Klątwy i uroki od zaraz - 20

Wtorek, 27 czerwca
***Marta***

Słyszę jak mój brat cichutko chrapie, ale ja nie mogę spać. Łażę po domu, bo mnie nosi z nerwów i nie umiem nic ze sobą zrobić. Piję herbatę, wpierdzielam ciastka czekoladowe i całkiem bez sensu przegryzam je sałatką z makaronem. Podbieram bratu papierosa i palę przy otwartym kuchennym oknie. Kotuś, przepraszam - myślę i głaskam się po wciąż płaskim brzuszku.

Jest do dupy. Nie ma już we mnie złości. Jest tylko ból. Jak to możliwe, że sprawy pokićkały się tak bardzo? Dlaczego Rafał mi to zrobił? Dlaczego z nią? Dlaczego wszystko się spierdoliło? Dlaczego to dorośli tak partaczą i komplikują proste rzeczy?

Sebastian wchodzi z moim kocurem w łapie. Nie wiem, który z nich jest bardziej zaspany, ale obaj zabawnie mrugają oczami. Pan Alkoholik nadal uwielbia Sebę, ale nie mam żalu do puchatego kota, bo mojego braciszka ciężko nie wielbić. Brat wyciąga mi w pół spalony papieros z dłoni i sam się nim głęboko zaciąga.

- Nie truj Kotusia - mówi i czochra mi już i tak rozczochraną grzywę.

- Nosi mnie - mówię. - Mam głupie myśli, Seba. Bardzo głupie.

- Jakie? - pyta.

Milczę, bo mi wstyd, ale jak mu nie powiem, wkrótce na bank wyląduję na tamtym świecie. Nie chcę zabić swojego dziecka. Łzy same zaczynają mi płynąć i pociągam nosem.

- No jakie? - powtarza.

- Samobójcze - mówię cichutko i boję spojrzeć mu się w oczy. – Odechciało mi się żyć, Seba. Jestem za wrażliwa na ten pierdolony świat... - wyznaję.

Wiem, że brat na mnie teraz uważnie patrzy. Czekam aż mnie opierdoli, ale on mnie czule obejmuje ramieniem i przyciąga do siebie. Lubię jego zapach, ma w sobie bezpieczeństwo i obietnicę, że damy sobie radę ze wszystkim, tak jak daliśmy sobie radę gdy byliśmy dziećmi.

- Będzie dobrze, zobaczysz - obiecuje. - Spakuj się porządnie - rzuca i oddaje mi resztkę papierosa.

Podnoszę na niego pytające spojrzenie.

- Nie mogę się tu tobą opiekować - tłumaczy. - Moja Justynka mnie zajebie, a praca sama się nie zrobi. Jedziesz jutro ze mną do Wa-wy. Odpoczniesz od tego chujostwa. Zmiana otoczenia jest ci teraz niezbędna jak dupie sranie.

- Naprawdę mogę? - niedowierzam.

- Pewnie. Tylko Panu Alkoholikowi załatw rano jakiś karton, żebym nie miał tony futra w samochodzie.

- Dziękuję, braciszku - wtulam się w niego. - Bez ciebie zginęłabym jak ciotka w Czechach.

***

Środa, 28 czerwca
***Marta***

Rano razem z Sebastianem składamy wizytę mojej wiekowej sąsiadce pani Krysi Lombarze. Staruszka daje mi dużą bombonierę i butelkę czerwonego wina. Mówi mi, że to na gorsze dni i że nie wolno mi pić więcej niż lampkę na tydzień. Każe dbać o mnie Sebastianowi, a mi często do siebie dzwonić i zdawać relację z wrażeń.

Żegnam się też z Anią i przypominam jej, że nie wolno się jej wygadać o Kotusiu. Będzie mi brakowało jej zabawnych min i wygłupów. Obiecuję przywieźć jej pamiątki.

I to są wszystkie osoby, z którymi się żegnam. Sebastian, Ania i sąsiadka, którą też nazywam Panią Babcią są moją najbliższą rodziną. Wszyscy ludzie uważają swoje biologiczne rodziny za świętość i traktują jak mniej lub bardziej przyjemny obowiązek. Ja jestem poza tym schematem. Moją rodziną są ci, których kocham i noszę w sercu. Amen.

***

Większość drogi przesypiam, bo mnie nosiło po domu całą noc i teraz czuję się beznadziejnie słabo. Sebastian wygląda na zmartwionego i zamyślonego.

Z nudów przyglądam się bratu, podczas gdy on jest skupiony na drodze. Ma szersze barki i lepiej umięśnione ramiona. Teraz, gdy już przywykłam do jego bródki muszę przyznać, że wcale nie wygląda w niej źle. Ba! Wygląda dużo bardziej męsko, godnie i groźnie, zwłaszcza gdy jest zły.

Sama jego obecność dodaje mi otuchy. Beznadziejnie dzieciństwo zbliżyło nas do siebie i czuję się przy nim bezpieczna. Sebastian jest starszy ode mnie o dwa lata, ale jest między nami więź jak między bliźniętami. Wystarcza mi jedno spojrzenie na niego, by wiedzieć kiedy wyciągnąć z niego zwierzenia, kiedy zostawić samego, a kiedy usiąść obok i po prostu być nic nie mówiąc. Ewentualnie usiąść z butelką wódki i paczką fajek.

Czuję też wszystkie jego silniejsze emocje. Nie patrząc na niego i po samych słyszanych krokach potrafię ocenić w jakim jest humorze. Gdy jest zły, stąpa mocno. Podekscytowany, chodzi szybko. Smutny, chodzi powoli. Zmęczony, prawie w ogóle nie chodzi. Na co dzień porusza się spokojnie i miękko stawia stopy.  

Nie wszyscy starsi bracia są fajni. Właściwie większość to egoistyczne zazdrosne kurwie gnębiące młodsze rodzeństwo. Mi się trafił dobry brat. Mimo wszystkich bijatyk, bluzgów i toczonych między nami wojen, mój brat jest moim bohaterem i obrońcą. Nawet teraz w dorosłym życiu.

Braciszek od zawsze jest moim wzorem i ideałem. Z biegiem lat uświadomiłam sobie, że z przyzwyczajenia do niego traktuję większość facetów jak starszych braci. Bywam przekorna i zabawna, ale nie chcę nawiązywać żadnego kontaktu fizycznego. To się chyba nazywa kompleks starszego brata.

- O czym tak myślisz? - przerywa mi rozważania. Zerka na mnie kilka razy.

- Właśnie rozkminiłam, że jesteś naprawdę zajebistym starszym bratem - wyznaję.

- Ja pierdolę... Znasz mnie dwadzieścia jeden lat i dopiero teraz się pokapowałaś... - śmieje się ze mnie.

- Lepiej późno niż wcale - droczę się.

- Hańba ci za to, gówniarzu - też się wyszczerza.

- Opowiesz mi o twojej dziewczynie? - zmieniam temat.

- Jasne, co chcesz wiedzieć? - znów na mnie zerka.

- Jak się poznaliście? - pytam z czystej ciekawości.

- Potrąciłem ją samochodem - wyszczerza się jeszcze szerzej.

- Żartujesz? - niedowierzam.

- Nie. Przebiegała ulicę i wbiegła mi pod koła, mała gapa.

- I co było dalej? - ponaglam, bo właśnie zapragnęłam poznać ciąg dalszy tej jakże łzawej historii.

- No co, wysiadłem, pozbierałem ją z ulicy i odwiozłem do domu, bo biegła na autobus. Nic się jej nie stało, miała tylko kilka siniaków. Spodobała mi się, więc zaproponowałem jej kolację jako zadość uczynienie.

- Jakby była brzydka, to już byś nie zaproponował kolacji? - podpuszczam go.

- Nie, a po co? - autentycznie się dziwi, co mnie rozbawia jeszcze bardziej.

- Jako zadość uczynienie? - podsuwam.

- Jakby była brzydka, to kazałbym się jej nauczyć kurwa chodzić, a nie włazić ludziom pod koła i postraszyłbym ją policją - rozbraja mnie.

- Jesteś okrutny - stwierdzam ze śmiechem.

- Wcale nie. Przecież specjalnie nie jeżdżę po ludziach.

- Okej, mniejsza o to. Poszła ta twoja Gapa z tobą na tą kolację?  

- A skąd. Chciałem numer, ale też mi nie dała. Wcisnąłem więc jej swój i poprosiłem, żeby zadzwoniła śmiało jeśli zmieni zdanie.

- Po jakim czasie zadzwoniła? - dociekam.

- Nie zadzwoniła - śmieje się brat.

- Więc co było dalej? - ponaglam.

- Po tygodniu pojechałem do niej wieczorem i powiedziałem, że musi pójść ze mną na kolację, bo nie dam jej spokoju i będę przyjeżdżał codziennie.

- I się zgodziła? - domyślam się.

- Nie - znów się śmieje.

- Tylko?

- Jeździłem prawie miesiąc i odpuściłem.

- Nie spodobałeś się jej? - podsuwam.

- No właśnie nie, ale opatrzność nade mną czuwała i miałem pierdolony fart. Parę dni później przyjeżdżam sobie do warsztatu, a Mariusz z Grześkiem leją ze śmiechu. Mówią, że przyjechała laska, mówi że jej auto głośno zaczęło chodzić i że policja zabroniła jej jeździć po mieście. Patrzą, a tam kurwa nie ma rury wydechowej. Okazało się, że pinda wjechała w dołek, ujebała wydech i nawet się nie zatrzymała zobaczyć co się stało.

- I to była ta twoja Gapa? - zgaduję.

- Nie, coś ty - zaczął się śmiać.

- Kurwa, Seba! Weź żesz to opowiedz po ludzku! - irytuję się ku jego uciesze.

- To była Angelika. Zrobiliśmy jej porządnie samochodzik, a że Grzesiowi się spodobała, to zaczął ją bajerować. No, ale nie chciała na pierwszym spotkaniu być sam na sam, więc Grzesiu zaproponował że weźmie mnie, a ona przyjdzie z ładną koleżanką i pójdziemy gdzieś w czwóreczkę. Zgodziłem się, bo i tak nie miałem co robić - opowiada.

- I Angelika przyprowadziła twoją Gapę, tak? - domyślam się reszty.

- Nie - znów szczerzy się Seba.

- Ja jebie! Więc po chuj mi o niej opowiadasz!? - burczę, ale oczy mi się śmieją. Co za pieprzony sadysta!

- Słuchaj dalej. Poszliśmy do baru z Grześkiem i ja pierdole, ta jej koleżanka to jakaś totalna masakra. Szpetna jak chuj. Grzesiek mnie zatrzymuje, mówi żebym posiedział chociaż godzinę. Podchodzimy, ta się przedstawia że ma na imię Monika, uśmiecha się i jebana nie ma z przodu trzech zębów. Poszedłem kurwa do toalety i spierdoliłem stamtąd przez okno - śmieje się.

- I co było dalej? - znów ponaglam.

- Do domu miałem parę kilometrów, a przyjechaliśmy Grześka bryką. No to myślę sobie kij tam, wrócę autobusem. Poszedłem na przystanek, patrzę i totalny zonk.

- Nie było już autobusu? - zgaduję.

- Był, to nie wygwizdów Tarnobrzeg, mądralo. Na czym skończyłem? A dobra, już wiem. Patrzę, a w wiacie przystanku siedzi moja Gapa. Od razu widzę światła jupiterów, śpiewające chóry anielskie, jednorożce, tęcze i motylki! - śmieszkuje. - Siadam obok niej i pytam, jakie ma plany na wieczór. Powiedziała, że miała beznadziejnie ciężki dzień, że wraca do domu wpierdolić wiaderko lodów, pooglądać telewizję i pójść spać. Od razu podkreśliłem, że też lubię lody i zaprosiłem ją do knajpy na deser lodowy. Jak się zgodziła miałem ochotę skakać z radości. Później poszliśmy na piwo i długi spacer, a rano obudziliśmy się w moim łóżku skacowani - zakańcza.

- Seba, ty dupku! Dziewczyna miała beznadziejny dzień, a ty to wykorzystałeś i zawlokłeś ją do wyrka? Nie jesteś moim bratem, wydziedziczam cię - krzywię się, celując w niego paluchem.

- Poszliśmy do mnie na piechotę, więc bolały ją stopy. Wymasowałem jej je, dałem koszulkę do spania, przytuliłem ładnie i poszliśmy spać. Rano buziałem ją po ramionach, zrobiłem herbatkę i odwiozłem do domku. Kurwa, nie wydziedziczaj mnie, bo nie przeżyję - wyjaśnia i kpi ze mnie.

- Serio? - jest mi głupio.

- Nie zawsze jestem dupkiem - wyszczerza się.

- Zwykle jednak jesteś - podsumowuję.

- Grunt, że wtedy nie byłem, bo się udało i zaczęliśmy się spotykać - zakańcza wesoło.

_________
Witajcie Kochani czytelnicy <3

Ostatnio było dość dramatycznie, więc postanowiłam napisać taki luźny rozdział Mam nadzieję, że wam się spodobał

Dziękuję za komentarze i łapki <3

4 komentarze

 
  • Black

    Black · 5 lut 2018

    Bardzo przyjemnie czytało się tą część Czekam na więcej

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem · 5 lut 2018

    Jaka ta historia Seby urocza   Zakochałam się

  • AnonimS

    AnonimS · 5 lut 2018

    To nie moja bajka ( znaczy miłosne) ale masz Tak i łapkę za całokształt     

  • Mysza

    Mysza · 5 lut 2018 · 287366693

    Bardzo się podoba. Jedź Martusia, jedź