Koniec a może i początek?? cz.18

Leżałam odwrócona plecami do Mateusza czułam tylko jak jego ramiona obejmują mnie ciasno i tak było za każdym razem, gdy się budziłam. Od wyznania chłopaka minęło parę dni tak mi się przynajmniej wydaje. Słyszałam czasami jak opowiada mi, co się dzieje na świecie albo, kto przegrał lub wygrał jakiś mecz.  

Bywały momenty, w których nie zasypiałam i mogłam pomyśleć. Bardzo się cieszyłam z tego, co mi powiedział Mateusz, ale czułam, że nie jest dobrze. Skoro nie mam siły żeby utrzymać oczu otwartych no to lepiej chyba nie jest.

Obudziłam się i przewróciłam na drugi bok. Tam spotkałam wielkie piękne oczy Mateusza. Uśmiechnęłam się ledwo.
-Heej piękna –powiedział chłopak i przesunął krzesło bliżej łóżka.
-Masz coś do picia?? –Zapytałam ledwo słyszalnym głosem
-Oczywiście! –wziął kubek z wodą. Podniósł moje plecy tak, że teraz byłam w pozycji siedząco-leżącej nie ważne jak dziwnie to brzmi. W końcu się napiłam!  

To było miłe uczucie, gdy letnia woda płynęła przez moje gardło. Mateusz poprawił się na łóżku tak, że teraz siedziałam między jego nogami. Przytulił mnie ciasno i schował głowę w  
mojej szyi.

-Jak długo tu siedzisz?? –spytałam.
-Przecież dopiero do ciebie usiadłem –mówił to łaskocząc moją szyję swoim oddechem.
-Wiesz, że nie o to mi chodzi.  
-Kochanie to jest nie ważne. Porozmawiajmy o czymś miłym. Jak się czujesz??
-No faktycznie o wiele lepszy temat –zaśmiałam się. Poczułam to w całym ciele, to był dziwny dźwięk, dawno się już nie śmiałam.

Zaczęliśmy zadawać sobie różne pytania tak jak kiedyś, ciągle się poznawaliśmy. Po chwili do mnie dotarło, że ja tak wielu rzeczy nie umiem. Nie zrobię nawet jajecznicy a z tego, co mówi Mateusz to chyba nie jest to takie trudne.
Elizka przyszła zmienić mi kroplówkę na ten moment Mateusz ulotnił się po kawę.

-Pięknie razem wyglądacie –powiedziała moje ulubiona pielęgniarka.
-Elizka spał on chociaż raz w domu??
-Retoryczne pytanie rozumiem??     
Kiwnęłam głową. Ten człowiek przesiaduje tu dzień i noc, niedobrze….

Obudziłam się po raz kolejny, gdy w sali była zapalona tylko mała lampka w rogu. Podniosłam się lekko na łokciach. Drzwi były otwarte a na korytarzu stał Mateusz z jakimś mężczyzną.  
Dziwny widok…
Mateusz miał pochyloną głowę jedną ręką przecierał oczy a druga wisiała bezwładnie, naprzeciwko niego stał mężczyzna podobnej postury do mojego chłopaka trzymał go za ramie i coś mówił. Wszystko wyglądało jakby ten mężczyzna pocieszał Mateusza a mój chłopak był załamany.

*MATEUSZ

Już tak długo to wszystko trwa. Widzę jak się męczy z dnia na dzień, gdy się przebudza znika z jej oczu ta iskierka. Gdy patrzę na nią widzę szkielet, który nie ma siły usiąść, jest biała jak ściana, ma tak mało włosów, że nie da się zrobić z nich tego jej niezdarnego koka, którego tak bardzo kocham.  Gdy ją przytulam boję się żeby jej nie zgnieść. Dzisiaj przyszedł mój brat. Jedno wiem na pewno dzięki Emilce potrafię normalnie z nim rozmawiać.
Jestem zmęczony tą bezradnością. Tak bardzo chcę ją zabrać do siebie pokazać świat. Kupiłem mieszkanie, tak bardzo chcę zabrać tam Emilkę….

Pożegnałem się z Karolem i wróciłem do mojej ukochanej usiadłem przy niej i wziąłem jej dłoń w swoją. Otworzyła lekko oczy i zobaczyłem na jej twarzy znikomy uśmiech, ale szybko zastąpił go grymas bólu. I tak było kilka razy dziennie przebudzała się ja jej mówiłem, że tu jestem, że ją kocham i zapadała dalej w sen.  
Na własną rękę szukałem pomocy dla niej, przecież mam pieniądze to coś się wymyśli niestety to były tylko złudne nadzieje. Z tego wszystkiego zaniedbałem firmę, mój przyjaciel, który jest też moim zastępcą wysyła mi, co tydzień raporty, więc teoretycznie wiem, co się dzieje.  

Poszedłem się przejść, korytarz był dosyć długi. Dzięki czemu dzieciaki mogły mnie trochę pozaczepiać. Nie wiem, co bym zrobił jakby moje małe dziecko leżało na takim oddziale, przecież niektóre z tych dzieci nie dożyje swoich 18 urodzin. A mimo to wszystko, te maluchy były uśmiechnięte i pełne energii.  

Nagle zrobił się wielki ruch. Pielęgniarki i rodzice kazali dzieciom wrócić do łóżek a inne pielęgniarki gdzieś biegły. Odwróciłem się żeby zobaczyć, w jakim kierunku tak pędzą. To nie mogła być prawda, one biegły do sali Emilki….

W ułamku sekundy znalazłem się tam, czułem się jakbym był gdzieś obok tej całej sytuacji a ciągle ktoś krzyczał, że się zatrzymała. Wtedy przybiegł lekarz, spojrzał na mnie a ja na jego dokumenty. Trzymał tam to gówno, które podpisali rodzice Emilki o nie ratowaniu jej. Załamałem się, upadłem na kolana i zacząłem płakać jak małe dziecko.  



Wiedziałem, że on nie odpuści. Rzucił te papiery i zaczął wydawać polecenia a sam zabrał się za ratowanie mojej dziewczyny.  

~
p

pinki

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 932 słów i 5030 znaków.

3 komentarze

 
  • TakaPrawda

    Więcej 🥺

  • Lola123

    Kiedy next . 😍😍😍😍😍

  • Ola201295

    Super! Kiedy next