Księżycowa księżniczka cz 15 (ostatnia)

Chodzili i zwiedzali do wieczora. Wrócili koło dziewiątej. Przed samym przyjściem do hotelu, zjedli obiad. Tym razem bez mięsa. Naleśniki z serem i rodzynkami. Polane dobrą czekoladą.  
Weszli do pokoju.
— Grant, umyj się pierwszy.
On bez słowa wszedł do łazienki. Woda zmyła pot i poczuł się rześko. Wyszedł w szlafroku. Zmieniono ręczniki, pościel i wszystko w łazience.
— Teraz ja idę — powiedziała cicho Daria.
Grant leżał na łóżku i wsłuchiwał się w szum wody. Kiedy woda przestała lecieć, zamknął oczy. Widział, że Daria zabrała ze soba koszulę. Nie był pewny czy założy na to szlafrok czy nie. Usłyszał, że podeszła blisko.
— Czemu masz zamknięte oczy?
— Widziałem, że wzięłaś koszulę do spania.
— Nie mam koszuli na sobie. Możesz patrzeć.
Otworzył oczy. Rzeczywiście nie miała koszuli. W ogóle nic nie miała na sobie.  
— Och, przepraszam.
Zamknął oczy.
— Nie podobam ci się?
— Nie rozumiem. Nie chciałaś bym cię widział w nocnej koszuli, a mogę na ciebie patrzeć jak nic nie masz na sobie?
— Wcześniej nie wiedziałeś, że mnie kochasz. Teraz wiesz. Jestem twoja, a ty mój.
Grant otworzył oczy. Daria była idealna. Nie mógł sobie wyobrazić piękniejszego ciała. Co więcej, Daria patrzyła na niego tak, że wiedział czego pragnie. Poczuł się inaczej niż do tej pory. Wstał. Daria podeszła do niego i zdjęła mu szlafrok. Patrzyła na niego. Aż czuł się lekko zawstydzony. Był gotowy, ale nie mógł się poruszyć. Ona zrobiła krok jego kierunku i poczuł ją. To co odczuwał do tej pory było niczym w porównaniu z tym co odczuł teraz. Fala rozkoszy zalała go i jednocześnie niosła wyżej i wyżej. A przecież tylko zetknął się z jej ciałem.
Czemu myślałem, że ona jest wstydliwa. Ale w jednej chwili znalazł odpowiedź. Kochał ją. Był jej, a ona jego. Zetknęli wilgotne usta. Ta rozkosz, była najwyższa, którą zarejestrowały jego zmysły. Wszystko później nie mieściło się w skali. Co nie znaczy, że nie odczuwał. Odczuwał wszystko. Tylko to co mógłby opisać, to pocałunek. Dalej...nie potrafił.
Leżeli obok. Dniało.
— Kochaliśmy się cała noc?
— Tak, ukochany.
— To był poemat. Opisać mogę tylko pierwszy pocałunek. Dalej nie byłem w stanie.
— Właśnie chciałam ci powiedzieć to samo. Nie mam porównania, bo nawet nie całowałam się z nikim. Więcej, nie dotknęłam nikogo w żadan sposób.
— Jak to?
— Jak już stałam się kobietą. Kiedy byłam dzieckiem, bawiłam się jak wszyscy.
— Jak to możliwe?
— Czekałam na ciebie. Matka wiedziała z kart, run i snów. I ja wiedziałam. Wszyscy wiedzieli. Nikt mnie nie mógł dotknać, pod groźbą usunięcia z taboru. Potem wszyscy poszli. Jakieś dwa miesiące temu. Mieszkałam pod lasem w opuszczonym wozie. Czekałam na ciebie.
— Och.
— Jutro pojedziemy do szepczącego lasu. To nie jest daleko. Dzień jazdy koniem.
— Nie umiem jeździć konno.
— Nauczysz się. To nic trudnego.
— Jesteś piękna i smakujesz jak owoc.
— A ty jesteś niezwykle delikatny. Mężczyźni nie są tacy. Tak czuję. Nie wiem jak to wiem.
— Moja pierwsza dziewczyna to mówiła, Anabell i teraz ty.
— Dawała ci rozkosz?
— Anabell?
— Tak.
— To nie jest co powinnaś pytać, ale powiem ci. Tak. I sądziłem, że to granice ludzkich możliwości. Jak wiesz, była lesbijką i znała różne kruczki. Mówiła mi, że kobieta ma tylko usta i dłonie. Ale to raczej dotyczyło tego co ona pragnęła. Ale z tobą... nie mam słów. Nie sądziłem, że zadasz mi takie pytanie i sądziłem, że jesteś raczej wstydliwa.
— Rozumiesz co to znaczy być wstydliwym?
— No tak. Ale nie wiem co masz na myśli.
— To pomyśl. Człowiek wstydliwy jest nieszczery. Ale są dwa rodzaje postępowania. Ktoś może być rozwiązły i też nie jest szczery. Człowiek który kocha daje siebie całkowicie, nic nie zatrzymuje. Tak jak ty i ja.
— Ale powiedziałaś, że byłem delikatny.
— No bo jesteś, co nie znaczy, że nie dawałeś mi wszystkiego.
— Masz rację, Daria. Teraz rozumiem. W prawdziwej miłości, tej fizycznej nie ma niczego nie przyzwoitego. Jeżeli druga strona pragnie tego.
— Masz rację. Ty nie robisz nic dla siebie i podobnie ja. Dajemy nic nie żądając. Wszystko co otrzymujemy jest wszystkim. Bo jest darem bezwarunkowej miłości.
— Czy wiesz, gdzie można dostać konie?
— O tak. Z tym nie będzie kłopotów.
— Ale pojedziemy chyba jutro. Nie spaliśmy cała noc.
— Tak, kochanie. Ale jak teraz będziemy spać, to co będziemy robić w nocy?
— Spać.
— No dobrze, to teraz nie musimy. Grant, weźmiesz mnie za żonę?
— Tak, kochanie. A ty chcesz mnie za męża?
— Tak, najdroższy.
— To musi być noc poślubna.
— Nie musi być.
— Ale może.
— Ale już była.To zróbmy dzień poślubny.
— Daria kochanie, kochaliśmy się całą noc.
— Nie wymiguj się. Ja nie spałam dwa dni i dwie noce pod rząd.
— Jesteś kochliwa, księżniczko.
— A jestem. Poza tym będę miała dziecko.
— Och, jak to wiesz.
— Wiem. A chcę mieć dwojaczki. Teraz będzie dziewczynka. Nie pytaj jak wiem.
Przykryła go swoim ciałem. Miał wrażenie, że nic nie waży.  
  
Myli się razem.  
— Jak miałem tyle mocy, zupłenie nie rozumiem?
— Dziękuje ci. Będzie śliczna dziewczynka.
— Żartujesz, prawda?
— Wcale. Nie cieszysz się?
— Tak. Tylko dziwię się jak to wiesz.
— Przygotowuję cię na większe zdziwienie. Coś wiem. Ale las nam powie więcej. Chcesz coś jeść?
— Mam smaczek na kawałek mięska.
— Grant, chcesz mieć trojaczki?
— Czemu nie. Będą śliczne. Ojciec przystojny, matka niczego sobie.
— Niczego sobie?
— No brzydka nie jesteś, sądzę.
— Nie jestem brzydka, sądzisz? Wiesz, że cyganki mają czasem złe charaktery. Są bardzo zazdrosne i umieją się zemścić.
— Nie wiem o co ci chodzi.
— Podobam ci się czy nie. Mów szybko.
— Wiesz, że tak. Poza tym widzisz chyba.
Daria popatrzyła na jego ciało.
— Masz szczęście. Ale mamy czas tylko do północy. Wiem, że to źle zabrzmiało, ale musimy jutro jechać. Jutro jest pełnia. A mówiłeś, że jestem kochliwa. Co mam powiedzieć o tobie?
— Kocham cię, to pewnie dlatego.
— Zaraz nie będziesz taki dumny i ważny.
— Czy ja jestem dumny?
— Nie mówię do ciebie, Grant...

Wyruszyli o świcie. Daria dała mu adres i tam wzięli konie. Dwa czarne rumaki.  
Jechali powoli, bo było gorąco, chociaż nie upalnie. Wzięli jedzenie, ale nie wiele. Mieli dużo picia. Daria powiedziała mu, że jadą do lasu na horyzoncie.
— Dojedziemy do wieczora?
— Powinniśmy.
— Nie ma wilków?
— Pewnie są. Kiedyś było dużo. Teraz jest ich bardzo mało. Ludzie ich nie lubią. A wilki są lepsze od wiekszości ludzkiego rodu.
— Jesteś pewna, że się wszystkiego dowiemy?
— Skąd mam wiedzieć. Kocham cię. Tego jestem pewna.
— Daria, jesteś cudowna. Od samego początku tak czułem. Tylko nie mogłem... rozumiesz.
— Tak, kochanie. Rozumiem. Bardzo cię kocham. Dużo bardziej niż poprzednio. To znaczy tylko czuję, bo pewnie cię kochałam tak zawsze. Tak jak ty mnie.
— Czy prawdziwa miłość nie jest jedna?
— Jest, tylko jest bez dna. Bez końca. Jak Bóg.
Jechali bez słów. Nie mogli wiedzieć, że to las na nich tak działa. Im byli bliżej, tym bardziej na nich działał. Nie znaczyło, że las był magiczny dla wszystkich. Nie, on skrywał tajemnicę, która miał przekazać tylko im. I dlatego teraz czuł to i działał na nich, aby objawienie prawdy nie podziałało na nich zbyt mocno.
— Jest dziwnie — powiedział Grant.
— Też tak czuję. Byłam tu kilkakrotnie i nigdy niczego podobnego nie czułam.
W końcu wjechali w las.  
— Darija, Darija — słychać było jakby szept.
— Też to słyszysz? — zapytała dziewczyna.
Wyglądała na lekko wystraszoną.
— Tak, las szepcze twoje imię — szepnęła.
Słońce zbliżało się do zachodu.
— Może nie powinniśmy tu jechać w nocy.
— Ta piękna pani mówiła, że musimy być w czasie pełni, kiedy księżyc będzie na niebie.
— A co jeśli będą wilki?
— Mam zaufanie do niej. Nie wciągnęłaby nas w pułapkę.
— Kim ona jest, ja też raz ją śniłem. A może dwa razy.
— Nie mam pojęcia, anioł?
— Wierzysz w takie rzeczy?
— Wierzę.
— No tak, to wiara. Ale tu ktoś do nas mówił.
— Teraz nic nie słyszę. Ale wcześniej i ty słyszałeś.
— Tak, to nie halucynacja.
— Co to jest ta halu...coś.
— Myślałem, że już rozumiesz wszystkie słowa.
— Tak, to też jest niewytłumaczalne. Ale nie znam znaczenia tego słowa.
— To znaczy, że ci się wydaje, że coś jest, a nie jest.
— Och, rozumiem.
Słońce zaszło i zrobiło się ciemno. Ale nie zupełnie. Była pełnia i niebo nie miało chmur.  
— Wiesz gdzie mamy jechać?
— Tam — Daria pokazała dłonią kierunek. Musimy zostawić konie.
— Dlaczego?
— Nie mam pojęcia, tak czuję.
Uwiązali konie. Zaczęli iść pieszo. Zaczęło się robić coraz bardziej ciasno. Zrozumieli, że i tak nie daliby rady jechać konno.
— Boisz się?
— Nie tak bardzo, przy tobie czuję się bezpieczna.
Poruszali się coraz wolniej.  
— Tam, widzisz? Jest polana.
Weszli na nie zalesiony kawałek. Miał wymiary pięćdziesiąt na pięćdziesiąt metrów.  
— To dziwne. Wszędzie są drzewa. Czemu tu nic nie rośnie.
— Znam to miejsce, szepnęła Daria. Popatrz tam.
Grant popatrzył we wskazanym kierunku. Widać było mały wzgórek. Podeszli bliżej. To były kamienie ułożone w mały stos. Tylko nieznacznie porośnięte mchem.
— To nie może być stare. Inaczej by zarosło.
— Nie koniecznie. Przecież tu nic nie rośnie poza trawą. I to jest dziwne.
— Może coś jest w glebie.
— Nie myślę, Daria.
Grant zaczął odsuwać kamienie.
— Może tam ktoś leży, powinniśmy uszanować.
— Byłby krzyż.
Grant nadal przenosił kamienie.  
— Zobacz Daria, dziwny proch, jak sproszkowany metal.
Rzeczywiście, pod kamieniami leżał srebrny pył.
Grant natrafił na coś. Po chwili wyciągnął sztylet. Miał drewnianą rękojeść a rączka pokryta była srebrem. Ostrze nie było nawet zardzewiałe. Srebro pokrywały jakieś znaki.
— To nie są rumuńskie litery. Wyglądają na wschodnie.
Zobaczyli sfastykę.
— Niemieckie, z czasów wojny — powiedział Grant.
— Nie, hindusi mieli taki znak i słowianie. Gdyby należał do hitlerowców, czemu by były wschodnie znaki. Poza tym od wojny minęło tyle lat. Ostrze dawno by zardzewiało, a rączka by zgniła.
— Darija — rozległo się w powietrzu i srebrny pył uniósł się do góry.
— Grant, twoje oczy — szepnęła wystraszona Daria.
— Co z nimi?
— Są srebrne i promieniują jak światło księżyca.
Nagle twarz Dari zmieniła się i szepnęła.
— Mów!
Zaczęli słyszeć szum. Potem słychać było coraz wyraźniej. Słowa. Całe zwroty. Coś do nich mówiło, ale w niezrozumiałym języku. Nagle zaczęli rozumieć. To nie był rumuński i z pewnościa nie angielski.
— Darija, księżniczko ciemności.
Ale dziewczyna milczała. Ku jej zaskoczeniu odezwał się Grant.
— Oto jestem.
— Zabij Gruthera, a otrzymasz ogromną moc. Mam ją i mogę ci ją dać.
Teraz z koleji Grant poczuł mrowienie, ponieważ Daria się odezwała.
— Możesz mnie zabić, zgrzeszyłem.
— Darija umarła, ja jestem Daxtra — powiedział wyraźnie Grant.
— Darija nie umarła, ona nie może umrzeć póki ja jestem. A ja jestem zawsze.
Głos był łagodny, ale czuć było moc.
— Dextra, wybacz — szepnęła Daria.
— Już ci wybaczyłam, umiłowany — odrzekł Grant.
— Och umiłowany, jak dobrze cię widzieć — dodał jeszcze. Kocham cię, Gruther — powiedział Grant.
— I ja ciebie Dextra — szepnęła Daria.
Srebrny pył otoczył ich. Oczy Granta emanowały srebrna poświatą. W końcu zgasły.

Obudzili się na trawie. Wszystko było jak pamiętali. Tylko nie było już srebrnego pyłu. Było ciemno. Polana była ciemna, ale czuli, że wkrótce wzejdzie słońce.
— Dziwnie się czuję — szepnął Grant.
Przejechał po swoim ciele.  
— Och, jestem kobietą!
— Co ty pleciesz — odrzekła Daria i przetarła oczy.
— Daria? Jeżeli ty jesteś Daria to kim ja jestem? Boże gdzie moje dzieci?
— Wszystko w porzadku kochanie, mam je w łonie. Ty jesteś Grant.
— Daria przejechała po swoim ciele.
— Och, nasze ciała się zamieniły! Co teraz będzie?
— To nic. Wszyscy mi mówili, że jestem niewieści. Ale kocham cię. Tylko inaczej. I tak samo jednocześnie.
— I ja też — szepnęła Daria w ciele Granta.
— Jesteście w błędzie — usłyszeli głos, ale całkiem inny niż w czasie pełni.
— Kim jesteś? — zapytali razem.
— Jestem Gaja, matka Ziemia. Moje prawdziwe imie jest Prythiwi. Jestem Bhumi devi, Dhatri, Vishvasvam, Kasham. Jestem źródłem wszystkiego, Karmiącą matką, która ma wielką cierpliwośc. To ja mówiłam do was we śnie. Ale jesteście w błędzie co do siebie. Teraz macie swoje prawdziwe postacie. Ty dziewczyno jesteś Dextra, a ty młodzieńcze Gruther. Czekaliście ponad osiem stuleci na tą chwilę. Zarówno ty Gruther i ty Dextra otrzymaliściw drugą szansę.
— Kim był ten co szeptał w nocy?
— Tego nie mogę wam powiedzieć. Są różne siły i moce. I nie zawsze dobre. Coś się stało i ty Derijo obudziłaś jedną, osiem wieków temu.
— Nie wiem co się stało. Dlaczego stałam się demonem?
— Z zazdrości. Wszyscy w rodzinie, ojciec Mitrus i matka Ulija kochali was obie, ciebie i Kaliję tak samo. Ale Kalija była wybranką bogów. Ona bardzo cię kochała. Ty zazdrościłaś jej sławy, podziwiania i mocy. A serce dziecka ma wielką moc. Bezwiednie otrzymałaś wielką moc. To cię zmieniło w demona. Czyniłaś zło, ale miałaś wciąż cząstkę dobra. Trochę dzięki Kaliji, więcej dzięki Grutherowi, zatrzymałaś się w czynieniu zła. Kiedy umarła Kalija, zapomniałaś wszystko i stałaś się Dextrą. Pamietałaś gdzieś w głębi, że jesteś Księżycową księżniczką, ale byłaś już uosobieniem dobra. Podświadomie ucięłaś włosy i nie chciałaś, żeby odrosły, bo wówczas wpływ złej mocy mógłby tobą znowu rządzić. Ale teraz już jest dobrze. Gruther pokochał cię jak ty jego, a ty zrobiłaś wiele dobrych rzeczy. Oboje wykorzystaliście swoją szanse poprawy. Ale teraz, ponieważ wszystko zapomniałaś, będziesz nazywać się Dextra. Możesz nazywać się, Delija lub Dalia.
— Ale ja byłem mężczyzną i pamiętam siebie jako, Granta.
— Och, nie troszcz się o to. Wasza wzajemna miłość ma wielką moc. Po tej rozmowie wszystko będzie dobrze.
— Kim była ta dziewczyna, Anabell. Wyglądała jak Kalija.
— Tylko wyglądała. Ona jest szczęśliwa. Grant ją uratował, a potem pokochaliście się. I dzięki tej miłości jej odczucia się naprawiły. Ona nie będzie już z nikim. Ale przestała mieć pociąg do kobiet. Kiedy skończy to życie pójdzie do krainy gdzie jest się zawsze z Bogiem. Tam jest już Kalija.
Ty Dextro poświęciłaś swoja moc dla Gruthera. Jesteś czysta.
— Och, ja zabrałam tyle żyć — szepnęła.
— Tym, że poświęciłaś się dla Gruthera, zmazałaś swoja winę. Czasem zabije się wiele ciał, a uratuje jedno. I to wystarczy. Czasem uratuje się wielu, a potem ukrzywdzi jedną istotę świadomie i to przekreśla całe poprzednie dobro. Jedną istotę i to nie musi być nawet człowiek. To Gruther zrobił coś złego. Odrzucił Dextrę. To był czyn, za który powinien ponieść karę. Ona nie oszukała cię w niczym i dała ci prawdziwą miłość. Dlatego jako Dalia dałeś wszystko Grantowi. Jako Dextra nie pamiętała nic. Dlatego mówiła ci, że ma pięć lat. Tyle miała kiedy otrzymała moc ciemności. Teraz jesteście we właściwych ciałach. Jako Dalia dałaś Grantowi wszystko. Tym, ty Gruther odkupiłeś winę za to, że wygnałeś Dextrę. Nie trap się tym, że Kalija umarła. Tak miało być. Ona umarła tylko w ciele, ale w duchu zawsze jest. Po tym życiu wszyscy się spotkacie. Bardzo głęboko w środku będziecie pamiętać. Najmocniej będziecie to odczuwać zaraz przed zaśnięciem. Dalia będzie czuła się wówczas jak mężczyzna, a Grant jak kobieta. Gdyby wasza miłość nie byłaby pełna, nie potrafilibyście z tym żyć. A tak będzie to dla was nawet miłe i radosne. Jesteście jedyną parą w swoim rodzaju. Jesteście parą, lecz jesteście również jednością.
— Ja wiem, że mam dwójkę w łonie. Według nauki nie mogą mieć jeszcze płci, ale ja wiem, że to dziewczynka i chłopiec.
— Tak, dziewczynka będzie wyglądać jak ty. To jest ta dziewczynka, która zasłoniła swojego ojca.
— A chłopiec?
— To przyjaciel Gruthera, Terlach. On pierwszy naprowadził serce Gruthera na właściwy szlak.
— A czy my będziemy to pamiętać?
— Tylko imiona. Będziecie się czuć normalnie. Ty Gruther, możesz się nazywać Grant. Ale gdzieś w głębi będziesz wiedział, że jesteś Darią. A ty Dextro będziesz wiedziała, że byłaś Grantem.
— Ale czy to jest w porządku?
— Człowiek jest raz kobietą raz mężczyzną. Ale w waszym wypadku jest coś bardziej istotnego. Ty Gruther musiałeś żyć w ciele Dari i dlatego odbierano cię Dario, jako trochę męską. Stało się tak, żebyś mógł dać miłość w ten sam sposób w jaki ją otrzymałeś ją poprzednio od Dextry. Dlatego Daria kochała podobnie Granta, jak Dextra, Gruthera. Ty Dextro musiałaś żyć w ciele Granta. Przez to Grant był trochę delikatny, jak kobieta. Odczułaś miłość w ten sam sposób, jak poprzednio odczuwał ją od ciebie Gruther. Czyli oboje odczuliście dokładnie to, co dali wam poprzednio wasi partnerzy. Teraz jesteście we właściwych ciałach, a tylko podświadomie, lub na granicy jawy i snu, będziecie pamiętać, że byliście wcześniej kim innym. Ty Grant, Dextrą. Ty Dario, Grutherem. Wy jesteście doskonali, bo wasza miłośc jest doskonała. A z niej wystrzeli promień do Boga. Będziecie kochać siebie i innych i będziecie wiedzieli od kogo ta miłośc pochodzi. Wy dojdziecie tam gdzie jest Kalija i będzie Anabell. Jest tylko jedno ale...
Znikła.  
Dziewczyna i chłopak o wszystkim zapomnieli. Ale wiedzieli też wszystko co trzeba.  
— Możemy wracać — rzekł Grant. Ale jak damy jej na imię.
Grant wsunął dłoń w rozkopana ziemię, gdzie był sztylet. Na rzemyku była mała blaszka. Coś tam było wyryte.  
— Trira — odczytał. Miała ją na szyji. To była moja jedyna pamiątka po małej.
— A ten sztylet dał mi Mitrus — rzekła Daria.
— Gdybym cię nie miała, miałabym problem — szepnęła Dextra.
— Opiekuj się nimi — powiedział Grant.
Dotknął łona Dari.
— Nie wiem jak to wiem, ale Ratri panuje nad mocami nocy. Może to jest jej prawdziwe imię.
— Będzie.
— Będzie, jest, było. Czy to ma znaczenie. Jest. Zawsze. Dziewczynce damy imię Trira-Ratri, a chłopcu, Terlach.
Przedzierali się przez gęsty las. Po kilku minutach zobaczyli konie.
— Tylko gdzie będziemy mieszkać. Tu czy w Stanach? — zapytała Daria.
— Wolę tu, wszyscy są ciepli.
— A rodzice?
— Przyjadą jak będą chcieli. Pewnie będą pragnęli zobaczyć wnuki.
— A jak im się nie spodobam — zapytała Daria. Wiesz z teściowymi jest różnie.
— Nie bądź śmieszna. Kogo jak kogo, ale matki nie oszukasz. Pokocha cię od pierwszego wejrzenia. Przecież będzie wiedziała, że jesteś jej synem.
Zaczęli się śmiać.

                  Epilog
Stało się dokładnie tak jak przewidziała Daria. Rodzice Granta ich odwiedzili kiedy dzieci miały sześć miesięcy. Matka Granta pokochała Darię od samego początku. I w krótce przywykła do syna. Na samym początku wydawał jej się inny. Ale w końcu odkryła w nim więcej miłości. No cóż, Daria była całe życie jej uosobieniem. Rodzice wyjechali po pół roku. Obiecali ich ponownie odwiedzać. Też pokochali Rumunię. Oboje zaczęli myśleć aby się tu przenieść po przekroczeniu wieku emerytalnego.
Pewnej księżycowej nocy Daria wstała z łóżka. Coś ją obudziło. Podeszła do szuflady i wyjąła sztylet.  
— Jeśli zabijesz Gruthera, dam ci tą moc — usłyszała.
Daria podeszła do śpiącego Granta.
— Nie myślę, przynajmniej na razie...
Schowała sztylet do szuflady, gdzie Grant miał swoje rzeczy.
— Tu nie będę szukała. Ratri, pozwól mi zapomnieć.
— Chodź do łóżka, Grant, szepnął sennie Grant. I zgaś światło.
Powiedział tak, ponieważ teraz sądził, że jest Darią. Był na granicy snu.
— To nie światło, to moje oczy — szepnęła Daria.
Ale Gruther już spał. Daria przytuliła męża.  
— Zbyt mocno cię kocham, Gruther.
Daria przytuliła Granta i również zasnęła.

— To się nigdy nie stanie. Jesteś czystym złem, dlatego nie rozumiesz prawdziwej miłości. Ale i ty masz szanse — szepnęła Gaja i zniknęła z pokoju.
Za oknem śpiewały słowiki.
                    
                Kelowna 2016

Miłość to najbardziej dziwną rzeczą na świecie. Jest prosta, a nie da się jej wytłumaczyć.
Bóg jest nieskończoną ilościa atrybutów miłości, a nie jej rodzajów.
Bóg i Miłość jest tym samym. Oboje nie mają początku i końca. Obojga nie da się wytłumaczyć, lecz Bóg jest większy niż Miłość. Jeżeli kochasz jedną osobę, jesteś szczęśliwy. Jeżeli kochasz wszystko, Jesteś. Ale nie myśl nigdy, że jesteś Bogiem. Nie myśl tak, mimo że tak się stanie. A stanie się tak, bo On tak powiedział.  
PS. Tu gdzie obecnie jest Brasow był Siedmiogród. Czarny kościół, był miejscem, które odwiedził Gruther z Kaliją. W jego okolicy sądzono Gruthera, dlatego miała takie nieprzyjemne odczucia. Prawdopodobnie wszyscy zrozumieli, że Grant to Dextra a Dalia to Gruther. To opowiadanie nie jest z typu reinkarnacji. W Koranie jest wzmianka, że ludzie żyją raz. W bardzo specjalnych przypadkach dostają drugą szansę... i żyją po raz drugi.
Dziękuję wszystkim za przeczytanie. Miłośników fantasy zapraszam do następnej noweli, , To co jest we krwi", którą zacznę wstawiać od jutra. Alex <3

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3918 słów i 22208 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Paweł

    Bardzo fajne, czytałem z zapartym tchem, jedyny minus to błędy ortograficzne.

  • AlexAthame

    @Paweł dzięki.Nie zdołała poprawić, przepraszam.Tak jest z innymi.opowiadankami.Glownie to literówki.

  • AlexAthame

    @Paweł Polecam również inne.Moze ci się podobać Pierwszy i ostatni wróg. I Fukushu-sha ale widzę że usunąłem.Ale wstawię dzisiaj.Fajna historia   musialem usunac przypadkiem.

  • AlexAthame

    @Paweł Chciałem do Ciebie napisać w wiadomościach, ale nie mogę. Chodzi o to, że usunąłem Fukushu-się, czyli Msciciel  po japonsku.Moge wstawić z powrotem o ile będziesz czytał, albo od razu prześle ci całość.Tylko nie wiem czy wejdzie, bo ma 100 stron. Jak mi napiszesz mail to Ci prześle bezposrednio.Mail na wiadomości, albo na profilu ,mam mój mail.Wowczas postaram się poprawić troche błędów, ale i tak będą.Zwykle poprawiam dwa razy jak wstawiam, ale widac za mało.Sorry, że mam błędy.

  • Almach99

    Tak przyjemnie czytac pozytywne opowiesci. Mila odmiana po tej sieczxw z Tv czy prasy.
    a milosc jest wielka. Potrafi spopielic, lub dodac skrzydel 😃
    P.s Rumuni nie Sa slowianami

  • AlexAthame

    @Almach99 Musze sprawdzić. Podobno Czesi tez nie sa

  • Almach99

    @AlexAthame czesi akurat Sa Slowianami.  
    Wegrzy I Finowie naleza do tej samej grupy jezykowej.
    Najwieksza niewiadoma I zagadka sa Baskowie w Europie.

  • AuRoRa

    Przeczytałam całe. Intrygujące zakończenie. Trochę mi żal Kaliji, że się tak poświęciła, ale ważne że tych dwoje się na nowo ze sobą spotkało . Daję łapki :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Bardzo dziękuję za miły komentarz. :)