Gambit hetmański cz 7 finał

— Hej, kochanie. Już jestem.

Rzuciłam okiem na zegarek. Kwadrans po piątej. Miał w rękach konwalie. Wiedział, że lubię.

— Wszystkiego najlepszego, Sarah. Światło mojego życia.

Łał! To jest wyznanie!

Dał mi śliczny złoty łańcuszek z rubinowym serduszkiem. Cudne. Pocałowałam go w policzek.

— Dziękuję, daddy.

Popatrzył na stół.

— Nie zaprosiłaś koleżanek ani kolegów?

Czasami na urodziny wpadały moje koleżanki. Dla chłopców byłam nadal niedostępna.

— Chciałam spędzić dzisiejszy wieczór tylko z tobą. Pamiętasz? Nadal nazywam się Sarah Crast.

Trzeba mieć tupet, co?

Twarz mu się zmieniła na chwilkę. Ale dosłownie na sekundę. Na powrót przyjęła anielski wyraz.

— Dobrze, więc. Pozwól, że się odświeżę.

Steve ubierał się dobrze. Słyszałam jak wszedł do łazienki. Brał prysznic. Po kilku minutach przyszedł. Ja wykorzystałam ten czas i również się przebrałam. Pod sukienka miałam tylko białe majtki. Specjalnie nie założyłam staniczka. Kiedy usiadłam do stołu, czułam lekkie podniecenie. Nie chciałam myśleć jak to będzie. Bo im bardziej o tym myślałam, tym bardziej czułam słabość w nogach, prądy na plecach i po całym ciele. W czasie obiadu to trochę przeszło. Zrobiłam zupę brokułową. Na drugie były ziemniaki, smażona kura i surówka z marchewki i jabłka. Nie przepadłam za tłustym mięsem, ale jadłam czasem rybę i kurę. Na deser był czarny las. Wiedziałam, że Steve go bardzo lubi. Ja piłam sok z mango. Dla niego zrobiłam cappuccino, bo mieliśmy maszynę espresso.

Obiad dobiegł końca. On poszedł do lodówki i wyjął szampana.

— Jednym kieliszkiem chyba się nie upijesz. Nie musisz się chwalić w szkole.

— Daddy, to co w domu, jest dla nas. Ja jestem raczej skryta. Poza tym jestem w najlepszych rękach.

Nalał do dwóch kieliszków. Sądziłam, że z szampanem będzie jak z kawą. Ale nie. Poczułam przyjemne bąbelki między językiem, a podniebieniem. Ale odczułam też lekki zawrót głowy. Na szczęście wszystko przeszło.

— Bardzo dobry, dziękuję. Potańczysz za mną?

— Jasne, to twój dzień.

Poszedł i nastawił muzykę. Wiedział, że nie lubię innej. Muzyka była wolna i nastrojowa. Zaczęliśmy tańczyć. Ja coś zaplanowałam, ale wszystko mi uciekło.

Zanim ten dzień zastąpił, obiecałam sobie nic nie sprawdzać. Unikałam też rozmów o tych sprawach. Oczywiście zdarza się wśród nastolatków, że się całują. I o tym czasami się mówi. Ale ja nawet nie chciałam i tego słuchać.

Teraz tańczyłam z moją miłością. Przytuliłam się do jego torsu. Poczułam, że coś się dzieje z moim ciałem. Byłam podniecona. Czułam jak moje brodawki twardnieją. On musiał to również poczuć, bo się odsunął. Lecz ja chciałam. Przytuliłam się znowu. Tym razem się nie odsunął. Odebrałam to jako ,,Tak”.

Przez dwa następne kawałki nic nie mówiliśmy, a ja zastanawiałam się jak zacząć, bo coś mi mówiło, że on nie zacznie pierwszy. W końcu się zdecydowałam.

— Daddy?

— Tak, kochanie?

Wiedziałam, że to ,,kochanie” oznacza ,,córeczko”.

— Mam imię.

Pojął.

— Tak, Sarah?

— Kocham cię.

— Wiem.

Zastanowiłam się. Nie czułam, że zareaguje jak poprzednio.

— Pragnę Cię.

— Wiem.

Musiałam posunąć się trochę dalej.

— Pragnę ci dać moje ciało. Pragnę ci dać rozkosz, której nikt ci nie dał. Nie myślę o swojej, bo wiem, że będzie mi bosko.

Nic. Czyżby to było ,,tak”? Och, mój sen staje się jawą!

— Sarah...

Musiałam reagować szybko.

— Daddy, nic nie mów. Wiem, że się boisz. Wiem, że mnie kochasz. W ten odpowiedni sposób.

— Tak, masz rację. Kocham cię. Jak córkę i jak kobietę.

Czyż mogłam usłyszeć coś równie słodkiego? Teraz moja kobiecość wybuchła. Czułam podniecenie wszędzie. Byłam wilgotna. Czułam lekkie falowanie w środku mojej intymności. I ta najmilsza część była twarda.

— Daddy, ja wiem, że ty nie zaczniesz, więc ja muszę.

— Sarah...

— Cii, nic nie mów.

Położyłam mu palce na ustach. Wysunęłam się z jego ramion. Odeszłam krok w tył. Rozpięłam i zdjęłam sukienkę. Patrzył. Bez złości. Nie, on patrzył z miłością! Na pewno. Zdjęłam wszystko.

Ponieważ nic nie mówił, ja powiedziałam.

— Wiem, że mam trzynaście lat, daddy. Ale jestem dorosła i moja decyzja jest dorosła. Chcę się z tobą kochać.

Czekałam chwilkę, ale on nadal patrzył tak samo.

— Mamy mały problem, kochanie.

To kochanie zabrzmiało zdecydowanie inaczej.

— Co zrobimy z tym ,,Daddy”?

— To znaczy, że nie jest kłopot, że mam trzynaście lat?

— Nie. To nie jest problem.

— To wiem jak ten jeden problem rozwiązać. Kocham cię i pragnę, Steve.

— Ale nadal jestem twoim ojcem, prawda?

— Tak. Ale ja cię nie pragnę jak ojca. Ja cię pragnę jak mężczyznę.

— Wierzę ci. Więc naprawdę myślisz, że to się stanie?

— Tak, Steve. Pragę tego od dwóch lat.

— Powiedziałaś, że kochasz mnie w ten sposób od dwóch lat.

— Pewnie kochałam cię już wcześniej, ale uświadomiłam sobie to dwa lata temu. I natychmiast stałam się dorosła. Wierzysz mi?

— Tak, Sarah. Wierzę.

— Nie każesz mi się ubrać?

— Nie.

— Och.

Przytuliłam się do niego.

— Walczyłam o twoją miłość i wygrałam. Nie musisz mnie rozpalać, bo jestem rozpalona. Nie musisz mi mówić, co mam robić, będę wiedziała. Pewnie tylko musisz być delikatny, ale nie muszę się o to martwić. Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy, prawda?

— Tak, kochanie. Nie zrobię ci krzywdy.

— To nie musi być zaraz, chociaż ledwo się trzymam na nogach. Wszystko we mnie drga, pulsuje. Jestem wilgotna i bardzo chcę byś mnie pieścił.

— Więc naprawdę wierzysz, że to się stanie.

To nie było pytanie. Czułam, że jestem w niebie. Ale chciałam się upewnić.

— Więc mi nie odmówisz?

— W moim słowniku nie ma ,,Nie” dla ciebie.

Jednak byłam w niebie. Przymknęłam oczy i rozchyliłam usta. Moje całe ciało mówiło ,,Bierz mnie, jestem cała twoja”... On był mężczyzną. Wiedziałam, że wie co się ze mną dzieje.

Steve

( To mówi Steve. Powiedział mi, to kiedy skończyłam piętnaście lat. Zaraz jak mu wszystko powiedziałam i wytłumaczyłam jak do tego doszło).

Jeżeli jesteś ojcem i masz dzieci, powinieneś być szczęśliwy. Dzieci przychodzą na ten świat w jednym celu. Żeby były kochane. One tego potrzebują więcej niż jedzenia czy picia.

Kochałem Lindę. Ona chyba też mnie kochała. Tak myślałem. I nadal tak myślę. Kiedy zaszła w ciążę, poczułem radość. Opiekowałem się nią. Nie wiedziałem co ma w sobie. W końcu dowiedziałem się, że to dziewczynka. W naszej kulturze to nie ma znaczenia. W Indiach czy innych krajach wschodu oczekuje się chłopca. Nigdy tego nie rozumiałem, ale musiałem przyjąć.

Kiedy zauważyłem, że Linda nie jest taka jak powinna? Późno. Czy zmieniłoby się coś, gdybym to zauważył wcześniej? Chyba nie. Czy gdybyśmy się poznali później, byłoby inaczej? Nie wiem. Może.

Było mi przykro. Chyba największą przykrość sprawiła mi tym, że żałowała, że się poznaliśmy. Przez pierwsze lata po rozwodzie, miałem do niej żal o to, że moje dziecko nie ma matki. Nie chciałem kobiety. Linda zraziła do mnie cały kobiecy ród. Bardzo kochałem moją Sarah. Nie opiekowałem się nią z obowiązku. Ja to robiłem z miłości. A potem przyszła mi myśl, że jestem w stanie dać jej miłość ojca i matki. I udało mi się. Im bardziej czułem, że to mi się udaje, tym bardziej dawałem więcej i więcej. Dawałem nie czując, że daję. A potem zacząłem czuć, że Sarah to widzi, rozumie i jest mi wdzięczna. Była mi wdzięczna za coś naturalnego. Za coś, co zawsze i wszędzie powinno być.

Pamiętam jak mi dała list związany z dniem matki. Płakałem. Czy można oczekiwać czegoś więcej? Ale widocznie to jej nie wystarczyło. Moja Sarah była bardzo inteligentna, genialna. Uczyła się szybko. Intuicyjnie nie popełniała błędów. Ona sądziła, że ja nie wiem. Ale ja byłem nie tylko ojcem. Byłem i matką. Byłem też mężczyzną. U zwierząt jest to naturalne. Samica wybiera najsilniejszego samca. Samiec czasem wybiera odpowiednią samicę. Ale u ludzi jest to zatracone lub od początku jest inaczej. Sarah sądziła, że ja nie wiem. Ale ja wiedziałem. Wiedziałem o jednym i o drugim. Nie wiedziałem tylko dlaczego to się zaczęło. Ona mi później wszystko powiedziała. Gdyby mi powiedziała wcześniej? Dla mnie była piękna od początku. Bo kochający rodzic nie widzi inaczej. Sarah naprawdę była śliczna. Ona nie grała, ona tylko potem to tak nazwała. Z nas dwojga, ja nie byłem szczery. Ponieważ, ja wiedziałem. A ona nie wiedziała, że ja wiem. Widziałem, że to rośnie. Nie musiałem mieć dwunastki dzieci lub studiować zachowań młodzieży, żeby wiedzieć. Bo widziałem i czułem. Zachowywała się doskonale. Ani dziadek, ani babcia nic nie zauważyli. A co dopiero inni. Byłem z niej dumny. Pozwalałem się jej rozwinąć. W moim słowniku nie istniało ,,nie”, jeśli chodziło o nią. Czułem, że zaczyna mnie kochać. Albo to raczej przyszło natychmiast. Ona zaczęła mnie kochać w ten sposób od razu. To prawda, nie miałem dobrego doświadczenia z żoną, ale przecież miałem pojęcie, jaka powinna być dobra żona. Sarah była doskonała. Potem nastąpił pocałunek. Pierwszy zapalił wszystkie ,,czerwone lampki” w moim jestestwie. Drugi? Musiałem coś zrobić. Bałem się. Dlatego tak zareagowałem. Bałem się, że ona może posunąć się za daleko. Ale jej odpowiedzi, jej obrona? Czy mogłem to zdeptać? Ona wiedziała, że wygrała po wizycie u doktora Greenfielda. Moja Sarah pomyliła się jeszcze w jednym. Ja wiem, że to będzie ciężko zrozumieć. Ja ją pokochałem tak jak ona mnie, dużo wcześniej. Bo jak jej miłość mogłaby dać jej radość, gdyby była nieodwzajemniona. Szanowałem jej uczucie. To było tabu. Było w jej sercu i w moim. Ale jedno zdawało się nie wiedzieć o drugim.

Byłem normalnym mężczyzną. Nie miałem kobiety od dwunastu lat. Nie myślałem o tych sprawach. Nie musiałem się zaspokajać. Ale poziom hormonów robi swoje. Czy to było mi zupełnie obce? To, czego ona pragnęła? Trudno powiedzieć. Wiedziałem i wiem jedno. Gdybym jej nie kochał, upadłbym. Nie chciałem wyzwalać agresji, a nie umiałem znaleźć innego rozwiązania. Ona grała swoją grę. Widziałem, że atakuje. Ale kiedy uzyskiwała przewaga, odsłaniała się. Nawet to odkryłem. Szachy. Tak. Ona była czarnym królem. Wiedziała wielokrotnie, że mogłem powiedzieć szach i mat. I wiedziała, że tego nie zrobię.

To prawda, zapomniałem o jej przyrzeczeniu. Ale i tak ja wiedziałem, że wygra. Bo ja już ją wówczas kochałem. Jak mężczyzna, kobietę. Czy wierzę, że Bóg mnie za to potępi? Wierzę, że nie. Sarah modliła się w pierwszych dwóch tygodniach do Boga. Żeby jej to zabrał. I tak się nie stało. Ja też się modliłem, ale o coś innego. Żeby mi dał broń. Taką, żebym jej nie skrzywdził. Aż do samego końca nie wiedziałem, czy mnie wysłuchał. Problem z ludźmi jest taki, że proszą Boga o coś, a sami wiedzą co powinni otrzymać. I jak to Bóg powinien zrobić. Powiedziane jest, że w prawdziwej miłości nie ma strachu. Dlatego pozwoliłem się jej rozebrać. Stary testament mówi, że ojciec nie powinien oglądać nagości córki. I żydzi ortodoksyjni rozumieją to dokładnie. Oni nie patrzą na nagość noworodka, jeśli to jest córka. Ja sądzę, że w Słowie tam chodziło o sex.

Wiedziałem czego Sarah pragnie. Wiedziałem, że moje ostatnie słowa musiały ją utwierdzić, że to się stanie. Ona sądziła, że ja się boję. Ale wówczas ja nie miałem strachu. Musiałem jej pozwolić posunąć się aż tak daleko, bo gdybym tego nie zrobił, nadal by próbowała. Powiedziałem jej, że w moim słowniku nie ma słowa ,,nie”, jeżeli to dotyczy jej. I to była prawda. Z wyjątkiem jednego. Mogłem się wyrzec wszystkiego dla niej. Mogłem pozbawić się wszystkiego. Ale nie mogłem zrobić jednego. Nie mogłem przestać jej kochać jak ojciec. Ale zanim jej powiedziałem wszystko, musiałem się upewnić. Czy stałoby się inaczej, jeśli jej odpowiedź byłaby inna. To nie wchodziło w rachubę. Wiedziałem, że nie będzie inna. Ale musiałem usłyszeć to z jej ust.

Najdłuższa konwersacja część II.

Otworzyła oczy.

— Nie pocałujesz mnie?

— Chcesz, żebym cię pocałował?

— Wiesz, że tak.

— Chcesz czegoś więcej?

— Tak, pragnę wszystkiego.

— To znaczy czego?

— Myślisz, że jestem małą dziewczynką? Że nie wstydzę się tego zrobić, a wstydzę się powiedzieć? Mylisz się. Chcę żebyś mnie dotykał. Wszędzie, a szczególnie tam. Chcę żebyś mnie całował wszędzie, a szczególnie tam. Pragnę byś we mnie wszedł, szczególnie tam. Mam powiedzieć, co znaczy ,,tam”?

— Nie, kochanie. Wiem, że jesteś dorosła, odważna i zdecydowana. Wiem, że sądzisz, że się boję. Ale się mylisz. Owszem, bałem się. Ale to minęło.

— Skoro tak, to kochaj mnie. Cała płonę.

— Powiedziałem, że w niczym ci nie odmówię. I to jest prawda. Pokocham cię. Będę się z tobą kochał. Ty mi dasz rozkosz, jakiej mi nie dała Linda. Bo była moją jedyną kochanką. I ja ci dam rozkosz, jakiej oczekujesz. Pod jednym warunkiem. Chociaż to złe słowo, ale inne nie przychodzi mi do głowy. Zadam ci jedno pytanie. I pragnę otrzymać odpowiedź. Muszę usłyszeć to z twoich ust.

— Chcesz to zrobić dla mnie? To znaczy, że nie pragniesz mnie?

— Kochanie, wszystko ci powiem, ale pozwól mi zadać to pytanie, dobrze?

— Dobrze.

— Czy jesteś zdecydowana oddać wszystko za to? Czy jest coś co ma dla ciebie większą wartość niż to, że kochasz mnie jak kobieta, że pragniesz mnie jak kobieta, że ja kocham cię jak kobietę?

— Tak. Jest coś czego nie oddałabym za nic. To jest twoja miłość ojca i matki. Jeżeli to bym straciła, byłabym niczym. Zerem.

— Takiej odpowiedzi się spodziewałem. Podjąłem to ryzyko, ale mnie nie zawiodłaś. To się nigdy nie stanie, kochana Sarah. Właśnie dlatego.

— Ale, czy nie możesz pokochać mnie tylko raz? Tylko raz?

— Kochanie, czy jeśli zabijesz tylko raz, jesteś mordercą?

— Ależ, daddy. My mówimy o miłości. O miłości dwojga ludzi. Mówiłeś, że mnie kochasz. Jak ja ciebie.

— Pamiętasz co powiedziałaś. ,,W miłości może być pragnienie, w mojej jest”.

— Pamiętam.

— Czy musi być?

— Nie, ale w mojej jest.

— Ten jeden raz zabiłby moją miłość ojca i zabiłby twoją miłość córki. Chcesz tego?

Popatrzyła na mnie. Zobaczyłem jej łzy.

— Nie, daddy. Nigdy bym tego nie chciała. Nigdy. Mogę się ubrać?

— Oczywiście.

Założyła wszystko z powrotem.

— Mogę z tobą być, chcę być blisko.

— Tak, kochanie. Wiesz, że możesz.

— Uważasz, że jestem ładna?

— Jesteś śliczna.

— Ale nie patrzyłeś na mnie jak na nagą kobietę.

— Nie, bo na to nie pozwalała mi moja miłość.

— Daddy, a jeśli zmienisz zdanie, możesz mnie zawsze mieć, kiedy tylko zechcesz.

Sarah

Powiedziałam to, ale uznałam, że to bardzo głupie.

— Wybacz, to było bardzo głupie. Czasem się zastanawiałam, po co mi jeszcze to. Twoja miłość mi wystarczała. Całkowicie. Postaram się to zwalczyć.

— Nie walcz z tym. To przyjdzie. Wiem, że mnie kochasz. Twoja miłość to zwycięży.

— Daddy, to się zaczęło, ponieważ, któregoś wieczoru...

— Nie, Sarah. Nie mów mi. To jest twoja intymność. Zachowaj to.

— No dobrze. Od tego czasu sądziłam, że moje ciało należy nie do mnie, tylko do ciebie.

— Kochanie, nie wiem do kogo należy twoje ciało. Wiem, że nie do mnie. To wiem z całą pewnością.

Położyłam głowę na jego kolanach. On sięgnął wełniany koc zza kanapy. Czy on wiedział i to? Nakrył mnie.

— Możesz mi zaśpiewać moją ulubioną kołysankę?

— Tak, z przyjemnością. Śpij moja kochana gwiazdko, śpij mój umiłowany kwiecie. Zamknij swoje oczka, niech ci się śni łąka pełna konwalii.

Czułam jak delikatnie gładzi moje włosy. Czy coś może przynieść większą rozkosz. Bardzo wątpię. Czułam konwalię. Czy byłam już na tej łące, czy też to były kwiaty z wazonu? Nie wiem. Weszłam w ramiona snu.

*

Kiedy skończyłam piętnaście lat, nie tylko, że to pojęłam, ale to wszystko się we mnie ugruntowało. Powiedziałam mu czemu myślę, że to wszystko się stało. Pominęłam tamto, ponieważ już mi powiedział, że nie powinnam tego mówić. Ale i tak do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak się stało. Zrobiłam to z miłości. A czy z miłości może powstać coś złego? Nie wiem. Po przemyśleniach doszłam do jednej miłej konkluzji. Najgorszą, rzeczą, jaką może uczynić ojciec córce, to ją wykorzystać fizycznie. Najlepszą, to to, co zrobił mój ojciec.

Epilog.

Sarah wstała z krzesła.

— Kochałaś go tak długo?

— Do końca. Skąd wiesz, że nie żyje?

— Powiedziałaś, że nikt się o tym nie dowie, póki on żyje, prawda?

— Słuchałeś uważnie, dziękuję.

— To ja dziękuję. Sarah, powiedz mi...

— Tak, kochał mnie tak do końca. Przez całe życie. Powiedział mi to kilka dni przed śmiercią. Zmarł na atak serca jak jego ojciec. Ożenił się, ale nie miał dzieci. I ja wyszłam za mąż. Kochałam męża. Też już odszedł. Kochałam męża, ale nadal kochałam jego. I nadal go kocham, wierzysz?

Skąd wiedziała, co chce usłyszeć?

— Tak, wierzę ci. Będę musiał trochę zmienić.

— Wiem, zrób jak chcesz. A tak naprawdę, jak masz na imię, to co powiedziałeś ci nie pasuje.

Powiedziałem jej moje imie. Uśmiechnęła się miło.

— Tak myślałam. Pewnie się nie spotkamy, a jeżeli to i tak się nie znamy, prawda?

— Rozumiem. Masz naprawdę na imię Sarah, ale nie masz na nazwisko Crast, prawda?

— Zaufałam ci. Ale aż taką idiotką, to nie jestem. Cześć.

Poszła lekkim krokiem do swojego nowiutkiego luksusowego SUV...

Od autora.

Długo się zastanawiałem nad tym wszystkim, co mi opowiedziała Sarah. Wziąłem całą esencję z jej opowiadania. Nie jestem pewny, czy jej ojciec miał na imię, Steve. Cała historia miała miejsce w Vancouver w latach sześćdziesiątych. Steve nie wygrał pięciu milionów. W owym czasie byłaby to ogromna suma i łatwo by można sprawdzić kto to był. A tego z pewnością ona by nie chciała. Opisane zmaganie Sarah miały miejsce w latach 1962-64. Historię przeniosłem do współczesnego czasu. Imiona jego żony, kolegów z pracy oraz nauczycielki i psychologa, zostały zmienione.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 3441 słów i 18838 znaków.

Dodaj komentarz