Klątwy i uroki od zaraz - 23

Poniedziałek, 24 lipca
***Marta***

Zwykle kiedy ktoś z czymś naciska, strasznie mnie to męczy i czuję się atakowana. To tak jakby na siłę próbował mi zabrać moją przestrzeń osobistą. Wysysa ze mnie energię samym naciskaniem lub staniem zbyt blisko. A ja po prostu czasem potrzebuję pobyć obok kogoś, ale bez zajmowania się nim. Wymuszanie ode mnie uwagi kończy się zwykle tak jak w przypadku Mariusza, często boleśnie. Ale Mateusz nie jest nachalny. Jest przyjaźnie zainteresowany moja rudą osobą.

Mateusz wzbudza moje zaufanie i w przeciwieństwie do Mariusza, nie prowokuje moich systemów obronnych. Zgadzam się więc wrócić do knajpy. Pan, który przyjął moje zamówienie mruga do mnie okiem i pyta, czy chcę tą moją zupę, czy ma ją zjeść sam. Oczywiście, że mu jej nie oddam.  

Siadam przy stoliku Mateusza i dwóch jego kolegów, ale obaj nagle muszą pilnie gdzieś iść. W sumie to lepiej, gdy się znudzę łatwiej będzie spławić jednego typa niż trzech.  

- Jesteś spoza miasta? - pyta.

- Zdecydowanie tak - mruczę wymijająco. - A ty?

- Zatrzymałem się u brata, ma dom na przedmieściach. Uczysz się, pracujesz, studiujesz?

- Pracuję w kwiaciarni, ale jestem na L4 - streszczam.

- To pewnie lubisz kwiaty - uśmiecha się.

Mimo sporej różnicy wieku muszę przyznać, że jest przystojny i w jakiś sposób intrygujący. Ma w sobie ten pierwiastek, który nastraja pozytywnie do niego innych. Taki dziwny magnetyzm.

- Pewnie, że lubię. A ty czym się zajmujesz? - przenoszę rozmowę na niego.

- Mieszkam sobie w cieplutkiej Hiszpanii. Mam swoją firmę, zajmuję się pośrednictwem w sprzedaży nieruchomości. I tak jak ty przyjechałem do brata - znowu się uśmiecha.

- Hiszpania musi być piękna. Kiedyś tam pojadę i ją sobie całą pozwiedzam - rozmarzam się.

- Możesz lecieć ze mną - proponuje.

- Raczej się nie skuszę na wakacje z facetem, którego znam ledwo pięć minut - szczerzę się wyobrażając to sobie. On dziko napalony i ja jak Seba rozglądająca się w popłochu, przez które okno dać nogę.

- Przyleciałem tu na całe wakacje, masz czas żeby mnie bliżej poznać - proponuje.

- Nie sądzę, żebym chciała tu tak długo zabawić. Nie podoba mi się to miasto - krzywię się. Naprawdę wydaje mi się okropne. I nie mam zamiaru spędzić tu całych wakacji.

Dostaję swoją zupkę w białej miseczce i chlebek na czerwonej serwecie w wiklinowym koszyczku. Gulaszowa pachnie całkiem spoko więc zaczynam wcinać. W smaku jest troszkę za ostra, ale mnie nie mdli jak jem, więc w sumie nie mam co narzekać. W końcu mogę się porządnie nażreć.

- Zwykle sami tworzymy klimat miejsc, w których się znajdujemy. Trzeba tylko umieć patrzeć - mądrzy się, a ja sobie wyobrażam, że mówi to małpa-szaman z Króla Lwa i zatacza kręgi rękami. Czekam aż powie „patrz poza to, co widać”, ale nie mówi. Pewnie zapomniał scenariusza.

Jego głos jest spokojny i miły. Wręcz zwodniczo hipnotyzujący. Czuję jak zbliża się do moich murów obronnych, a one miękną zamiast stawić opór. Ale spoko. Jeszcze mam fosę, zasieki i wilcze doły.

Zaczyna mi dzwonić telefon, więc wygrzebuję go niezgrabnie z nery. To Sebastian. Przepraszam Mateusza i odbieram.

- Gdzie ty cholero mała jesteś? - burczy.

- W knajpie - odpowiadam.

- Pożarłaś się z Mariuszem? - pyta. - Ma całe czoło fioletowe - informuje.

- Bo wbiegł idiota w lampę uliczną - opowiadam pomijając, że z mojej winy.

- Mówi, że ty go na nią wepchnęłaś - śmieje się Sebastian.

Też się wyszczerzam. Mariusz cipka poskarżył się mojemu bratu. Chyba nie liczył, że brat da mi reprymendę? Seba sam by go na nią wepchnął jakby wiedział, jak typ działa mi na nerwy.

- Sebuś, kochany braciszku, następnym razem wepchnę go pod rozpędzony autobus. Lepiej trzymaj tego zboczeńca z daleka ode mnie - ostrzegam wesoło.

- Chciał ci coś zrobić? - głos brata robi się ostry.

- Nie, braciszku. Po prostu jest dziwny i źle mu z oka patrzy. Powiem ci w domu co i jak - kręcę wymijająco.

- Przyjechać po ciebie? - pyta.

- Nie, jem kolację z opalonym prawie Hiszpanem - mrugam do Mateusza.

- Nie odwal czegoś głupiego i w razie czegoś dzwoń, okej? - w głosie brata słyszę troskę.

- Okej - obiecuję.

- Baw się dobrze - dodaje i rozłącza się.

- Przepraszam, brat się o mnie martwi, bo nie znam miasta - wyjaśniam oglądnie i wracam do jedzenia gulaszowej. Przecież mu nie powiem, że Sebę martwią moje odpały i skłonność do pakowania się w tarapaty.

- W porządku. Jeśli nie znasz miasta i ci się nie podoba, to wychodzisz na ignorantkę - zauważa. A ja w głowie słyszę jak mój mózg i serce zgodnie mruczą: „patrz poza to, co widać”.  

Uśmiecham się pod nosem, wzruszam ramionami i przeżuwam ostatni kęs trzeciej kromki. Nie lubię szybko jeść, więc się zawsze z tym guzdrzę. Ale teraz chodziło o zamaskowanie uśmiechu.

- Jestem ignorantem. Mój chłopak... - urwałam nagle i szybko maskuję nagły zastrzyk bólu zakłopotanym uśmiechem. - To znaczy mój były mawiał, że widzę i słyszę tylko to co chcę.

- Czasami jesteśmy zbyt przerażeni rzeczywistością i wybieramy życie w kolorowym kłamstwie. Ale to chujowe na dłuższą metę.

Serce i mózg śpiewają zgodnie: „patrz poza to, co widać”.

- Czemu? - podnoszę na niego wzrok.

- Miałem żonę. Piękna kobieta, zgrabna i urocza. Zawsze miła, rozumiała mnie jak nikt. Idealna. Nie mogła zajść w ciążę. Woziłem ją po lekarzach. Nawet zapisałem do psychologa, ale to nic nie pomogło. Znajomi mówili mi, że mnie zdradza. Nie wierzyłem. Ale kiedyś wróciłem wcześniej z pracy, a ją posuwał w kuchni na stole jakiś frajer. W ogóle okazało się że to ja jestem bezpłodny. Trzy lata się zbierałem po tym, ale się wyzbierałem - kłamie na końcu.

Nie wiem skąd to wiem. Instynkt. Przeczucie. Coś takiego. On się dopiero z powrotem uczy żyć szczęśliwie. Ma to zresztą w oczach. Melancholię. Czasami przyćmiewają ją iskry radości, ale jeszcze go na dobre nie opuściła.

- Mogłem to sprawdzić dużo wcześniej - podejmuje dalej. - Czasami znajdowałem coś, co wydawało mi się nie moje. Czasami pościel pachniała mi kimś obcym. Ale nie chciałem, żeby moja piękna bańka szczęścia się rozbiła. A potem kiedy upadła, pokaleczyłem sobie dłonie zbierając szkło - uśmiecha się smutno.

Mózg i serce śpiewają i robią falę rękami uniesionymi do góry: „patrz poza to, co widać”.

Mateusz przeszywa mnie wzrokiem. Pewnie się zastanawia, czy zrozumiałam co powiedział. Pewnie, że zrozumiałam. Rafiki. Małpa z Króla Lwa nazywa się Rafiki. Mateusz ją przypomina ze sposobu mówienia, ale na szczęście z wyglądu nie.

- Mówisz jak poeta, bez sensu ale ładnie - droczę się z nim.

- A z tobą jak było? - przeszył mnie rozbawionym spojrzeniem.

- Zakochałam się, po roku on miał wypadek, jest na amen sparaliżowany od pasa w dół. Powiedział że nie chce być dla mnie ciężarem, niedługo później nakryłam go na obściskiwaniu się z jego byłą - streszczam najbardziej jak się da.

- Przykro mi. Ta ciąża to był kant dla mnie żebym cię nie upił, czy zostawił cię z maleństwem?

- Nie wie o ciąży – patrzę mu w oczy, ale tylko dlatego że mam ochotę je spuścić.

- Nie powiedziałaś mu? – unosi brwi.

- Nie zdążyłam, a później nie widziałam już sensu. Ciągle mam przed oczami tą jego byłą zdzirę. Nie chcę żeby wychowywał ze mną Kotusia – tłumaczę niechętnie.

- Kotusia? - powtarza.

- Jeszcze nie wiem czy to chłopczyk czy dziewczynka, więc na razie jest Kotuś – wyjaśniam z uśmiechem.

- Kotuś brzmi ładnie. To co powiesz na to, żebym pokazał ci teraz miasto? - proponuje.

- Spoko - zgadzam się.  

Decyzja nie jest przemyślana i nie brzmi bezpiecznie, bo w końcu Mateusz może mnie ogłuszyć i podpierdolić mi nerki albo wątrobę, albo być zbokiem i gwałcicielem, albo przyszłym seryjnym mordercą i mogę skończyć jako ofiara jego pierwszej nieudolnej zbrodni. Tak, zdecydowanie nie jestem ostrożna i odpowiedzialna. Ale czy właściwie byłam taka kiedykolwiek? Czy spotkały by mnie te wszystkie fajne rzeczy, gdybym była ostrożna i odpowiedzialna?

Nie znam się na samochodach. Rozpoznaję marki po znaczkach, ale nie zapamiętuję nazw i wyglądu modeli. Nigdy nie było mi to do niczego potrzebne. Mateusz jeździ czerwonym Jaguarem XF. Wiem to tylko dlatego, że podeszliśmy do samochodu od tyłu. Pod tylną szybą było logo firmy razem z napisem, a na dupie nad zderzakiem po lewej stronie były przylepione dwie srebrne litery XF.

- Pokażę ci zaraz kościół, w którym pewien biskup alkoholik podczas drugiej wojny światowej ochronił w podziemiach pięćdziesięcioro żydowskich dzieci. Mimo, że stacjonowali tam Niemcy, nie obcięli się że facet je tam schował - zaczął Mateusz.

- Serio sam skitrał pięćdziesiątkę? - patrzę na niego podejrzliwie.

- Jest bohaterem narodowym. Jak starczy czasu, to ci pokażę jego pomnik - gdy mówi, wygląda poważnie.

- Pewnie te dzieci były zakneblowane i porządnie powiązane sznurami - podsuwam. - I trzymał je w gigantycznej szafie - śmieję się.

- Że jak? - dopytuje wesoło.

- Dzieci są ruchliwe jak pchły i głośne, a do tego jedzą i robią brzydkie kupy. Jeden biskup alkoholik to za mało, żeby zapanować nad dziećmi ukrytymi w piwnicy.

- To była duża piwnica - broni swojego stanowiska z przekonaniem.

- Tym gorzej, bo niosła echo - zauważam.

- Dobra, wygrałaś - szczerzy się szeroko. - Wymyśliłem tego biskupa, żeby było ciekawej - przyznaje się. - Ale teraz pokażę ci pomnik niedźwiedzia, który w czasach króla Mieszka Pierwszego ocalił stolicę Polski.

- Mieszko Pierwszy nie był królem, a w jego czasach Polska nie miała jeszcze stolicy, kłamczuchu - mierzę w niego paluchem.

- Szkoda - bąka niezrażony. - W takim razie pokażę ci pomnik księcia, którego imię niestety się nie zachowało. Bronił ten nasz książę niewiast, przed zejściem do jaskini skarbów Bazyliszka. Pewnego dnia przyszła do niego kobieta o niezwykłej urodzie. Zwano ją Dobrawą. Zobaczyła, że ręka księcia krwawi, więc oderwała wstążkę od swojej sukni w kolorze dojrzałych brzoskwiń i obwiązała mu nią ranę. Książę zakochał się w niej po uszy, a ona zgodziła się go poślubić, jeśli przyniesie jej ten skarb Bazyliszka. I książę tam poszedł zupełnie sam. Dobrawa czekała na niego do zmierzchu, później do świtu. Zebrało się też sporo gapiów, ale kiedy z jaskini wybiegł niedźwiedź, wszyscy uciekli. Gonił on jednak tylko Dobrawę i w końcu chłopi go ukatrupili. Wtedy niedźwiedź zmienił się w lity kamień. Dobrawa podeszła i poznała swoją wstążkę zawiązaną na jego łapie. Ponoć nad księciem wisi do tej pory klątwa i przywrócić go do życia może jedynie pocałunek prawdziwej miłości - zakończył i zlustrował mnie z twarzą pokerzysty.

- Ładne, naprawdę ładne - chwalę. - To prawdziwa legenda, czy sam wymyśliłeś? - dociekam.

- Kurde, nie ma gdzie zaparkować - burczy ni do siebie, ni do mnie. - Dobra, może świat się nie skończy jak zaparkujemy na chwilę na miejscu dla inwalidów - decyduje.

Moje serce na chwilę przestaje bić. Słowo "inwalidów" od razu przyciągnęło do mnie bolesny obraz Rafała w łapskach Marioli. Prawie się rozryczałam. Rany, poczułam wyrzuty sumienia jakbym właśnie zdradzała Rafała. Jakie ja jestem popierdolona - pomyślałam ponuro. "Zakochana" - poprawiło mnie serce.

- Halo!? Ziemia do Marty. Idziesz? - wytrąca mnie z chwilowego zamyślenia Mateusz.

- Tak, już idę. Gdzie jesteśmy? - pytam wygrzebując się z auta.

- W Warszawie - wyjaśnia przekornie. - Ten książę zaklęty w niedźwiedzia przetrwał do naszych czasów. Ukradli go Jezuici, żeby pilnował im kościoła i straszył niewiernych i pogan - opowiada dalej Mateusz.

- No, już ci uwierzyłam - pokpiwam sobie wesoło.

- Poczekaj, poczekaj. Ja wiedziałem że mi nie uwierzysz, ale sam sobie jestem winien przez tego biskupa alkoholika i króla Mieszka ze stolicą. Dlatego pokażę ci pomnik ukradzionego przez Jezuitów księcia zaklętego w niedźwiedzia - ciągnie. - Chodź - zachęca.

Pociąga mnie lekko za rękaw i przechodzimy przez kilka brukowanych uliczek. Po czym Mateusz zatrzymuje się przed dużą budowlą. Wchodzi po schodach i dopiero jak się opiera o niedźwiedzia, to orientuję się że jesteśmy pod tym kościołem, o którym mówił.

- Widzisz, nie bujałem - pokazuje misia.

- Nie ma wstążki Dobrawy - wyłapuję.

- Bo Dobrawa była materialistką i mu ją zabrała jak tylko przestał kłapać zaślinioną paszczą - wyjaśnia szybko Mateusz.

Roześmiałam się. Lubię Mateusza, ale na razie nie chcę go przechwalić. Sprawia wrażenie spoko gościa, ale godzina znajomości o niczym nie świadczy.

W tym momencie przypominam sobie, że wciąż jestem w rzeczach do biegania i to najpewniej przepoconych. Mam nadzieję, że nie capię potem, bo w sumie cholera wie jak szybko pot zaczyna capieć. Pociągam głębiej parę razy nosem, ale niczego niepokojącego nie wyczuwam.

- Mateuszku, dziękuję ci za miły wieczór, ale padam ze zmęczenia. Wyszłam w zasadzie tylko pobiegać i pomyśleć. Odwieziesz mnie już? - pytam.

- Na pewno nie chcesz żebym ci pokazał resztę miasta? - unosi dłonie i zatacza nimi w górze krąg.

- Dzięki, ale jestem zmęczona - uśmiecham się smutno.

- To chodź - rzuca.

Zbiega ze schodów, czochra mi włosy i ucieka za nim w ogóle ogarniam, że jest do tego zdolny. Zarażam się jego beztroskim śmiechem i biegnę za nim, żeby się nie zgubić.

Pod blokiem Seby Mateusz podaje mi swój numer. Patrzy jak go zapisuję w kontaktach.

- Dlaczego zapisałaś mnie Rafiki? - pyta śmiejąc się.

- Bo się mądrzysz jak ta mądra małpa z Króla Lwa - wyjaśniam mu.

- Ty jesteś za to jak Timon. Ruda, drobna i pyskata, a do tego zagubiona w wielkim świecie - rozbawia mnie. - A więc Timonku, zadzwoń jak będziesz chciała pozwiedzać miasto, albo pogadać. Dzięki za miły wieczór, trzymaj się - puszcza mi oczko.

- Dzięki, Rafiki. Do usłyszenia - żegnam się i idę dobijać się domofonem do Seby, żeby mnie wpuścił.
______________

Cześć Kochani

Dziękuję za łapki i miłe komentarze, od których aż przyjemniej robi się na serduszku <3 Jak Wam się podoba Mateuszek?

1 059 czyt.
100%185
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2678 słów i 14551 znaków.

5 komentarzy

 
  • Mysza

    Mysza 12 lut 2018 ip:94254254

    Kibicuje mu i mam nadzieję, że będzie grzecznym facetem

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 12 lut 2018

    Ach ten Mateusz

  • KatiaZula

    KatiaZula 12 lut 2018

    mam cichą nadzieję że Rafiki zagości w życiu Timona na dłużej (i że nie okaże się przyszłym seryjnym mordercą gwalcicielem udoskonalającym swój kunszt morderczy na Marcie) bo mnie Romeo co najmniej zdenerwował tym swoim małym rozumkiem. chociaż fajna z nich była para

  • Zuza

    Zuza 12 lut 2018 ip:8971103

    Mateuszek mi sie nie podoba. Ja poprosze o Rafała.  

  • AnonimS

    AnonimS 12 lut 2018

    Ciekawe porównanie do postaci z filmu Król Lew. Mateuszek mi się nie podoba bom hetero. Ale ogólnie jest sympatyczny.