Kiedy nadejdzie czas... cz.3

Lekcja dobiegła końca, co Brook w innym przypadku przyjęłaby z ulgą. Matematyka nigdy nie była jej mocną stroną. Często w pocie czoła kombinowała, jak rozwiązać działania z tablicy. Dodawała, mnożyła, dzieliła, kreśliła. Kiedy dumna z siebie skończyła zadanie, wertowała podręcznik na stronę z odpowiedziami tylko po to, aby przekonać się, że wyniki autorów książki i jej dzielą całe lata świetlne. Opadała bezradnie na krzesło, a przyjaciel z litością i rozbawieniem w oczach, podsuwał swój zeszyt w jej kierunku.
Teraz jednak nie było powodów do radości. Myślami lawirowała wokół stanu sprzed kilku minut. Nigdy w dotychczasowym życiu, obejrzanym filmie czy przeczytanej książce, nie miała do czynienia z czymś takim. Im dłużej się zastanawiała, tym większa pustka pojawiała się w jej głowie.
Przygryzła dolną wargę, przyciskając podręcznik do piersi. Posłała nieśmiały uśmiech nauczycielce, która niecierpliwie stukała nogą o podłogę. Brook ominęła matematyczkę w drzwiach. Wertowała wzrokiem uczniów, ale żadna z migających przed oczami twarzy nie należała do Lucasa. Pokręciła głową na boki z irytacją, kierując swoje kroki do wyjścia ze szkoły. Potrzebowała go teraz, ale pojawiał się i znikał niczym duch.
Nagła potrzeba przewietrzenia się uderzyła w nią tak odczuwalnie, że prawie boleśnie. Pragnęła poczuć szczypiący mróz na policzkach, ustach, nosie, dłoniach już w tej chwili. Musiała orzeźwić umysł, przywrócić chęć do racjonalnego myślenia. Czuła w kościach, że jeśli zacznie wszystko łączyć w spójną całość, logika tu nie będzie miała po drodze z tą historią. Nawet jeśli jechałaby okrężnymi drogami, nie spotkają się w podróży.
Poczuła chłodną dłoń na zgięciu łokcia. Spięła automatycznie wszystkie mięśnie, a z jej gardła wydobył się cichy pisk. Bardziej zaskoczenia niż strachu. Odwróciła się błyskawicznie, gromiąc wzrokiem swojego oprawcę. Jej oczom ukazał się jednak tylko niebieski podkoszulek. Przeklinając w myślach swój niski wzrost, zadarła wyzywająco głowę ku górze.
Lucas.
Wypuściła z ust westchnienia ulgi z domieszką złości. Opuściła luźno ramiona, na chwilę przymykając oczy.
- Czy Ty kiedykolwiek przestaniesz mnie straszyć?- rzuciła oschle na powitanie przyjaciela. Wolną dłonią wycelowała na niego palcem wskazującym.- Mamy do pogadania, mój drogi.
Wyprostował się wolno, mrużąc oczy. Obserwował ją bacznie, próbując wyczytać z twarzy cokolwiek. Przechylił głowę na bok, a usta ułożył w delikatny dzióbek.
- "Mamy do pogadania" nigdy nie wróży nic dobrego ani przyjemnego. Co przeskrobałem tym razem, Panno Brook?- zapytał żartobliwie po czym cmoknął cicho.
- Gdzieś Ty w ogóle wybył po matmie? I przed nią. Nigdzie nie mogłam Cię znaleźć, na SMS-a też mi nie odpowiedziałeś. Zniknąłeś bez słowa, jak moje jedzenie z talerza po szkole. Tak się nie robi, kolego.- dźgnęła go w klatkę piersiową, nie będąc w stanie ukryć urażonego tonu głosu.
Uciekł nerwowo wzrokiem w lewą stronę, a linia szczęki odznaczyła się mocniej niż zazwyczaj. Był to tylko ułamek sekundy. Ktoś, kto go nie znał, nawet nie zwróciłby uwagi na ten drobny gest. Jednak tyle wystarczyło, aby Brook zapaliła się czerwona lampka w głowie. Znała ten ruch, wiedziała, co oznaczał w jego wykonaniu.
Ukrywał coś. Ewentualnie chciał skłamać.
A zazwyczaj oba na raz, bo jest to nierozłączna para.
- Chodzimy na inne profile, Kochanie.- puścił jej rękę, stukając zgiętym palcem w czoło.- Tylko niektóre lekcje mamy łączone.
- Dziś wszystkie razem. A skąd to wiem? Bo tydzień temu, tego samego dnia, też tak było. Dwa tygodnie temu też. Trzy tygodnie wstecz także. W zasadzie, od początku roku tak było! Nie rób ze mnie idiotki, dobrze?- uczeń, który przechodził obok nich, spojrzał na szatynkę. Dało się wyczytać z tego przelotnego zerknięcia, że nie uznał jej za miłą osobę.
Odchrząknęła, prostując plecy. "Uspokój się, nie rób z siebie wariatki na oczach szkoły." Chodziło jej po głowie.
- Wszystko w porządku?- Lucas zadał ostrożnie pytanie po chwili ciszy.- Bo jeśli masz "te" dni to ja zrozumiem.- dodał wyrozumiale z naciskiem na "te".
Wyrzuciła ręce w górę, opierając się plecami o ścianę. Trzymała dłonie na kolanach, oddychając głęboko. Nie pomogło to wiele. Od rana była kłębkiem nerwów. Starała się to ukryć przed znajomymi. Nie chciała nikogo obarczać tym, że traci zmysły. Zresztą, kogo by to obchodziło? Na ogół bywa tak, że jeśli problem nie dotyczy osoby, której o nim mówimy, ma to najzwyczajniej gdzieś, chwilowo udając nami zainteresowanie.
Wciąż cała dygotała z nerwów, wpatrując się w swoje buty. Złość napełniła ją całą w jednej sekundzie i nie chciała opuścić. Dodatkowo pojawiła się wściekłość na samą siebie. Nienawidziła uczucia bezradności i paraliżującego strachu. Sprawiało to wrażenie, że nie umie poradzić sobie sama ze sobą, że jest bezbronna na wszelki cios. Te uczucia zamieszkały w jej wnętrzu, odporne na jakiekolwiek próby eksmisji. To jeszcze bardziej sprawiało, że chciała usiąść i się rozpłakać, byle pozbyć się tych odczuć. Ale Brook taka nie była. Nie była nieporadną mazepą, która potrzebuje opieki na każdym kroku. Brook, jaką wszyscy znali i lubili, była zorganizowana i umiała sobie poradzić bez niczyjej pomocy. Brook nie akceptowała siebie w takim wydaniu. Nawet nie zamierzała spróbować tego zrobić.
Chłopak stanął przed nią, kładąc dłonie na barkach. Ścisnął je kilka razy, patrząc prosto w błękitne oczy brunetki. Wiedziała, że chciał ją tym samym uspokoić, ale tylko pogorszył sprawę. Widział, że jest bliska wybuch. Znał ją na tyle dobrze, że wiedział, że nie chciałaby zrobić tego przy ludziach, dlatego obtoczył ją opiekuńczo ramieniem. Skierowali się w stronę dworu.
Gdy dotarli do drzwi, otworzyła je z hukiem, poczerwieniała z nadmiaru negatywnych odczuć. Szli w swoje ulubione miejsce w szkole.
Gigantyczne drzewo, które sięgało prawie do nieba. Rozłożyste gałęzie sięgają aż do ziemi. Kiedy wiosną budziło się do życia, izolowało szatą zieleni to miejsce od reszty, nadając osobistą atmosferę. Tajemniczą, lekko romantyczną, ale przede wszystkim osobistą, wręcz intymną. Teraz, kiedy wszystkie liście z niego spadły, wyglądało niczym żywcem wyjęte z horroru, ale nie straciło nawet grama swojego piękna czy unikalności. Wciąż było piękne tylko na swój sposób.
Przyglądała mu się, przypominając jak pierwszego dnia szkoły przywędrowała tu z przyjacielem. Przedarli się przez zasłonę z brązowo-złoto-rudych liści, podziwiając jaką ochłodę daje to miejsce. Nie dali rady w dwójkę objąć pnia, chociaż bardzo się starali.
Szarość wciąż nie pozwalała przebić się słońcu na niebie, które podniosłoby temperaturę chociaż o kilka stopni. Ukryli się za plątaninom gałęzi, stojąc na przeciwko siebie. W ciągu niespełna minuty, dziewczynie zdążyły posinieć usta z zimna, ale wydawało się, że tego nie zauważa w euforii. Automatycznie naciągnęła sweter na dłonie, pocierając ramiona, by się rozgrzać dodatkowo. Obserwował poczynania przyjaciółki bez wyrazu twarzy. Nic nie mówiąc, ściągnął swoją bluzę. Podszedł do przyjaciółki, chcąc ją okryć, ale ona odepchnęła go od siebie. To było irracjonalne zachowanie, była tego w pełni świadoma, ale duma nie pozwalała jej przyjąć pomocy od Lucasa.
- Wiesz, jakie to było głupie pytanie? Porównywalnie głupie z tym, że zapytałbyś postrzelonego w udo, czemu krwawi.- wysyczała, telepiąc się na boki. Stał wyprostowany, wsłuchując się w jej opowieść- W nocy widziałam postać, która lewitowała. Potem znalazłam kartkę z jakąś poronioną groźbą. W oknie widziałam parę czerwonych oczu, a później znalazłam kuleczkę, co kolory zmieniała. Dobra, ktoś sobie zrobił ze mnie jaja w środku nocy. Pominę fakt, że dziadek zdziczał, jak zobaczył ten "mały podarunek" i kazał się go pozbyć. Nie wspomnę o tym, że ta pieprzona kulka zrobiła mi malinkę na jednym z półdupków. Odkąd wyszłam z domu, czuję, że ktoś mnie obserwuje. Na lekcji...- słowa wypadały z usta z zabójczą szybkością, pozostawiając po sobie jedynie kłębki białego dymu. Zaczęła gestykulować dłońmi w powietrzu, a w usta nabrała powietrza, nie mogąc się wysłowić.- Nawet nie wiem, co to było. Chociaż jakby potrwało trochę dłużej to bym musiała zmienić adresy dostawy kurierem na cmentarz. Ty też ciągle znikasz i kompletnie mi nie wierzysz, chociaż widziałeś to samo, co ja. Poza wyjątkiem nocy i śladu na pośladku. A, no tak, w ciągu niecałych dwunastu godzin chyba popadam w obłęd. Jeśli na moim miejscu byłbyś gotowy na imprezę do rana, to chętnie się zamienię.
Brook wkładała całe swoje umiejętności, aby każde słowo było przesycone jadłem i ironią. Zaróżowione policzki i czubek nosa dodawały jej uroku, ale chłopak nie zdobył się na to, żeby jej to powiedzieć, bo mogłaby wpaść w jeszcze gorszy stan.
- Myślisz, że byłabyś w stanie mi pokazać pośladek? Tę uszkodzoną część.- otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie była pewna, czy się nie przesłyszała, ale wyglądało na to, że nie. Puściła luźno ręce po bokach, pusto patrząc na Lucasa.
- Mówię Ci, że wariuję, a Ty chcesz zobaczyć moją dupę?- na twarzy odmalował mu się autentycznie szczery uśmiech, w którym nie było krzty żartu.
- Tak, wiesz, że wychodzę z założenia, że jeśli nie zobaczę lub nie dotknę, to nie uwierzę. A najlepiej oba jednocześnie.
- Jesteś popieprzony. I w dodatku zboczony. Popieprzony zboczeniec, tak w skrócie.- zdołała z siebie wykrztusić, wciąż w szoku. Wybuchnął śmiechem, a ona dołączyła do niego po krótkiej chwili, opierając się plecami o pień drzewa. Oddychała ciężko, co jakiś czas ponownie załapując atak śmiechu.- Dzi-dziękuję.- wyszeptała, tuląc się do przyjaciela. Nie tylko po to, aby się rozgrzać.
To była jedna z bardzo niewielu osób, przy których nie bała się pokazać, swojej delikatności. Byle nie w nadmiarze, ale on i tak to szanował.
- Nie ma za co, w zamian możesz spełnić moją prośbę.- rzuciła mu pytające spojrzenie, ale uśmiechnął się szeroko, ukazując śnieżnobiałe zęby. Z iskierkami żartu zjechał dłońmi na dolną część pleców, a ona tylko wywróciła oczami, nakładając na siebie jego bluzę. Uniemożliwiła mu dzięki temu jego zamiary.- No trudno, zawsze warto spróbować.- wzruszyła ramionami, a on lustrował ją od góry do dołu, przybierając opiekuńczy wyraz twarzy.- Wracamy zanim padniesz mi tu na hipotermię. Nie chcę siedzieć sam w tej szkole na przerwach dopóki jej nie skończę.- otrząsnął się teatralnie na to wyobrażenie. A może to było z zimna? Nie była w stanie tego dokładnie określić.
- Lucas?- poczuł, jak przyciska się do niego bardziej, chowając głowę za jego torsem.- Nie chcę nic mówić, ale tam ktoś stoi i bezczelnie się nam przygląda.- wyszeptała, jakby malejąc w jego uścisku. Napiął mięśnie, mocniej ją tuląc do siebie.
- Boisz się gapiów ze szkoły? Od dawna chodzą ploty, że jesteśmy razem.- nie wyczuła w tym drwiny, jak było w zamiarze. On też się stresował. Czuła to. A po chwili i zobaczyła na twarzy. Patrzył twardo przed siebie z ustami ułożonymi w surową linię.- Jak wygląda?- szepnął wprost do jej ucha.
Wzięła kilka głębokich wdechów, chcąc uspokoić galopujące serce. Przestała odczuwać ujemną temperaturę panującą dookoła. Jakaś nierozpoznawalna przez nią moc rozgrzewała ją od środka. Przypuszczała, że może to być efekt dzięki adrenalinie. Wychyliła głowę trochę ponad jego ramię, obserwując ukradkiem postać.
- Tym razem to na pewno chłopak. Nie chodzi do nas do szkoły i czuję, że do żadnej innej też nie. Jest wysoki, może trochę nawet wyższy od Ciebie. Ma czarne włosy postawione do góry. Ubrany też jak na pogrzeb, ale to nie jest ten sam, co wcześniej. Jezu- oparła czoło na jego ramieniu, śmiejąc gorzko.- mam dwóch prześladowców. Mogę już otworzyć książkę i ich notować, może jeszcze dołączy ktoś do kolekcji chętnie.
- Jakieś znaki szczególne?- wytężyła wzrok.
- Nie, jest za daleko, żeby dokładnie stwierdzić. Czarny, długi płaszcz, podobny do tego, co miała zjawa na lekcji, ale nic poza tym.
Zaklął pod nosem cicho, ale nie na tyle, żeby nie usłyszała. Wyswobodziła się w momencie, targana przeczuciem. Przyglądała się to przyjacielowi, to sylwetce nieznajomemu. Założyła dłonie na piersi, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
- Idę do niego.- podjęła decyzję po namyśle. Mówiła wolno, aby sprawdzić jego reakcję.
- Nie, to nie jest dobry pomysł, Brook.- odparł nieprzekonany. Nie patrzył na nią tylko w bok. Zirytowało ją to do tego stopnia, że nie czekała dłużej tylko ruszyła w stronę tajemniczego chłopaka. Lucas wyprzedził ją, zatrzymując w miejscu.
- Wyluzuj, co może zrobić mi na terenie szkoły, gdzie są świadkowie? Podejdę, zapytam kim jest i wrócę.
- Chyba nie myślisz, że puściłbym Cię sam do tego gościa.- ostatnie dwa słowa wypluł z ust, jakby miały obleśny posmak.- To po pierwsze. Po drugie...- weszła mu w słowo.
- Po drugie możesz iść ze mną, czego Ci nie zabroniłam, chyba że mnie pamięć zwodzi. Chcę wiedzieć, co się dzieję. Możesz mi mówić, ile chcesz, że wszystko w porządku, że wyolbrzymiam albo insynuuję, ale nie zrobisz ze mnie idiotki, Lucas. Doskonale wiem, że coś jest nie tak. Nie mówisz tego wprost, ale czuję i widzę to. Nie wiem, co to może być. Nie wiem też, czy grozi to tylko mnie, czy dziadkowi też i właśnie to dobija mnie najbardziej. Jeśli ten gostek wie w najmniejszym stopniu, co jest grane, nie widzę przeciwwskazań, żeby się tego dowiedzieć od niego. Przynajmniej spróbować.
Na jego twarzy malowało się takie zdziwienie, jak rzadko kiedy. Sama była pod wrażeniem stanowczości swojego głosu. Nie miała pojęcia, skąd w niej taki jego pokład, bo nie czuła się pewna swoich słów. Właściwie nie wiedziała do końca, co miałaby powiedzieć temu chłopakowi. Ciągnęło ją do niego. Tylko tego teraz była pewna. Nie chciała mówić tego przyjacielowi, ale on miał w sobie coś. Tajemniczość i arogancja, wydawały się tworzyć niesamowitą mieszankę, którą czuła nawet oddalona od niego o kilkanaście metrów. Emanował  nią tak mocno, że wydawało się, iż przyciągnąć swoją siłą może wszystko, co tylko oddycha.
Im bliżej niego była, tym przyciąganie stawało się silniejsze. Odczuwała je w każdej partii ciała, począwszy od cebulek włosów, poprzez całe ciało aż do palców u stóp. Najpierw delikatnie mrowienie, ale przerodziło się ono w pieczenie. Ruch powiekami, każdy oddech, niewypowiedziane słowa. Nie cofnęła się jednak, bo ból nieznośnie przyjemny. Zaskakująco kojący i miły dla skóry. Jakby szła w kierunku słońca.
Była blisko. Z tej odległości mogła dostrzec kolor jego. Czarny jak smoła. Jakby ktoś zrobił mu psikusa i zamiast gałek ocznych wsadził na ich miejsce dwa kawałki węgla wydobytego prosto z kopalni. To było hipnotyzujące. Potwornie przyciągające do chłopaka, z czego zdawał sobie sprawę. Z łatwością można było to wyczytać z jego drapieżnego uśmiechu.
Właśnie to podziałało na nią jak kubeł zimnej wody zaraz po przebudzeniu. Błyskawicznie stanęła w miejscu, tracąc chęci na jakąkolwiek formę kontaktu z przybyszem. Jakby przecięła niewidzialną nić, która umiejętnie pociągał, aby przyszła do niego. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła biec. Nie słyszała też, żeby Lucas ją wołał albo zatrzymywał. Spojrzała za siebie, ale był kilka metrów za nią. Opierał się, mocno uderzając pięścią w powietrze. Krzyczał ciągle, ale nie słyszała go. Przełknęła głośno ślinę. Poczuła się jak w klasie. Wydawało jej się wtedy, że między nią a resztą pojawiła się przezroczysta kurtyna, za którą odgrywał się jej własny, mały dramat, nie przeznaczony do oglądania przez widzów. Teraz było identycznie.
Uśmiechnęła się, chcąc pokazać Lucasowie, że sobie poradzi, ale oboje wiedzieli, że to niemożliwe. Jeśli nieznany będzie chciał ją skrzywdzić, może mu się to udać bez większych problemów. Ale wiedziała, że nie podda się bez walki. Odwróciła głowę wolno w jego stronę, ustawiając ciało bokiem. Zacisnęła dłonie. Ściskała je tak mocno, że bała się o swoją skórę, którą mogła przebić w każdej chwili. Uśmiechał się wciąż. Było coś w jego uśmiechu, coś niepokojącego. Strasznego, a nawet i drapieżnego. Przeszywającego do samych kości. Od samego rozbolał ją brzuch.
- Piękna z Ciebie dama wyrosła.- przechylił głowę w bok, a ona krzyknęła.
On nie powiedział tego na głos. Nie poruszył nawet ustami. Komunikował się z nią w myślach. Zatkała uszy dłońmi, jakby to mogło jej coś pomóc. Było to tak dziecinny ruch, że chłopak roześmiał się. Tym razem na głos, a nie tylko w jej głowie. Miał piękny, perlisty śmiech. A głos, który wciąż pobrzmiewał w jej podświadomości, był męski i kojący. Gdyby nie to, że panicznie się go bała, mogłaby słuchać audiobook'ów z nim w roli głównej godzinami.
- Kim jesteś? I co się dzieję?- miała nadzieję, że brzmi mniej żałośnie niż jej się wydawało. Zamilkł przechylając głowę w bok.
- Właściwe pytanie brzmi: Czy Ty wiesz, kim jesteś?
Prychnęła zanim pomyślała, żeby się powstrzymać. Zdziwił się. Tylko przez chwilę, ale zaliczyła to do swoich małych sukcesów. Pamiętała, że słyszała, że jedna trzecia sukcesu to zaskoczenie. Reszta to taktyka i spryt, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że ominie Cię mordobicie.
Zastanawiała się przez chwilę, jakiej odpowiedzi oczekuje. Nie chciała mu sprawiać przyjemności spełnieniem jego oczekiwań. Natura kazała jej zagrać na jego nerwach.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Jesteś zadziorna.- wyprostowała plecy, nie pokazując mu, że cieszy ją ten fakt. Przechylił głowę na bok.- Wkrótce może się to dla Ciebie okazać tragiczne w skutkach.
Wiedziała, że nie powinna ciągnąć tej rozmowy. Chciała być cicho, nie dać się sprowokować. Ale ciekawość zwyciężyła.
- Dlaczego?- uśmiech z jego strony.  Cieszył go taki obrót spraw. Miał zamiar rozpalić w niej płomyk zaciekawienia. I udało mu się to zrealizować.
Zrobił, niby od niechcenia, krok w jej kierunku. Patrzył prosto w błękitne oczy. Nie odwróciła wzroku, nie chcąc być tą słabszą.
- Niedługo wszystko się zmieni. Wszystko, co znasz, co kochasz, co uważasz za stałe. Wszystko. Poznasz wiele nowego, niezwykłego, niesamowitego. Pamiętaj, że to będzie złudne. Cisza przed burza. Przed gradobiciem. Dam Ci dobrą radę, piękna niewiasto, i jeśli jesteś mądra, skorzystasz z niej. A wierzę, że taka jesteś. Nie ufaj nikomu i niczemu, nawet sobie, kiedy nadejdzie czas. Kieruj się tą zasadą, a wyjdziesz cało z tego wszystkiego, a może i uratujesz ludzi, na których Ci zależy. Albo i nie. Zależy to tylko od Ciebie. A teraz, żegnaj.
Tego było za dużo i jednocześnie zbyt mało, aby odpowiedzieć na męczące ją pytania. Nie zamierzał powiedzieć nic więcej. Nie była pewna, czy czekał na jej reakcję. Po prostu wzniósł ręce ku górze, a głowę odchylił do tyłu. W jednym ułamku sekundy stał przed nią nastolatek w jej wieku, a w drugiej płonął. Wybuchł przed nią tabun złoto-czerwono-pomarańczowego powietrza z drobinkami trawy. Dosłownie wszystko zaczęło ją parzyć, jakby to ona znalazła się w płomieniach, które lizały jej skórę milimetr po milimetrze. Odskoczyła do tyłu, ale nic to nie pomogło. Pieczenie jakby przedostało się do jej żył, wprowadzając krwawe spustoszenie.
Słone strumienie ciekły z jej oczu. Nie wiedziała, co może złagodzić ból. Upadła na trawnik, w amoku ściągając z siebie bluzę przyjaciela. Nic to nie dało. Zaczęła się drapać, jakby chciała pomóc wydostać się płomieniowi z ciała. Czerwone ślady pojawiały się na skórze, kiedy tylko paznokcie po niej przejechały. Oczami wyobraźni już widziała, jak przez otwarte rany wycieka to, co ją krzywdzi, zostawiając tylko ukojenie.
- Uspokój się, Brook. To iluzja, kochanie, tylko iluzja. Błagam, przestań.- szybko przesunął kosmyk włosów z oczu, ale nie słuchała. Wciąż drapała oddychając szybko i ciężko. Złapał ją za nadgarstki jedną dłonią, a drugą uniósł podbródek. Napotkał czerwone, spuchnięte oczy, które wołały o ratunek. Jęknął, jakby to on odczuwał, a nie Brook.- Już dobrze, jestem przy Tobie. Będzie dobrze, obiecuję. Jesteś bezpieczna. Nic się nie dzieje. Już spokojnie, csi...- szeptał gorączkowo, tuląc ją do siebie.
Wybuchnęła ponownie płaczem, nie mając już siły się powstrzymywać. Uczucie palenia żywcem minęło, ale ona jeszcze długo potem tuliła się do Lucasa, wdzięczna za to, że przyszedł. Nie miała ochoty wstać ani zrobić czegokolwiek innego. Potrzebowała siedzieć z nosem w zagłębieniu między szyją, a obojczykiem chłopaka. Nic więcej nie chciała prócz wdychania zapachu mięty i cytrusów. Zapachu, który od zawsze działał na nią uspokajająco i kojarzył się z domem.
---------------------------------------------
Heeeejoski ;)
Brawa dla tych, którzy wytrwale czekali na tę część :)
Przysięgam, na Waszym miejscu już bym miała to głęboko w... nosie xd
W każdym razie, no uprzedzałam, że części będą się pojawiać rzadko,
ale przyznam szczerze, że sama nie sądziłam, że aż tak :/
Tak więc, jestem niespodzianką dla samej siebie xd
No, niedługo jeszcze i wrócimy do jakiejś systematyki ;)
Ale, jak mówię, to dopiero za kilka miesięcy, chociaż już bliżej niż dalej ;)
No u mnie dużo się dzieję, nie umiem tego opisać,
bo czuję, że wyszłoby z tego drugie opowiadanie xd
Są i plusy, i minusy, jak w każdej sytuacji :)
Hm, zachęcam do pisania do mnie, bo nie gryzę, nie biję, nie krzyczę,
a czasem pomagam, jeśli się tylko ktoś zwróci z taką prośbą ^^
Co by tu jeszcze dodać?
Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to cześć kolejna byłaby w kwietniu,
bliżej końca albo połowy, ale to jeszcze niewiadomo nic, a zapeszać nie chcę! :)
Pisać co tam u Was, jak się trzymacie, jakie plamy, jakie wydarzenia, jakie nowości ;)
Poczytam, bo chora jestem, także do końca tygodnia leżę w łóżku i nic nie robię,
bo jest dla mnie niesamowitą udręką :/
!U-W-A-G-A!
Jestem molem książkowym, a kto ma mnie na snapie, ten wie o tym xd
Mam do sprzedania książki, dokładnie trylogię:
"POCAŁUNEK ŁOWCY"  Marjorie M. Liu
Jeśli ktoś chętny, to napisać :)
Tak więc życzę udanej nocy albo dnia,
zależy kto, kiedy czyta ;)
Pozdrawiam!//
Lucy15

Lucy15

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 4350 słów i 23451 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Fajne i wciągające. Warto było czekać :P

  • Lucy15

    @AlexAthame Dziękuję! :)