Jezioro tajemnic cz 5

Nie wiem czy to muzyka czy moje myśli doprowadziły mnie do stanu pół snu.
— Wracamy tatku, jest za piętnaście piąta. A ty nie masz siły, by wiosłować szybko.
Pomogła mi wypchnąć łódkę.  
Do tej chwili nie zwróciłem uwagi na to, że to ja czułem się zdruzgotany. W logicznym dla mnie odczuciu, Sandra oświadczyła mi, że umrze.  
Mogłem umrzec i nic bym nie wiedział co będzie dalej. Ale wiedziałem, że nie mogę. W moim umyśle to było niemożliwe. Wiedziałem również ponad wszelką wątpliwość, że nie mogę jej pokochać. Ale znowu, gdzieś w głębi czułem, że jest jeszcze coś. Czy trzymałem się jedynej nadziei, którą były jej słowa, ze wszystko będzie dobrze?
— Nie możesz nikomu nic powiedzieć. Ani Cassi ani Markowi, nikomu. Jeśli to powiesz, umrę.
Wiedziałem, że to nie szantaż. Ale dlaczego? Dlaczego!!!
Dopłynęliśmy parę minut po piątej.
Serce matki wiedziało, że coś się stało. Stała na brzegu. Mark stał w drzwiach domu.
— Co się stało, Roger?
— Nie mogę powiedzieć — wyszeptałem tylko.
— Jagódko, ty powiesz?
— Powiem ci za dwa tygodnie, nie mogę teraz. Może, wcześniej. Albo tata ci powie...
— Dlaczego nie teraz?
— Nie chcesz tego usłyszeć, wystarczy, że ja....
Upadła na ziemię.
— Roger, co się stało?
— Wierzysz mi, że gdybym mógł, powiedziałbym?
— Wierzę. Nie będę pytać.
Zaniosłem Sandrę do salonu. Dochodziła do siebie.
— Przykro mi tatku. Kocham cię.
— Wiem maleńka, wszystko będzie dobrze.
— Nie spiesz się, to przyjdzie.
Znowu zemdlała.
— Roger, dzwonię po ambulans.
— Nie rób tego. Tu nikt nie może przyjechać, ani ona nie może opuścić tego miejsca.
— Powiedz, ja czuję. Ale powiedz.
— Inaczej ona umrze. Umrze.

Tego wieczoru nie mogłem zasnąć. W końcu jednak zmęczenie i całkowita bezradność zwyciężyła. Ostatnie odczucie jakie odczułem to bół. Ból w sercu. Czułem się bardzo nieszczęśliwy. Do wieczora Sandra traciła przytomność jeszcze kilkakrotnie.
— Jutro będzie lepiej, a pojutrze jeszcze lepiej. Nie będę tracić przytomności — szepnęła.
— Znaczy, że się poprawia?
— Nie, tatku. Nic się nie zmieniło.
Poszedłem do sypialni.  
— Czy mogę coś pomóc? — zapytała Cassia.
Czułem jej rozpacz.
— Nie, Kłosku. Nie możesz. Tylko ja mogę, ale nie wiem jak.
Płakałem. Zasnąłem bardzo nieszczęśliwy.
                                                  *
                                             Sandra
Informacje. Świat buduje coraz większe i szybsze computery. Ludzie mają tendencje do wywyższania siebie. Są dumni ze swoich osiągnięć. Pyszni. Tylko ten, kto jest prawdziwie obudzony wie, że to wszystko jest zamkami na piasku i chmurami przeganianymi przez wiatr.  
Na szczęście nie wszyscy tak myślą i nie są tak dumni z osiągnięć techniki. Te pojedyńcze jednostki wiedzą, że prawdziwa wiedza jest w środku.
Drugą, bardzo istotną sprawą jest pamięć. I znowu naukowcy szczycą się coraz większymi zasobami pamięci, jakie posiadają nowoczesne komputery.
A co możemy powiedzieć o ludzkiej pamięci? Wiadomo, że niektórzy ludzie maja fenomenalna pamięć. Znane są przypadki, że pojedyńczy ludzie pamiętają kolejność kart w tali 52 kart do gry. Normalny człowiek potrafi zapamiętać siedem do ośmiu numerów w kolejności i pięć do sześciu w kierunku odwrotnym.  
Jednym z nieodgadnionych pytań jest kwestia co pamięta niemowlę i o czym myśli. Jak daleko pamiętamy? I czy kiedyś dowiemy się o czym myśli dziecko w łonie.
Sądziłam, że to co ja przeżywam, przeżywaja wszyscy. Miałam szczęśliwe dzieciństwo i sądziam, że wszystkie dzieci takie mają. To nie przyszło od razu, ale dopiero kiedy skończyłam jedenaście lat. Zaczęłam przypominać sobie różne części. A z biegiem czasu te cząstki stały się całością. Kiedy zaczęłam rozumieć na swój sposób otaczający mnie świat, miałam już pewność, co do niektórych prawd lub ocen. Zaczęłam dostrzegać jak bardzo dobrze trafiłam. Później to wytłumaczę, te ciekawe słowo, , trafiłam”. Miałam pewność, że otrzymałam największy dar jakie może otrzymać dziecko. Dobrą, kochającą matkę. Dopiero kiedy trochę podrosłam zobaczyłam, że mam również kochanego i dobrego ojca. Wkrótce doszło jeszcze coś, co wypełniło resztę. Miałam wspaniałego brata. Jeszcze nie zauważyłam, że jestem inna. A kiedy to dostrzegłam, wiedziałam że nie mogę podzielić się z pewnymi sekretami, myślami i wizjami z nikim. Ani z mamą, ani z tatą, ani z bratem. Nie znaczy to, że nie mogłam się dzielić niczym. Musiałam obserwować, słuchać i wyciągać wnioski. Co mogę powiedzieć, a czego nie. Te wszystkie skrawki pewnych zdarzeń nie przychodziły chronologicznie. O ile pamiętam, pierwsze przypomnienie dotyczyło mleka. Mleka z piersi mojej mamy. Cassia była dla mnie piękna. Ale nie ma w tym nic dziwnego. Każde normalne dziecko, uważa swoja matkę za piękną. I oczywiście niewinne dziecko, jest bliższe w definicji piękna niż ktokolwiek inny. Ono czuje wnętrze, nie ocenia zewnętrznych walorów ciała. Ale Cassia miała oba atrybuty. Miała piękną duszę i piękne ciało. Jeśli chodzi o piersi i mleko, karmiła Marka do trzeciego roku życia, a potem mnie do połowy czwartego. Mimo tego jej piersi pozostały jędrne i piękne. Kiedy skończyłam czternaście lat, moja mama miała około 35 lat, a wyglądała na dziesięć lat mniej.  
Ale wrócę do mleka. Nie moge powiedzieć dokładnie ile miałam miesięcy, ale pamietałam, że jeszcze nie chodziłam. Potem zaczęłam sobie przypominać jeszcze wcześniejsze karmienia. To było cudowne uczucie. Słyszałam jej serce, czułm miękie kule i niejsce z którego sączył się biały, ciepły napój. I nagle przypomniałam sobie coś czego nie powinnam pamiętać. Pamiętałam siebie w ciepłym oceanie. A jedynym dźwiekiem było rytmiczne bicie serca. Serca Cassi. Miałam wówczas siedem lat, kiedy sobie to przypomniałam. Tak nie popełniłam pomyłki. Zasadniczo zaczęłam sobie wszystko przypominać kiedy miałam jedenascie lat, ale dopiro później przypominałam sobie wczesniejsze przypomnienia. I od tego czasu moja podróż w czasie zaczęła sięgać coraz głębiej. Nie mogę przysiądz, że to nie był sen. Ponieważ leżałam w łóżku i powieki ciążyły. I to przyszło w takiej kolejności. Najpierw bardzo realne odczucie piersi Cassi. Były duże, miękie i ciepłe. Ale nie tak ciepłe jak mleko, które ssałam. Wiem, że nigdy później nie miałam w ustach niczego tak smacznego jak ten biały płyn. Zaraz po tym niezwykle realistycznym odczuciu, przyszło inne. Ocean. Ja byłam tym oceanem, ale również jego częścią. Po chwili uświadomiłam sobie, że jest nas miliony, miliardy. Każda kropla tego niezwykłego oceanu była odrębna, a jednocześnie tworzyła całość. Znałam wszystkich. I wszyscy znali mnie. Wiedza pojedyńczej kropelki była całkowita. Rozkosz, wiedza, miłość. Jedno odczucie w milionach form. Potem zobaczyłam pole kwiatów. I znowu byłam polem i pojedyńczym kwiatem. Wiedziałam, że każdy jest odrębny i jednocześnie tworzy całość. Wszyscy wiedzieliśmy, że jesteśmy oceanem, ogrodem, płatkami śniegu. Gwiazdami i całym kosmosem. Tym wszechświatem widzialnym i niewidzialnym. Dopiero za małą chwilkę, jeśli można powiedzieć tak o miejscu gdzie nie płynie czas i nie ma ograniczenia przestrzeni i wymiarów, znalazłam się w ciepłym oceanie i słyszałam bijące serce Cassi.  
    Zapragnęłam wiedzieć. I już wiedziałam, czemu jestem inna. Kiedy byłam w tym pierwszym oceanie i ogrodzie, nie byłam dziewczynką, ale też nie byłam chłopcem.
Jeżeli chodzi o płeć, dzieci dowiadują się kim są w różnym czasie i w różny sposób. Kiedy się rodzisz dziewczynką, sądzisz że wszyscy są dziewczynkami. Poza tym kiedy się jest małym, są mali jak ty trochę więksi i olbrzymi. Oczywiście jeśli masz szczęście, poznajesz dwóch olbrzymów. Jeden to ten z którego piło się ten boski biały płyn, a drugi olbrzym jest inny. Dopiero później zrozumiałam, że olbrzymi różnią się nieco. Im bardziej rodzice się kochają i kochają ciebie, tym później zauważasz różnice pomiędzy nimi.  
Ale teraz wróce do pragnienia wiedzy. Widziałam dzieci. Wiedziałam wówczas nadal wszystko, ale to jakby delikatnie się rozpływało. Jak mgła. Widziałam chopców i dziewczynki. I wszyscy mieli podobne szaty. Właśnie! Nikt nie był nagi. I nawet gdyby był, nikomu by to nie przeszkadzało. Ten ogród był innym ogrodem. W tamtym nie byliśmy ani chłopcami ani dziewczynkami.** Wiem to na pewno, ponieważ miałam świadomść, że inni to również wiedzą. I tu zobaczyłam pierwszy raz Cassię. Tylko, że miała czarne włosy i brązowe oczy. I ona całowała każde dziecko w usta. I wówczas wiedziałam, że ten chopiec lub dziewczynka wszystko zapomina. Potem to dziecko odchodziło do pięknego ogrodu. Muszę coś dodać. Ogród był czymś inny niż ocean. I zarówno ten pierwszy jak i drugi. To prawda, że dziecko w łonie nie ma na początku płci. Ale oczywiście jest to już dawno przesądzone. Po pocałunku Cassi dziecko trafiało do drugiego oceanu. Oczywiści nie natychmiast. Ale jak już wspomniałam, nadal czas tu nie obowiązywał. Pamiętam jeszcze zapach kwiatów z tego ogrodu. Tylko niektóre kwiaty, tu na Ziemi, w małym zarysie, pachną jak kwiaty z tamtego ogrodu. Tu znowu nie ma pomyłki. Ogród było oceanem.  
Zrozumiałam. Cassia uśmiechnęła się do mnie i wcale mnie nie pocałowała. Tak, to odbyło się właśnie w tej kolejności. Zrozumiałam, a dopiero potem Cassia się uśmiechnęła.  
    Patrzyłam na sufit mojej sypialni. O nie, ja wcale się nie obudziłam. Ale mógł to być jednak bardzo specjalny sen albo wizja. Chociaż wówczas nie wiedziałam co to słowo oznacza. Chciałam wstać i iść do rodziców i powiedzieć im o tym wszystkim. Ale nie zrobiłam tego. I wiem dlaczego tego nie zrobiłam. Ponieważ on mi szepnął, abym tego nie robiła. Zrozumiałam, że Cassia nie pocałowała mnie specjalnie. Bo ja miałam pamiętać! Od tego czasu wiedziałam, chociaż wiedziałam to już wcześniej. Wiedziałam, że jestem Sandrą, lecz byłam jeszcze kimś innym. Może nie innym, ale nie tylko Sandrą. I w tym momencie zrozumiałam, że go kocham.  
Oczywiście nikt tego nie zauważył. Ale ja miałam pewność. Od tego czasu kochałam go pełnią. Aż do tego dnia kiedy pocałował mnie na małej wysepce, moje uczucie nie zmieniło się ani o odrobinką.  
Nie wiem czy potrafisz to zrozumieć, co czułam tego poranka. Ale moja miłość nie miała w sobie zazdrości. Widziałam ich pojedyńcze spojrzenia, słowa, dotyki, a czasem pocałunki. Ale odbierałam to wówczas tylko duchowo. Kiedy ona z nim mówiła, ja z nim mówiłam. Kiedy ją dotykał, mnie dotykał. Wtedy pierwszy raz pocałowałam go w usta. On nawet nie zwrócił na to uwagi. Poprzedniej nocy, kiedy powiedział mi, abym nie szła do ich sypialni i zachowała wszystko w tajemnicy, powiedział mi coś jeszcze. Kto? Oczywiście Kent.
Od tego wieczoru, kiedy przed pójściem spać, pocałowałam go w usta, wiedziałam że to mój Kent.  
Wiedziałam też jeszcze coś. To pozornie może wydawać się sprzecznością. Dla Cassi to był jej Rogalik. Ale Kent był tą samą osobą. Nigdy bym nie mogła nazwać go Rogalikiem, bo Roger był jej Rogalikiem. I gdybym nazwała go tak, popełniła bym wielką zbrodnię zdrady. Nikt też nigdy nie nazwał go Kentem. Tylko ja nazywałam go tak, chociaż bardzo rzadko. Bo jeszcze nie przyszedł właściwy czas.  

Trzy dni wcześniej miał miejsce miły wypadek. Zjedliśmy kolację. Poszłam z Markiem, który był już Batmanem, na górę. Miał czternaście lat i już był silny i dobrze zbudowany.  
— Chcesz zobaczyć jak robię pompki?
— A co to takiego?
— Widziałaś. Teraz zrobię pięćdziesiąt.
Położył się na podłodze i zaczął.  
— Och, to są pompki!
— Nie mogę teraz rozmawiać — powiedział.
Ja liczyłam. Przy czterdziestu, uklękłam na jego plecach. Nic nie powiedział. Zrobił 51.  
— Myślałaś, że mi przeszkodzisz, Jagódko?
— Coś ty Batman, wierzyłam w ciebie. Wiesz ile zrobiłeś?
— Pięćdziesiąt.
— Nie. Zrobiłeś 51.
— Naprawdę?
— Słowo. Wiesz, pomyślałam że jeśli zrobisz 50 ze mną na plecach, to beze mnie zrobisz sto.
— To tak nie jest Jagódko, ale pewnie zrobię z 70, albo więcej.
— Nie zmęczyłeś się bardzo?
— Nie, ale trochę się spociłem. Tylko nie chcę iść drugi raz brać prysznica.
— Możesz się wykąpać u mnie.
— Ale czym się wytrę?
— Możesz się wytrzeć moim ręcznikiem.
— Jesteś fajna, siostro.
— Co to znaczy fajna?
— Nie wiesz co to znaczy?
— Wiem co to znaczy.
— Wykąp się i pomyśl, o co mi chodzi.
Siedziałam na łóżku i przeglądałam książkę do biologii. W końcu zakręcił wodę i wyszedł.  
— Już wiem. Jesteś kochana.
— Batman, idziesz spać?
— Tak, zaraz idę.
— Posiedź ze mną chwilkę.
— A co się stało?
— Chciałam cię o coś zapytać. Mogę?
— Pewnie, co byś chciała wiedzieć?
— Pamiętasz gdzie byłeś, zanim się urodziłeś?
— Nigdzie. Częściowo u taty, częściowo u mamy.
— Nie mogłeś być częściowo.
— Jagódko, jesteś może za mała, to pewnie nie wiesz, jak powstaje człowiek.
— Batman, ja wiem co masz na myśli. Ja wiem co robią dorośli. Nie widziałam, ale wiem. Ale ty mówisz o ciele.
— A ty o czym?
— Och nic. Myślałam, że wiesz.
— Jesteś bardzo zagadkowa, siostro.
— Co byś zrobił gdyby mnie ktoś chciał skrzywdzić.
— Zlałbym go na kwaśne jabłko, a czy ktoś cię zaczepia?
— Wiesz co Batman?
— Co?
— Jesteś bardzo kochany.
Pocałowałam go w policzek.
— Pocałowałabym cię w usta, ale w usta mogę całować tylko Kenta.
— A kto to jest Kent? Masz chłopaka, nie wiedziałem.
— To nie jest mój chłopak, to mój mąż.
— Jagódko, co ty pleciesz. Idę do siebie. Śpij dobrze.
Mark wyszedł i zamknął drzwi. Zabrałam się jeszcze do książki, ale nie mogłam się skupić.
Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i zdjęłam wszystko. Lubiłam się kąpać. Woda miała w sobie coś, co mnie pociągało. Jeszcze wówczs nie wiedziałam. Chciałam się wytrzeć i przypomniałam sobie, że Mark zabrał mój ręcznik. Zastanawiałam się chwilkę. Wytarłam biodra małym ręcznikiem do rąk. Założyłam majteczki. Potem założyłam mój biały szlafroczek. Cassia mi go kupiła na gwiazdkę, ale teraz już był trochę za mały. Poszłam do pokoju Marka. Zapukałam.  
— Hej, to ja. Śpisz już?
— Co się stało?
— Mogę wejść?
— Wejdź.  
— Zabrałeś mój ręcznik, a ja biorę prysznic rano. Moje hormony się rozwijają i pocę się w nocy.
— Przepraszam cię Jagódko, nie zrobiłem tego specjalnie.
— Wiem, że nie. Rodzice powiedzieli ci dobranoc?
— Nie pamiętam.
— Mi nie powiedzieli. Muszę im zrobić wizytę.
— Nie idź, może już spią, albo...
— Albo co?
— Mówiłaś, że wiesz. Może są blisko.
— Zapukam, nie obawiaj się.
— Wiesz co Jagódko, ty jesteś taka odważna.
— Idziesz ze mną?
— Nie, idz sama.
— Batman!
— Jagódko czemu zawsze musi być jak ty chcesz?
— Ja chcę żeby pamiętali. Tak, będą pamiętać.
Zebrał się z łóżka.  
— Chodź — szepnęłam do brata.
Po niespełna minucie zapukałam do ich sypialni.

664 czyt.
100%22
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 2797 słów i 15502 znaków, zaktualizował 29 cze 2017.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 20 lip 2018

    Czyżby ona nie była sobą? Na razie nie wiadomo za wiele.

  • Somebody

    Somebody · 29 cze 2017

    Coś się zaczyna klarować...