Mroczny Cień-Rozdział I-"Wstęp pośród morza krwi"

Szum padającego deszczu przenikał do wnętrza gospody. W środku grała skocznie muzyka przez miejscowych grajków. Panowała wesoła atmosfera, pili i jedli przedstawiciele wszelkich możliwych ras w świecie Falsus. Od wysokich elfów, po małe dokazujące gobliny. Do tej wesołej atmosfery zupełnie nie pasował osobnik w kapturze, siedzący samotnie w rogu sali.
     Każdy unikał go, gdyż biła od niego złowroga aura, a w tym świecie lepiej trzymać się od takich rzeczy, a szczególnie istot z daleka, jeśli oczywiście cenisz swoje życie. Cóż orka to jednak nie zniechęciło, podchmielony mocnym alkoholem przysiadł się do owego przybysza, wielkim łapskiem przysunął go do siebie i bełkotliwie zapytał:
– Ty ludziu, wydajesz się w porządku, postaw Bardrygowi następną kolejeczkę, chyba orkowi nie odmówisz? – wbrew stereotypom, orki nie są głupie i bywają bardzo inteligentne, o czym nie jeden przekonał się mając krzywy orkijski miecz w plecach, po próbie oszukania go. Jak w każdej rasie zdarzają się osobniki, u których rozumu próżno szukać. Właśnie taki był Bardryg, wielki i potężny ork, którego jedynym celem, było picie i zarabianie jako najemnik na to lub jak w tej sytuacji znalezienie nieszczęsnej ofiary, którą zmusi do kupienia mu następnego trunku.                 Obcy zdecydowanie odsunął jego łapę i spokojnie odpowiedział:
– Niestety jest to niemożliwe, a teraz odejdź, chce zjeść w spokoju sam.
– Baldryg nalega, Baldryg jak trzeźwieje, robi się zły, a nikt niechcieć, by być on zły...– Jego łapa znów wylądowała na karku zakapturzonego.
– Nic ode mnie nie dostaniesz, odejdź... – Ork rozwścieczył się i krzyknął:
– Skoro ludź nie chce postawić, Oldryg weźmie sobie sam złoto na mocne pićku. – Zamachnął się łapskiem w kierunku głowy ofiary. Następne wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Nieznajomy uniknął kończyny orka, następnie złapał go za nią i przerzucił go, bez trudu niszcząc solidny stół i robiąc dziurę w podłodze. Nastała cisza, a natręt leżał nieprzytomny z rozbitą czaszką, a wszyscy zebrani w karczmie patrzyli z dozą ciekawości i niepokoju na jego pogromcę. On zaś sięgnął ręką do kieszeni, następnie rzucił kilka złotych monet w kierunku gospodarza, mówiąc:
– To w ramach szkód, nie chcę, by potem ktoś mnie za coś ścigał... – I powoli skierował się do wyjścia. Mnóstwo par oczu śledziło każdy jego ruch, po jego wyjściu wszystko wróciło do swoich zajęć, ignorując wcześniejsze zajście. Deszcz nadal padał, tak jakby niebo płakało nad całym światem, chlupiąc, ruszył w kierunku własnego konia, zanim jednak zdążył to zrobić, do jego uszu doszło, krzykniecie:
– Ty przybłędą dokąd to się wybierasz? Poturbowałeś naszego kumpla, a teraz myślisz, że sobie odjedziesz? – ku niemu szła grupka pięciu osób, troje orków i dwoje goblinów. Nie odwracają się, szedł dalej. Będąc niedaleko konia, rzekł:
– Nic do was nie mam, wasz kumpel po prostu zaczepił niewłaściwą osobę. Zostawcie mnie w spokoju, zanim komukolwiek stanie się krzywda... – roześmiali się, jeden z nich dzierżących w dłoniach dwa krzywe sztylety odezwał się:
– Słyszeliście chłopaki? Że niby komuś stanie się krzywda... Jak już to nie nam, a tobie. Jak oddasz nam wszystkie rzeczy, to może zastanowimy się, czy darować życie, czy pozostać przy srogim wpierdolu.
– Odejdźcie, bo zginiecie... A wasze truchła będą ceną waszej złej decyzji – odpowiedział nieznajomy, przygotowując konia do odjazdu. I znów ta sama salwa śmiechu i ten sam ork, który wydawał się liderem tej grupki, odezwał się:
– Słyszeliście?  Panienka śmie nam grozić... Bo co panienka nam porachuje kości gołymi dłońmi?? Bierzcie durnia panowie, z jego martwego truchła weźmiemy fanty.– Pierwszy rzucił się goblin, uzbrojony w dwa miecze, skoczył na przeciwnika, mierząc od boku w gardło. Człowiek w kapturze ku zaskoczeniu wszystkich sparował cios gołą dłonią i jak mieczem machnął drugą w kierunku mikrusa. Krew zabarwiła bruk, a agresor leżał martwy. Drugi, jego kolega tej samej rasy, rzucił się w stronę mordercy, mierząc w nogi. Ten nawet się nie ruszył, przyjął cios bez żadnego ruchu, dwa miecze złamały się w miejscu ataku goblina. Teraz zaatakowany cofnął się lekko do tyłu i z półobrotu roztrzaskał mu czaszkę. Dwa trupy delikatnie ostudziły atakujących.
     Lider krzyknął do pozostałych:
– Panowie formacja, nie mamy do czynienia z żółtodziobem. Prująca strzała do tyłu, ja z łamignatem do przodu. Skupić się panowie i do ataku – kontynuowali, strzelec wypuścił szybką strzale w kierunku człowieka przy koniu, a po nim rzucił się łamignat z długą włócznią zakończoną ostrym jak brzytwa grotem. Pocisk został odbity gołą dłonią i tą samą ręką najpierw ofiara najemników złamał włócznie, a potem przebił serce, uśmiercając napastnika. Momentalnie zniknął i pojawił się za plecami łucznika. Ork nie zdążył nawet się odwrócić, a już jego głowa poturlała się w po brukowanej drodze.
Lider stracił dawną pewność siebie i jąkając się, zaczął rozmowę:
– A może się tak dogadamy? Ja zrobię, jak chciałeś na początku i już mnie nie zobaczysz, słowo orka.
– Już za późno, kapitan musi podzielić los swoich ludzi – spokojnym głosem, bez emocji odpowiedział mu głos spod kaptura. Zanim zdążył spróbować go przekonać, z jego zielonego gardła zaczęła lecieć krew. A napastnik cofał rękę po udanym ciosie. Powoli usunął się na kolana, trzymając się w miejsce przecięcia i padł z rękoma na boki nieżywy. Obok zwycięscy pojawił się srebrny wilk, który skierował na niego wzrok i pełen rezygnacji powiedział:
– Więc tak wygląda twoje spokojne życie. Dragonie przecież mogłeś ich ogłuszyć jednym marnym zaklęciem, a nie bawić się z nimi używając tych swoich sztuczek z uzbrajaniem ciała maną.
– Ich aura była całkowicie czerwona. Nie mieli już możliwości poprawy.
– Ta twoja moc i te różnokolorowe aury. Przez ciebie będą nas szukać, a przecież chciałeś w spokoju ukryć się w stolicy Cesarstwa Czarnych Chmur.
– Jak kto mówią, woda się rozlała i nic z tym nie zrobisz.
– Teraz tak mówisz, ale jak nam Cienie będą siedzieć na karku to, co zrobisz.
– Myślisz, że tak ich tajna policja, będzie robić aferę z paru martwych rozbójników? Przesadzasz. Ale do rzeczy, przecież nie mokniesz tylko po to, by mnie pouczać, mogłeś równie dobrze zrobić to w sferze duszy.
– Jako twój chowaniec pewnie tak, ale właśnie dostałem papiery od błędnego rycerza.
– Pupil generała dostarczył to, co miał dostarczyć?
– Ta.... Już masz pełne zwolnienie z wojska i nie ma mowy o dezercji, jeszcze dodał, że pomimo dawnych zasług wobec cesarstwa, masz ograniczyć pewne wyskoki. Zmarły cesarz cię lubił, jednak teraz jest zupełnie inne kierownictwo, które nie będzie patrzeć na ciebie łaskawym okiem.
– W pełni zrozumiałem... Dziwnie ograniczenia co? Rozmawiać chowańce miedzy sobą mogą bez cielesnej postaci w wymiarze duchowym, gdzie sobie żyjecie, nie będąc akurat w duszy właściciela lub u jego boku. ale przekazując jakiś przedmiot od innego waszego, musicie wyjść z aktualnego wymiaru, przyzwać cielesną formę, oddać to, co macie nie swojego i dopiero później możecie wrócić do duchowego stanu.
– Nie wszystko może być aż takie łatwe. Brrr. Ja wracam do ducha. Nie cierpię deszczu. – Wilk zniknął pod postacią rozwiewającego się szarego dymu, Kaptur opadł, a zamiast niego pojawiła się zarośnięta ciemnym zarostem twarz, którą „zdobiła” podłużna blizna zaczynająca się nad okiem, a kończąca pod nim.ciemnozielone oczy lustrowały niebo, zaczynało się przejaśnić, choć noc była w pełni, księżyc pojawił się, oświetlając swym nikłym blaskiem okolice. Pora ruszać, pomyślał i wskoczył na konia, po chwili odjechał w swoją stronę, zostawiając pięć trupów za sobą.

     Rankiem w miejsce masakry pojawiła się Kasandra, szczupła wysoka piękność o krótkich blond włosach i niebieskich bezwzględnych oczach, Jako oficer Cieni dostała polecenie udania się w to miejsce, nie bardzo chciała opuszczać stolicę, gdzie i tak było masę roboty. Dlaczego, więc zwykli członkowie milicji nie mogli sami rozwiązać tej sprawy i musieli angażować w to tajną policję... Zeszła z konia i podeszłą do swojego człowieka:
– Sig, cóż jest tak niezwykłego w tej sprawie, że musieli nas akurat wzywać? Czy oni są aż tak ograniczeni, że prostej sprawy morderstwa nie umieją poprowadzić sami?.
– Wiem szefowo, że nienawidzisz marnować czasu poza stolicą, ale proszę spojrzeć na rany zadane zmarłym – Kasandra pochyliła się i po kolei wnikliwie obejrzała każde rany. Po chwili powiedziała:
– Zwykłe rany cięte i co w tym dziwnego?
– Mamy świadka, stajennego, który widział całą tę sytuację oraz licznych świadków sytuacji, która miała dużo wspólnego z tą aktualną.
– Mów, aby szybko. Nie chce mi się przesłuchiwać tego kmiotka.
– Sprawnie i do rzeczy. Więc, by uprzedzić pani pytanie oraz przerwanie mi w czasie mojego raportu od razu mówię, że świadek jest pół-elfem leśnym, dzięki temu nie ważne, jaka pogoda zawsze wszystko widzi... Nawet w szalejącym deszczu. – Nie słysząc nic od pani kapitan, kontynuował:
– Otóż widział on, jak postać w kapturze wychodzi z karczmy i idzie do swojego konia, tuż za nim idą ci, którzy tu teraz leżą. Wywiązała się jakaś dyskusja, której on się nie przysłuchiwał, założył on, że to kolejny napad, który ta grupka znowu zaczyna, a wiadomo, że jeśli nic nie słyszysz, lepiej śpisz. Lecz sytuacja szybko się zmieniła, tamci dwaj gobliny po kolei zaatakowały, śmierci pierwszego nie widział, jednak drugi zginął od roztrzaskania czaszki nogą. Potem to już nie trwa długo, niedawna ofiara gołymi rękoma zabija napastników. Lider coś tam próbował go przekonać, ale po chwili i on pada z rozciętym gardłem. Pojawia się srebrny wilk, chwile gadają, zwierzę znika, a jeździec odjeżdża w stronę, z której pani przyjechała. Świadek zarzeka się, że morderca nie miał żadnej broni ani przy siodle, ani w chwili ataku.... – skończył podkomendny. Pani oficer splotła ręce za plecami i po chwili odezwała się:
– Wiesz Sig jak to niedorzecznie brzmi....
– Jestem tego w pełni świadomy, ale ów napastnik pokonał również gołymi rękoma prawie ponad dwumetrowego orka przerzutem przez ramię... Więc w tym kontekście brzmi to raczej prawdziwie czyż nie?
– Nie mogę zaprzeczyć, tym bardziej że jak mówisz, widziało to wiele świadków, a ten pół-elf też rzeczowo opisał późniejszą sytuację... O sile nieznajomego przemawia również jego chowaniec, przynajmniej tak sądzę o tym zwierzęciu, o którym mówiłeś wcześniej. Srebrny wilk nie jest normalnym sługą. A z tego, co wiem, istnieje jedno takie zwierze i to bardzo stare, które samo uznaję swojego mistrza i nie wszystkich akceptuję.
– Nie mówi pani o Wolfie Siwym?
– Zgadza się. O bestii, która ponad tysiąc lat zniszczyła nasze dopiero co powstałe królestwo. I którą ujarzmił drugi cesarz. Jeśli ona jest chowańcem tego człowieka, który jest sprawcą tego zamieszania, to nic dziwnego, że nas wezwano. Mamy tak mało informacji, że nie wiem, gdzie szukać. Wrócimy do stolicy, po śladach wiemy, że tam się skierował czy skierowała, bo pod tym płaszczem, nawet płeć można ukryć.

398 czyt.
100%42
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i inne, użył 2031 słów i 11780 znaków

Komentarze (2)

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 9 lis 2018

    Ciekawe i wciągające.

  • Almach99

    Almach99 26 paź 2018

    Uwielbiam fantasy.