Klątwy i uroki od zaraz - 03

Poniedziałek:

**Marta**

Pracę w kwiaciarni mojej ciotki Kamili skończyłam jak zwykle o szesnastej. Później poszłam po drobne zakupy do Rossmann-u. Kupiłam na promocji fajną odżywkę do włosów. Teraz siedziałam w swoim przytulnym mieszkanku na skraju łóżka i oglądałam zadowolona, jak wszyscy diabli, to cudeńko. W środku kartonowego pudełeczka oprócz oczywistej tubki maseczki do włosów były dwa gratisy. Pierwszy był małą saszetką z witaminami. Drugi nieomal przyprawił mnie o zawał. „CZOPEK WSPOMAGAJĄCY REGENERACJĘ WŁOSÓW." Pierwsza moja myśl, to że chyba kogoś popierdoliło. Druga, dlaczego nigdzie nie widziałam, żeby kiedykolwiek ktokolwiek choćby wspomniał o istnieniu takowych czopków? Trzecia, to jaka kobieta o zdrowych zmysłach pakowałaby sobie takie coś w dupsko, żeby mieć ładne włosy!? Czwartej nie było, od razu zaczęłam otwierać to ustrojstwo, by w środku szukać informacji, o co właściwie tu chodzi i niby jak działa ten cudowny i intrygujący kurwa czopek. Wewnątrz nie znalazłam ani pół litery. Nie było też czopka. Był za to kawał przezroczystej foli przyczepiony do białej gumki. Spojrzałam jeszcze raz na wierzch opakowania. Wielkimi drukowanymi literami stało jak byk:„CZEPEK WSPOMAGAJĄCY REGENERACJĘ WŁOSÓW."

Wyszczerzyłam się szeroko sama do siebie. Debilem to się jednak trzeba urodzić.

Chwilę później odebrałam telefon od Ani. Najlepsza kumpela była już w drodze do mnie, więc wskoczyłam w różowe leginsy i białą bokserkę. Wciągnęłam na stopy biało czerwone trampki i zabrałam ze sobą torebkę w tym samym kolorze.

Z Gołębicą spotkałam się dosłownie kilka kroków później. Opowiedziałam jej na wstępie o mojej przygodzie z czopkiem, żeby moja inteligencja nie pozostała niedoceniona i rozbawiła kogoś więcej. Chwilę potem mijałyśmy dwóch chłopaków zmierzających do drzwi sklepu.

- Małe czy duże? - Zapytał jeden z nich swojego kolegi.

- Małe bananowe – podpowiedziała Anka.

Parsknęłyśmy śmiechem, ale chłopaki niestety nie zrozumieli żartu i tylko popatrzyli na nas podejrzliwie. No cóż, nie każdy ma na tyle zryty beret, żeby w lot wykryć aluzję do kondomów.

- Aniu, zgadnij kogo się spodziewam? - Zagadnęłam z tajemniczym uśmiechem. Przynajmniej miałam nadzieję, że wyszedł tajemniczo i że nie zrobiłam grymasu zdjętego z mordy rozhisteryzowanej hieny.

Przyjaciółka popatrzyła na mnie zaciekawiona i zrobiła wielkie oczy.

- Pierdolisz! - Wypaliła.

- Tylko na weekendach – przyznałam się.

- Ja pierdolę! Kiedy się dowiedziałaś?

- Wczoraj wieczorem.

- I do tej pory milczałaś!? Boże Święty! Romeo już wie? - przeżywała Ania.

- Tak.

- Jak zareagował, gdy mu powiedziałaś? - ekscytowała się.

- Wyrzucił z siebie pełne obojętności: "Aha, to fajnie" i poszedł pozmywać po kolacji.

- Tylko tyle!? Nie ucieszył się? Nie był w siódmym niebie? Co za dupek!

- Nie musi, grunt że ja jestem wniebowzięta!

- Ja też! Cholernie się cieszę, że zostanę ciocią!!! - Pisnęła.

Rzuciła mi się na szyję i zaczęła przytulać. Zamurowało mnie.

Co, kurwa?

Kiedy pojęłam co zrozumiała moja przyjaciółka śmiałam się tak bardzo, że aż się popłakałam. Chciałam wyjąć z torebki chusteczkę, żeby wytrzeć nos.

- Chyba te hormony ci właśnie skoczyły - rzuciła zaniepokojona Ania.

Usmarkałam się ze śmiechu na środku chodnika, ale nadal nie mogłam się opanować. Żywiłam głęboką nadzieję, że nikt znajomy tego nie zobaczył. Cała się trzęsłam i nie mogłam przestać. To było silniejsze ode mnie. I jeszcze ta jej zaniepokojona mina.

- Stara, tam jest ławka, może ty lepiej usiądź - zaproponowała Ania.

Nie wiedziała co ze mną zrobić. Klapnęłam na chodniku i podparłam się rękami.  

- Zamknij się Anka, bo już nie mogę - wydyszałam.

Przetarłam wierzchem dłoni łzy z policzków i wydmuchałam nos w chusteczkę, którą w końcu udało mi się wygrzebać. Anka patrzyła na mnie przestraszona.

- Nie jestem w ciąży, pało! - Wyznałam, gdy nieco ochłonęłam. - Spodziewam się wizyty Sebastiana, nie dziecka – sprostowałam.

Anka wybuchła śmiechem.

- Sama jesteś pałą! Powiedziałaś to tak, że w życiu by mi do głowy żaden Sebastian nie przyszedł! Co w ogóle u niego?

- W porządku. Ma nawet jakąś dziewczynę – wyjawiłam.

- Tyle to ja wiem z fejsbuków, których tak się upierasz nie zakładać. A pochwalił ci się, że zapuścił brodę?

- Nie! Poważnie ma brodę?

Spróbowałam wyobrazić sobie swojego brata z brodą, ale jakoś nie potrafiłam.

- Poważnie, ale bez szału, Staruszka. Zarósł tak, że wygląda jak dawno niekoszony rów.

- Przyjedzie to mu nożyczkami na spaniu się obetnie. A ma zdjęcia swojej dziewczyny?

- Ma.

- Ładna jest?

- Wygląda jak gusiec jakiś.

- Chyba głuszec.

- Głuszec to ptaszysko. Ja mówię o guścu, takiej śwince co ma kły i robi „chrum! chrum!" - zachrumkała przyjaciółka.

- To guziec, a nie gusiec, mądralo.

- Jeden chuj, nieważne. Grunt, że oba są małe i paskudne. Czekaj, pokażę ci zdjęcie.

- Wiem jak wyglądają guźce.

- Ale takiego Guśca jeszcze nie widziałaś! - Uparła się.

Ania wyszukała w czeluści internetów zdjęcie mojego brata w towarzystwie jego dziewczyny.  Sebastian rzeczywiście wyglądał idiotycznie z brodą, a Gusiec była niską blondynką z dużymi cyckami i pupą. Ani ładna ani brzydka. Przyjrzałam się zaciętej minie Ani.

- Widzisz jaka piękna? Powabna jak kłoda wyłowiona z rzeki. A morda typowego guśca. Twój brat powinien to zakuć w łańcuchy i zawlec do rzeźni, a nie po mieście prowadzać. Pewnie czule co wieczór wyznają sobie miłość, a Sebastian przy świetle księżyca skuwa jej młotkiem tynk z ryja – nakręciła się Anka.

Jeśli to nie był akt zazdrości, to nie wiem co nim było. Czyżby mój brat był droższy Ani, niż się przyznawała? Postanowiłam wywlec trupa z szafy.

- Czemu mi nie powiedziałaś, że podoba ci się mój brat?

- No chyba cię głowa rozbolała – zaprzeczyła i postukała się w czoło, ale burak na twarzy mówił sam za siebie.

Wzruszyłam ramionami. Zrezygnowałam z drążenia tematu.

- Idziemy do tej nowej kawiarni? Jeszcze tam nie byłam - zaproponowałam.

- Ja też nie, więc możemy pójść.

Pod kawiarnią potwierdziła się moja ślepota. Najpierw ciągnęłam, a później pchałam drzwi, które wzięłam za wejściowe. Dwa metry dalej były właściwe drzwi, żeby było zabawniej, szeroko otwarte. Spaliłam buraka i strzeliłam Ankę w łapę, że śmiała się ze mnie tak publicznie chichrać. Nie pomogło. Darła łacha jeszcze bardziej.

Zignorowałam przyjaciółkę i wlazłam do środka. Od razu nie  spodobał mi się panujący tam ścisk. Stoliki były zdecydowanie zbyt blisko siebie. Ludzie gapili się na siebie nie mając gdzie podziać oczu. Czułam się jak pod ostrzałem. Nikt nic ciekawego nie mówił, bo jak mówił, to słuchali wszyscy. Groza!

Zamówiłam lody waniliowe z musem malinowym, a Anka Espresso. Poczłapałyśmy do jedynego wolnego stolika i usiadłyśmy. Jakiś stary grzyb lampił się na mnie bezceremonialnie. Zrobiłam to samo, ale się nie zmieszał. Schowałam się więc za Anią. Wychylił się, a ja się przekręciłam. Jakaś babcia coś do niego mówiła, a on jej odpowiadał wpatrując się we mnie. Na wszelki wypadek oglądnęłam się za siebie, czy nie siedzi tam jakiś Krzysztof Krawczyk albo inna Doda. Nie było nikogo ciekawego. Grzyb naprawdę lampił się na mnie.

Kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Wzięłam się za jedzenie lodów. W smaku sześć punktów na dziesięć. Rewelacji nie było.

Ania dostała swoje Espresso w malutkiej filiżaneczce zapełnionej do połowy. Oprócz tego dwie torebki z cukrem i literatkę wody.

- Ej, Marta? - zagadnęła, gdy kelnerka odeszła.

- Co tam? - zaciekawiłam się.

- A po chuj mi ta woda? - szepnęła.

Jej niepewna mina mnie rozbawiła. Zaczęłam się cicho śmiać.

- Nie wiem - przyznałam się.

- Mam tam wlać tą kawę? Albo dopełnić nią filiżankę? Jak myślisz?

- Zapytaj Bogini Google - doradziłam.

Ania pochyliła się nad telefonem. Dziadek od razu skierował na mnie radary. Zsunęłam się na krześle, żeby móc nadal ukrywać się przed muchomorem. Miałam ochotę go jebnąć jakąś deską, aż by mu się próchnem odbiło.

Zjadłam pół deseru zanim Anka wyczytała co powinna zrobić z wodą z literatki. Zdążyła spalić buraka pod ostrzałem spojrzeń.

Wsypała oba cukry do kawy, zamieszała i wypiła ją na dwa razy.

- I co się robi z tą wodą? - dopytywałam.

- Przepłukuje usta po kawie - wyjaśniła cicho zawstydzona.

Umoczyła dwa razy usta i odstawiła literatkę. Ja odsunęłam od siebie lody.

- Idziemy? - zapytała Anka.

- Tak - zgodziłam się natychmiast.

Wylazłyśmy stamtąd w pośpiechu i nie oglądając się za siebie poszłyśmy byle dalej od tego dziwnego miejsca.

- Jaki wstyd! Nigdy więcej tam nie pójdziemy - powiedziała zmieszana Anka.

- Mi też się nie spodobał ten lokal - powiedziałam szczerze.

Przyszedł mi SMS. Otworzyłam wiadomość od Rafała.

Niebieskooki: "Hej Maleńka. Mam złą wiadomość. Wracam dopiero w sobotę. Dwóch nowych dziś tak spieprzyło dwa balkony, że nawet nie będzie się dało tego poprawić i trzeba będzie wszystko zdzierać i robić od nowa. Powiedz mi coś miłego, bo mam ochotę wylecieć w kosmos :/"

Od razu mu odpisałam.

Ja: "Coś miłego. A jeśli wylecisz, to koniecznie przywieź mi pamiątki"

Niebieskooki: "Może być pył księżycowy?"

Ja: "Dobre i cokolwiek"

Niebieskooki: "Chyba, że wolisz ufoludka?"

Ja: "Ufoludka <3"

Niebieskooki: "Poszukać zboczonego, żebyście się dogadali? "

Ja: "Bierz takiego z talerzem, to będziemy się wozić po galaktykach"

Niebieskooki: "Załatwione, Mała Wiedźmo. Co dziś robiłaś ciekawego?"

Ja: To co zawsze, Kotek. Byłam na kawie z premierem, teraz idę na kolację z Cejrowskim"

Niebieskooki: "Koniecznie mi napisz, czy przyszedł boso. Idę sobie zrobić fasolkę po bretońsku. A Ty co dziś dobrego jadłaś?"

Ja: "Zeżarłam miskę zupy warzywnej i poprawiłam drugą miską tej samej zupy. Najwyżej będę gruba "

Niebieskooki: "Uważaj tam "

Ja: "Niby na co? Gruba też będę fajna. Może w końcu przestanę ciągle marznąć "

Niebieskooki: "No nie wiem. Wysoka i gruba? Długa i gruba to foka, nie Marta "

Ja: "Więc zostanę foką! "

Niebieskooki: "Bleeee... Gruba i obślizgła "

Niebieskooki: "I z wąsami "

Ja: "To ja będę ogoloną foką i nie będę obślizgła. Będę cały dzień smażyć dupę na plaży i obczajać samców. Fajnie być foką "

Niebieskooki: "Hahaha kto grubaska będzie chciał? "

Ja: "Znajdę jakiegoś fetyszystę"

Niebieskooki: "Weź... Obleśne"

Ja: "Fetysze czy grubaski?"

Niebieskooki: "Fetysze. Grubaski mnie pociągają"

Ja: "Na wymioty? "

Niebieskooki: "Dokładnie "

Ja: "Mnie tam nie przeszkadzają"

Niebieskooki: "Zboczuch"

Ja: "To nie zboczenie! Ja mam obrzydzenie do głupich i pazernych ludzi A takie puszyste misie są niczego sobie "

Niebieskooki: "W takim razie muszę przytyć"

Ja: "Szczupli faceci są seksowniejsi"

Niebieskooki: "Ja się upasę. Na 150 kg. Kochanego ciała nigdy za wiele"

Ja: "Puszysty Romeo. Nie umiem sobie tego wyobrazić "

Niebieskooki: "I tak przytyłem od tamtej zimy"

Ja: "To unikaj wind. Mają udźwig tylko do dwóch ton, a wieńce nie tanieją "

Niebieskooki: "Wiedźma!"

Niebieskooki: "Idę jeść. Napisz jak będziesz w domu, to zadzwonię. Do później, Niunia "

Uśmiechnęłam się do siebie. Już nie mogłam się doczekać, aż go usłyszę.

***

***Rafał***

- Cześć Skarbie - wymruczał mi do ucha telefon głosem Małej Wiedźmy.

- Witaj, Maleńka. Jak ci minął dzień? Ile osób dziś obłożyłaś jakąś paskudną klątwą? - zapytałem przekornie.

- Dziękuję, świetnie. Dziś tylko jedna klątwa.

- Ale nie posłałaś jej za mną?

- Gdzież bym śmiała. Życzyłam jaskry jakiemuś grzybowi, który się na mnie bezczelnie gapił chyba z piętnaście minut. Mam nadzieję, że naprawdę dostanie bałaganu w oczach.

- Jejku, ale dziś jesteś bojowa - zauważyłem.

- Wybacz, sama nie wiem czemu.

- Wybaczę, jeśli mi przypomnisz, jak bardzo mnie kochasz - zaproponowałem.

- Kocham cię, jak ryba plażę - westchnęła czule.

- Oż kurwen, aż sobie pomyślałem, że skoro tak bardzo kochasz, to chyba najwyższy czas o rękę poprosić - roześmiałem się.

- Coś za bardzo cie ciągnie do mojej ręki i to od początku naszej znajomości. To takie zboczenie? - zauważyła.

- Takie życie, Mała - odparłem.

- Teraz to się będę bała, że przyjdziesz w nocy z toporem, upierdolisz mi ją i zabierzesz - dowaliła.

Parsknąłem śmiechem. Mała wariatka.

- Możesz być spokojna, nie spieszy mi się - zapewniłem.

- Na wszelki wypadek, przed snem, będę sobie przywiązywać obie ręki sznurkiem do łóżka - wypaliła.

- Oj, ja bym na twoim miejscu uważał na coś innego - mruknąłem.

- Tak, a na cóż takiego? - zapytała.

W wyobraźni widziałem jej szeroki uśmiech przyklejony do twarzy.

- Na myszkę - wyjaśniłem.

- Dobra, zabezpieczę. Klawiaturę i głośniki też na wszelki wypadek. Cholera cię wie z jakim jeszcze fetyszem wyskoczysz - drażniła się.

- Dobra, inaczej to powiem. Prościej. Powinnaś uważać na yyyyy.... Hmmm... ciecieraszkę!

Martę opętał rechot. Przez dłuższą chwilę nie mogła przestać się śmiać. Kiedy próbowałem ją uspokoić, śmiała się jeszcze bardziej.

- To jakieś zboże? - zapytała w końcu.

- Dobra, zamilknij już - poprosiłem, co rozbawiło ją jeszcze bardziej.

- Lubisz dziwne rzeczy - oznajmiła.

- Najdziwniejszą jesteś ty - zripostowałem.

- Oczywiście, że jestem najdziwniejsza. Zaraz po tobie - dodała za złośliwą satysfakcją.

- Ej, Mała Wiedźmo, idę spać. Niemożliwa chcica mnie na ciebie nachodzi i znowu nie będę mógł zasnąć.

- Nie zatrzymuję. Idź sobie. Wcale do mnie nie dzwoń. I tak nie tęsknię za tobą - udawała złą.

- Nie słyszę cię, coś przerywa - droczyłem się.

- Łajza - burknęła.

- Słyszałem!

- To już nie przerywa? - śmiała się.

- No, naprawiło się - skłamałem.

- Dobra, Miśku. Nie zatrzymuję cię. Odpocznij sobie. Kocham cię bardzo i tęsknię za tobą.

- Też cię kocham, Niunia. Napisz mi coś miłego na dobranoc.

- Chyba cię głowa boli. Dziś twoja kolej, tylko nie zapomnij znowu.

- Napisz mi ty - poprosiłem.

- Nie ma takiej opcji. Czekam, Kochanie. Śpij słodziutko. Dobranoc.

- No dobrze... Dobranoc, Niunia, buziaki - pożegnałem się.

Nacisnąłem czerwoną słuchawkę.

Mógłbym słuchać godzinami Małej Wiedźmy. Miała cudowny głos. Uwielbiałem gdy mówiła, śmiała się, a nawet oddychała. Pamiętałem pierwszy raz, gdy mi się przyśniła. Siedzieliśmy przy stoliku w jakiejś knajpie. Mówiła o czymś cholernie zwyczajnym, jak budowa czajnika czy skąd się bierze kasza jaglana. Żadnych aluzji, podtekstów, dwuznaczności, ani prowokowania. Zresztą, nie słuchałem jej za bardzo. Patrzyła gdzieś przed siebie i tylko od czasu do czasu na mnie zerkała. Byłem skupiony na cieszeniu się z jej obecności. Podobał mi się sposób w jaki mówiła. Pocałowałem ją, bo samym mówieniem podnieciła mnie bardziej, niż jakakolwiek inna kobieta wcześniej. Była zaskoczona, ale oddała pocałunek z pasją. Kiedy rano się obudziłem, zrozumiałem, że ją kocham. I nawet teraz wiedziałem, że osiągnąłem to, co niewielu mężczyznom się udaje. Znalazłem życiową partnerkę.

3 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka 29 sie 2017

  • Mamuśka0007

    Mamuśka0007 28 sie 2017 ip:5172233

    No Kochana , teraz ja się zasmarkałam ze śmiechu ... rewelacja przy moim wisielczym nastroju ... dzięki .