Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Nothing happens without a reason - prolog.

Nothing happens without a reason - prolog.AUDREY

Czuję na sobie jego spojrzenie, skóra pali mnie żywym ogniem. Muszę się opanować, ponieważ wiem, że to nie jest moment na słabość.

- Proszę, nie patrz na mnie takim wzrokiem... - mówię, jednak nie mam odwagi, by odwrócić się do Victora przodem i spojrzeć w jego twarz. - Dobrze wiesz, że nie mieliśmy przyszłości. - wzdycham, czując wyrzuty sumienia, a następnie wkładam do walizki kolejną ze złożonych wcześniej rzeczy.  

- O czym ty mówisz... ? Nazywasz swoją niestałość w uczuciach brakiem przyszłości? - mówi Victor. Jestem zaskoczona, gdyż jego głos brzmi zupełnie inaczej niż zawsze, słyszę w nim kpinę i coś, co sprawia, że moje wyrzuty sumienia stają się jeszcze większe.  

Z bólem serca kieruję na niego swój wzrok. Przez chwilę lustruję rysy jego twarzy, które diametralnie się zmieniają.  

- W życiu nie wszystko wygląda tak, jakbyśmy tego chcieli, nie możesz mnie za to obwiniać. - odpowiadam. Chciałabym mu wszystko powiedzieć, wytłumaczyć, dlaczego tak musi się stać. Jednak wiem, że nie mogę tego zrobić. Naraziłabym go, a przecież nie taki jest mój cel. Odchodzę, by go chronić.  

- Jeszcze wczoraj... - nie kończy. W oczach Victora widzę niesamowity chłód, który wypełnia mnie całą, a moje ciało przechodzi dreszcz. - Co takiego się dziś zmieniło, Audrey? - słysząc jego słowa utwierdzam się w przekonaniu, iż jak najszybciej powinnam stąd wyjść, nie mogę wytrzymać atmosfery, która zapanowała między nami. Victor już zawsze będzie uważał mnie za tchórza... może to lepiej, że nie zna prawdy.  

***
Jestem w mieszkaniu swoich rodziców. Witam się z nimi krótko i ignorując ich pytania udaje się do swojego starego pokoju. Jutro poszukam czegoś, co mogę wynająć, na razie nie mam do tego głowy.  

Wchodzę do pomieszczenia i rozglądam się, nie jestem niczym zaskoczona, ponieważ pokój wciąż wygląda tak samo. Na ścianach znajdują się plakaty mojego niegdyś ulubionego zespołu, po prawej stronie od wejścia, pod oknem, znajduje się niewielkie ciemnobrązowe biurko wraz z krzesłem w tym samym kolorze. W oknach wiszą turkusowe zasłony, a niewielka lampka oświetla wnętrze sprawiając, iż wydaje się bardziej przytulne. Naprzeciw drzwi znajduje się dwuosobowe łóżko, na którym przysiadłam.

W moich myślach przez cały czas gości Victor. Wiem, że dobrze zrobiłam. Kocham go i dlatego nie mogę pozwolić na nasz związek, jednak ból, który widziałam w jego oczach, nie pozwalał mi na spokój.

Nie ma innego wyjścia, obydwoje musimy o sobie zapomnieć.

***

VICTOR
Cisza goszcząca w mieszkaniu otula mnie nieprzyjemnie, sprawiając, że odczuwam niepokój. Nie jestem przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy. Nie chcę tego, lecz mimowolnie, już kolejny raz, w mojej głowie pojawiają się wspomnienia. Wypełniają ją po brzegi. Nie mogę oprzeć się dziwnemu wrażeniu, iż zaraz eksploduje.  

Przykładam palce do pulsujących skroni i opuszczam powieki, lecz wiem, że i to nie da mi upragnionej ulgi. Nie tak miało być. Tak wygląda każde ,,na zawsze"? Nie jestem pewien, co powinienem teraz ze sobą zrobić.

Przekręcam się na drugi bok, a łóżko wydaje z siebie niemiłe skrzypnięcie, na co marszczę czoło. Na moment przestaję myśleć, czuję pustkę. Jestem zmęczony.  

***

AUDREY
Jest piąta nad ranem, a ja wciąż nie zmrużyłam oka. Od wczorajszego wieczoru towarzyszy mi dziwne przeczucie, czuję, że coś jest nie tak.

Ekran telefonu rozświetla się, co potęguje mój niepokój. Połączenie przychodzące. Nikt bez powodu nie dzwoniłby do mnie o tej godzinie.  

Spoglądam na wyświetlacz. Beak. Coś się stało, jestem tego pewna.

Moje serce zaczyna bić niebezpiecznie szybko. Chwytam telefon i, bez większego ociągania, odbieram.

- No w końcu. - pierwszy odzywa się Beak. - Kurwa, Audrey. Co się z tobą dzieje? Dobrze wiesz, że nie możesz sobie pozwalać na coś takiego. Musimy działać. -  w jego głosie słyszę wyrzut.

- Nie mów do mnie po imieniu. - syczę, ignorując jego wypowiedź. - Co jest? - pytam, wiedząc, że nie może dzwonić bez powodu. Szczególnie o tej porze.  

- Mają Victora. Najpóźniej jutro będzie martwy. - odpowiada.

Krew odpływa mi z twarzy. Mam wrażenie, że moja głowa na moment wyłącza logiczne myślenie. Czuję się zagubiona, mimo iż doskonale wiem co robić. Nie mogę okazać strachu.  

- Wiecie co macie robić, zbierz wszystkich. Macie godzinę. Zaraz tam będę. - mówię i rozłączam się.

Nie mogę marnować czasu, wyciągam z szafy pierwsze rzeczy, które wpadną mi w ręce. Chowam broń do kabury, którą ukrywam pod długim, czarnym płaszczem. Gra się rozpoczęła.

aile

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 840 słów i 4732 znaków, zaktualizowała 24 sty o 17:01.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Bardzo fajnie się zaczęło. Gratuluję :)

  • aile

    @AlexAthame dziękuję :)

  • Iga21

    To Twoje pierwsze opowiadanie (w sensie opublikowane w necie)?
    Całkiem nie źle.
    Łapka leci i czekam na cd :)

  • aile

    @Iga21 publikowałam wcześniej jakieś swoje teksty, jednak nigdy nie zadowalały mnie na tyle, bym nie musiała ich usuwać.
    Dziękuję za komentarz i opinię ;)