Opiekun I

Opiekun IKiedy tata powiedział mi, żebym się pakowała, bo jadę na ferie, nie mogłam się posiąść ze szczęścia. Nie dosyć, że już dawno nigdzie nie byłam, bo musiałam się uczyć do egzaminów, to jeszcze spędzę czas z tatą, czego ostatnio bardzo mi brakowało.
Zapinając walizkę, wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół. Gdyby nie to, że miałam bagaż pewnie do wyjścia bym skakała. Samochód już czekał przed domem, więc od razu do niego podeszłam i włożyłam walizkę do bagażnika, następnie wsiadając od strony pasażera. Już chciałam zapinać pas i pytać, gdzie jedziemy, gdy moi oczom na miejscu kierowcy zamiast taty, ukazał się… Ethan.
Wciągnęłam świstem powietrze i chciałam otworzyć drzwi, kiedy okazało się, że zostały zablokowane.
Spojrzałam na mężczyznę; patrzył tępo przed siebie, a twarz miał bardzo spiętą.
– Wypuść mnie w tej chwili! – krzyknęłam gdy już odzyskałam głos. Zaczęłam szarpać za klamkę i w tym samym momencie auto ruszyło. – Nie słyszałeś, co powiedziałam? Przecież to jest porwanie!
– Słuchaj, Lidia! – warknął. – Też najchętniej bym cię unikał jak do tej pory, ale nie mogę! Niebawem zresztą zrozumiesz. Chociaż mam nadzieję, że nie – dodał cicho, bardziej do siebie.
Przez chwilę analizowałam to, co powiedział.
Rzeczywiście, ja go unikałam, ale dlaczego on to robił? Nie miał żadnego powodu… w przeciwieństwie do mnie. Mimo że wydarzyło się to rok temu, nadal gdy sobie o tym przypomniałam, spalałam się ze wstydu i marzyłam, aby cofnąć się do tamtego dnia i postąpić inaczej.
Przełknęłam ślinę.
– Gdzie jedziemy?
– Daleko – odpowiedział, patrząc na drogę.
– Nie o to pytałam. Gdzie dokładnie jedziemy? I dlaczego tata mnie okłamał, że to będą ferie?
Milczał kilka sekund, po czym odpowiedział zdawkowo:
– Do domku mojej rodziny. Dla twojego dobra. A teraz daj mi się skupić na drodze.
* * *
Faktycznie jechaliśmy długo. Wyruszyliśmy o ósmej rano, a teraz było już ciemno. Połowę drogi się nie odzywałam i patrzyłam przez szybę, zastanawiając się, co teraz, a drugą połowę przespałam.
Kiedy poczułam lekkie szturchanie, wiedziałam, że już dojechaliśmy. Zanim zdążyłam się całkowicie rozbudzić, Ethan już czekał z moją walizkę przy wejściu do domku.
Kiedy wyszłam z samochodu, rozejrzałam się dookoła i poczułam, jak na moim ciele pojawia się gęsia skórka.
Przerażenie – to jedyne dobre słowo, aby opisać to, jak w tamtym momencie się czułam.
Jeden, drewniany domek, a dookoła drzewa. Jedyne co było słychać, to ich świst. Przez moment zastanawiałam się na drogą ucieczki, ale kiedy przede mną wyrosła postać Ethana, moje myśli obrały inny tor.
Ethan to pracownik mojego ojca. Nigdy nie wiedziałam, czym dokładnie się zajmuje, ale rzadko kiedy nie było go obok mojego taty. Kiedyś podsłuchałam jego rozmowę i dowiedziałam się, że służył w wojsku kilku lat, co tłumaczyło jego szerokie ramiona i umięśnione ciało – jeżeli nie nosił koszul (co zdarzało się rzadko), to zakładał obcisłe koszulki. Wszystko zawsze w kolorze czarnym.
Musiałam mocno zadrzeć głowę do góry, aby spojrzeć na jego twarz. Miał zimne niebieskie oczy i ciemne włosy. Miał prostokątną twarz, a przez lewy policzek przebiegała blizna. Wiele razy zastanawiałam się, od czego ją ma.
– Chcesz tu stać i zamarznąć? – spytał, wyrywając mnie z zamyśleń.
Potrząsnęłam głową, a Ethan pokazał mi ręką, abym weszła do domku.
Małe pomieszczenie, w którym jest tylko łóżko, kuchenka, lodówka i stół. No, bez dwóch zdań idealne miejsce na ferie.
Spojrzałam na mężczyznę, który stał przy kranie i nalewał wody do czajnika.
– Zrobię nam herbaty – powiedział jak gdyby nigdy nic.
– A może powiesz mi w końcu, o co chodzi?
Usłyszałam jego westchnięcie i przygotowałam się, że albo będzie chciał obejść temat, albo po prostu powie coś w stylu: „nie, nic ci na razie nie powiem”.
Jednak się pomyliłam, bo Ethan nic nie odpowiedział.
– Odpowiesz?! – Teraz już się wkurzyłam. Chciałam jak najszybciej się dowiedzieć, co to wszystko ma znaczyć i dlaczego tata mnie okłamał. Znowu cisza. – To są jakieś żarty? Ethan, kurwa!
– Lidia, daj na razie spokój – powiedział w końcu zmęczonym głosem.
– Na razie? Okey, może spytam cię za miesiąc, czemu mnie porwałeś. Albo za rok – wzruszyłam ramionami – przecież nigdzie mi się nie spieszy. Chcesz mi zrobić krzywdę? – spytałam cicho.
Widziałam, jak sztywnie, a w kolejnej sekundzie patrzy na mnie, jakbym go spytała, ile osób zabił w wojsku.
– Co?
– Pytałam, czy chcesz mnie skrzywdzić. Porwałeś mnie, jesteśmy na jakimś zadupiu, skąd nikt nie usłyszy moich krzyków, jest…
– Boże! Oczywiście, że nie chce cię skrzywdzić! Co ty wygadujesz, dziewczyno? – Podszedł bliżej mnie. Na tyle blisko, że byłam w stanie poczuć jego zapach. – Wierz mi, cholera, że najchętniej bym w ogóle nie brał tej roboty, tylko dlatego, że muszę cię niańczyć! – krzyknął, akcentując „cię”. – Jednak nie było innego wyjścia! Wiem, że to nie będzie łatwe, ale musisz się z tym pogodzić. Jednego możesz być pewna: na pewno cię nie dotknę, jeżeli nie będę musiał.
Poczułam, jak coś ściska mnie w klatce.
Nie spodziewałam się tak dobitnej odpowiedzi ani tego, że wywoła to we mnie takie uczucie.
Kiedy jego słowa trafiły we mnie po raz kolejny, zesztywniałam.
Robota…
Jeżeli nie będę musiał…
– Ethan – zaczęłam drżącym głosem. – Czy chodzi… o mojego tatę? Czy grozi mu niebezpieczeństwo?

Dodaj komentarz