Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Moje Maleństwo cz.2

Moje Maleństwo cz.2Dochodziła godzina czternasta, a ja siedząc w kwiaciarni, patrzyłam przez okno na ludzi chodzących po ulicach. Często się zastanawiałam, gdzie zmierzają i dokąd się spieszą. Nie wyobrażałam sobie życia po studiach i jak będzie wyglądać mój dzień bez ciągłych zajęć i nauki. Dzień minął mi szybko i chwilę po skończeniu pracy, spotkałam się z dziewczynami na zewnątrz by cieszyć się lipcowym słońcem. Nie było gorąco, ale promienie delikatnie padały na moje nagie ramiona, rozprowadzając przyjemne ciepło po reszcie mojego ciała. Byłam ubrana w kombinezon bez ramion, który był delikatnie związany w pasie, podkreślając moją talię. Miałam zwykle płaskie buty i duża czarną torbę na wszystkie potrzebne rzeczy. Sebastian nadal się do mnie nie odzywał, a ja powoli traciłam nadzieję, że uda mi się rozwiązać tą zagadkę. Dzień po wieczornej awanturze rozmawiałam z dziewczynami, próbując dowiedzieć się czegoś więcej i czy coś zauważyły, gdy wyszłam z lokalu, jednak niestety nic nie przykuło ich uwagi. Jedynie moje krzyki na obcego faceta wywołały zainteresowanie wielu osób i podobno to było powodem do rozmów do końca wieczoru. Pytały mnie, dlaczego tak agresywnie zareagowałam w stosunku do tego człowieka, ale nie potrafiłam tego sensownie wytłumaczyć. Zrzuciłam winę na wypity alkohol i jego niewychowanie. Nie chciałam wspominać o jego niesamowitym uśmiechu, który wywołał u mnie gęsią skórkę, więc skupiłam się na tym, jak mi rozkazywał i wręcz zniewolił poprzez uwięzienie moich nadgarstków. Parę dni po tej sobocie ten człowiek mi się śnił i znowu mogłam zobaczyć jego oczy i sposób, w jaki na mnie patrzył, gdy się do mnie przysiadł. Wyglądał bardziej na zmartwionego niż człowieka pełnego mordu. Może jego zachowanie się zmieniło, przez to, że jego znajomi wyszli z baru i patrzyli na tą całą sytuację, a może coś innego wpłynęło na to, jak mnie potraktował.  
- Nie miał prawa, nie zna mnie – pomyślałam sobie znowu i wstałam, ruszając za dziewczynami i idąc w stronę przystanku autobusowego. Włożyłam słuchawki do uszu i oddałam się muzyce, nadal delikatnie przymrużając oczy i wystawiając twarz do słońca.  
Następnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie, nawet jak na mnie. Zegarek pokazywał dopiero piąta rano, a ja widziałam wpadające promienie słońca przez moje okno w sypialni. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się, wolno prostując całe ciało. Wzięłam telefon, który całą noc leżał na biurku i zobaczyłam jedną nieodczytaną wiadomość. Zdziwiłam się, kto mógłby pisać do mnie o tak wczesnej porze. O dziwo, nadawcą okazał się Sebastian.  
„Wszystko już o tobie wiem, nie pisz i nie dzwoń, nie chcę cię więcej widzieć”
Przeczytałam to jedno zdanie parę razy pod rząd i zastanawiałam się, o co mu znowu chodzi. Wiadomość została wysłana po trzeciej nad ranem, więc nie wyglądało to na coś zrobionego ze jasnym umysłem. Zostawiłam telefon na biurku i poszłam w stronę łazienki, by wziąć prysznic i przemyśleć to wszystko co się wydarzyło w ostatnich paru tygodniach. Tak naprawdę, nasze spotkanie było bardzo przypadkowe i to on do mnie zagadał, a nie na odwrót. To prawda, że gdyby nie wypity alkohol tamtego dnia, może nigdy nie dostałby mojego numeru telefonu. Przez te parę tygodni znajomości nie byliśmy na tyle blisko by się poznać, a do dopiero coś z tego stworzyć. Ja jednak lubiłam szczerość, a na pewno lubiłam wiedzieć na czym stoję i nie interesowało mnie to, że nie chciał ze mną rozmawiać, tylko bardziej zastanawiał mnie powód. Napisałam mu parę wiadomości o kontakt w ostatnim tygodniu, bo po prostu się martwiłam czy coś się nie stało. Teraz wyszłam na jakąś desperatkę, która uczepiła się jego nogi. Wyszłam z łazienki owinięta jedynie w biały duży ręcznik i wróciłam do swojego pokoju. Znowu wzięłam telefon w dłoń i krótko odpisałam.
„Chociaż mi napisz, co ciekawego się dowiedziałeś.’’
Cała sytuacja wydawała mi się żenująca i naprawdę takie zachowanie potwierdziło moje przekonanie, że ten facet nie jest materiałem nawet na dobrego kolegę. Ktokolwiek mu coś powiedział, nie mówił prawdy, bo nie miałam nic na sumieniu. Ubrałam się w jasnoniebieską koszulkę, jasne jeansy i trampki. Wzięłam mój ulubiony plecak i ruszyłam na przystanek autobusowy, zapominając o zjedzeniu śniadania. Dotarłam do pracy i z braku klientów zaczęłam myśleć o czasach liceum, gdy lekcje mijały powoli i nudnie.  
- Fajnie byłoby wrócić – pomyślałam, gdy nagle poczułam wibracje telefonu, który miałam w kieszeni moich spodni. ~Seba~ widniało na ekranie. - no dobra, zobaczmy jakie plotki chodzą po mieście – powiedziałam w duchu.
„Wiem z kim się bzykałaś ostatniej soboty, suko”
Westchnęłam cicho. Spodziewałam się czegoś lepszego. Skasowałam wiadomość i zablokowałam jego numer. Nie miałam ochoty tłumaczyć się przed kim kto nie miał dla mnie żadnego znaczenia, a nawet stracił mój szacunek poprzez takie dziecinne zachowanie. Szkoda było mi mojego czasu i nerwów na wyjaśnianie czegoś, co nigdy się nie wydarzyło.  
- Mam nadzieję, że nie będę miała z nim styczności w najbliższym czasie, bo może dość do rękoczynów – szepnęłam do Moniki, która przyszła do mnie z kawą na wynos i po krótce wyjaśniłam co się wydarzyło.
- Olej go, po prostu ktoś szuka sensacji – Monia miała rację. Już wcześniej przechodziłyśmy przez podobne dramaty. Od szesnastego roku życia większość weekendów spędzałyśmy u Zbyszka w barze i wiele razy to kończyło się dziwnymi plotkami. Słyszałam, że jesteśmy jego młodymi kochankami, że nas utrzymuje, a nawet słyszałam, że szuka nam klientów do zabaw. Po prostu burdel na kółkach. Nic z tego nie było prawdą, ale na samym początku to było straszne i bolesne, szczególnie gdy słyszałam to od ludzi, których znałam od wielu lat. Z czasem się uodporniłam na wszystkie plotki i po prostu robiłyśmy to na co miałyśmy ochotę.  
Wróciłam do domu, zjadłam obiad z rodzicami i bratem, a później obejrzałam parę odcinków „American Horror Stories”. Była już dziewiętnasta, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Miałam ochotę wylądować emocje z dzisiejszego dnia, chociaż nie uważałam, że ta sytuacja mnie dotknęła, aż tak mocno. Ubrałam się w sportowe ciuchy, ciemne obcisłe legginsy i luźny top, z którego po bokach wystawał mi stanik. Chciałam biegać. To było kolejne lekarstwo i uzależnienie. Mieszkanie na wsi, a do tego blisko lasku umożliwiało mi uprawianie sportu prawie codziennie. Gdy byłam mała, tata nauczył mnie orientacji w lesie tak, że nigdy się nie zgubiłam. Lubiłam biegać wieczorami albo z samego rana, gdy nie było nikogo innego. W powietrzu zawsze unosił się ten zapach wolności i możliwości pokonania kolejnej granicy własnych możliwości. Nie potrzebowałam ani słuchawek, ani telefonu ze sobą. Byłam tylko ja i natura. Ruszyłam przed siebie i po prostu zapomniałam o wszystkim.  
Nie wiedziałam jaki dystans biegam, bo nie miałam ze sobą niczego. Byłam tam sama, kompletnie bezbronna, ale jednocześnie pełna naturalnej energii. Biegłam przed siebie, patrząc na to jak natura wraca do życia, a liście powoli zaczynają nabierać pełnych rozmiarów. Czasami widziałam jakieś młode sarny, ale nie często. Biegłam i nie myślałam. Po prostu byłam sobą i uwalniałam wszystkie emocje. Kiedy wracałam w stronę domu wróciłam do szybkiego marszu, by przywrócić naturalną szybkość serca i oddech. Na pustej drodze zaraz przy wyjściu z lasu stało stare czerwone auto, które już widziałam wcześniej. Na masce siedział mężczyzna i głośno rozmawiał przez telefon. Nie wiedziałam co mówi, bo mówił albo po hiszpańsku, albo włosku. Na dźwięk jego głosu znowu poczułam gęsią skórkę na moich ramionach. Otarłam pot z czoła wywołany intensywnym biegiem i szłam przez siebie modląc się by mnie nie zauważył. Miałam podniesione tętno, byłam spocona i gorąca. To była polna droga, która jako jedyna prowadziła do tego lasku, a w okolicy nie było żadnego domu. Byliśmy tam kompletnie sami, tylko on i ja. On usłyszał moje kroki i odwrócił się w moją stronę. Tym razem było jasno, a ja miałam kompletnie trzeźwy umysł. Widząc mnie krótko urwał rozmowę i włożył telefon do tylnej kieszeni spodni. Podniósł się z maski auta i stanął wyprostowany. Jasna koszula i ciemne spodnie dodały mu jeszcze więcej uroku. Włosy miał rozczochrane, jakby dopiero wstał z łóżka. Zrobił dwa kroki w moją stronę, a ja mimowolnie się zatrzymałam. Wstrzymałam na chwilę oddech i nie wiedziałam co mam zrobić dalej.
- Śledzisz mnie? – zapytał i popatrzył na mnie z poważnym wyrazem twarzy, a potem delikatnie się uśmiechnął. Wziął paczkę papierosów z auta i odpalił jednego. Spojrzał na mnie, zaczynając od czubka głowy, aż do moich stop i zdałam sobie sprawę jak koszmarnie muszę teraz wyglądać. Wyciągnął papierosy w moim kierunku na znak czy chcę jednego, ale pokręciłam głową.
- Czego chcesz? – zapytałam oschle analizując moją obecną sytuację. Stał przede mną wysoki, dobrze zbudowany facet, który potencjalnie mógłby być psychopatą i mordercą, a ja byłam tutaj sama, bez telefonu i na kompletnym odludziu. Nie miałabym z nim szans, nawet gdybym próbowała uciekać.
- Niczego, po prostu wracałem z pracy – odpowiedział i zaciągnął się mocno papierosem przymykając oczy.
- Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam.
- Bo nigdy wcześniej tu nie byłem – spojrzał na mnie tymi swoimi zielonymi oczami, a ja w końcu mogłam je dokładniej zobaczyć. Wyraźny ciemnozielony odcień był niemalże hipnotyzujący. Jego spojrzenie było pełne pewności siebie i ciekawości. Był inny niż ostatniego wieczoru. Miał parę zmarszczek dookoła oczu, które dodały mu jeszcze więcej charyzmy. Kąciki jego ust znowu się uniosły, gdy zauważył jak mu się przyglądam. Zdecydowanie był facetem w moim typie, ale nie chciałam tego zdradzić. Znowu oparł się o maskę auta i przymknął oczy nadal się uśmiechając. Podeszłam bliżej niego, ale nie zmienił swojej pozycji. Usiadłam obok niego i patrzyłam przed siebie.  
- Co to za auto? – zapytałam odwracając się w jego stronę. – nie widziałam takiego wcześniej.
- Ford Mustang z 1969 roku. Pięciobiegowa skrzynia biegów, osiem cylindrów i 289 koni mechanicznych. Idealny na niedzielne przejażdżki – uśmiechał się patrząc mi prosto w oczy.
- Dasz mi prowadzić?  
- Nie w tym życiu maleństwo – wziął mnie pod ramie i przyciągnął do siebie. To było coś czego nie mogłam kontrolować. Był tutaj i podświadomie czułam, że chce spędzić z nim czas. Poczułam zapach jego wody kolońskiej i przypomniałam sobie jak on może odbierać mój odór z właśnie skończonego intensywnego biegu. Wzięłam głęboki oddech próbując się uspokoić i ogarnąć myśli. Spojrzałam w niebo, które nie miało nawet jednej chmurki. Było ciepło i bezwietrznie. W powietrzu unosił się zapach lasu, mojego potu i jego niesamowitego zapachu. Uśmiechnęłam się do siebie zdając sobie z prawdę jak bezsensowna jest ta sytuacja.  
- Muszę już lecieć - poderwałam się próbując odzyskać zdrowe zmysły.
- Odezwał się twój kolega? – spojrzał po raz kolejne w moje brązowe oczy i szeroko się uśmiechnął. Miałam wrażenie, że chce mnie zatrzymać. Tym razem jego uśmiech był pełen innego wyrazu, był wręcz dumny z siebie. Przypomniał mi o tym co się wydarzyło ostatnio oraz o tajemniczej plotce, która nie miała żadnej podstawy do powstania. Uświadomiłam sobie, że to on może za tym wszystkim stać. Czułam, jak krew odpływa mi od mózgu i idzie prosto do dłoni, która chciałam mu wymierzyć kolejny mocny cios. Tym razem był szybszy, łapiąc za mój nadgarstek.
- Czemu jesteś taka waleczna? Mama ci nie mówiła, że nieładnie jest bić nieznajomych? – nadal się śmiał i wyglądał jakby ta cała sytuacja była dla niego świetną rozrywką. Zdecydowanie lubił się ze mną drażnić i wiedział jak szybko wyprowadzić mnie z równowagi. Widziałam w jego oczach małe iskierki. Podobała mu się ta nasza mała gra.
- Co mu powiedziałeś na mój temat? On mnie nie obchodzi, ale lubię wiedzieć jakie plotki chodzą po mieście – przechyliłam głowę na bok, starając się zachować stoicki spokój. Puścił moją rękę, a ja odsunęłam się od niego o krok, krzyżując ręce na piersi. Odpalił kolejnego papierosa, ale tym razem na mnie nie spojrzał.
- Jesteś fajną dziewczyną, więc czemu zadajesz się z takim debilem? – patrzył przed siebie, a jego wyraz twarzy się zmienił.
- To twój kolega, więc to samo świadczy o tobie – warknęłam.
Uśmiechnął się do mnie, zaciągnął papierosem, a później wypuścił dym ze swoich ust. Wyprostował się i podszedł krok bliżej do mnie. Automatycznie cofnęłam się o krok, nie ze względu na strach, ale by zachować dystans i kontrolę nad sytuacją. Patrzył mi prosto w oczy uśmiechając się szeroko, a jego postawa była paraliżująca.
- A gdzie jest twoja dziewczyna? – zapytałam szybko próbując zniszczyć budujące się napięcie między nami, odetchnęłam z ulgą, gdy wyraz jego twarzy się zmienił i wziął kolejnego bucha.
- Ja nie mam dziewczyny – podszedł do auta i otworzył drzwi od strony kierowcy. – Ale jeśli się postarasz, może nią zostać – roześmiał się jak dziecko i wsiadł na miejsce kierowcy, odpalając silnik. Znowu wyszedł z auta, a ja byłam zbyt zdziwiona, by zrozumieć, o czym mówi i co robi.  
- Po prostu tak sobie teraz pojedzie i mnie tutaj zostawi? - przeszło mi przez myśl.  
Spojrzał na mnie znowu, ale jego oczy były ciemniejsze niż wcześniej. Zrobił parę pewnych kroków w moim kierunku, a ja nie byłam wstanie się ruszyć. Jego oczy mnie sparaliżowały. Przeklęłam głośno ślinę i poczułam dreszcz przechodzący przez moje całe ciało, gdy dzieliło nas tylko parę centymetrów. Otworzył delikatnie usta i objął mnie w pasie. Nadal patrzyłam mu w oczy i widziałam w nich furię połączoną z pasją. Przechylił głowę i delikatnie musnął moją szyję swoimi ustami. Zadrżałam. Położyłam dłoń na jego silnym, wytatuowanym ramieniu i cicho westchnęłam. Straciłam nad sobą panowanie. Nie kontrolowałam swoich odruchów. Jedyne co czułam to jego niesamowity zapach, silne mięśnie i usta na mojej skórze.
Staliśmy tak minutę, nieruchomo, moja ręka spoczywała na jego ramieniu, a on mocno objął mnie w pasie i składał kilka delikatnych pocałunków na mojej szyi. Nasze ciała były tak blisko siebie, aż czułam jego unoszącą się w pośpiechu klatkę piersiową. Był gorący, ale jednocześnie zdystansowany. Ja stałam kompletnie zamrożona i niepewna swojego następnego ruchu. Z głowy uciekły mi wszystkie myśli i nie wiedziałam co się wydarzy dalej. Zamknęłam oczy na sekundę i próbowałam odzyskać zdrowy rozsądek. Było to utrudnione, bo wyglądał zbyt dobrze by go po prostu odtrącić. Zacisnęłam mocno usta i wzięłam głęboki oddech. Nie odchodząc od niego, odchyliłam jedynie głowę, tak by widzieć jego twarz. Nasze usta dzieliły dosłownie centymetry. Widziałam jak jego spojrzenie przechodzi z moich oczu na moje wargi i wiedziałam, że ma ochotę mnie pocałować. Jego oczy były ciemne i pełne pożądania. Uśmiechnęłam się delikatnie, świadomie przejmując kontrolę nad sytuacją, opanowując się i odsuwając się od niego.
- Trochę cuchniesz – powiedział powoli wracając do samochodu jakby nigdy nic. Zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Nie wiedziałam co powiedzieć, po prostu stałam tam wryta z lekko otwartą buzią. - wracam do domu, do zobaczenia – uśmiechnął się do mnie i wsiadł do auta.
- Raczej nie sądzę – krzyknęłam na tyle doniośle by mnie usłyszał, po tym, jak zamknął drzwi. Spojrzałam jeszcze raz na jego twarz i nie byłam pewna czy odczytuje jego emocje. Zazwyczaj nie miałam z tym problemu i łatwo było mi rozszyfrować ludzi, tylko po spojrzeniu, ale on był dla mnie zagadką. W jakimś stopniu był inny, ale nie umiałam określić co się zmieniło. Otworzył okno od auta.
– Pewnie masz rację maleństwo – powiedział smutno i powoli odjechał zostawiając mnie znowu samą. Nawet na mnie nie patrzył odjeżdżając. Po prostu skupił się na drodze, jakby to wszystko się nie wydarzyło. Może dla niego to była tylko zwykła zabawa. Może chciał sprawdzić jak daleko się posunę albo jak daleko pozwolę mu się posunąć. Szłam powolnym krokiem w kierunku domu i mnóstwo myśli wirowało mi w głowie. Emocje, których doświadczałam były różne, począwszy od strachu aż do podniecenia. Mimo wszystko nie bałam się go, wiedziałam, że nie byłby w stanie mnie skrzywdzić, a może po prostu, gdyby chciał to zrobić, już dawno wykorzystałby okazję. Do głowy wróciło wspomnienie jego delikatnych ust na mojej skórze i znowu moje ciało przeszedł prąd. Całował mnie jak najdelikatniejszą istotę na świecie, a ja nawet nie znam jego imienia.  
Następnego dnia spędziłam parę godzin w pracy, a po południu właścicielka wysłała mnie do domu, ponieważ było bardzo mało klientów. Pomyślałam, że to świetna okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej o moim tajemniczym nieznajomym, który od poprzedniego wieczoru nie mógł mi wyjść z głowy. Pewnym krokiem ruszyłam w kierunku znanego mi budynku i przeszłam przez bramkę, na której widniał napis „U Zbycha”. Nienawidziłam tej nazwy i nie wiedziałam, jak ktoś mógł to powiesić nad wejściem do lokalu. Byłam ubrana w czarne obcisłe spodnie i bluzkę na ramiączkach, która podkreśla moja zgrabną talię. Wchodząc do środka szukałam wzrokiem właściciela, ale nie było go w środku. Za lada stała jego żona, która wyglądała na zirytowana moim wejściem. Podeszłam bliżej, ignorując wyraz jej twarzy.  
- Poproszę sok pomarańczowy – poczekałam sekundę aż nabrałam odwagi. – mogę porozmawiać z pani mężem? – zrobiłam głupi wyraz twarzy, bo świetnie rozumiałam, że kobieta po prostu mnie nie lubi.
- Zbyszek, ktoś do ciebie – krzyknęła w stronę zaplecza i sama się usunęła z pomieszczenia. Ze względu na wczesną porę lokal był kompletnie pusty. Telewizor był włączony na muzycznym kanale, a ciche dźwięki hiszpańskiego hitu wypełniały pomieszczenie. Stary właściciel wyłonił się z innego pomieszczenia i obdarzył mnie wielkim uśmiechem. Chyba był zaskoczony moją obecnością w środku tygodnia. Obszedł bar i bez żadnego zawstydzenia objął mnie ramionami, a ja przewróciłam oczami. Nie lubiłam kontaktu fizycznego z obcymi ludźmi, ale po tylu latach znajomości wiedziałam, że tego można się po nim spodziewać i mimo to jest nadal kompletnie niegroźny.  
- Chcesz coś do picia?  
- Mam sok – pokazałam mu szklankę z pomarańczową zawartością.
- No właśnie nie rozumiem, dlaczego wybrałaś sok – przechylił głowę zdziwiony. – chcesz pogadać? – facet dobrze mnie znał, ponieważ widział, jak leczę rany po pierwszym i ostatnim chłopaku, z którym łączyła mnie poważna i stała relacja. Byłyśmy wtedy jeszcze dzieciakami, ale uczucie, które mieliśmy było zbyt poważne i nas przerosło. Wiele kłótni doprowadziło w końcu do rozpadu związku, a ja leczyłam rany zapijając się w trupa prawie każdego dnia w tym samym pomieszczeniu, co siedziałam dzisiaj. Kiwnęłam delikatnie głową i wspólnie poszliśmy w kąt Sali, tak by nadal widzieć wejście i sprawdzać, czy ciągle jesteśmy sami.  
- Pamiętasz jak ostatnio byłam tutaj z moim dziewczynami? Jakiś facet zamówił mi piwo – patrzyłam cały czas na jego reakcję, bo nie chciałam mu zdradzić za wiele szczegółów. Prawda była taka, że Zbyszek wiedział wszystko o wszystkich, ale lubił też plotkować. – Wiesz kim on jest?  
- Myślałem, że znasz sławnego Tomasza Malickiego. Wyglądaliście jak dobrzy znajomi – puścił mi oczko i akurat kto wszedł do środka. – Zaraz dokończymy – wstał i obsłużył parę, która przerwała nam rozmowę, a ja jedyne co słyszałam w głowie to jego imię. Teraz już wiem. Tomasz. – nie znam go za dobrze, ale wiem, że niedawno wrócił, z Hiszpanii, po prawie pięciu latach mieszkania tam na stałe. Za to znam jego brata Artura. Świetny facet. Zabawny, grzeczny po pijaku, a gdy czegoś potrzebujesz to zawsze ci pomoże – mówił wesoło.  
- Poznałam Artura parę tygodni temu – powiedziałam cicho łącząc fakty. To ten facet, który przyjechał z Sebastianem i rozmawiał, że mną przed barem jest jego brat. Prawdopodobnie starszy, bo na takiego wyglądał.  
- Po tej scenie co odstawiliście ostatnio myślałem, że to twój kolega – uśmiechnął się podejrzliwie i czekał na moją reakcję.
- Nie znam go i nie wiem co ode mnie chciał, tylko tyle – wykrzywiłam usta mówiąc prawdę. Nie miałam pojęcia czego ten człowiek chciał, ale teraz zrozumiałam, że nasze spotkanie przy lesie nie było przypadkowe.
- Uważaj na niego – Zbyszek wyrwał mnie z zamyślenia. – ludzie mówią, że lubi romanse, i to ze sporo młodszymi kobietami. Tamtej nocy, gdy postawił ci piwo był z jakąś dziewczyną. W sumie to ona bardziej była do niego przyklejona, ale mimo to podobno, chłopak lubi się bawić. Jest po trzydziestce, a życie ma niczym z telenoweli – spojrzał na mnie zaciekawiony. – a coś jest pomiędzy wami, że tak o niego wypytujesz?  
- Nic, nigdy wcześniej go nie spotkałam i wątpię żebyśmy się jeszcze kiedyś zobaczyli. Pytam, bo niestety nie był na tyle kulturalny, by się przedstawić – uśmiechnęłam się szczerze i zmieniłam szybko temat. Bałam się, że Zbyszek zauważy moje dziwne zachowanie i zacznie coś podejrzewać. Dowiedziałam się więcej niż oczekiwałam. Znałam jego imię i potencjalnie jego zamiary. Nie mogłam zdradzić, że widziałam go na bezludziu, gdzie całował bezwstydnie moją szyję, a ja nie protestowałam. Tą historią pub żyłby przez jeszcze wiele miesięcy, a tego na pewno chciałam uniknąć.  
Po dwóch godzinach byłam w domu i przebrałam się w świeże ciuchy. Na dworze było gorąco, więc narzuciłam na siebie krótką cienką sukienkę w kwiaty. Do tego założyłam sandały i wyszłam na dwór. Usiadłam na huśtawce, która była ustawiona pośrodku kwiatowego ogrodu. Przymknęłam oczy i słuchałam jak różne owady skaczą z kwiatka na kwiatek. Słuchałam szumu drzew i odgłosów ptaków. Kochałam wieś i to jak spotkanie płynie tam czas. Odprężyłam się i prawie przysnęłam, gdy do rzeczywistości przywróciła mnie wibracja mojego telefonu. Nieznany numer wysłał mi wiadomość.  
„Lubię twój zapach maleństwo’’
Rozejrzałam się dokoła siebie jakbym czuła się obserwowana. Skąd on miał mój numer. Po co do mnie pisał. Czemu napisał coś odwrotnego do tego co mi powiedział na żywo. W co on próbuję ze mną grać. Zirytowałam się i postanowiłam zignorować tę wiadomość. Zapisałam numer do kontaktów pod hasłem ~Skurwiel~ i wyłączyłam telefon. Wzięłam kolejny głęboki oddech i próbowałam uspokoić myśli.  
- Facet ustalił sobie mnie za swój kolejny cel, niestety się przeliczył, bo nic z tego nie będzie – pomyślałam w duchu i odpłynęłam słuchając dźwięków natury.  
Następnego dnia miałam wolne, więc poranek spędziłam w łóżku z maseczką na twarzy i paskami do depilacji. Byłam w dobrym humorze, na dworze świeciło słońce i chciałam wykorzystać w pełni ten dzień. Zadzwoniłam do Moniki i zapytałam, czy ma jakieś plany na dzisiejsze popołudnie. Była wolna i gotowa na babskie pogaduchy. Miałyśmy się spotkać u niej w domu zaraz po porze obiadowej. Włożyłam krótkie spodenki i niebieski top na krótkich ramiączkach i poszłam do przyjaciółki. Mieszkała niedaleko, więc podróż zajęła mi dosłownie pięć minut szybkim marszem. Jej dom był mały, ale bardzo dobrze zagospodarowany. Lubiłam spędzać czas w jej pokoju, bo to mi przypominało nasze wspólne zabawy i dzieciństwo. Weszłam na jej łóżko i usiadłam po turecku. Bez słowa pokazałam jej wiadomość wysłana przez Tomasza i po prostu zacisnęłam usta, by nie pokazać jej mojego uśmiechu.  
- Opowiadaj mi wszystko – jej oczy zabłyszczały, a ja nie mogłam się doczekać, by powiedzieć jej każdy szczegół. Powiedziałam o tym jak biegałam i miałam niespodziewaną wizytę od jeszcze wtedy bezimiennego mężczyzny, o pocałunku i o tym, jak się czułam, gdy był tak blisko mnie. Wspomniałam też o tym czego dowiedziałam się z rozmowy z właścicielem i wczorajszej niespodziewanej wiadomości. Monika słuchała wszystkiego uważnie zastanawiając się jak to wszystko podsumować. Oparła się na swoich ramionach i wyciągnęła nogi przed siebie. – czuję, że będą z nim problemy – podsumowała jednym zdaniem i spojrzała na mnie poważnie. – ten facet już namieszał ci w głowie, a tylko koło ciebie stanął.
- Nie będzie problemów, bo więcej go nie zobaczę – powiedziałam poważnym głosem, nie wierząc w swoje słowa. – a nawet jeśli jeszcze się spotkamy to za dwa miesiące wracamy do Gdańska, a obie wiemy, że to zakończy tę znajomość.
Trzymałam telefon w ręku, a ekran ciągle był czarny. Wczoraj mu nie odpisałam, ale też on nie napisał kolejnej wiadomości. Może ktoś po prostu robi sobie żarty, bo podsłuchał moją rozmowę ze Zbyszkiem. Nie byłam pewna, czy mam urojenia, czy za dużo wszystko analizuje. Położyłam się na łóżku na brzuchu i głośno westchnęłam.  
- Powinnam mu odpisać? – zapytałam zamykając oczy, żeby nie widzieć jej wyrazu twarzy.
- Chcesz się nim pobawić? – uniosła jedną brew do góry i uśmiechnęła się bezczelnie.
- W sumie jestem przekonana, że to on stoi za tą plotka co powiedział mi Sebastian, więc mogłabym mu dać małą nauczkę. Może jak zrozumie, że nie każda panna chce mu wejść w spodnie, może wtedy nauczy się szanować nieznajome – uśmiechnęłam się szczerze na myśl o tej intrydze. Nie byłam pewna, czy umiem się na tyle kontrolować, szczególnie biorąc pod uwagę jak czułam się przy nim ostatnio, ale pomysł zabawy z kimś, kto myślał, że wie o mnie wszystko, mi się spodobał. Jakby telepatycznie moje myśli połączyły się z jego i wyświetlacz telefonu pokazał nową wiadomość.  
„Złośnica”  
Przeczytałam to i zaczęłam się śmiać. Jedno słowo. Poczułam delikatnie motylki w brzuchu i znowu musiałam zacisnąć zęby. Spojrzałam na Monikę i bez żadnej komunikacji po prostu przeskoczyłam do niej by zobaczyła tą wiadomość. Odezwał się pierwszy. To jemu zależy. Trzeba zatem zacząć naszą małą zabawę i zobaczyć kto wygra.
„Dupek’’ – odpisałam krótko.
„Przyjadę dzisiaj o siedemnastej, w tym samym miejscu co ostatnio?” – odpisał instynktownie, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Zabrakło mi tchu.  
- Myślisz, że dasz radę to zrobić? – ton jej głosu był poważny i spokojny. Znała mnie i wiedziała, że potrafię bawić się uczuciami i facetami, chociaż nie robiłam tego często. Po ostatnim rozstaniu nie miałam w głowie romansów i na pewno nie chciałam przechodzić jeszcze raz przez złamane serce.  
„Dobrze, będę tam”
Spojrzałam na nią pełną ekscytacji i podniecenia. W końcu miałam godnego siebie przeciwnika. Chciałam mu pokazać, żeby traktował dziewczyny poważnie, a nie jak jakiś cel lub zwierzynę. Chciałam dać mu nauczkę, chociaż tak naprawdę nic mi nie zrobił. Gdzieś wewnątrz mojej duszy słyszałam cichy głos, który powtarzał, że po prostu chce go znowu zobaczyć, spojrzeć w te zielone oczy i zatracić się w jego dużych i silnych ramionach, ale szybko go zignorowałam.  
- Musisz mi pomoc, nie wiem, w co mam się ubrać – zabrzmiałam jak najbardziej normalna dziewczyna, która chce zaimponować nowemu chłopakowi i obie zaczęłyśmy się śmiać. W dobrych humorach ruszyłyśmy w stronę mojego domu, a ja w myślach odliczałam godziny do chwili, gdy miałam go znowu zobaczyć.
Wchodząc do mojego pokoju szybko zaczęłam ogarniać pomieszczenie, gdy Monika ściągała buty. Lubiłam porządek, ale dzisiejszego poranka nie specjalnie miała ochotę pościelić łóżko i poskładać pranie. Zawstydziłam się bałaganem, chociaż na studiach razem wynajmowałyśmy małe mieszkanie i taki widok nie był nowością dla mojej współlokatorki.  
- Przestań się przejmować - machnęła ręką zadowolona. – otwieraj szafę – usiadła na łóżku i czekała aż przestawię jej propozycję. Nie chciałam wyglądać tak jakbym szykowała się na randkę, ale jednocześnie chciałam mu pokazać, że się staram i chce ładnie dla niego wyglądać, nawet jeśli to jest tylko spotkanie na papierosa. Dzień był ciepły więc chciałam się ubrać luźno i wyglądać świeżo. – może włóż sukienkę?
- Nie jestem pewna czy to jest najlepszy pomysł – obróciłam oczy w drugą stronę i unikałam jej wzroku. Naprawdę nie chciałam jej pokazać jak ten facet na mnie działał i co bym z nim zrobiła, gdyby nie fakt, że zachowuje się jak kompletny dupek w stosunku do mnie. – a gdybym założyła tę koszulę, jest z cienkiego materiału, więc powinna się sprawdzić i po prostu zostawię te spodenki? – spojrzałam na nią zaciekawiona.
- A włosy?  
- Po prostu zrobię sobie luźny kok i dam mu większe pole do popisu – znowu dostałam gęsiej skórki na myśl, że moja skóra znowu poczuje jego usta. Tak jak powiedziałam, tak i zrobiłam, ubierając jasną lnianą koszulę, pod nią założyłam ładny biały stanik, który był minimalnie widoczny. Koszulę zgrabnie wsadziłam w spodenki, a włosy spięłam do góry. Było zdecydowanie za ciepło na mocny makijaż więc tylko pomalowałam rzeczy i nałożyłam pomadkę na usta. Monika leżała na moim łóżku i dokładnie mi się przyglądała.
- Dawno cię takiej nie widziałam.
- Takiej, to znaczy jakiej? – powiedziałam kończąc makijaż.
- Szczęśliwej? Zakochanej? – śmiała się, ale ja wiedziałam, że żartuję. Była dopiero szesnasta, a ja siedziałam jak na szpilkach i nie mogłam się doczekać, tego, co dzisiaj się wydarzy. Włączyłyśmy muzykę i gadając o głupotach patrzyłyśmy na wolno przesuwającą się wskazówkę zegara. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi i w nich pojawił się mój ukochany, ale nieznośny brat. Przywitał się ciepło z moją przyjaciółką, a później spojrzał na mnie zdziwiony.
- Idziecie gdzieś? Jakaś impreza? Może pójdziemy razem jak kiedyś? – ucieszył się jak dziecko.
- Nie. Żadna impreza – powiedziałam krótko patrząc na niego poważnie. – ładnie się ubrać nie wolno? To też jakaś zbrodnia?
- Nie, nie, żadna. Tylko żeby to się nie skończyło jakąś wakacyjną wpadką – wyszedł z mojego pokoju rozbawiony podnosząc ręce w znaku poddania się i znowu zostałyśmy same, chociaż drzwi nadal były uchylone.
- Laska, no właśnie! Nie masz gumek! – Monika właśnie dostała olśnienia po tym co powiedział mój brat.
- Bo ich nie potrzebuję – patrzyłam na nią zaskoczona. – ja oficjalnie nie znam jego imienia, więc myślę, że ruchanie zostawię na inny wieczór.  
- Ale co, jeśli on będzie chciał?
- Przecież mnie nie zgwałci – byłam o tym pewna i położyłam dłonie na biodrach. – nie martw się o mnie.
- Ale tym razem weź ze sobą telefon i jak coś to będziemy na łączach – podała mi małą torebkę i zarzuciła mi ją przez ramię. – a teraz już idź, bo się jeszcze spóźnisz i ten twój książę odjedzie i nigdy więcej się nie spotkacie.
Wyszłam z domu i niepewna co się wydarzy tego wieczoru ruszyłam przed siebie. Ostatni raz spojrzałam na telefon i schowałam go do małej torebki.  
- Oby nie był mi dzisiaj już potrzebny – pomyślałam i jednocześnie skarciłam się na taką wizję.  
Nie znałam go wcale, ale jakąś cześć mojego umysłu podpowiadała mi, że w jego towarzystwie mogę być naprawdę sobą. Może dzisiaj dowiem się czegoś więcej o tym człowieku. Po części miałam nadzieję, że Zbyszek się mylił i opinia, która o nim krąży jest błędna. Wiedziałam to dobrze z autopsji. Wiele osób posądzało mnie o wiele różnych rzeczy, których nigdy nie zrobiłam. Znałam uczucie bycia oceniana przez innych i rozumiałam frustrację, która była spowodowana takim zachowaniem. Idąc w kierunku lasu minęłam małżeństwo, które mieszkało niedaleko nas. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by porozmawiać o moich rodzicach i tym jak mi się żyje w wielkim mieście. No tak, mój wyjazd do Gdańska był niemałą sensacją dla miejscowych. Wiele osób z mojego rocznika postanowiło zostać bliżej domu i pójść na studia tutaj, ale ja realizowałam plan, który sobie ustaliłam jako nastolatka. Wizja powrotu do studiów była ekscytująca i po części nie mogłam się doczekać czasu, gdzie będę miała ten tyłów przed moim nazwiskiem. Z rozmowy i wewnętrznych przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. ~ Skurwiel ~ widniał na całym ekranie, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Tak, ta nazwa zdecydowanie do niego pasowała. Przeprosiłam sąsiadów, mówiąc, że się spieszę i poszłam w stronę polnej drogi, na której już widziałam to przedziwne auto. Już z dała zauważyłam blondyna, jak stoi oparty o maskę, tym razem ubrany w czarny T-shirt, ciemniejsze jeansy i okulary przeciwsłoneczne, które idealnie pasowały do jego niemalże kwadratowej twarzy. Włosy miał w nieładzie i szeroko się uśmiechnął na mój widok. Nie rozumiałam jak to możliwe, że jednej chwili wygląda jak największy skurwiel, ale gdy tylko się uśmiechnie zmienia się w czarującego faceta. Wyglądał jakby dopiero wyszedł z domu, kompletnie nie zwracając uwagi, iż wieczór spędzi w moim towarzystwie. Nawet ubrany tak prosto i zwyczajnie nadal przykuwał moją uwagę i dobrze wiedział, że podkreślał swoje atuty. Wiedział, że wygląda seksownie i chciał to wykorzystać. Powoli zaczął iść w moją stronę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Nie widziałam jego oczu przez okulary, ale dokładnie czułam, że jego spojrzenie zawiesiło się na lekko widocznym staniku. Stanęliśmy od siebie parę kroków.
- Zaczynajmy tę zabawę – byłam pewna, że to zdanie przeszło nam obojgu przez myśl w tamtym momencie. Zrobił krok do przodu i objął mnie ramieniem. Przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej i pocałował w czoło.
- Siemanko maleństwo, to co, stęskniłaś się? – był rozbawiony i dalej trzymał mnie w mocnym uścisku blisko siebie. Próbowałam panować na sytuacją, ale jego zapach znowu był odurzający. Objęłam go w talii i spojrzałam do góry robiąc minkę grzecznej dziewczynki.
- Witaj Tomaszu – starałam się zachować spokój i powagę, co na pewno mi nie wychodziło, bo na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech. Odwzajemniłam uśmiech i stając na palcach pocałowałam go delikatnie w policzek, zaskakując go.  
- Punkt dla mnie - pomyślałam. Czułam, jak wstrzymuje oddech i jak jego serce przyśpiesza. Udawał takiego twardziela, ale tak naprawdę też mu się podobałam. Ta myśl dodała mi trochę odwagi. – masz dla mnie papierosa? – odsunęłam się od niego i usiadłam na masce.
Podał mi papierosy i zapalniczkę. Odpaliłam jednego, nadal czując jego rozpalony wzrok na swoim ciele. Wiedziałam co ode mnie chce, i podświadomie czułam, że wszystko, co o nim słyszałam jednak było prawdą. Nie przeszkadzało mi to jednak. Wiedziałam, że jedynie chce dać mu nauczkę i to ja mam prowadzić tą grę. Zaciągnęłam się mocno i odpłynęłam. Kochałam papierosy i choć często się tego wstydziłam, w przeciwieństwie do wszystkich moich rówieśników, nie miałam w planie rzucania tego nałogu. Byłam uzależniona od paru lat, chociaż na tyle dobrze się z tym kryłam, że tylko parę najbliższych osób o tym wiedziało. Wróciłam wzrokiem do mojego towarzysza, który nadal mi się przyglądał. Teraz miałam okazję dokładniej przyjrzeć się jego tatuażowi, który był pełny różnych wzorów i detali. Blondyn prezentował się świetnie i przybrał postawę macho wkładając ręce do kieszeni, po czym usiadł obok mnie.
- Powiesz mi coś o sobie czy wszystkiego mam się dowiedzieć od ludzi? – zapytałam go nie patrząc na niego, a obserwując zmieniające się niebo. Gorący dzień zmienił się w wietrzny, ale nadal ciepły wieczór, a chmury zaczęły się robić coraz ciemniejsze. Zbierało się na burze.
- On nie jest odpowiedni dla ciebie – stanął naprzeciwko mnie i zasłonił mi widok, chciał bym patrzyła na niego w tym momencie. – znam Sebastiana od dawna, to jest mój sąsiad. Dużo mi opowiadał o tobie i waszej znajomości. Mógłbym rzecz, że ustawił sobie ciebie za swój cel do zdobycia. Jesteś młoda i zrobiło mi się ciebie szkoda, gdy zauważyłem, jak unikasz jego pocałunku.
Zaskoczył mnie tym wyzwaniem. Wcale nie miałam ochoty rozmawiać o swoim byłym niedoszłym facecie, o którym szczerze nie myślałam od wielu dni, jak nie tygodni. Doszło do mnie, dlaczego chciał się ze mną ponownie zobaczyć. Chodziło o wyjaśnienie tamtej sytuacji. Nie wiem czemu ubzdurałam sobie, że on chce czegoś więcej ode mnie. Poczułam się głupio, ale nie chciałam tego pokazać po sobie. Wzięłam kolejnego bucha i wypuszczając powietrze niemo zasugerowałam by kontynuował.  
- Opowiedziałem mu pewna niewinną historię na twój temat i myśli, że go zdradziłaś. Spokojnie, jestem pewny, że nie będzie o tym rozmawiać z nikim innym. Nic się nie wyda – zdjął okulary z oczu i dopiero teraz zauważyłam iskierki, które świadczyły o tym jak dumny jest z tego co zrobił.
- Nie prosiłam cię o pomoc ani ratunek – patrząc w oczy próbowałam czegoś w nich odszukać, prawdziwych zamiarów, a może po prostu tego, o czym teraz myśli. Nie chciałam mu pokazać, że ten temat mnie kompletnie nie interesował. Byłam bardziej zaciekawiona tym co miałam przed sobą i jak bardzo to się okazało być skomplikowane.  
- On chciał cię tylko przeruchać i zostawić. Słabo go znasz – znowu się ode mnie odsunął i odszedł trochę od auta stając do mnie tyłem.
- Za to sporo dowiedziałam się o tobie – zmieniłam temat będąc lekko niezainteresowana dalszą rozmową. Prawdą było to, że w środku się gotowałam i chciałam wrócić do domu, albo najlepiej Gdańska i gdy więcej nie widzieć tego człowieka na oczy. Skoro chciał się pobawić z anioła stróża, spełnił swoje zdanie. Może rzeczywiście pomógł mi się pozbyć idioty, którego sama chciałam spławić, jednakże jego rola nie wymagała tych wszystkich czułości sprzed ostatniego spotkania, a nawet dzisiejszego sposobu, w jaki mnie powitał.
- Co ci powiedział Kamiński? Na każdej imprezie mam nową dziewczynę? Nie jest to do końca prawda – obrócił się w moją stronę, jego wyraz twarzy stał się poważny. - na imprezie mogę mieć dwie lub trzy różne dziewczyny, to nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Musisz pogadać z kimś kto mnie lepiej zna – chwilę później zaśmiał się, a ja nie byłam pewna, czy mówi poważnie, czy robi sobie ze mnie żarty. Kochaś jebany, przyjechał tutaj się chwalić swoimi wyczynami. Naprawdę poczułam, że dalsza rozmowa nie ma sensu i szczerze miałam go dość. Najpierw całuje mnie jak księżniczkę, a teraz udaje nie wiadomo kogo. Podniosłam się z auta i zgasiłam papierosa.
- Sprawa z nim jest skończona. Wszyscy są szczęśliwi, a teraz spadam do domu – powiedziałam z lekceważącym tonem głosu i lekkim uśmiechem na ustach. Starałam się ukryć smutek w moich oczach, który sama nie rozumiałam do końca. – przecież miałaś się nim zabawić – skarciłam siebie w myślach.
- A teraz pani Karolina się obraziła – nie wiem, czy zadał pytanie, czy stwierdził fakt, ale czułam, że znowu się ze mnie śmieje. – lubię, jak się złościsz, jesteś wtedy taka urocza – dodał i po sekundzie stał przy mnie, zdecydowanie za blisko. Objął mnie w pasie, a jego silne i wysportowane ciało idealnie przylegało do mojego. Nachylił się nade mną i delikatnie dotknął swoim nosem mój mały zgrabny nosek. Nadal miał okulary na nosie, które mi przeszkadzały, więc nie przesuwając się daleko uwolniłam ramiona i zdjęłam je szybkim ruchem. Teraz dokładnie widziałam jego spojrzenie i wyraz twarzy. Patrzył na mnie wzrokiem pełnym pasji i teraz naprawdę nie wiedziałam czego ode mnie chce. Położył jedną dłoń na moim karku, a drugą umiejscowił pod pośladkiem. Podciągnął mnie trochę do góry i całkowicie posadził na masce swojego samochodu. Nie protestowałam. Nie miałam siły powiedzieć słowa. Widziałam tylko jego piękne wesołe zielone oczy, które mnie pragnęły. Objęłam jego szyję, powoli przesuwając ręce w jego włosy. Były miękkie i delikatne w dotyku. Czułam zapach jego mocnych perfumów i przyłożyłam twarz do jego karku, by jeszcze dokładniej poczuć jego woń. Tomasz lustrując moją twarz szybko rozplątał mi mojego koka. Zaczął bawić się moimi pofalowanymi blond włosami, nadal trzymał swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej.  
- Co ty robisz? – zapytałam cicho na chwilę uciekając od jego przenikliwego spojrzenia, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Tomasz przyległ swoimi ustami do moich ust i delikatnie wsunął swój język do mojej buzi. Całował mnie powoli i namiętnie, jakby delektując się każdą minutą tego tańca języków. Przyśpieszył trochę i jeszcze mocniej przycisnął mnie do siebie. Był dokładnie między moimi nogami i czułam, jak robi się twardy. Jego kutas dotykał mojego brzucha i czułam go mocno, mimo jego jeansowych spodni. Objęłam jego szerokie ramiona i oddałam się pieszczotom. Zszedł językiem do mojej szyi i znowu udarował ją delikatnymi pocałunkami. Trzymał mnie mocno i kontynuował. Chwyciłam jego biodra moimi nogami, a on podniósł mnie do góry. Odsunęłam się od jego twarzy na chwilę, w tym momencie będąc dokładnie na tym samym poziomie co jego twarz i spojrzałam mu prosto w oczy. Oboje musieliśmy złapać oddech. Tomasz był podniecony, jego usta były delikatnie otworzone i opuchnięte od intensywnych pocałunków. Jego całe ciało pokazywało, że chce mnie więcej.  
- Oj Pani Karolino – westchnął prosto w moją twarz i znowu mnie pocałował, ale tym razem bardziej intensywnie.
Nadal trzymając mnie w powietrzu ścisnął mój pośladek, a jego prawa ręka powędrowała do guzików mojej koszuli. Cicho jęknęłam i pocałowałam go mocniej.

wiktoriaosem

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 7955 słów i 43426 znaków, zaktualizowała 17 sie o 14:30. Tagi: #romans #spotkanie

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Czy to prawda, że kobiety lubią typ bardzo niegrzeczego chłopca? Opowiadanie chyba bardziej napisane dla młodych kobiet, ale czyta się dobrze. Mam nadzieję, że Tomasz jest jednak uczciwy, chociaż w tym momencie nie sądzę, by dla Karoliny to miało znaczenie.

  • izabela

    Bardzo fajne, podziwiam cię jak potrafisz rozwijać sytuację wplatając różne emocje i zwroty sytuacji. Zaciekewiłaś mnie tak bardzo, że czekam na ciąg dalszy.

  • wiktoriaosem

    @izabela dziękuję! to bardzo dużo dla mnie znaczy!