Pęknięty diament – rozdział 1

Po zakończeniu #Nayley zapraszamy na coś, co stworzyłyśmy już jakiś czas temu z https://www.wattpad.com/user/Ryunique i @Elorence. Kiedyś było to już publikowane, ale nie w całości, tym razem zamierzamy wrzucić wszystko :) W tej historii są trzy narracje, każda miała swojego bohatera i uważamy to za całkiem udany projekt :D mamy nadzieję, że się spodoba! <3  



Matt i Cat. Niegdyś okrzyknięci Królem i Królową Balu, dziś Matt i Cat. Niegdyś okrzyknięci Królem i Królową Balu, dziś – przyszli Państwo Młodzi.
Słodkie zaręczyny, pierścionek z brylantem, nowe mieszkanie, planowanie ślubu – to tylko początek drogi, jaką muszą pokonać, aby stanąć na ślubnym kobiercu.
Gdzieś między tym wszystkim jest również nielojalna przyjaciółka, proza życia i piękna Prue – organizatorka wesela.
Czy prawdziwy diament może ulec pęknięciu?



Matthew

Wszystko zaczęło się pewnego późnego popołudnia, kiedy odbierałem siostrę z kursu tańca. Przyjechałem wcześniej, bo mnie o to poprosiła. Do końca zajęć zostało jeszcze kilkanaście minut, a ja już stałem oparty plecami o ścianę, z dłońmi w kieszeniach, obserwując grupę dziewczyn przez szybę, która stanowiła bok sali. Tańczyły w rytm muzyki, którą słyszałem nawet przez zamknięte szklane drzwi. Podążyłem wzrokiem do instruktorki i przyglądałem się jej dłuższą chwilę.
Nie mogłem oderwać wzroku od jej idealnej figury. Miała na sobie szare legginsy od Calvina Kleina i czarną koszulkę ze złotym napisem, związaną w supeł nad pępkiem, odsłaniającą płaski brzuch. Włosy w kolorze ciemnego blondu związane miała w kucyka, ale kilka kosmyków zdążyło się z niego wymsknąć. Jej skóra miała piękny odcień, jak muśnięta słońcem. A kiedy się uśmiechnęła, odwracając głowę w moją stronę i nasze spojrzenia się spotkały, serce zabiło mi szybciej, a w brzuchu poczułem dziwne łaskotanie. Dotarło do mnie, że ją znam. I to bardzo dobrze.
Była jeszcze ładniejsza niż te kilka lat temu, kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Rozstaliśmy się z myślą, że jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni, to spotkamy się jeszcze raz. I oto byliśmy. Czas stanął w miejscu, a my patrzyliśmy na siebie zaskoczeni. Pierwsza odwróciła wzrok, bo przecież prowadziła zajęcia, ale do samego ich końca zerkała na mnie co jakiś czas. Moja siostra wyszła z sali z perfidnym uśmieszkiem na twarzy, udając, że mnie nie widzi i poszła dalej. Blondynka wyszła niedługo po niej i podeszła do mnie.
— Matthew?
Uśmiechnąłem się łobuzersko, po czym wypowiedziałem jej imię:
— Caterina.
Od tamtego późnego popołudnia minął rok. Od samego rana chodziłem poddenerwowany, żołądek miałem zaciśnięty w supeł i nie byłem w stanie nic przełknąć. Wypiłem tylko kawę — podwójne espresso. Od kilku dni starannie przygotowywałem całą akcję i dzisiaj nic nie miało prawa pójść nie tak. Poprosiłem o pomoc kumpli. Aaron i Theo zgodzili się od razu, za to Jake i Tyler najpierw mnie wyśmiali. Odradzali mi to, twierdząc, że to za wcześnie, ale ostatecznie obiecali, że wypełnią swoje zadanie.  
Im bliżej wieczora było, tym bardziej się stresowałem. Założyłem granatową koszulę, ciemne spodnie i moje ulubione trampki. Pół godziny stałem przed lustrem układając włosy, aż w końcu się poddałem. Nic lepszego już z nimi nie zrobię. Wsadziłem pudełeczko z pierścionkiem z białego złota i wielkim diamentem do kieszeni. Żeby nie było wtopy, że zły rozmiar, któregoś dnia zabrałem jeden z jej pierścionków, które rozrzucone były na toaletce. Później niepostrzeżenie go oddałem, ale jestem pewny, że nie zauważyła jego zniknięcia. Miała mnóstwo biżuterii, która nie mieściła się w szufladkach i pudełkach.  
Powiedziałem Cat, że przyjadę po nią koło dziewiętnastej, więc za piętnaście podjechałem pod jej mieszkanie. Nie zdążyłem nawet napisać wiadomości, że już jestem, a ona już siedziała w aucie. Włosy miała rozpuszczone, na twarzy lekki makijaż podkreślający jej naturalne piękno, a na sobie obcisłą sukienkę na ramiączkach w jakiś wzorek, ale nie wiem jaki, bo skupiłem się na głębokim rozcięciu na jej udzie. Zrobiło mi się gorąco i musiałem rozpiąć dwa pierwsze guziki koszuli.
— Czy ty chcesz, żebym spowodował wypadek? — zapytałem, nachylając się w jej stronę, by ją pocałować.  
Uśmiechnęła się uroczo i odparła:
— Mówiłam ci, że tym razem będę na czas. Jestem nawet wcześniej, więc masz teraz chwilę, by ochłonąć i nie wjechać w jakieś biedne drzewo. — Oddała pocałunek.
— Biedne drzewo? A moje auto to nie?
— Och, typowy facet… — Teatralnie wywróciła oczami. — Was obchodzą tylko samochody, prawda? Chcesz zobaczyć, jaki jestem męski, to spójrz na mój samochód, a ja dodatkowo rozepnę spodnie.
— Nie tylko. Pokażę ci potem, co jeszcze mnie obchodzi — zamruczałem. — Ale teraz musimy jeszcze na chwilę pojechać na tor.  
— Na tor? — Zdziwiła się i delikatnie zmarszczyła brwi. — Ale po co?
Westchnąłem teatralnie i odpaliłem silnik.
— Założyłem się z Tylerem, że wygram wyścig, bo przyniesiesz mi szczęście. On uważa, że upokorzy mnie jeszcze bardziej, wygrywając na twoich oczach. To jak? Będziesz moim szczęściem? — Zerknąłem na nią i uśmiechnąłem się łobuzersko.
— Zawsze nim jestem, nawet jeśli się z nikim o to nie zakładasz. Ech, faceci… — westchnęła, ale zaraz uśmiechnęła się uroczo. — Tylko zróbmy to szybko, bo jestem głodna i… — Pochyliła się w moją stronę. — Mam na ciebie straszną ochotę, wiesz? — Trąciła mój nos swoim.
— Ty naprawdę chcesz, żebym spowodował wypadek — skwitowałem i ruszyłem z piskiem opon.


Caterina

Wiedziałam, że ta sukienka zrobi na nim wrażenie. Od dawna jej nie nosiłam, ale dzisiaj wyciągnęłam ją z szafy, by w końcu się do czegoś przydała. Matthew zaprosił mnie na kolację i stwierdziłam, że nada się idealnie.
Był lekko zdenerwowany. Może chodziło o wyścig, ale przecież byłam obok i wspierałam go, jak tylko mogłam. Zaledwie rok temu nie pomyślałabym, że jeszcze kiedykolwiek będę miała do czynienia z tym facetem, a tu proszę — siedziałam obok niego, ściskając go za rękę i patrząc na niego z uwielbieniem, które ogarniało mnie za każdym razem, ilekroć patrzyłam na jego twarz. Gdy poznaliśmy się w liceum, połowa dziewczyn szalała za nim, ale teraz był jeszcze przystojniejszy — i w dodatku mój. Większość z tych uczuć zachowywałam dla siebie, by przypadkiem nie uderzyła mu do głowy sodówa, ale to nie zmieniało faktu, że często rozpływałam się, gdy myślałam o naszym związku. Był idealny. On był bogaty, zabawny, przystojny — ja do najbrzydszych też raczej nie należałam. Wzbudzaliśmy zazdrość u większości naszych znajomych, którzy nie dogadywali się tak, jak my. To w końcu było najważniejsze — komunikacja i porozumienie, a nie wygląd.  
Choć na ten aspekt naszego życia narzekać nie mogłam. Dzięki temu seks był cudowny — raz słodki i uczuciowy, a raz dziki i pełen żądzy.  
Teraz, jako przykładna dziewczyna, miałam zamiar całkowicie wspierać go w tym wyścigu, choć znaczna część mojego żołądka chciała już pojechać na tę kolację.
Po drodze próbowałam go zagadywać, pytałam, jak minął mu dzień, ale on odpowiadał mi mruknięciami. Po początkowej wymianie zdań nie został nawet ślad. Uznałam, że stresuje się wyścigiem i w końcu dałam mu spokój, jedynie ściskałam go za rękę, którą trzymał na moim odsłoniętym kolanie.
Gdy znaleźliśmy się już na torze, dostrzegłam jego kolegów. Wszyscy przywitali się ze mną wylewnie, szczerząc się do siebie w dziwaczny sposób. Zapewne już sobie wyobrażali, jak wygrywają wyścig, pozostawiając Matta w cieniu porażki. Ja jednak nie zamierzałam do tego dopuścić. Uśmiechnęłam się swoim najśliczniejszym uśmiechem, nieco wypięłam do przodu klatkę piersiową i pocałowałam mojego mężczyznę tak mocno, jak potrafiłam.
— Powodzenia, kochanie — szepnęłam z ustami przy jego uchu. — Pomyśl, jak cię potem wynagrodzę za wygraną.
— Nie rozpraszaj mnie, diablico — odparł tylko z uśmiechem i pocałował mnie szybko, po czym razem z chłopakami oddalił się gdzieś.  
Słońce powoli zachodziło, kolorując niebo i chmury na kolor brudnego różu. Powoli zaczęłam iść w stronę trybun. Po chwili znalazłam w miarę czyste miejsce, na którym usiadłam i wyciągnęłam komórkę, by sprawdzić Instagrama. Czekałam na znane mi już odgłosy warkotu silników. Wokół mnie nagle rozbłysły światła reflektorów, więc zamrugałam gwałtownie i schowałam komórkę z powrotem do torebki, przenosząc wzrok na tor, by znaleźć Matthew.
Jego kumple powoli wyjeżdżali na tor, ale coś mi tu nie grało. Chwilę przyglądałam się samochodom ze zmarszczonymi brwiami. To nie wyglądało na wyścig. Pojedyncze pojazdy wyjeżdżały na drogę, ale nie wyglądały tak, jakby miały zamiar się ścigać. Przez chwilę kręciły się bokami do mnie, aż nagle jeden z nich zrobił ostry skręt. To był samochód Tylera. Zastanawiałam się, co on wyprawiał, kiedy nagle kolejne auto skręciło w ten sam sposób, później następne. Szukałam Lexusa Matta, ale nie było go tu. Pokręciłam głową. Co tu się działo?
Dopiero wtedy dostrzegłam, że na samochodach było coś napisane. Zmrużyłam oczy i aż wstałam. Nie byłam pewna, ale chyba widniało tam moje imię — a przynajmniej jego skrót, jak Matt lubił mnie nazywać — Cat. Przeniosłam wzrok na następne auto. Drugie słowo było dość ciasno napisane, ale wciąż czytelne. Serce zabiło mi mocniej, gdy je przeczytałam — “wyjdziesz”. Choć nie wierzyłam, że to faktycznie się działo, już wiedziałam, co będzie napisane na następnych samochodach. Z zaciśniętym gardłem obserwowałam, jak słowa układają się w całość — “Cat, wyjdziesz za mnie”. Brakowało tylko znaku zapytania. I Matthew. Gdzie on był?
Po paru sekundach zobaczyłam, że wyjeżdża także jego samochód. Zatrzymał się z piskiem opon. Na boku auta widniał duży znak zapytania. Na chwilę zastygłam w bezruchu, a potem rzuciłam się w jego stronę tak szybko, na ile pozwalały mi obcasy. Gdy do niego dobiegłam, on właśnie wychodził z auta. Serce biło mi tak szybko, jak nigdy, gdy patrzyłam, jak wyciąga z kieszeni małe pudełeczko i klęka przede mną przy warkocie silników.
— Moje pytanie już znasz — powiedział, przekrzykując hałas, a ja pierwszy raz widziałam, by był tak przejęty. — Ale ja nie znam twojej odpowiedzi.
— Tak! — zawołałam, pierścionkowi poświęcając tylko krótką chwilę, bo byłam zbyt zajęta rzucaniem się Matthew na szyję.  
Nawet nie marzyłam o tej chwili, a jednak ona nadeszła; wzięła mnie z zaskoczenia i była całkowicie idealna. Całowałam Matthew jak szalona, w duchu podskakując ze szczęścia, a na żywo płacząc i jak rzadko kiedy, nie trzymając emocji na wodzy.  
Po stanowczo za krótkiej chwili Matthew odsunął się ode mnie na parę centymetrów. Patrzyłam, jak ujmuje moją dłoń i wsuwa pierścionek na palec. Po chwili cofnął się do samochodu i z tylnego siedzenia wyjął ogromny bukiet czerwonych róż. Położył go tam już wcześniej, a ja nie zauważyłam, czy może ukrył go tam dopiero po przyjeździe tutaj? Nie chciało mi się nad tym zastanawiać. W tym momencie byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie.

3 komentarze

 
  • Wer...

    Ciekawe czekam na rozwój sytuacji 😁  
    Kiedy kolejna część czy też będą się pojawiać co trzy dni ?

  • candy

    @Wer... dwa/trzy zapewne, to już jest napisane w całości ❤️

  • Speker

    Jakoś przepadła ta opowieść...
    Cieszę się na powrót.

  • candy

    @Speker fakt, przepadła, dlatego teraz powraca 😊 i tym razem zostanie do końca 😃

  • Gazda

    Hej dziewczyny, jak zwykle ciekawie.  
    Czakram na  dalsze części😘

  • candy

    @Gazda dziękujemy ślicznie 🥰