Mroczny Cień-Rozdział 11

Przywdział swój ciemny kombinezon z hełmem, poczuł jakby uczucie nostalgii, już dawno nie wykonywał zlecenia dla kogoś. Z dachu okolicznego budynku spojrzał na posiadłość, gdzie świeciły się wszystkie światła. Głośno wzdychnął, musi się udać do tego siedliska rozpusty, z burzy myśli wyrwał go głos chowańca:
– Nie przemyślałeś jednej rzeczy.
– Niby jakiej?
– Co zrobisz z osobami postronnymi? I nie mam na myśli służby, bo w czasie takiego dnia, prócz ochroniarzy i gości nikogo tam nie ma.
– Ofiary? Hm... Stwórz nowy wymiar, będę wysyłać ich tam, ty ze swoją żonką zajmiecie się nimi.
– To będzie trudne, bo mój skarb ogląda właśnie jakiś swój nudny serial...
– Wolf?
– No dobra, wszystko będzie gotowe, działaj – Poczuł, jak jego towarzysz opuścił sferę duszy. Czas na zadanie skupił energie w nogach i przeskoczył znaczną odległość na dach posiadłości, zabił strażników kilkoma cichymi ciosami i na ich miejsce postawił klony, teraz czas na drugą część planu. Rozciął palec i krwią namalował symbole, przelał w nie manę, tworząc niewidzialną osłonę, która nie przepuszczała informacji z zewnątrz, nadszedł czas na krwawą łaźnię, zeskoczył przed drzwi frontowe, zabijając następnych strażników, przyzwał swoje dwa Colty 1911 z powiększonymi magazynkami i na rękawach stworzył pojedyncze ostrza. Kopniakiem otworzył ogromne wrota, już na wstępie zobaczył nagą parkę, obleśnego starucha i przepiękną ludzką dziewczynę o wzroku zamglonym przez narkotyki. Dragon wściekły podszedł do kopulującego i popukał go w ramię. Ten odwrócił się, mówiąc:
– Ta laska jest moj... – Momentalnie z zadowolonej twarzy zszedł mu uśmieszek, widząc obcego, jak celuję mu w głowę. Nie zdążył krzyknąć, a jego mózg przy pojedynczym blasku wystrzału rozpaćkał się na ścianie, kobietę jakoś to w ogóle nie zainteresowało, czekała tylko na kolejnego gwałciciela, zabójca położył jej rękę na głowę i odesłał do Wolfa, cały drżał z gniewu, z niemal każdego kąta dochodziły pojękiwania, sapania, a nawet krzyki, wszystkiemu temu przygrywała muzyka klasyczna odtwarzana na głośnikach w całej posiadłości. By nie oszaleć, Dragon znów zapieczętował swoje emocje, stworzył swojego klona, który miał odsyłać ofiary do chowańca. Chwycił mocniej broń i zaczął metodycznie mordować od pokoju do pokoju, piętro po piętrze, łuski padały na ziemię, obok kałuży krwi i masy nagich ciał, przy akompaniamencie orkiestry dętej, co jakiś czas trafiali się ochroniarze próbujący strzelać do napastnika, niestety tak nie skutecznie, że bardzo szybko dołączali do swych martwych szefów. Wchodząc do następnego pomieszczenia, znalazł małego chłopca i dziewczynkę, którzy wesoła rozmawiali, mieli około dziesięciu lat, nasz bohater zdjął hełm i łagodnym głosem spytał:
– Dzieci, a co wy tu robicie?
– My proszę pana, czekamy na tamtych dwóch panów, co się teraz kąpią w tej dużej łazience o tam – dziewczynka wskazała rączką duże drzwi.
– A po co czekacie?
– Taki inny pan powiedział, że mamy być grzeczni, bo jesteśmy prezentami dla tamtych ludzi, a potem zabierze nas do mamy i taty.
– A chce cię już teraz iść?
– Taaak!
– Wolf chodź tu na chwile, ale w wersji, humaidalnej, mam tu dwoje dzieci – Wysłał wiadomość za pomocą telepatii, a zamiast jego towarzysza pojawiła się Irmina, jego żona. Wyglądała, jak człowiek, Dragon zapomniał, że pochodzi ona z rodu lisów, które mogą przemienić się, w co chcą. Wzięła dzieci ze sobą i zanim zniknęła, powiedziała:
– Nie marnuj na tamtych palantów kuli, mają cierpieć.
– Wiem o tym doskonale – Zastukał do drzwi, usłyszał:
– Zaraz do was idziemy pączusie – Gdy usłyszał wstrętny rechot, nie wytrzymał i schował broń do kabury, a wyciągnął ostrze, szybkim ruchem wbił do środka, zamykając drzwi za sobą, a po sekundzie słychać były krzyki, a mała szybka w drzwiach zalała się ociekającą posoką.


Wróćmy jednak do Kasandry, która dwadzieścia minut, przed masakrą na pedofilach, zauważyła, że coś jest nie tak z posiadłością:
– Sig, jak to możliwe, że nie mogę od pięciu minut złapać podglądu od naszego drona?
– Już to ogarniam... Hm wygląda na to, że coś zakłóca sygnał, poprzestawiam czujniki, dodam tego, to zmniejszę i proszę, już jest –  Na monitorze pojawiło się okno, na którym rozbryzga się krew, a w tle widoczna jest postać wyjmująca pistolety i strzelająca z nich. Kasandra nie traciła czasu, zarządziła interwencje, Sig się opierał, że nie mają nakazu, lecz na nic to wobec rozkazu szefowej, dzięki pewnemu gadżetowi przebili się przez barierę. Ich oczom ukazały się zniszczone drzwi wejściowe, minęli je i uderzył w nich metaliczny smród krwi, dwóch żółtodziobów od razu zwymiotowało, zastępca oddziału podszedł do pierwszego ciała, stwierdził:
– Nie żyje, rany od kuli, dostał prosto w czaszkę.
– Mamy tu zboczeńca, który rozbiera ofiary... – rzekła zdegustowana Kassi.
– Raczej wątpię, ktoś tu urządził sobie niezłą zabawę – Jeden z funkcjonariuszy wskazał na pokój pełnych różnych zabawek, które miały służyć dorosłym w czasie nocy.
– Nie zatrzymujmy się, idźmy dalej – Jedynie co spotykali to same trupy i masa szkarłatnych plam, jeszcze ta absurdalna wesoła klasyczna muzyka... Nad sobą usłyszeli kolejne strzały, z bronią w ręku zaczęli szukać źródła hałasu.


Dragon w tym czasie wykańczał kolejne życia ludzkie, palce bolały go od ciągłego przeładowania i naciskania spustu, do Wolfa wysłał ponad trzydzieści ofiar, pewnie mają masę pracy z nimi, na całe szczęście to już ostatnie piętro i główny boss, dwoma kulkami posłał na tamten świat oboje osiłków pilnujących drzwi i wpadł do środka, gdyby nie osłona na głowę, zakrztusiłby się dymem, panował tutaj półmrok, paliły się narkotyczne kadzidełka, a pośród licznych niewiast różnych ras leżał w stroju Adama właściciel posiadłości, nic sobie nie robił z wejścia zabójcy:
– Dotarłeś aż tutaj? Brawo! Pewnie dachu nie pilnowali, co za banda patałachów. Ile chcesz kasy, byś odpuścił to zlecenie?
– Twój los został zapieczętowany Alfredzie, nawet nie wiem, jak mi uciekłeś z tej jaskini, ale pamiętam twoją twarz, w końcu jako jedyny byłeś tak pewny siebie, że nie nosiłeś maski...
– Znam cię, zabójca wielkiego mistrza, odejdź stąd, nie zbliżaj się! – Jodl zbladł i ze strachem odsunął się, aż pod ścianę.
– Zrobiłeś wiele złego, tchórzliwy szczurze – Dragon odbezpieczył pistolet i wycelował w niego.
– Ja tylko doradzałem wielkiemu mistrzowi, a teraz wykonuje rozkazy.
– Wszyscy tak mówią – Powoli naciskał spust, gdy usłyszał:
– Nie ruszaj się! Jesteśmy Cienie, tajna policja – Do pomieszczenia dobiegli Kassi z ekipą.
– Eh panienko, jak to jest, że ciągle na siebie wpadamy. Czyżby było to przeznaczenie?
– To ty!
– Pamiętałaś o mnie jak cudownie.
– Rusz się, a poszatkujemy cię kulami – Dragon tylko się uśmiechnął i strzelił, trafiając w Jodla w serce, a jednocześnie rzucił granat, który oślepił funkcjonariuszy. Ci zaczęli strzelać, ale niecelnie, dobiegli do okna, gdzie ostatnim razem go widzieli, jednak tam nikogo nie było, zniknęły też dziewczyny, które były przy łóżku. – Co tu się do jasnej anielki wyprawia?
– Nie wiem Sig, ale wzywaj ekipę, nic więcej nie możemy zrobić...

410 czyt.
100%42
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 1329 słów i 7686 znaków. Tagi: #fantastyka #magia #ZabawaSzlachty

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 5 kwietnia

    Dzieje się, to mało powiedziane. Wartka akcja, ale walcząc z takim przeciwnikiem, ciężko mieć sentymenty. Dragon ma nerwy ze stali.

  • Almach99

    Almach99 · 30 paź 2018

    Taki rozlew krwi, brrr... Jakbym Na nowa przechodzil Serious Sam...
    Na plus, Dragon uratowal ofiary I przeniosl je do innego wymiaru