Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 31

Sobota:

Z twardego snu wytrącił mnie wielokrotny głuchy huk natarczywych uderzeń. Od razu wiedziałem kto to. Na bank Magda. Tylko ona potrafiła być taka namolna i nieustępliwa. By ją szlak, jeszcze nie odespałem kaca. Podniosłem się z łóżka i spróbowałem sobie przypomnieć, jak wróciłem do domu. Wciąż kręciło mi się w głowie. Niestety z ostatniego wieczora zostały tylko slajdy i prawie nic nie pamiętałem. Czarna dziura. Wciąż miałem na sobie wczorajsze rzeczy, więc musiałem nie być w stanie się rozebrać.

- Kurwa, idę! Przestań walić w te jebane drzwi! - zadarłem się zirytowany hałasem jaki ta robiła. - Łeb mi kurwa idiotko pęka - burknąłem cicho pod nosem zły na nią.

Wszystko mi ostatnio przeszkadzało i mnie drażniło. Przetarłem oczy, ziewnąłem szeroko i otwarłem wrota do mojej groty. Na dzień dobry dostałem w japę z liścia. Trzeci raz w ostatnim czasie. Poranek zapowiadał się ciężko.

- Wiesz za co!? - krzyknęła.

Jasne że wiedziałem. Za to samo co poprzednio - chlanie, palenie marihuany i za niszczenie sobie życia. Pokłóciłem się z większością lepszych kumpli. Nawet Piotrkowi kazałem wczoraj stąd wypierdalać. Dlaczego oni nie mogli zostawić mnie w spokoju? Nikt chyba nie rozumiał, że ja już wcale nie chciałem jakoś szczególnie żyć i było mi zupełnie obojętne czy umrę jutro, czy za pięćdziesiąt lat. Po prostu wszystko teraz wydawało się smutne i czarno-białe. Powoli traciłem nadzieję, że Marta się do mnie jeszcze odezwie. Nawet gdy ją spotkałem, to starała się mnie unikać, chociaż co jakiś czas mnie obcinała, gdy myślała że nie widzę. To było jebucko miłe.

- Nie drzyj się tak, głowa mnie boli - mruknąłem.

Lepiej jej było nie drażnić, jak znajdowała się w takim stanie. Chyba się jej okres zbiliżał, bo coś nerwowa strasznie.

- Rafał, do cholery jasnej! Popatrz na siebie jak ty wyglądasz!? Zarosłeś jak małpa! Jak żul jakiś! Śmierdzi tu jak w trupiarni, a syf jest gorszy niż w jaskini smoka! Pojebało cię na stare lata??? - nadal krzyczała.

- To moje życie i moja sprawa co sobie z nim zrobię - odburknąłem z ponurą miną.

- Och, skończ już, bo nie mogę cię słuchać!

- Drzesz się jakby ci za to płacili. Ja cię tu nie trzymam - wzruszyłem ramionami.

- Zachowujesz się jak dziecko. Użalasz się nad sobą, bo jakiś kurwiszon dał ci kosza. Jesteś... - urwała nagle.

Popchnąłem ją z całej siły za ramiona na ścianę, jedną ręką ją docisnąłem tuż nad piersiami, a pięść drugiej zatrzymała się o włos przed jej przerażoną twarzą.

- No uderz! - warknęła, gdy tylko zauważała moje zmieszanie.

- Nigdy więcej tak o niej nie mów - powiedziałem przerażająco cicho i puściłem dziewczynę, która nadal miała strach w oczach.

Kurwa, co ja właśnie chciałem zrobić!? Ja pierdolę...

- Ty się naprawdę zakochałeś - odkrywa po chwili i przygląda mi się badawczo.

No też mi w porę odkryła Amerykę.

- Nie, gdzie tam od razu "naprawdę", tak tylko dla żartu - przedrzeźniałem ją.

- Skończ już! Pogadam z nią - oświadczyła jakby to było coś normalnego i miało wszystko naprawić, a ja czułem w kościach, że to się źle skończy.

- Jeśli tam pójdziesz, możesz się już więcej tu kurwa nie pokazywać - popatrzyłem na nią wrogo.

- Pierdu, pierdu, srututu - przedrzeźniała mnie.

- Mówię serio. Nie chcę cię więcej widzieć, jeśli to zrobisz - ostrzegłem zirytowany.

- Ta jasne, a jestem świnka Peppa - oświadczyła i poszła do wyjścia.

Złapałem ją za rękę.

- Nie wkurwiaj mnie - warknąłem wkurzony.

Nie miała prawa pchać się w moje życie, nawet jeśli chwilowo było ruiną.

- Puść mnie, wychodzę! - odszczekała, wyszarpnęła się i znikła za drzwiami.

- No, kurwa mać! - burknąłem do siebie i miałem nadzieję, że polazła na miasto.

Zamówiłem sobie pizzę i dwa piwa. Wziąłem gorącą kąpiel. Odebrałem zamówienie i od razu poszedłem konsumować to do pokoju. Obrzuciłem obojętnym spojrzeniem panujący tu bajzel, ale jakoś nie przeszkadzał mi ostatnio. Nie chciało mi się tego ogarniać, więc tego nie robiłem. Włączyłem sobie film. Oglądałem zajadając się pizzą i popijając zimny alkohol. Twarz mnie trochę swędziała od zarostu, więc się co trochę drapałem. Przy trzecim filmie rozległ się dzwonek, więc poszedłem otworzyć drzwi.

Stała w nich Magda. Od razu widziałem, że była nie w sosie. Weszła do środka mijając mnie bez słowa. W kuchni odpaliła sobie papierosa i wygrzebała mi z zamrażarki wódkę. Zrobiła sobie drinka ze sprite-em i wypiła na raz całego. Przyglądałem się temu przedstawieniu w milczeniu.

- Jak ci coś powiem, to padniesz - oznajmiła patrząc w końcu na mnie.

- To ja nie chcę wiedzieć - uśmiechnąłem się ironicznie.

- Chcesz. Ty płaczesz i tęsknisz, a Marta pieprzy się z innym kolesiem - wypaliła.

Całe moje ciało się napięło, a dłonie bezwiednie zacisnęły w pięści. Na mojej twarzy malowała się obojętność.

- Poszłam tam i nawet wpuściła mnie do środka. Powiedziała, że twój los, to nie jej problem! Dosłownie! - podkreśliła i ciągnęła dalej. - No i już miałam sobie  stamtąd iść, a tu z pokoju wychodzi koleś w samych gaciach i uśmiecha się do niej, a ona do niego. Wyjął jej sok z ręki i wypił, jakby to...

- Wypierdalaj stąd - przerwałem jej.

Nie chciałem tego słuchać. Jako duży chłopiec we własnym domu wcale nie musiałem.

- Co? - nie zrozumiała.

- Wypierdalaj stąd w tej chwili, bo nie ręczę za siebie - warknąłem patrząc jej w oczy.

- Tak to ty...

- Nie wyraźnie kurwa mówię!?

Złapałem ją mocno za nadgarstek i popchnąłem w stronę wyjścia. Stanęła tam zaskoczona. poszedłem do pokoju i zacząłem rozpierdalać co tylko mi w ręce wpadło. Zrzucałem wszystko z szafek i uczyłem szybko latać. Całkowicie straciłem kontrolę nad sobą.

- Nigdy więcej tu kurwa nie przychodź! Odpierdol się ode mnie! I od wszystkiego co mnie dotyczy! Powiedziałem kurwa zajebana mać, żebyś tam nie szła!? Nie posłuchałaś, to spierdalaj stąd na ten kurwa tychmiast, bo cię suko zapierdolę!

- Dobrze! Jak... - nie skończyła, bo posłałem przez nieuwagę w otwarte drzwi niedopitą butelkę wódki.

Trzask tłuczonego szkła, a później od razu moich wyjściowych drzwi.

Kiedy furia mnie opuściła, siadłem na łóżku. Czułem się pusty. Jakbym nie miał nic w środku i był tylko skorupą. W głowie miałem tylko szyderczy śmiech Bartaka - byłego, ta jasne - byłego, faceta Marty. Jego słowa ciągle do mnie powracały. Cała ta pierdolona konwersacja tłukła mi się po bani.

"- Cześć, jest Marta?

- Jesteś jednym z jej facetów, stąd te kwiaty, prawda? - śmieje się cicho.

- Co!?

- Posłuchaj, możesz ją sobie ruchać jak mnie nie ma. Nie przeszkadza mi, że ona się z tego utrzymuje, bo sam ciągle wyjeżdżam. Ale to ja jestem najważniejszym facetem w jej życiu i tylko mnie kocha. Z tobą się tylko bawi. Nic dla niej nie znaczysz, kolego. Jeśli ją skrzywdzisz, ja skrzywdzę ciebie. Przykro mi, ale tej nocy, to ja będę ją pieprzył."

Łzy popłynęły strumieniami po mojej twarzy, a serce zacisnęło się w supeł. Cichy szloch wyrywał się z moich moich ust. Uwierzyłem jej wtedy, że on kłamał. Zaufałem jej. A to ona tak pięknie kłamała. Cały czas mnie oszukiwała. Kurwa, dlaczego? Chociaż nie. Napisała mi, że kocha go bardziej, ale kurwa uwierzyłem Ance, bo to dziewczyna mojego najlepszego kumpla. Nie pomyślałem, że to jej najlepsza przyjaciółka. Sam na jej miejscu bym kłamał.

Gdzie ja miałem oczy!? DLACZEGO właśnie ją musiałem tak bardzo pokochać? Rafał, ty naiwny, głupi chuju - zganiłem się w duchu.

Przyniosłem sobie z kuchni butelkę Żubrówki, którą napoczęła Magda. Pociagnąłem duży łyk, a alkohol nieprzyjemnie palił w gardło. Nienawidziłem siebie za swoją naiwność. Nienawidziłem po prostu. Wytknęła mi, że się nią bawię. A co ona zrobiła!?

Podniosłem z podłogi laptopa, włączyłem go i wrzuciłem na playlistę trzy ostatnio ulubione piosenki. Siedziałem tak pogrążony we wspomnieniach i za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć jej oczu. Tyle razy wpatrywała się nimi we mnie, a ja ich nie mogłem przywołać. Nie i już.

Piłem alkohol bez przepity i nie wiedziałem, co miałem ze sobą zrobić. W końcu organizm mi doradził. Ledwo zdążyłem dobiec do łazienki, a torsje wstrząsnęły całym moim ciałem. Siadłem koło kibla i rzygałem co chwilę. Nagle uświadomiłem sobie, że musiałem się tu zdrzemnąć. Umyłem zęby i twarz pod kranem, gibiąc się na wszystkie możliwe strony świata, a później tropem węża poszedłem spać. Zdjąłem i wyrzucam przed siebie koszulkę, a spodenki skopałem w nogi łóżka już leżąc. Pijany zasnąłem momentalnie.

Kolejną pobudkę zaserwowały mi słowa Huntera*, ale nie mogłem skojarzyć jaka to nuta, bo dawno nie słuchałem jego ballad.

"[...]Jeden Dar, jedno własne skrzydło,

żeby potem poczuć wiatr...

To dla Takich chwil -

całe życie w szaleństwie...

Oto mam moje Małe Niebo...

Oto mam moje Małe Piekło...

Oto mam moją Wielką Ziemię...

Oto mam moje Małe Niebo...

Oto mam moje Małe Piekło...

Oto mam moją Własną Ziemię...

Dlaczego spadam...?

Jeden świt...

żeby wznieść się ponad mrok...

Śpij Aniele mój...

Może sen uchroni Cię przed moim złem...

[...]Jeden Mały Wielki Świat...

Dziwny świat w szaleństwie...

Oszukując rajem...

niespełnionych marzeń...

Tutaj dzień po dniu...

gaśnie To, co sprawia, że przemija ból..."

Piosenka się skończyła i zaczęła się inna. Siadłem i rozejrzałem się po posprzątanym pokoju. Trochę mnie to zdziwiło i powoli sobie przypominam to, co się stało niedawno. Magda okazała się uparta jak zawsze. Nie myślałem, że wróci.

Podniosłem dupę z wyrka i poszedłem po wodę. Gdy otwarłem drzwi pokoju, to mnie zatkało. Marta. Nie dowierzałem oczom. Tańczyła  w sukience do połowy ud, która jej podkreślała to, co powinna podkreślać. Włosy lekko podkręcone opadały jej seksownie kaskadami na nagie ramiona i kołysały się razem z nią. Wyglądała tak seksownie, że krew mi zaczęła napływać tam, gdzie w tym momencie najmniej powinna.

Słyszałem jak cichutko nuciła, co mnie rozczuliło. Pod wpływem chwili i nastrojowej muzyki, przytuliłem ją od tyłu. Od razu poczułem się pełny. Tuliłem twarz do jej szyi. Czułem zapach jej włosów i napięte mięśnie pod skórą. Skupiłem się na tym, żeby nie zdradzić się z tym, co do niej czuję.

Wiem że wie, że ją kocham, ale nie wie jak bardzo.

Odwróciłem ją przodem do siebie i patrzyłem w te głębokie piwne oczy. Cała jej twarz to była jedna wielka niepewność.

Mam ochotę pocałować jej lekko rozchylone usta, ale na myśl, że niedawno tych warg dotykały inne, i pewnie nie tylko usta, nie potrafię się przełamać. Wyciągam jej z dłoni mopa i byle jak odstawiam na bok, nie odrywać wzroku od jej oczu. Oplatam ją i kontynuuję jej taniec. Nie opiera się, a na jej ustach maluje się niepewny uśmiech. Uśmiech, który kocham. Uśmiech, który za chwilę zgaśnie jak płomień wypalonej zapałki.

Prowadzę ją i wydaje mi się taka krucha i delikatna. Nierzeczywista, zupełnie jakby nie pochodziła z tego świata. Gdy piosenka się kończy, przytulam ją mocno, bo wiem że robię to po raz ostatni. Już nigdy jej nie dotknę. Nie obejmę. Nie pocałuję. Nie będę się z nią kochał. Nie będzie mi dogryzać i śmiać się ze mnie. Nie rzuci we mnie zapiekanką, ani nie obleje mnie piciem. Już nigdy nie będę miał jej włosów w ustach, gdy się obudzę. Nie będę ich mógł zawijać na palcu. Nie będzie się śmiała z moich żartów, ani robiła głupich, zabawnych rzeczy, by wywołać uśmiech na mojej twarzy. Znów mam przed oczami twarz tego jej Bartka. Odsuwam ją od siebie, chociaż stawia lekki opór.

- Rafał, ja... - zaczyna, ale jej przerywam.

- Csiiiiiii... - przystawiam opuszek palca do jej ciepłych ust, które kiedyś mnie tak zachłannie całowały. - Miałem dużo czasu, żeby sobie wszystko poukładać, wiesz Malutka? I wiesz co? - mimowolnie uśmiecham się do niej smutno, bo zabawnie zmarszczyła brwi. Wiem, że nie lubi być ignorowana.

Idę po fajki, bo nie mogę znieść jej wzroku. A za chwilę wracam po słoik, żeby mieć do czego strzepywać popiół.  Posprzątała mi cały dom, a jaj ją odtrącę. Dlaczego mam wrażenie, że ona mnie kocha? Moja zasrana naiwność.

- Nie powinnaś była tu przychdzić - mówię, a w jej oczach widzę strach. Znów lekko rozchyliła te cudowne usta.

- Czemu? - pyta niemal płacząc.

- Bo... bo nie chcę, żeby nas łączyła jeszcze jakakolwiek relacja - mówię cicho, bo inaczej złamie mi się głos. Jest zdziwiona i wyczuwam że się boi.

- Rafał, posłuchaj... - zaczyna, ale wpadam jej w słowo. Zauważam że drży jej ręka, w której trzyma papierosa.

- Nie, Marta. Czekałem aż za długo i nie było warto - mówię niemal szeptem i widzę, że oczy zaczynają jej się szklić. Nawet jeśli mnie kocha, nie tłumaczy to sypiania z innymi facetami.

- Daj mi coś powiedzieć... - znów próbuje coś z siebie wyrzucić, ale muszę szybko zakończyć to wszystko, za nim nie będę w stanie tego zrobić.

- Nie, na to jest już za późno. Kocham Cię, ale nie chcę już z tobą być - przerywam jej, a z jej pięknych oczu płyną pierwsze słone krople. To tak boli, że ona przeze mnie płacze. Pragnę scałować jej łzy, a później całe kusząco słodkie i grzeszne ciało.

- Dlaczego? - pyta potwornie smutno, a mnie jeszcze bardziej ściska w środku.

- Dobrze się bawiłaś beze mnie, co? - cicho odpowiadam pytaniem i widzę, że już zrozumiała, że o wszystkim wiem.

- Rafał, ja myślałam... - zaczyna, a ja w głowie kończę "że się nie dowiesz, że zrozumiesz." Nie chcę tego usłyszeć, więc po raz kolejny wpadam jej w słowo.

- Mnie już nie obchodzi, co myślałaś. Czasu nie cofniesz. Możemy zostać przyjaciółmi, ale nic więcej - kłamię, żeby jakoś złagodzić jej ból. Nie zniósłbym bycia jej przyjacielem.

- Wiesz co, kurwa!? - wykrzykuje i wbija palec w mój mostek. - W dupę sobie wsadź taką przyjaźń! - Kontynuuje. Chcę jej powiedzieć, że ma rację, ale tym razem to ona nie pozwala mi mówić. - I tą swoją przyjaciółkę, którą na mnie nasłałeś, żeby mnie od kurw zwyzywała, też sobie wsadź! Zapij się tu kurwa na amen, skoro tak ci było ze mną źle! Pierdolę to wszystko!!! I wiedz, że cię szczerze nienawidzę kurwa! NIENAWIDZĘ!!! - zaczyna płakać, a ja nienawidzę siebie jeszcze bardziej za to wszystko, co jej powiedziałem.

Uderz mnie Mała, tylko nie płacz. Pragnę jej. Kocham ją. Dociera do mnie, że nie chcę już bez niej żyć. To najbardziej głupia rzecz, jaką w życiu zrobię i prawdopodobnie będę tego żałował, ale może jakoś uda mi się ją przekonać, żeby zrezygnowała z takiego gównianego życia? Kiedy miłość szepcze, rozum milczeć musi. Idzie w stronę drzwi i przekracza próg. Chcę ją złapać za rękę, ale obrywam w głupi, naiwny łeb drzwiami, aż mnie zamracza. Czuję jak coś ciepłego płynie mi po ustach, brodzie, szyi i klacie. Czerwona, lepka ciecz. Kieruję się do łazienki, żeby to ogarnąć. I dociera do mnie bezsens tego, co chciałem właśnie zrobić...

_______

* - Hunter - Między niebem a piekłem

1 komentarz

 
  • Fanka

    Fanka · 10 sie 2017

       chce next !!!!