Cel życia #2

Wieczorem poczułam, że muszę zapolować. Wykradłam się przez okno i szybko pobiegłam do lasu.
Wyczułam tą słodką woń zwierzyny. Pomknęłam za zapachem niedźwiedzia, aż do małej polanki. Nie zwracałam uwagi na całe stado, dla nie istniał tylko ten największy, najlepiej pachnący. Wysunęłam kły i zawarczałam. Niedźwiedź wyczuwając wroga skierował się w moją stronę i zaryczał wrogo. Chciał mnie odpędzić, by reszta była bezpieczna.  Niedoczekanie. Zaczęłam okrążać go, gdy poczułam, że nie jestem sama na polanie.
Wyprostowałam się i stanęłam twarzą w twarz z wampirami. Już miałam przyjąć pozycję do ataku, gdy zorientowałam się, że jedną z nich jest dziewczyna z francuskiego, Alice, i jej towarzysz, Edward. Ten Edward, w którym chyba się zakochałam. Jedyne o czym pomyślałam, to ucieczka. I właśnie to zrobiłam.
Po chwili uciekania poczułam ręce, które złapały mnie w pasie.
- Stój słodka. - Usłyszałam jego cudowny głos tuż obok mojego ucha.
Automatycznie zatrzymałam się.
- Chodź ze mną. Musimy porozmawiać. - Znów go usłyszałam.
Złapał mnie w pasie i uniósł. Chwilę później otoczenie rozmyło się, gdy chłopak biegł. Po kilku sekundach byłam w salonie jakiegoś domu.
- Witaj, jestem Carlisle. Jak podejrzewasz, jestem wampirem. Tak samo jak ty. - Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna. Miał blond włosy i wyglądał na około trzydzieści lat.
- Wy wszyscy jesteście wampirami? - Rozejrzałam się dookoła. - Byłam pewna, że tylko ten skrzacik i on. - Wskazałam na Alice i Edwarda.
- Ten skrzacik uważa, że jesteś fajna. - Zaśmiała się wspomniana dziewczyna.
- A ja przyznaję rację skrzacikowi. - Do śmiechu dołączył się również Edward.
- Dobra, dobra, ale dlaczego mnie złapaliście?
- W tej okolicy tylko my jesteśmy wampirami, dlatego byliśmy ciekawi... I zaniepokojeni. Nie chcemy, żeby istnienie wampirów wyszło na światło dzienne - powiedziała brązowowłosa kobieta, która właśnie weszła do pomieszczenia. Miała miłą, matczyną twarz, aż chciałam podejść do niej i ją przytulić.
- Ok, miło było, ale chciałabym jeszcze zapolować. O sobie mogę opowiedzieć innym razem - oświadczyłam wszystkim, a głód zaczął mnie męczyć coraz bardziej.
- Pójdę z tobą - oznajmił Edward.
- Dobra, ale nie mam zamiaru ciebie pilnować - zgodziłam się i wybiegłam z domu, prosto w las.
Przez cały czas czułam jego obecność tuż za sobą. To już nie było moje polowanie. To było nasze polowanie.
Gdy już zjadłam któregoś z kolei niedźwiedzia, Edward nie pozwolił mi na dalsze łowy.
- Gdzie się tak śpieszysz? - zapytał tym swoim seksownym głosem.
- Do misia. Uściskać go. Tak bardzo mocno. - Puściłam do niego oczko.
- Ja również jestem głodny. - Zaczął bliżej przysuwać swoją twarz.
- To zapoluj. - Spróbowałam użyć tego jego kuszącego głosu, lecz wyszedł mi zaledwie skrzek.
- Ale ja wolę coś innego. - Zaśmiał się, a jego twarz była już obok mojej.
Serce biło mi jak szalone.
- A co? - wyszeptałam
- Ciebie - odpowiedział i pocałował mnie delikatnie.
W tamtej chwili czułam się, jakby strzelił we mnie piorun. Ledwo mogłam się ruszać, a w głowie miałam pustkę. Miękkie nogi, jakby były z waty, wcale nie ułatwiały sytuacji. Całował mnie tak delikatnie, jakby się bał, że ucieknę.
- Edward... - próbowałam coś powiedzieć tuż po pocałunku.
- Tak? - spytał, wtulając twarz w moje włosy.
- Czy to coś miało znaczyć? Znaczy się... Dobra, pocałowałeś mnie, ale...
- Kate... Wiem, że to zabrzmi dziwnie, wręcz staromodnie, ale... Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Dziwnie się wtedy czułem. Jakbym całe swoje życie czekał na ciebie.
- Ciii... Wiem, co czułeś. Mam tak samo - wyszeptałam. Wiedziałam, co się stało. To nie była zwykła miłość. Nikt nie zakochuje się od razu. Nikt naturalnie.
Wzniosłam oczy ku niebu i uśmiechnęłam się delikatnie. Dziękuję, Marodeo. Wiem, że on mi pomoże.
- Myślałem, że jesteś człowiekiem. Bałem się tego.
- Ale jestem wampirem i... I też powinieneś się bać. Kiedyś ci wytłumaczę dlaczego. - Westchnęłam.
Chłopak natychmiast mnie przytulił.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. Ale mam pytanie. Ja wiem, że się praktycznie nie znamy, ale... Będziesz ze mną? - zapytał, przyglądając mi się dokładnie.
- No wiesz... No... Ten... Tak! - powiedziałam z uśmiechem.
Edward przytulił mnie mocniej i ponownie pocałował. Jego zimne i delikatne usta były wprost stworzone do całowania. Już wiedziałam, że go kocham.
- Ja ciebie też kocham skarbie - zamruczał chłopak.
- Skąd ty... - zaczęłam zaskoczona, lecz po chwili przypomniałam sobie sytuację ze szkoły.
- Czytam w myślach - wyjaśnił
- No tak, zapomniałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony, nie wiedząc skąd to wiem.
- Nie pytaj. Po prostu nie pytaj. - Machnęłam ręką.
- Chciałbym cię lepiej poznać.
- Skoro jestem już najedzona, to możemy iść do ciebie i porozmawiać.
Ukochany złapał mnie za rękę i już po sekundzie biegliśmy ponownie w stronę jego domu. Wskoczyliśmy przez okno i chwilę później siedzieliśmy na jego łóżku. Zanim zaczęliśmy rozmawiać, do pokoju wpadł chłopak o brązowych włosach. Zatrzymał się niedaleko drzwi i przez chwilę nas lustrował.
- Panie i panowie, Edward przyprowadził panienkę! - zaśmiał się nieznajomy.
- Zamknij się Emmett! - Usłyszeliśmy z dołu krzyk Alice.
Zarumieniłam się na jego słowa. Wspomniałam już, że jestem dziwnym wampirem? W pokoju zaległa cisza. Edward wraz z Emmettem wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem.
- Jak? - zapytał cicho mój ukochany.
- Cóż... - odpowiedziałam i stwierdziłam, że jak mówić, to wszystko. Zamknęłam oczy, a moje włosy stały się zielone. Pomiędzy nimi pojawiły się lisie uszka, a nad tyłkiem wyrosła mi pokaźna kitka. Nastała cisza. Nikt się nawet nie poruszył. Niepewnie otworzyłam oczy i od razu zobaczyłam szok na twarzach chłopaków. Nic dziwnego. Wampiry nie mogły zmieniać ciała, nawet po ścięciu włosów one nie odrastały. Jednak był wyjątek. Stworzenia z rasy venomize potrafiły zmieniać swój wygląd, a po przemianie w wampira zachowywały tą cechę. Może to dlatego, że nie pochodziliśmy z tego wymiaru.
- Kochanie... - zaczął niepewnie Edward. Wiedziałam, że to wielki szok, ale nie chciałam ukrywać prawdy, zwłaszcza, że ten mężczyzna miał mi pomóc w wielu rzeczach.
- Czekaj, czekaj... Kochanie? Nie dość, że przyprowadzasz do domu pannę, to jeszcze ona jest twoją dziewczyną? - Na twarzy Emmetta pojawił się jeszcze większy szok. - On kiedy jesteście razem?
- Od kilku minut. - Wzruszyłam ramionami i schowałam uszka oraz kitkę, a włosy wróciły do poprzedniego koloru.
Nagle Edward wziął mnie na ręce i po sekundzie byliśmy w salonie na parterze. Jakimś cudem wszyscy już tam byli.
- Nie masz wyjścia. Musisz nam wszystko powiedzieć - powiedział mój chłopak, sadzając mnie na sofie.
Westchnęłam i podciągnęłam kolana pod brodę. Zanim zaczęłam mówić, szybko przedstawił z imienia całą rodzinę.
- Jak pewnie wiecie, nazywam się Kate Thomas, a przynajmniej tak się przedstawiam. W świecie wampirów mam inne imię, lecz wolę go nie używać. Mój ojciec spłodził mnie z kobietą rasy venomize, przez co moja matka zmarła przy porodzie. Ojciec opiekował się mną przez pewien czas. Do wyglądu osiemnastu lat dorosłam w około sześć lat. Mój umysł też szybko się rozwijał, nie byłam już wtedy dzieckiem, lecz dorosłą kobietą. Jak dorosły człowiek. - Uśmiechnęłam się niepewnie. - W szóste urodziny ojciec spełnił moją prośbę i stałam się pełnym wampirem. Dzięki temu mam moce. Tak jak Edward potrafię czytać w myślach, a przez moje pochodzenie mogę zmieniać wygląd oraz zapach...
- A więc dlatego w szkole cuchnęłaś mokrym psem! - przerwała mi Alice.
- Tak, dlatego. Ale wracając do opowieści... Mój ojciec co kilka lat załatwia mi rodzinę zastępczą, żebym mogła normalnie żyć. Oprócz mnie przemianę przeszła również moja siostra oraz kuzyn. Tu, w Forks, jest jeszcze jeden wampir. Caroline to dziewczyna Aleca...
- Tego Aleca?! - wykrzyknęła Rosalie
- Tak, chociaż prawdziwej miłości między nimi nie ma, teraz są bardziej jak przyjaciele. - Wzruszyłam ramionami. Ten związek nie był tajemnicą i wolałam, by się nie przerazili, gdyby Alec się tu pojawił. - Chociaż Caroline próbuje ożywić swojego byłego...
- Ale to niemożliwe! - Tym razem przerwał mi Carlisle. Ta rodzina naprawdę lubi wchodzić w słowo.
- Możliwe, ale cholernie niebezpieczne i trudne. Można powiedzieć, że prawie niemożliwe z naciskiem na prawie. - Machnęłam ręką.
- A jak się nazywa Twój ojciec? Może go znam. Jestem dość stary, więc sama rozumiesz...
- Wybaczcie, ale nie chcę tego mówić. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz. - Nie chciałam zdradzać tej tajemnicy. Przez swoje nazwisko niejednokrotnie traciłam przyjaciół. - Teraz wasza kolej. Chciałabym poznać waszą historię.
Byłam zadowolona, ponieważ powiedziałam o sobie tyle, ile mogłam, a oni nie odwrócili się. My, z rasy venomize, nie jesteśmy zbyt lubiani na tym świecie. Jesteśmy wyjątkami, które, nawet po pełnej przemianie w wampira, odstają od wszystkich. Wtuliłam się w Edwarda, gdy jego ojciec przedstawiał mi wszystkich dokładnie i opowiadał, jak jego rodzina powoli się powiększała. Byłam zaciekawiona, jak jedna osoba mogła zapoczątkować to wszystko. Nawet ich styl żywienia mnie fascynował. Tylko zwierzęta? Sama stosowałam dietę mieszaną, ponieważ po prostu uwielbiałam krew ludzką. Nie wyobrażałam sobie zatem, jak to jest jeść tylko zwierzęta.
Gdy Carlisle skończył opowiadać, spojrzałam na zegarek.
- Co?! Już czwarta? Muszę uciekać zanim opiekunka się obudzi! - powiedziałam i wstałam.
- Pójdę z tobą kochanie - Edward również wstał. Nikt się nie zdziwił, że chłopak mnie tak nazwał. Byłam pewna, że słyszeli naszą rozmowę.
Ruszyłam. Edward dzielnie dotrzymywał mi kroku przez całą drogę. Pod moim domem chłopak złapał mnie w talii i pocałował.
- Dzisiaj z koleżanką usiądźcie z nami. Będę trzymał miejsce - wyszeptał u uciekł do lasu.
Szybko wskoczyłam przez okno do pokoju, umyłam się i przebrałam w piżamę.

Callidia

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1917 słów i 10505 znaków. Tagi: #zmierzch #miłość #Edward #śmierć #venomize

Dodaj komentarz