Szukałem cię cz.3

-Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nie zostawię cię tu- powiedział zatroskany, patrząc jej w oczy.- Zasługujesz na lepsze życie. Za dużo już przeszłaś.  
-Chcę wrócić. Dlaczego nikt mi w tym nie pomaga?- żaliła się szesnastolatka.- Ona… krzywdziła mnie każdego dnia. Czułam się jak ścierwo…- ledwo co przeszło jej to przez gardło. Spojrzała w podłogę zawstydzona. Nie powinna się tak wyrażać jednak nadmierna ilość negatywnych emocji uniemożliwiała jej opanowanie i uspokojenie myśli.  
-Doskonale rozumiem, co czułaś- Alejandro pokiwał głową, wzdychając ciężko.
-Niby skąd?- prychnęła, wzruszając ramionami. Mężczyzna wskazał jej rozłożony na ziemi koc. Usiedli, patrząc na rozpalone ognisko. Strażnicy przynieśli zwierzynę i zaczęli ją przyrządzać, by nadawała się do jedzenia i była smaczna.- Czułam się trochę jak ta biedna sarna, którą teraz przypiekają na tym ogniu- Tatiana spojrzała na rozmówcę kątem oka. Urzędnik wpatrywał się w zabite zwierzę bez mrugnięcia okiem.-Czy to jest prawo natury- zabijać człowieka słowem i czynem każdego dnia, chcąc pogrzebać jego marzenia i poczucie własnej wartości? Jak mogła coś takiego zrobić? Jak ojciec…
-Miłość jest ślepa- Alejandro przerwał jej wypowiedź, słysząc narastającą w głosie nastolatki frustrację.- Pozwólmy im być razem, a wszystkim to wyjdzie na dobre. Nie sprzeciwiaj się woli ojca. Jego zdanie powinno być dla ciebie święte.
-To czarownica! Podła wiedźma, która wydzierała się na mnie, pluła na moją osobę i stosowała przemoc fizyczną. Grała przed ojcem najlepszą żonę, macochę i panią domu. Kiedy tylko tata opuszczał chatę, zaczynało się istne piekło…- zamilkła na moment, wzdychając ciężko.- A wszystko dlatego, że nie mogła mieć dzieci. Uważała mnie za wroga.
-Zostaw to za sobą. Zabiorę cię do zamku - podał jej mięso do spożycia.
-Mnie? Do zamku?- zaśmiała się mimowolnie.
-Wszyscy pamiętają zasługi twojego ojca, zostaniesz godnie przyjęta- zapewnił ją, nalewając wody do srebrnych pucharów.
    Tatiana zajadała się pysznym mięsem. Jeszcze nigdy nie była tak głodna. W domu zawsze panował dostatek. Dopiero teraz poczuła, co to znaczy mieć pusty żołądek i umierać z wycieńczenia. Zjadła szybko i jednym haustem wypiła zimną wodę. Tego jej było trzeba.
-Dziękuję- poczuła się naprawdę szczęśliwa.
-Kto doprowadził cię do tego stanu?- Alejandro nie mógł pojąć okrucieństwa porywaczy.
-Piraci…- szepnęła ledwo słyszalnie.
-Kto kazał im cię szukać, porwać i gnębić?
-Nie wiem… Jednak mam podejrzenia…- zaczęła się mocno zastanawiać- że to mogła być właśnie ona. Moja… macocha.
-Sprowokowała cię, po to, byś uciekła?... Potem wpadłaś w ich sidła…- Alejandro ponownie przyjrzał się ognistym płomieniom.- Nie jest głupia- podsumował, kiwając głową.- Jednak nie zabili cię, a chyba o to jej chodziło.
-Nie…- Tatiana pokręciła przecząco głową.- Zakazała im mnie dotykać. Chciała się mnie tylko pozbyć.
-Może się bała?
-A jeśli to jeszcze nie koniec jej gry?...-spojrzała na niego ze strachem w oczach.
-W zamku króla Santiago nic ci nie grozi- zapewnił ją. Pomógł jej wstać.- Ruszamy. Nie ma chwili do stracenia. Odnoszę wrażenie, że…- spojrzał w ziemię, nie będąc pewnym, czy może jej to wyznać- jesteś jedną z niewielu osób, która jest w stanie nam pomóc.
-O co chodzi?- spytała zaintrygowana jego słowami.  
-Opowiem ci po drodze- pomógł jej wsiąść na konia.- Pozwól, że będę jechać z tobą, pani.
-To twój ogier. Jesteś nad wyraz miły i poważny w mojej obecności, panie- pogłaskała konia po pięknym łbie.  
-Po prostu dobrze wychowany i do tego przyzwyczajony- machnął ręką do towarzyszy, dając tym samym znak, że już czas kontynuować podróż.  
    Wszyscy ruszyli czym prędzej w stronę zamku. Konie zdążyły się już na tyle posilić, że gnały przed siebie bez żadnych oznak zmęczenia. Tatiana odpoczywała, czując jak kajdany strachu spadają, uwalniając jej ciało. Odetchnęła z ulgą, odpoczywając w tym samym lesie, który jeszcze godzinę temu kojarzył jej się z rozpaczą i totalną pustką. Zamknęła oczy i pozwoliła swoim zmysłom odpłynąć. Całkowicie zaufała ludziom, którzy ją uratowali. Nie leżało to w jej naturze. Zazwyczaj potrzebowała czasu, by wyżalić się obcej osobie. Tymczasem wszystkie słabości i lęki oddała nieznajomemu człowiekowi, czując bezradność i tęsknotę. Alejandro wydawał się być tak dobrym człowiekiem, że wierzyła w każde jego słowo. Emanował pozytywną energią i miał wobec niej czyste intencje- chciał jej po prostu pomóc, sprawić, by się nie bała i… żyła. Wiedział, że w okolicy była skazana na śmierć.
-Dlaczego ci ludzie są tacy smętni i niemili?- spytała szesnastolatka, gdy jej oczom ukazała się znajoma wioska.
-Oni są najzwyczajniej w świecie wystraszeni i nieufni. Wiele razy nasi wrogowie napadali na nich, kradli i zabijali. Ci ludzie nigdy nie otwierają drzwi obcym przybyszom. Próbowałaś szukać u nich pomocy?
-Tak. Gdyby nie ty…
-Już mi dziękowałaś- uśmiechnął się pod nosem. Alejandro nie lubił pochwał. Nigdy nie wiedział, jak na nie reagować. Były miłe, ale też zawstydzały go.  
-Daleko jeszcze?
-Właściwie to nie… Przejedziemy przez most i będziemy na miejscu- wskazał na płynącą w oddali długą rzekę.- Chcesz odpocząć?
-Nie każmy twojej żonie czekać…
-Już kilka ładnych lat temu się stamtąd wyprowadziliśmy.
-Dlaczego?
-Księżniczka musiała się usamodzielnić. Nie chciała tego, ale król miał inne zdanie na ten temat. Pamiętaj: nigdy nie sprzeciwiaj się ojcu. Ani macosze. Jeśli kiedyś zdecydujesz się wrócić… nie popełniaj mojego błędu. Byłem okropnym dzieckiem. Ojciec oddał mnie do wojska, gdy miałem siedem lat. Nie mógł ze mną wytrzymać. Dał mi taką szkołę. Najwidoczniej wyrosłem na porządnego człowieka, bo dziś jestem mężem samej królewny Rii.
-Co takiego robiłeś, że twój ojciec w ten sposób cię ukarał?
-Wstyd mi mówić, pani. Kradłem, niszczyłem wszystko dookoła… Może na tym zakończmy- trudno było mu o tym mówić.  
-Oczywiście, nie opowiadaj, jeśli nie masz na to ochoty. Myślę, że dziś ojciec jest z ciebie dumny.  
-Ty za to miałaś odwrotnie. Zapewne chciałaś dobrze, a ona tego nie doceniła. I teraz… co jest gorsze? Ja żałuję błędów z przeszłości, a ty nosisz w swoim sercu żal i rozpacz, bo nie zasłużyłaś na taki los.  
-Nie myślmy o tym. Po co poruszać tematy, które są już przeszłością?...
-Z jednej strony masz rację, pani. Z drugiej- ciężko o tym zapomnieć.
-Masz żal do ojca?
-Nie.- z jego usta padła krótka, zdecydowana odpowiedź.  
    Jechali jeszcze kilkanaście minut aż ich oczom ukazał się wysoki, stary zamek, pokryty bluszczem i mchem. Tatianę przeraził ten widok. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy nie zawrócić… Miała jeszcze czas. Czuła się, jakby stała przed lochem. Nie sądziła, że tak wygląda dom władcy…
-W środku wygląda lepiej- zaśmiał się Alejandro, widząc niezbyt zadowolony wyraz twarzy dziewczyny. Ona tylko uśmiechnęła się delikatnie i poszła za nim. Miała ochotę złapać go za dłoń, by czuć się pewniej, ale… to byłoby niestosowne.  
    Widok, który zastała, gdy weszła do zamku, faktycznie był kompletnie inny. Szare mury zdobiły liczne obrazy, gdzieniegdzie widać było piękne, starannie wykonane rzeźby najsłynniejszych rycerzy. Podłoga miała piękny, złoty kolor. Najwspanialsze były jednak ogromne, ozdobione kryształami żyrandole. Szesnastolatka wpatrywała się bez mrugnięcia okiem w wielkie, posprzątane sale.  
-To ma być teraz mój dom?- wydusiła, gdy przypomniała sobie, że ma tu zamieszkać.
-Czuj się jak u siebie. Twój ojciec mieszkał tu dosyć długo- Alejandro wzruszył ramionami.  
-Nie da się tutaj czuć jak u siebie…
-Racja!- krzyknął, unosząc palec.- Przestrzegaj zasad, a będzie ci dane- uśmiechnął się.
-Co to znaczy?- zmieszała się.
-Być może awansujesz. Nie jesteś przecież zwykłą chłopką.
-Co mogłabym robić?
-Uczyć, zostać zarządczynią wszystkich sług, skrybą… Postaraj się zrobić dobre wrażenie. Zachowuj się naturalnie.  
-Poczekaj!- złapała go za ramię.- Dokąd idziemy?
-Do wład…- urwał, patrząc na Tatianę. No, tak… Dziewczyna miała na sobie brzydką, podartą suknię, była brudna i nieuczesana.- Musisz się koniecznie przygotować!- zaśmiał się sam z siebie.- Diana ci pomoże!- zauważył jedną ze służących na swojej drodze. Przywołał ją do siebie i kazał przygotować szesnastolatkę na spotkanie z władcami. Sługa bez zbędnych komentarzy zaprowadziła córkę szlachcica do łaźni.
    Tatiana zaczęła się myć. Na jej nieszczęście w pomieszczeniu wisiało wiele luster. Nie sposób było nie zauważyć ran na jej ciele. Przyjrzała się im z przerażeniem w oczach. Zaszlochała cicho, by nikt nie zainteresował się jej osobą, samopoczuciem, sytuacją… Tak było odkąd jej matka odeszła. Dziewczyna chowała się w pokoju, zamykała na klucz i płakała w samotności, by nie zasmucać ojca swoimi łzami. Ponownie spojrzała na swoje ciało. Miała siniaki na rękach i brzuchu, rany cięte na dłoniach i ramionach. Zdążyły się już na tyle zagoić, że niezbyt bolały, gdy doprowadzała się do porządku. Starannie umyła włosy, wstała, wytarła się długim ręcznikiem i zarzuciła przygotowaną, czystą sukienkę w delikatnym, kremowym odcieniu. Założyła zwyczajne, brązowe buty. Ostatnią czynnością była fryzura- splotła włosy w warkocz i wyszła.
-Już- szepnęła, ocierając łzy.
-Chcesz odpocząć?- spytała przyjaznym głosem Diana.
-Nie, władcy nie mogą czekać- potrząsnęła głową, poprawiając suknię.
-Więc chodźmy- zawołała ją niedbałym gestem ręki i zaczęła prowadzić do królewskiej komnaty.  
    Przed drzwiami sali królewskiej czekał już Alejandro. Uśmiechnął się na widok dziewczyny.  
-Znacznie lepiej- zaśmiał się serdecznie. Tatiana uśmiechnęła się z przymusu, by było mu miło.- Chodźmy.- strażnicy otworzyli nam drzwi.  
      Weszliśmy do ogromnej sali, w której zdecydowanie przeważał kolor czerwony. Na środku stały dwa bordowo-złote trony, na których siedzieli król i królowa. W pomieszczeniu znajdowały się cztery rzeźby lwów. Stały one obok królewskich siedzeń i wielkiego łoża, na którym leżało wiele kolorowych poduch. Całą podłogę przykrywał ciemny dywan we wzory. Komnatę zdobiły też dwa duże lustra oprawione w złote ramy.
-Panie, pani…- Alejandro i Tatiana ukłonili się nisko.- Pragnę wam przedstawić córkę szlachcica Aguirra, Tatianę Aguirre.  
    Szesnastolatka zbliżyła się do królów i upadła na kolana. Ucałowała skraj ich szat, nie mając śmiałości spojrzeć im w oczy.
-Powstań- rozkazał stanowczym głosem Santiago. Dziewczyna posłusznie podniosła się z klęczek i odstąpiła od władców.- Więc to ty. Witaj. Co cię do nas sprowadza?
    Tatiana zmieszała się na jego słowa i sama nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czuła, jakby coś stanęło jej w gardle i nie była w stanie nic z siebie wydusić. Spojrzała ukradkiem na Alejandra, który uśmiechnął się do niej lekko.
-Ja…- wydusiła cicho- Pan Alejandro… w lesie… mmm…- ze stresu nie potrafiła ułożyć logicznego zdania.
-Coś ci dolega?- spytała królowa Enriqueta.
-Nie… Dziękuję, wasza wysokość.
-Znalazłem ją w lesie- mąż królewny przejął wypowiedź nastolatki.- Szukała miejsca, w którym mogłaby przeżyć.
-Skąd się tam wzięłaś?- spytał monarcha.
-Porwali mnie piraci. Przeprawiliśmy się przez całe morze…- Tatiana próbowała się uspokoić, oddychając głęboko.
-Kto miał czelność?! Twój ojciec nieraz uratował życie mnie i mojemu synowi!- Santiago wyraźnie się zdenerwował. Tatiana poczuła dziwną dumę i od razu poczuła się pewniej.- Mieli jakiś rozkaz?
-Nie mam pewności…- wydukała, przypominając sobie o Sol.- Możliwe, że… kazała im to zrobić moja macocha, ale to tylko moje przypuszczenia. Nie mam dowodów.
-Każ mi ją przyprowadzić, choćby siłą!- rozkazał król.
-Ależ, panie…- Tatiana ugryzła się w język.
-Nie mamy pewności, wasza królewska mość. Dajmy im żyć w spokoju, niech dziewczyna odpocznie- Alejandro poparł nastolatkę.  
-Nie można w ten sposób traktować żadnej kobiety!- warknął Santiago.- Zamieszkasz tutaj. Niczego ci nie zabraknie.  
-Panie…- szesnastolatka chciała podejść, by ucałować dłoń władcy jednak on gestem ręki powstrzymał ją, mówiąc:
-Nie musisz dziękować.  
-Tatiano- żona monarchy zwróciła się do niej z uśmiechem- pragnę, byś to ty pomogła nam w tej dramatycznej sytuacji… z jaką… przyszło się nam zmierzyć…- westchnęła ciężko. Spojrzała na męża, który zgodził się z nią całkowicie.
-Nasz syn musi jak najszybciej opuścić ten zamek. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie, wrogowie walczą odważniej i lepiej z dnia na dzień. Będziesz mu towarzyszyć w podróży. Jako że jesteś mądra, powierzam ci dowództwo nad wyprawą i opiekę nad moim następcą- powiedział król.

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i dramaty, użyła 2425 słów i 13397 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • kaszmir

    Witam
    W tej części poruszasz wiele problemów z które dotykają czlowieka. Problemy wychowawcze, zło i dobro, zabijanie i sprawianie bólu i w końcu milość. Szybko prowadzisz akcję i może za szybko nakladasz na Tatianę obowiązek opieki nad mlodym królewiczem. Gdzieś w niedalekiej przyszłości pewnie zakwitnie miłość pomiędzy nimi. Czy będzie zaakceptowana?
    Pozdrawiam

  • Duygu

    @kaszmir Problemy to nieodłączna część życia człowieka, nawet w odległych czasach  :sad:  Biedna dziewczyna ma wiele trudnych obowiązków na głowie... Przede wszystkim musi być odpowiedzialna. Hmmm... Zobaczymy...  ;)  Pozdrawiam  <3

  • agnes1709

    Z tym robieniem z niej ochroniarza to raczej zbyt pochopna decyzja:D Ósma ode mnie;)

  • Duygu

    @agnes1709 Zobaczymy, jak się młoda spisze  ;)  Dziękuję  <3

  • Speker

    Dokładnie jak Som, wyczuwam romans. To takie lekkie i przyjemne, super

  • Duygu

    @Speker Mmm, cóż za smakowite teorie  :lol2:  Dziękuję bardzo!  :)

  • Somebody

    Wyprzedzono mnie :sad: Świetnie się czytasz. Jestem ciekawa, co będzie dalej z Tatianą... No i czy wyczuwam zalążek romansu w powietrzu?  <3

  • Duygu

    @Somebody Kochana, każdy czytelnik jest dla mnie tak samo ważny, nie smuć się  :przytul:  Dziękuję. Hmmm... To się zobaczy  ;)   <3

  • AlexAthame

    Akcja się rozwija.Z9baczymy jak się ułoży życie Tatiana.  :)

  • Duygu

    @AlexAthame Rozwija się i teraz będzie rozwijać się już tylko szybciej!  :lol2:   :przytul: