Mroczny Cień-Rozdział drugi-Stolica i mały kawałek przeszłości Dragona.

Nasz tułacz po uregulowaniu opłaty za wstęp przekroczył bramę stolicy Cesarstwa. Nazywana Ingrid po tragicznie zmarłej żonie pierwszego cesarza. Otaczały ją wielkie mury, wysokie tak, że zasłaniały wschodzące słońce, a szerokie na tyle, by zmieścił się na nich przejeżdżający wóz. Jeśli chodzi o wygląd tej metropolii, przypominało sprężynę, która dzieliła się na dzielnicę. Każda zaczyna się od głównej drogi i kończyła, zataczając koło po drugiej stronie, kolejna następna była wyżej. Im wyższe piętro, tym lepsze warunki życia, jednak póki się nie zjechało z traktu, nie widziało się żadnej różnicy.
     Wszystko zaprojektowano tak, by wjeżdżający, widzieli tylko to, co cesarz chciał pokazać. Nie zjeżdżając na licznych rozdwojeniach, można było podjechać, aż do samego pałacu, a w razie konfliktu wystarczyło zawalić okoliczne budynki, by uniemożliwić, łatwe przedostanie się wrogowi.
     Na samym dole znajdowało się dzielnica biedoty, nikt kto nie musiał, nie zapuszczał się tam. Choć znając odpowiednie uliczki w wyższej strefie, można było trafić tutaj do ukrytej osławionej dzielnicy czerwonych latarni, gdzie odpowiedni ludzie prowadzili specjalne przybytki, oferowały one spełnienie wszelkich marzeń erotycznych, począwszy od klasyki, a skończywszy na legalnym zabójstwie. Dzięki tej pracy wiele rodzin nie musiało głodować, a do stosunku, który kończył się śmiercią, wybierano dziewczynę albo chłopaka z przeżartym przez narkotyki organizmem. Przed zgonem dostawali większą dawkę używki, a klient robił, co chciał. Lecz by skorzystać z takich ekstremalnych doznań trzeba było znać ludzi i mieć pieniądze. Im prostsza zachcianka, tym mniej zapłacisz i mniej się na szukasz.
     Wyżej, skąd można było dotrzeć bezpiecznie do tej plugawej dzielnicy, mieszkali zwykli ludzie, do których szczęście trochę bardziej się uśmiechnęło. Byli to głównie rzemieślnicy, oferowali swoje usługi i mieszkali nad warsztatami albo zwyczajni sklepikarze, nawołujący ludzi do swojego kramu. Poziom bezpieczeństwa jest tu nawet dosyć wysoki, ulicę patrolują poborowi.
     Na następnym pietrze znajdowali się kupcy, można tam było, kupić wszystko zamawiając u odpowiedniego człowieka, tutaj każdego biedaka, który ośmielił się przyjść na żebry lub w innych niecnych zamiarach od razu za sam wygląd specjalnie zatrudniona milicja wyrzucała niżej.
     Prawie najwyżej błyszcząc od złota i przepychu, mieściła się dzielnica szlachty, oddzielona od pozostałych małym murem i kutą żelazem bramą. Nie było tu żadnego sklepu, tylko same posiadłości, a oprócz uzbrojonych wyszkolonych strażników nikt nie chodził na pieszo, a nawet jeśli to nikt go nie zaczepiał. Prywatność traktowano tutaj jako sprawę najważniejszą.
     Na samej górze była siedziba cesarza i jego rodziny oraz bliskiej świty, mieściły się tutaj także wszelkie urzędy czy ambasady. Tutaj również był mur, tylko znacznie wyższy i stale patrolowany przez gwardię cesarską. Zwykły człowiek, aby się tu dostać, musiałby minąć wiele posterunkowych i po kolei dostawać z każdego zgodę na przejście dalej. Niestety dla kupców, chcący zdobyć licencję lub ją odnowić czy ludzi mających jakąś sprawę dla urzędnika to była norma. Całość dopełniał wielki pałac widoczny z daleka.
     Dragon zdecydował się udać do drugiej dzielnicy. Po kilku minutach przebytej drogi, co było niezwykle i możliwe w pewnych krótkich odstępach czasu dotarł do gospody pod Wesołym koniem. Jak w każdym takim budynku było głośno i wesoło. Jakoś dogadał się z karczmarzem o wynajęcie pokoju, po skrzypiących schodach skierował się do wyznaczonego pomieszczenia. Otworzył drzwi, wyposażenie było podstawowe jedno łóżko, lampa magiczna oraz biurko z krzesłem i szafa na rzeczy. Nic szczególnego, ale to mu wystarczyło. Położył swój bagaż na biurku i rozłożył się na posłaniu. Wolf również wyszedł, rozejrzał się i rzekł:
– Powiem ci, że nie jest źle. Byłem w gorszych dziurach... Co zamierzasz dalej robić?
– Wiesz co staruszku? Nie mam pojęcia, ta wojna, która zakończyła się niecałe dwa lata temu, zupełnie pozbawiła mnie sił. Mam dosyć krwi na swoich rękach. Chyba nigdy nie uwolnię się od pozbawiania życia. Tamtych też musiałem zabić...
– Też cię rozumiem, jak byłem młodym wilkiem, to liczyło się tylko, ilu wrogów zagryzłem bądź zabiłem... Lecz potem była to tylko rutyna. Którą zakończył Drugi... Podstępem mnie drań pokonał. Ale nie powiem, cwany to on był. Rób, jak uważasz, w końcu dzięki twoim zdolnością złota nam nie braknie. Tylko jak człowiek się nudzi, to robi głupoty... A może tak byś odnowił stare znajomości z wojska co??
– Z tymi zdrajcami nie chce mieć nic do czynienia, zabezpieczę drzwi zaklęciem i idę spać.
– Jak chcesz... – Wilk zniknął, a jego mistrz miał spać. Właśnie miał, jak to ładnie brzmi... Zupełnie inna była rzeczywistość.
     Śnił mu się koszmar, siedział na stercie trupów ze swoim mieczem na plecach, wszędzie słyszał krzyki: pomocy, ratunku, litości, a morze krwi zaczęło zalewać wszystko. A on nic nie robił, tylko się śmiał, nawet gdy krew zaczęła sączyć się mu do ust i zalewała go aż po czubek głowy. Obudził się cały zlany potem, w ustach czuł metaliczny smak krwi. Spojrzał przez okno, nowy dzień znowu wstał...

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 14 lis 2018

    Biedni nigdzie nie mają lekko. Bohater ma nie jedno na sumieniu, jak mniemam.

  • Almach99

    Almach99 · 27 paź 2018

    Demony przeszlosci nie pozwalaja spac