Jezioro tajemnic cz 7

— Weź sobie jedzenia na kilka dni, nie będziemy wracać przez tydzień.
— A...?
— Nie kłopocz się, Mark ją wzmacnia.
— Pójdę do niej.
— Dobrze, zaraz się obudzi.
Poszedłem do Cassi. Kiedy wszedłem, otworzyła oczy.  
— Jak się czuję Sandra?
— Lepiej. Prosiła, żebym z nią popłynął na wysepkę. Mówi, że tam się lepiej czuje.
— Czemu nam się to przydarzyło, kochanie. Może powinniśmy się modlić.
— Sam to jej powiedziałem, ale ona mówi, że to Bóg tak chce.
— Wierzysz jej?
— Całkowicie.
— To dobrze. Kocham cię i będę tęsknić. Mark ze mną zostanie.
— Nie wiem, jak ona to wie, ale mówi, że tylko on cię może wzmocnić.
— To proste, ona potrzebuje ciebie. Więc tylko Mark mi może pomóc.
— Jemu też jest bardzo przykro, nie masz pojęcia jak on jest za nią.
— Cassio czy wiesz gdzie byłaś zanim się urodziłaś.
— W raju dusz.
— Och, jak to wiesz?
— Tak czuję.
— Ona mówi, że jeśli to pojmę, to wystarczy.
— Pewnie tak jest. Ona ma piętnaście lat, ale jest bardzo rozsądna i mądra.
— Będę miał włączoną komórkę. Jeśli będziesz mnie potrzebować, zadzwoń.
— Czy sądzisz, że szczęście do nas wróci?
— Chcesz do niej iść? Może tobie coś powie.
— Dobrze, pójdę. Ale nie będę naciskać
Poszliśmy do Jagódki. Siedziała na łóżku.  
— Jak się czujesz, kochanie?
— Dobrze.
— Pytałam taty, czy szczęście do nas wróci, a on powiedział, żebym się ciebie zapytała.
— Przeczytaj księgę Hioba.
— Dobrze, czy moge ci coś pomóc?
— Kochaj mnie, i ufaj...
Cassia przytuliła Sandrę i zaczęła płakać.
— Powiedz mi córeczko, proszę.
— Nie mogę. Jeślibym ci powiedziała, to by mnie zabiło, wierzysz mi?
— Dobrze, powiesz mi kiedy będziesz mogła.
— To się stanie za dwa tygodnie, ale może się stać za tydzień, to zależy od taty.
— Mówiłaś, że za dwa tygodnie?
— Wolałbyś dwa?
— Wolałbym dziś.
— Jeżeli nie zwątpisz w siebie i we mnie, to się stanie za tydzień, ale nie wcześniej.
Zacząłem szykować jedzenie i picie. Sądziłem, że może zacznie pić i jeść. Za pół godziny byłem gotowy do wypłynięcia.  
Kiedy płynąłem widziłem Cassie wspartą na ramieniu syna. Sandra zasnęła.
Płynąłem ponad pół godziny. Wyjąłem ją z łodzi i zaniosłem do domu. Zastanawiałem się, czy taka sytuacja się komuś już przydarzyła. Wróciłem do łódki po rzeczy i jedzenie. Wziąłem kilka bananów, chleb z rodzynkami i dwie butelki picia. Potem włączyłem generator. Wróciłem do chatki. Położyłem się koło Sandry i zasnąłem.  
Otworzyłem oczy. Łóżko było puste. Zerwałem się i wybiegłem na dwór. Moja Jagódka siedziała nad wodą i patrzyła w kierunku wody. Do wieczora siedzieliśmy nad brzegiem. Ona miała wspartą głowe na moim ramieniu.  
— Troszkę chłodno — szepnęła.
— Chcesz iść do domu, czy zapalić ogień.
Mam nadzieję, że wszyscy, którzy czytają wiedza co się dzieje. Proszę o wyrozumiałość. Poprzednio wystawiłem to opowiadanie i napadnięto na mnie i posądzono o Bóg wie co. Wszystko się wyjaśni na końcu. (Alex)

— Lubiłam siedzieć przy ogniu z Kentem  — szepnęła.
Nie doszło do mnie co powiedziała i nie dlatego, że nie słuchałem. Nie mogłem tego usłyszeć.
Rozpaliłem ogień. Zobaczyłem, że oni też rozpalili ogień. Czułem, jakby nasze ciała były połączone. Całej czwórki.  
Ogień zgasł po jedenastej. To dziwne, ale nie czułem głodu.  
— Nie bedziesz nic jadła?
— Nie, ale ty pewnie jesteś głodny.
— Nie tak bardzo, ale jak wytrzymasz bez picia?
— Wiesz, że zakochani żyją miłością.
— To miłe co mówisz, ale jesteś moja córką.
— Nie myślałam o sobie, tylko o tobie i Cassi. Dlatego nie jesteś głodny.
— Och, córeczko!
Czułem, że łzy kręcą mi się w oczach.
— Pójdę się umyć — szepnęła.
Byłem prawie pewny, że chciała mi coś powiedzieć.
Wyszła z łazienki po dziesięciu minutach. Miała na sobie żółty szlafroczek.
— Ja też się pójdę umyć.
— Dobrze, poczekam na ciebie w salonie.
Myłem się szybko. Miałem jedną pustkę w głowie.  
Wytarłem się i ubrałem w spodnie od piżamy i koszulkę.  
— Chciałabym posłuchać mojej muzyki, koi mnie.
— Możemy posuchać razem?
— Tak, przynieś jakiś koc, trochę chłodno.  
Wróciłem z wełnianym kocem. Siedziała z zamkniętymi oczami. Okryłem ją i usiadłem obok. Ona spojrzała na mnie i zdjęła koc. Przytuliła się do mnie i wtuliła w moje ramiona. Okryłem nas kocem.
— Śpisz, kochanie?
— Nie, słucham.
— Kiedy powiedziałaś, że idziesz się umyć, chciałaś coś powiedzieć, prawda?.
Natychmiast się ożywiła. Usiadła mi na kolanach i patrzyła mi prosto w oczy. Dostrzegłem w nich radość. Dawno nie widziałem tego w jej oczach. A właściwie nigdy nie patrzyła tak na mnie.
— Wiesz czym się charakteryzują zakochani?
— Że się kochają?
— Nie, że się rozumieją bez słów.
— Och, racja.
— Wiesz co chciałam powiedzieć.
To nie było pytanie, wiedziałem. Jeszcze wczoraj byłoby to nie możliwe.
— Powiedz.
— Chciałaś powiedzieć, ,,kochanie”.
— Tak, to prawda. Zapytam cię coś i wiem, że powiesz mi prawdę. Wczoraj kiedy mnie pocałowałeś, co czułeś?
— W pierwszej chwili chciałem odrwać usta, bo sądziem, że to będzie okropne.
— Tak i co dalej.
— Jej oczy dalej się paliły podobnie.
— To było rozkoszne, nawet z Cassią nie było mi tak miło.
— Czułam to. Ty mnie kochasz jak ja ciebie, tylko o tym nie wiesz.
Jeszcze wczoraj bym jej powiedział, że to niedorzeczne, ale zacząłem czuć coś dziwnego. Wiedziałem, że kocham Cassię i nic na świecie nie mogło tego zmienić. Ale czułem, że w sercu zakwita mały kwiat. Tylko to nie było moje serce. Bo moje serce wypełniał tylko mój Kłosek. Czy to możliwe, żeby ktoś inny we mnie mieszkał?
— Jagódko, czy to możliwe, że w człowieku może mieszkć jeszcze ktoś?
Zawsze sądziłem, że moja córka ma duże oczy. Ale to co zobaczyłem!
Nigdy nie widziałem, takich wielkich oczu. Po chwili jej pomień zgasł i smutek okrył buzię.
— Wczoraj umarł Kent, a dzisiaj zamieszkał w twoim sercu.
Wiedziałem co robi, ale nie chciałem jej hamować. Przytuliła swoje usta do moich. Tym razem wcale się nie bałem, nie miałem żadnych myśli, jakby ktoś inny wypełniał całe moje wnętrze.
— Chodź tatku spać.
Popatrzyła nieco inaczej
― Nie mogę się dzisiaj z tobą kochać, Kent.
Nie odebrakłem tego jak trzęsienia ziemi, albo wybuchu wulkanu. Z całą pewnością to nie byłem ja.  
— Gdzie chcesz spać?
— W moim pokoju.
—  Ja będę spać u siebie
Zobaczyłem strach w jej oczach.  
— Tatku śpij ze mną, on może wrócić, on nie wie. Boję się!
— Będziemy spać w sensie, spać?
— Tak.
Położyłem się, a ona zwinęła się w kłębek.  
— Czy chodzi ci o Kenta?
— Tak. Ale jak będziesz blisko, on nie przyjdzie.
— Śpijmy już, jutro będzie ciężki dzień.  
Chciałem jeszcze coś zapytać, ale już zasnęła.
                                                *
                                           Sandra
Podtrzymywałam go na duchu, ale sama miałam słabą wiarę. Spałam dobrze, lepiej niż poprzedniej nocu, chociaż i wówczas przy Marku, czułam się bezpieczna. Najpierw czułam się dobrze z Kentem i on wydawał się też być zadowolony. Ale od chwili kiedy go utopiłam, trochę się zmienił. Wydawał się być zły, a przecież sam chciał, żebym go tam posłała. Kasandra nie sprawiała mi kłopotów. O to, że chciała całować Kenta nie miałam pretensji. Że chciała mu pokazać, że jest dalej piękna, też zrozumiałam. Uwierzyłam jej, że zamiast picia wystarczą mi usta Kenta, raz na dzień. Faktycznie nie byłam głodna. Zaczęłam się trochę gubić w tym co się działo. Powiedział mi, że już nie musi czekać, że może zamieszkać w ciele Rogera. A potem zaczął się złościć, że go utopiam. Robiłam to dla nich. Kochałam mojego tatę i wiedziałam, że on mnie kocha. Tak jak ojciec córkę. Roger kochał Cassię i ona jego. Oddałabym życie, by bronić tej miłości. Kiedy go znowu pocałowałam, byłam tylko Kasandrą. A może tylko nią jestem? Ale przeciaż pamiętam, jak Cassia mnie karmiła. Pamiętam jak rosłam. Pamiętam jak kupiła mi Kenta. Tak, to prawda, dopiero potem mi to powiedział. Ale ja go wówczas widziałam. Podbiegłam do półki z zabawkami i bardzo go chciałam mieć blisko. Wówczas go zobaczyłam pierwszy raz. Chyba rozumiesz, że nie chodzi mi o pluszowego misia.  
     Przyszedł następny dzień. Czułam cierpienie mamy, ale wiedziałam, że Mark, otacza ją miłością. Przecież ją kochał. A ona dostawała to jako miłość męża. Dlatego w tym czasie był balsamem na jej krwawiące serce. Miał w tym czasie też miłość dziecka. Bo przecież tej miłości jej brakowało więcej niż miłości męża. Czy było coś między nimi w tym czasie? Nie, tam była tylko miłość w czystej duchowej formie. Niektórzy sądzą, że pragnienie fizyczne jest nieczyste. Ale to nie jest prawdą. Zawsze powinna być tam miłość. Ta duchowa, jako podstawa. Sam kontakt erotyczny bez uczucia jest pozbawiny sensu, ale i to ma gdzieś wytłumaczenie i nawet zwykły fizyczny akt ma głębsze podstawy. Oczywiście mam na myśli sytuację kiedy dwoje ludzi tego pragnie. Wiem, że znowu zrobię ci bałagan w zrozumieniu. Będziesz sądził lub sądziła, że mówię raz tak, a drugi raz inaczej. Tak, tam była tylko czysta miłość w duchowej formie. Wówczas wiedzieli kim są naprawdę. Ja to wiedziałam cały czas, a później on to również pojął. I to on ci powie na końcu kim była Cassia i Mark, naprawdę. Zdaję sobie sprawę, że teraz zrobię ci totalny bałagan w informacjach. Cała nasza czwórka, szóstka i w końcu ósemka była czysta. Zarówno w czynach i myślach. Jak mogłoby być inaczej!  
Zaraz potem oboje zapominali kim są i wtedy Mark znowu umacniał jej zranione serce miłością dziecka. Również tylko w duchowej formie.
     Obudziłam się pierwsza. Patrzyłam jak śpi. Myślałam i czułam, jak bardzo mnie kocha, skoro robi to dla mnie. Oczywiście wówczas patrzyłam i myślałam jako Jagódka, jego córka. Było to w umowie między mną i Kasandrą, że w tym czasie, chociaż na chwilę muszę pamiętać kim jestem teraz. Ale trwało to dosłownie chwilkę i znowu stałam się Kasandrą. W nocy było mi gorąco, więc zdjęłam żółty szlafroczek i spałam nago. Ten żółty kupiłam sama. Już wiesz dlaczego.  
Kiedy patrzyłam na niego i myślałam jako Sandra, zakryłam swoje ciało. Ale kiedy znowu stałam się Kasandrą, gorące pragnienie połączenia owładnęło moim ciałem. Odkryłam się i leżałam na boku. Patrzyłam na mojego męża i kochanka. I w tym momencie zrozumiałam Kenta, dlaczego tak postępuje. On się po prostu bał. Wcześniej przebywał w pluszowym misiu, teraz zajmował ciało mężczyzny, który kochał inną kobietę. A jeśliby nie pokochał mnie i nie dowiedział się kim jest, bo miłość do tamtej kobiety by mu na to nie pozwoliła, nie tylko ja bym umarła, ale i on, Kent. Jak bardzo trzeba być ostrożnym, kiedy ma się moc. Albo dokładniej, możliwość korzystania z niej. Poprosił mnie o coś i ja miałam chwilkę aby podjąć decyzję. Położyłam się na brzuch. Często tak się budziłam, kiedy mieszkaliśmy tu na wyspie wiele lat temu. A on lubił patrzeć na moje ciało, kiedy promienie jutrzenki były jedynym moim okryciem. Wachałam się, bo czułam, że się budzi. A nie dane było mi wiedzieć, czy obudzi się jako Roger czy Kent. Dlatego zgodziłam się być nago pod warunkiem, że będę widoczna z tyłu. I dobrze, że tak uczyniłam. Bo obudził się jako Roger. I to nie Roger - ojciec, ale Roger - Rogalik. A obok siebie zobaczył nie Jagódkę, tylko swój ukochany Kłosek.

434 czyt.
100%22
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 2209 słów i 11909 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 23 lip 2018

    Wciąż tajemniczo, ale czytam dalej, może się wyjaśni.

  • Somebody

    Somebody · 1 lip 2017

    Przeczytałam 6 i 7 już hurtem. Chyba zaczynam rozumieć, ale ciii...