Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew cz. 37, ostatnia.

Beatrice obudziła się pierwsza. Patrzyła na zmienioną twarz swojego kochanka, w sercu i duszy, męża i przyjaciela. Wiedziała, że ta zmiana nim wstrząśnie. Zastanawiała się, co więcej go poruszy, bo właśnie ta, która mieszkała w niej od kilkudziesięciu dni, w zasadzie od chwili zamachu, miała mieć teraz swój czas. To ustaliły razem. Beatrice czuła od razu pewne subtelne zmiany, ale dopiero uświadomiła sobie na pewno jej obecność, zaraz po ostatnim kontakcie z ojcem, tuż przed jego śmiercią, kiedy siedział zakuty kajdankami. Teraz już miała pewność, że Cynthia miała w tym udział, że Nicholas chybił. Oddaliła się w zakamarki swojego jestestwa. Cynthia wiedziała, że nie może tak przebywać z Alexem. Nie zrobiła tego jednak dla siebie, a głównie dla niego. Była doskonałością i nagość jej nie przeszkadzała. Podobnie jak pierwszym ludziom w ogrodzie Eden. Wstała i założyła szlafrok. Czy miała pewność, ze jej uwierzy? Tak. Alex otworzył oczy. Czy poznał? Nie mógł.
– Jak się masz kochanie? – szepnął.
Chciał ją pocałować, ale go powstrzymała.
– Mówiłam ci, że się spotkamy. Pamiętasz moje ostatnie słowa? Powiedziałam: Kocham cię, spotkamy się. I jestem. Chociaż już jestem tu trochę. Wybacz, to miało się stać teraz.
Alex poczuł wstrząs. Mówiła Beatrice, ale głos brzmiał jak głos jego córki.
– Nie rozumiem – powiedział nieco wystraszony.
– Wszystko ci wytłumaczę.
– Gdzie jest Beatrice? – chyba dotarło do niego niemożliwe.
– Jest tu, nie obawiaj się. Jest we mnie, lub raczej ja jestem w niej.
– Jestem nago. Czy ty...
– Nigdy. Jestem w niej długo. W zasadzie od czasu swojej śmierci. Beatrice dowiedziała się o tym kiedy umarłeś. Oczywiście nie mogła ci powiedzieć. Będę tylko tak z tobą jeszcze tylko chwilkę. Chciałbym dłużej, ale nie wytrzymałbyś. 
– Znaczy, żyjesz?
– Pytasz, ale nie wiesz o co. Na razie nie wiesz. To ciało należy do Beatrice. To jest Beatrice. To wszystko przez krew. Pamiętasz nasze braterstwo krwi? Zrobiłam to nieświadomie, ale widocznie nic nie jest przypadkowe. Potem Beatrice pokaleczyła dłonie, w laboratorium. Nie płacz za mną.
– Dobrze, ale my nigdy...
– Mój kochany głuptasek. Tak, my nigdy. Pragnęłam cię, ale tylko dlatego, że chciałam ci dać to, czego Emile ci nie dawała. Miłości. Szanuję twoje nastawienie. Byłam w Beatrice, ale ja nigdy.
Alex się uspokoił.
– Zapytam cię o coś. To jest unikalne.
– Wiem, o co chcesz zapytać, mogę ci powiedzieć, bo wiem, że powiesz tylko Beatrice. Najpierw umarłam i nic nie czułam. Nie istniałam. To miało coś ze snu. Oczywiście świadomość tego przyszła później. Potem czułam zimno i widziałam ciemność. Ciemność, jakiej sobie nie potrafisz wyobrazić. Też umarłeś, wówczas w karetce, ale nie byłeś tam, gdzie ja, bo miałeś żyć. Zresztą nie mogłeś już umrzeć. Beatrice opowie ci resztę.
– No dobrze, ale jak to możliwe?
– Kiedyś, a to zależy tylko od ciebie kiedy, zobaczysz mnie. Zobaczysz mamę i syna, mojego brata, Briana. Zobaczysz innych.
– Higginsa?
– On jest w innym miejscu. Nigdy go nie zobaczysz, a on nie zobaczy nikogo. To nie prawda, że w piekle jest wrzawa. Piekło jest zimne i samotne. To nie prawda, że jest wieczne. Wieczny jest tylko Bóg. Muszę już iść. Żegnaj.
– Poczekaj chwilkę. Kocham cię.
– Wiem. Jesteś wyjątkowy. Lesley wie. Do zobaczenia w wieczności.
Cynthia delikatnie pocałowała jego czoło. Beatrice wróciła.
– Czyli to już! – szepnęła.
– Pożegnała się z tobą?
– Oczywiście. Bardzo się wystraszyłeś?
– Trochę. To dziwne. Ja i ona... my nigdy. Nie wiem, czy tak by było gdyby żyła.
– Pamiętaj, że to, co się nie wydarzyło, nie miało się wydarzyć, a to co się stało, musiało sie stać. Teraz rozumiesz, dlaczego prosiłam, byś nie wymieniał jej imienia. Nikt na świecie, nigdy nie był z kimś tak blisko, jak Cynthia ze mną. W zasadzie byłyśmy jednością. Najtrudniej mi było zaakceptować fakt, że kiedyś odejdzie, ale wiem, że ją spotkam.
– Ona mówiła...
– Wiem, co mówiła, bo słyszałam. Byłam cały czas w niej. Na chwilę kiedy rozmawiała z tobą, ja byłam w niej. Przez resztę czasu ona była we mnie. Teraz pójdziemy do łazienki.
– Do łazienki? Tak, jak się poruszę, poczuję potrzebę.
– Wyjątkowo nie o to chodzi. Muszę być z tobą, dla twojego bezpieczeństwa, a powód jest inny. Lustro.
– Lustro? Co z nim?
– Nic. Zrozumiesz.
Alex wstał i poczuł dłoń Beatrice na swojej. Zrzuciła szlafrok, bo już nie była Cynthią. Alex na nic nie zwrócił uwagi, bo jego świadomość jeszcze nie rozumiała. Weszli do łazienki i zobaczył, ale też nie od razu dostrzegł zmianę. Percepcja broni się przed szokiem. Dopiero po chwili zobaczył twarz dwudziestolatka, jakim był dwadzieścia osiem lat temu.
– Boże! – dobrze, że go podtrzymała, bo by upadł – co to znaczy?
– Krew. Kevin był pierwszy. Dlatego umarłaś w karetce, nie dlatego, że kula cię zraniła.
– Jestem odmłodzony.
– Nie tylko. Jesteś nieśmiertelny.
– A ty?
– Bóg jest sprawiedliwy. Jak mogłabym nie być?
Alex zaakceptował natychmiast swoje ciało. Zrozumiał skąd miał ostatnio tyle energii. Zrozumiał wszystko.
– Cynthia mówiła, że się zobaczymy i że to zależy ode mnie, kiedy. Co miała na myśli?
– Dziecko. Wyobraź sobie, że byśmy mieli dziecko. Ono by umarło ze starości, a my byśmy mieli nadal dwadzieścia lat. Potem nasze wnuczki, prawnuczki. Bóg jest sprawiedliwy.
– Czyli zaczniemy się starzeć jeżeli zapragniemy dziecka?
– Jesteś mądrym człowiekiem, kochanie.
– Ludzie będą zazdrośni.
– Dlatego możemy się zmieniać. Kolor oczu, włosów, grupa krwi. Praktycznie wszystko możemy.
Nagle, w ułamku chwili Alex zobaczył obok siebie śliczną blondynkę, po chwili pulchną rudą dziewczynę o jasnej cerze.
– Też tak mogę?
– Oczywiście. Będziemy musieli się ukrywać, zmieniać. Przeprowadzać. Zawsze miecz ma dwa ostrza.
Alex stał się blondynem o błękitnych oczach.
– Lesley wie, prawda?
– Bóg nie miał tajemnic przed Abrahamem.
– Czy Mark do tego dojdzie?
– Nigdy. Mark prowadzi walkę. Może stać się jak ojciec. Tylko wówczas będzie wiedział, że umrze na wieki jak Nick. Każdy ma wybór. Każdy.
Zaczęli się ubierać. Alex stała się na powrót dorosłym mężczyzną.  
– To z powodu Calma, ma tu przyjechać – powiedział. Ciekawe kto wygra w szachy?
– Lesley, tylko nikomu nie mów. – odrzekła brunetka.
– Skoro wiesz i to, mam pytanie.
– On mnie kocha. – Beatrice wiedziała, że Alex pyta o Kevina.
– Jak zwierze?
– Nie. Nie jak człowiek, bo nim nie jest, ale nawet ja nie wiem, kim jest. Wiem, że mnie kocha. Zresztą pokochał mnie od chwili, kiedy go uratowałam.
– Czy on nienawidził Nicholasa?
– Kevin? Nie. On chciał nas uratować, zrobił, co mógł. Teraz chce pomóc swoim braciom. I pomoże. Ma trudne zadanie. Szczury są bardzo mądre. Nie może być wojny między nimi i ludźmi, ale Kevin nie chce, by je zabijano. On wie, co ludzie robią i jacy są dla zwierząt.
– Ale czy Bóg nie zezwolił jeść mięsa?
– Ludzie są ignorantami. On im pozwolił, bo wówczas nie było dość roślin i owoców. Czy teraz jest nadal tak? Pamiętasz, co powiedział Jezus, kiedy go zapytali o sprawę rozwodów?
– Że od początku tak nie było. A czy Jezus nie jadł mięsa?
– Wiesz dlaczego wybrał osła? Nie konia.
– Nie wiem.
– To pomyśl.
Alex patrzył na swoją śliczną kochankę.
– To, co zrobimy. Damy im to? – powiedział, kiedy zrozumiał poprzednią kwestię.
– Czyli już wiesz to, co ja. Ich będzie obowiązywać ta sama zasada. Potrzebujemy tylko zrobić wspólne braterstwo krwi.
– A Calm i Artica?
– Poznają się za trzy lata. Scott jest dobrym człowiekiem, potrzebuje dobrej kobiety. Ciągle na dnie serca mnie kocha.
– Cierpi?
– Nie.
– Ona wyleje na niego kawę przez przypadek. – Alex się zamyślił, czuł się dziwnie z tą wiedzą wszystkiego.
– Na tym świecie nie ma przypadków. – odrzekła Beatrice.
– Tak, masz rację. Idziemy obudzić kochanków.
– Sami do nas przyjdą.
– Chcesz dziecka?
– Dostałeś wieczną młodość i nieśmiertelność i już odrzucasz ten dar?
– Nie odrzucam. Wiesz wszystko, jak ja. Czy sądzisz, że ograłbym Lesleya w szachy?
– Byłby remis, ale nie pat.  
                                                                           *  
Kevin stanął na małym wzniesieniu. Czuł ją. Wiedział już, że ona wie. Czuł nie tylko jej zapach, ale i jej miłość. Zresztą czuł to już dawno. Miał zadanie do wykonania. Swoich braci, nie tylko szczury. Poprosił o coś w swoim małym serduszku i otrzymał gwarancję.  
                                                                           *  
Dziesięć lat później Beatrice i Alex wrócili do Ameryki. Spotkał ją, bo tak miało sie stać. Wzięła go na ramię i mógł znowu ukryć się na moment w jej czarnych włosach. Alex tylko patrzył na ich chwilę. Siedzieli w parku na ławce, przy drewnianym stole. Beatrice miała otwarty laptop. Kevin zszedł po jej ramieniu i wszedł delikatnie na klawiaturę. Po chwili na ekranie pojawił się napis. Kocham cię, Beatrice.
Dziewczyna wystukał po chwili podobny napis. Ja ciebie też kocham, Kevin.  
Po chwili postawiła go na trawie. Spojrzał na nią i zniknął w zieleni.
– On wybrał podobnie jak my – szepnęła do Alexa.
– Już są – brunet pokazał pary.
Nadia i Lesley szli pod rękę. Scott i Artica szli tuż obok. Brunet pomógł wstać swojej ciężarnej żonie
– Hej, kochani – Nadia przytuliła Beatrice, a potem Alexa.
– Mam dziewczynkę, nazwę ją Cynthia – rzekła brunetka, gładząc mocno zaokrąglony brzuch.
– Mój otrzyma imię Kevin. Spotkałaś go? – zapytała Nadia.
– Przed chwilą.
– Wiecie co mam, prawda? – Artica dotknęła swojego brzucha.
– Wiemy. Bliźniaki. Chłopca i dziewczynka. – powiedziała brunetka. – A jeśli się nie pokochają?
– Mają wybór. – Scott uśmiechnął się i spojrzał na swoją żonę.
– Chyba, będą mieli. Przecież jeszcze nie wiedzą? – powiedział hinduska.
– To dyskusyjna kwestia – odezwała się Lesley.
– Słyszeliście nowinę o Marku? Sprzedał wszystko i założył fundację dla dzieci. – powiedziała Nadia.
– Zrozumiał. – odrzekła Beatrice.
– Miałem obawy czy wybierze dobrze. – Alex delikatnie przytulił żonę.
– Kłamczuch – szepnęła brunetka – wiedziałeś.
– Wiedziałem, ale miałem obawy. To chyba dzięki jego dziewczynie.
– Tak, ma na niego dobry wpływ. Tylko jedno jest zastanawiające. Ma blond włosy i niebieskie oczy.
– Nadia jest ładniejsza – rzekł z uśmiechem Lesley.
– Tak, chociaż to sprawa dyskusyjna. Nie wybrał jej z powodu podobieństwa?
– To przypadek. – rzekła Nadia, chociaż wiedziała, że na tym świecie nie ma przypadków. Dotknęła brzucha – chyba już czas – spojrzała na Wiliamsa.
– Chyba wszystkie urodzimy tego samego dnia – Beatrice poczuła ból.
– Tak, lepiej już jedźmy – szepnęła Artica z grymasem bólu na twarzy.

Gdzieś w górze, chociaż nie zupełnie tam, gdzie wszyscy myślą, Cynthia się uśmiechnęła do siebie. Wiedziała, co do minuty, kiedy zobaczy tu Alexa. Dokładnie się to stanie za 34164817 minut. Będzie jego siostrą. To jej zupełnie wystarczało. Oczywiście cieszyła się, że zobaczy dokładnie za tyle samo minut Beatrice, bo Alex i Beatrice postanowili odejść w tej samej chwili.  Tak naprawdę nie wiedziała, z którego powodu bardziej raduje się jej serce. Radowała się, pomimo tego, że tu była tylko radość. I pomyśleć, że to wszystko stało się przez krew. A może nie przez krew. Może przez miłość. Cynthia wiedział dlaczego. Ta wiedza radowała ją najbardziej.
  
                                                    Koniec.

Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca, Alex Aragon.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2013 słów i 11950 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto