Szukałem cię cz.16 - ostatnia

-Nie wierzę! To cud!- zawołała Enriqueta, widząc syna. Podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Ucałowała go mocno w czoło, ocierając łzy wzruszenia.- Oh, tak się bałam, że zrobili ci krzywdę!... Umierałam z niepewności każdego dnia. Wysyłałam do ciebie wiadomości, lecz nie odpisywałeś…
-Nic nie wiem o żadnych listach- Miguel zmarszczył brwi, patrząc kątem oka na Tatianę. Ta wzruszyła leciutko ramionami, również nie mając pojęcia, o czym mówiła królowa.  
-Jak to? Nie doszły do ciebie?... Zresztą! Nieważne. Najważniejsze, że jesteś cały i zdrowy.  
-Chodź, synu- Santiago poklepał księcia po ramieniu, czując ogromną dumę.- Opowiesz mi nieco o tych giaurach- majestatycznym krokiem wyszli razem z komnaty.  
    Tatiana spojrzała nieśmiałym wzrokiem na jej wysokość. Patrzyła na nią uważnie, przygryzając mocno wargi. Szesnastolatka poczuła narastające napięcie. Nie wiedzieć czemu, zaczęła się denerwować. Czuła jej zimne spojrzenie na sobie i dziwny chłód opanowujący pomieszczenie. Dziewczyna nerwowo poprawiła włosy, przyglądając się władczyni. Poczerwieniała na twarzy, a usta zaczęły drżeć niczym w rytmie niedokładnie skomponowanej muzyki. Krząknęła głośno, wzdychając ciężko. Złapała się za serce, co nie uszło uwadze Tatiany. Natychmiast pobladła na twarzy, widząc nagle pogarszający się stan Enriquety.
-Wasza wysokość…- spytała drżącym głosem, podchodząc do królowej. Przyjrzała się jej uważnie. Widziała, że nadal była wściekła i nie czuła się zbyt dobrze.- Wody?- zareagowała szybko.- Wezwę medyka…- szepnęła przerażona, dopadając do drzwi.
-Sama powinnaś się leczyć…- usłyszała pełen nienawiści głos. Odwróciła się powoli. Totalnie ją zamurowało. Czuła, jakby przyrosła do ziemi. Zmarszczyła brwi, patrząc na jej wysokość z niezrozumieniem i zakłopotaniem.
-Pani… Co masz na myśli?
-Nie udawaj takiej niewinnej- burknęła niewyraźnie pod nosem, zbliżając się chwiejnym krokiem do nastolatki. Stanęła blisko niej i spojrzała na nią czerwonymi, zmęczonymi oczyma. Tatianę przeszły nieprzyjemne dreszcze, które wstrząsnęły nią mocno.
-Co zrobiłam nie tak? Wykonałam wasz rozkaz.
-Jesteś zdrajcą… Podłą dziewką niezasługującą na swój status społeczny- warknęła przez zaciśnięte zęby.- To ty doprowadziłaś mnie do tego stanu- szepnęła zachrypniętym jak u czarownicy, głosem. Dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Tętno przyspieszyło. W pośpiechu zaczęła szukać klamek, by uciec jak najszybciej z tego okropnego pokoju.
-Wysłuchasz mnie, a potem… pójdziesz sobie- chwyciła ją za nadgarstki, szarpiąc gwałtownie.- To ty niszczyłaś te listy… Przez ciebie popadłam w depresję. Prawie rok niepewności i strachu zrobił ze mnie potwora. Każdego dnia patrzyłam w okno z nadzieją, że Miguel wróci… Rozpoczęłam już żałobę, utraciwszy resztki nadziei…- ukazała czarny kolor szat, które brzydko wisiały na jej wychudzonym ciele.- Nie dawaliście znaku życia, a żołnierze posyłani przez króla…
-Dotarli- wydusiła, przerywając jej wypowiedź.- Świetnie się spisali.
-A ty?- przechyliła głowę na bok, patrząc z drwiącym uśmiechem na twarzy w jej ciemne oczy.- Jak się spisałaś?...  
    Jej pytanie odbiło się echem w głowie Tatiany kilkanaście razy. Spuściła wzrok w podłogę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Mądre pytanie. Bardzo mądre. Zaplanowane. Dobitne. Zawstydzające…  
    Dziewczyna po dłuższym namyśle spojrzała na usatysfakcjonowaną królową, która zaśmiała się triumfalnie. Perfidnie wyśmiewała jej osobę i zachowanie. Złość oraz żal nagle zniknęły, tak po prostu, bez pożegnania, nie zostawiwszy po sobie śladu w postaci choćby jednej samotnej łzy na policzku. Enriqueta czasem zachowywała się jak dziecko. Wydawała się być mądrą, szlachetną kobietą jednak w niektórych sytuacjach zachowywała się bezczelnie i niedojrzale. Tatiana zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy król wie o ‘drugiej stronie’ swojej żony. Nie miała jednak odwagi zapytać. Przełknęła ślinę, czując ból suchego, spragnionego gardła.
-Nie mam sobie nic do zarzucenia…- odparła szesnastolatka, patrząc na nią odważnie.- To wszystko trwało tak długo, bo czekaliśmy aż Leokadiusz wpadnie w nasze sidła…
-Wyczekiwaliście śmierci- pokiwała głową, drwiąc z nastolatki.- Brawo. Wiesz, że gdyby coś poszło nie tak…
-Owszem, cały czas miałam tego świadomość- odrzekła, patrząc jej hardo w oczy.
-Prawie rok…- szepnęła.- Co się wydarzyło przez ten czas? Pokonaliście wroga?
-Tak, pani. Nie tylko to…
-Hę?- zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc sensu jej słów.
-Urodziłam dziecko. To twój wnuk.
    Enriqueta wytrzeszczyła oczy, patrząc na dziewczynę z niedowierzaniem. Zrobiło jej się słabo, a cały świat zawirował. Przyłożyła dłoń do czoła, chwiejąc się jak słaby liść na silnym wietrze. Westchnęła głęboko, potrząsając głową. Za dużo wrażeń jak na jedno popołudnie osłabiło królową. Wbiła wzrok w Tatianę, jakby chcąc znaleźć potwierdzenie jej słów.  
-To… jakiś żart…- wydukała, odsuwając się od niej.
-Twój syn jest ojcem tego dziecka. Książę ma na imię Erick- odparła, nie zwracając uwagi na stan władczyni.  
-Dość!...- odezwała się słabym głosem, unosząc drżącą dłoń.- Jak śmiesz mówić takie brednie, podła…
-Urodziłam następcę tronu, a ty nazywasz mnie prostaczką?- wymownie uniosła brew. Teraz to ją zaczęła rozpierać duma.    
-Masz się wynieść z naszego życia, rozumiesz?!- nie wiadomo, skąd znalazła siłę, by krzyczeć.- Raz na zawsze rozkazuję ci opuścić nasz zamek!
-Jak sobie życzysz- odparła śmiertelnie poważnie.- Spełniłam swój obowiązek.  
-To dziecko nie było twoim obowiązkiem!
-Ochroniłam twojego syna przed śmiercią.
-Nie…- pokręciła przecząco głową.- Ty owinęłaś go sobie wokół palca!...
-Więc uszanuj naszą miłość…
-Co takiego?!- zaśmiała się, niedowierzając.- Miłość? Dziecko, co ty wiesz o miłości, na Boga! Jesteś czarownicą! Zamiast mu pomóc, uwiodłaś go i powiłaś syna!
-Powinnaś być mi za to wdzięczna.  
-Nie mogę na ciebie patrzeć… Wynoś się!– wrzasnęła, łapiąc się za głowę. Tatiana rzuciła na nią ostatnie spojrzenie, po czym posłusznie opuściła komnatę.  
    Szesnastolatka nie chciała się sprzeciwiać. Wiedziała, że królowa wygna ją za tę miłość i życie, które dała maleństwu. Miała świadomość tego, że gdyby tam została, Enriqueta nie dałaby jej żyć. Gnębiłaby ją każdego dnia… do skutku… Tragicznego finału. Nie chciała, by Erick patrzył na jej cierpienie, łzy i bezsilność. W końcu, kim była wobec królowej? Bała się też reakcji władcy. Wiedziała jednak, że Miguel kocha ich dziecko i była spokojna o jego los.  
    Podeszła do Diany, która stała na korytarzu i trzymała w ramionach śpiącego księcia.
-Kochasz go, prawda?- spytała Tatiana, patrząc z miłością na swojego ukochanego maluszka.  
-Kogo?- zadrżał jej głos.
-Miguela.
    Służąca opuściła głowę, czując wstyd.
-Zajmij się Erickiem jak swoim dzieckiem. Jesteś dobrą, mądrą kobietą. Powierzam ci go. Nigdy mu o mnie nie mów. Chcę, by był szczęśliwy- łzy słynęły po jej zimnych policzkach.
-Co ty wygadujesz?...
-Odchodzę- chlipnęła, całując dziecko w czółko.- Nie idź za mną. Muszę... Taki mam rozkaz- rzuciła, pozostawiając zakłopotaną i całkowicie zdezorientowaną Dianę pod zimną ścianą.  
    
    Kiedy nastał wieczór, Enriqueta wezwała do siebie Miguela. Cała drżała po tym, co usłyszała i nie mogła pojąć, jak to możliwe, że jej syn zakochał się w zwykłej szlachciance. Zasługiwał na kogoś lepszego. Chodziła niespokojnie po komnacie, nerwowo bawiąc się palcami. „Jak zareaguje mój mąż? Będzie zły? A może przyjmie to z… radością?” Nie miała pojęcia. Tysiące pytań bez odpowiedzi gnębiło ją i nie dawało spokoju. Wiedziała, że tej nocy nie zaśnie, a koszmary będą prześladowały każdego dnia. Ciężko zachorowała, a po tych wszystkich historiach jeszcze bardziej rozbolała ją głowa.  
-Co ty sobie wyobrażasz?! Jesteś księciem!- wrzasnęła, gdy tylko zobaczyła księcia w drzwiach. Podszedł do niej i z szacunkiem ucałował jej roztrzęsioną dłoń.
-Matko…
-Lepiej zacznij mówić to, co należy!- warknęła, wyrywając rękę z jego uścisku.- Jak się wytłumaczysz? Co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem…- zmarszczył brwi.
-Synu, to nie jest pora na żarty!
-Powiedz, co masz na myśli.
-Ta dziewka, Tatiana, urodziła ci dziecko!- krzyknęła głośno, trzęsąc się z nagromadzonych emocji.
-Owszem- potwierdził, kiwając lekko głową.
-Jesteś zadowolony?
-Mam syna, który jest pełnoprawnym następcą tronu. Tatiana to nie zwykła sprzątaczka.  
-Miałeś wziąć ślub z kimś, kto na to zasługuje!
-Mam trzydzieści lat i to ja decyduję sam o sobie!- odparł wrzaskiem, nie zgadzając się z matką.
-Jak śmiesz podnosić głos?
-Przestań mnie w końcu pouczać! Nie będziesz mi mówić, kogo kochać, a kogo nie! Kocham ją i nikt tego nie zmieni, nawet ty!
-Już to zrobiłam- powiedziała z wyraźną satysfakcją w głosie.- Wyjechała, już więcej jej nie zobaczysz- wyrecytowała, patrząc mu głęboko w oczy.
-Jak to?- zmarszczył brwi, czując wzrastającą wściekłość.- Gdzie jest Tatiana?!- zbliżył się do matki, zaciskając pięści. Z trudem powstrzymał się, by jej nie uderzyć. Oddychał szybko, patrząc jej w oczy. Furia wzięła nad nim górę.
-Nie wiem. Najważniejsze, że już jej tu nie ma.
-Jesteś potworem! Nie poznaję cię!
-Ja ciebie też nie- odparła oschle.  
    Miguel wybiegł z komnaty, wydając rozkaz, by przygotowano mu konia. Chciał odnaleźć ukochaną i wrócić z nią do zamku. Nie wyobrażał sobie swojego życia bez niej. Łzy napłynęły mu do oczu. W głowie miał najczarniejsze scenariusze. Zdążył poznać szesnastolatkę na tyle dobrze, że wiedział, iż była zrozpaczona i bardzo słaba. Doskonale wiedział, że nie da sobie rady sama, boi się spać w lesie pełnym wilków i szybko łapie ją jakaś obrzydliwa, ciężka choroba. Nie chciał, by się męczyła i płakała z powodu głupich pomysłów jego matki. Był na nią wściekły. Wiedział, że zachował się podle, ale to nie miało dla niego znaczenia. Kochał Tatianę i pragnął, aby wróciła. Na zawsze. Kiedy urodziło im się dziecko, ich więź stała się jeszcze silniejsza, niczym nierozerwalna nić. Wola walki zmotywowała go do poszukiwań na ogromną skalę. Zabrał ze sobą trzydziestu żołnierzy i kazał im się rozdzielić na cztery strony świata. Wiedział, że dziewczyna nie zaszła daleko. Miał tylko nadzieję, że znajdą ją przed ciemną, zimną nocą.

^^^^^^^^^^^^^^

    Tatiana ocierała łzy, idąc pod chłodny, nieprzyjemny wiatr. Pogoda była okropna. Dziewczyna nie mogła złapać tchu. Biegła, by znaleźć schronienie w lesie. Tym samym miejscu, w którym znalazł ją Alejadnro. Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie o nim. Przypomniała sobie też o Rii i jej dziecku. Niestety, nie miała okazji ich zobaczyć. Przez głowę przeleciała jej myśl, że księżniczka również nie zostawiłaby na niej suchej nitki, gdyby nadal pozostała w zamku. Poczuła się okropnie. Przecież ona tylko urodziła księcia, a tym samym sprawiła, że Miguel zaczął się szczerze uśmiechać i… żyć. Tak. W końcu zobaczyła, że naprawdę żył. Inni natomiast życzyli jej śmierci- macocha, królowa, piraci…  
    W pocie czoła dobiegła do znanego jej lasu. Usiadła pod jednym z drzew, zalewając się łzami. Schowała twarz w dłoniach, czując bezsilność. Kochała Miguela. Serce kazało jej wracać do zamku. Czuła, że tam zostawiła kawałek siebie. Oczyma wyobraźni zobaczyła Ericka. Tak bardzo pragnęła do niego wrócić, wtulić się w niego i zapomnieć o wszystkich problemach… Brak wiary w siebie i zerowa władza zmieszały ją z błotem, każąc zostać w tym przeklętym lesie przywołującym niemiłe wspomnienia. Serce dziewczyny rozpadło się na malutkie kawałeczki. Nie miała już nikogo. Wszystkich jej odebrano, a ją- wygnano, rzucając słowa oszczerstwa. Otarła łzy, próbując się uspokoić i zapomnieć o pięknych chwilach, które przeżyła z księciem. Po lesie rozniósł się śmiech, gdy przypomniała sobie początek wyprawy. Nie mogli na siebie patrzeć, krzyczeli na siebie i droczyli o nieistotne sprawy. Zamknęła oczy, chcąc zasnąć, by nie myśleć o samotności, jaka ją czeka. Ból wypełnił jej kruche serce.
-Wstawaj!- ktoś szarpnął ją za ramię. Zerwała się z zimnej ziemi i spojrzała na owego człowieka. Nie wierzyła własnym oczom! To był on!
- Co tu robisz?- spytała, nie dowierzając.
-Nie udawaj głupiej - odparł, ciągnąc ją za rękę.
-Puść! Zostaw mnie! Puszczaj, psie!- krzyczała, chcąc wyrwać się z jego silnego uścisku. Fernando rzucił ją na kolana, a jego kompani związali dziewczynę grubymi sznurami.- To boli!- jęknęła, szamocząc się jak złapane w sidła, bezbronne zwierzę.
-Zamilcz- warknął, patrząc na nią uważnie. Dziewczyna zrozumiała, że szarpanina nie ma sensu i przestała się szamotać. Nie wiedziała, o co chodzi, ani po co przyszli. Skąd się tu, do diabła, wzięli?!
-Czego chcecie?
-Nie my, twoja macocha- zadrwił, chodząc wokół niej powolnym krokiem.
-Wiedziałam…- prychnęła z pogardą w głosie.- Co każe wam zrobić?
-Zdradziłaś państwo. Nazwałaś Miguela królem.
-Skąd wiesz?
-Mamy od tego swoich ludzi. Wiesz, co cię czeka, prawda?
-I, że niby ta wiedźma chce sprawiedliwości?...- zadrwiła szczerze rozbawiona, choć nie powinno jej być do śmiechu.
-Poza tym… doszły nas słuchy, że wdałaś się w romans i urodziłaś mu dziecko- piraci wybuchli niepohamowanym śmiechem.
-To jest zabawne?
-Tatuś nie byłby zadowolony…
-Stul pysk.
    Fernando wymierzył jej siarczysty policzek. Zabolało. Dawno tak nie bolało. Krew spłynęła po obolałej twarzy.
-Będziesz grzeczna, czy masz coś jeszcze do powiedzenia?- nachylił się ku niej. Pokręciła głową. Był ohydny. Śmierdział alkoholem. Czy kiedykolwiek zmieniał ubrania? Ostatnio, gdy go widziała, chodził w tej samej, poszarpanej, długiej szacie. Zrobiło się jej niedobrze.- Sama wpadłaś w nasze sidła- rzekł przyciszonym głosem, z uśmiechem na twarzy.- Księciunio cię szuka? Jak myślisz? To była wpadka, czy może naprawdę cię kocha? A może siedzi teraz z inną… Siedzi… Może robią ciekawsze rzeczy?- zaśmiali się ponownie.
-Przestań!- warknęła zniesmaczona.- Szuka mnie.
-Skąd wiesz?
-Czuję to.  
-A ja czuję… że to twój koniec- niespodziewanie wyjął nóż z kieszeni jej sukni. Ta sama, zatruta broń od Alejandra znalazła się w jego brudnych łapach. Patrzył ma drogocenną rzecz, ukazując obrzydliwe zęby w triumfalnym uśmiechu.  
-Ona jest tchórzem. Przestraszyła się, że gdy osiągnę sukces i będę miała większą władzę, to rozkażę ją zabić…- nie zwracała uwagi na groźby porywaczy.  
-Od kiedy jesteś taka mądra?
-Każdy głupi rozszyfruje tę jędzę bez dłuższego zastanowienia. Dobrze wiem, że mnie zabijecie.
-I nie próbujesz się ratować?
-A mam z wami jakiekolwiek szanse?- odparła pytaniem na pytanie.- Ta śmierć to będzie moje wybawienie od bólu i tęsknoty…
-Racja…- pokiwał głową.- W końcu, nawet tatuś cię nie szukał. Opłakał twoją rzekomą śmierć i żyje dalej, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
    Tatiana poczuła ukłucie w sercu. Nie chciała wierzyć w jego słowa.
-Skoro w ten sposób postąpił twój ojciec, nadal sądzisz, że książę postąpi inaczej i wybawi się? Ja go tu nie widzę- rozejrzał się teatralnie.  
-Jesteś okropny.  
-A ty- głupia, za to… piękna…- pocałował ją w usta. Wykrzywiła się, czując nieprzyjemne dreszcze.- Szkoda, że zaraz będziesz martwa… Chętnie spędziłbym z tobą więcej czasu…- wplótł dłonie w jej gęste, ciemne włosy.
-Zostaw- potrząsnęła głową.- Zabij mnie już… Zakończ to…- załkała głośno. Była przerażona. Wszystko ja przerastało.- To już nie ma sensu… Odebrali mi wszystkich… On już nie wróci… Erick ma nową matkę, która zajmie się nim lepiej niż ja…- zaszlochała, chowając twarz w dłoniach.  
    Nie była gotowa na tak nagłą i okrutną śmierć. Łzy lały się z jej oczu strumieniami. Miała dopiero szesnaście lat… Znów była tam, gdzie rok temu miała umrzeć z głodu w ogromnych męczarniach, będąc samą, w środku lasu. Wtedy udało jej się przetrwać- teraz?... Fernando stał przed nią z zatrutym nożem, jego pomocnicy związali ją sznurami jak niewolnika na sprzedaż, wyśmiali jej miłość, rodzinę i odwagę. Poczuła się słaba, a w sercu nosiła już tylko pustkę. Nadzieja znikała niczym tonący statek- woda powoli pochłaniała bezbronne ofiary aż w końcu zabrała załogę na dno. Wszystkie jej uczucia, marzenia i pragnienia umarły w sekundę. Świadomość bezbronności dodatkowo ją osłabiała. Patrzyła w dal z nadzieją, że zobaczy Miguela. On na pewno by ją uratował… Jednak widziała tylko ten przeklęty las i coraz to ciemniejsze niebo, rozświetlane słabym blaskiem zachodzącego słońca.  
-Chciałabym go jeszcze raz zobaczyć… Pożegnać się…- załkała, patrząc na Fernanda. Mężczyzna odwrócił wzrok, mając wyrzuty sumienia. Czy miał jakieś wyjście?...- Kocham go…
-Ciii…- przyłożył palec do jej drżących ust.- Nic już nie mów- odchylił jej głowę do tyłu, po czym przyłożył ostrze to chudej szyi. Nie był w stanie patrzeć na łzy rozpaczy i trzęsące się z przerażenia, ciało. Tatiana zacisnęła powieki, modląc się cichutko. Fernando poderżnął jej gardło.  

Miguel z każdą kolejną sekundą bał się coraz bardziej. Nawoływał ukochaną, ale nigdzie jej nie było. Od czasu do czasu po jego policzku spłynęła łza- samotna jak on bez Tatiany. Z przerażeniem rozglądał się po okolicy, mając nadzieję, że nie znajdzie jej ciała… Drżąc z niepokoju, modlił się, by dziewczyna była cała i zdrowa. Całkowicie zapomniał o kłótni z matką, najważniejsza była dla niego zaginiona. Cały czas miał nadzieję, że ją odnajdzie. Tylko ta myśl trzymała go przy życiu i kazała gnać dopóki jej nie znajdzie.  
-Książę!- Miguel usłyszał przeraźliwy wrzask Daniela.  
    Królewicz zeskoczył z konia i pobiegł w ślad za przyjacielem. Dobiegł na plażę, którą oświetlało jedynie zachodzące słońce. Rozejrzał się wokół siebie. Dostrzegł służącego stojącego przy samym brzegu morza. Fale dobijały spokojnie, mocząc wszystko, co napotkały na drodze- piasek, kamyki, muszle… i Tatianę. Zimna jak lód, woda pokryła całe jej ciało.  
    Daniel wylewał łzy, kołysząc się na boki. Twarz schowaną miał w dłoniach, nie wiedząc, co robić. Miał ochotę rzucić się jej na pomoc, lecz to nie miało już sensu…  Chwiejnym krokiem odszedł na bok, by książę mógł zobaczyć ukochaną…
-Tatiana?...- Miguel podszedł do nastolatki. Spojrzał na leżącą w bezruchu dziewczynę z niedowierzaniem. Upadł na kolana, czując jak wszystkie siły go opuszczają. Położył roztrzęsioną dłoń na jej twarzy. Była blada i okropnie zimna. Nachylił się nad nią, by usłyszeć i poczuć jej oddech… Czekał… Nasłuchiwał, aby upewnić się, że… żyje…- Słyszysz mnie?... Otwórz oczy- książę potrząsnął delikatnie jej ciałem, chcąc ją obudzić.- Już jestem… Przyjechałem… Spójrz na mnie…- nie otwierała oczu.- Patrz na mnie!- krzyknął, czując wściekłość. Poklepał ją po policzku. Dojrzał głęboką, obrzydliwą ranę na jej szyi.
-Wasza miłość…- jęknął Daniel, szlochając głośno. Nie potrafił opanować emocji. Ręce drżały mu jak galareta.  
-Ona… Daniel… Zrób coś!- wrzasnął, patrząc na ukochaną z nadzieją, że się obudzi.- Boże, nie odbieraj mi jej… błagam… Musi żyć! Musi, słyszysz?!- wziął nastolatkę w ramiona.  
    
    Tatiana westchnęła cicho… Miguel przetarł oczy, nie wierząc w to, co widział. Przyjrzał się jej dokładniej, przybliżając ją do siebie jeszcze bardziej. Oddychała nierówno z wyraźną trudnością. Całe jej ciało drżało w jego ramionach.
-Ona… żyje?... Daniel!- zawołał książę, będąc w ciężkim szoku. Służący otarł łzy, podbiegając do jego wysokości. Sprawdził tętno… Krew dobijała do jej żył.  
-Tak, żyje…- stwierdził zszokowany.- Książę, okryj ją kocem- podał mu gruby materiał. Czym prędzej pobiegł po bandaże.- Szukajcie sprawców!- rozkazał strażnikom.
-Tatiana…- Miguel przytulił ją mocno, chcąc ogrzać jej chłodne ciało.- Otwórz oczy, kochana…
-M… Miguel…- jęknęła dziewczyna z grymasem bólu na twarzy. Rany były świeże i piekielnie bolały.  
-Nic nie mów- do oczu napłynęły mu łzy.- Jestem tutaj, nie bój się.
    Daniel przyniósł bandaże namoczone w lekarstwach.
-Kiedy dotrzemy na miejsce, trzeba to jakoś zszyć i dokładnie obmyć czystą wodą- powiedział roztrzęsiony, zawiązując delikatnie opatrunek.- To ukoi jej ból. Rana nie jest zbyt głęboka. Może sprawcy się wahali?...
-Masz mi ich przyprowadzić! Rozerwę na strzępy tych zbrodniarzy!- warknął przez zaciśnięte zęby.- Jak mogli zrobić jej coś…- urwał, widząc strażników niosących kilku ludzi.- Kto to?...- wytężył wzrok.
-To chyba oni…- szepnął Daniel.- Kogo macie?
    Strażnicy upuścili bezwładne ciała na ziemię. Czterech mężczyzn z wbitymi głęboko w brzuch, nożami i piąty z pętlą na szyi leżeli teraz na zimnym piasku. Służący przyjrzał im się dokładnie, mając ochotę wypruć im flaki.
-Piraci?...- Miguel zmarszczył brwi.- To oni jej to zrobili?
-Prawdopodobnie to ci sami, którzy ją tu przywieźli- Daniel poczuł jeszcze większą złość.- Najwidoczniej przywódca zabił ich, a potem popełnił samobójstwo…
-Spalić na stosie- rozkazał książę, czując gniew.- Przygotuj powóz, przyjacielu.
-Tak jest- Daniel odszedł w kierunku karocy.  
-Tatiano… tak się bałem. Jak moja matka mogła tak postąpić?... Nie poznaję jej. Kiedyś była inna.  
    Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Spojrzała na Miguela z lekkim uśmiechem na twarzy. Nawet nie miała siły mu o wszystkim opowiadać. Ból był okropny. Wtuliła się w jego silne ramiona, wdychając zapach, którego tak bardzo jej brakowało. Ponownie zamknęła oczy, roniąc łzy. Nie wierzyła w to, że żyła, a on był z nią. To wszystko wydarzyło się tak szybko, była już totalnie zrezygnowana, pragnęła umrzeć, by nie cierpieć… Jednak Miguel przyjechał. Odnalazł ją i przytulał. Tak bardzo go kochała…
-Tatiano… Bez względu na to, co będą sądzić ludzie...- książę umieścił złoty pierścionek na jej chudym palcu- chcę być z tobą do końca życia. To ty dałaś mi szczęście.
    Łza wzruszenia spłynęła po jej policzku.  
-Co powiedział król?...- wydusiła ledwo słyszalnie.
-Zajmuje się Erickiem.
-Naprawdę?...
-Tak. Ojciec nie zawsze zgadza się z matką. Kocha naszego syna i będzie go wspierał.
-A ja…
-Jest ci wdzięczny za wszystko, co zrobiłaś- przyłożył palec do jej ust, by nie mówiła nic więcej.- Niepotrzebnie się martwisz i sprawiasz sobie ból. Nikt nie zniszczy tego, co do ciebie czuję. A kocham cię ponad życie- ucałował ją w czoło, uśmiechając się szeroko.  

****************

Kochani!

Troszkę zamieszania wprowadziłam, jak to niektórzy zdążyli już zauważyć, ale nie mogłam pogodzić się z tym, jak wyglądała pierwotna wersja ostatniej części, więc ją poprawiłam   

Z całego serca dziękuję Wam za tak pozytywny odbiór tych szesnastu części. Jesteście fantastyczni! Kocham Was!

Wrócę z nowościami, mam nadzieję, że już wkrótce

Całuski!  

396 czyt.
89%93
Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i dramaty, użyła 4403 słów i 24156 znaków.

3 komentarze

 
  • Somebody

    Somebody · 23 września

    No pięknie się im poukładało, chociaż ja lubię mieć złamane serce i pierwotna wersja byłaby też całkiem dobra   Ale znam ten ból autora, kiedy musi skrzywdzić swoich ukochanych bohaterów   Czekam niecierpliwie na kolejne opowiadanie od ciebie  

  • kaszmir

    kaszmir · 22 września ·

    Super kochana   Takie zakończenie to miód na serce. Zawsze powinno zwyciężać dobro, a jeszcze w takiej miłości umiejscowione. Wiedziałam, że dziadek będzie zakochany we wnuku, a i babcia powoli pokocha i wnuka i swoją synową.  

    Dobrze, że sprawcy okaleczenia Tatiany ponieśli karę. Miguel przeszedł kolosalną przemianę i wreszcie postawił na swoim... sprzeciwił się matce.  

    Epilogiem powinno być wesele.   

    Miłej nocy

  • Speker

    Speker · 22 września

    I teraz mi się podoba! Takie zmiany to ja rozumiem