Gambit hetmański cz 3

— Dobranoc, śpij dobrze kochanie.

— Dobranoc, daddy. Ty też śpij mocno.

Leżałam i nie mogłam zasnąć. Czułam dziwne sensacje w dolnej części pleców. Mrowienie w palcach nóg przesuwało się do góry. Poczułam, że moje małe piersiątka są lekko napięte. Dotknęłam je palcami. To dało przyjemność. Coś popychało moją dłoń w dół brzucha. Kiedy moje palce tam dotarły, zrobiło się milej. I bardziej. Oddychałam szybciej i serce biło mocniej...

Musiałam się umyć. Wróciłam do łóżka. Myślałam chwilkę o tym, co się stało i wkrótce zasnęłam. To powtórzyło się za kilka dni. Tym razem bardziej to urozmaiciłam. Trwało dłużej i było milsze.

Minęło kilka dni. I znowu wieczorem, poczułam, że tego chcę. Tym razem zaczęłam myśleć. Te dwa razy były miłe. Ale nie łączyły się z jakimś konkretnym obiektem. Zaczęłam się dotykać, ale tym razem połączyłam te marzenia z konkretną osobą. Z kimś, kto był dla mnie najukochańszy i najpiękniejszy. Najlepszy i miły. Kiedy tylko połączyłam obiekt z tym co robiłam, z miejsca przyjemność zmieniła się w rozkosz, a rozkosz w ekstazę. Zajęło dobrych kilka minut, zanim moje ciało się uspokoiło, a rozkoszne wstrząsy przestały rozchodzić się z centrum mojego jestestwa.

Zaczęłam myśleć co się stało. Pierwsza myśl, powiedzieć o tym. Ale ta myśl umarła w zarodku. Druga myśl. To złe.

Ale dla kogo? Trzecia myśl. Nigdy więcej nie będę się dotykać. Dlaczego? Bo moje ciało nie należy do mnie. Tak przynajmniej zaczęłam sądzić. Zasnęłam.

Przez następne dwa tygodnie prowadziłam prawdziwą walkę z sobą. Chciałam to zwalczyć. Nie to, że pragnęłam tego. Pragnęłam tego, bo go kochałam. Może próbowałam zwalczyć, bo coś innego mi mówiło, że tak nie powinno być. Poczułam to już wcześniej, ale udawałam przed sobą, że to zwykła miłość córki do ojca. I teraz masz pewnie poważne zastrzeżenia. Jak to możliwe, żeby jedenastolatka miała takie pragnienia i myśli. Oczywiście, jeśli dalej czytasz. Nie cisnąłeś książką w kąt i nie posłałeś mnie do piekła.

Otóż w momencie, kiedy to przyszło, stałam się dorosła. Nie w ciele. W duchu. Jeśli będziesz czytać dalej, przekonasz się, że tak się stało. Jak to możliwe? Nie wiem. Poczułam. Natychmiast. Nie próbuj się ze mną sprzeczać, bo przegrasz. Mam IQ 212 i pewnie już wówczas miałam. Bo inteligencję się ma, a nie nabywa z wiekiem. Nie myśl sobie, że nie wiedziałam co jest ze mną i co to jest pokochać kogoś. Byłoby pięknie i wspaniale. Istniało tylko małe, ale. Tym kimś był Steve, mój ojciec. Wiem, że gdybym mu wówczas powiedziała, może byłoby inaczej. Ale teraz cię zaskoczę. Nie żałowałam wówczas i nie żałuję teraz. I żeby uściślić. Nie napaliłam się. Nie chodziło mi o przyjemność. Zakochałam się, a właściwie uświadomiłam sobie, że to we mnie jest już co najmniej kilka miesięcy. Właśnie tylko to, że czułam pragnienie, stanowiło dla mnie kłopot. I głównie z tym walczyłam. Walczyłam z tym dwa tygodnie. Przegrałam. Dlaczego zaprzestałam walki? Ponieważ tylko bardziej w to wchodziłam i zamiast maleć, rosło.  

Z perspektywy czasu mogę zrozumieć co poszło nie tak. Gdybym miała mamę, gdym mogła z kimś porozmawiać... Mogłam z nim, mogłam z naszą wychowawczynią, ale nie zapytałam nikogo. Oczywiście wiedziałam, że społeczne normy tego nie uznają i takie nastawienie jest wszędzie napiętnowane. Kochałam i pragnęłam i nie widziałam w tym niczego złego.

Dzień pierwszy

Że też to musiała być sobota. Ale była. Steve nie pracował, ja nie miałam szkoły. Wstałam. Zrobiłam wszystko co normalny człowiek robi kiedy wstanie. Ubrałam się.

— Cześć, Zapałko. Jak spałaś?

Tą zapałką byłam już długo. Pewnie ponieważ miałam chude ciało i czarne włosy na głowie. Podobało mi się to przezwisko. Dlaczego? Jak nie wiesz, to nie czytałeś dokładnie. On mi je dał. W szkole jeszcze nie miałam żadnego, potem zaczęli mnie nazywać : Ostrze. (Blade)

— Cześć, daddy. Tak sobie.

— Och, a dlaczego?

— Nie wiem, nie mogłam zasnąć.

Kłamstwo! Wiedziałam dlaczego. Dalej była prawda, nie mogłam zasnąć.

Gofry pachniały cudnie. Konfitura z wiśni i bita śmietana. Truskawki i maliny. Steve nie był chyba typowym mieszkańcem tego kraju. Nie zaczynał dnia od kawy.

Jedliśmy w spokoju. Zawsze szczebiotałam, dzisiaj nie. W końcu zauważył.

— Coś nie tak, córeczko? Nie jesteś zbyt rozmowna.

— Nie. A chcesz o czymś porozmawiać, daddy?

— Nie. Zawsze w sobotę rano ustalaliśmy program na weekend.

— Możemy iść do kina, basen, na spacer. Pograć w piłkę albo w lotki, karty albo szachy.

— Och. Zawsze wiedziałaś, a ja tylko koordynowałem...

Co mi przyszło, żeby go zapytać? Jakieś licho mnie podkusiło, czy co?

— Dlaczego nie poznasz kogoś. Jesteś przystojny, dobry i mądry. I masz pieniądze.

Widocznie nie chciał odpowiadać albo nie załapał, że to było poważne pytanie.

— Pieniądze są na ciebie. Mamy tylko tyle, co przynoszą zyski z prowadzeniu warsztatu.

Czy on sądził, że mnie zbędzie byle czym?

— Ale czemu?

Zauważyłam krótki smutek na jego twarzy. Potem się uśmiechnął.

— Mam ciebie. To mi wystarczy.

Gdybym nie zauważyła tego krótkiego grymasu, drążyłabym dalej, ale spasowałam.

— Basen, piłka potem kino. Jutro? Zobaczymy.

— Dobrze, dodam obiad w restauracji. Dobrze gotujesz, lepiej niż babcia. Ale nie możesz całego wolnego czasu spędzać w kuchni.

— Lubię gotować, to źle?

— Och nie. Chciałabym, żebyś miała więcej przyjemności.

— Moimi obowiązkami jest się uczyć. I wywiązuję się dobrze. Sprzątanie, pranie, a szczególnie gotowanie jest radością.

— Rozumiem, dziękuję.

Zaczęłam zmywać. Mieliśmy zmywarkę, ale ja lubiłam to robić ręcznie. Odwróciłam się i popatrzyłam na ojca.

— Nie robię tego wszystkiego, żeby ci się zrewanżować, ale jeślibym robiła dziesięć razy tyle to i tak nie oddałabym tego co mi dałeś i dajesz. Czytałeś kartkę na dzień matki, prawda?

Steve wstał i podszedł do mnie.

— Dziękuje ci kochanie.

Przytulił mnie.

Poczułam jak tracę czucie w nogach. Dlatego musiałam go się uchwycić.

— Daddy, ja...

— Co ci, kochanie?

Co miałam powiedzieć? Wszystko wybuchło we mnie jak wulkan. Skóra zrobiła się szorstka jakby arktyczny wiatr dotyka ją igłami lodu. A przecież w środku mojego drobnego ciała kipiała czerwona lawa zdolna spalić wszystko w promieniu mil. Chyba nie odczuł, bo odsunęłam tors zanim zwykle miękkie wypustki moich piersi stały się twarde jak łebki calowych gwoździ. Ciało przeszyły błyskawice rozkosznych prądów. Musiałam się powstrzymać, żeby nie zatopić swoich rozpalonych warg, w jego. I w ułamku sekundy poczułam dwa bijące serca. Jedno, które łopotała jak flaga na górze masztu łodzi, podczas sztormu. Drugie właśnie się narodziło. Nie zaczęło się rozpędzać jak koło starej lokomotywy, pośród gwizdów stłoczonej pary. Ono zabiło raz, jakby miało zaraz umrzeć. I kiedy reszta wewnętrznych organów chciało skłonić głowy i zacząć je opłakiwać, ruszyło bez zapowiedzi w spazmatycznych uściskach. To trwało sekundy, ale naprawdę poczułam strach, że pomiędzy moimi lekko rozstawionymi stopami pojawi się plama. Musiała gwałtownie przerwać tę chwilę, bo w przeciwnym razie całe moje ciało zaczęłoby drgać w niekontrolowanym rytmie. Odsunęłam się delikatnie i wysłałam modlitwę, żeby nie zobaczył tego wszystkiego na mojej twarzy. Byłam pewna, że jestem w stanie kontrolować usta, policzki i brodę. Ale wiedziałam, że w moich oczach tkwi teraz blask i prośbą. Uniknęłam jego wzroku i wyszeptałam jak najbardziej naturalnie.

— Słabo mi, muszę iść na górę.

Jakoś doszłam do schodów.

— To nic poważnego, prawda?

— Nie. Za kilka minut będę OK.

Znowu kłamstwo. To było coś poważnego. Ze skomleniem prosiłabym o więcej, ale wiedziałam, że to nigdy nie może się powtórzyć. Tym razem się udało, ale ze szczęściem jak z wirującym kołem loterii w wesołym miasteczku. Nie dbałam o to, że mogę się rozerwać jak zbyt mocno napełniona powietrzem bańka mydlana. Miałam świadomość, że jestem nawet bardziej krucha i delikatna. Nie chciałam utracić czegoś najbardziej wartościowego. Jego miłości.

Sobota i niedziela minęły fajnie. W wolnej chwili wmawiałam sobie, że mi się to wszystko wydaje. Jest dobry, kochany, kocha mnie. Dba o mnie... Tylko to nic nie pomagało.

Kolejne dni upływały podobnie. Cały czas myślałam o nim. Jaki jest. Szukałam powodów dlaczego nie mogę go kochać. Nie mogłam znaleźć. Wszystko było dobrze, jeśli chodziło o ten delikatniejszy aspekt, jeśli był daleko. Co innego, kiedy był blisko. Wówczas coś się działo z moim ciałem. Nie chciałam, żeby coś odkrył. Bałam się, że to mogłoby wszystko popsuć. Chciałam sobie dać z tym radę sama. Przez dwa tygodnie zrobiłam duży postęp. Czułam się zakochana do samej duszy. Wiedziałam, że z tym nie wygram, ale postanowiłam spróbować ostatniej szansy.

Dzień ostatni.

Poniedziałek. Nikt nie lubi poniedziałku. Bo te poprzednie dwa dni rozleniwiają. Powinnam się poddać w sobotę. Pracowałam, próbowałam, szukałam. Rezultat: 0. Sięgnęłam po pomoc techniczną. Komputer. Jak się od kochać. Szukałam wad, jakie posiada: 0. Zalety? 100.

Oczywiście patrzyłam na ekran w niedzielę wieczorem.

Pani Laura miała z nami drugą lekcję.

— Przepraszam, mówiła pani, że jeśli będę miała pytanie, zawsze możemy porozmawiać.

— Dobrze, Sarah. Pójdziemy razem na lunch.

Na następnych lekcjach nie mogłam się skupić. Myślałam o Laurze. Wzór kobiety w moich oczach. Lubiła dzieci, ładna, miła, wyrozumiała. Ale ja chciałam zapytać ją coś innego. Kiedy spotkała mnie na przerwie, zaproponowała.

— Chodź. Tu niedaleko jest mała kawiarnia. Coś tam zjemy.

Weszłyśmy.

— Co lubisz?

— Sałatkę cezara, czasem zamawiam pizzę. Przeważnie roślinną, ale czasem zjadam hawajską.

Chciałam zapłacić, ale Laura się nie zgodziła. Zamówiła jeszcze dwa soki mango.

— Co chciałaś zapytać?

Popatrzyłam na nią i dostałam olśnienia. To była jedyna kandydatka dla mojego taty. Miła, ładna, dobra.

— Podobał się pani mój list na Dzień Matki?

— Bardzo, twój tata musi być cudowny.

— Tak, jest również przystojny i nie ma nałogów.

— Moje pociechy też mi sprawiły dużą przyjemność w tym dniu, a pewnie pomógł im Robert.

— Ma pani dzieci?

Co za idiotka ze mnie. Inteligentna? Ja? Myślałaś, że taka wspaniała kobieta jest samotna. Głupia.

— Tak, mam dwójkę. Samuel jest starszy od ciebie o rok. Rose, rok młodsza.

Pokazała mi zdjęcia. Widać było, że są szczęśliwe.

— A Robert?

Zmieniła się na twarzy. W jednej chwili wiedziałam, że jest z nim bardzo szczęśliwa.

— Dba o dzieci i dom. Często o nim myślę i jest mi miło. Kiedy jestem z moimi skarbami, jestem z nimi, ale jakaś moja część tęskni za nim. I nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę, dzisiaj. I każdego dnia... Och, rozmarzyłam sie troszkę, a ty chciałaś przecież o coś zapytać.

— No właśnie, jak to jest mieć rodzinę?

— Twój tata jest z pewnością szczęśliwy, bo ma ciebie.

— Też tak sądzę.

— Mój Robert jest bardzo szczęśliwy, że mamy nasze pociechy. A do pełnego szczęścia brakuje mu tylko... mnie.

Mężczyźni są tacy zaradni, ale potrzebują kobiety.

Uśmiechnęła się nieco inaczej.

— Musimy już wracać. Zawsze możemy porozmawiać, kiedy tylko będziesz chciała.

— Dziękuję, pani Lauro.

Wracałyśmy. To dziwne, chciałam ją zapytać o symptomy zakochania. A ona nie wiedząc o tym, podała wszystkie te cechy. Potwierdziła mi tylko jak bardzo sama jestem.

Steve odbierał mnie ze szkoły, jeśli mógł. Czasami miał jakąś ważną naprawę. Wówczas przyjeżdżał dziadek lub babcia. Dzisiaj nic mu nie wypadło. Podjechał.

— Hej. Jak tam poniedziałek?

— Bardzo dobrze, tato. Czuję się dobrze.

— Głodna jesteś?

— Nie tak bardzo. A ty?

— Też nie.

— To fajnie. Chcę spróbować nowy przepis na sałatkę. Możemy pojechać do sklepu? Parę produktów mi brakuję.

— Nie ma sprawy.

W domu byliśmy za piętnaście czwarta. Wiedziałam, że nie musi jechać do pracy. Bycie bossem ma swoje dobre strony. Umyłam ręce i warzywa. Wzięłam się do pracy. Tata patrzył coś na komputerze. Pewnie związane z samochodem.

Zaczęłam kroić listki szpinaku. I doznałam olśnienia.

Kocham go. Teraz muszę coś zrobić, żeby on pokochał mnie. Tak jak ja jego. Zaczęłam moja życiową partię szachów.

Pionki.

Ponieważ umiałam się koncentrować, robiłam nadal sałatkę i nie przestawałam myśleć o tym pomyśle. Co za pomysł? To, co mam z sobą to jedno. Dlaczego mam wpływać na człowieka, który znaczy dla mnie tak wiele? Miałam poważny kłopot. W czasie dwutygodniowej walki z sobą prosiłam Boga, żeby mi to odebrał. Ale nic się nie zmieniło. Teraz musiałam się mocno zastanowić, czy jeśli mi się uda, nie skrzywdzę Steva. Nie chciałam nikogo skrzywdzić, więc z pewnością kogoś, kto był dla mnie tak dobry i ważny.

Postanowiłam poświęcić część z siebie, aby zdobyć przewagę. Typowy debiut w szachach zwany Gambitem hetmańskim.

Jaka cecha w życiu jest najważniejsza do osiągnięciu sukcesu? Cierpliwość. Od tej genialnej myśli minął rok. Zaczęłam nową klasę. Miałam już dwanaście lat. Przez cały rok moje uczucie nie zmieniło się ani o jotę. Czułam, że tak już zostanie do końca. Ponieważ stałam się więcej kobietą niż rok temu, moje notowania w oczach chłopców wzrosły. Mówię o wyglądzie zewnętrznym, bo jak już wspomniałam wcześniej, stałam się dorosła duchowo, rok temu.

Teraz miałam małe piersi, których rok temu jeszcze nie posiadałam. Piersi to atrybut kobiecego ciała. Są dane kobiecie w jednym celu. Żeby karmiła dziecko. Ale świat współczesny stworzył z tego symbol seksu. W klasie dziewczynki były mniej lub więcej rozwinięte. Każda z nas wiedziała, która ma największe, a która najmniejsze. Ale to był nasz sekret. Co prawda były takie, które coś o tym mówiły głośniej, ale to było nie na miejscu. Chłopcy nie śmieli o tym mówić. Przynajmniej w naszym towarzystwie. Taki ktoś straciłby wszystko. Byłam ładna i zgrabna. Nie jakaś tam miss świata. Ale nic mi nie brakowało. Mimo że zapuściłam włosy, nadal byłam Zapałką. W domu. W szkole nie miałam specjalnego imienia.

Zauważyłam, że podobam się jednemu chłopcu. Dawałam mu delikatnie do zrozumienia, żeby odpuścił ale nie zrozumiał. Któregoś razu dotknął mnie. Odepchnęłam go mocno i wyzwałam od ostatnich. Nie miałam nic przeciw chłopcom, ale nie chciałam, żeby któryś z nich zaczął sobie coś wyobrażać. Moje serce było zajęte. Od tego czasu zaczęto nazywać mnie ,,Ostrze”.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 2769 słów i 15198 znaków.

Dodaj komentarz