Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 25

Sobota:

Najgorsze było zwalczenie chęci pobiegnięcia za Rafałem. Całą noc przesiedziałam w korytarzu pod drzwiami szlochając. Objęłam rękami kolana i kołysałam się w przód i w tył jak jakiś opętany debil, nie mogąc się uspokoić. Chyba miałam coś grubo nie tak z głową. Teraz już moje oczy były suche. Wypłakałam łzy. Zostało tylko pociąganie nosem, urywany oddech i nerwowe drgania klatki piersiowej. Umarł kolejny kawałek mojego serca. I znów miałam tam dziurę. Tylko teraz ogromną i pochłaniającą wszystko co się do niej zbliżyło. Taką paskudną i nienapasioną. Pieprzony kontener pochłaniający wszystkie pozytywne uczucia. Paskudztwo!

W głowie miałam już wszystko uporządkowane. A przynajmniej tak sobie wmawiałam, bo nie byłam w stanie ogarnąć całego panującego tam bajzlu. Z Rafałem postanowiłam nie spotkać się już wcale. Teraz żałowałam, że usunęłam wszystkie SMS-y od niego nie czytając ich. Nie powinnam działać tak impulsywnie. Byłam wściekła, czułam się upokorzona i wykorzystana.

"Trzeba było jeszcze tupnąć nóżką!" - dogryzł mi mózg.

Miał rację. Zachowałam się jak mała dziewczynka. Rozpłakałam się i uciekłam z krzykiem. Ale ja miałam w zwyczaju uciekać. Musiałam się schować i przeczekać burzę uczuć. Teraz siedziały cholerstwa zapakowane w niedomkniętą walizkę, owinięte grubym łańcuchem. Wyciągały paskudne łapy, żeby się uwolnić. krzyczały do mnie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Ale ja już byłam ogarnięta pustką. Nie czułam nic. Było mi obojętne, co się już teraz stanie. Wszystko się skończyło. Rozpadło na małe kawałki. Serce próbowało to jeszcze układać, ale puzzli było zbyt wiele. Nie dało się już tego naprawić. Dusza otoczyła się grubym murem i nie wyściubiała nosa ze swojego bunkra.

Ocknęłam się dopiero gdy Pan Alkoholik wysłał mi prezencik w kuchni pod stołem i zaczęło strasznie jebać. Podniosłam się i sprzątnęłam. Nawet nie byłam zła na tą małą gadzinę. Otwarłam okna, żeby wywietrzało.

Rany, co on żarł, że tak tu capi!? Wali jakby mu coś w dupie zdechło. Fuj!

Nalałam niewdzięcznikowi mleka do miski, a ta sirota władowała się tam z łapami i wywróciła porcelanową skorupę. Pościerałam podłogę i z braku laku nalałam mu tym razem do małej patelni.

- Tylko się pijusie do niej nie przyzwyczajaj - warknęłam do niego, bo przecież mu jej nie pożyczę na zawsze.

Zignorował mnie nurkując w mleku. No pieprzony kretyn i tyle. Zostawiłam go, żeby się zatankował i teleportowałam się na łóżko, żeby się dalej w spokoju nad sobą użalać.

Paliłam papierosa za papierosem, chociaż nigdy wcześniej nie robiłam tego w swoim mieszkaniu. No dobra, czasami w kuchni przy otwartym oknie, ale zazwyczaj po prostu wychodziłam na klatkę schodową. Nadal drżały mi ręki, co mnie nielitosiernie denerwowało, bo ciężko mi było utrzymać fajka we wskazującym i serdecznym palcu, więc musiałam sobie pomagać kciukiem.

Za oknem wstało słońce, a po wczorajszej burzy nie było nawet śladu. Tak jak po obecności Rafała w moim życiu. Zero odzewu. Po tym co mu naskrobałam, chyba nie powinnam się dziwić. A jednak w głębi duszy czułam się rozczarowana. Chyba przesadziłam z tamtym SMS-em. Włączyłam na telefonie piosenkę "Oranżada" zespołu Koniec Świata. Nie chciałam słuchać nic bardziej przygnębiającego. Wściekłość minęła. Został tylko smutek, żal i cholerna tęsknota, która wypalała mnie od środka.

Postanowiłam wziąć zimny prysznic, tak jak moi bohaterowie z książek, żeby poczuć się trochę lepiej. Zabrałam z sobą telefon i położyłam na pralce. Władowałam się do wanny i puściłam na siebie strugi zimnej wody. Wyskoczyłam stamtąd z piskiem jak oparzona i wywinęłam orła na płytkach.

- Kurrrrrrrrwa mać! Co za pierdolony debil to wymyślił!? W dupę niech sobie wsadzą te zasrane zimnie prysznice! - wyrzuciłam z siebie głośno.

Rozmasowałam łokieć i stłuczone biodro. Bolało jak diabli. Szlak! Jednak w tych książkach to głupoty wypisywali! Życiowe mądrości, kuźwa. Chyba dla morsów.

Nagle wsłuchałam się w muzykę. Z komórki płynęły słowa jednej z moich starych, ulubionych piosenek. "... Co zrobiłbym, gdybym mógł wrócić tam? Co bym dał? Co poświęcił? Oddam wszystko za to by, czasami cofnąć czas. Móc jeszcze raz tam stać, przemyśleć jeszcze raz!"***

Poczułam ucisk w klatce piersiowej. Zastanawiałam się nad tym, co ja w ogóle wczoraj zrobiłam!? Bałam się usłyszeć, że mnie nie kocha, albo kocha i nie możemy być razem, albo że będę musiała przywyknąć do tego, że będzie wracał i odchodził. Kurwa, mogłam go jednak wysłuchać, bo teraz miałam milion prawdopodobnych wersji na temat tego, co mi chciał powiedzieć. Cokolwiek chciał mi przekazać, po jego wyrazie twarzy widziałam, że nie chciałam tego usłyszeć.

"A może chciał ci powiedzieć coś ważnego?" - podpowiedziało nieśmiało okaleczone serce.

Morda w kubeł i się kuruj naiwne ustrojstwo! To coś ważnego mogłoby mi pójść tak w pięty, że bym się nie pozbierała!

Nalałam do wanny ciepłej wody i się tam władowałam. Od razu lepiej. Tylko ten cholerny łokieć bolał jeszcze bardziej. Znów pojawiły się łzy. Cholera wie jakim cudem się wyczarowały, ale na pewno nie przez bolącą łapę.

Nie żałowałam żadnej z chwil spędzonych obok Rafała. Przez ostatnie tygodnie dał mi więcej szczęścia, niż ktokolwiek w całym moim nędznym życiu. Nigdy wcześniej nie czułam takiej magii i przyciągania. Chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz. Tak samo. Krok po kroku. Niczego nie przyspieszając i nie zmieniając. Gdybym mogła cofnąć czas... Może serce ma rację? I byłoby wszystko w porządku?

"To nie film, mała, nie film" - szepnął mózg, o dziwo nie złośliwie. Czuło.

Ten związek był dla mnie zbyt toksyczny. Przerażał mnie i przerastał. Postanawiam nie siedzieć w domu, żeby się nie powtórzyła sytuacja sprzed lat. Zamknęłam się wówczas w sobie na bardzo długo i wcale nie chciałam stamtąd wyłazić. Odcięłam się od świata i moje życie przypominało gównianą wegetację. Dlatego nie zamierzałam zostawać w domu i płakać.

***

Jechałam rowerem wygrzebanym z piwnicy nad Jezioro Tarnobrzeskie. Sama, z plecakiem w brązową kratkę na ramionach i w okularach przeciwsłonecznych na nosie. Na pupie miałam spodenki w różowo-czarną kratkę, górę okrywała seledynowa bokserka bez nadruków, a na stopach siedziały już wysłużone trampki. To żółte ustrojstwo na niebie napieprzało po oczach, jakby się wściekło. Cała wysmarowałam się balsamem do opalania, żeby mi skóry za bardzo nie zjarało.

Nie byłam jeszcze gotowa na to, żeby rozmawiać o Niebieskookim z kimkolwiek. Nawet z Anką. To wszystko było zbyt świeże i bolesne. Co rusz zatrzymywałam się i bezsensownie sprawdzałam telefon. A nóż widelec jednak dzwonił i nie usłyszałam? Albo napisał? Niestety komórka milczała. Ciągle miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Ale podświadomie czułam, że tak nie będzie. Nadzieja we mnie jednak żyła swoim życiem i nie martwiła się, że to niedorzeczne.

Chciałam zapomnieć o Rafale, żeby przestać cierpieć. Chciałam pamiętać każdy szczegół naszych wspólnych przygód, bo to najpiękniejsze co mnie spotkało. Kurwa, nie wiedziałam czego chcę. A właściwie to wiedziałam. Chciałam JEGO. Chciałam, pragnęłam i potrzebowałam, żeby był obok mnie. Bez niego czułam się niekompletna.

Prosiłam gwiazdy żeby "jeszcze kiedyś pokochać kogoś całym sercem". Kto by pomyślał, że to się spełniło tak perfidnie!? Życzenie z rzęsy też się zrealizowało. Szkoda, że nie poprosiłam, żeby Rafał mnie pokochał równie mocno jak ja jego. Naprawdę mogłam lepiej sprecyzować te pieprzone życzenia. Mądry Polak po szkodzie. A w ogóle to od kiedy ja wierzę w takie gówna!? Dlaczego tak ciężko mi o NIM nie myśleć?

Oddychałam głęboko, żeby się nie rozpłakać i mrugałam szybko oczami. Już małe france chciały płynąć. Ni chu-chu.

Nad zalewem o mały włos nie wjechałam w jakiegoś grubego kolesia. Toczyło się toto połową drogi, jak jakaś krowa. Typ nie przejmował się, że ludzie mięli poważny problem z wyprzedzeniem i jeszcze machał łapami jakby się z much oganiał. Musiał się toczyć po wąskim asfalcie, bo pewnie bał się, że grunt się pod nim zapadnie na poboczu. Co rusz robił się za nim korek.

Rany, muszę się opanować, bo za raz ktoś wyląduje z moją kierownicą w głowie.

Na miejscu przypięłam rower do stojaka oblepionego takimi samymi jednośladami. I ruszyłam powoli plażą, szukając miejsca do opalania. Znalazłam je już po stu metrach. Rozebrałam się, położyła na kocu i wzięłam się za czytanie książki. I tu odkryłam, że ten balsam do opalania to pieprzona tandeta, bo piach się do mnie kleił, jak potoczny żyd do dupy. Ustrojstwo! W końcu pogrążona w lekturze nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziłam się i zerwałam na równe nogi. Była piętnasta. Poparzyło mnie słońce.

Ja pierdolę, ale idiotka ze mnie! Oj, będzie piekło w nocy.

Odruchowo posmarowałam spieczone usta pomadką. Często miałam suche wargi cholera wiedzieć czemu. Odpaliłam sobie Nevadę. Nawet głupi papieros nie smakował już tak dobrze jak kiedyś. Zostawiłam duperela na brzegu i weszłam do wody. Szkoda, że ja nie potrafieju pływać, pomyślałam.

Początkowo woda wydawała się ohydnie zimna, ale to dlatego, że przebywałam długo na słońcu. Weszłam po żebra i zanurzyłam się na trzy sekundy cała. Organizm szybko się do niej przyzwyczaił i przyjemnie ochłodził. Woda trochę capiała mułem. Skąd tu tyle tego syfu naniosło?

Wszędzie ciągnęła się plaga człowieków. No cóż, sezon się zaczynał, to ciągnęły jak miś do miodu. Albo raczej jak muchy do gówna. Kręciła się tu cała masa rodzin z dziećmi, nastolatków, grubasów, wielorybów, brzydkich facetów, wytapetowanych dziewczyn, chudzielców i kurdupli. I w całym tym tałajstwie nie dostrzegłam ani jednej znajomej twarzy. Nawet ładnych chłopaków nie miałam w zasięgu wzroku, żeby móc się pogapić. Ja to miałam pecha.

Wylazłam z lekko śmierdzącej mułem cieczy na plażę, żeby wyschnąć trochę. I szybko wróciłam z powrotem do wody, żeby zmyć zielonkawy nalot na udach i brzuchu, który przyczepił się do zwykle niewidocznych włosków. Byłam za leniwa, żeby zgolić to niewidoczne gówno na noziach, to miałam za swoje. Lenistwo nie popłaca.

Położyłam się na kocu na plecach, puki jeszcze nie zaczęły mnie piec. Nie wiem czy leżałam z pół godziny, gdy dobiegł mnie znajomy głos.

- Cześć koleżanko!

Czyjaś mokra dupa klapła na skrawku mojego kocyka. Musiałam przyznać, że nieprzyjemne uczucie gdy się o mnie tak ocierał zimnymi galotami. Otwarłam niechętnie oki i japa mi się od razu ucieszyła.

- Zabieraj ode mnie tą mokrą, zimną dupę - powiedziałam ze śmiechem Pawłowi na powitanie.

Czerstwy jest mniej więcej mojego wzrostu. Nie chudy, ale i nie gruby. Ciemne blond włosy zgolił na łyso. Przynajmniej te na głowie, bo te drugie to nie wiedziałam i wcale nie chciałam wiedzieć. Lubiłam go, bo był szczery i mówił to co myślał. Bywał przez to strasznie bezczelny. Ot, taki jego urok.

- Fajną mam dupę, co się czepiasz?

- Bo zimna i mokra, fuj!

- Sama jesteś? Gdzie masz naszego Romeo? - zaciekawił się.

Wyraz twarzy miał wciąż ten sam. Zaciesz i iskierki w oczach. Zdecydowanie był podpity.

- A szlaja się gdzieś - powiedziałam to tak lekko, jakby nic się wczoraj nie stało. Jakby ta głupia niebieskooka menda, nie powiedziała że nie chce stabilizacji.

- To chodź na piwo - zaproponował.

Już miałam odmówić, ale właściwie czemu? Moja dusza pragnęła samotności, ale ja jej nie chciałam. Postanowiłam, że nie będę siedzieć i użalać się nad sobą. Bo i po co? Życie mam tylko jedno. A ból można zignorować. Nie na długo, bo wkrótce i tak znów miałam zostać sam na sam z tęsknotą. Ale teraz założyłam maskę czystej radości z życia. Czy to ważne, że mi zbrzydło i nie chciało mi się żyć? Wiedziałam o tym tylko ja. Ból to nie jest coś na pokaz, z czym trzeba się obnosić i wyżalać całemu światu. Ludzi i tak gówno obchodzi los innych i cieszą się, jak się komuś noga potknie. Takie ukrywane "Ale fajnie! Ma gorzej niż ja! Ha ha ha..." Samej mi się tak zdarzało myśleć, chociaż tylko w stosunku do irytujących człowieków. "Cierp w milczeniu, żołnierzu"**, podsumowując. A litości nie znosiłam, nie chciałam i nie potrza mi jej było.

- To idziem - wymamrotałam i wzięłam się za pakowanie do plecaka swoich dupereli.

Celowo się nie śpieszyłam. Czerstwy kręcił głową i uśmiechał się pod nosem, ale nic nie mówił. Spróbowałby! Kupiliśmy po piwie z sokiem malinowym i siedliśmy na trawie w cieniu. Oczywiście chciał stawiać, ale groźba natychmiastowej ewakuacji z mojej strony skutecznie ostudziła jego zapał. Były też tu stoliki, ale obklejone bydłem na wszystkie możliwe sposoby. Została więc trawa.

Najpierw gadaliśmy o seksie. Chciał mnie przelecieć i wcale nie ukrywał, że głownie o to mu chodzi. Mówił mi ze szczegółami jakby wyglądał nasz stosunek. Kreatywny chłopak, muszę przyznać. On zaczął ten temat, ale chciałam się pośmiać i mi to nie przeszkadzało, chociaż czułam się lekko niezręcznie. Że ludzie dziwni się patrzyli, też mi nie przeszkadzało. Szczegóły.

Paweł zapytał mnie jak poznałam Rafała. Więc mu z grubsza opowiedziałam. Śmiał się ze mnie, gdy powiedziałam mu, że nie umiałam później do domu wrócić. W końcu Tarnobrzeg to małe miasto, a ja poprostu jakimś cudem nigdy nie byłam w tamtym rejonie. Opowiedział mi, że on i Rafał chodzili razem do klasy i stąd się znają.

- Dlaczego mówicie na niego Romeo?

- Bo jest głupi i się łatwo zauracza, chociaż na krótko. Tylko w takiej Patrycji się zakochał kiedyś. Dopóki się nie dowiedział, że ona ma sponsorów. Chodził później jak struty przez miesiąc. Strasznie uczuciowy chłopak - mówił patrząc przed siebie. Przeniósł wzrok na mnie. - Ale ty, to sam nie wiem co mu zrobiłaś. Nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego - wyszczerzył się do mnie.

Nie powiedziałam nic. Bo nie wiedziałam co powiedzieć. Serce bilo mi szybciej. Kontrolowałam oddech, żeby się nie rozwyć. No teraz to Niebieskooki pewnie rzygał tęczą z tej radości i skakał ze szczęścia. Hosanna jak nic. Albo ruchał jakiegoś morświna na otarcie łez. Tak ciężko było mi o nim gadać. Więc uśmiechnęłam się tylko.

- A ty go kochasz? - jego pytanie wyrwało mnie z zadumy.

Kocham. Kocham tego zasranego idiotę. Tak bardzo, że mnie to przeraża. Tak bardzo że odeszłam od niego, za nim mi powiedział że... że go za bardzo ograniczam i nie możemy być razem. Bo on "nowości i fascynacji potrzebuje". Mam nadzieję, że jest kurwa usatysfakcjonowany.

- Kocham go - powiedziałm cicho, głosem pełnym emocji patrząc mu w oczy.

- E e e! Tylko mi tu nie becz. Nie słuchaj tego co o nim gadają. Jest w porządku - uśmiechnął się do mnie.

Jasne, dla ciebie może i jest. Bo nigdy nie byłeś jego "zauroczeniem". Bo nigdy nie przeglądałeś się w jego oczach. Bo nigdy nie byłeś jego zabawką...

Po opróżnieniu kubków z piwem, weszliśmy do wody. Znów była tak zimna, że aż mnie przygarbiło. Czerstwy oblał mnie nią i chlapaliśmy się przez chwilę, śmiejąc się jak głupi. Nalało mi chamidło wody do oczu i mrugałam, żeby się jej pozbyć, bo nic nie widziałam. Czerstwy podszedł i odpiął mi górę stroju.

- Oszalałeś!? W lesie cię wychowali!? - warknęłam śmiejąc się i trzymałam za piersi, żeby stanik nie opadł. - Zapnij to, bo nie ręczę za siebie!

Podszedł i z masą zbędnych, niby przypadkowych ruchów i otarć o moje plecy, zapiął mi to ustrojstwo. Odwróciłam się, żeby za karę poczęstować go kolejną porcją wody, ale bezczelny łotr mnie popchnął. Dla jasności za grosz nie potrafiłam pływać ani nurkować, a staliśmy w wodzie do połowy piersi. Odkąd pamiętałam panicznie bałam się głębokiej wody. Zawsze myślałam, że powiedzenie "tonący brzytwy się chwyta" było bez sensu. Teraz już tak nie uważałam. Miałam napad niekontrolowanego strachu i zaczęłam nerwowo piszczeć. Odruchowo złapałam go za rękę i przyciągnęłam się do niego obejmując go drugą ręką za szyję. Przywarłam do niego mocno, jakbym chciała go udusić. Serce waliło mi jak głupie o żebra, a ja oddychałam głęboko. O mały włos nie wywróciłam nas obojga, a ten kretyn cieszył się ze mnie. Zamaskowałam strach nerwowym śmiechem.

- Jak chcesz mnie zgwałcić, to się nie krępuj. Nie będę stawiał oporów - szepnął kiwając brwiami.

- Wolałabym się pieprzyć z rekinem - burknęłam.

Wyrywałam mu się z rąk i spieprzyłam od niego na pięć metrów. Palant.

Wołał mnie, ale nie podeszłam bliżej. W ogóle nie czułam już w sobie tego piwa, które wypiłam i musiałam przyznać, że na początku czułam się po nim jak normalnie po trzech. To przez ten żar lejący się z nieba. Alkohol przestał dawać się we znaki, ale nadal mi było jakoś wesoło.

Czerstwy wyszedł za mną z wody i poczłapaliśmy po kolejne piwo. A później znowu chlapać się jak dzieci do wody. Siedzieliśmy nad zalewem i gadaliśmy do dwudziestej pierwszej. Czerstwy zaczynał się do mnie kleić, więc oświadczyłam, że wracam do domu. On miał rodzinę w Tarnobrzegu i zamierzał u nich kimać, więc mnie odprowadził. I tak nie zamierzałam jechać rowerem. Z jednego zrobiło się pięć piw i chociaż jeszcze tego nie czułam, to wiedziałam że byłam pijana. Przynajmniej mi było wesoło.

Odprowadził mnie pod blok. Chciał mnie pocałować, ale udałam że tego nie widziałam i władowałam się do klatki. Zatargałam jednoślad do piwnicy i wspięłam się do mieszkania. Pan Alkoholik, gnojek pieprzony, znów nasrał pod stołem, chociaż w łazience miał kuwetę. Mściwy bachor! Tylko pół dnia mnie nie było! Posprzątałam to świństwo z podłogi lekko się gibiąc i złorzecząc pod nosem Panu Alkoholikowi. Gadzina no!

Wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku. Mały łobuz wolał krzesło, więc go tam zostawiam. Długo nie mogłam zasnąć. Brakowało mi obok niebieskookiego dupka. Takie to  było wredne i fajne zarazem. Jak ja miałam wytrzymać bez tego jego głupiego ryja? Łzy znów płynęły po mojej twarzy, a z ust wydobywał się cichy szloch. Telefon pluł słowami:

"[...]Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie

Kiedy myślę, że Cię kocham,

kiedy czuję, że Cię chcę

Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach

Znamy dobrze swoje miejsce,

wiemy dobrze gdzie nasz brzeg

Przy nadpalonych mostach

Gdzieś pomiędzy wierszami

Na skrzyżowaniu słów - niewypowiedzianych

Gdzieś pomiędzy wierszami

Gdzieś pomiędzy wierszami

Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo

Już nie panuję nad zmysłami

Moje oczy są oczami wariata

Kiedy spotykają się z Twoimi oczami..."*

Po chwili ryczę jak zarzynany baran i nie mogę się uspokoić. Pieprzony Niebieskooki! Losie, kocham go... Chciałabym żeby tu teraz był i mnie przytulił. Dość długo krążę myślami przy moim Idealnym Nieideale, aż w końcu zasypiam wykończona całym dniem, płaczem i krążącym w żyłach alkoholem. Nawet na sekundę moje myśli nie powędrowały do Pawła, chociaż to właśnie z nim spędziłam ostatnie pół dnia...  

---------------------
* - Pidżama Porno - Stąpając po niepewnym gruncie

1 komentarz

 
  • czepialska

    czepialska · 5 sie 2017 · 201439679

    Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jakieś opowiadanie tak mnie urzekło. Masz talent ludziu!