Klątwy i uroki od zaraz - 09

Czwartek 25 maja
***Rafał***

Mała Wiedźma: "Co to kurwa miało być!? Jak mogłeś? JAK KURWA MOGŁEŚ!!!!!!!!!"

To ostatnia wiadomość od Marty wysłana grubo po północy. Te słowa ranią. Wbiły mi się teraz pod skórę jak zardzewiałe gwoździe. Dzwonią w głowie, odbijają się echem.

Nie pamiętam co się wczoraj działo. Jakieś zamglone slajdy i tyle. Bar. Bijatyka. Krzyki. Marta mnie zabije. Odkładam telefon na poduszkę obok mojej głowy.

Właśnie, głowa. Boli jak cholera. Skronie, szczęka, zęby z lewej strony. Dotykam policzka i mam dziwne wrażenie, że jest spuchnięty. Przecieram dłońmi twarz i czuję coś dziwnego pod pacami. Przecieram mocniej i patrzę na palce. Krew. Zaschnięta jucha na rękach, pod paznokciami, jestem ujebany w niej aż po łokcie jak zaszlachtowana świnia. Patrzę w dół na koszulkę. Poplamiona, rozdarta prawie na pół, a spod strzępów wyglądają fioletowe sińce. Biłem się tylko z Wojtkiem. Chyba. A może to mi później najebali? Nie pamiętam.

Idę do łazienki i widzę w lustrze obcą twarz. Pizda pod okiem, rozjebana brew, rozcięta i spuchnięta warga, fioletowy spuchnięty policzek, cały ryj i klata w zaschniętej farbie. Przyglądam się sobie, albo raczej tej paskudnej mordzie w lustrze i zastanawiam się, co powiem Marcie.

Odkręcam kran i szoruję mydłem łapy. Najgorzej wydłubać ten syf z pod paznokci. Nieopacznie zdzieram strupki z kostek i leje się świeża krew, ale specjalnie się tym nie przejmuję. Przemywam też twarz. Co powiem Marcie?

Telefon do Piotrka odświeża mi nieco pamięć. Jestem debilem. Debilem do kwadratu, albo nawet do potęgi trzeciej. Nic nie muszę mówić Marcie. Ona wie. Ona tam była. Widziała. Biłem się z Wojtkiem. Miała wyjść z Ptaszyskiem, a znalazłem ją z tym skurwysynem jak się do siebie uśmiechali, a on trzymał jej dłoń i głaskał. I chuj, zabrakło mi hamulców i wyraziłem swoje uczucia ręcznie.

Siadam z powrotem na łóżku w sypialni. Tęsknię za Martą. Powinna teraz leżeć tu naga, przeciągnąć się i wypiąć bardziej pupę. Zawsze tak się budzi. Na początku myślałem, że mnie prowokuje, ale ona po prostu tak seksownie się budzi. Powinna popatrzeć na mnie zaspanymi oczami i się uśmiechnąć. Zawsze się uśmiecha, kiedy budzi się w moim łóżku. Później prosi o coś do picia i papierosa. Z potarganymi włosami, czasem niezmytym makijażem, suchymi ustami. Jest piękna. Zawsze stara się mnie zadowolić. Zawsze jestem zadowolony.

Nie wiedziałem, że Wojtas ma dziewczynę i że wszedłem akurat gdy obie z Ptaszyskiem polazły do kibla. Gołąb twierdzi, że ta akcja to zajebiście głupie nieporozumienie. Szczegóły ma mi powiedzieć później, bo jest co opowiadać, a on nie ma czasu. Jest w pracy. Mechanicy to jednak mają przejebane.

Głupi chuj Wojtek. Marta jest moja, a ten chuj na nią nawet nie zasługuje. Widzę jak na nią patrzy, ale to ja ją mam, to mnie kocha, to ja się nią opiekuję, to ja ją zabieram gdzie chce. To ja jej kupuję wszystko na co ma ochotę i to ja będę dzielił z nią życie, żeby nie wiem kurwa co.

No właśnie. Był okres, że się nam sypało. Wszystko ją wkurwiało. Nie miałem ochoty jej nigdzie zabierać, ani kupować czegokolwiek. Nie zauważyłem kiedy przestałem się starać. Ona ciągnęła to wszystko za nas oboje. A to ja miałem się nią opiekować. Dlaczego jak idiota uznałem, że skoro ją zdobyłem, to już ją mam na amen? Tyle razy to przerabiałem. Wkurwiałem się na nią, bo marudziła, bo coś wypominała, bo ciągle coś.

Przypominam sobie dzień, kiedy wyjąłem ją z jeziora. Ten ból i strach. I to jak bardzo ją kochałem. Te uczucia są nadal we mnie. Schowane pod problemami, dumą, przyzwyczajeniem. Ale są. Nie ma piękniejszego widoku, niż ona śpiąca nago w moim łóżku. Lubi wtulać się we mnie plecami i kłaść moją dłoń na swojej małej jędrnej piersi. Ja też to lubię.

Dzwonię do niej dziesiąty raz i się poddaję. Muszę do niej pojechać i jakoś się wytłumaczyć z tego szamba.

Godzinę później odświeżony wsiadłem do auta i ruszyłem pod kwiaciarnię, w której pracowała Marta, ale zastałem tylko jej naburmuszoną ciotkę, która mnie poinformowała, że Mała Wiedźma wzięła dzień wolnego. Pojechałem więc pod blok Marty.

Miałem odrobinę lepszy humor, bo pół godziny temu pod prysznicem uświadomiłem sobie, że od dawna chciałem to zrobić. Rozjebać pysk Wojtasowi. Mała Wiedźma trzyma go na dystans, ale dużo z nim rozmawia. Rozmawia o nas. Ufa mu. Nie chcę żeby z nim w ogóle rozmawiała.

Jakiś czas temu, po jednej z imprez nie mogłem spać. Wziąłem z nudów telefon Marty i przeczytałem jej SMS-y gdy spała. W prosty sposób dowiedziałem się, że Anka to zwykła kurwa i wali po rogach Piotrka. Poczytałem trochę o tym jakim jestem chujem i czemu ze mną jest. Nie miałem do niej żalu. Było mi przykro, bo pisała prawdę. Dlatego pozbierałem się do kupy i znów zacząłem o nią starać i dbać, a ona ponownie była najbardziej zajebistą kobietą świata i przestała wypominać, marudzić i się wściekać.

Przeczytałem też wtedy wiadomości z Wojtkiem. Te mnie wkurwiły. Skurwysyn próbował ją przekabacić, że jest lepszy niż ja. Zniechęcał ją do mnie i wciskał jej wymyślone pierdoły. Szajbus. Ciekawe czy wie, że bym go połamał, gdybym nie obiecał Marcie, że nic mu nie zrobię. Friendzon jebana ciota.

Marta nie otwiera mi drzwi. Dzwonię dzwonkiem i czekam, ale mi nie otwiera. Dzwonię na jej numer, ale też cisza. Piszę więc SMS.

Ja: Otwórz Kochanie. Chcę porozmawiać.

Mała Wiedźma: Nie ma mnie w domu

Ja: A gdzie jesteś?

Mała Wiedźma: Nie interesuj się

Ja: Dlaczego?

Mała Wiedźma: Bo kociej mordy dostaniesz

Ja: Nie śmieszne. Porozmawiajmy, proszę

Mała Wiedźma: Pamiętasz co wczoraj zrobiłeś?

Ja: Biłem się z Wojtkiem. Przepraszam. Miałem Kochanie zły dzień, a później pękłem jak zobaczyłem was samych i że Cię gnój dotyka

Mała Wiedźma: Chuj z tym, Wojtkowi nic nie będzie. Sam się ustawił w dwuznacznej sytuacji

Ja: To o co chodzi, Kochanie?

Mała Wiedźma: Zapytaj Piotrka. A teraz wybacz, ale nie będę już sobie bardziej psuć humoru. Muszę odpocząć od tego wszystkiego. Bycie z Tobą okazuje się zajebiście trudne i BOLESNE :( Miłego dnia

Ja: Masz mnie dość?

Mała Wiedźma: Jesteś trudny do kochania. Muszę troszkę od Ciebie odpocząć

Ja: Znowu zjebałem, prawda?

Mała Wiedźma: Tak Rafał. Bardzo zjebałeś. W skali od jeden do dziesięciu, to jakieś piętnaście

Ja: Przepraszam. Wynagrodzę Ci to jak tylko będziesz chciała. Obiecuję

Mała Wiedźma: Zapytaj Piotrka, co Ty odjebałeś w ogóle wczoraj, bo nawet nie wiesz, za co przepraszasz. Ja nie wiem, czy chcę żebyś mi jeszcze cokolwiek wynagradzał... :(

Ja: To koniec?

Mała Wiedźma: Kocham Cię Niebieskooka Łajzo, ale w chuj mnie zraniłeś i zawiodłeś. Nie wiem czy koniec

Ja: Nie lubię jak tak piszesz. Kiedy jesteś spokojna i nie rzucasz kurwami, to zawsze znaczy, że mam naprawdę przejebane :(

Mała Wiedźma: Pogadaj z Piotrkiem, wtedy zrozumiesz :/

Ja: Zaraz u niego będę, ale wolałbym się dowiedzieć od Ciebie

Mała Wiedźma: Ja z Tobą nie piłam ani pić Ci nie kazałam...

Ja: Cokolwiek odjebałem, kocham Cię najbardziej i to się nigdy nie zmieni. Przepraszam mimo wszystko jeszcze raz

Schowałem telefon do kieszeni i pojechałem pod warsztat, w którym pracował mój kuzyn. Piotrek na mój widok wyszczerzył tryby.

- O kurwa, jaki ty paskudny jesteś - zaśmiał się podając mi nadgarstek, bo dłonie miał ujebane w smarze.

Gołąb nie znosił pracować w rękawicach, więc kiedy nie było to koniecznie, pracował bez nich nie przejmując się czarnymi wżerami pod paznokciami i skórą.  

- Ty się kurwa nie ciesz, bo ty i bez rozjebanego ryja nie masz czym szastać - odparłem.

- Mam za to gołębie serce - wyszczerzył się.

- I jaja - parsknąłem śmiechem.

- Spierdalaj - mruknął nie tracąc humoru.

- Piotruś, co ja w ogóle wczoraj odpierdoliłem? - przeszedłem do rzeczy.

Humor Gołębia zgasł jak zapałka na wietrze. Oho, niedobrze.

- Pamiętasz cokolwiek? - zapytał na początku.

- No właśnie nie, jakieś slajdy aby.

- Marta gadała z Wojtkiem, a tobie kompletnie odpierdoliło. Wyjebałeś mu parę razy, ale później to on cię napierdalał.

- Ten śmieć mi najebał? - krzywię się z niesmakiem, bo jeśli tak to mój honor właśnie ucierpiał.

- Trochę tak, bo odciągnąłem cię od niego i trzymałem, ale ten kretyn zamiast spierdalać w pizdu rzucił się na ciebie jak pchła na wkurwionego smoka. Puściłem cię, przecież nie patrzyłbym jak cię leje. Najebałeś mu konkretnie. Na bank mu złamałeś łuk brwiowy. Laski spanikowały, a Marta krzyczała że go zabijesz i zaczęła cię od niego odciągać... - zasępia się.

- I co było dalej? - ponaglam.

- Byłeś tak wkurwiony, że nie ogarnąłeś, że to Marta i jej wyjebałeś sztukę na twarz - wyznaje niechętnie.

- Ja!? - nie wierzę.

- No, ty. Aż poleciała na glebę, stary. Przypał w chuj.

- O kurwa... O ja pierdolę... - głośno myślę.

- Anka zajęła się Martą, Wojtka uspokoiła jego dupa, a ja ciebie na chama wyprowadziłem, bo kelnerka po psy zadzwoniła. Dobrze, że w ogóle na koniec przyszedł Gruby z Tigerem, bo bym cię stamtąd sam za chuja nie wyciągnął. Kurwa, to trzeba ciebie żeby zrobić rozróbę prawie pod komisariatem. Ledwo odeszliśmy parę kroków i już była psiarnia. Dziękuj Grubemu że cię capnął za szmaty i na chama wydarł, bo nie spędziłbyś tej nocy w domu.

- Poważanie uderzyłem Martę? - dopytywałem, bo co w tej sytuacji mogło mnie obchodzić kto mnie wyciągał z baru.

- Stary, wiesz jak się wtedy wkurwiła? Dogoniła nas przy wyjściu i dostałeś z chlapa. Później się rozpłakała, kazała ci się leczyć na niedojebanie mózgowe i poszła zbierać z Ptaszyskiem Wojtka z podłogi. Dalej to już nie wiem, bo poszliśmy w pizdu - kończy Gołąb.

Tak oto dowiedziałem się jakim jestem dupkiem i chamem. Sumienie ciążyło mi nieprzyjemnie. Zadzwoniłem do Marty, ale nie odebrała. Więc napisałem.

Ja: Nie wiem jak mam przepraszać, Maleńka. Przysięgam, że nie uderzyłem Cię celowo. Odpierdoliło mi z zazdrości. Wybacz mi, proszę. Jeśli będzie trzeba będę błagał Cię na kolanach do końca życia, żebyś mi wybaczyła.

Marta mi nie odpisała.

Ja: Kochanie, powiedz mi chociaż, że nie zrobiłem Ci poważnej krzywdy. Martwię się o Ciebie

Nadal cisza. Napisałem dwadzieścia wiadomości i dzwoniłem z milion razy. Trzy razy pojechałem do jej mieszkania, ale nie było jej w domu. Pytałem o nią jej sąsiadkę panią Lombarę. Staruszka nawet zaprosiła mnie na herbatę i wymaglowała ze mnie przebieg wczorajszych zdarzeń, a później znienacka pizła mnie otwartą dłonią przez łeb i powiedziała, że mam szczęście że zrobiłem to niechcący i Marta mnie tak kocha, bo zawisłbym teraz jak Pan Jezus na krzyżu.

Powiedziała mi że jej zdaniem nie zasługuję na Martę, ale mi pomoże, bo dziewczyna świata poza mną nie widzi. Wzięła ode mnie numer telefonu i obiecała zadzwonić jak tylko Marta wróci do domu. Podziękowałem i poszedłem do siebie.  
________________

Hej Skarby <3  
Rafała poniosło i jest w czarnej dupie. Jak myślicie, Mała Wiedźma mu wybaczy? Każe odpokutować? A może uknuje zemstę?  

PS: Zrzuciliście już przybrane w święta kilogramy?

1 komentarz

 
  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem · 12 sty 2018