Szukałem cię cz.11

Szesnastolatka rzuciła niepewne, pełne żalu spojrzenie na Miguela, który nadal siedział pod drzewem i tępym wzrokiem wpatrywał się w suchą ziemię. Nie interesowało go absolutnie nic. Żył śmiercią przyjaciela i przerażająco silną chęcią zemsty. Jego umysł pisał krwawy scenariusz marnego końca wroga. Topór, miecz, strzała, trucizna, sznur… wszystkie chwyty były dozwolone. Trzydziestolatek mocno przygryzł wargę, kołysząc się na boki. Nawet nie zauważył, że Tatiana już wróciła. Poczuł się lepiej po tym, jak na nią nakrzyczał. Dał upust emocjom, po czym znowu zaczął rozmyślać o Oktawiuszu. Misterne plany jego długo wyczekiwanej śmierci kłębiły się w głowie księcia. Westchnął ciężko, podnosząc oczy ku niebu. Chciał dostać jakiś znak od Kacpra. „Czego byś chciał? Jak mam z nim skończyć? A może twoim zdaniem nie powinienem kierować się rządzą zemsty?...”- zaczął wątpić w swoje zamiary. Jednak krwawiące serce zawsze podpowiadało mu, by odpowiedzieć śmiercią za śmierć. To była jedna z głównych zasad wpojona mu przez ojca, która została mu w pamięci tak głęboko, że stała się czymś bardzo naturalnym i nie wyobrażał sobie innego rozwiązania.
    Tatiana patrzyła na królewicza jeszcze przez chwilę. Ten człowiek miał w sobie coś takiego, co zniechęcało do rozmowy, siedzenia przy jednym stole, wspólnej wycieczki. Byli na siebie skazani. Miała serdecznie dość jego humorów. Był nieobliczalny. Raz zachowywał się jak dziecko, innym razem- jak zwykły dureń. Jej zdaniem, w ogóle nie przypominał księcia. Spędziła z nim już kilka dni, nie wiedziała, co będzie dalej, ile jeszcze przyjdzie im być w jednej grupie. Marzyła o ucieczce, ale przyrzekła, że da radę i mimo wszystko, postara się wykonać zadanie… Oderwała wzrok od królewicza i spojrzała na Daniela, który stanął obok niej.
-Jednak wróciłaś…- szepnął, uśmiechając się do niej.
-Tak… Cieszysz się?- spytała ironicznie, patrząc w ziemię.
-Wszyscy się cieszymy. Każdy tutaj zaczął go osądzać, po tym, co ci zrobił. Ma złą opinię. Chyba zawsze tak było… Nigdy nie interesował się państwem ani społeczeństwem. Myślał tylko o ucieczce.
-Skąd o tym wiesz?
-Mój pan, król Kacper, wiele razy mi o tym opowiadał, gdy wracał do zamku, spędziwszy trochę czasu z księciem Miguelem.  
-Nie możecie go teraz osądzać. Ma prawo się smucić, tak samo, jak ty.
-Owszem…- westchnął, czując ukłucie w sercu.
-Zbieramy się!- Tatiana klasnęła w dłonie, dając znak, że odpoczynek trwał już zdecydowanie za długo. Wszyscy, prócz jego wysokości, zaczęli zbierać się do drogi. Dziewczyna nie zwracała uwagi na jego humorki i bunty. Robił jej na złość tylko po to, by ją sprowokować i znowu poniżyć. „Spokojnie, rób to, co ci powiedział. Nie interesuj się. Będzie musiał pojechać”- przypomniała sobie słowa jednego ze służących i zaczęła się uspokajać. Napięta atmosfera była zbędna. Wsiadła na konia i spojrzała na towarzyszy. Wszyscy czekali na księcia, który nawet nie patrzył w ich stronę.  
-Padł wyraźny rozkaz, że mamy jechać…- Daniel podjechał do niej na swoim koniu.  
-Nie będę mu rozkazywała. Dobrze wie, że nie mamy czasu. Tylko czeka na to, by ktoś zwrócił mu uwagę.  
-On powiedział, że nie chce uciekać.  
-Nie interesuje mnie to. Dawno postawiłam sprawę jasno i wie, że teraz ja tu rządzę.- rzekła hardo. Chłopak skinął głową ze zrozumieniem, patrząc ukradkiem na jego wysokość. Miguel spojrzał na wszystkich ludzi z ukosa. Wstał powoli i wsiadł na swego ogiera.  
-Już- szepnął Daniel, dając jej do zrozumienia, że książę przestał się już popisywać. Ruszyli w stronę zamku, szukając lasu, w którym za kilka dni pozwolą sobie odpocząć.  
    Przez następne cztery dni drogi pogoda była łaskawsza. Spadł deszcz, który dał wszystkim ukojenie po okropnym, wręcz pustynnym skwarze, wiał letni wiatr, a temperatura była doskonała do nieustannej jazdy konno. Zatrzymywali się tylko wtedy, gdy musieli załatwić potrzeby fizjologiczne oraz, by zaspokoić pragnienie. Musieli walczyć z głodem, bo nie było czasu na posilenie się.  
    Miguel ani razu do nikogo się nie odezwał. Nieustannie rozmyślał o zemście i duszy przyjaciela. Modlił się za Kacpra nawet kilkanaście razy dziennie. Miał na to czas. W końcu tylko jechał razem ze wszystkimi w milczeniu. Emocje trochę opadły i nieco się uspokoił jednak nadal nie miał wyrzutów sumienia. Sądził, że wykrzyczał Tatianie całą prawdę prosto w twarz. Uważał, że sobie na to zasłużyła. Nie patrzył na nią. Dosłownie brzydził się jej osobą i uważał ją za zwykłą dzikuskę, która nie zna życia, panujących zasad i jest niewykształcona. Prawda była zupełnie inna- potrafiła zachować się lepiej od niego.  
    Zapadał zmrok, lecz na szczęście znaleźli las, do którego dążyli od ostatnich kilku dni. Wiedzieli, że pozostał już tylko jeden dzień drogi do opuszczonego zamku. Na myśl o tym, Tatianie zrobiło się lżej, kamień spadł jej z serca. Poczuła ogromną ulgę. Pozwoliła żołnierzom i sługom przespać się całą noc i rozkazała postawić kilku ludzi na warcie. Poprosiła grzecznie, by się zmieniali co jakiś czas, by każdy miał okazję odpocząć, na co, oczywiście wszyscy się zgodzili.
-Radzisz sobie doskonale. Brak ci wiary w siebie, co?...- zagadnął Daniel, podając dziewczynie puchar wina. Wypiła, czując nieziemską rozkosz.  
-Jak tu wierzyć w siebie, słysząc takie słowa?- spytała cichutko, patrząc na księcia. Spał nieopodal, jak zabity. Padł od razu, gdy tylko się zatrzymali. Był wyczerpany tymi wszystkimi myślami i wydarzeniami.
-Idź spać. Zostanę tutaj i będę na niego patrzył- uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech i był złotym człowiekiem.  
-Dziękuję. Potrzebuję tego.
-Najbardziej z nas wszystkich- zajął jej miejsce i pogonił ją, śmiejąc się najciszej, jak umiał, by nie zbudzić towarzyszy. Obserwował czujnym okiem cały teren i co jakiś czas budził żołnierzy na zmianę warty. W środku nocy sen go zmorzył. Chrapał głośno, ale nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie przejmował się też zimnym piaskiem i robakami chodzącymi wokół ich skromnych posłań. Było ciepło i spokojnie- tylko to się liczyło.  
    Rycerze stojący na warcie również przysypiali, lecz starali się pilnować terenu. Jednak nagle coś wzbudziło ich ciekawość, a po chwili zaczęło przerażać… Otwarli zaspane oczy, wytężając wzrok. Nie mogli uwierzyć w to, co widzieli. Potrząsnęli głowami, sądząc, że to tylko zły sen, który zaraz się skończy!... Zaczęli szczypać jeden drugiego i… Nie! Nadal tam byli i mieli ten sam obraz przed oczami! Zrozumiawszy, że to wszystko działo się naprawdę, pobiegli budzić towarzyszy. Zaczęli panikować i krzyczeć, bojąc się panicznie. Wszyscy zerwali się na równe nogi.
-Danielu, co się dzieje?- spytała zaspanym głosem Tatiana, przecierając oczy.
-Pani, na Boga, wybacz… Przysnąłem…- złapał się na głowę.
-Nieważne, o co chodzi? Dlaczego wszyscy panikują?
    Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Nadeszła szybko, w postaci Oktawiusza i jego dobrze uzbrojonego wojska liczącego ponad stu rycerzy. Zbliżali się do nich niebezpiecznie szybko na wielkich, pięknie przyozdobionych koniach. Każdy żołnierz miał w ręce czarno-srebrną flagę z czaszką symbolizującą ich państwo niosące zagładę…
-Na Boga!- Tatiana zaczęła drżeć ze strachu. Serce podeszło jej do gardła- Straż! Żołnierze! Chwyć za broń! Wszyscy!- pobiegła po swoje narzędzia. Położyła je pod jednym z drzew. Czym prędzej, na trzęsących się nogach, podbiegła do księcia. Upadła na kolana i zaczęła go budzić.- Wasza miłość!- wrzasnęła nieludzkim głosem, widząc, że dosłownie za chwilę rozpocznie się walka.- Wstawaj! Przyjechali!- Miguel spojrzał na nią półotwartymi oczyma, nie rozumiejąc jeszcze zaistniałej sytuacji. Dziewczyna zaprowadziła go na koniec szeregu i rozkazała żołnierzom:
- Macie go chronić za cenę własnego życia!
    Pobiegła po broń. Dopadła do łuku i strzał. Ze stresu zapomniała podstawowej rzeczy, jaką było prawidłowe trzymanie owych przedmiotów. Zaczęła oddychać głęboko i uspokajać nagromadzone, negatywne emocje. Obawy były ogromne. Czuła, że traci grunt pod nogami. Wrogów było coraz więcej! Pomodliła się w duchu i wydała rozkaz do walki.  
    Wszyscy rzucili się z wrzaskiem na przeciwnika, atakując ostrymi, długimi mieczami, ciężkimi toporami i zatrutymi strzałami. Przeciwnicy zeskoczyli z koni i chwyciwszy ostre bronie, wyszli im naprzeciw. Zaczęła się krwawa walka. Ludzie krzyczeli, czując piekielny ból i konali w męczarniach. Wojsko Santiaga ochraniało księcia, który trzymał miecz w drżącej dłoni i świdrował oczami na wszystkie możliwe strony, czując narastające przerażenie. Ludzie padali jak muchy. Przeciwnik miał znaczną przewagę w uzbrojeniu i liczbie dobrze wyszkolonych żołnierzy, lecz Tatiana i jej wojsko nie poddawali się. Dziewczyna trafiła kilka razy celnie. Poczuła okropny, duszący zapach trucizny, która zaczęła gnić w ciele zmarłego po kilku minutach. Szesnastolatka z przerażeniem stwierdziła, że zostało jej jedynie około trzydziestu ludzi. To oznaczało, że połowa zginęła z ręki tych barbarzyńców! Co chwilę spoglądała do tyłu, by upewnić się, że książę był bezpieczny. Widziała strach i narastającą chęć zemsty w jego oczach. Nie, nie mogła mu na to pozwolić!... Nie będzie walczył z Oktawiuszem! Szybko pobiegła pod drzewo i dolała trucizny do noża oraz trzech ostatnich strzał. „Teraz albo nigdy”- rzuciła w myślach i zaczęła przedzierać się przez wojsko nieprzyjaciela.
-Tatiana!- krzyknął Daniel, dostrzegłszy ją wśród wyspecjalizowanych rycerzy.- Wracaj! Słyszysz?!
    Wśród tych wrzasków, płaczu i uderzeń mieczy nie było słychać ani słowa. Nastolatka raniła śmiertelnie kilkunastu rycerzy, by w końcu dotrzeć do sprawcy całego zamieszania… Tego buntu, gniewu, paniki w całym kraju… Tej ucieczki. Patrzyła na niego, schowawszy się za jednym z drzew. Król wyglądał jak chodząca żałoba. Miał czarne włosy, brodę i ubrania. Dziewczyna nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. Zlękła się, ale wiedziała, że to był najważniejszy punkt na jej liście… Ten cel stał na środku drogi, za wojskiem i wszystkiemu przypatrywał się uważnie. Wiedziała, że to był dobry moment. Chwyciła łuk i strzałę. Nie mogła chybić... Obok Oktawiusza stali jeszcze dwaj żołnierze. Musiała trafić ich za pierwszym razem… Naciągnęła… Puściła… Trafiła… W ramię jednego z nich. Trucizna zaczęła już rozprzestrzeniać się w jego organizmie.
-Panie!- krzyknął drugi rycerz stojący obok władcy. Wyjął miecz i zaczął biec w kierunku Tatiany. Oktawiusz chwycił swoją broń. Jego dłoń była ogromna i silna. Dziewczyna strzeliła do zbliżającego się żołnierza… Prosto w serce! Jeszcze jedna strzała!... Obejrzała się za siebie. Po obydwu stronach było już około dwudziestu żołnierzy. Zaraz przegrają… Nie mogła na to pozwolić! Ostatnia strzała trafiła w brzuch ranionego wcześniej mężczyzny. Król spojrzał na nastolatkę gniewnym wzrokiem i… zaczął do niej biec! Tatiana szybko pobiegła w głąb lasu, by zaprowadzić go w chaszcze, gdzie nie będzie miał dostępu do księcia. Biegła, potykając się o kamienie i wystające korzenie starych drzew. Po chwili była cała podrapana i kręciło jej się w głowie jednak nie miało to dla niej większego znaczenia. Dobiegła do centrum lasu, gdzie było więcej miejsca. Wyjęła zatruty nóż i czekała na króla. Przybył szybciej niż by się tego spodziewała!... Miał ze sobą długi, dobrze zaostrzony miecz. Bez zbędnych ceremonii podbiegł do niej próbował przebić jej delikatne, słabe ciało. Ona była jednak zwinna i dobrze przygotowana. Zgrabnie unikała praktycznie wszystkich sztuczek… do momentu aż ranił ją w ramię. Rana była głęboka, miecz przeciął mięśnie. Tatiana syknęła z bólu, lecz nie miała dużo czasu na użalanie się nad sobą. Następny cios przeciął lekko jej kark. Delikatna skóra zaczęła mocno piec. Dziewczyna upuściła nóż. Złapała się za zranione miejsce i po chwili poczuła kolejny przeszywający ból. Upadła, łapiąc się za zraniona łydkę. Nie mogła wstać! Krew wypływała z niej strumieniami. To było nie do wytrzymania. Oktawiusz wykorzystał sytuację i wziął zamach, by ją zabić. Tatiana skuliła się w kłębek, mając nadzieję, że to pomoże. Wylewała łzy, modląc się, by po zbliżającej się wielkimi krokami, śmierci jej dusza została oszczędzona, gdy nagle… Oktawiusz krzyknął przeraźliwie. Spojrzała na niego przestraszona i całkowicie zdezorientowana. Mężczyzna odwrócił się i zaśmiał szyderczo. Tatiana usiadła z trudem i dostrzegła… Miguela. Serce jej stanęło. Nie miała siły wstać, by mu pomóc. Król rzucił się na księcia z zadowolonym wyrazem twarzy. „Coś ty zrobił, Miguel?”- pomyślała przerażona dziewczyna. Rany nadal piekielnie bolały i uniemożliwiały jakikolwiek ruch.  
-Myślałeś, że zwiejesz, co?- donośny głos Oktawiusza rozniósł się po całym lesie. Wydał z siebie bojowy okrzyk, odpychając przeciwnika. Co chwila słychać było dźwięk uderzenia mieczy i wrzaski mężczyzn.- Zabiję cię… Zabiję! A potem twojego ojca! Twoją mamusię sobie zostawię, może się do czegoś przyda…- zaśmiał się szyderczo.  
-Jak śmiesz mówić w ten sposób o mojej matce?!- zagrzmiał wściekły książę.
-Rozpuszczony bachor…  
    Miguel i Oktawiusz byli wyczerpani ciężką walką i chęcią zamordowania z zimną krwią. Chcieli mieć to już za sobą. Każdy miał nadzieję wyjść z tej sytuacji żywy… Zwycięzca mógł być tylko jeden.  
-Twoja siostra i jej mąż też zginą z mojej ręki!- władca wypowiadał swoje plany na głos, czując rosnącą nienawiść do królewicza.  
-Po moim trupie!- trzydziestolatek ranił wyczerpanego Oktawiusza w brzuch. Zawył z bólu, zginając się w pas. Łzy pociekły z jego oczu. Tatiana niewiele myśląc, wstała, mimo okropnego bólu i wbiła zatruty nóż w plecy władcy. Padł na ziemię, czując jak trucizna rozprzestrzenia się po całym jego ciele. Fala gorąca i bezlitosny ból obezwładniły go. Był niby taki silny…- To za Kacpra!- Miguel dopadł do jeszcze żyjącego króla i wbił mu nóż kilka razy głęboko w brzuch. Oktawiusz skonał po zadanych ciosach w ogromnych męczarniach.
-Książę, już wystarczy!- Tatiana upadła na kolana przy ciele zmarłego, cicho jęcząc z bólu. Grymas na jej twarzy nie pozostawiał złudzeń…
-Co ci zrobił?- Miguel spojrzał jej w oczy. Pokryły się łzami.
-Nic takiego… Nie udawaj, że cię to interesuje.
-Dlaczego…
-Nie usłyszałam słowa „przepraszam”. To, że jesteś synem króla, nie znaczy, że nie musisz przepraszać. Twe słowa były zbędne i bardzo mnie zabolały. Bardziej niż te rany, które on mi zadał- wskazała na zmarłego króla. Miguelowi zrobiło się głupio. Spojrzał na nią zawstydzony.  
-Gdzie idziesz?- spytał, widząc, że dziewczyna wstawała z wyraźnym trudem.
-Dowodzić walką. Jestem przywódcą.
-Już ich dobiliśmy. Zostało nas wszystkich niewiele. Może siedemnaście osób.
-Naprawdę?- spojrzała na niego z niedowierzaniem.- Już koniec? Zabili ich?
-Tak.  
-A ty…- ocknęła się, czując narastającą frustrację.- Jakim prawem w ogóle ruszyłeś się stamtąd?! Kazałam ci zostać, a ty przyszedłeś prosto pod topór! Było blisko!...  
-Przyszedłem ci pomóc.  
-Jasne!- parsknęła ironicznym śmiechem.- Nadal uważasz, że jestem niedorozwinięta i nie umiem się sama obronić?
-Nie oszukasz faktów. Zabiłby cię, gdybym nie przyszedł.
-Znalazł się książę na białym koniu!- odwróciła się na pięcie, by odejść, ale on złapał ją za nadgarstek.  
-Dobrze, przepraszam. Jeśli tak bardzo cię to zabolało, to już się nie gniewaj.
-Nie potrzebuję takich przeprosin. Nie rób mi łaski!- wycedziła przez zaciśnięte zęby, patrząc mu hardo w oczy, po czym ruszyła w kierunku towarzyszy. Zastała tam morze martwych ciał, gdzie przeważał czerwony kolor ich przelanej krwi… Reszta żołnierzy ubolewała nad stratą przyjaciół, patrząc smutnymi, zapłakanymi oczyma na niewinnych, martwych ludzi. Niektórzy wyżywali się na już nieżyjących wrogach, chcąc ulżyć sobie bólu. Tatiana kazała godnie pochować zamordowanych kompanów. Wszyscy pomodlili się za nich, po czym ruszyli w dalszą drogę, nie czekając na świt. Byli już spokojniejsi, wiedząc, że Oktawiusz leżał martwy w środku lasu.

293 czyt.
100%64
Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i dramaty, użyła 2999 słów i 17012 znaków.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 18 sierpnia

    Malolatka jak lwica do boju poszła A jaśnie dupka to ktoś w końcu przez kolano powinien przełożyć Żałuję tylko, że tak szybko pojechałaś, liczyłam na jakąś niewolę, tortury... Ale to tylko ja, sadystka od urodzenia

  • AlexAthame

    AlexAthame · 18 sierpnia

    Bardzo dobra cześć. Akcja opisana świetnie. Tez tak widzę jak inni komentatorzy. Jeden problem z głowy ale znając Cię spodziewam się ze kłopoty Tatiany i innych dopiero się zaczely

  • Somebody

    Somebody · 18 sierpnia

    Cóż, przynajmniej jeden z ich problemów się rozwiązał, aczkolwiek przeczuwam, że to dopiero wierzchołek góry lodowej... Doskonały poziom opisania akcji  

  • kaszmir

    kaszmir · 18 sierpnia

    Witam
    Bardzo interesująca część. Rozterki księcia i rozterki Tatiany. Jednak każdy miał jeden cel. chyba pomiędzy Danielem a Tatianą rodzi się coś więcej. Jeszcze raz Tatiana wykazała się ogromnym duchem walki i odpowiedzialnością mimo, że ze strachu drżała to podjęła dobrą decyzję. Książę też zachował się jak powinien prawdziwy mężczyzna. Ciekawe jak dalej potoczą się sprawy.  

    Pozdrawiam pięknie