Szukałem cię cz.10

„Drogi, książę!

Nadszedł czas na mnie i na to, byś poznał prawdę… Jest ona okrutna. Nie powiedziałem Ci o wszystkim. Byłem tchórzem, wiem.

Bałem się konsekwencji. Gdybym nie zdołał Ci pomóc, Twój ojciec by mi nie darował. Nie chciałem zginąć z ręki przyjaciela. Kiedy wrócisz do stolicy, powiedz mu, że bardzo go kochałem i podziwiałem. Jako że sam nie miałem ojca, był dla mnie ważny i zastępował mi go przez całe życie. Jestem mu za to wdzięczny. Ty byłeś mi jak brat. Odszedłem stąd, byśmy nie cierpieli z tęsknoty. Zawsze byłem sam. Nie miałem rodziców, żony, dzieci. Tylko wyglądałem przez okno z nadzieją, że mnie odwiedzisz… Ta samotność trwała dwadzieścia sześć lat mojego nędznego życia, niechcianego dziecka, z nieprawego łoża. To zawsze bolało, nie potrafiłem sobie z tym poradzić…

Byłem tchórzem. Pragnąłem szybkiej śmierci. On Cię szuka. Gdyby nas wszystkich dorwał, nie litowałby się nad nami. Zostałem z nadzieją, że po prostu przebije mi serce i popędzi za Tobą… Ja chciałem umrzeć, Ty- uciekasz, by żyć. To nie miałoby prawa istnieć. Twoje marzenie o przetrwanie kłóciłoby się z moim pragnieniem śmierci.  
Prawda jest bolesna… Oktawiusz owinął sobie nas wszystkich wokół palca. Szantażował mnie. Okłamałem Cię, książę… Wstyd mi. Powiedziałem Ci, że Twój ojciec kazał mi zostać w zamku. To nieprawda. Oktawiusz wydał ten rozkaz. Kazał mi Was zatrzymać aż do jego przyjazdu. Wszyscy wiemy, że zabiłby Cię od razu, dlatego kazałem Ci ruszać w drogę. O całym planie opowiedziałem Twemu ojcu. Zgodził się. Nie miał wyjścia. To była jedyna droga ucieczki. Zostałem, by napluć wrogowi w twarz. To było satysfakcjonujące. Nie powiedziałem ani słowa. Pozostałem Ci wierny do samego końca. Takie trochę skorzystanie z okazji… Zawsze bałem się odebrać sobie życie, a tak Oktawiusz zabił mnie za to, że kazałem Wam uciekać. Sądził, że go zdradziłem. Moje serce jednak zawsze należało to Was. Oddałem za Ciebie życie. Jesteś tego wart.

Zastanawiasz się pewnie, dlaczego nie wyznałem Ci prawdy… Nie miałem odwagi powiedzieć, jak bardzo się bałem… Oktawiusz to nasze przekleństwo. Uważaj na siebie.  

Pomódl się za mą duszę w wolnej chwili. Może kiedyś przyjedziesz na mój grób pod naszą ulubioną wierzbą, gdzie razem opowiadaliśmy sobie przeróżne historie…

                                                                   Bądź zdrów
                                                                            Twój wierny sługa
                                                                                          Król Kacper”

Miguel i Tatiana wpatrywali się jak zaczarowani w list, który przywiózł im wierny sługa ich sojusznika. Królewicz nie wierzył własnym oczom. Władca został tam, by umrzeć i zdenerwować Oktawiusza, a zarazem mieć satysfakcję, że jego plan się powiódł… Ta śmierć była największym dowodem miłości i wdzięczności zmarłego przyjaciela…  
-Nie byłeś tchórzem- z oczu Miguela spłynęły łzy rozpaczy i niedowierzania.- Zabiję go, przysięgam… Zabiję Oktawiusza!... Pomszczę cię, przyjacielu…
-Książę, spokojnie- Tatiana zabrała skrawek papieru z rąk następcy tronu i zwinęła go w rulonik.- Teraz osiągnął spokój. Napisał ci, że czuł się samotny, chciał umrzeć. Gdyby pojechał z nami, byłby nieszczęśliwy. On nie chciał ocalić swego życia. Pragnął śmierci…
-Zemsta nadal ma sens, mimo wszystko. Oktawiusz go szantażował i kazał zastawić na mnie pułapkę…- warknął przez zaciśnięte zęby, patrząc na dziewczynę czerwonymi od płaczu oczyma.  
-Musimy zabić króla, to nie ulega wątpliwości- zgodziła się z jego wysokością.
-Inaczej on zabije nas… Danielu- zwrócił się do sługi, który przywiózł list pożegnalny- czy… król długo cierpiał?
-Nie, wasza miłość. Ten potwór przebił mu serce i pognał za Tobą.
-Jedzie w dobrym kierunku?- Tatiana poczuła nieprzyjemne dreszcze na całym ciele.
-Tak. Macie teraz kilka możliwości. Pojedziecie jeszcze niecałą godzinę i staniecie przed wyborem. Możecie zawrócić, jechać dalej prosto, w kierunku lasu, bądź do starego zamku waszych pradziadów.- odparł służący.
-Co proponujesz?
-Oczywiście zamek. Tyle że Oktawiusz zna owe tereny jak własną kieszeń. Niejednokrotnie walczył o te ziemie.
-Kiedy to się skończy?...- westchnęła szesnastolatka, czując narastające napięcie i ból głowy. Mocno masowała skronie, by nieprzyjemne promieniowanie przestało jej przeszkadzać w logicznym myśleniu.- Trudno. Mamy wojsko. Musimy kiedyś stanąć przed jego obliczem, ale potrzebujemy też dachu nad głową. Nie możemy żyć cały czas pod gołym niebem.  
-Jeśli wasza wysokość pozwoli, dołączę do was.- mężczyzna skłonił się nisko.
-Zostawisz Kacpra samego?- zmartwił się książę. Wszyscy spojrzeli po sobie zmieszani, ze smutkiem w oczach. Dało się słyszeć ciężkie wzdychanie, wyczuć ból i brak akceptacji tego, co się stało.
-Królewiczu…
-Wszyscy pojechali na wojnę. Wszyscy!... Będzie tam całkiem sam. Leży zakopany w tej ohydnej ziemi…
-Książę!- Tatiana podniosła głos, łapiąc Miguela za ramiona.- Daj spokój… Pojedziesz kiedy indziej, teraz musimy uciekać. Pomodlisz się za jego duszę po drodze- rzekła łagodniejszym tonem, patrząc mu przekonująco w oczy. On tylko pokiwał głową, otarł łzy i chwiejnym krokiem skierował się w stronę stajni.  
-To będzie dla niego trudny czas, ale musi to zaakceptować, by dalsza podróż miała jakikolwiek sens.- stwierdził sługa Kacpra.
-Myślisz, że może mieć myśli samobójcze?- Tatianą zawładnęły złe myśli.
-Byli sobie bardzo bliscy. Rozumieli się nawzajem i mieli w sobie wsparcie.- odparł wymijająco.
-Zbieramy się!- dziewczyna klasnęła w dłonie, by przyspieszyć powolne ruchy towarzyszy. Wszyscy prócz jednego niskiego, bladego blondyna wsiedli na konie. Młodzieniec siedział za drzewem, pisząc coś szybko i nieczytelnie na starym papierze.- Powiedziałam, żołnierzu!- podeszła bliżej. Chłopak podskoczył zaskoczony jej obecnością, chowając niedbałe zapiski pod koszulę. Ruszył pospiesznie po swojego rumaka. Szesnastolatka westchnęła głęboko, nadal czując ten nieprzyjemny zapach bagien, rozprzestrzenionych po ogromnym terenie. Cieszyła się, że jadą dalej i niedługo zawitają w pięknie pachnących lasach. Co prawda były one pełne dzikich zwierząt, jednakże nie dało się dłużej wytrzymać w obecnym miejscu, czując ten odór.  
    Cały czas jechali pod górę, czując ogromne zmęczenie. Gorące powietrze i nieustannie grzejące słońce utrudniały im widzenie, myślenie i ciężką przeprawę przez niełatwy teren. Brak cienia oraz najmniejszego deszczu dodatkowo sprawiały, że nie mieli siły jechać dalej. Po drodze zemdlał nawet jakiś służący. Wszyscy rzucili mu się na pomoc, tracąc ważne sekundy na ucieczkę. Tak, liczyła się każda chwila, wróg był coraz bliżej. Ledwo co zdążyli uciec przed Oktawiuszem z zamku sojusznika.  
-Wszystko w porządku?- spytała zaniepokojona Tatiana.- Nie możesz tu umrzeć. Wszyscy cierpimy, ale w imię księcia. Wsiadaj, nie ma czasu.- pogoniła mężczyznę, gdy już się ocknął i zaspokoił pragnienie.
    Miguel milczał całą drogę, patrząc przed siebie bez mrugnięcia okiem. Mocno ściskał wodze, modląc się gorączkowo za przyjaciela. Chęć zemsty zasłaniała mu wszystkie piękne widoki, świeże powietrze i- w końcu- równiny. Wszyscy odetchnęli z ulgą, jadąc po prostej drodze. Popędzono konie. Były kompletnie wyczerpane przez brak wody. Najbliższa rzeka znajdowała się cały dzień drogi stąd. W okolicy nie mieszkało wielu ludzi. Często nie mieli nawet studni, by podzielić się wodą. Tatiana pozwoliła na krótki odpoczynek, by zaspokoić głód. Odpoczęli w sadzie, gdzie drzewa uginały się przez nadmiar wielkich jabłek. Żołnierze i słudzy pobiegli do drzew, by po chwili zacząć jeść łapczywie. Nie zastanawiali się nawet, do kogo to należy i, czy można było zerwać owoce. Głód i zmęczenie wzięły górę. Posiłek, który dostali od króla, postanowili zachować na dalszą podróż, gdzie miało być totalne pustkowie i brak dostępu do żywności, a nawet najmniejszego zbiorowiska wodnego.  
-Wasza miłość, proszę. Zerwałam najładniejsze- Tatiana spojrzała z troską na księcia, pokazując mu duże, soczyste jabłko. Widać było, że trzydziestolatek też miał dosyć tropikalnych upałów, ale nie marudził, jak małe dziecko, doświadczywszy większego cierpienia niż gorąco.- Zjedz, proszę.
-Nie- odparł półgłosem. Spojrzał na dziewczynę z pogardą. Odwrócił twarz, patrząc beznamiętnym wzrokiem na suchy piach. Krajobraz falował przed oczyma przez fale gorąca.  
-Chociaż napij się wody- podała mu puchar.
-Nie chcę, daj mi święty spokój! Czego nie rozumiesz?!- wrzasnął najgłośniej, jak tylko umiał, zrywając się z ziemi.- Udław się tym wszystkim! Wypchaj się!- wytrącił napój z jej dłoni.- Nie mam na nic ochoty, rozumiesz? Na nic! Nie chce mi się nawet przed nim spieprzać, wolę tu umrzeć, konając z głodu i odwodnienia, ale nie mówiłem ci tego, bo ojciec chce, bym żył! Jeszcze, znając życie, o wszystkim mu powiesz, gdy tylko wrócimy, podła, dziewko! To przez ciebie on nie żyje! To wszystko twoja wina! Jesteś zapatrzona w siebie i kierujesz się swoim pustym łbem, pchając się tam, gdzie nie trzeba! Mam dość!- wyrzucił wściekły, patrząc jej prosto w oczy. Tatiana dziękowała Bogu, że jeszcze żyła. Królewicz wpadł w furię. Jeszcze nigdy nie był aż tak zdenerwowany.
-Ja…
-Wynoś się stąd!- krzyknął, zdzierając sobie gardło.  
    Szesnastolatka odwróciła się na pięcie i pobiegła w tylko sobie znanym kierunku. Trafiła do małego lasu nieopodal ich miejsca odpoczynku. Usiadła pod starym, spróchniałym drzewem, zalewając się łzami. Przecież dawała z siebie wszystko i chciała dobrze… Jak mógł wykrzyczeć jej coś takiego prosto w twarz? Za co tak bardzo ją nienawidził? Czy faktycznie powinna mieć wyrzuty sumienia? To była jej wina? Schowała twarz w roztrzęsionych dłoniach. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak płakała. To nie było porównywalne nawet z porwaniem. Łzy ciekły szybko po jej policzkach, a szloch rozdarłby serce największego twardziela. Cała się trzęsła. Nie potrafiła uzasadnić swoich emocji. Przyrzekła sobie, że będzie silna i nic jej nie pokona: żaden lęk, obraza, ani krwawa walka. Tymczasem wystarczyło kilka słów… Ocierała mokrą twarz, by po chwili znów poczuć potok łez. Skuliła się, szlochając głośno. Samotność dobijała ją coraz mocniej. Miała wrażenie, że książę nienawidził jej coraz bardziej. Zamknęła oczy, nie chcąc dłużej patrzeć na to przeklęte miejsce. Piekło. Ból. Tęsknota. Skwar.  
-Tatiana?...- dziewczyna podniosła wzrok na przybyłego człowieka. Szybko otarła łzy, widząc jednego ze służących. Spojrzała w ziemię, nie chcąc patrzeć na przybysza, będąc w tym stanie.  
-Co tu robisz? Wracaj. Poradzicie sobie beze mnie- szepnęła z bezsilnością w głosie. Pociągnęła nosem, wzdychając ciężko. Jeszcze bardziej rozbolała ją głowa.    
-Księciu jest teraz trudno…
-Nie musisz mi tego tłumaczyć. On ma rację. Jestem do niczego i tylko wam przeszkadzam.  
-Nieprawda. Chciałaś dobrze- usiadł obok niej.- Potrzebujemy cię.
-Wygonił mnie. Nie chce mnie widzieć.  
-Prawda jest taka, że wszystkich nas morduje wzrokiem i już dawno by nas wszystkich rozerwał na strzępy. Potrzebuje czasu i spokoju.
-Nie dostanie tego, bo ucieka przed śmiercią. Zamiast mu pomóc, siedzisz na dupie i czekasz, nie wiadomo, na co.- warknęła wściekła.- Nigdzie z wami nie jadę. Wolę zostać tutaj, gdzie jest cicho i nikt się na mnie nie wydziera. Znam siebie i wielokrotnie mówiłam, że nie nadaję się na przywódcę jednak ja swoje, Alejandro swoje.  
-Król ci tego nie daruje.
-Trudno, najwyżej zetnie mi głowę, o ile jeszcze zastanie mnie żywą.  
-Dlaczego jesteś taka uparta?
-Bo mam wszystkiego dosyć!... Książę przynajmniej was zna, ja jestem tu całkiem sama, nie znam okolicy i na dodatek jeszcze wielki pan mi ubliża. Rozumiem jego złość, ale naprawdę nie musiał. Wiem, że moją główną cechą jest beznadziejność jednak jestem tu jedyną kobietą i nie jest mi łatwo dyrygować ponad pięćdziesięcioma mężczyznami. Wszystko zależy ode mnie. To straszne. Poprowadź wszystkich, znasz przecież plan podróży i okolicę.  
-Bardzo dobrze ci idzie- mężczyzna nie dawał za wygraną.
-Jestem totalnie zagubiona i wcale nie wiem, co mam robić.
-Pomogę ci. Masz moje wsparcie. Nie możesz nas teraz zostawić. Posiadasz całą broń, ćwiczyłaś sztuki walki, jesteś uparta w dążeniu do celu i wszyscy się ciebie słuchają. Nikt nie zgłasza sprzeciwu. Ja cię podziwiam.  
    Tatiana spojrzała na niego z beznamiętnym wyrazem twarzy. Interpretowała jego słowa, nadal czując gorzki smak porażki. Została zmieszana z błotem. Stwierdziła, że jej byt na tej bezlitosnej ziemi to jakieś nieporozumienie. Z nikim nie potrafiła się porozumieć: ani z macochą, ani z Fernandem, ani z Miguelem. Widocznie nie miała szczęścia do ludzi. Wszyscy ją szantażowali i rozstawiali po kątach.
-Jak ja wrócę i spojrzę mu w twarz? Wyśmieje mnie i każe wracać, skąd przyszłam.- szepnęła, patrząc na chłopaka kątem oka.  
-Nie odzywaj się do niego. Każ nam wszystkim jechać i tyle. Nie zostanie tu sam bez grosza przy duszy.- odparł, uśmiechając się do niej lekko.  
-Może masz rację…  
-Mam. Nie przejmuj się. Zły humor mu minie. Oktawiusz na nas czeka-podniósł się z ziemi, podając jej dłoń. Wstała powoli z jego pomocą. Wrócili razem to sadu, gdzie wszyscy czekali już na nich, by ruszyć w dalszą podróż.

378 czyt.
100%95
Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i dramaty, użyła 2437 słów i 13857 znaków.

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 15 sierpnia

    Cham i prostak, ja bym mu dogadała

  • Somebody

    Somebody · 14 sierpnia

    Trudna sytuacja zarówno dla Miguela jak i Tatiany. Świetnie opisane, tak wielowymiarowo...  

  • AlexAthame

    AlexAthame · 14 sierpnia

    Idzie Ci coraz lepiej.Ciezko coś napisać po komentarzu Kaszmir.Nie chce się powtarzać. Wiem ze potrafisz opisać zarówno przyrodę jak i co się dzieje w ludzkiej duszy.A co dobre nie używasz słów. Tych wiesz jakich.Super.Duza Lapa i czekamy na dalej.Dzielna dziewczyna z tej Tatiana. Czy można wybaczyć księciu bo ma stres? Wszyscy maja.Ale niestety lata bez właściwego wychowania zrobiły swoje.Powinni go związać i zakneblowac.A jak zacznie od nowa to znowu.

  • kaszmir

    kaszmir · 13 sierpnia

    Dzień dobry
    Wspaniała część. Ukazuje ludzkie rozterki i charaktery. List wzruszył i ukazał heroizm Kacpra. Młody człowiek nie potrafił pogodzić się ze swoim istnieniem. Mógł uciekać z nimi, jednak został aby powitać śmierć, a zarazem pokonać Oktawiusza. Książę zachowuje się trochę jak rozkapryszony dzieciak, jednak rozumiem go ponieważ utracił brata, przyjaciela. W stosunku do Tatiany jest bardzo ostry, ale myślę, że powoli przyzwyczai się i zmieni zdanie. Tatiana znalazła sojusznika i pewnie to jej pomoże dalej dowodzić. Mimo złej samooceny bardzo dobrze sobie radzi. Brak wody, żywności i walka o życie to najlepszy bodziec do jedności. Księciu potrzeba czasu, by spojrzał na Tatianę cieplej.  
    Uciekać czym prędzej chciało by się zakrzyczeć.

    Pozdrawiam i miłego dnia życzę

  • kaszmir

    kaszmir · 12 sierpnia

    Witam
    Łapkę zostawiam, a jutro będę czytać. Milej nocki