Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Quidditch. Więcej niż sport. - Cz.1 - Wprowadzenie

Quidditch. Więcej niż sport. - Cz.1 - WprowadzenieRosły, dobrze zbudowany mężczyzna spojrzał na  zawieszony tuż nad starymi drzwiami zegar. 23:58.
Prawie północ. - Powiedział sam do siebie i głęboko się zamyślił.

Wrzawa stadionu już dawno ucichła. Tumany kurzu i zapach potu świdrujące nos już dawno opadły na murawę starego i jak zawsze pięknego boiska Zjednoczonych z Puddlemere. Mężczyzna powoli, wręcz ociężale lecz z pewną czcią powiesił na wieszaku granatową szatę meczową.  
- Maguire. 40. - Mówiły litery i liczby wyszyte srebrną nicią na niebieskim, zdawałoby się tak delikatnym, a jednak tak niezniszczalnym materiale.  

Szata idealnie wpasowywała się w urok szatni, która wiecznie spowita była w półmroku. Zawieszona w otwartej “szafie” przeznaczonej wyłącznie dla zawodnika, takiej jakich było w pomieszczeniu ponad 30, emanowała niewyobrażalną aurą. Mężczyzna obiecał sobie, że nie będzie przedłużać tego co nieuniknione, a jednak nie potrafił odwrócić wzroku.

- Ciężko odejść po tylu latach, co nie? - zabrzmiał w ciszy delikatny głos Sary, jednej z zawodniczek. Niska, ale za to zwinna blondynka z lekkim kucykiem bezszelestnie pojawiła się parę metrów za mężczyzną.
- 16 lat życia zamyka się w tej malutkiej przestrzeni. - Odpowiedział jej. - Zdaje się to być śmieszne, ale ta szatnia - odwrócił się do niej i objął ruchem ręki całe pomieszczenie - to mój dom.
- Wiem Henry. - podeszła i położyła dłoń na jego ramieniu. - Ja też będę tęsknić, nie wyobrażasz sobie nawet. To ty mnie tutaj, że tak powiem wychowałeś. - Zaśmiała się.
- Pamiętam jak pojawiłaś się na pierwszym treningu. Podekscytowana, utalentowana i cholernie przerażona. - Uśmiechnął się do niej. - Co powiesz na wypad do baru i powspominanie, zanim wyjadę na dobre? - Podjął po chwili już z lepszym humorem, wiedział że gdyby Sara do niego nie przyszła, stałby w szatni do rana i odwlekał nieuniknione.
- Do baru? Dlaczego nie. - Zaśmiała się i poprawiła torbę na ramieniu. - Tylko przyszykuj się na długą noc. Cała okolica świętuje, może i nie wygraliśmy ligi, ale za to pokonanie Armat w ostatnim meczu sezonu i pożegnanie legendy - tutaj zrobiła przerwę i z prześmiewczym uniżeniem wskazała na mężczyznę. - Henrego Maguire’a, najlepszego ścigającego ligi od przeszło 10 lat, zasługuje na najdłuższą noc w historii! - wykrzyknęła na cały głos roześmiana.

Henry jak zawsze stonowany i poważny, delikatnie uśmiechnął się pod nosem, co byłoby ledwo zauważalne gdyby nie widoczne poruszenie się jego średniej długości bokobrodów połączonych po bokach ust z dokładnie przyciętym wąsem.  

- Mówisz, że taka ze mnie legenda? - Zaśmiał się lekko i podniósł swoją torbę oraz pamiątkowy  pucharek, który dostał na koniec meczu w geście podziękowań od kibiców za tak cudowne emocje, których dostarczał im przez ostatnie półtora dekady.
- Legenda? Chłopie, nic tylko czekać jak na trybunach zawieszą wielką tablicę z “40” i zastrzegą twój numer. Nikt już nie zagra w Zjednoczonych z “40”. Zawsze będziesz częścią tego miejsca. - powiedziała i porządnie szturchnęła go w ramie.

Po chwili przekomarzając się i popychając byli już przy wyjściu. Zgasili i tak ledwo widoczne światło i zamknęli za sobą drzwi. Z czasem ucichły ich głosy, a potem tętniący nisko nad podłogą odgłos ich kroków. Szatnia, miejsce w której odegrało się tyle scen radości, tyle dramatów czy tragedii pozostała teraz sama samotna. Cicha i spokojna jak po każdym treningu i przed każdym meczem. Sara miała rację, “40” już zawsze będzie częścią tego miejsca, chociaż pozostawiony przez mężczyznę poniżej granatowej szaty list zdawał się mówić co innego. List ten był otwarty, a pod złamaną pieczęcią przedstawiającą lwa, węża, borsuka i orła prześwitywał szmaragdowy atrament.


HOGWART
SZKOŁA MAGII I CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: Minerwa McGonagall (Dama orderu Merlina pierwszej klasy)

Szanowny Panie Maguire,
Mam przyjemność zaproponować Panu stanowisko nauczyciela nauki latania oraz sędziego quidditcha w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Zapraszam Pana na spotkanie po zakończeniu sezonu.
Gratuluję niesamowitej kariery i życzę powodzenia w meczu z Armatami z Chudley.

Z wyrazami szacunku,
Minerwa McGonagall
Dyrektor

Dodaj komentarz