Krople poranionych chmur cz 8

Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. W końcu lutego, pani Florentyna mocno zachorowała. Teraz Lilian spędzła większość czasu w domu dziecka. Spała tam cztery lub pięć razy na tydzień. Oczywiście widywaliśmy się. Dzieci mnie polubiły. Drugiego marca pani Florentyna zmarła. Nie wiedziałem co dalej. Ale Lila wiedziała.
— Chcą mi je zabrać i porozdzielać do innych placówek. Nigdy na to nie pozwolę.
Popatrzyła na mnie.
— Nie mów nic Jerzemu, ja nie potrzebuję jego pomocy.
Ale Jerzy się dowiedział. W końcu Lilianna wygrała batalię z paragrafami. Odkryła, kto jej pomagał.
— Dowiedział się jakoś, pomógł. Ja ich kocham, ale nikomu nie pozwolę powiedzieć złego słowa na ciebie.
Wygraliśmy bitwę o paragrafy, ale zaczynaliśmy przegrywać wojnę o pieniądze. Dziecko prawnie potrzebuje 1500 zł miesięcznie. Potrzebne były pieniądze na remont. Spadek po babci się kończył.  
— Zaczniemy od rodziny, musimy poruszyć wszystkie możliwości.
Struchlałem. Wiedziałem jacy są moi rodzice. Pamiętałem dlaczego Mariola pocałowała ojca kiedy miała osiem lat.
Wszystko wyglądało dobrze, ale i ja czułem, że nie jest. A Lilia chyba wiedziała. Przyjechalismy do domu moich rodziców. Ojciec jeszcze nie przyszedł z pracy. Była tylko mama.
— O dobrze, że przyszliście. Władzio powinien być lada chwila. Mówiła do nas, ale miałem wrażenie, że nie dostrzega Lili.
— Dostałeś dobrą pracę, synu. To dobrze. Mam nadzieję, że żona ci zacznie pomagać finansowo. Już czas by przestała być na twoim garnku.
Patrzyłem na Lilę, ale jej twarz się nie zmieniła.
— Ja zarabiam wystarczająco — uciąłem
— Zrobiłam ci kanapkę — rzekła.
— A dla Lili?
— Ona nie je mięsa, nie mam nic innego.
— Ma mama zły dzień, czy co?
— Mam prawo powiedzieć w moim domu co myślę. Myślałam, że będę miała wnuka.
— Ja nie mogę mieć dzieci — powiedziała cicho Lila.
Pobladłem i usiadłem. Miałem już coś powiedzieć Lili, ale mnie powstrzymała.
— Ach, wiedziałam. Bóg cię skarał. To za naszego księdza. Oskażyłaś go, a ja ci uwierzyłam.
— Jak mama może tak mówić. Lila jest czystą prawdą.
— A ty głupku się nie odzywaj. Z jakąś czarownicą się ożeniłeś, co nie chciała wesela. Taki wstyd. I jakiś starowina, zamiast księdza. Wstyd i hańba.
Ojciec wszedł do domu.  
— Co się stało? Co cię napadło, Zofia?
— Przyszliśmy, bo potrzebujemy pomocy. Będę prowadzić dom dziecka i potrzebujemy datków, choćby parę złotych na miesiąc.
— Lila, ja nie mam na zbyciu. Na ciebie czy syna bym dał, ale na obce bękarty, nie myślę.
Jak się to stało, że pojawiła się Mariola? Przypadek czy przeznaczenie?
— Jesteś moim ojcem, ale mi wstyd, albo żal w sercu, że taki jesteś. Pocałowałam cię po dwudziestu latach, bo zacząłeś się zmieniać na lepsze. Powiem ci dlaczego cię pocałowałam kiedy miałam osiem lat. Zawsze jak wracałeś z pracy dawałeś mi lizaka. A ja miałam poza chłopakami jedyną koleżankę. Jej rodzice byli biedni, ale uczciwi. Juleńka. Jak wchodziłeś do klatki, ja wyrzucałam tego lizaka, bo dla Juleńki miałam honor i serce.  
Tego dnia przyniosłeś dwa lizaki. Jeden dla mnie, a drugi dla Juleńki. Po 15 groszy. Dlatego cię potem pocałowałam. Ale teraz słyszałam co powiedziałeś do Lili. Masz dalej serce z kamienia. I dlatego obce dzieci cię będą karmić.
Matka chciała poprzeć męża, jakby za mało powiedziała.
— To mój dom i nikt nie będzie mi się rządził, nawet ty flądro — powiedziała do Marioli.
Zobaczyłem, że twarz Lili była nadal spokojna.
— Rzuciłaś mi w twarz wiele oszczerstw, mamo i ja to przyjęłam z cichością serca. Wzięłaś stronę męża i tu postąpiłaś dobrze. Ale ani w twoim, ani w innym miejscu nikt nie powie złego słowa na mojego męża. A ty nazwałaś go głupcem. Czy twój ksiądz, co krzywdził dzieci, nie mówił z ambony słów Chrystusa, że ten kto nazwie kogoś głupcem jest warty piekła? A ty nazwałaś tak swojego syna!
— Wynoś mi się z domu — krzyknęła Zofia.
Podniosła rękę jakby chciała ją uderzyć.
— Niech się matka nie waży jej tknąć.— powiedziałem spokojnie.
— Idziemy kochanie, nie chcą tu nas — szepnęła Lila.
— Idę z wami — powiedziała Mariola.
Dopiero wieczorem zadzwonił Jacek. Matka dostała rozległego wylewu i pozostała z uniesioną ręką. Nie mogła mówić ani chodzić. Zabrano ją do szpitala. Zmarła dwa dni potem. Ojciec przeżył ją o miesiąc. Jacek rzadko go odwiedzał, bo już nie było dla niego darmowych obiadków. Dlatego obcy ludzie przynosili ojcu jedzenie, bo serce mu nie pozwalało wyjść z domy. W końcu dostał zawału. Podobno jego serce wyglądało jak... kamień.
A co do księdza proboszcza, zostało wszczętę dochodzenie karne. Nawet już nikt nie interweniował. Wpłynęły nowe dowody. Wymuszanie sexu oralnego z nieletnimi, dotykanie i inne brzydkie sprawy. Zofia, nie dożyła tej chwili.
                                        *  
Kiedy wyglądało, że wojna o pieniądze jest przegrana, front się zmienił. Musiałem zostawić pracę, bo w domu opieki powyżej ośmiu dzieci, musi pracować co najmniej dwie osoby. Takie przepisy. Zwolniłem się z ochotą. Zrobiłbym to i tak dla mojej żony, a teraz zrobiłem to również dla naszych dzieci.
Kiedy szef dowiedział się czemu odchodzę, uściskał mnie gorąco.  
— Nie zapomnimy ciebie.
I nie były to czcze słowa. On i inne sklepy z markowymi samochodami zebrali ponad 38 tysięcy złotych. Ale najwięcej pomogła nam Mariola i jej wybrany. A stało się to tak.  
Zaraz po wyjściu od domu rodziców, gdzie już nigdy nie wróciłem, Mariola powiedziała.
— Przykro mi, że są tacy. Wiem Lilio, że jesteś dobra i uczciwa. Ja mam doświadczenie z komputerem. Zorganizuję ogólnopolską zbiórkę.
I tak się stało. I dzięki temu poznała Ryszarda. Bardzo chciał pomóc. Miał sieć sklepów z żywnością. Poznał w końcu Mariolę. Miał trzydzieści lat, lekko wyłysiały, ale ogólnie przystojny. Już na drugim spotkaniu Mariola miała pewność, że to ten. Ale dla pewności chciała wiedzieć co Lila o nim myśli. Spotkaliśmy się w domu dziecka. Ja odebrałem Ryszarda bardzo pozytywnie. Usłyszałem strzęp rozmowy. Stałem z Ryszardem i rozmawialiśmy.
— Robię czasem remonty moich sklepów. Znam dobrych i uczciwych budowlańców.
Zadzwoniła jego komórka. Odszedłem na bok  
— Jak sądzisz? — szeptała Mariola.
— A ty, co czujesz? — zapytała Lila.
— Serce mi mówi, że to ten.
— I dobrze ci mówi.
                                        *
Wygraliśmy wojne. Mieliśmy dom, pięniądze i pomoc. Nawet napisano o nas w gazecie.  
I pewnie tam, przeczytali o nas, rodzice Lili. To było bardzo emocjonalne.
Praca w domu opieki jest nie limitowana. Praktycznie tylko noce mieliśmy wolniejsze, lecz nie zawsze.  
Tego dnia Lilianna gotowała, a ja doglądałem prace domowe Mariusza i Kasi. Zobaczyłem, ze podjeżdża  czarny Mercedes. Wysiedli razem.  
— Kochanie, rodzice przyjechali.
— Dobrze. Zobacz czy wieści wojenne czy pokojowe, a ja zrobię herbaty.
Witaj synu — rzekł Jerzy.  
Teresa mnie przytuliła serdecznie i pocałowała. Wiedziałem, że to inni ludzie.  
— Pokój, całkowita kapitulacja — krzyknąłem do Lili.
— Popełniłem wielką pomyłkę co do ciebie, John. Jesteś wspaniałym chłopcem. Cieszę się, że Lila jest z tobą. Wybacz.
Weszła Lila.
— Mogę cię przytulić, córko? — zapytał ze łzami.
— Zawsze możesz.
Wtulili się mocno.
— Wiem, że jesteście zajęci i nie zabierzemy wam czasu. Skończyłem z polityką. To brud. Sprzedaliśmy dom. Mercedes jest twój. Wiem, że wszystko będzie dla dzieci. Jedziemy z mamą do ashramu do północnych Indii. A potem chcemy przenieść się w Himalaje. Już się pewnie nie zobaczymy w tych ciałach.
— Co się stało, że tak postanowiliście?
— Uznałem swoją pomyłkę, już dawno. Ale wiesz, ciężko się przyznać do błędu. Kiedy już się zdecydowałem, rozmawiałem o tym z mamą. Powiedziała, że modliła się o to. Następnej nocy mieliśmy podobny sen. Ty nam się śniłaś...
Jerzy płakał jak dziecko.  
— Wybacz, że nie byłem dobrym ojcem.
— Och tatku, jesteś i byłeś dobrym.
Pobyli prawie godzinę. Więcej ich nie widzieliśmy.  
   Zaczął się dobry czas. Parę dni wcześniej, już w łóżku, rozmawiałem z Lilą. Nie poruszałem wcześniej tego tematu, ale czułem, że muszę.  
— Kochanie, naprawdę nie możesz mieć dzieci?
— Mamy osiemnaście!
— Wiesz o co mi chodzi.
— Nie mogę.
— A byłaś u lekarza?
Lila popatrzyła na mnie. Widziałem jej spojrznie, bo paliła się lampka.
— Ja nigdy nie byłam u lekarza.
— No, ale urodziłaś się w szpitalu.
— Urodziłam się w domu. Babcia mnie odebrała. Nigdy nie widziałam lekarza na oczy. Nie mam szczepień, nigdy nie byłam u dentysty. Chciałbyś aby jakiś facet lub babka oglądała moją pusię? Ja nie mogę mieć dzieci, kiedyś ci opowiem, ale jeszcze nie dzisiaj. Śpijmy, mamy jutro nowy dzień.
                                        *
Za dwa miesiące Mariola wzięła ślub z Ryszardem. Przyszli jego rodzice, Jacek i Hania. Wyczułem, że związek Hani i mojego brata nie utrzyma się. Hania potrzebowała się kimś opiekować, a Jacek już potrafił o siebie zadbać.
Byliśmy tylko na ślubie, bo dzieci nas potrzebowały. Ale Mariola coraz częściej wpadała do nas. Potem i Ryszard zaczął częściej przychodzić. I nie tylko wpadał, ale czynnie pomagał, a nawet bawił się z dziećmi.  
Trzy miesiące później stało się coś istotnego. I znowu, Lilia nie powiedziała mi nic, ale ja wiedziałem. W ten sam sposób.
Byłem akurat poza domem. Mariola nie dzwoniła. Czuła, że mnie nie będzie.
— Masz chwilkę, poza tym pomogę w czym trzeba — powiedziała do Lili.
— Mam teraz trochę czasu. Mamy tyle pieniędzy, że przyjęliśmy pomoc. Miła pani po czterdziestce. Kocha dzieci, a sama nie może mieć.
Mariola zaczęła płakać.
— Co się stało, siostro!
— Ja też nie mogę mieć.
— Och, nic się nie martw. Będziesz miała.
— Byłam u lekarza, ja nie mam jajników. Miałam okresy i nie wiem jak to możliwe. Lekarz mówił, że przeszczep jest możliwy. Ale ja nie chcę przeszczepu.
— Kochanie będziesz miała dzieci! Wierzysz mi?
— John mówił, że ty zawsze masz rację.
— Ale czy ty mi wierzysz?
— Wiem, że to niemożliwe, ale ci wierzę.
— Powiem ci tajemnicę, ale obiecaj, że jej nikomu nie powiesz. Nigdy.
— Umiem dochować tajemnic.
— Wiem, swoją trzymałaś przez dziewięć lat.
Mariola miała strach w oczach przez kika sekund.  
— Janek ci powiedział?
— Nie. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. On nie wie, że ja wiem.
Lila zawiesiła głos na kilka sekund.
— Ja przyszłam na ten świat w jednym celu, aby cię uwolnić. On myśli, że to on ci pomógł.
— Ty wiesz wszystko co...
— Nic się nie trap. Wówczas on całował nie ciebie, tylko mnie!
— Ale ja czułam!
— Zapytaj go jak on czuł. Wierzysz mi, że nigdy nie rozmawiałam z nim o tym?
— Wierzę ci. Nie będę go pytać.
— Wiem, że pamiętasz to jeszcze. Ale zapomnisz i będziesz bardzo szczęśliwa. On najpierw powiedział, że cię nie chce. A potem chciał. A ty pragnęłaś tylko odrobinkę i ją wzięłaś. Gdybyś to zrobiła z nim... Wiem, ze pragnęłaś tego, ale to by się nigdy nie stało. Chociaż nie mogło być inaczej, jak było. Ale gdyby się tak stało nie miałabyś dzieci, a tak będziesz miała. Trójkę. I będziesz wiedziała jak je nazwać, tylko nie chodź do lekarza. Możesz urodzić w szpitalu lub domu. Nikt niczego nie odkryje.
Za dwa miesiące Mariola zaszła w ciążę. Dowiedziałem się później, że będzie miała chłopca.
                                        *
Przyszła wiosna, a potem lato. Nie wiedziałem jeszcze, że tylko jedno nas dzieli od poranionych chmur. Wszystkiego dowiedziałem się na końcu. A kiedy już wiedziałem, myślałem chwilkę jak mogłem nie zauważyć tego wszystkiego!
To stało się piętnastego lipca. Dwudziestego mieliśmy jechać w góry, na tydzień. To znaczy ja czułem,  że Lilia potrzebuje wypoczynku, ale nie chciała rozstać się z dziećmi.  

— Kochanie musisz odpocząć, pracujesz osiemnaście godzin na dzień.
— A ty mi pomagasz.
— Jeśli mnie kochasz, to pojedziesz. Dobrze?
— Dobrze, kochanie. Pojedziemy.
Ustaliliśmy, że Mariola i Ryszard zaopiekują się domem. Podpisali wszystkie papiery. Pani Maria świetnie sobie radziła i była szczęśliwa. Ja robiłem zakupy. A Lilia poszła z psem na spacer. Miała może dwieście metrów do domu. To stało się tak nagle...  
Mały, może czteroletni chłopiec szedł z mamą. Trzymała go za rękę. Zobaczył motyla. To trwało ułamki sekund. Lila zauważyła go jak już był na jezdni. Matka zamarła w bezruchu. Lila była szybka, ale nie tak szybka jak Aster. Skoczył. W samą porę dla małego Bolka. Uderzył go i maluch się przewrócił, półtora metra dalej. Aster może uratował nie tylko chłopca, ale i Lilę, bo z pewnością skoczyłaby, tylko się spóźniła.  
Pisk opon, uderzenie i skowyt naszego przyjaciela.  
Lila ukucnęła przy nim. Wierny druch popatrzył na nią ostatni raz.
W trzy dni później pojawiła się krótka notka w gazecie.
,,Pies, poświęcił życie dla czteroletniego chłopca.
Piętnastego lipca na mało uczęszczanej ulicy Żoliborza wydarzył się wypadek. Mały chłopiec wybiegł nagle na ulicę. Od niechybnej śmierci, uratował go pięcioletni pies o imieniu Aster. Aster zginął na miejscu. Kierowca pojazdu miał nieposzlakowaną opinię dobrego kierowcy. Nie był pod wpływem alkoholu ani środków farmaceutycznych. Jeszcze raz prosimy mieszkańców o zachowanie szczególnej uwagi w czasie spaceru z dziećmi. Zarząd miasta złożył wniosek o udekorowanie pośmiertnie Astera, medalem za odwagę. Właścicielka psa Lilianna K. Jest właścicielką prywatnego domu opieki rodzinnej dla dzieci. Prowadzi dom dla osiemnastu sierot”.  
                                                                               *
Mieliśmy smutny początek wakacji. Przez tydzień chodziliśmy po lesie prawie bez słów. Odkrylismy cudowna polane.
Mieszkaliśmy w małym domku. Mieliśmy pokój z widokiem na góry.  
— Tu jest pięknie, nie sądzisz?
— Tak, bardzo.
— Przyjdziemy tu jutro, dobrze?
— Tak kochanie — odrzekłem.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 2554 słów i 14330 znaków, zaktualizował 3 lis 2017.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto