Pęknięty diament — rozdział 31

Matthew

Przez kolejnych kilka dni przechodziłem istne katusze. Zaczęło się od głupiego ręcznika, a potem doszły do tego skąpe stroje do spania, bo niby było jej gorąco. Boże, żeby tylko wiedziała, jak mnie wtedy było gorąco. Nie posunęła się do niczego więcej, więc czekałem. Mimo że ból jąder był nie do zniesienia i moja cierpliwość zaczynała się kończyć, nie zrobiłem niczego. Bałem się, że nie była jeszcze gotowa albo że mnie odtrąci. Torturowanie mnie stało się chyba jej nowym hobby. Miałem wrażenie, że świetnie się bawiła, gdy wodziłem za nią pełnym pożądania wzrokiem. Czasami byłem o krok od złapania jej i wzięcia na kuchennym blacie, albo kanapie, albo na łóżku, albo gdziekolwiek indziej. Za każdym razem jednak dawała mi do zrozumienia, że nie mam na co liczyć.  
Miałem powoli dość. Wyraźnie bawiło ją moje cierpienie, więc w końcu postanowiłem się odwdzięczyć. Któregoś ranka wstałem wcześniej, by wziąć prysznic i móc paradować po sypialni w samym ręczniku, zanim Cat wyjdzie do pracy. Usłyszałem, że dzwoni jej budzik, więc nawet nie wytarłem się do końca, tylko szybko przewiązałem ręcznik w biodrach i wyszedłem z łazienki.
— Dzień dobry — powiedziałem. — Dobrze spałaś?
Podniosła się do pozycji siedzącej i zamrugała, po czym uniosła wysoko brwi, mierząc mnie wzrokiem.
— Tak — odparła po chwili. — A ty?
— Też — odpowiedziałem i ziewnąłem, przeciągając się. — Ale chyba za wcześnie wstałem.
Zmrużyła oczy niczym wściekły kot i też się przeciągnęła. Jej już i tak krótka koszulka podwinęła się do góry, odsłaniając kawałek piersi. Serce zabiło mi szybciej i zaczynałem się obawiać, że przegram — i to z kretesem. Byłem tak zajęty wpatrywaniem się w nią, że nie zauważyłem, że ręcznik mi się zsunął, odsłaniając mojego stojącego na baczność członka.
Cat nagle wygrzebała się z pościeli i ruszyła powolnym krokiem w moją stronę. Stanęła tuż przede mną i zadarła głowę, patrząc na mnie uważnie. Przez chwilę myślałem, że może w końcu skończymy z bawieniem się w kotka i myszkę, gdy nagle powiedziała:
— Skoro już wcześnie wstałeś, możesz przed pracą ogarnąć kuchnię. Ja muszę zaraz wyjść. — Po czym wyminęła mnie gwałtownie, a ja stanąłem jak wryty.
— To może zrobię ci śniadanie? — zapytałem, próbując jakoś wybrnąć.
— Nie kłopocz się. Posprzątana kuchnia w pełni mnie zaspokoi — odpowiedziała, mocno akcentując ostatnie słowo.
Patrzyłem na nią przez chwilę w osłupieniu. Zgasiła mnie jak peta. Sam nie wiedziałem, czy byłem bardziej zły, czy zdruzgotany. Może wszystko naraz.  
— To żaden kłopot — mruknąłem pod nosem i podszedłem do łóżka.
Rzuciłem się na miękką pościel, chcąc ukryć w niej swoją porażkę. Poległem na każdym możliwym polu. Myślałem, że skoro Cat zaczęła paradować półnaga po domu, to coś się zmieniło. Że możemy iść o krok dalej. Wychodziło jednak na to, że chciała się na mnie zemścić. Doskonale wiedziała, że jej pragnę. Widziała to nie tylko w moich oczach. Bawiła się mną dalej, a ja myślałem, że jak zacznę grać w jej grę, to może ten mur między nami zniknie. Ale tak się nie stało.  
Próbowałem jeszcze kilka razy chodzić po domu bez koszulki, albo w samych bokserkach, ale nie robiło to na Cat wrażenia, a tylko pogorszyło moją sytuację, bo odpłacała mi się z nawiązką. Zaczynałem się zastanawiać, gdzie leży problem. Czy to ja? Może już na nią nie działam tak jak kiedyś? A może to mieszkanie? Może musiałem ją gdzieś zabrać, byle tylko opuścić te cztery ściany, które nieustannie przypominały nam, co się stało.  
Gorączkowo myślałem, gdzie moglibyśmy się wybrać. Szukałem pomysłów w internecie, aż na którejś stronie wyskoczyła mi reklama na promocyjny weekend dla dwojga w znanym, luksusowym hotelu z własnym spa i gorącymi źródłami. Cat powinno się spodobać. W pierwszym odruchu chciałem od razu wykupić pakiet, ale zawahałem się. Kiedyś byłaby to super niespodzianka, ale teraz? Może powinienem ją najpierw zapytać, czy w ogóle ma ochotę gdzieś jechać. Zablokowałem telefon i westchnąłem. Cat była jeszcze w pracy, więc musiałem czekać do jej powrotu. Poszedłem do swojego gabinetu i zacząłem robić porządek w papierach, bo ostatnio trochę to zaniedbałem.  
Zajęło mi to więcej czasu niż początkowo zakładałem, więc kiedy Cat weszła do domu, ja byłem w samym środku tego burdelu. Wszędzie leżały kartki, jakieś teczki i chyba sam już się w tym zgubiłem. Postanowiłem dać sobie z tym spokój, zostawiłem wszystko tak jak było i poszedłem do kuchni po kawę.  
— Hej — powiedziałem do Cat, która stała przy blacie i robiła sobie coś do jedzenia.  
— Hej — odpowiedziała, ale nie odwróciła się.
Sięgnąłem po kubek i podstawiłem go pod ekspres do kawy, zastanawiając się, czemu między nami było tak dziwnie. Czy kiedyś będzie tak, jak przedtem?  
— Jak było w pracy? — zapytałem, żeby jakoś ciągnąć tą rozmowę.
— Bez rewelacji. — Padła krótka odpowiedź.
Westchnąłem. Dlaczego nie umieliśmy już normalnie rozmawiać?
— Jak skończysz tu, to przyjdź do salonu, bo chcę ci coś pokazać — oznajmiłem, zabierając kubek z kawą i ruszyłem w stronę kanapy.
Nie spieszyła się. Miałem wrażenie, że wręcz robiła wszystko jeszcze wolniej. W końcu jednak zostawiła, cokolwiek robiła w kuchni i usiadła obok mnie na kanapie.
— Co takiego?
Odblokowałem telefon i pokazałem jej ofertę.
— Chcesz jechać? Myślę, że dobrze by nam zrobił taki wyjazd.  
Wzięła do ręki moją komórkę i przez dłuższą chwilę w milczeniu przeglądała ofertę. Nie potrafiłem odgadnąć, o czym myślała, bo jej twarz była nieprzenikniona.  
— A co? Prue się nie zgodziła? — rzuciła w końcu, oddając mi komórkę.
Zatkało mnie. Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że to powiedziała. Teraz już zawsze tak będzie? Wszystko będzie się kręcić wokół Prue? Miałem już tego dość. Robiłem wszystko, co mogłem, a to i tak było za mało.
— Serio, Cat? Myślisz, że w każdej mojej propozycji jest ukryty podtekst o Prue? Że jesteś drugą opcją, rezerwową? — wysyczałem. — Powiedziałem ci, że nie mam z nią kontaktu. Nie wierzysz? To proszę, posprawdzaj moje wiadomości, maile, profile społecznościowe, czy co tam tylko chcesz. — Podsunąłem jej telefon pod nos. — Nie mam nic do ukrycia.  
Westchnęła ciężko.
— Zabierz to. — Gwałtownie odsunęła od siebie komórkę. — Nie chcę nic sprawdzać.
— Czemu?  
— Bo nie jestem obsesyjnie zazdrosną narzeczoną, która sprawdza wszystko na każdym kroku — odpowiedziała nieco ironicznie. — Nie robiłam tego wcześniej i na pewno nie zacznę teraz, zwłaszcza, że kłamstwa i tak wyszły na jaw.  
— To ja już nie wiem, co mam robić. Staram się, bo chcę wszystko naprawić, staję na rzęsach, żeby się do ciebie zbliżyć, ale skoro ty tego nie widzisz, to… — Spuściłem głowę.  
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż w końcu Cat odsunęła komórkę na stolik i przysunęła się odrobinę w moją stronę.
— Przepraszam. Nie powinnam tego mówić.  
Westchnąłem.
— Myślałem, że to dobry pomysł, żeby się stąd wyrwać chociaż na weekend. Żeby na chwilę zapomnieć… Ale skoro nie chcesz jechać…
— Nie powiedziałam, że nie chcę. Po prostu… Nie potrafię zapomnieć o Prue. — Westchnęła z irytacją. — Ale to dobry pomysł. Może zmiana otoczenia nam pomoże. — Zawahała się, po czym wyciągnęła rękę i delikatnie splotła nasze palce.  
— Czyli jedziemy? — zapytałem i spojrzałem na nią.  
— Jedziemy. — Uśmiechnęła się blado. Nagle pochyliła się w moją stronę, ale nie zrobiła nic więcej, jakby walczyła ze samą sobą, by się nie odsunąć.  
Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym zerknąłem na jej usta. Chciałem ją pocałować, ale bałem się, że znowu się wycofa. A może po prostu za bardzo to roztrząsałem. Za dużo myślałem. Może powinienem zacząć działać. Nachyliłem się w jej stronę, zmniejszając odległość między naszymi twarzami i pocałowałem. Miałem to zrobić delikatnie, ale chyba mi nie wyszło. Za bardzo za nią tęskniłem. Za bardzo tęskniłem za tym, co było kiedyś.  
Ku mojemu zdziwieniu, nie odsunęła się. Dotknęła ręką mojej twarzy i jeszcze bardziej się przybliżyła. Zanim się spostrzegłem, objęła mnie rękami za szyję, a nasze pocałunki stały się zachłanne. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej, wplątując jedną dłoń w jej włosy, a drugą obejmując w talii. Uniosła się lekko i usiadła mi na kolanach. Moje dłonie zaczęły wędrować po jej ciele, za którym tak tęskniłem, aż znalazły się pod jej bluzką. Nie chciałem posuwać się za daleko, bo gdzieś z tyłu głowy miałem myśl, że pewnie zaraz mnie odtrąci i znowu zacznie gadać o Prue. Cat jednak nie sprawiała wrażenia, jakby chciała się rozmyślić. Wyglądało na to, że jej tortury dobiegły już końca. Dyszała ciężko, a po chwili poczułem jej ręce rozpinające mi spodnie. Sięgnąłem do zapięcia jej stanika, a potem pozbyłem się go razem z jej bluzką i moimi spodniami. Dość gwałtownie zrzuciłem ją z kolan, by zdjąć z siebie koszulkę i po chwili przygnieść jej ciało swoim na kanapie. Ciężko było mi się hamować, bo w końcu zaczynało być jak kiedyś.



Caterina
     
Przez chwilę było jak kiedyś. Chyba żadne z nas tego nie planowało — po prostu się stało. Był to jakiś postęp, bo choć wstęp naszej rozmowy prawie poprowadził do kolejnej kłótni, udało nam się to zażegnać. A później… Nie mogłam się powstrzymać, gdy Matt siedział tak blisko mnie. Czułam jego pociągający, znajomy zapach, widziałam, jak na mnie patrzył i nie byłam w stanie odejść. Za długo już torturowałam jego i siebie. Potrzebowałam go, a skoro on wciąż był obok, chyba też mnie potrzebował. Miałam dość myślenia i roztrząsania sytuacji.  
Gdy mnie pocałował, moje ciało od razu pokryło się gęsią skórką, a po chwili wybuchło we mnie znajome gorąco. Chciałam go mieć, tu, natychmiast, bez żadnych pytań i dyskusji, czy powinniśmy. Łatwo było zamknąć oczy, delektować się jego dotykiem i udawać, że nie wydarzyła się żadna z tych okropnych rzeczy. Byliśmy tylko my dwoje.
Przez chwilę.
Serce ściskało mi się z nadmiaru emocji. Kochałam go tak bardzo, że aż bolało. Trzymanie się od niego z daleka było trudne, ale ta bliskość była tylko chwilową ulgą. Jej ogrom nagle mnie przytłoczył. Byłam maksymalnie podniecona — w sumie ciężko było się temu dziwić, jeśli się pamiętało, jak Matt paradował przede mną rano w samym ręczniku. Kosztowało mnie to cały mój zapas samokontroli, by nie rzucić się na niego już wtedy. Każda komórka mojego ciała chciała być blisko niego i coraz ciężej było to ignorować.
W salonie panował półmrok, a ciszę przerywały tylko nasze głośne oddechy i jęknięcia. Matt przycisnął mnie mocno do kanapy i zaczął całować po szyi. Oplotłam go nogami i wbijałam paznokcie w jego plecy, gdy zaczął sunąć ustami coraz niżej. Byłam niczym ogłuszona, po raz pierwszy od dawna doświadczając tylu uczuć naraz, ale gdy Matt dotarł do brzucha, nagle zamarłam.  
Jeszcze niedawno wyobrażałam sobie, jak całowałby mój brzuch, wiedząc, że rosło w nim nasze dziecko. Teraz jednak brzuch był pusty. Już nikogo tam nie było. Uświadomienie sobie po raz kolejny tego faktu uderzyło mnie bardziej niż sądziłam. Próbowałam odgonić to uczucie, skupić się na tym, co właśnie robiliśmy, ale do głowy wpadła mi nagle inna myśl, równie bolesna — czy ją też tak całował?
Do oczu napłynęły mi łzy i gwałtownie odsunęłam się od Matta, podciągając kolana do klatki piersiowej. Zdezorientowany, spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
— Co się stało? — zapytał. — Zrobiłem coś nie tak?
— Przepraszam. Nie mogę… — Usiłowałam osuszyć oczy, ale w pokoju i tak było już ciemno. — Nie jestem w stanie tego zrobić. — Szybko chwyciłam moje ubrania, leżące na podłodze i uciekłam do sypialni niczym ostatni tchórz.  
Usiadłam na łóżku i szybko założyłam biustonosz, a potem zaczęłam głęboko oddychać, będąc w lekkim szoku. Pulsowanie między nogami zaczynało powoli odpuszczać, ale i tak czułam się okropnie. Prue siedziała w mojej głowie i nie chciała stamtąd wyjść, co zaczynało coraz bardziej wpływać na moje — nasze — życie. Sypialnia była ostatnim miejscem, gdzie chciałam ją widzieć. Nie chciałam znowu rzucać w Matta oskarżeniami, bo przecież widziałam, że mnie pragnął. Starał się. Problem leżał tym razem we mnie.  
Patrzyłam przez okno, czując, jak tętno powoli mi opada, kiedy do sypialni wszedł Matt, już w pełni ubrany.
— Cat… — zaczął i poczułam, jak siada za mną i obejmuje mnie ramionami. — Kochanie… nic się nie stało. Nie musimy się spieszyć z seksem. Ja rozumiem i zaczekam ile będzie trzeba. Chociaż nie ukrywam, że nie będzie to łatwe, jeśli będziesz mi serwować takie widoki jak przez ostatnie dni. — Przytulił mnie mocniej.
“Kochanie”. Kiedy ostatni raz się tak do mnie zwrócił? Nie chciałam się przed nim rozklejać, ale oczy wciąż miałam wilgotne i byłam wdzięczna, że siedział za moimi plecami i tego nie widział.
— Przepraszam — wyjąkałam, osuwając się w jego ramiona niczym w bezpieczną przystań. — Naprawdę tego chciałam.  
— W porządku, kochanie. Nie musisz przepraszać.  
Nienawidziłam tego — jaka się teraz przy nim stałam, jaki on stał się przy mnie. Chciałam być silna, a tymczasem czułam się, jakbym była ze szkła, jakby rzeczywiście Matt musiał na mnie uważać, bo na każdym kroku mogłam się rozpaść. Cholerna Prue. Cholerne przeznaczenie, które nas tu doprowadziło.
Pozostawało tylko mieć nadzieję, że coś się między nami poprawi na wyjeździe.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2652 słów i 14296 znaków.

Dodaj komentarz