie organy wewnętrzne nagle ściskają mi się z nerwów. Nie, przecież ja nie mogłam spojrzeć mu teraz w oczy. Nie, gdy wszystko było tak świeże. Musiałam stąd zniknąć. Jak najszybciej. — Mel, napisz mi, kiedy będziecie go odwozić — rzuciłam ostro. — Nie ruszajcie, dopóki mnie nie poinformujesz, dobrze?
— Ok — rzuciła Mel podejrzliwie, ale nie drążyła tematu. — Przyjechać do ciebie? Przywieźć wino?  
— Nie — rzuciłam głosem zduszonym jak jakiś pisklak. — Pomóż Jake’owi z Mattem. Chcę być sama. — Żeby nie słyszeć więcej jej zmartwionego głosu, od razu się rozłączyłam i rzuciłam komórkę na kanapę. Wzięłam parę głębokich wdechów, bo kręciło mi się w głowie. Nie mogłam jednak leżeć i użalać się nad sobą. Musiałam spakować swoje rzeczy.
Wynieść się w cholerę z tego mieszkania i z życia Matta.


Matthew

Obudziłem się z potwornym bólem w czaszce. Nie pamiętałem, żeby kiedyś bolała mnie aż tak bardzo. Było mi niedobrze, a gdy spróbowałem się podnieść, zakręciło mi się w głowie i miałem wrażenie, że byłem na jakiejś pieprzonej karuzeli. Rozejrzałem się dookoła. Meble wydawały się jakby znajome, ale to nie było moje mieszkanie. Gdzie ja, do cholery, byłem?  
Czułem się okropnie, jakbym umierał. Ból głowy nie pozwalał mi myśleć. Leżałem na kanapie u kogoś w mieszkaniu. Próbowałem dopasować pomieszczenie do osoby, którą znałem, ale nic z tego nie wyszło. Przymknąłem oczy, starając się przypomnieć sobie, co się działo.  
Wspomnienia wracały do mnie w strzępkach, ale nie mogłem poskładać ich w całość. Pamiętałem wyjście do kina, spotkanie ze znajomymi Cat, to jak uciekała przed moim dotykiem, kłótnię, bar, a potem ciemność. Obiecałem sobie, że nie tknę już alkoholu, ale gdy Cat powiedziała, że czeka, aż odejdę… wszystko straciło sens. Nie chciała ze mną być, ale nie miała odwagi odejść, więc odsuwała się ode mnie, odtrącała, aż w końcu sam bym to zrobił. Poszedłem się upić i urwał mi się film.  
Ciemność przeplatała się ze strzępkami wspomnień. Byłem w domu. Całowałem Cat. Nie, to ona całowała mnie. Pozwalała się dotykać, nie uciekała, nie odtrącała mnie. Byłem szczęśliwy. A potem… Serce zaczęło mi bić jak szalone, a żołądek zacisnął się w supeł. Obudziłem się w łóżku… z Prue. Z wrażenia aż usiadłem, co było bardzo złym pomysłem i natychmiast położyłem się z powrotem. Co ja robiłem u Prue? W dodatku prawie nagi? Nie, nie, nie, to się nie stało. To nie miało miejsca. “To ja cię znalazłam zalanego w barze w środku nocy”. Słyszałem w głowie jej głos. “Tak bardzo mi na tobie zależy…”. Widziałem łzy w jej oczach. “Wiem, że ze mną byłbyś szczęśliwszy”. Dlaczego mówiła takie rzeczy? “Może dlatego, że cię kocham?” Boże…  
Wyrzuty sumienia zalały mnie z taką siłą, że naprawdę miałem ochotę umrzeć. Nie miałem zamiaru zatajać niczego przed Cat, nie po tym, co się stało. Wiedziałem, że mi tego nie wybaczy. Nawet, jeśli jakimś cudem uwierzy w moją wersję, zostawi mnie. Sam do tego doprowadziłem. To wszystko było moją winą. Gdybym tylko wtedy nie wyszedł. Gdybym tylko został w domu. Gdybym tylko zniósł trochę więcej.  
Chciałbym cofnąć czas i nigdy nie proponować Prue spotkań. Nigdy z nią nie flirtować. Nigdy jej nie pocałować. Nigdy jej nie spotkać. To nie tak miało być. Mieliśmy być tylko kumplami. Nie chciałem, żeby się we mnie zakochała. Nie chciałem z nią być. Nie chciałem jej skrzywdzić. A tym bardziej nie chciałem skrzywdzić Cat.  
— Obudziłeś się w końcu, rzygusiu? — usłyszałem głos Jake’a.
— Jake? — Spojrzałem na niego zaskoczony.  
Nie pamiętałem, jak się tu znalazłem, ale teraz już wiedziałem, dlaczego te meble były znajome. To było jego mieszkanie.  
— Nie wiem, dlaczego twoja pijacka dupa postanowiła przyjść akurat do mnie, ale wisisz mi nowe buty.  
Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, o czym on mówił. Czemu miałbym mu kupować nowe buty?  
— Nie pamiętasz? — zapytał, patrząc na mnie ze skrzyżowanymi rękami na piersi. — W sumie mnie to nie dziwi. Byłeś tak najebany, że zasnąłbyś w swoich rzygach, myśląc, że to poduszka.  
— Bez przesady — mruknąłem.
— Bez przesady? Nigdy nie widziałem cię w takim stanie, Matt. To ja odwalam takie akcje, a nie ty. Co się, do cholery, stało? Pamiętasz w ogóle cokolwiek?
— Trochę.  
— Trochę? — parsknął. — Cóż, lepsze to niż nic. To może mnie oświecisz, dlaczego wpadłeś tu nad ranem i zarzygałeś moje buty?
Westchnąłem, próbując się podnieść do pozycji siedzącej, ale zawroty i ból głowy wcale tego nie ułatwiały. A kiedy w końcu mi się to udało, myślałem, że zwymiotuję, chociaż pewnie już nie miałem czym.  
— Jesteś sam? — zapytałem.
— Mel zaraz wróci. Poszła po elektrolity dla umierającego braciszka.
O nie. Mel mnie widziała w takim stanie? Ukryłem twarz w dłoniach. Czułem się coraz gorzej. Wiedziałem, że moja siostra wyciągnie ze mnie wszystko, jak tylko wróci. Nie czułem się na siłach, żeby im opowiadać jak rozwaliłem sobie życie.  
Ku mojemu zdziwieniu, kiedy Mel wróciła i wmusiła we mnie elektrolity, stojąc nade mną dopóki nie wypiłem zawartości kubka, pozwoliła mi się przespać. Jednak, gdy tylko się obudziłem, oboje z Jakiem wisieli nade mną jak sępy, czekając na wyjaśnienia. Nie wiedziałem, ile spałem, ale z pewnością za mało. Chciałem to odwlec, ale po kolejnej porcji elektrolitów stwierdziłem, że im szybciej im powiem, tym lepiej. Dla wszystkich. Więc zacząłem opowiadać. Wszystko, od samego początku. O Prue, o mnie i Cat, o dziecku, które straciliśmy, o tym, jak się traktowaliśmy, jak chciałem wszystko naprawić, jak Cat mnie odtrącała coraz bardziej, aż w końcu nie mogłem dłużej tego znieść. Nie pominąłem niczego, nawet przebłysków z tej felernej nocy. Miałem wrażenie, że zrobiło mi się lżej. Że poczułem się lepiej, jak im to powiedziałem. Za długo to w sobie dusiłem.
Jake i Mel słuchali uważnie i nie przerywali. Gdy skończyłem, patrzyli na mnie w milczeniu, jakby nie wiedzieli, co powiedzieć. W końcu Mel ruszyła się z miejsca i mnie przytuliła.  
— Boże, Matt… — szepnęła. — Nie miałam pojęcia, że było między wami aż tak źle… a ta dziwka z kijem w dupie cię wykorzystała! — Odepchnąłem ją od siebie, bo prawie krzyknęła mi do ucha. — Jak ją spotkam, to...
— Chciałbym, żeby ktoś mnie tak wykorzystał — odezwał się Jake.  
— Jake, kurwa! — wrzasnęła na niego Mel. — Okazałbyś trochę wsparcia.
— Jak mi kupi nowe buty.
— Jake!  
— Dobra, już dobra. Mogę okazać trochę wsparcia i zawiozę go do Cat — westchnął i podniósł się. — A co ona z nim zrobi, to już jej sprawa.
***
Stałem przed drzwiami naszego mieszkania. Żołądek miałem ściśnięty z nerwów. Bałem się wejść. Wiedziałem, że muszę to zrobić, a stanie tutaj w niczym mi nie pomoże, bo odwlekałem nieuniknione. Wziąłem głęboki wdech i wszedłem do środka. Zobaczyłem Cat w salonie, pakującą jakieś rzeczy do walizki i zrobiło mi się słabo.  
— Cat? — Ledwo wykrztusiłem z siebie jej imię.  
Nie odezwała się, tak jakby mnie tu nie było. Dalej tylko pakowała rzeczy, odwrócona do mnie bokiem. Jej twarz nie wyrażała absolutnie niczego. Jednak zdecydowała się ode mnie odejść? Nie chciała walczyć? Kazałem jej się zastanowić, czy nadal chce ze mną być i chyba miałem już odpowiedź. Zabolało mnie serce, ale nie mogłem się zmusić, żeby do niej podejść. Stałem jak zamurowany, obserwując jak wrzuca ostatnie rzeczy do walizki i ją zapina.  
— Kochanie, co ty robisz? — zapytałem.  
— Kochanie? — parsknęła głośno, w końcu na mnie patrząc. Jej oczy były wypełnione nienawiścią. — Nie pomyliłeś się? Chyba nie do mnie powinieneś tak mówić.  
— A do kogo innego miałbym tak mówić?
— Alkohol kompletnie wyżarł ci mózg? — syknęła, pochylając się i ustawiając walizkę w pionie. — Jak śmiesz jeszcze się mnie pytać, co robię? Po tym, co mi zrobiłeś?! — Jej oczy lekko się zaszkliły.
— O czym ty mówisz, Cat? — Zrobiłem krok w jej stronę, czując jak ogarnia mnie panika. — Nie rozumiem…
— Chryste. — Zaśmiała się ironicznie, a po jej policzku potoczyła się łza. Otarła ją wściekle. — Trzeba ci wszystko tłumaczyć jak dziecku? Specjalnie grasz głupiego? Dobra, w takim razie zapytam inaczej: przeleciałeś Prue tylko raz, czy było tak fantastycznie, że zajęła cię aż na całą noc?
Wytrzeszczyłem na nią oczy. Wiedziała. Tylko skąd? Przecież Mel by jej nie powiedziała. Miałem wrażenie, że zaraz się przewrócę. Pewnie byłem blady jak trup. Zaczynałem się bać, że nie wysłucha mojej wersji wydarzeń.  
— Zaskoczony? — odezwała się chłodno, gdy nic nie powiedziałem. — Myślałeś, że pójdziesz do niej, spędzisz noc w jej łóżku, a ja się nie dowiem? Chciałeś po tym wszystkim wrócić do mnie, jak gdyby nigdy nic? Chyba jednak się pomyliłam co do ciebie… — Zacisnęła mocno rękę na rączce walizki. — Ty naprawdę chciałeś upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Mieć mnie, żałosną narzeczoną i kogoś, kogo mógłbyś pieprzyć na boku. Nie pozwolę na to. — Głos jej drżał, była cholernie blada i cała się trzęsła. — Już mnie to nie obchodzi. Rób, co tylko chcesz, z kim chcesz. — Ruszyła ku drzwiom razem z walizką, ale stałem jej na drodze, więc była zmuszona się zatrzymać. — Przesuń się, do cholery! — syknęła, zadzierając głowę, by spojrzeć mi w oczy.
W końcu się otrząsnąłem. Chciała wyjść. Nie mogłem jej na to pozwolić. Musiałem to wyjaśnić. Musiałem to naprawić.  
— Nie, Cat. Boże, to nie tak. To wszystko nie tak. Wysłuchaj mnie, pozwól mi wyjaśnić… — Serce waliło mi jak oszalałe. Nie mogłem się skupić na słowach, które uciekały z mojej głowy.  
— Wyjaśnić? Niby jak chcesz wyjaśnić to, pieprzony zdrajco?! — Wyjęła z kieszeni komórkę, na której coś kliknęła, a potem z zaciętą miną podsunęła mi ekran pod nos.  
Wpatrywałem się w zdjęcie, ale wcale go nie widziałem. Myśli w mojej głowie szalały. Dlaczego to zrobiła? Dlaczego Prue zrobiła coś takiego? Chyba nie sądziła, że jeśli Cat mnie zostawi, to przybiegnę prosto do niej?
— Ja… — zacząłem, ale nie wiedziałem, co miałem jej powiedzieć. Cokolwiek powiem, to nic nie będzie znaczyć. To był koniec. Miała zdjęcie i nic więcej jej nie było potrzebne, ale musiałem spróbować. — To naprawdę nie tak… — jęknąłem żałośnie, zdając sobie sprawę, jak to brzmiało. — Nie poszedłem do niej, a przynajmniej nie z własnej woli. Byłem w barze i piłem, aż w końcu urwał mi się film. Pamiętam tylko przebłyski… — Czułem, jak pogrążam się jeszcze bardziej. — Myślałem, że jestem w domu! Z tobą! Cat, przysięgam, nigdy bym do niej nie poszedł, nie po tym, co się stało. Przyszedłem ci wszystko powiedzieć, nie wiedziałem, że zrobiła te zdjęcia… — Głos mi zaczął drżeć, bo mina Cat nie wróżyła niczego dobrego. — Nie miałem pojęcia… Ona powiedziała, że do niczego nie doszło… — Panika ogarniała moje ciało, w uszach mi szumiało, a oczy mnie szczypały. Nie miałem siły dłużej stać, upadłem na kolana. — Boże, Cat, jestem idiotą. Jestem skończonym idiotą. Nie powinienem był wtedy wychodzić. Nie powinienem był robić tego wszystkiego, co zrobiłem… Byłem pijany, naprawdę myślałem, że to ty… — Objąłem jej uda ramionami i przytuliłem. Nie mogłem jej teraz puścić. Nie mogłem pozwolić jej odejść. — Nie zostawiaj mnie…
Jej ciało drżało. Usłyszałem ciche szlochy, a po chwili także jej rozedrgany głos:
— Powiedziała, że do niczego nie doszło? I ty jej wierzysz? Oczekujesz, że ja jej uwierzę? — Pociągnęła gwałtownie nosem, próbując wydostać się z mojego uścisku. — Ta kobieta kłamała tygodniami, bez najmniejszego problemu. Uśmiechała się do mnie, kłamiąc mi prosto w twarz, ukrywając spotkania z tobą. Naprawdę myślisz, że powiedziała ci prawdę?  
— Nie wiem… — jęknąłem. — Nie wiem, chciałbym pamiętać, chciałbym, żeby to była prawda… — Spojrzałem w górę ze łzami w oczach. — Proszę cię, Cat, nie odchodź…
Usta jej drżały, twarz świeciła się od łez, ale potrząsnęła głową.
— Powinno mnie tu już nie być. Powiedziałam Mel, żeby do mnie napisała, zanim cię tu przywiozą, ale nie zdążyłam… — Wzięła głęboki oddech i zrobiła krok do tyłu, wyrywając się z moich objęć. — Muszę stąd wyjść. Jeśli coś zostawiłam, to… nie wiem, przyjdę po to innego dnia albo… możesz to wyrzucić. Już mi wszystko jedno.
— Cat, proszę… — Ledwo wstałem, ale złapałem ją za rękę. — Nie odchodź, błagam cię… jesteś moim wszystkim… nie mogę… nie mogę żyć bez ciebie...
Przymknęła oczy i spuściła głowę, przez chwilę stojąc w bezruchu. Sekundę później jednak gwałtownie wyrwała dłoń.
— Nie jestem w stanie znieść twojego dotyku — szepnęła, przyciskając rękę do klatki piersiowej. Podniosła na mnie wzrok pełen łez. — Nasz związek rozpadał się tygodniami. Oboje to widzieliśmy. Chciałam to naprawić, ale teraz… — Głos jej się załamał. — Torturowałam się samymi myślami o waszym pocałunku. Teraz już do końca życia będę miała przed oczami was w łóżku. Dotykałeś jej. Ona dotykała ciebie… to już za dużo, Matt. — Szybko mnie minęła i nagle znalazła się przy drzwiach, kładąc rękę na klamce. — Gdybym była dla ciebie wszystkim, nie potrzebowałbyś jej w swoim życiu — dodała cicho, rzucając mi żałosne spojrzenie.
— Cat… — jęknąłem, czując w gardle gulę, która nie pozwoliła mi nic więcej wykrztusić. Nawet nie zauważyłem, że łzy płynęły mi po policzkach. Moje życie się rozpadało.  
Patrzyłem bezradnie, jak Cat otwiera drzwi i wypycha walizkę na zewnątrz. Stanęła do mnie tyłem, ale nie odchodziła. Przez chwilę myślałem, że może jednak się cofnie. Że może jednak zmieniła zdanie.
Nagle odwróciła się i spojrzała na mnie. Z jej oczu wyzierała rozpacz i ból, ale gdy się odezwała, jej głos był delikatny:
— Matt…  
Moje serce zabiło mocniej. Pojawił się promyk nadziei. Malutki, ale jednak. Zrobiłem krok w jej stronę, chyba nie oddychając. Ona też się do mnie przybliżyła.
— Jeszcze jedno — powiedziała cicho. Ostatnim krokiem pokonała dzielącą nas odległość, wspięła się na palce i pocałowała mnie szybko. Kolejny pożegnalny pocałunek, który tym razem naprawdę był ostatnim. Odsunęła się, zanim zdążyłem ją złapać. Patrzyła na mnie wzrokiem pełnym łez, a ja nagle zorientowałem się, że włożyła mi coś w dłoń. Spojrzałem na swoją rękę i zobaczyłem pierścionek zaręczynowy.  
Serce mi pękło. Przeniosłem wzrok na Cat i nie wierzyłem w to, co widziałem. Tak bardzo chciałem, żeby to był tylko zły sen, najgorszy koszmar, ale gdy się obudzę znów wszystko będzie w porządku.  
— Żegnaj, Matt — wyszeptała łamiącym się głosem, po czym zrobiła krok w tył, szybko chwyciła walizkę i po chwili zniknęła mi z oczu.
Zostałem sam. Stałem w miejscu, nie mogąc się ruszyć. Wciąż łudząc się, że to może tylko sen. Wciąż nie wierząc, że odeszła. Ściskałem w dłoni pierścionek, który wbijał mi się w skórę, ale nie czułem bólu. Był nieistotny. Bez porównania z bólem pękniętego serca.  
Nagle ruszyłem do sypialni, a potem do garderoby. Musiałem się przekonać, że naprawdę zniknęła. Jej półki były puste, tak samo jak wieszaki. Nie zostało nic, co do niej należało. Zabrała nawet tę nieszczęsną suknię ślubną. Wróciłem do sypialni. Z toaletki zniknęła jej biżuteria i kosmetyki. Opadłem bezradny na łóżko. Opuściły mnie wszystkie siły. I wtedy zauważyłem coś na pościeli. Moje pęknięte serce rozwaliło się na jeszcze mniejsze kawałki. Zerwany naszyjnik z gwiazdką, który dałem jej na urodziny śmiał mi się w twarz. A obok niego bransoletka — prezent na święta — z zawieszką w kształcie diamentu, który był pęknięty na pół.  
Jak moje serce. I serce Cat.


KONIEC PIERWSZEJ CZĘŚCI


Druga część: https://lol24.com/opowiadania/milosne/serce-sklejone-zlotem-rozdzial-1-40857

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5233 słów i 28159 znaków, zaktualizowała 26 gru 2021.

Dodaj komentarz