Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Nothing happens without a reason - rozdział 1.

Nothing happens without a reason - rozdział 1.2 lata wcześniej

VICTOR
Powolnym ruchem otwieram oczy. Unoszę ręce, by ospale się przeciągnąć, a następnie objąć nimi brunetkę śpiącą u mego boku. Przyglądam się jej zarumienionej twarzy. Wygląda tak spokojnie, gdy śpi... Biorę głęboki wdech i szybko odwracam wzrok, kierując go w stronę sufitu. Nie powinienem tak myśleć...

Od jakiegoś czasu dręczy mnie pytanie, na które nie potrafię sobie odpowiedzieć. Nie potrafię, a może nie chcę tego robić? Zastanawia mnie myśl, czy jestem szczęśliwy. Gdyby tak było... nie zastanawiałbym się nad tym, prawda? Nie jestem pewien czy powinienem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Tak naprawdę nie jestem już pewien żadnej rzeczy.

Claire to naprawdę świetna dziewczyna, jednak jest w niej coś, co sprawia, iż wiem, że nie jest dla mnie. Można by odnieść wrażenie, że jest idealna. I rzeczywiście, prawie taka była. Dlaczego prawie? Ponieważ jak każdy człowiek miała wady, lecz było ich niewiele. Głupio jest mi się przyznać przed samym sobą, że w mojej głowie na dobre gości ktoś inny. Nie znam jej, jednak jedno, niezwykle przeciągłe, spojrzenie sprawiło, iż nie mogłem się jej pozbyć.  

- O czym myślisz... ? - z zamyślenia wyrwa mnie cichy głos. Dopiero teraz orientuję się, że Claire już nie śpi, a jej błękitne oczy uważnie śledzą moją twarz.

Odczuwam ucisk w żołądku. Wiem, że powinienem to zakończyć, jednak nie potrafię. Czuję się jak cholerny egoista, ponieważ prawda jest taka, że nie chcę zostać sam. Boję się zostawić Claire, nie mając pewnego gruntu od drugiej ze stron. To, co odpycha mnie od tej niebieskookiej dziewczyny, trzyma mnie przy niej równie silnie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale zdaję sobie sprawę, iż poniekąd jest dla mnie ważna.

Spoglądam w jej oczy. Uwielbiam to robić. Są jak ocean, niesamowicie mnie hipnotyzują, jednocześnie wypełniając element mojego serca, co sprawia, że jego lód powoli się kruszy. Nie mogę na to pozwolić. Obiecuję sobie, że niedługo wszystko przerwę. Nie chcę jej zranić, nie chcę, by cierpiała, lecz jest już za późno. Wiem, że oddała mi całą siebie.

- To nic takiego. Lubię patrzeć, gdy śpisz. - uśmiecham się wymuszenie w jej stronę i oddycham z ulgą, gdyż zdaje się, że tego nie zauważa. Zwiększam uścisk, a Claire opiera głowę na mojej klatce piersiowej. Czuję się przy niej spokojnie. Nachylam się, a moje usta spoczywają na czubku jej głowy. Słowa, które słyszę chwilę później, przerażają mnie:

- Kocham cię. - mówi, przylegając do mnie jeszcze mocniej niż przed chwilą. Po raz kolejny odwracam wzrok, by na nią nie patrzeć. Nie tak powinno być.

- Wrócę dziś późno. Mam dodatkową zmianę. - okłamuję ją, co nie przychodzi mi łatwo, jednak nie mam innego wyboru.

***
Spuszczam głowę, na którą mocniej naciągam kaptur czarnej bluzy. Skręcam w prawo. Znajduje się tam ulica, w którą większość osób nie odważyłaby się wejść - znana jest z wielu dokonywanych tam przestępstw. Zauważam, że jest pusta. Przez całą drogę nie mijam żadnych samochodów, a tym bardziej osób, co w żadnym stopniu mnie nie dziwi.  

Spoglądam na zegarek spoczywający na moim nadgarstku. Jest ciemno, a jedyne światło na drogę rzuca słaba uliczna latarnia, dlatego z ogromnym trudem zauważam, że niedługo wybije pierwsza. Nie oglądam się za siebie, ponieważ dobrze znam cel mojej nocnej wędrówki.

Nie czuję się dobrze z myślą okłamywania Claire, ale nie mogę rozwiązać tego inaczej. Jestem świadom, że by mnie nie zrozumiała, od zawsze krytykowała takie zachowania.

Po pokonaniu kilkunastu metrów docieram do celu. Wchodzę do jednego z pustostanów, pod które dotarłem. Rozglądam się, mimo iż od razu zauważam osobę, której szukam. Wnętrze budynku w żadnym stopniu nie wygląda jak miejsce, w którym ktoś chciałby się znaleźć.

Podchodzę do Jamesa. Nie wygląda dobrze, jednakże jemu już nikt nie może pomóc. W tym momencie tkwię w przekonaniu, że mam wszystko pod kontrolą. Na razie nie zdaję sobie sprawy, jak bardzo się zawiodę.  

- Masz? - pytam, choć dobrze znam odpowiedź. James przygląda mi się chwilę, ale wie, że nie mamy dużo czasu.  

- Mam. - odpowiada.

Przyglądam się mu, gdy sięga do kieszeni, a następnie wyciąga rękę w moją stronę. Przejmuję od niego woreczek z białym proszkiem. Nie mam wyrzutów sumienia. Już dawno przestałem je mieć.  

- Dzięki. - mówię szybko, a następnie odchodzę do innej części budynku.  

***
Strzykawka wypada z mojej dłoni. W zgięciu łokcia pojawia się kropla krwi, która wolno spływa na przedramię, jednak to nie jest teraz istotne. Zamykam oczy, nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak się czułem. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo tęskniłem za tym uczuciem.

W mgnieniu oka wszystkie moje problemy znikają, jest mi tak dobrze, że powoli zaczynam zapominać o całym świecie. W ciele czuję napływające ciepło, a głowa w końcu odcina się od myśli. Nie ma już Claire ani nieznajomej dziewczyny, nie ma martwych oczu Liama, które bez przerwy widzę od czasu, gdy znalazłem go tamtej feralnej nocy. Nie ma rodziców, których nie widziałem od paru lat. Na krótką chwilę zostałem sam - sam wraz z wypełniającym mnie szczęściem, które towarzyszy mi od kilku chwil. Tylko w ten sposób mogłem znaleźć ukojenie.  

***

CLAIRE
Leżę sama w łóżku. Rozglądam się, czekając, aż oczy przyzwyczają się do panującej w pokoju ciemności. Z oddali słyszę poruszające się samochody.

Nie mogę spać, a moja głowa wypełniona jest myślami. Nie wiem, czy mogę ufać Victorowi. Gdzieś w głębi siebie czuję, iż nie jest ze mną szczery. Tylko dlaczego miałby nie być? Sama tego nie wiem, nie potrafię wyjaśnić powodów mojej niepewności. Może to tylko wrażenie? Głupie przeczucie, które zatruwa mnie każdego dnia. Może jednak mam rację? Może coś ukrywa?

Wiem, że powinniśmy porozmawiać. Powinniśmy wszystko sobie wyjaśnić, inaczej ten związek nie ma szans, by przetrwać, jednak boję się tego. Obiecuję sobie, że to zrobimy, ale jeszcze nie teraz, jeszcze trochę.

***
AUDREY
Zatrzymuję wzrok na wejściu do klubu. Nie lubię brudzić sobie rąk, jednak interes jest dla mnie ważniejszy niż względne poczucie komfortu.

Odwracam się w stronę Beaka, mojej prawej ręki, obok którego stoi Kier, kierowca. Obaj są tutaj tylko po to, by zapewnić mi bezpieczeństwo, którego według nich potrzebuję. Upierali się, by przyjechać tu ze mną, choć doskonale poradziłabym sobie sama.  

Wiem, że nie widzą we mnie autorytetu. Odkąd przejęłam dowodzenie, minęło dopiero parę miesięcy, dlatego każdy z nich wciąż traktuje mnie jak głupią, małą dziewczynkę. Owszem, mogłabym przystawić im broń do skroni i wymienić ich na kogoś ,,lepszego". Lecz co by mi to dało? Jedynie bym na tym straciła, tracąc zaufanych ludzi. Wolę zapracować na ich szacunek.

- Idziemy. - mówię krótko, co wystarcza, by od razu do mnie podeszli.

Otwieram drzwi. Robię to delikatnym ruchem, gdyż nie chcemy, by ktoś nas zauważył - tym samym nabierając podejrzeń. Mamy jeden cel - przedostać się do gabinetu właściciela klubu. Nie musimy martwić się o ochronę, gdyż jeden z moich ludzi jest tam wtyką. Dużo zapłaciłam mu za to, by kontrolował sytuację. Nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności, jednak ufam, że nikt nie będzie nam przeszkadzał.

Przeciskamy się przez tłum tańczących ludzi, by dostać się do schodów prowadzących na najwyższe piętro.

- Zaczekaj tu, Beak. Idę z Kierem. - oznajmiam.

Nie czekając na jego sprzeciw, udaję się do góry. Zaraz za mną podąża Kier. Po jego minie dostrzegam, iż nie jest zbyt optymistycznie nastawiony do całej akcji. Odnoszę wrażenie, że wie coś więcej niż ja, jednak teraz nie mamy na to czasu, musimy działać szybko.

Znajdujemy się na górze, bez większego zwlekania wchodzę do gabinetu. Connor siedzi tyłem do mnie. Wykorzystuję okazję i przykładam lufę do jego skroni. Po ruchach jego ciała zauważam, że jest przerażony.  

- Znów się spotykamy. - mówię. Chcę dodać coś więcej, jednak charakterystyczny dźwięk przeładowania broni, docierający do moich uszu, sprawia, iż na moment zamieram.

Powolnym ruchem odwracam głowę, nawet nie myśląc o tym, by ręka z bronią przystawioną do głowy Connora drgnęła. Nie wiem, co się dzieje, ale jestem pewna, że będzie to moja deska ratunku.  

Unoszę wzrok i wszystko staje się jasne. Kier trzyma mnie na muszce.

Zdradził.

aile

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1546 słów i 8667 znaków, zaktualizowała 24 sty o 17:03.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Akcja się rozwija. Musi byc odważna... Skoro ktoś nie strzela od razu to jest szansa, że sytuacja się odmieni...