Życiowa układanka, część dziewiąta

Życiowa układanka, część dziewiątaŻyciowa układanka, część dziewiąta
#mąż, #żona, #szef, #szantaż, #zdrada, #uległość, #seks z nieletnim, #molestowanie, #przemoc, #grupowy, #narkotyki, #gwałt zbiorowy, #szpital, #adwokat

Ostrzeżenie !!!
Poniższy tekst w pewnych fragmentach zawiera opisy scen seksu i innych czynności seksualnych o skrajnym stopniu brutalności.  
Pozostawiam Tobie czytelniku prawo wyboru, czy chcesz je przeczytać…  
Kto czuje się wystarczająco dojrzały emocjonalnie i zdecyduje się je przeczytać, robi to na własną odpowiedzialność.  
Odradzam także próby naśladowania opisanych tam scen.



Niedziela, 20 Maj 2018, południe


     Piotr już po raz trzeci naciskał przycisk dzwonka, za każdym razem trzymając go coraz dłużej, nim usłyszał jakieś oznaki życia za drzwiami. Wreszcie zgrzyt zamka poprzedził chwilę, gdy ujrzał skacowaną twarz osobnika wyglądającego na dobiegającego czterdziestki. Człowiek, który miał mu pomóc w jego sytuacji, sam nie był w najlepszej formie.
     – Słucham – przemówił przepitym głosem, stojący za drzwiami mężczyzna.
     – Miałem tutaj przyjść, dzisiaj w południe. Z polecenia lekarki ze szpitala – niepewnie powiedział Piotr.
     – A tak, proszę wejść… Przepraszam za mój stan, ale wczoraj opijaliśmy rozwód kolegi – odpowiedział po chwili właściciel mieszkania i usprawiedliwiając swój wygląd, zaprosił go do środka.
     – Przepraszam, zanim zaczniemy, muszę się napić kawy i zapalić… Pan się też napije? Pali pan? – dodał gospodarz, zadając pytania, które Piotr potwierdzał skinieniem głowy.
     Pierwsza na stole pojawiła się popielniczka, uchylenie okna było kolejnym znakiem przyzwalającym na palenie, czekał jednak na rozmówcę, aby ten pierwszy zapalił.  
     – To, co pana do mnie sprowadza? – zapytał, kiedy postawił dwie filiżanki z kawą na stole.
     – To – powiedział, kładąc papiery na stole.
     – A jak do tego doszło?  – zapytał po przeczytaniu pierwszego z dokumentów.
Piotr niezbyt składnie, nieco od tyłu zaczął opowiadać, co zmusiło go do przyjścia do kancelarii.  

(…)

Sobota, 19 Maj 2018, popołudnie

     Od powrotu spod domu Artura, gdzie zawiózł Monikę rano, nie mógł sobie znaleźć miejsca, wciąż był wściekły na siebie, że uległ jego szantażowi i jej prośbom, aby pozwolił jej odkupić ciałem nagrania, którymi ich szantażował.  
     – Kurwa mać! – krzyknął wściekły, kiedy szklanka wyśliznęła mu się z ręki i potłukła na podłodze.
     Zwykle kuchnia była królestwem żony, dzisiaj szukając sobie zajęcia, pod jej nieobecność, dla zabicia czasu, który dłużył mu się niemiłosiernie, wziął się za zmywanie. Zakręcił wodę, osuszył ręce lnianą ściereczką i sięgając po szufelkę oraz zmiotkę ostrożnie zaczął zmiatać kawałki potłuczonego szkła. Wszystkie widoczne fragmenty szklanki zebrał i wyrzucił do kosza, ponownie zamiótł całą kuchnię i ku własnemu zaskoczeniu zebrał kilkanaście kolejnych malutkich kawałków szkła. Przekonany o dokładnym posprzątaniu śladów wypadku, zrobił sobie kawę i zapalił papierosa. Zdenerwowanie na rozbicie szklanki już niemal ustąpiło, gdy z miejsca, gdzie siedział, dostrzegł kolejny, błyszczący fragment szkła. Trzeba jeszcze raz zamieść i ze dwa razy odkurzyć całe mieszkanie, ale przynajmniej będę miał zajęcie na jakiś czas… – pomyślał i po dokończeniu papierosa oraz dopiciu kawy zabrał się za sprzątanie. Nie próbował ukryć stłuczenia szklanki, wypadki się przecież zdarzają, chodziło mu o zebranie wszystkich kawałeczków szkła, żeby nie pokaleczyły Moniki, bo to ona zwykle chodzi po domu boso.
     Czas spędzony na sprzątaniu nieco go zmęczył. Choć to podobno nie jest „męskie” zajęcie, wyraźnie odczuwał fizyczne zmęczenie, ale w zamian, chociaż przez ponad godzinę, nie myślał o tym wszystkim i odpoczął psychicznie. Oglądając efekty swoich starań, był usatysfakcjonowany i zadowolony z siebie. Zamiecione, odkurzone i umyte podłogi wyglądały jakoś lepiej i radośniej, uznał, że zasłużył na chwilę relaksu. Co prawda, nie mógł się napić zimnego piwa, ale szklanka zimnego soku i kolejny papierosek, były równie przyjemną nagrodą za wykonany wysiłek.
     Siadając przy kuchennym stole z sokiem i papierosem, wciąż jeszcze nie myślał o szantażu, Arturze i niewierności żony, niestety wraz z odprężeniem wynikającym z ukończenia zajęcia wróciły niczym bumerang myśli na temat żony. Wyobraźnia podpowiadała mu sceny żony „odkupującej” nagrania, którymi Artur ich szantażuje. Znów wszystko się w nim gotowało, miał ochotę wsiąść w samochód, pojechać pod jego dom i obić mu mordę. Adres już znał, sam dziś tam zawiózł Monikę. Na nią, tez był zły, że tak łatwo uległa temu szantażowi i tak bardzo jej zależało, żeby pozwolił jej pojechać dziś do Artura, jakby za mało jej było, że codziennie puszcza się z nim w pracy. Zaczął mieć wątpliwości, czy przypadkiem nie mają romansu już od jakiegoś czasu, a ta umowa nie jest tylko ściemą, która ma zasłonić i usprawiedliwić ich romans… Im więcej myślał, tym gorsze teorie spiskowe zaczynały go nękać.  
     Jego dołujące rozmyślania przerwało pojawienie się muchy, która postanowiła przysiąść na stole. Kilka kolejnych minut śledził ją wzrokiem i próbował dopaść. Początkowo uchodziła z życiem mimo jego starań, które skutkowały jedynie głośnym uderzaniem dłonią o powierzchnie, na których siadała, wreszcie jednak udało mu się trafić i unicestwić irytującego owada. Aby nie wracać myślami do dzisiejszych poczynań żony, postanowił znaleźć sobie kolejne zajęcie, wybrał się umyć i posprzątać samochód. Nie był jakimś strasznym fanatykiem dbałości o auto, ale nie lubił bałaganu w środku, a miał dziś czas na to, żeby posprzątać w aucie dokładnie, nie tylko odkurzając, ale również przetrzeć plastiki i dokładnie umyć szyby, szczególnie zaś ślady rąk, po ich wyprawie na leśny parking i piasek na dywanikach.
     Umycie, odkurzenie i posprzątanie auta zajęło mu kolejną godzinę, nadchodziła dopiero pora obiadowa, a jemu kończyły się pomysły na kolejne zajęcia. W drodze powrotnej zatrzymał się na kebaba w ramach męskiego rozwiązania kwestii obiadu. Po powrocie do domu zaczął oglądać filmiki na Internecie, te o wypadkach szybko mu się znudziły, podobnych nieudaczników za kierownica widzi codziennie, śmieszne zwierzaki też się szybko przejadły, dopiero kanał z ciekawymi narzędziami i sztuczkami stolarskimi przykuł jego uwagę na dłużej.  

     Gdy minęła dwudziesta trzecia, naszło go jakieś niewyjaśnione przeczucie, że żona może potrzebować jakiś swobodniejszych ubrań, spakował więc w torbę jej T-shirt oraz spodnie dresowe, w których zwykle wcześniej chodziła po mieszkaniu i dołożył tenisówki, aby nie wyglądała komicznie w butach na obcasie, gdyby zdecydowała się przebrać w przygotowane ubranie. Zabrał torbę ze sobą i poszedł do samochodu. Aby spożytkować nadmiar czasu, spalił jeszcze papierosa na parkingu, dogaszając pozostałości w popielniczce pobliskiego kosza, wsiadł do auta i ruszył bez pośpiechu w drogę pod dom szantażysty.  
     Na miejscu był kilka minut przed północą. Zgodnie z warunkami, jakie narzucił im Artur, miał ją odebrać o północy. Nerwowo palił kolejnego papierosa, czekając na nadejście wyznaczonej godziny. Równo o północy zadzwonił do furtki posesji szefa, kurczowo ściskając torbę z ubraniami żony. Dźwięk zamka oznajmił zdalne otwarcie furtki dopiero po upływie ponad minuty naciskania guzika domofonu, pchnął metalowe drzwiczki i wszedł na jego teren. Chwilę czekał pod drzwiami, nim gospodarz je otworzył.
     – Książę przyjechał… – obwieścił z sarkazmem w głosie.
     – Skasuj przy mnie te filmy i zdjęcia – cedził przez zęby.
Obserwował, jak Artur kasuje filmy w telefonie, usiłując popisać się, jak nieistotne jest to dla niego. Miał wątpliwości, czy to jedyna kopia tych filmów, lecz nim zdążył o to zapytać, gospodarz odezwał się pierwszy.
     – Kopciuszek jest tam, zabieraj ją sobie – szydził dalej, wskazując ręką w stronę salonu.
     Ruszyli we wskazanym kierunku, po kilku krokach korytarzem wnętrze salonu stało się widoczne. W pomieszczeniu było jeszcze dwóch mężczyzn, siedzących na kanapach, przed nimi stał niewielki stół, na którym leżała przodem na blacie Monika, była kompletnie naga, nie licząc resztek podartych pończoch i jednego buta. Strzępy jej sukienki oraz bielizny leżały rozrzucone wokół, drugi but leżał na blacie, obok jej głowy. Wyglądała na nieprzytomną lub pijaną, od krocza do kolana miała rozmazany na udzie krwawy ślad.
     Piotr w tym momencie nie wytrzymał, ta pogarda i uszczypliwości ze strony gospodarza oraz upodlenie, do jakiego doprowadził ich szantażem, przebrały miarę. Odwrócił się w stronę idącego za nim Artura i jednym ciosem pięści posłał go na ścianę korytarza, jakiś metr za nim.
     – Monika! Wstawaj, idziemy – próbował krzykiem zmobilizować żonę do wyjścia, lecz ta nie reagowała, leżąc dalej w bezruchu.
     – Geh nach Hause, Schlampe – powiedział zapijaczonym głosem jeden z mężczyzn, podnosząc się z kanapy i uderzając ją dłonią w pośladek, aż odgłos odbił się głuchym echem po pomieszczeniu.
Monika ledwie zareagowała, podniosła głowę z blatu.
     – Juuuż nieee mooogę… – wybełkotała i opadła ponownie głową na stół.
     Piotr wciąż wściekły na Artura, zareagował niemal automatycznie, podbiegł do Niemca, który uderzył Monikę i jego również obdarował ciosem pięści w podbródek, posyłając go ponownie na kanapę wprost na drugiego kompana, chwiejnie próbującego wstać. Padający, po ciosie w zęby, uderzył swojego kolegę tyłem głowy w twarz. Niezrozumiały bełkot prawdopodobnie niemieckiego przekleństwa ucichł w chwili, gdy obaj goście opadli na kanapę. Wyglądało na to, że Piotr jest jedyną trzeźwą osobą w tym domu, obaj Niemcy zamroczeni leżeli na kanapie, nieprzytomna żona leżała nago na stoliku, kolanami ledwie dotykając podłogi, a Artur dopiero podnosił się w korytarzu.
     – Zniszczę cię kurwa! Pójdę z tym na obdukcję! Zgnijesz w więzieniu! – gospodarz wykrzykiwał kolejne groźby, plując jednocześnie krwią, sączącą się z rozciętej wargi i rozbitego nosa.
     – To ja jadę z nią do szpitala i na obdukcję, a ty odpowiesz za gwałt zbiorowy! – odpowiedział mu również krzykiem i poprawiając kolejnym ciosem w zęby.
     W desperacji wyciągnął telefon i zrobił kilka zdjęć, w jakim stanie zastał żonę i jej ubrania oraz wszystkim trzem, poturbowanym przez siebie, mężczyznom. Schował telefon i zabrał się za ubieranie żony, ściągnął jej pozostały but, porwanych pończoch nawet nie próbował ściągać, nałożył jedynie na jej nogi spodnie dresowe, które przyniósł i z wielkim trudem założył jej koszulkę. Brak współpracy z jej strony, nie ułatwiał mu zadania, podobnie jak trzęsące się z nerwów ręce. Gdy była w miarę okryta, pozbierał resztki jej ubrań do torby, wziął ją na ręce i zaniósł do samochodu.  
     Otwarcie drzwi auta okazało się nie lada wyzwaniem, mając zajęte obie ręce, poradził sobie, na moment opierając ją o bok samochodu i uwalniając jedną rękę, aby sięgnąć po pilota oraz do klamki w drzwiach. Usadziwszy ją na miejscu pasażera, zapiął jej pasy i popędził za kierownice, uruchomił silnik i z piskiem opon wystartował w stronę szpitala. Późna pora, puste drogi oraz nieznany stan żony sprawiły, że noga sama mocniej wciskała się w podłogę, zwalniał jedynie przed zakrętami, aby bezwładne ciało Moniki nie obijało się po samochodzie. Na szczęście nie spotkał po drodze żadnego patrolu policji i w kilka minut dotarł do najbliższego szpitala, zatrzymując się na podjeździe dla karetek, gdzie akurat jeden z ratowników medycznych kończył palić papierosa. Z jego pomocą przenieśli Monikę na wózek inwalidzki i zawieźli na SOR.
     Starając się odpowiedzieć na pytania lekarza, nie umiał udzielić zbyt wielu informacji o przyczynach jej stanu, pokazał jedynie zdjęcia, w jakim stanie ją znalazł, gdy przyjechał ją odebrać ze służbowego spotkania i nalegał, żeby sporządzono również protokół obdukcji. Na wyniki badań toksykologicznych krwi, trzeba było poczekać, na konsultację ginekologiczną również. Piotr został poproszony przez ratownika, który pomagał mu przetransportować Monikę na wózek o przeparkowanie auta, aby odblokować podjazd dla karetek.
     Kiedy wrócił, lekarz zajmujący się Moniką kazał mu oddać próbkę moczu do badania na narkotyki i wypytywał, czy kiedykolwiek brał, lub żona zażywała narkotyki, lub inne podobnie działające substancje. Dopiero po negatywnym wyniku badania, poinformował go o wykryciu kokainy w jej krwi. Gdy wreszcie zobaczył Monikę, miała podłączoną kroplówkę. Zabierano ją właśnie na badanie ginekologiczne.

Niedziela, 20 Maj 2018, południe

     – Dobrze, to nieco wyjaśnia, jak pańska żona trafiła do szpitala… Aby panu pomóc, muszę jednak zadać panu kilka trudnych pytań… – adwokat przerwał mu, szykując sobie jednocześnie papier i pióro do zapisywania notatek.
     – Czy pańska żona zarobkowo trudni się prostytucją?
     – Nie – Odpowiedział zaskoczony pytaniem.
     – Pan ją zawiózł do domu tego Artura?
     – Tak.
     – To jest jakiś krewny, pana lub pańskiej żony?
     – Nie.
     – Kim zatem dla was jest ten człowiek?
     – Właścicielem firmy, w której oboje pracujemy…
     – W jakim celu pojechała do niego do domu?
     – To był jego warunek, żeby skasował filmy i zdjęcia z Moniką – ledwie potrafił wydusić z siebie słowa, skrępowany mówieniem o coraz bardziej żenujących detalach sytuacji w jakiej, wraz z żoną, się znaleźli.
     – Proszę pana, mnie obowiązuje tajemnica adwokacka. To, co pan tutaj powie, bez pana zgody, nie może wyjść poza te mury. Jednak żeby panu pomóc, muszę poznać wszystkie szczegóły i niuanse, aby móc doradzić, co można z tym zrobić i jak się to ma do litery prawa – oznajmił adwokat.
     – Czy na tych filmach lub zdjęciach, był widoczny wizerunek pana żony nago lub w trakcie czynności seksualnych?
     – Tak – powiedział, wyciągając telefon i pokazując fragmenty filmów oraz zdjęcia.
     – Czy te nagrania, powstały za wiedzą i zgodą pana żony?
     – Z tego, co wiem, to nie…
     – W takim razie, trzeba to będzie zweryfikować z pana żoną, ale samo rejestrowanie takich czynności, wbrew woli osób widocznych na nagraniu, np. podstępem, stanowi naruszenie Art. 191a kodeksu karnego, co jest zagrożone karą pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat – wyjaśnił spokojnie mecenas, przerywając mu odpowiedź.
     – … zresztą tymi samymi nagraniami, dzień wcześniej, zmusił ją do podpisania tej umowy – Piotr kontynuował, podając dokument, jaki podpisała Monika.
Prawnik, czytając dokument, kręcił głową i wynotowywał kolejne cyferki, które na razie nic nie mówiły Piotrowi.
     – Czy wie pan, o jakim długu tu mowa?
     – Żona, wypełniając faktury dla trzech firm, które są własnością tych pozostałych panów wymienionych na umowie, błędnie wpisywała cenę, zamiast ceny palety, wprowadzała cenę metra kwadratowego.
     – Rozumiem, ale przecież faktury wystarczy skorygować…
     – Z relacji żony wiem, że Artur, przy niej, kontaktował się, z jakimś znanym prawnikiem, Malinowskim, czy jakoś tak, co to ponoć nigdy nie przegrał i ten odpowiedział, że nie sposób zmusić ich do podpisania korekt, a pracownikom, którzy doprowadzili do defraudacji i wywiezienia majątku firmy, grozi po piętnaście lat... – Piotrem, aż trzęsło, gdy o tym mówił.
     – Spokojnie, pan Malinowski jest adwokatem i to znanym, ale jestem pewien, że to nie on takiej porady udzielił. Ktoś pana albo państwa celowo wprowadził w błąd. – uspokajał go.
     – Kwestia korekty faktur między firmami, to jest banalna sprawa i nie widzę powodu, dlaczego mieliby nie przyjąć korekty faktury. Pracownik, który popełnił taki błąd, najwyżej mógłby mieć odebraną premię lub udzieloną naganę, za niedbałe wykonywanie obowiązków. Defraudacja majątku to inaczej korzyść majątkowa, na przykład, gdyby żona wynosiła jakieś rzeczy z firmy. Wydaje mi się, że cała ta „porada prawna”, to była mocno naciągana intryga, dodatkowo w wykonaniu kogoś niemającego zbytniej wiedzy na temat prawa, nie znam bowiem przepisu, który przewidywałby piętnastoletni wymiar kary w zakresie takiej odpowiedzialności, ale domyślam się skąd taki wynik – dalej wyjaśniał Piotrowi.
     – Widzi pan, mówiąc o defraudacji, jest Art. 284 § 2, kara do 5 lat, natomiast szkoda majątkowa to Art. 296 § 3 do 10 lat, ale to są maksymalne wymiary kary, a w naszym systemie prawnym wymiary kary się nie sumują. Art. 284 miałby zastosowanie, tylko gdyby żona osobiście wyniosła ten towar, natomiast Art. 296 § 3 odnosi się do szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, czyli powyżej miliona złotych, ale jest jeszcze § 4 tego artykułu, który dla osób działających nieumyślnie, zmniejsza wymiar kary do 3 lat i o takim maksymalnym wyroku dla pana żony moglibyśmy rozmawiać, gdyby ta rozmowa odbyła się przed zaproponowaniem tej umowy. W odniesieniu do pana osoby, w kwestii tej szkody majątkowej, w ogóle nie widzę podstaw do zarzutów – objaśniał kolejne przepisy.
     – Ktoś chciał pana żonę bardzo wystraszyć i wprowadził w błąd. Mogę się tylko domyślać, że ten sam „samozwańczy prawnik”, był pomysłodawcą tejże umowy, jest ona bowiem w całości sprzeczna z prawem, jednak niepokoi mnie jeden zapis tej umowy mówiący o podpisaniu weksli...
     – Co do sprzeczności tej umowy z prawem, widzi pan, w kodeksie karnym jest taki dział „Przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności”, tam jest między innymi Art. 197 § 1 […] doprowadzenie podstępem osoby do obcowania płciowego 2 do 12 lat, Art. 203 […] doprowadzenie innej osoby do uprawiania prostytucji od roku do 10 lat. Są też pomniejsze przepisy, które narusza ta umowa, zagrożone niższymi wymiarami kary… Pański szef dodatkowo naruszył kilka kolejnych przepisów: nagrywając filmy i robiąc te zdjęcia podstępem Art. 191a § 1 od 3 miesięcy do 5 lat, grożąc ujawnieniem nagrań Art. 191 § 1 do 3 lat, robiąc to w celu odzyskania wierzytelności § 2 też od 3 miesięcy do 5 lat i wreszcie przy odpowiedniej argumentacji sąd może uznać, że wypełnia również znamiona rozpowszechniania lub utrwalania treści pornograficznych z prezentowaniem przemocy Art. 202 § 3 od 2 do 12 lat – wyliczał, wypisując Piotrowi kolejne przepisy.
     – To można unieważnić tę umowę? – zapytał, wreszcie z nadzieją w głosie.
     – Ta umowa jest od początku sprzeczna z zasadami współżycia społecznego i jako taka jest nieważna, mówi o tym Art. 58 § 2 kodeksu cywilnego.
     – To te weksle też są nieważne?
     – Niestety nie, choć sama umowa jest nieważna, to jak rozumiem, pana żona podpisała te weksle, o których mowa w tej umowie. Weksel jest papierem cennym, choć może być napisany na czymkolwiek, nawet na serwetce, wystarczy, jeśli zawiera słowo weksel, nazwisko dłużnika i jego podpis, a już stanowi bezwarunkowe zobowiązanie do zapłaty długu. Brak pozostałych wymaganych danych, jak nazwisko wierzyciela, data wystawienia, czy termin płatności, cechują weksel in blanco – wyjaśniał.
     – To, co teraz można zrobić z tymi wekslami?
     – Najskuteczniej byłoby je spłacić, żądając jednocześnie zwrotu weksli, z adnotacją na rewersie o spłaceniu zobowiązania wraz z datą i podpisem wierzyciela… – powiedział, zapalając kolejnego papierosa.

     Mecenas zrobił dłuższą przerwę, Piotr również milczał, licząc na pomysłowość rozmówcy i znalezienie rozwiązania. Po skończeniu papierosa gospodarz wstał po dzbanek z kawą, dolał sobie i gościowi kolejną porcję. Adwokat wyglądał coraz lepiej, czego nie można było powiedzieć o Piotrze.
     – Zakładam, że chce pan utrzymać to małżeństwo i pozbyć się jak najszybciej tych weksli?
     – Tak, dokładnie tak.
     – Czy stać państwa na spłatę choćby części tych weksli?
     – Nawet na spłacenie jednego nas nie stać. Ledwo spłacamy kredyt hipoteczny, nie wiem, czy mnie stać na opłacenie dzisiejszej wizyty…
     – Tym na razie niech się pan nie martwi. Lekarka, która pana do mnie przysłała, jest moją znajomą i dzwoniła do mnie w nocy z prośbą, żeby państwu pomóc. Umówmy się, że dzisiejszą wizytę ma pan za darmo…
     – Dziękuję.
     – Miałbym chyba pewien pomysł… Musimy ustalić jednak, co jest dla pana priorytetem, a co jest pan gotów poświęcić...
     – Nie bardzo rozumiem, o co dokładnie panu chodzi?
     – Proszę pana, na spotkaniu z wierzycielami zażądamy wydania weksli, argumentując to odpowiedzialnością karną oraz nieważnością umowy, ale nie mam pewności, czy wszystkie weksle zostaną od razu zwrócone…
     – I co wtedy, z tymi wekslami?
     – Nie wiemy, jak wypisane są te weksle: imienne, czy na okaziciela, mają terminy płatności, czy są płatne na żądanie. Wierzyciele mogą zażądać ich zapłacenia, powiedzmy kilku weksli, mogą przenieść indosem prawa na inne osoby, czyli sprzedać je dalej. Później w sądzie te pieniądze odzyskamy, ale maszyna sądownicza jest powolna…
     – To jaki mam wybór?  
     – Wynikiem tego spotkania, może być całkowite odrzucenie naszych argumentów, wówczas sprawa trafi do sądu, z powództwa cywilnego, które wiąże się z kosztami założenia sprawy. To jest najgorszy scenariusz. Niestety sprawy o przestępstwa seksualne, są szybko nagłaśnianie przez media dla poprawy wyników popularności. Czy państwo są gotowi na publiczne nagłośnienie sprawy?
     – No nie, z bólem serca zgodziłem się na jej wizytę u Artura, żeby pozbyć się tych filmów, a zamiast tego mam żonę w szpitalu…
     – Kolejna możliwość, że oddadzą weksle w zamian za zobowiązanie, że nie wniosą państwo zarzutów przeciwko nim. Czy są państwo skłonni zaakceptować taki stan rzeczy?
     – Będę musiał jeszcze porozmawiać z żoną, ale chyba tak...
     – Dobrze, to uznajmy to, za nasz plan minimum. To, do czego zmierzam, to oprócz zwrotu weksli, to zadośćuczynienie za straty moralne od wierzycieli, a od tego Artura dodatkowo odszkodowanie za rozstrój zdrowia pańskiej żony. Jak panu się widzi taki plan?
     – To jest zdecydowanie lepszy plan, ale nadal wychodzą z tego bezkarnie… – odpowiedział nie do końca zadowolony.
     – Panie Piotrze, przypominam, że to pan nie chce rozgłosu, a sprawa w sądzie na pewno szybko go nabierze. Postaramy się za to, żeby finansowo mocno odczuli skutki swoich czynów – ostudził nieco oczekiwania Piotra.
     – Przepraszam, nie pomyślałem o tym – usprawiedliwiał się.
     – Pańska żona nadal jest w szpitalu? – spytał po chwili milczenia.
     – Tak i pewnie będzie tam jeszcze jakiś czas… – odpowiedział zaskoczony zmianą tematu.
     – To teraz, jeszcze dla formalności, podpisze mi pan pełnomocnictwo do reprezentowania pana w tej sprawie, a do pani Moniki pofatyguję się po podpis jutro.  
     – Dobrze.
     – Sugeruję nie chwalić się nikomu, o naszym spotkaniu i unikać kontaktu z pobitym szefem.
     – Tylko jak to zrobić?
     – Proszę teraz wysłać do pańskiego przełożonego, SMS z informacją: Żona w ciężkim stanie w szpitalu. Potrzebuje minimum tydzień urlopu, żeby przy niej czuwać. Zwolnienie żony dostarczę po wypisaniu jej ze szpitala.  – podyktował mu treść wiadomości.

     Po wyjściu Piotra z kancelarii adwokat sięgnął po telefon i wybrał numer swojej znajomej. W rozmowie z lekarką, która skierowała do niego Piotra, dowiedział się więcej na temat obrażeń, jakich doznała Monika, a także delikatnie zasugerował, aby pozostawić ją w szpitalu, aż do kolejnego poniedziałku, zamiast wypisywać ją przed weekendem.
     


Poniedziałek, 28 Maj 2018


     Punktualnie o godzinie dziesiątej w hurtowni Artura zjawił się kurier z przesyłkami. Na ręce Sylwii, która akurat była wolna, przekazał większość kopert.  
     – A ta jest do rąk własnych pana Artura S***, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru – wyrecytował, czytając z dodatkowej naklejki, jaką była opatrzona przesyłka.
     Sylwia wskazała kurierowi drzwi do gabinetu prezesa, po chwili kurier z podpisaną zwrotką opuścił gabinet, a Artur zaczął otwierać sporą kopertę z logo firmy kurierskiej, którą właśnie otrzymał.
     Wewnątrz znajdowała się równie pokaźna koperta formatu B4 z logo Kancelarii Adwokackiej Malinowski, Kabała i Partnerzy, zawierająca kilkadziesiąt stron dokumentów spiętych w kilka oddzielnych plików oraz wydrukowane na ozdobnym papierze kredowym wezwanie do udziału w spotkaniu mediacyjnym:


Kancelaria Adwokacka
Malinowski, Kabała i Partnerzy

Dnia: 25 Maja 2018 r.


Mecenas Kamil Kabała,  
reprezentując Pro Publico Bono  
interesy małżonków Moniki M*** i Piotra M***  

w sprawie przeciwko  

Arturowi S***, Andrzejowi W***, Bogdanowi L*** i Jerzemu D***

Wzywa Pana Artura S*** do uczestnictwa w przed sądowym spotkaniu mediacyjnym.

Miejsce spotkania mediacyjnego wyznacza się  
w siedzibie Kancelarii Adwokackiej Malinowski, Kabała i Partnerzy  
w dniu 4 Czerwca 2018 r. o godzinie 11:00.


Brak stawiennictwa w wyznaczonym terminie
lub ustalenia nowego terminu spotkania mediacyjnego  
spowoduje w kolejnym dniu roboczym,  
następującym po ustalonym terminie spotkania mediacyjnego,  
złożenie załączonych wniosków o postępowania sądowe.  

Kopie wniosków o postępowania sądowe załączono do niniejszego pisma.


Mecenas Kamil Kabała




     – Kurwa mać!!! – zaklął siarczyście.  
     Zaczął przeglądać załączone dokumenty i choć nie wszystko rozumiał z prawniczego języka, jakim były napisane, to ciarki przechodziły mu po plecach na widok kar, jakich domagał się autor pism w niemal każdym akapicie.  Po zsumowaniu maksymalnych kar wyszło mu ponad 70 lat więzienia i prawie sześćset tysięcy świadczeń na rzecz Moniki oraz kolejne pięćdziesiąt tysięcy na rzecz Kancelarii jako zadośćuczynienie za posłużenie się jej nazwą.
     Zmuszony okolicznościami zebrał dokumenty i pojechał do kilku większych kancelarii w mieście.  

(…)

     Idąc z dokumentami w stronę samochodu, zaparkowanego pod jedną z większych kancelarii w mieście, usłyszał dzwonek swojego telefonu. Rzut oka na telefon i już wiedział, że nie będzie to przyjemna rozmowa.
     – Poczekaj chwilę, tylko wsiądę do auta – odpowiedział rozmówcy.
     – Kurwa, on sobie jeszcze wycieczki autem urządza! – krzyczał w słuchawkę Jerzy.
     – Wyszedłem właśnie z kancelarii – ripostował Artur, jednocześnie wrzucając teczkę z dokumentami do bagażnika.
     – Czyli dostałeś pismo?  
     – Tak, właśnie próbuję to ogarnąć…  
     – To nie jest rozmowa na telefon. Spotykamy się u Bogdana w hotelu, to pogadamy – Jerzy się rozłączył.
     Ruszając autem, przywołał w pamięci dzień, kiedy podzielił się pomysłem na wykorzystanie Moniki z kompanami wycieczek po agencjach towarzyskich i wspólnie ustalili plan, który miał teraz odbić im się sporą czkawką…

Czwartek, 22 Luty 2018, popołudnie

     – O, Bogdan niech ci Artur opowie ten swój plan… - Jerzy z Andrzejem, ubawieni pomysłem Artura, siedząc z w kameralnej loży i obserwując kolejne dziewczyny tańczące na rurkach, przywitali czwartego z kompanów grupy, regularnie spotykającej się w jednym z miejscowych burdeli.
     – A co on znowu wymyślił?  
     – Kojarzysz Monikę, tę cycatą laskę, co teraz robi nasze zamówienia i faktury? – Jerzy usiłował wstępnie wprowadzić Bogdana w temat, nim Artur wróci z „masażu”, na który poszedł.
     – Tak, jak zwolnił tamta rudą księgową, to ta Monika dostała obsługę naszych zamówień – Bogdan spokojnie starał się zrozumieć, czym koledzy tak bardzo się ekscytują.
     – Artur już od dawna ma na nią ochotę… – dodał Andrzej.
     – Artur chyba wszystkie swoje pracownice próbuje zaliczyć… – Bogdan wyraził swoje zdanie.
     – Robił już jakieś podchody, ale nic nie wskórał… – żartował Jerzy.
     – Idzie Artur, to opowie ci szczegóły – zauważył Andrzej.  
     – O czym mowa? – wyraźnie zadowolony Artur dołączył do biesiadujących kolegów.
     – Zaczęliśmy wprowadzać Bogdana w twój pomysł… – wyjaśnił Jerzy.
     – Co te łyse chuje Ci nagadały? – Artur, żartując, próbował podjąć wątek.
     – Że jeszcze nie udało ci się bzyknąć Moniki – ripostował Bogdan.
     – Głupia nie chciała, ale popełniła błąd… jebnęła się i to grubo, na waszych fakturach… – zaczął objaśniać Artur.  
     – A co nam do tego? Zrób korektę faktur i po sprawie… – Bogdan nadal nie rozumiał powodów ekscytacji kolegów.
     – A nie chciałbyś jej bzykać, i to za darmo, zamiast tych dziwek tutaj? – dopytywał Artur.
     – Chętnie...
     – To posłuchaj. Ona, popełnia ten sam błąd na kolejnych fakturach, teraz macie zaniżone faktury, więc nic nie tracicie. Poczekamy, aż się tego uzbiera z pół melona, wezwę ją do siebie i odstawię szopkę o wyprowadzaniu majątku…  – Artur zaczął tłumaczyć swój pomysł.
     – Chyba, aż tak naiwna nie jest?  
     – Bogdan, ona tylko dlatego robi wasze faktury, że musiałem zwolnić Jolkę, zaszła w ciążę i zaczęła mi fochy stroić. Zanim przyniosła mi zwolnienie, dostała wypowiedzenie, bo miałbym na trzy lata zablokowany etat – Artur odpowiedział na sceptyczne uwagi kompana.
     – Zrobi korekty faktur i koniec szopki…
     – Nie, bo udam, że dzwonie do prawnika, ten niby powie, że nie da rady, bo jakieś kruczki prawne... Zrobimy lipne negocjacje z podpisaniem ugody...
     – To cnotka niewydymka. Skoro dotąd ci nie dała, nie sądzę, żeby teraz sama na to zaproponowała... – Jerzy również skrytykował plan Artura.
     – Dlatego postawicie „warunki” podpisania ugody, a ja będę udawał, że próbuję jej pomóc…
     – I co jej powiemy, że zapłacimy, jak da się przelecieć? – Bogdan nadal powątpiewał.
     – Dokładnie, a najlepsze, że wyruchacie ją za darmo, a ja, w zamian za to, że dobrodusznie nie obetnę jej premii, pobzykam ją sobie jeszcze z tydzień… – Artur nakręcał się coraz bardziej.
     – Cała szopka, żeby raz zamoczyć? – Jerzy wyraził swoje niezadowolenie.
     – A masz lepszą propozycję? – Artur z trudem znosił dalszą krytykę swojego planu.
     – Jasne, jeśli już mamy się w to angażować, to zróbmy to tak, żeby mieć zabawę na dłużej…  
     – Ty też wierzysz, że ta mała się na to zgodzi? – Bogdan wciąż sceptycznie oceniał plan.
     – Skoro Artur wmówi jej, że całe to zadłużenie ciąży na niej, możemy jej zaproponować „spłacenie” tego długu w zamian za seks… – Jerzy zaczął rozbudowywać plan Artura.
     – Tylko jak ją przekonać do kolejnych spotkań? – Andrzej włączył się do dyskusji.
     – Podzielimy jej dług na raty, powiedzmy, że każdemu z nas podpisze po 10 weksli i za każde spotkanie anulujemy jej jeden weksel… – Jerzy wyłuszczał swoje pomysły.
     – To wychodzi mniej więcej dwadzieścia tysięcy na weksel, trochę dużo, jak za zwykłe dymanko… Nie będzie nic podejrzewać? – Bogdan nadal był nieprzekonany.
     – Myślałem o spotkaniach grupowych, nie koniecznie, żeby brać ją jednocześnie, ale moglibyśmy zabawiać się z nią w kolejarza… Co o tym myślicie?  – Jerzy sondował nastawienie kolegów.
     – Kurwa, zawsze to trzy razy więcej okazji do zabawy z tą małą… – Andrzej odpowiedział z entuzjazmem.
     – Ją to bym chętnie pierdolił bez gumy… – Jerzy odważniej przedstawił swoje zachcianki.
     – Młoda, atrakcyjna dupa, też bym chętnie się w niej spuścił…  – Andrzej poparł poprzednika.

Wspomnienia Artura przerwało dotarcie pod hotel Bogdana…

Poniedziałek, 28 Maj 2018, popołudnie


     – No cześć wszystkim – powiedział Artur, dołączając do spotkania jako ostatni.  
     – Kurwa Artur! Co ty za akcje robisz za naszymi plecami? – wzburzony Andrzej domagał się wyjaśnień.
     – W jakie gówno próbujesz nas wpakować? – wtórował mu Jerzy
     – Możesz nas oświecić, o jakich obrażeniach, szpitalu i gwałcie pisze ten adwokat? – spytał spokojniej Bogdan.
     – Nie było żadnego gwałtu, sama chciała, mam to nagrane – odezwał się wreszcie Artur.
     – Kurwa reżyser się znalazł! Nas też nagrywałeś pajacu? – Andrzej wciąż się gotował.
     – Nie, w domu mam monitoring…  
     – To jeszcze w domu ją rżnąłeś? – dociekał Jerzy
     – Przyszła odzyskać nagranie z parkingu…  
     – Kiedy to było? – spytał Bogdan, najbardziej opanowany z całej grupy.
     – W poprzednią sobotę…  
     – To, co się stało, że wylądowała w szpitalu?
     – Akurat miałem umówione spotkanie z przedstawicielami cementowni. Helmutom przypadła do gustu, dali niezły rabat za możliwość wyruchania jej, to żal było nie skorzystać…
     – To ty poruchałeś, sprzedałeś ją jak alfons, a nam powiedziałeś, że miała wypadek… - Andrzej chwytał go za słowa.
     – To, co wyście z nią wyprawiali, że wylądowała w szpitalu? – dopytywał Jerzy  
     – Nie wiem, co się stało, piliśmy cały wieczór, braliśmy ją na zmianę, wszystko było fajnie, aż przysnąłem. Obudził mnie dzwonek, jak po kopciuszka przyjechał jej książę… jeszcze w ryj dostałem.
     – Mówiłeś, że masz to nagrane, to nie oglądałeś, co się stało? – pytał Bogdan
     – Jak jej mąż ją zobaczył,  to mi obił gębę i szukałem tego fragmentu…
     – To trzeba przejrzeć całe to nagranie… - stwierdził Jerzy.


     – Że też dałem się namówić na ten twój cyrk, mogłem sobie spokojnie, co czwartek, jebać inną dziwkę w burdelu… Zachciało się ruchać szarą myszkę… - lamentował Andrzej.
     – Akurat tobie najbardziej podobało się, że poruchasz młodą mężatkę, ciasną i bez gumy… - podsumował go Jerzy.
     – Żaden z was nie protestował, wszyscy się zgodziliście… – bronił się Andrzej.


     – Artur, ponoć byłeś w kancelarii, co powiedział prawnik? – Bogdan najbardziej opanowany, próbował dowiedzieć się konkretów.
Artur zrelacjonował przebieg swoich wizyt w kancelariach. W każdej z nich odmówiono mu przyjęcia  sprawy, po zaledwie pobieżnym zapoznaniu się z dokumentami, zasłaniając się brakiem wolnych terminów. W ostatniej odwiedzonej kancelarii sędziwy już adwokat również mu odmówił słowami: – Nie podejmę się tej sprawy, ale dam panu pewną radę. Mecenasa Malinowskiego i jego wspólnika Kabałę znają wszyscy prawnicy w tym mieście. Obaj są faktycznie bardzo skuteczni, choć zwykle wysoko cenią swoje usługi. Skoro reprezentują klienta bezpłatnie, znaczy, że są pewni rozgromienia panów już na pierwszej rozprawie, więc radzę na tych mediacjach przystać na ich ofertę.
     – No to kurwa mamy przejebane… – skomentował Bogdan.
     – Ale nas wjebałeś!– Andrzej oskarżał Artura.
     – Nie pierdol, wszyscy ruchaliśmy i wszyscy z tego wyjdziemy cało – Jerzy uciszał Andrzeja.
     – Idziemy na te negocjacje i zobaczymy, czego oczekują… Więcej niż połowę, tego, czym straszą w tych pismach, nie osiągną w sądzie, więc trzeba się szykować na 1/3 ich żądań… – Bogdan z zimną krwią oceniał realne koszty, jakie będą musieli ponieść.
     – To i tak mało nie będzie… - Artur biadolił.
     W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza, każdy z nich zastanawiał się skąd wygospodarować kwoty, jakich domagał się prawnik Moniki.

     – Ty, „reżyser kina akcji”, to pokaż, co tam nawywijaliście u ciebie, że dziewczyna w szpitalu skończyła, wszyscy popatrzymy, to może wymyślimy, co z tym wszystkim zrobić… - Bogdan naciskał na Artura, aby ujawnił zapis z monitoringu.
     Artur dłuższą chwilę grzebał w telefonie, nim połączył telefon z telewizorem i udostępnił ekran.  
     Początkowe godziny zapisu oglądali na przyspieszonym podglądzie, obserwując, jak Monika po przyjeździe do domu Artura, już na wejściu, zaledwie kilka kroków od drzwi wejściowych, musiała obciągnąć gospodarzowi, klęcząc przed nim na korytarzu. Ujęcie z kolejnej kamery pokazywało, jak po spełnieniu pierwszej jego zachcianki, na żądanie szantażysty, pozbyła się sukienki i bielizny, w samych pończochach i szpilkach przygotowała i podała mu śniadanie, usługując mu, pokornie znosiła obmacywanie. Następnie w negliżu sprzątała, a gdy ponownie nabrał ochoty, uległa mu na kuchennym blacie.
      Kolejny plik uwidaczniał chwilę, gdy Artur kazał jej się ubrać w prześwitujące przebranie pokojówki, na którym, nawet na nagraniu, widać było brak bielizny. Po chwili wysłał ją w tym stroju do pokoju syna, widać było jej niezadowolenie, gdy przekazywał jej szczegóły zadania, jakie na nią nałożył. Dopiero po pewnym czasie ponownie widać było Monikę, na którejś z dziewięciu kamer. Chwilę później pojawił się również syn Artura, który po szybkim śniadaniu, również przygotowanym przez Monikę, zabrał się z koszenie trawnika. Monika w tym czasie posprzątała kuchnię po śniadaniu i podała kawę siedzącemu na tarasie Arturowi. Na jego polecenie rozebrała się i opalała nago, ciesząc oczy szantażysty, a wkrótce również i jego syna, który przeniósł się z koszeniem na tyły domu i wyraźnie wpatrywał się w jej nagie ciało przy każdej możliwej okazji. Artur polecił jej przyniesienie chłodnego napoju dla syna, gdy podawała mu szklankę z sokiem, powiedział w ich stronę coś, co wywołało wyraźne widoczne zaskoczenie Moniki oraz szeroki uśmiech syna, poparty silnym klapsem na jej nagim pośladku, od którego aż podskoczyła.  
     – Coś ty im powiedział? – spytał Bogdan, skrupulatnie śledzący przebieg wydarzeń.
     – Powiedziałem młodemu, że jak skończy kosić, to do piętnastej, ona jest do jego dyspozycji.
     – Nie wyglądała na zadowoloną – Bogdan skomentował zachowanie Moniki.
     – Musiałem jej przypomnieć, że do północy to ja decyduję, kto ją rżnie...
     Zapał młodego kosiarza wyraźnie wzrósł i tuż przed godziną trzynastą cały trawnik był wykoszony, kosiarka umyta i schowana. Spocony i ubrudzony trawą siedemnastolatek przyszedł odebrać swoją nagrodę, z widoczną w zachowaniu butą, wydając jej polecenia. Monika z wyraźnym niezadowoleniem podążyła za nim, zostawiając swoje ubranie w salonie. Kolejna z kamer pokazywała, jak znikają za drzwiami łazienki na piętrze. Po kolejnych dwudziestu minutach wychodzą już oboje nadzy, Monika z wyraźnie mokrymi włosami, przemknęli przez korytarz i zniknęli w pokoju syna. Kolejne półtorej godziny zapisu pokazywało jedynie Artura pijącego kawę i z uśmiechem odrywającego co jakiś czas wzrok od czytanej gazety, wszyscy oglądający bez trudu domyślali się, że w wyniku słyszanych odgłosów miłosnych igraszek.  
     Krótko po godzinie piętnastej Monika wyraźnie zmęczona i z rumieńcami na twarzy pojawiła się w salonie, nadal była naga, włosy miała w kompletnym nieładzie, a na pośladkach miała czerwone ślady. Po krótkiej wymianie zdań z Arturem pozbierała swoje rzeczy, zabrała torbę wskazaną przez Artura i poszła ponownie do łazienki na piętrze. W czasie jej pobytu w łazience Artur odbył rozmowę z synem, który dołączył do ojca na tarasie, obaj wyglądali na zadowolonych, prowadząc żarliwą rozmowę. Monika ponownie dołączyła do nich dopiero tuż przed godziną szesnastą, teraz już ubrana w obcisłą sukienkę, eksponującą jej kobiece walory, ze świeżym makijażem i poprawioną fryzurą. Rozmowa syna z ojcem wyraźnie budziła jej zażenowanie, lecz wkrótce została przerwana wizytą dostawcy pizzy. Artur nie omieszkał obarczyć Moniki „kobiecymi obowiązkami” podania talerzy, sztućców i napoi, sam siedząc z synem na tarasie i obserwując ją uważnie przy każdej sposobności. Młody wyraźnie zgłodniał po zabawach z Moniką i nie czekając na podanie talerza, pochłaniał pizzę, trzymając ją w rękach. Tematyka rozmowy uległa zmianie, co widać było szczególnie po lepszym nastroju jedynej kobiety w tym towarzystwie.  
     „Brajanek” jako pierwszy skończył posiłek, odszedł od stołu i udał się do swojego pokoju, nie czekając, nim oni skończą. Monice przypadło ponownie sprzątanie po posiłku, gdy skończyła wkładać do zmywarki brudną zastawę, w salonie pojawił się Artur i po raz kolejny domagał się spełnienia swych chuci, stojąc oparty o duży stół. Chwilę później Monika klęczała przed nim, zaspokajając go oralnie, by następnie oddać mu się oparta o stół, w żaden sposób nie protestowała, gdy zadzierał jej sukienkę na plecy, kiedy zsunął jej skąpe stringi do kolan, ani gdy wchodził w nią dość gwałtownie.  
     Na przyspieszonym podglądzie widzieli, iż pozwalała, aby Artur intensywnie korzystał z jej ciała, poddając się odczuwanym bodźcom, obserwowali rysujące się na jej twarzy emocje, dopiero ponowne pojawienie się syna w salonie, wywołało z jej strony próby protestu. Artur zupełnie nie krępował się obecnością syna, jedynie zwolnił nieco, gdy ten informował go, że wychodzi i będzie nocował poza domem. Monika trzymana za włosy przez Artura, nie mogąc się ukryć przed wzrokiem młodszego z domowników,  momentalnie oblała się rumieńcem, skrępowana byciem obserwowaną w trakcie stosunku. Po wyjściu młodszego z kochanków nagromadzone emocje wywołały gwałtowny orgazm z jej strony, a po chwili również Artur doszedł, głęboko się w nią wbijając i kończąc beztrosko w jej wnętrzu.
     Gdy oboje już nieco ochłonęli, Artur wyszedł z jej wnętrza i zażądał oralnego oczyszczenia swojego penisa. Monika posłusznie przystąpiła do spełniania kolejnej jego zachcianki, a gdy był usatysfakcjonowany efektami, odesłał ją, aby ponownie się podmyła. Wykorzystał jej obecność również do przygotowania kolacji dla gości. Lodówka była dobrze zaopatrzona i Monika z zaangażowaniem szykowała półmiski z wędlinami i innymi zakąskami, nie spodziewając się, że to jej ciało będzie główną kartą przetargową Artura względem gości. Przed godziną dziewiętnastą, tuż przed spotkaniem, gdy wszystko było już przygotowane, Artur polecił jej poprawienie fryzury i makijażu, aby jak to się wyraził, była „ozdobą wieczoru u jego boku”. Monika, zapewne licząc, iż jej seksualna gehenna dobiegła końca, ochoczo skorzystała z łazienki na piętrze domu i gdy była już gotowa, zeszła na dół, gdzie Artur właśnie podejmował dwóch przedstawicieli niemieckiego dystrybutora materiałów budowlanych.  
     Jej znajomość niemieckiego była w zasadzie żadna, nie mogła więc uczestniczyć w konwersacji, w której gospodarz czuł się swobodnie, obficie częstując gości wódką. Starała się jak najlepiej odgrywać rolę gospodyni, podając do stołu w salonie, przygotowane uprzednio zakąski oraz upieczoną golonkę. Jej obecność przy stole wyraźnie przykuwała uwagę obu gości, wypity alkohol sprawiał, że obaj Niemcy w coraz bardziej nachalny sposób pozwalali sobie na obłapianie jej. Tuż po tym, gdy po raz kolejny, ręka któregoś z Niemców odważnie wdzierała się pod jej sukienkę, kiedy Monika stawiała na stole kolejne wiktuały, Artur stanął za nią i ją objął. Nie rozumiejąc wymiany zdań między szefem a niemieckimi biznesmenami, mogła jedynie skwitować to uśmiechem, przekonana, że ten właśnie stanął w jej obronie. Nawet spokojny ton rozmowy nie wzbudził jej podejrzeń, do chwili, gdy domniemamy obrońca jej czci, chwycił i rozsunął do końca zamek błyskawiczny z przodu sukienki. Zaskoczona przebiegiem wydarzeń nie zdążyła nawet zareagować, nim oczom gości ukazał się widok jej ponętnego ciała okrytego jedynie seksownym, skąpym i lekko prześwitującym, czarnym kompletem bielizny oraz pończochami. Artur, wykorzystując jej zaskoczenie, zsunął rozpiętą sukienkę z jej ramion, dając swoim kompanom jeszcze lepszy wgląd w walory jej ciała, dodatkowo podkreślone mgiełką nylonu i koronek.
     Niemal natychmiast próbowała rękoma zasłonić swoje piersi i łono, na niewiele się jednak to zdało. Stojący za nią szef szeptał jej coś do ucha, nawet na przyspieszonym nagraniu było wyraźnie widać, że słowa, które wypowiedział, wywołały początkowo jeszcze większe zawstydzenie i oblała się rumieńcem, by wreszcie dłońmi zasłonić twarz, chcąc ukryć zażenowanie i łzy. Pierwotnie przeczące ruchy głową ustały, po dłuższym wahaniu skinęła twierdząco głową i otarła łzy. Oglądający nagranie wszyscy domyślali się, że po raz kolejny Artur zmusił ją, aby oddała się jego gościom, licząc na korzystniejsze warunki kontraktu z ich strony. Monika, wyraźnie zawstydzona, podeszła do siedzącego w fotelu mężczyzny. Tego samego, który jeszcze chwilę temu, wpychał dłonie pod jej sukienkę i potulnie klęknęła u jego stóp, a ten rozsiadł się jeszcze bardziej, ostentacyjnie podkreślając swoją dominującą pozycję. Z wyraźnym zadowoleniem obserwował jej nieśmiałe starania, by wydobyć jego przyrodzenie z garniturowych spodni. Jej niezbyt stanowcze ruchy dodatkowo go podniecały, dowodząc, że nie ma do czynienia z profesjonalistką, a normalną młodą kobietą, zmuszoną okolicznościami do skrajnej uległości. W znikomym stopniu pomagał jej w tym zadaniu, niespiesznie unosząc pośladki, gdy usiłowała zsunąć jego spodnie i majtki.  

     Najwyraźniej higiena delikwenta daleka była od ideału i dziewczyna, krzywiąc się, starała pozbyć się smaku niedomytego organu, pomagając sobie dłonią, jednak niecierpliwy przedstawiciel handlowy, dociskał jej głowę rękoma, nie pozwalając, by wypuszczała jego kutasa z ust. Można było odnieść wrażenie, iż upokarzanie Moniki sprawia mu dodatkową przyjemność. Po krótkiej chwili przestała się opierać i służalczo, w rytmie dyktowanym teraz już tylko jedną dłonią na jej głowie, pozwalała, aby cały znikał w jej ustach. Gdy była zajęta pierwszym z biesiadników, drugi z imprezowiczów zniecierpliwiony oczekiwaniem, postanowił również skorzystać z jej wdzięków. Stanął za nią i chwytając ją za biodra, zmusił do ich uniesienia na dogodną dla siebie wysokość. Pierwszy z kompanów widząc podchody towarzysza, profilaktycznie znów obiema rękami przytrzymywał jej głowę w swoim kroczu, zmuszając do kontynuacji pieszczot oralnych.
     Zaskoczona Monika musiała teraz stać z lekko rozstawionymi stopami, mocno pochylona, była nadziewana na kutasa pieprzącego jej usta, aby się nie przewrócić, asekurowała się rękoma o boki fotela i nie mogła się bronić, przed drugim z mężczyzn, dobierającym się do niej. Wykorzystując sytuację, zsunął jej stringi do połowy uda, tak iż znalazły się tuż poniżej manszetów pończoch i zaczął się wciskać w jej łono. Uciekając przed bólem, jeszcze bardziej nadziewała się ustami na penetrującego je penisa, aż opierała się nosem o podbrzusze jego właściciela, a i tak drugi penis bezlitośnie wdzierał się w jej wnętrze. Kilka pchnięć i oba kutasy znikały całkowicie w jej wątłym ciele. Penetrujący ją od tyłu, teraz wchodząc w nią, dla własnej i kompana przyjemności mocno dobijał biodrami, dopychając ją do lędźwi siedzącego kolegi, nadziewając jej usta na jego kutasa, aż po jej gardło i pozbawiając ją oddechu. Aby móc zaczerpnąć powietrza, musiała się cofać wraz z nim, sprawiając pozory, iż podoba się jej, to jak jest przez niego rżnięta.  
     Dla Moniki było to bezwolne przełamanie kolejnego tabu, jakim był seks z dwoma facetami jednocześnie, po raz kolejny została zmuszona do robienia rzeczy, które nie leżały dotąd w jej naturze. Gdy wreszcie poddała się temu, do czego zmuszali ją obaj spółkujący z nią mężczyźni,  jej głowa przestała być dociskana przez siedzącego kochanka, który teraz w pełni rozkoszował się oralnymi pieszczotami z jej strony, a tempo i intensywność zbliżenia nadawał ten stojący za nią. Kontynuowanie tego aktu zapewne wymagało od niej ogromnego wysiłku fizycznego, ale również dostarczało intensywnych doznań seksualnych, ograniczony dostęp powietrza dodatkowo to tylko potęgował. Wkrótce jej głowa ponownie silnymi dłońmi została zmuszona do jeszcze szybszego poruszania się, by zapewnić pożądane tempo zaspokajanemu ustami mężczyźnie, a wreszcie bez żadnego uprzedzenia być nabitą aż po gardło i uwięzioną w tej pozycji, gdy jego penis zaczął pulsować i wylał w jej przełyk obfitą salwę kolejnych wytrysków, o czym świadczyło zauważalne na nagraniu kilkukrotne przełykanie przez nią ejakulatu oraz to jak walczyła o możliwość cofnięcia głowy. Konwulsje drobnej kobiety wyraźnie wpisywały się w sadystyczne zapędy kochanka dodatkowo wydłużając jego orgazm i przeciągając jej tortury. Dopiero, gdy przestała walczyć i zaczęła omdlewać, uwolnił jej głowę i pozwolił swobodnie odetchnąć. W tym samym czasie facet biorący ją od tyłu nic sobie nie robił z jej cierpień, nadal intensywnie eksploatując jej cipkę, jej walka o oddech prawdopodobnie również jemu sprawiła dodatkową satysfakcję, bo teraz gdy łapczywie nabierała pierwsze swobodne hausty powietrza, drugi z jej kochanków wyraźnie przyspieszył i zbliżając się do końca i głośno uderzając biodrami o jej pośladki, wykonywał ostatnie ruchy, nim wbił się w nią jeszcze głębiej i skończył w jej wnętrzu.
     Była to zaledwie pierwsza tura poniżenia, jakie zafundował jej Artur, oddając ją im. Mimo iż dopiero przed chwilą została wykorzystana, na jego oczach, przez dwóch bezwzględnych samców, teraz również on domagał się zaspokojenia z jej strony. Ledwie co skończyła ciągnąć jednemu z jego gości, a drugi zalał jej cipkę, gdy przywołana, podeszła do Artura, słaniając się na jeszcze miękkich nogach i klęknęła przed nim obserwowana przez dotychczasowych kochanków. Widok tej dziewczyny oddającej własne ciało dla jego korzyści podniecił również Artura i jego spodnie wyglądały w kroku niczym namiot. Monika posłusznie odpięła pasek, guzik i zamek spodni, uwalniając jego nabrzmiałe przyrodzenie i bezzwłocznie zaczęła zaspokajać go ustami.
     W całym tym zamieszaniu nie zwracała uwagi na pozostałych dwóch samców, którzy mieli doskonały wgląd w jej poczynania, gdyż Artur chyba celowo stanął do nich bokiem, gdy przywołując ją do siebie, opierał się o bok sofy, która stała naprzeciw jego gości. Dopiero rubaszne komentarze panów zza Odry uzmysłowiły, że jednocześnie robi im niezłe przedstawienie. Również na zapisie z kamery widoczne były jej starania. Artur dochodził w niej i w jej ustach już kilka razy dzisiaj i mimo jego podniecenia sytuacją musiała włożyć sporo wysiłku, aby wreszcie doprowadzić go ustami po raz kolejny. Gdy skończyła zajmować się Arturem, nie było dane jej odpocząć. Poprzedni jej kochankowie zdążyli już odpocząć i ponownie stały im kutasy.  
     Ten, którego dotąd gościła w swoich ustach, postanowił posiąść ją ponownie. Artur przekazał jej, że Helmut zażyczył sobie, aby dosiadła go w pozycji na jeźdźca… Monika westchnęła ciężko i lekko ociągając się, ruszyła w stronę fotela, na którym siedział, aby spełnić zachciankę gościa. W jej ruchach widać było zmęczenie dotychczasowymi harcami oraz to, że robi to wbrew sobie. Gdy ostrożnie naprowadziła penis „Helmuta” na wejście swojej cipki, stopniowo zaczęła opuszczać i unosić biodra, pozwalając coraz głębiej wnikać w siebie.

     Artur na chwilę opuścił towarzystwo, udając się do toalety, Helmut chwycił Monikę w pasie, zmuszając ją do szybszych i głębszych ruchów biodrami, co nie do końca wychodziło jej w sposób, jaki od niej oczekiwał. Przesunął dłonie na jej plecy i przyciągnął jej tułów do siebie tak, że dość mocno wypięła pośladki. W tym czasie Claus wstał z sofy obok i podszedł do niej od tyłu, Monika chyba spodziewała się, że panowie chcą ją pieprzyć na zmianę, bo gdy tylko kolejna dłoń znalazła się na jej biodrze, posłusznie uniosła je na tyle, ile pozwalała jej ta pozycja, wypuszczając jednego penisa, by ustawić cipkę bliżej drugiego. Claus jednak nie wszedł w nią, a jedynie przez chwilę wsuwał w nią palce, które następnie wyciągnął z niej, aby zanurzyć je w woreczku z białym proszkiem, który wyciągnął z kieszeni i oblepione ponownie zanurzyć w jej cipce. Nie miała nawet szans zobaczyć tego, że podano jej narkotyk, najpewniej zaś ruchy jego palców sprawiały jej przyjemność i chwilę wytchnienia, którego potrzebowała. Przez dwie-trzy minuty poddawała się pieszczotom palców, jednak narkotyk zaczynał działać i jej ciało zaczynało szukać mocniejszych bodźców, najpierw odepchnęła dłoń Clausa, by, na oślep szukając, chwycić jego kutasa i nakierować na swoją cipkę. Teraz przez około minutę była posuwana przez stojącego za nią kochanka, który wyszedł z niej niespodziewanie i pchnął jej biodra w dół. Posłusznie odszukała dłonią penis drugiego samca, nad którym klęczała, i opuściła biodra, ponownie goszcząc go w sobie. Teraz jednak jej ruchy były dużo bardziej gwałtowne i mocno dobijała biodrami do jego lędźwi, pozwalając mu zanurzyć się jak najgłębiej w niej, jak to tylko możliwe, czemu wtórował dźwięk uderzających ciał kochanków.  
     Kiedy Artur wrócił do salonu, Monika intensywnie zaspokajała Helmuta, rytmicznie klaskając pośladkami o jego uda i biodra, a jej głośne jęki tłumiło ramie kochanka do którego wciąż się tuliła, choć teraz już nie przytrzymywał jej, Claus siedział na sofie obok, masując dłonią sterczącego kutasa, obserwując kopulującą parę, która właśnie zbliżała się do finału. Usiadł na drugiej sofie, naprzeciw fotela, mając doskonały widok na jej wypięty tyłek i kutasa na którego się nabijała i który po chwili pompował w nią kolejną porcję nasienia. Na czas finału Helmut przytrzymał jej biodra przyciśnięte do swoich i spuszczał się głęboko w jej wnętrzu, przez chwilę siedziała jeszcze przytulona do niego z jego kutasem w środku. Dopiero gdy nieco ochłonął po zbliżeniu, chwycił ją za włosy i zmusił zejścia kolanami na ziemię i dokładnego wyczyszczenia ustami swojego przyrodzenia i okolic po stosunku. Claus obserwujący to z boku dodatkowo zasugerował, żeby Monika zebrała palcami i połknęła również to co wypływało teraz z jej wnętrza i sączyło się po udzie. Artur nieświadomy, iż ta mieszanina zawiera resztki narkotyku, uznał to za dobry pomysł i przetłumaczył sugestię, którą Monika posłusznie wykonała. Będąc pod działaniem podstępnie podanego jej środka, była tak nakręcona i podatna na sugestie, że wykonałaby chyba każde ich polecenie. Skrupulatnie wylizywała organ Helmuta, jego brzuch, pachwiny i worek mosznowy, czyszcząc go z nasienia i własnych soków, na przemian z oblizywaniem własnych palców, którymi zgarniała sączące się z niej nasienie kochanków. Na koniec potulnie zlizała z podłogi wszystko co z niej wykapało, ku ogólnej radości wszystkich trzech panów.
     Claus gestem dłoni przywołał ją do siebie, Monika na czworaka podeszła do wzywającego ją samca i ulegle obdarzała jego genitalia oralnymi pieszczotami, dopóki nie nakazał jej kolejnym gestem, aby usiadła na nim tyłem. Posłusznie wykonała polecenie i spełniła jego zachciankę sama nakierowując jego kutasa na swoją cipkę. Gdy już pewnie w nią wnikał, oparła dłonie o kolana zaspokajanego mężczyzny i intensywnie nadziewała się na wypełniający ją organ. Artur, siedząc tyłem do kamery, miał widok wprost na twarz, piersi i krocze Moniki, taki obraz również znajdował się w kadrze, który teraz oglądali, Helmut obserwował z boku kopulującą parę i jego wzrok skupiony był na jej falujących piersiach.  

     – Zatrzymaj to! – Bogdan nie wytrzymał nerwowo i swoim komentarzem przerwał oglądanie zapisu. – Naprawdę nie zauważyłeś, że ona zachowuje się inaczej? Nie wpadłeś na to, że musieli jej coś podać?  
     – Kurwa myślałem, że po prostu puściły jej hamulce i dobrze się bawi…  – Artur próbował się tłumaczyć.
     – Jeszcze w narkotyki nas wpierdoliłeś! Ty jesteś kompletnie pojebany. – Andrzej znów zaczął biadolić.  
     – Ty się tu nie rozklejaj jak baba, tylko pomyśl skąd skołować kasę i jej zapłacić, żeby dała nam spokój – Jerzy przerwał lamentowanie Andrzeja.
     – Dlaczego tylko ja mam płacić? – Andrzej zaczął wreszcie logicznie myśleć.  
     – To się tyczy każdego z nas, jak złożymy to razem do kupy, to będzie łatwiej ją przekonać – Jerzy przypomniał o grupowej odpowiedzialności całej czwórki.  
     – Artur puść dalej, może w końcu dowiemy się, czemu trafiła do szpitala – Bogdan chciał poznać dalsze szczegóły feralnego wieczoru.
     – Tylko na przyspieszonym podglądzie, bo według zegara na nagraniu do północy zostało jeszcze ponad dwie i pół godziny – dodał Jerzy zrezygnowanym głosem
     – Może chcecie jeszcze kawy, albo coś? – Bogdan zaabsorbowany chęcią poznania wszystkich szczegółów i przygotowania się do mediacji zapomniał o roli gospodarza
     – Mówiąc szczerze, to po trzech godzinach oglądania tego monitoringu, to trochę zgłodniałem – Jerzy pierwszy przypomniał o przyziemnych potrzebach.
     – Też bym coś porządnego wpierdolił, tym bardziej że nie wiem, czy przez tego chuja wkrótce nie będziemy zmuszeni ograniczyć się do więziennego żywienia – defetystycznie dopowiedział Andrzej.
     – I przydałaby się ładowarka, bo bateria w telefonie długo już nie pociągnie – odezwał się Artur.
     – Ładowarki są tam w szufladzie, znajdź sobie odpowiednią – Bogdan nieco zirytowanym głosem opowiedział Arturowi.
     – A tu macie kartę menu, wybierajcie, co chcecie, zamówimy z restauracji hotelowej, zanim przygotują i przyniosą, to akurat skończymy oglądać – dodał już spokojniej do pozostałych.
     – Boguś, tylko powiedz, żeby rachunek Arturowi przynieśli, niech sprawca kryzysu zapłaci… – Jerzy zażartował, żeby dopiec Arturowi.
     – Kurwa postawie wam ten obiad i nawet drugi po tych negocjacjach, tylko pomóżmy sobie wzajemnie wygrzebać się z tego gówna – skąpy z natury Artur zaskoczył ich hojnością.
     Parę chwil zajęło, nim cała czwórka zdecydowała, co chcą zamówić do jedzenia i picia, przed powrotem do dalszego oglądania na czterokrotnie przyspieszonym podglądzie, Bogdan jeszcze skorzystał z toalety, a pozostała trójka wyszła zapalić na balkon.

     Kiedy wreszcie wrócili do dalszego oglądania nagrań, zobaczyli, jak Helmut postanowił dołączyć do kopulującej pary, początkowo Monika obciągała mu, a następnie kazał jej się odwrócić i usiąść przodem na Clausie. Monika wykonała jego polecenie i za chwilę została wzięta przez obu Niemców. Claus wypełniał jej cipkę, podczas gdy Helmut wciskał się w jej druga dziurkę. Początkowo powstrzymywała go przed zbyt głębokim wejściem, ale już chwilę później pozwoliła przejąć kontrolę i poddała się dłoniom trzymającym ją w pasie i dyktującym tempo oraz intensywność zbliżenia. Nadziewała się całkowicie na obu jednocześnie, uderzając pośladkami o stojącego za nią, niemal nieruchomo, mężczyznę.  
     Gdy kolejny raz Niemcy zaspokoili swoje żądze w ciele Moniki, ta ostatnia dopiero wtedy zaznała chwili wytchnienia. Artur skrzętnie wykorzystał chwilę, że obaj jego goście są w wyjątkowo dobrych humorach, wznosząc najpierw toast za Monikę, która pierwszy raz doświadczyła podwójnej penetracji, a następnie by wynegocjować i podpisać korzystniejsze dla siebie warunki cenowe na oferowane przez nich materiały, czemu towarzyszyły kolejne szybko wypijane kolejki wódki. Niemieccy kontrahenci zainteresowani jak najszybszym kontynuowaniem dalszej zabawy z Moniką oraz poganiani informacją, że mąż odbierze ją o północy, dość szybko zgodzili się na oczekiwania Artura.  

     Ostatnie półtorej godziny pobytu Moniki w domu Artura rozpoczęło się w chwili, gdy gospodarz opuścił towarzystwo na chwile, odnosząc podpisaną umowę do dalszej części domu, a jego goście namawiali Monikę, aby uklęknęła na stojącym obok stoliku kawowym. Claus, widząc, że działanie narkotyku osłabło i dziewczyna nie współpracuje już tak chętnie, w ten sam podstępny sposób podał jej kolejną porcję, ponownie wykorzystując chwilę jej nieuwagi, gdy obciągała Helmutowi oraz nieobecność jej przełożonego. Monika tym razem nieco dłużej opierała się, gdy teraz Claus zdobywał jej ciaśniejsze wrota, w końcu jednak sama ponownie nabijała się na jego penisa, aż po nasadę, ku jego zadowoleniu. Helmut, widząc wracającego Artura, namówił go do wypicia kolejnej kolejki i wspólnie kibicowali spółkującej parze. Kiedy Claus doszedł w tyłku Moniki, ta była już tak odurzona drugą porcją narkotyku, że bez żadnej obiekcji wylizywała podsunięty organ, który właśnie z niej wyciągnął.
     Moment później panowie wypili następną kolejkę wódki, podczas gdy ledwie przytomna Monika oblizywała palce, którymi zbierała wypływające z niej nasienie. Po tym toaście Artur wyszedł na taras zapalić, a Helmut podstawił otumanionej dziewczynie swojego kutasa do ust, a gdy uznał, że jest wystarczająco sztywny, obszedł ją i wbił się gwałtownie w jej cipkę, aż omal nie spadła ze stolika, na którym klęczała. Artur wrócił z tarasu, wypił z odpoczywającym Clausem kolejnego kielicha, chwilę później znużony alkoholem zasnął, siedząc w fotelu. Helmut z trudem doszedł kolejny raz, znów chwilę zmuszając ją do oralnego oczyszczenia swoich genitaliów.
     Obaj handlowcy zza odry nie byli już w stanie osiągnąć wystarczającej erekcji, aby kolejny raz wejść w niezdolną do jakiego sprzeciwu kobietę, zaczęli więc eksperymentować z wkładaniem w nią rozmaitych przedmiotów. Oglądający zapis monitoringu, włączając w to gospodarza tej haniebnej libacji, ujrzeli ich zwierzęcą naturę. O ile jeszcze można by jakkolwiek zrozumieć próbę jednoczesnego włożenia jej w usta dwóch sflaczałych penisów lub wkładanie palców w pochwę, o tyle każdy ich kolejny pomysł, był coraz większym bestialstwem wobec tej pozbawionej szans na jakąkolwiek obronę młodej dziewczyny. Aby ułatwić sobie znęcanie nad jej ciałem, które traciło przytomność, słaniającą się kobietę przełożyli tak, że jej biodra znalazły się na krawędzi stolika, na którym ledwie dotąd klęczała, kolana zwisały tuż nad ziemią, brzuchem i piersiami leżała na blacie, a głową zwisała z drugiej jego strony.  Mimo widocznych również na nagraniu, a więc i dla dokonujących tych drastycznych czynów, oznak bólu i cierpienia z jej strony, wpychali na przemian  w jej pochwę, jakby popisując się jeden przed drugim, kolejne palce, całą dłoń, aż w końcu całą zaciśniętą pięść, choć obaj byli potężnie zbudowani…  
     Nieskoordynowane ruchy nieprzytomnej sprawiły, że zgubiła jednego z butów, chcący zaimponować starszemu koledze Claus, odłożył buta na stół i sięgnął po coś większego. Kolejnym przedmiotem wepchniętym w jej kobiecość, w roli ogromnego dildo, była pusta butelka po wódce, która stała na stole. Ogromny szklany walec, uprzednio pozbawiony całego litra swojej zawartości, znikał teraz w ciele tej drobnej dziewczyny od denka, aż po miejsce, gdzie zwężał się ku szyjce, tylko dlatego, że pozostała część służyła oprawcy jako rękojeść i z jego dłoni nie wystawała nawet nakrętka. Rozpychanie jej cipki nie zaspokoiło jednak ich chorych zapędów, gdy ich ofiara przestała reagować wystarczająco mocno, zaczęli wyciskać tę butelkę w jej ciaśniejszy otwór.  
     Nawet pozbawiona przytomności alkoholem i podstępnie podanymi narkotykami, wyraźnie próbowała się bronić przed takim potężnym przedmiotem, co zmusiło ich do unieruchomienia jej nóg ciężarem własnych ciał. Mimo jej gwałtowniejszych reakcji kontynuowali swoją zabawę, aż osiągnęli podobny efekt, umieszczając i wielokrotnie cofając i ponownie wpychając w nią całą obszerną część, a gdy i ta tortura im się znudziła, postanowili wzbogacić ją o jednoczesne wpychanie w ofiarę ponownie całej dłoni, pięści, aż wreszcie, gdy próbowali wepchnąć w nią dwie dłonie, doprowadzili do rozerwania jej sromu i wyraźnego krwawienia, które dopiero ostudziło ich chore zapędy.  
     Dopiero widok krwi sączącej się z rozerwanego, sponiewieranego ciała ich ofiary sprawił, że przestali się nad nią znęcać i zostawili ją w spokoju. Rozpili pozostałą zawartość z drugiej wciąż stojącej na stole butelki, siadając na sofie, obok ich nadal bezwładnie leżącej na feralnym stoliku ofiary. Później przez około kwadrans zapisu nie wykonywali już żadnych ruchów poza oddychaniem, dopiero przybycie Piotra wywołało poruszenie w kadrze. Artur puścił odtwarzanie reszty zapisu w normalnej prędkości.  
     – No to teraz już wiemy, co się wydarzyło, zanim mąż po nią przyjechał – Bogdan, zbierając myśli w głowie, podsumował to, co wszyscy czterej zobaczyli na ekranie – Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam, za jego brak umiaru w czymkolwiek, trafić do pierdla i zgodzę się na żądania jej prawnika – powiedział, patrząc na Andrzeja i Jerzego – A z tym głąbem nie chcę mieć już nic do czynienia i żadnych nowych umów zawierać nie będę – dokończył, patrząc w stronę zaskoczonego Artura.
     – Nic dodać, nic ująć – Jerzy nieco zamyślony poparł Bogdana.  
     – Ja tak samo – Andrzej dołączył do powstającej koalicji.  
     – Chłopaki, ale dlaczego? – Artur nie krył zaskoczenia.  
     – Jeszcze się KURWA pyta dlaczego!!! Mogłeś tutaj ją pierdolić dwa razy częściej, niż każdy z nas, ale tobie to było tego mało. – Jerzy kipiał z wściekłości.
     – Postanowiłeś za naszymi plecami sobie jeszcze w weekend ją poruchać we własnym domu i jeszcze pchnąłeś ją własnemu synowi do łóżka… – Andrzej również nie krył zdenerwowania.
     – Również bez uzgodnienia z nami wykorzystałeś ją, żeby na jej dupie utargować lepsze ceny – Jerzy dalej wyliczał winy Artura.
     – Przez twoją zachłanność i głupotę jesteśmy zamieszani w akcję z narkotykami i gwałt zbiorowy, naraziłeś wolność nas wszystkich. Nawet nie zadbałeś o jej bezpieczeństwo we własnym domu, jeszcze próbowałeś to wszystko przed nami ukryć i ściemniałeś o jakimś wypadku – Bogdan również dołożył się do wyliczanki.
     – Kurwa, mogliśmy ją dupczyć co tydzień, przez najbliższe dwa lata, a przez Ciebie Durniu, nie tylko nie poruchaliśmy i już nie poruchamy, ale będzie dobrze, jak nie trafimy do więzienia. To, czego Ty jeszcze KURWA nie rozumiesz? – Jerzy wykrzykiwał inwektywy w stronę Artura, aż miał pianę w kącikach ust.
     – No faktycznie zjebałem sprawę… – Artur skruszonym głosem dopiero po dłuższej chwili milczenia odpowiedział pod naporem zmasowanych oskarżeń. Uratowało go pukanie do drzwi, które przerwało kłótnię.

     Bogdan jako gospodarz poszedł otworzyć, wpuszczając kelnerkę z restauracji hotelowej, która na błyszczącym metalowym wózku przywiozła zamówione dania obiadowe. Jej obecność wstrzymywała dyskusję i pozwoliła opaść nieco emocjom u wszystkich uczestników tego spotkania. Dziewczyna, wymieniając kolejne dania czekała, który z czterech mężczyzn przyzna się do zamówienia, zwykle słyszała „To ja”, jedynie w przypadku dań zamówionych przez Artura usłyszała „Ten kutas” wypowiedziane grupowo przez pozostałą trójkę, nim Artur zdążył się odezwać. Młoda kobieta zaskoczona parsknęła śmiechem, który również udzielił się trzem wypowiadającym to mężczyznom, jedynie Artur, zaciskając zęby, milczał.
     – A który z panów będzie płacił? – spytała wreszcie, gdy postawiła na stole przed Arturem ostatni z przywiezionych wiktuałów.
     Cała rozbawiona część towarzystwa wskazała również Artura, który usiłując zachować pokerowa twarz i obrócić całą sytuację w żart, uregulował należność gotówką, parafując wydrukowany rachunek „IO Qtass”. Dziewczyna, widząc podpis na rachunku ponownie wybuchła śmiechem, aż łzy miała w oczach. Jej reakcja zainteresowała również rozbawionych, którzy dopiero teraz zainteresowali się parafką na rachunku wciąż leżącym w otwartej okładce wraz z gotówką.  
     – Mała uważaj, bo jak „Io” cię dopadnie, to może skończyć się gorzej, niż gdyby cię dopadło dziesięć kutasów… - Bogdan skomentował podpis Artura.
     Wszyscy gruchnęli śmiechem, łącznie z Arturem, który nawet nie wyłapał przytyku w wypowiedzi gospodarza. Dziewczyna grzecznie się ukłoniła i wyszła z apartamentu, na korytarzu zanosząc się śmiechem, nieświadoma jak bliskie prawdy były słowa jej pracodawcy. Bogdan zamknął drzwi i wrócił do stołu. Jerzy i Andrzej czekali na ruch ze strony Bogdana, a gdy on zabrał się za posiłek, uznali, że również wstrzymają się z dalszą rozmową i po milczącej wymianie spojrzeń również zaczęli konsumpcję swoich dań.  
     Gospodarz nie miał w zwyczaju mówić z pełnymi ustami, nie zamierzał też sam jeść, ani swoich gości zmuszać do spożywania, ostygłych obiadów, uznał więc, że dopiero po posiłku podejmie dalszą rozmowę, mimo iż towarzystwo Artura przy stole odbierało mu apetyt. Nim skończyli jeść, a w zasadzie zmęczyli zamówione dania, emocje opadły na tyle, że kontynuacja narady nastąpiła w dużo spokojniejszej formie.
     – Ja już wyraziłem swoje zamiary, Jerzy i Andrzej również, może nas oświecisz, co ty planujesz zrobić w czasie mediacji? – Bogdan powrócił do tematu przerwanego obiadem.
     – Nie wiem, ile od was żąda jej prawnik, ale ode mnie około sześciuset tysięcy… Nie mam tyle kasy teraz, a jak jeszcze wy zostawicie mnie bez obrotów, to zostanę z towarem i bez kasy… - Artur malował przed nimi wizję swojego bankructwa.
     – Trzeba było myśleć głową, a nie chujem – Jerzy nie mógł sobie darować okazji do wypowiedzenia kąśliwej uwagi.
     – Na litość nas bierzesz, po tym, co odwaliłeś? – Andrzej również nie krył braku empatii.
     – Ile uzbierasz, żeby jej za tydzień zapłacić? – Bogdan starał się wybadać zamiary Artura.
     – Nie wiem, musiałbym dokładnie sprawdzić, jakieś sto dwadzieścia, może sto pięćdziesiąt tysięcy…
     – Nie pierdol, dzisiaj rano poszły przelewy za korekty faktur. Księgowa miała z tym kupę roboty, jeszcze będę musiał jej nadgodziny zapłacić… Jak cię znam, to z tych sześciuset tysięcy, zaraz sobie wypłacisz przynajmniej setkę jako premię – Jerzy nie krył wrogości w stosunku do hurtownika.
     – Tydzień temu powiedziałeś nam tylko, że Monika jest chora, liczyłem, że skoro w poprzednim tygodniu się nie udało, to może w tym, a już najdalej w następnym ona wróci i będę miał okazję porządnie w niej zamoczyć. Teraz okazuje się, że chciałeś być cwańszy od nas i wszystko poszło się jebać. Ty się świetnie bawiłeś z nią codziennie od podpisania naszej umowy, bo byłeś z nią tutaj w czwartek i w piątek, widziałem twoje auto pod hotelem, jak przejeżdżałem obok, co odwinąłeś w sobotę też dopiero dziś zobaczyliśmy... Powiem ci jedno jebako zatracony, moja księgowa również narzekała na ogrom pracy i być może dzisiaj to skończy… Pierwszy raz cieszę się, że jest taka powolna, bo moje przelewy, za korekty faktur zobaczysz dopiero, jak spłacisz tą małą na mediacjach i uregulujesz nasze koszty przygotowań, które przez ciebie spełzły na niczym – zwykle oszczędny w słowach Andrzej zaskoczył pozostałych długą przemową.
     – Ale jakie koszty - Artur próbował się bronić.
     – Dostałeś od nas po trzy koła na zakupy tego, w czym mieliśmy ją grzmocić, jak któremu pasuje… – Andrzej punktował oponenta.
     – Ale ja zrobiłem te zakupy, dokładnie wedle waszej listy. To wszystko jest tam, w szafie w sypialni – Artur tłumaczył się jak dziecko.
     – A na chuj nam te szmaty, jak nie będzie Moniki? – Andrzej dalej nie odpuszczał Arturowi.
     – Andrzej ma rację, za wszystkie spotkania, alkohole i żarcie, szykując tą umowę my płaciliśmy – Bogdan wsparł Andrzeja.
     – A ty, samolubny kutasie, nawet swojej części nie uregulowałeś… – Jerzy także zaczął mu wypominać.
     – Dobra, już. To na czym stoimy? Spłacisz Monikę, tyle ile chce jej prawnik? Czy będziesz coś znowu kombinował? – Bogdan starał się nieco uspokoić towarzystwo i ukierunkować dyskusję.
     – Nawet jakbym chciał, to nie mam teraz tyle kasy… - Artur próbował się wykręcić chociaż od część żądań.
     – Na to, co ci brakuje, wystaw jej weksle… - Jerzy celowo podsuwał rozwiązania, które miały wyprowadzić adresata z równowagi, sam z trudem powstrzymując śmiech, Andrzej i Bogdan również.
     – A z czego ją spłacę, jak wy zostawiacie mnie na lodzie? – Arturowi nie było do śmiechu.
     – Sześćset tysięcy właśnie ci wpłynęło na konto firmy, kolejne dwie takie wpłaty dostaniesz po spotkaniu mediacyjnym, o ile nic nie spierdolisz, więc nie płacz, że nie masz kasy, tylko rusz dla odmiany mózgiem zamiast kutasem – Bogdan wykorzystał pomysł Andrzeja, aby zmusić Artura do polubownego zamknięcia mediacji i spłacenia Moniki, warunkując tym realizację korekt faktur.
     – Jak ci dalej brakuje, to sprzedaj auto – Jerzy podpowiadał następne rozwiązanie, celowo uderzając w kolejne czułe miejsca adresata. Artur bowiem kupił swoje szpanerskie auto niecały rok wcześniej i był z nim emocjonalnie związany.
     – Kurwa, moją A ósemkę? Wiesz, ile na tym stracę? – Artur gotował się, nie mogąc się pogodzić z perspektywą utraty ukochanego auta.
     – Wolisz siedzieć w więzieniu i patrzeć z celi, jak rdzewieje, albo ją rozkradają? – Bogdan z uszczypliwością pokazał mu alternatywną, jeszcze gorszą perspektywę.
     – To czym będę dojeżdżał do pracy? – Artur nadal rozczulał się nad autem.
     – A ty nie zamówiłeś firmowego auta dla Moniki? – Andrzej wbijał mu kolejne szpilki.
     – Tak, ale to hybryda…
     – Słyszałem, że mało palą, a ty teraz musisz oszczędzać… – Andrzej nie dawał za wygraną.
     – No to już wiesz, co masz robić. Do dzieła i nawet nie próbuj nic robić na własną rękę. Już raz narobiłeś gówna. Nasze dotychczasowe zamówienia na razie zostają, po mediacjach dostaniesz resztę kasy, ale jak spróbujesz się odgrywać na Monice lub jej mężu i przez to my wszyscy ucierpimy jeszcze bardziej, to wycofamy wszystkie nasze zamówienia i zostaniesz z ręką w nocniku, bo korekty i nowe faktury też przetrzymamy do ostatniego możliwego dnia płatności – Bogdan stanowczym tonem i gestem ręki w stronę drzwi, dał Arturowi do zrozumienia, że nie jest już mile widziany w ich towarzystwie.
     – Dobra, już się zbieram, tylko zabiorę swoje rzeczy – Artur, wyraźnie zdenerwowany, chował do teczki dokumenty, telefon i inne szpargały.  
     Po opuszczeniu pomieszczenia przez Artura, pozostała trójka wyszła na balkon, Andrzej i Jerzy skorzystali z okazji, aby zapalić. Wspólnie z góry obserwowali, jak auto, ich byłego już, kompana po raz ostatni odjeżdża z prywatnego parkingu na tyłach hotelu.
     – No, to mamy chuja z głowy – Jerzy, wypuszczając chmurę dymu, powiedział z ulgą w głosie.
     – Będziemy mieli go z głowy, jak nie wywinie jakiegoś głupiego numeru – Bogdan poprawił przedmówcę.
     – Nawet mnie denerwuj – Andrzej znów zaczynał panikować.
     – Miałem zachować to w tajemnicy, ale wam powiem, mam jeszcze jednego asa w rękawie, o którym on nawet nie wie, skończycie palić to wam pokażę – Bogdan nieco tajemniczo uspokoił kompanów.  


Koniec części dziewiątej…

9 komentarzy

 
  • Wow

    Wow

  • mzk

    Szczerze mówiąc, jeszcze kilka części temu nie spodziewałem się, że opowiadanie obierze taki kierunek. Ale to dobrze, bo dalej może być ciekawie... .:)

  • Niepozorny

    @izabela w tej części, to już raczej hard-core porno, ale jak są chętni, to jestem otwarty na oferty :-). Tylko słabo widzę casting do głównej roli kobiecej, z braku ochotniczek oczywiście...

  • Niepozorny

    @eksperymentujacy, @marcusromanus,  

    Dziękuję za pochwały, ale to nie tylko moja zasługa.  
    Część tego splendoru należy się również moim wytrwałym i cierpliwym recenzentom, którzy włożyli swój niemały wysiłek, w wielokrotne cierpliwe i uważne czytanie roboczych wersji, szukanie literówek, niespójności i sugerowanie poprawek.  
    Szczególnie podziwiam Maćka, za szybkie reagowanie...

  • marcusromanus

    świetna seria, fajnie się czyta, wielkie brawa dla autora.

  • eksperymentujacy

    Podziwiam prace włożoną w to opowiadanie !
    Świetne dialogi i zwrot akcji. Czekam na ciąg dalszy !

  • izabela

    SUPER napisane dlatego z dużych liter. Gotowy scenariusz na sensacyjny erotyk a po za tym mam nadzieję że Monika i Piotr razem z mecenasem załatwią tych skubańców. Szkoda tej dziewczyny się nacierpiała.

  • Niepozorny

    dziekyje, Cieszę się,  że się Tobie podoba, choć na razie 1% zadowolenia 7 łapek na 700 wyświetleń...

  • Jacek12

    Zajebiste opowiadanie.Doskonale dialogi i akcja opowiadania.Daje 10.Czekam na ciag dalszy.