Krople poranionych chmur cz 2

Ponieważ wiedziałem o niej wszystko, miałem świadomość kim są jej rodzice, a właściwie ojciec. Oczywiście moja wiedza była podstawowa, bez dokładnych informacji. Odczułem po raz pierwszy tego dnia, że mój strach mija. To znaczy nadal, świadomość tego, że osoba obok, jest jak otwarta księga, powodowała lekki prąd w ciele. Czułem, że i te sensacje wkrótce miną.
    Willa mogła mieć pół wieku, ale z pewnością miała remont w środku. W wiedzy o Lilii nie miałem informacji, że jest bogata. Jak później pojąłem, może to nie miało wielkiego znaczenia. Ani dla niej, ani dla innych. W tym wypadku, mnie. Bo tak naprawdę, to wszystko należało do jej rodziców. Jednak jako jedynaczka, dziedziczyła wszystko.  
— W jakim są kraju?
— Teraz to się nazywa Wspólna Europa, ale dla ścisłości, w Belgii.
— Zanim powstała Unia, istniał Benelux, pewnie słyszałaś?
— Tak, coś pamiętam. Nie pytasz co robię, gdzie się uczę.
— Wiem, że malujesz i interesuje cię człowiek.
Dała mi krótki uśmiech, bez cienia zdziwienia.  
— Lubię malować, a studiuję psychologię dziecięcą.
— Jesteśmy w równym wieku, ale ja pracuję już o dwóch lata.
— Skąd wiesz, że jesteśmy w równym wieku?
— Powiedziałem ci, że mam 23 lata, a ty masz 22, prawda?
— Tak, ale to znaczy, że jestem młodsza, nie sądzisz?
— W zasadzie tak, ale to taka niewielka różnica.
Nie podjeła dalszej dyskusji na ten temat i poszła do kuchni.
Podszedłem do regału z ciemnego drzewa. Za ciemnopomarańczowymi szybami dostrzegłem księgi prawnicze. Domyśliłem się, że to ojca. Lila poszła do kuchni przygrzewać obiecany obiad.  
— Włącz sobie jakąś muzykę — krzyknęła z kuchni.
Wziąłem pilota i nacisnąłem przycisk. To mógłby być również telewizor, ale trafiłem za pierwszym razem. Tak jak przypuszczałem, opera. Toska, Pucciniego. Vissi d'arte, chyba najbardziej znana aria z Toski. Dzwięki brzmiały czysto, nieskazitelnie. Renata Tabaldi, chyba najlepszy sopran wszechczasów. Usiadłem w miękkim skórzanym fotelu. Nie zdążyłem się wsłuchać, bo weszła Lila i wyłączyła muzykę.
— Nie cierpię opery.
Bez słowa wróciła do kuchni. Powinienem być zły, albo mieć przynajmniej jakieś odczucie. Ale nie, nie odczułem nic. No może poza jednym. Czułem, że uwielbiam tą osobę.
Po chwili wstałem i poszedłem do kuchni.
— Widziałem datę, słuchano to dziś rano, a twoich rodziców nie ma już kilka dni.
— Ty jesteś wizjonerem — uśmiechnęła się tym ciepłym, zniewalającym uśmiechem.
— Nie. Samóchód miał plamy po deszczu i kurz z czterech dni.
— Pracujesz w policji, panie Holmes?
— Nie, w agencji handlu samochodowego.
— Sprzedajesz samochody?
— Nie, raczej współpracujemy z tymi, co je sprzedają, robimy...
— Nie interesuje mnie co robisz — ucięła.
Ale nie powiedziała tego nie miło, raczej szczerze.  
— Interesują cię dzieci.
— Tak, bo to jest nasza przyszłość, ale wiem, że nie zmienię tego świata.
Nagle poczułem, że odcinam się od źródała wiedzy o tej pięknej dziewczynie. Zacząłem myśleć tak jak do tej pory.
— To dziwne, normalnie bym już wyszedł. Obiecałaś być inna, a nic się nie zmieniło. Jesteś despotyczna, egocentryczna i ... sam nie wiem jak to nazwać.
— Ale to cię nie rani, prawda?
— Nie, wcale.
— Tak, lubię operę i uważam, że Tabaldi ma wspaniały głos. Ale słucham jej tylko rano, nigdy przed spagetti. Opowiesz mi później o swojej pracy, jeśli zechcesz. I będę cię słuchać jak długo zechcesz.
— Czy ty mnie testujesz?
— Ja wiem, że tak wygląda, ale broń Boże. Nie!  
Podeszła bardzo blisko.
— Obiecuję ci wytłumaczyć, ale najpierw zjemy, dobrze?
— Chcesz tu zjeść, czy spagetti jesz tylko na werandzie?
Popatrzyła na mnie z uwagą i uśmiechnęła się ślicznie. Ale całkiem inaczej niż ostatnio.
— Tak, spagetti jem tylko na werandzie. Będziesz chciał zjeść ze mną?
— Tak, pachnie ładnie.
— Sama robiłam, chociaż tylko sos, makaron kupiłam.
Popatrzyła na mnie chwilę.
— Mam do ciebię proźbę, nie dotykaj mnie przez ten czas, dobrze?
— Dobrze, aż nie powiesz, obiecuję — powiedziałem automatycznie.
— Nie jestem zbyt dobra w liczbach, ale było tego chyba cztery razy. W parku, w kawiarni i dwa razy w domu — szepnęła słodko.
Zaczęła mnie całować, ale w policzki. Domyśliłem się o co jej chodzi. Tylko w takim razie czemu nie chciała, żebym ja ją dotykał?
— Nie mogę w usta, bo byśmy nie zjedli...— szepnęła znowu.
    Spagetti było wyśmienite. Chyba najlepsze jakie jadłem w życiu. Jeszcze wówczas nie wiedziałem, że od tej chwili wszystko co miało coś wspólnego z Lilą, było najlepsze. Wszystko!
Zjadła szybciej, ponieważ ja się delektowałem. Patrzyła na mnie tak, że nie wiedziałem co zrobić z oczami.
— Dobre?
— Najlepsze jakie jadłem.
— Nieźlę gotuję, ale to było chyba najgorsze spagetti jakie mi wyszło.
Chciałem coś powiedzieć, ale zadzwoniła jej komórka. Patrzyła chwilę na numer, ale ja wiedziałem kto dzwoni. I tak wiedziałem, że nie ma przede mną tajemnic, więc pewnie nie musiała włączać głośnika. Jednak to zrobiła. Głos Tomka brzmiał lekko nie pewnie, chociaż miał ładny, męski baryton.
— Przepraszam, że tak wyszło — zaczął.
Ale widać Lila nie robiła wyjątku dla mnie. Tak wówczas pomyślałem.  
— Miałam ci dać moje ciało za dwa tygodnie, chociaż cię nie kochałam. Jesteś zadowolony z Doroty?
— Nie chodziło mi o to...
Teraz ja się sam zdziwiłem. Nigdy mi się to wcześniej nie zdarzyło. Wyjąłem komórkę z rąk Lili. Robiła wrażenie, że jest na to przygotowana.
— Chodziło ci tylko o to. Dorota cię zostawi za tydzień. Mam nadzieję, że nie będziesz już dzwonił na ten numer.
Teraz ja się trochę zdziwiłem, bo Lila wyjęła mi telefon z ręki.
— Wcale się nie gniewam, właściwie to moglibyśmy zostać przyjaciółmi, ale John jest bardzo zazdrosny i pewnie będzie zły.
Wyjąłem jej delikatnie komórkę i prawdę mówiąc miałem mu powiedzieć zupełnie coś innego.
— Dziękuje ci, Tomek. Dzięki temu, że podjąłeś taką decyzję i zostawiłeś Lilę, mam największy skarb pod Słońcem.
Wyłączyłem komórkę.
— Wyjdziesz za mnie?
— Zrobiłabym to dzisiaj, ale chcę poczekać na rodziców. Ja nie jestem takim potworem jak myślisz. Mam szacunek do ludzi. Szczególnie swoim rodzicom nie mogłabym tego zrobić.
— Ja nie mam wysokiego stanowiska i pieniędzy, moi rodzice też nie...
Nie dała mi skończyć...
    Doszedłem do siebie, kiedy zaczęła ubierać inną sukienkę, też w kwiaty. Miała zresztą mnóstwo takich sukienek, spodni i bluzek. Zakładała czasem inne, jeśli musiała, ale jak mi sama później powiedziała, lubiła tylko z kwiatami.  
    Prawdę mówiąc, miałem opory. Nie chciałem tego w pierwszy dzień. Ale Lila nie należała do osób, które można było przekonać. Tym razem nie naciskała w żaden sposób. Chciała. Chciała mnie, chciała mi się ofiarować. Dopiero późnym wieczorem, kiedy spała z głową na mojej piersi, doszło do mnie, że zamknęła tym, pewny rozdział mojego życia. Zanim zobaczyłem jej ciało bez skazy, pamiętałem poprzednie dziewczyny. Kiedy całowała moje policzki, już po wszystkim, wiedziałem, że nie będę pamiętał niczego innego, niż o to co miało z nią coś wspólnego. Zaskoczyła mnie, jeśli mogę tak płytko to nazwać, wiele razy. I nie zawsze pozytywnie, chociaż nie miałem jej nigdy tego za złe. To ja powinienem być doświadczonym kochankiem, ale tak nie było. Miałem później czasami myśli, że żałuję, że nie była moją pierwszą i ostatnią. Kiedy jej później o tym powiedziałem, odrzekła, żebym nie myślał w ten sposób. Lila miała dar przekonywania. A jeśli nie, to po prostu miała rację i wiedziała, że ją ma.  
     Zdecydowałem się jej powiedzieć o tym ponad sześć miesięcy później, w pewną śnieżną noc.
— Kiedy kochałaś się ze mną pierwszy raz ... Ale nie, ja to czuję zawsze, za każdym razem. Tak!  Żałuję, że nie byłaś moją pierwszą i jedyną.
— Och, nie myśl tak, kochanie. Przecież gdybyś mnie poznał wcześniej to tak byś czuł tak, prawda? A tak masz porównanie. To przychodzi mimowolnie. Wiem, że tego nie chcesz. To minie.
— Chcę ci dorównać w czymkolwiek i zawsze jestem w tyle. W miłości, w zrozumeniu, w odczuwaniu, we wszystkim.
— Nie staraj się. Wiesz wszystko o mnie. A ja cię odbieram jaki jesteś. I to nie jest prawda co powiedziałeś. To ja jestem w tyle. Kiedyś to zrozumiesz.
                                                                               *
Zostałem na noc. Zostałem aż do przyjazdu jej rodziców. I to właściwie był jedyny raz kiedy dała się przekonać, bo wcale nie chciała, bym ją zostawił i wrócił do swojego mieszkania.  
Następnego dnia pojechałem do pracy. Dopiero po kilku dniach odczułem, a potem zrozumiałem, że wszystko się zmieniło. Stałem się inny. Lepszy, mądrzejszy, bardziej ludzki. Może dlatego straciłem w krótce pracę. Przestałem udawać. Zacząłem stawać się jak Lila. Ale tak na pewno, to się stało dopiero po roku. Kiedy byliśmy już po ślubie i mieszkaliśmy w moim mieszkaniu.  
    Kiedy przyjechali jej rodzice, przekonałem się jak wiele dla niej znaczę. A ja głupi myślałem, że ona zawsze taka była. Nie wiedziałem, że to ja sprawiłem, że z grzecznej, miłej dziewczynki stała się poranionym tygrysem. Tak mocnym i silnym, że zdołałaby rozerwać chmury. I jeszcze wtedy nie rozumiałem dlaczego ani moja siła, ani nawet moja miłość, nie jest wstanie zmienić tego wszystkiego. Lecz ona chyba wiedziała, że tylko krople z poranionych chmur dadzą jej ukojenie.
                                                                               *
Tak jak zawsze bywa, człowiek dowiaduje się ostatni. Zobaczył to mój ojciec. A to było dziwne, bo do tej pory nie widział nikogo, poza sobą. Zobaczyła to siostra, brat i matka. Czemu matka dostrzegła ostatnia? Może, ponieważ jej miłość do najmłodszego dziecka ją zaślepiała. Miłość matki jest prawie zawsze dobra, ponieważ ma coś wspólnego z Miłością. Tą prawdziwą. Ale jak już wspomniałem i matka w końcu to dostrzegła.  
Wszyscy polubili Lilę. Pierwszego dnia.  
Przez jakiś czas to była tamta Lila. Dobra, miła, wyrozumiała.
Ja tak sądziłem. Powiedziała mi dopiero później, jak było naprawdę. Ona im wszystkim dała czas. Tak to ujęła. Czy ją znienawidzili za to? Nie. Znienawidzili mnie, ponieważ sądzili, że dałem się zauroczyć I tym dotknęli jej źrenic.  
                                                         *

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i obyczajowe, użył 1912 słów i 10611 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Naznaczona

    Chcę więcej - to niesie ze sobą magię ????

  • AlexAthame

    @Naznaczona Magia to była w To co jest we krwi. To juz moje ostatnie opowiadanko. Wstawiłem chyba 30 ale oni napisali 240, nie rozumiem. Wstawiam co dzień. To jest krótkie będzie tylko 9 części i ..... nie powiem dalej. Dziękuję . Czytałaś moje inne?

  • AlexAthame

    @Naznaczona A to ty jesteś co napisałaś Motyla, bardzo mi się podobało ;)

  • Naznaczona

    @AlexAthame dzięki ;)

  • AlexAthame

    @Naznaczona  Teraźniejszość tworzy przyszłość