Szukałem cię cz.13

Szesnastolatka stała przed lustrem owinięta jedynie w cienki, biały koc. Szybko zmyła z siebie brudy ostatnich wyczerpujących dni i zdecydowała się w końcu zrelaksować, wcierając w swoje piękne ciało olejki, jakie zrobił dla niej Daniel, sądząc, że się zaniedbała. Było w tym dużo prawdy. Nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak dobrze i kobieco. Wdychała delikatny, różany zapach maści, czując, jak stres opuszcza jej ciało powolnym, cichym marszem, ustępując kulturalnie miejsca spokojowi. Oddała się totalnej ciszy i pozwoliła sobie rozmarzyć się na chwilę. Zamknęła oczy, wracając do najlepszych dni jej życia. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, a kosmetyki pachniały coraz intensywniej, nawilżając jej dłonie, ramiona i nogi. Sięgnęła po miód, by wmasować go w ciemne włosy. Westchnęła cicho, niechętnie otwierając oczy. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Zawsze się sobie podobała i nie miała żadnych zastrzeżeń jednak ostatnie wydarzenia wymęczyły ją i zniechęciły do dbania o swoje zdrowie. Uśmiechnęła się szeroko, widząc, że oznaki zmęczenia i blizny po pobiciu, zniknęły z jej ciała. Chwyciła mokrą szmatkę, by wytrzeć śladowe ilości miodu.  
    Nagle poczuła się dziwnie i nieswojo… Głośno przełknęła ślinę, czując czyjąś obecność w pokoju. Było już późno, a w pomieszczeniu znajdowały się tylko dwie zapalone świece. Tatiana odwróciła głowę powoli w lewą stronę. Stało tam tylko łóżko, na którym leżały granatowe, miękkie poduchy. Adrenalina wzrosła, sprawiając, że jej serce zaczęło bić mocniej niż zawsze. Szybko spojrzała w lewo. Tam też nie było żywej duszy, jedynie drzwi i małe biurko, gdzie znajdowały się wszystkie użyte przez nią tego wieczoru, kosmetyki. Zimne dreszcze przeszyły jej ciało na myśl o tym, że ktoś może stać tuż za nią. Drżąc z przerażenia, spojrzała nieśmiało w lustro i… nie myliła się. Dokładniej zakryła swoje ciało cienkim materiałem, widząc księcia. Stanęła przed nim, czując ogromny wstyd. Schyliła głowę, zaciskając powieki.  
-Wasza wysokość…- wydusiła ledwo słyszalnie- coś się stało? Już późno.
    Miguel patrzył na dziewczynę bez mrugnięcia okiem, trzymając w zaciśniętej dłoni pamiątkę po ojcu, którą zostawiła pod drzwiami. Tatiana nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Chciała zapaść się pod ziemię i już nigdy nie pokazać mu się na oczy. Brak odpowiedzi spowodował u niej jeszcze większą chęć przeprowadzenia wywiadu na temat tej jednej chwili, która była ogromnym błędem.
-Co tu robisz o tej porze?- spytała ponownie, próbując nawiązać dialog.
-Zostawiłaś to pod drzwiami mojej komnaty- rzekł beznamiętnym głosem, pokazując jej srebrny wisiorek. Dziewczyna szybko pokiwała głową, odbierając bezcenną dla niej rzecz. Położyła biżuterię na biurku, patrząc ukradkiem na jego wysokość. Cały czas stał w tym samym miejscu i patrzył na nią. Głośno przełknęła ślinę, schylając głowę jeszcze niżej. Przyjrzała się sobie dokładniej niż po ukończonej pielęgnacji, by mieć pewność, że dokładnie zakryła swoje ciało. Odetchnęła z ulgą, upewniwszy się, iż była odpowiednio okryta.  
-Jestem zmęczona. Ty również. Jeśli pozwolisz, chcę już tylko położyć się i zasnąć.- powiedziała cicho. Było jej trochę głupio wypraszać księcia z pokoju. Po chwili jednak uśmiechnęła się, widząc, że książę pokiwał głową ze zrozumieniem.- Dziękuję. Dobranoc- rzekła pełna wdzięczności. Miguel podszedł do dwustronnych drzwi. Chwycił za klamki i… przekręcił klucz.  
    Tatiana zmarszczyła brwi, nie wiedząc, co to miało znaczyć. Serce podeszło jej do gardła. „Zdenerwowałam go… Podniosłam mu ciśnienie i teraz na pewno da mi nauczkę!”- pomyślała wystraszona. Głęboko wciągnęła powietrze, by się uspokoić. Za dużo powiedziała. O wiele za dużo. Powinna trzymać język za zębami i powstrzymać się od głupich komentarzy!... Jak śmiała odzywać się w ten sposób do przyszłego króla?!
    Królewicz podszedł do przerażonej dziewczyny, patrząc na nią tajemniczo. Był coraz bliżej. W końcu dzieliły ich centymetry... Tatiana zamarła, dopiero wtedy dostrzegłszy pożądanie w jego oczach… Zaczęła nierównomiernie oddychać, czując jak ciarki przeszły po delikatnym ciele. Zrobiło jej się gorąco i zimno jednocześnie. Zadrżała mimowolnie.  
-Jak długo tu jesteś?...- szepnęła, nie patrząc mu w oczy.
-Wystarczająco- padła krótka, wymowna odpowiedź. Tatiana zacisnęła powieki.- Książę, ja…
-Ciii…- Miguel przyłożył palec do jej pięknych, pełnych ust, kończąc tym samym wypowiedź dziewczyny. Powoli wplótł silne dłonie w gęste, jeszcze mokre włosy nastolatki i spojrzał jej w oczy. Nie wiedziała, co powiedzieć. Miała tylko nadzieję, że to sen i zaraz się obudzi. Czuła na sobie obezwładniające spojrzenie trzydziestolatka. Kolana się pod nią ugięły, a w głowie zawirowało jej tak mocno, że prawie upadła.  
-Ja…
-Ciii…- przerwał jej ponownie. Tatiana odpowiedziała cichym westchnieniem.- Pomogę ci wypocząć…- szepnął prosto do jej ucha, wdychając słodki zapach pięknego, wypielęgnowanego ciała kompanki. Zadrżała, choć nie chciała pokazywać tego, jak bardzo jego głos ją elektryzował. Uśmiechnął się lekko, składając gorący pocałunek na jej smukłej szyi. Fala przyjemnego ciepła ogarnęła bezbronne ciało szesnastolatki. Miguel musnął wargami obojczyk, wywołując u niej jeszcze większe podekscytowanie. Westchnął zmysłowo, po czym pocałował ją namiętnie w usta. Całkowicie odebrało jej mowę i nie chciała już o nic pytać. Zabrakło jej sił, by protestować… Książę jednym, zdecydowanym ruchem pozbawił ją materiału okrywającego nagie ciało. Była piękna. Wpił się w jej usta, przyciągając ją do siebie, jak najbliżej się dało. Tatiana objęła ciepłymi dłońmi jego twarz i oddała się rozkoszy, jaką jej dawał. Zerwała z niego koszulę, której guziki rozleciały się po podłodze- zbędne, irytujące, przeszkadzające. Królewicz pchnął dziewczynę na łoże. Nie bolało. Nie miało prawa boleć. Była tylko ekscytacja, zaskoczenie i chęć poznania siebie inaczej niż dotychczas- bliżej… najbliżej, jak tylko mogli… Tatiana szalała, czując jego dłonie na całym swoim ciele drżącym z ekscytacji. Wbiła długie paznokcie w silne ramiona Miguela i połączyła ich usta w gorącym pocałunku.  
-Zostań ze mną… Nie odchodź- szepnęła, patrząc mu w oczy. Spletli swe dłonie i pozbyli się wstydu, jak tych porzuconych ubrań leżących na podłodze…

^^^^^^^^^^^^^^^

-Co wam powiedział?
-Wszystko, co chcieliśmy wiedzieć- odparł z satysfakcją Thiago.- Książę jest w starym pałacu jego przodków i zapewne zostanie tam do momentu śmierci waszej trójki.
-Nigdzie się nie wybieram…- na twarzy Leokadiusza zawidniał złośliwy uśmiech.- Mam największe prawo do tronu po śmierci mego ojca… Gdzie jego ciało? Należy go godnie pochować.
-Niestety, nie odnaleźliśmy go, wasza wysokość- rzekł zasmucony przywódca.- Pewnie spalili, bądź zostawili na pożarcie wilkom, tak, jak zrobili to z naszymi żołnierzami. Po większości zostały tylko kości, bo głodna zwierzyna rzuciła się na ich pożarcie…
-Dość!- przerwał mu, nie mogąc dłużej słuchać krwawych historii.- Niechże ja tylko znajdę, pożal się, Boże, księciunia. Pokażę mu, gdzie jego miejsce i to ja zasiądę na tronie po śmierci tego starego dziada, Santiaga.  
-Oby, książę- schylił głowę z szacunkiem.
-Zacznijcie przygotowywać wojsko. Nie spocznę, póki nie wygram z braćmi i Miguelem.

^^^^^^^^^^^^^^

Minęły trzy miesiące odkąd wyprawa syna Santiaga zatrzymała się w opuszczonym zamku. Nikt nie zakłócał ich spokoju ani porządku. Było idealnie. Upragniona cisza i spokój odnowiły praktycznie we wszystkich poczucie bezpieczeństwa. Jedynie Tatiana nieustannie trzymała rękę na pulsie i była gotowa na atak w każdym momencie. Król wysłał im dodatkowych, doskonale przeszkolonych żołnierzy, więc czuła się odrobinę lepiej. Jednak stres robił swoje- nieustannie bolały ją głowa i brzuch, miała koszmary oraz źle znosiła wysokie temperatury. Ciągle się męczyła, a jedyne, czego chciała- to spokojny sen.  
-Jesteś uparta. Dlaczego nie chcesz, by medyczka przyszła i dała ci leki?- Miguel nie mógł pojąć rozumowania Tatiany.
-Bo one i tak nie działają!- westchnęła, opadając na poduszki.
-Może jesteś poważnie chora? Chyba masz gorączkę…- przyłożył dłoń do jej czoła.
-Wydaje ci się- odtrąciła jego rękę.- Chcę odpocząć. Obudzą mnie na obiad.
-Tatiano…
-To tylko pół godziny drzemki, pozwól mi.
-Mam ci pozwolić się męczyć?
-Wszystko minie, gdy w końcu wypocznę.
-A co, jeśli nie?
-Znowu zaczynasz być nadopiekuńczy!
-Straż!
    Do pokoju Tatiany wszedł jeden z ochroniarzy.
-Zawołaj medyczkę- rozkazał surowym głosem, Miguel. Strażnik skłonił się, po czym opuścił pomieszczenie.
-I kto tu jest uparty?...- jęknęła, łapiąc się za głowę. Syknęła z bólu.
-Niepotrzebnie się stresujesz. Oktawiusz już nie żyje, a jego synowie od trzech miesięcy siedzą bezczynnie w swoim zamku. Jest tu cisza i spokój jednak, moim zdaniem, moglibyśmy już wracać.
-Jesteś tak głupi, czy tylko udajesz?- prychnęła z pogardą w głosie.
-Ja tylko mówię, co myślę.
-Tęsknisz za rodzicami?- zakpiła ponownie.
-Mam trzydzieści lat i umiem poradzić sobie bez nich. Uważaj, co mówisz.
-Nie złość się już- usiadła mu na kolanach, kładąc dłonie na jego ramionach.- Tylko żartuję. Lubisz mnie postraszyć, co?
    Miguel uśmiechnął się, patrząc w jej lśniące, piwne oczy. Jeszcze niedawno obrażał ją i rozstawiał po kątach, nie dostrzegał niewątpliwego piękna ani poczucia humoru, brzydził się jej osobą, kpił z jej zachowania. Dopiero tamtej nocy zrozumiał, jak była niesamowita, śliczna i… samotna. Poczuł smutek, gdy opowiedziała mu o tym, co przeszła i skarcił się za wszystkie okropne zdania, które padły z jego ust w jej stronę. Bardzo ją zraniły jednak dziewczyna obiecała już się nie gniewać i zapomnieć o złych chwilach.
-Po co mi medyczka, skoro ty możesz mnie zbadać?- musnęła jego usta, wyrywając go z rozmyśleń. Uśmiechnął się ponownie, kładąc dłonie na jej biodrach.
-Już za późno.
-Na nic nie jest za późno…- urwała, słysząc odgłos otwieranych drzwi. Wstała pospiesznie. Znowu zawirowało jej w głowie. Miała serdecznie dość złego samopoczucia. -Mam nadzieję, że przyniosłaś coś, co mi pomoże- rzekła słabym głosem, siadając ociężale na łóżku.
-Zbadam cię. Może tym razem coś zaradzę- odparła medyczka. Związała zaniedbane, blond włosy w nieidealny koczek i zarzuciła na siebie stary, zniszczony fartuszek. Wyjęła dziwne, metalowe przyrządy i szmatki z dużego worka.- Wasza miłość pozwoli, że zostaniemy same.
-Oczywiście- Miguel posłusznie wykonał prośbę lekarki, wychodząc na korytarz.
-Jak się czujesz?
-Cały czas tak samo fatalnie- westchnęła poirytowana.
-Wiele razy widziałam, jak stoisz w nocy i pilnujesz komnaty księcia. Od tego są strażnicy. Ty powinnaś wypocząć. Leki tu nie pomogą.
    Medyczka spojrzała na dziewczynę zaintrygowana faktem długiego, złego samopoczucia. Tatiana była bledsza niż zazwyczaj i wyglądała niezdrowo jednak z badań blondynki nie wynikała żadna choroba. Przyłożyła rękę do jej czoła. Nie miała gorączki. Ku rozczarowaniu szesnastolatki, medyczka przyniosła tą samą, śmierdzącą maść i posmarowała nią skronie. Tatiana skrzywiła się, ponownie czując obrzydliwy zapach.  
-Niedobrze mi…- rzekła cicho, zatykając usta dłonią. Medyczka podstawiła jej drewnianą miskę, do której dziewczyna od razu zwymiotowała. Blondynka pokiwała głową.
-Połóż się- nakazała nagle, szukając czegoś wśród narzędzi.
-Po co?- spytała wyczerpana i znudzona tymi samymi terapiami.
-Chcę cię zbadać dokładniej. Może znajdę przyczynę twojego złego samopoczucia.
    Tatiana wykonała jej polecenie z rezygnacją i bezsilnością. Medyczka zostawiła dziewczynę w jednej warstwie sukni i zaczęła ugniatać jej brzuch od góry do dołu.
-Boli?
-Nie- rzuciła, wzruszając ramionami. Medyczka zatrzymała się na dolnej partii brzucha. Chwyciła odnaleziony, potrzebny przedmiot. Zarzuciła długi, ciemny materiał na jej nogi.- Co ty robisz?
-Leż spokojnie- powiedziała, czyszcząc twardy przyrząd. Założyła na niego czystą ściereczkę i zawiązała mocno.- Może boleć, ale muszę to zrobić- uprzedziła.  
-Ja nie chcę…- jęknęła przerażona.
-To zajmie tylko chwilkę.  
    Tatiana zacisnęła dłonie na pościeli, nie wiedząc, czego się spodziewać. Czując piekący ból, wrzasnęła głośno.
-To boli!- krzyknęła, roniąc łzy.
-Już. Koniec.- odparła po chwili medyczka. Zaczęła dokładnie myć ręce i użyte przedmioty.
-I co?- spytała roztrzęsionym głosem. Blondynka milczała. Nie przypominała tej samej osoby. Jej wyraz twarzy stał się surowy. Patrzyła z ukosa na szesnastolatkę, kręcąc niespokojnie głową. -Wiesz coś, czy nie?!- krzyknęła ostatkiem sił. Było duszno, a ból głowy nie dawał jej żyć.  
-To ostatnia rzecz, o jakiej bym pomyślała- rzuciła tajemniczo, wywołując gęsią skórkę na ciele rozmówczyni.
-Co masz na myśli?
-Jesteś w ciąży.
    Tatiana spojrzała na nią zszokowana. Cały świat zawirował. Pokręciła głową, nie wierząc w ani jedno jej słowo. Wstrzymała oddech, dusząc się niespodziewaną wiadomością. W jej głowie kłębiło się wiele dręczących ją pytań. Nie zwróciła uwagi na zmiany w swoim ciele, a zmęczenie dodatkowo zniechęciło ją, by dbać o swoje zdrowie. Wpatrywała się w medyczkę, czując, jak do oczu napływają jej łzy niezrozumienia i totalnego szoku.  
-Co?...- wydusiła, ocierając łzy.
-To, co słyszałaś- odparła szorstko.- Nie martw się. Pozbędziemy się go i już nie będziesz płakać.
    Po ciele Tatiany przeszły zimne dreszcze, które aż nią wstrząsnęły. Tego już za wiele!… Kompletnie nie wyobrażała sobie, że to niczemu winne dziecko umrze. Czuła ścisk w gardle spowodowany słonymi łzami i nadmiarem niespodziewanych emocji. Nie była gotowa na takie informacje. Oddychała nierównomiernie, próbując się pozbierać, by wznieść protest. Dłonie drżały jej, jak galareta. Czuła wewnętrzną potrzebę walki o życie, które nosiła pod sercem. Głowa rozbolała ją jeszcze bardziej. Przypomniała sobie ilość leków, jakie w siebie wlała… To była miażdżąca prawda. Jakim cudem to dziecko jeszcze żyło? Te medykamenty były przecież bardzo silne!  Westchnęła ciężko, ocierając łzy.  
-Nie zabijesz tego dziecka…- spojrzała na nią czerwonymi, zmęczonymi oczyma.
-Muszę. Chyba, że chcesz żyć z grzechem i hańbą do końca życia.- odparła oschle, patrząc na nią pełnym pogardy spojrzeniem.
-Żaden wstyd!...- wstała z łóżka i podeszła do niej powolnym krokiem.
-Biedulko, zniszczyłaś sobie życie. Wszyscy wiemy, że jesteś córką szlachcica. Gdyby twój ojciec się o tym dowiedział, nie miałby dla ciebie litości. Jesteś zwykłą, prostą, nieszanującą się dziewką- wyrecytowała z satysfakcją.
-Uważaj, co mówisz!- upomniała ją, powstrzymując się, by jej nie uderzyć.- Wiedziałaś o wszystkim! Przyznaj się! Wiedziałaś, że jestem brzemienna i dawałaś mi tyle tych leków, bym poroniła! Nie dziwię się, że nie działały na moje złe samopoczucie! Specjalnie przygotowałaś jakieś śmierdzące świństwo, by to dziecko umarło!- krzyczała, nie mogąc opanować emocji.
-Rób tak dalej, a wszyscy będą o tym wiedzieć.
-Jesteś bezczelna! Gdybyś wiedziała, czyje to dziecko, nie pisnęłabyś ani słowa!
-Puściłaś się z pierwszym lepszym.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać?!- wrzasnęła, szarpiąc nią z całej siły. Niespodziewanie do komnaty wszedł Miguel.
-Co tu się dzieje?- spytał, marszcząc brwi.
-Wynoś się! Nie chcę cię widzieć! Precz!- Tatiana nie zwracała uwagi na obecność księcia. Trzydziestolatek odciągnął ją od przerażonej blondynki.
-Co w ciebie wstąpiło?- spojrzał szesnastolatce w oczy. Zamilkła natychmiast, widząc jego poważny wyraz twarzy.  
-Dziewka jest brzemienna. Trzeba usunąć to dziecko, a jego ojca- zabić, bo tylko kłopotów nam narobią.- powiedziała śmiertelnie poważnie medyczka.  
    Miguel spojrzał na blondynkę, czując wściekłość. Miał ochotę rozszarpać ją na strzępy. Zacisnął usta w cienką kreskę, próbując powstrzymać się od krzyku. Chciał dać jej nauczkę. Głęboko wciągnął powietrze, zaciskając mocno powieki. Wiadomość o dziecku była dla niego ogromnym zaskoczeniem, lecz to zachowanie medyczki wzbudziło w nim gniew. Zacisnął pięści, nie mogąc się uspokoić. Skorzystał już chyba ze wszystkich metod, by się uspokoić. Spojrzał na zapłakaną Tatianę, która trzymała twarz w dłoniach i drżała z bezradności. Ten obraz popchnął go do niespodziewanego dla medyczki czynu.
-Jak śmiesz mówić mi, co mam robić?!- wrzasnął, wymierzając jej policzek.- Jakim prawem odzywasz się w ten sposób w mojej obecności?! To ja decyduję o tym, kto będzie żył, a kto nie! Nie wstyd ci mówić tak do ciężarnej kobiety?!  Tatiana nosi pod sercem moje dziecko i nie waż się ich tknąć, bo to ty będziesz leżała w zimnym grobie! Nie zabijesz tego dziecka! Jestem jego ojcem i żadnego wstydu im nie przyniosłem, podła, dziewko! Zamiast jej pomóc, krzyczysz na nią bez powodu i grozisz, że zabijesz to niczemu winne dziecko! Jeszcze będziesz kiedyś błagała mojego syna o litość, całując mu stopy! Nie chcę cię tu widzieć! Wynoś się, ale już!- wykrzyczał, zdzierając sobie gardło. Medyczka upadła na kolana, wylewając łzy.
-Książę, wybacz, ja…
-Precz mi stąd, powiedziałem!- chwycił ją za ramiona i pociągnął w stronę wyjścia. Otworzył drzwi, po czym rzucił ją na posadzkę.- Do lochu z nią!- rozkazał strażnikom, którzy od razu podnieśli kobietę z klęczek i zaprowadzili we wskazane miejsce.
    Miguel wszedł do komnaty szesnastolatki. Siedziała na łóżku i zalewała się łzami.
-Tatiana…- szepnął, siadając obok niej. Odgarnął jej włosy z twarzy. Jeszcze nigdy nie widział tej dziewczyny w tak okropnym stanie. Cała się trzęsła, oddychała z wyraźną trudnością.- Nie płacz, moje piękności.- przytulił ją i ucałował czule.
-Miguel… Co my teraz zrobimy?... Zabiją mnie.- szlochała, wtulając się w niego coraz mocniej.
-Nikt nie zrobi wam krzywdy. Nie pozwolę na to- zapewnił, ocierając łzy z pięknej twarzy dziewczyny.- Kocham was- położył dłoń na jej brzuchu. Szesnastolatka uśmiechnęła się lekko, widząc jego piękny gest.- Już nie płacz. Nie denerwuj się w tym stanie.- objął ją czułym ramieniem, gładząc po ciemnych włosach.  
-Nie jesteś zły? Co powiedzą twoi rodzice? Jestem tu po to, by ci pomóc, a…
-Nie rozmyślaj tyle i nie gadaj głupot, moja księżniczko- przerwał jej wypowiedź z uśmiechem na twarzy.- Teraz musisz tylko dbać o siebie i nasze maleństwo.
-Chciałeś tego?...
-Chciałem.

************
Ufff… No, to się rozpisałam! :D To prawdopodobnie najdłuższe opowiadanie w moim życiu :)  

Do zobaczenia! Całuski! :kiss:

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i dramaty, użyła 3539 słów i 19657 znaków, zaktualizowała 27 sie 2019.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Somebody

    Ładnie się Miquel zachował. Sytuacja mocno skomplikowana, bo w końcu rodzina stanowi czuły punkt, w który najłatwiej uderzyć. Czekam  <3

  • Duygu

    @Somebody Tak, w końcu się ładnie zachował. Racja, zobaczymy, jak to będzie z ich rodziną. Postaram się dodać jak najszybciej  <3   :kiss:

  • kaszmir

    Cudownie:danss: Tylko myślałam, że Daniel będzie wybrankiem. Ale myślę, że trzydziestolatek jest odpowiedzialnym i weźmie sprawy w swoje ręce. Medyczka okazała się bezduszna i przysięga Hipokratesa została złamana przez nią. Chyba jeszcze sporo kłopotów czeka Tatianę.

    No i środkowy fragment jest niepokojący.  

    Pozdrawiam :bravo:

  • Duygu

    @kaszmir Dziękuję za tę radość :D  Miejmy nadzieję, że da radę ;) Owszem, pokazała swoje drugie oblicze. Jeszcze będzie się działo... Jest niepokojący, prawda.  
    Również pozdrawiam serdecznie  :przytul:   <3

  • AlexAthame

    Natura ciągnie wilka do wilczycy,  to wszyscy wiemy. Mysle ze bedzie dobrze, o ile Miguel wydoroslal i nie da sobie wmówić czegoś złego i głupiego. Co do spraw walki to bedzie pewnie jeszcze dużo kłopotów. Bardzo subtelnie opisane sprawy intymne. Mam nadzieje ze dzidzia bedzie się miała dobrze i Miguel bedzie bronił całej trójki.  :bravo:   <3

  • Duygu

    @AlexAthame O, tak... Miguel jest jeszcze głupiutki, ale może się czegoś nauczy. Najstarszy syn Oktawiusza przygotowuje się do walki... Dziękuję, to było bardzo trudne zadanie :) Obyś miał rację  :przytul:

  • Speker

    No i masz babo plecak, yyy placek. No to się porobiło... Ależ jestem ciekawy dalszego scenariusza. Dobrze, że książę tak zareagował.

  • Duygu

    @Speker Hah  :D  Porobiło się, porobiło. Za kilka dni będzie kontynuacja  ;)  Może w końcu dojrzeje nasz książę  :swoon:   :przytul: