Szukałem cię cz.4

Tatiana stała jak słup na środku pokoju i nie wiedziała, co powiedzieć. To zbyt odpowiedzialne zadanie. Co, jeśli zrobi coś źle? Zagrożenie życia było ogromne, a ona nie lubiła przegrywać. Nienawidziła momentów, w których słyszała płacz i krzyk ludzi. Nie cierpiała chwil grozy, załamania, rezygnacji… Pragnęła oślepnąć, ogłuchnąć, zapaść się pod ziemię. Często miała przed oczami obraz ojca, gdy matka zaginęła i mimo długich poszukiwań nie udało się jej odnaleźć. Pan Aguirre zamykał się w czterech ścianach, nie miał apetytu ani chęci do życia. Córka pragnęła mu pomóc. Troszczyła się o niego, gotowała, próbowała rozmawiać. Zawsze słyszała: „Chcę zostać sam w ciszy i spokoju. Muszę się zastanowić, pomyśleć… Nie martw się”. Stała wymówka była obrzydliwą rutyną. Tatiana nie potrafiła patrzeć na cierpienie ojca i z czasem sama zamknęła się w ciasnym, małym pokoju. Przegrała. Walczyła, ale nie udało jej się wygrać. Klęskę uważała za rzecz gorszą od śmierci. Dlaczego? W głębi serca zawsze wolała myśleć i wierzyć w to, że matka po prostu wyszła i nie wróciła, aniżeli umarła. Ta myśl była łatwiejsza, nie bolała aż tak bardzo. Jednak, gdy wmówiła sobie tę historię, zastanawiała się, dlaczego jej rodzicielka do dziś nie wraca… I wtedy wolała przestać rozmyślać. Odwieczna zagadka spędzała jej sen z powiek.
-Tatiano…- szepnął Alejandro, patrząc na zszokowaną dziewczynę.
-Ja… To dla mnie zaszczyt- dziewczyna próbowała odgonić wszelkie złe myśli.- Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i nie zawiodę was, panie- zwróciła się do monarchy z wdzięcznością za okazaną łaskę i zadanie. Król kiwnął głową z uznaniem.
-Zamieszkasz z Dianą. Jeśli czegoś potrzebujesz, mów śmiało- Santiago spojrzał na przybyszów.
-Niczego mi nie brakuje- odparła wręcz od razu.  
    Chowała dłonie w rękawach sukni, by nie było widać jej ran. Wiedziała, że to wyglądało podejrzanie, dlatego chciała jak najszybciej opuścić komnatę władców. Nadal mocno stresowała się ostatnimi wydarzeniami i nie mogła pojąć, dlaczego dostała tak ważne zadanie do wykonania. Przecież… dopiero co tu przyszła, władcy nie znali jej praktycznie wcale. Stwierdziła, że w akcie desperacji, w całym tym stresie, oddali swojego syna pod opiekę córki kogoś, kto wiele lat temu dobrze się spisywał na ich dworze i niewiele myśląc, każą jej z nim jechać. Tu chodziło tylko o to, by uratować go przed zbliżającą się wielkimi krokami śmiercią…  
    Tatiana nie była dobrą aktorką. Matka od dziecka uczyła ją szczerości i starała się pokazać, jak wielkie są konsekwencje kłamstwa. Przez głowę przeleciało jej tysiąc myśli- odegrać złe samopoczucie, zemdleć, powiedzieć, że się spieszy, przypomnieć sobie o czymś ważnym i… uciec. Nie była jednak na tyle odważna, by zrobić to w obecności głowy państwa. Spojrzała kątem oka na Alejandra, dając mu znać, że chce już opuścić to miejsce. Alejandro doskonale ją zrozumiał i zwrócił się do króla z wymuszonym, sztucznym uśmiechem:
-Wasza królewska mość pozwoli, że się już oddalimy, gdyż nie ma, na co czekać.  
-Oczywiście- władca pozwolił im odejść. Mężczyzna wziął Tatianę pod rękę, ukłonili się, po czym wyszli z komnaty na trzęsących się nogach.
-Ah!- zawołała szesnastolatka, gdy tylko opuściła pomieszczenie i strażnicy zamknęli drzwi.- Alejandro… Co ja mam robić? Nie potrafię im pomóc… Tu trzeba działać szybko, nie ma czasu do stracenia, chodzi o życie królewicza…
-Nie zostawię cię z tym samej- mąż księżniczki próbował ją uspokoić.- Dlaczego masz nie podołać? Poza tym… ostrzegałem, że tak będzie- zaśmiał się cicho.
-Nie czas na żarty. Jak niby mam zaprowadzić księcia, całą służbę i część wojska w bezpieczne miejsce? Gdzie to jest? Ile się tam jedzie? Co zrobię, jeśli po drodze…
-Jedziesz po to, by uniknąć tragedii, na Boga! Mogłabyś się denerwować, siedząc tutaj bezczynnie, ale wiedząc, że masz najlepszych rycerzy, wiernych królowi i oddanych niegdyś twemu ojcu, nie możesz… nie masz prawa się bać!- powstrzymywał się od krzyku.- Opanuj się, spokojnie… - westchnął ciężko.- Ja muszę w tym czasie zostać z księżniczką Rią. Wiedz jednak, że masz moje wsparcie.  
    Tatiana pokiwała głową, udając spokój i opanowanie. Zmusiła się do lekkiego uśmiechu i spojrzała mu w oczy:
-Przyjdź wieczorem. Wszystko mi opowiesz, dasz rady…
-Zrobię, co mogę- rozejrzał się, by upewnić się, że nikt ich nie podsłuchuje.- To ma być cicha sytuacja, rozumiesz? Nikt z zamku nie może się dowiedzieć, że wyjeżdżasz z księciem, a zwłaszcza moja żona. Kocha brata i bardzo się o niego martwi. Buzia na kłódkę, rozumiesz?
-Tak - ponownie kiwnęła głową.  
-Panie Alejandro!- na końcu korytarza odezwał się jeden ze strażników.- Wśród rycerstwa są jakieś zamieszki. Wzywają cię, panie.
-Muszę jechać- rzucił krótko i już go nie było. Tatiana spojrzała za nim, wzdychając ciężko. Poszła w ślad za urzędnikiem.  
    Kompletnie nie wiedziała, gdzie znajdowała się komnata, którą miała dzielić z Dianą. W zamku było tyle pomieszczeń, że nie trudno się zgubić. Włóczyła się po korytarzach z nadzieją, że ktoś ją zauważy i pomoże w odnalezieniu poszukiwanego pokoju. Nie widziała Diany. „Zazwyczaj właśnie tak jest, że jak się kogoś szuka, to go nie ma!”- myślała zdenerwowana. Miała już dosyć samotności. Nawet służące chodziły po zamku w małych grupach, siedziały przy stolikach, sprzątały wspólnie, a Tatiana… nie znała tak naprawdę nikogo. Idąc korytarzami, nie spotkała się z życzliwymi spojrzeniami. Raczej każdy patrzył na nią jak na obcą osobę, której nie można zaufać, bo tak nauczyła mamusia. Dziewczyna nie przejmowała się tym zbytnio. Będąc dzieckiem, miała tylko jedną koleżankę, która potem wyprowadziła się z wioski razem z rodzicami. Kilka lat później przyszły obowiązki, praca i nie miała czasu na znajomości. Jednak, ile można szukać tej komnaty?! Jak długo można błądzić w milczeniu i samotności?
    Na szczęście w końcu zobaczyła młodą kobietę, która szła majestatycznym krokiem i z uśmiechem na twarzy przyglądała się drogim ozdobom. Zobaczywszy Tatianę, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Podeszła do niej szybciej. Nastolatka ukłoniła się, widząc jak drogie klejnoty, biżuteria i suknia zdobią jej osobę.
-Witaj. Nie widziałam cię tu wcześniej. Jak ci na imię?- spytała przyjemnym dla uszu głosem przybyła kobieta.
-Tatiana…- odparła nieco zmieszana dziewczyna.
-Ria- podała jej dłoń do ucałowania. Szesnastolatka oddała jej szacunek. Już wiedziała, z kim miała do czynienia.  
-To dla mnie zaszczyt- dodała nieśmiało.
-Skąd przybyłaś? Jak długo tu jesteś?- kobieta była bardzo ciekawska.
-W zasadzie… to… długa droga za mną- zaśmiała się teatralnie.- Dziś tutaj przyjechałam.  
-Szukasz czegoś?
-Ymmm… Król podarował mi komnatę i…- zakłopotała się.
-Spokojnie, ja też się często gubię- zaśmiała się serdecznie.- Będziesz mieszkać sama?
-Nie, mam zamieszkać z Dianą.
-To służąca mojego brata! Przemiła dziewczyna, na pewno się polubicie.
    Tatiana uśmiechnęła się, kiwając głową.
-Widziałaś może mojego męża?- spytała Ria. Szesnastolatka nie wiedziała, co odpowiedzieć. Znała go, ale, czy powinna o tym wspominać? Dopiero co przyjechała, a już miała takie znajomości? Poza tym… nie wiedziała, jak księżniczka zareaguje. Może byłaby zazdrosna, gdyby dziewczyna wyznała, że uratował jej życie i się nią zaopiekował…?
-Mmm…- mocno zastanawiała się nad odpowiedzią.- Widziałam, ale… już jakiś czas temu- wybrnęła z nieprzyjemnej sytuacji.
-Chcieliśmy się z nim zobaczyć- pogłaskała się po brzuchu, ukazując piękne zęby w szerokim uśmiechu.  
-Gratuluję. Oby było zdrowe i silne- dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
-Dziękuję. Może zechcesz mi towarzyszyć każdego dnia…? Okropnie się nudzę, a teraz, w tym stanie, matka chce mieć mnie na oku, dlatego przyjechałam i zostanę do rozwiązania. Potem pojechałabyś ze mną do naszego zamku, zajmowałabyś się moim dzieckiem…- zaproponowała.
    Tatiana zaczęła bardzo mocno zastanawiać się nad tym, dlaczego wszyscy, po zaledwie kilku minutach znajomości, oferują jej tak odpowiedzialną pracę. Tu chodziło przecież o rodzinę królewską. Dziewczyna znowu zaczęła się panicznie bać o swoje dalsze losy. Właśnie wpakowała się w ogromne tarapaty! Przecież ma jechać z księciem! Muszą uciekać daleko stąd! Jak odmówić księżniczce tak ważnego zadania? Stała zmieszana i wpatrywała się w nią, jak w swoje odbicie. Westchnęła niespokojnie, bawiąc się nerwowo swoimi palcami. Ponownie zaczęła ukrywać poranione dłonie w rękawach jasnej sukni.  
-Masz może jakieś inne zajęcia? Sądzę, że nie, w końcu dopiero dziś tu przyjechałaś- Ria nie zdawała sobie sprawy z tego, jak trudna była to sytuacja dla Tatiany. Biedna dziewczyna, po prostu szukała schronienia przed czyhającymi w lesie niebezpieczeństwami, ciepłej strawy i czegoś do picia, a tu nagle… takie obowiązki!  
-Pani… Ja…- nie miała żadnej wymówki ani pomysłu na odpowiedź.- Król... już dał mi zadanie.
-Jakie?
-Nic szczególnego…- odparła niepewnie po chwili namysłu.- To, co każda służąca.  
-Nie szkodzi, porozmawiam z ojcem- wzruszyła ramionami.- Przyda mi się pomoc, a tobie dobrze z oczu patrzy.  
    Tatiana już miała wymyślać kolejną wymówkę, gdy nagle, an końcu korytarza zobaczyła męża księżniczki. Kamień spadł jej z serca. Odetchnęła z ulgą, uśmiechając się lekko. Gdyby nie on, co by odpowiedziała? Była nikim wobec królewskiej córki, nieładnie było jej odmawiać, zwłaszcza w tym stanie.
-Witaj, mężu. Szukałam cię, gdzie byłeś?- Ria ucałowała ukochanego na powitanie.
-Rycerze spierali się o nic nieznaczące rzeczy, jak dzieci. Musiałem ich uspokoić. Cieszę się, że dotarłaś bezpiecznie.
-Ja również jestem szczęśliwa- przytuliła go mocno. Tatiana posłała mężczyźnie porozumiewawcze spojrzenie pełne strachu, zmęczenia i zrezygnowania. Alejandro uniósł brwi, rozumiejąc, że dziewczyna potrzebuje rozmowy.- Matka w końcu będzie spokojna.
-Więc idź do niej- urzędnik pospieszał żonę, by czym prędzej porozmawiać z Tatianą. Wojsko wkrótce miało wyjeżdżać z księciem. Liczyła się każda minuta. Ria uśmiechnęła się promiennie i odeszła w kierunku komnaty władców.  
-Alejandro… Księżniczka chce, bym jej służyła i pomagała przy waszym dziecku.
-Już ci się pochwaliła?...- zaśmiał się głośno.
-Ciii…- przyłożyła palec do ust.- To nie jest śmieszne, co ja zrobię? Jej wysokość poszła teraz do króla i królowej…
-Władca ma o tej porze zebranie w sprawach państwowych, a Enriqueta sama poprosiła cię o pomoc. Nie rozdwoisz się przecież. Pojedziesz z księciem. O nic się nie martw, władcy chcą twojej pomocy, a moja żona może poprosić o wsparcie dowolną sługę. Ty masz ważniejsze zadanie niż opieka nad Rią i naszym dzieckiem.  
-Obiecałeś mi pomóc.
-Chodź- rzucił szeptem i poprowadził dziewczynę do swojej komnaty.

334 czyt.
100%84
Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i dramaty, użyła 2078 słów i 11497 znaków.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 14 lipca ·

    A w komnacie...   Czekam na grubą akcję i duże tarapaty

  • Somebody

    Somebody · 14 lipca

    Już się zaczęły schody, a dopiero było tak fajnie... I bardzo dobrze Będę się mogła wspinać z Tatianą

  • AlexAthame

    AlexAthame · 13 lipca

    Dobrze się czujesz w pałacach księżniczko Duygu Miło się czyta.Twoje postacie są bardzo autentyczne.Opisujesz drobiazgowo otoczenie i charaktery.Podoba mi się. Nie, żeby po znajomosci

  • kaszmir

    kaszmir · 13 lipca

    Witam
    Tatiana i jej myśli, pytania i nieodgadnione odpowiedzi pozostawiają wiele niejasności. Wszyscy jej coś powierzają. Widocznie jej wygląd wzbudza zaufanie.
    Zestaw na tak i zostawiam łapkę.
    Pozdrawaim