Szukałem cię cz.12

Wysoki blondyn, ubrany w długi płaszcz z kapturem, jechał konno przez las, w którym leżały ciała jego wrogów. Nikt ich nie pogrzebał, nie spalił, by ślad po nich zaginął. Zebrały się za to różne gatunki ptaków drapieżnych, które skorzystały z okazji, by się posilić i trochę odpocząć. Jedna wielka plama krwi, trupów, jastrzębi, sokołów i orłów. Zwierzęta kłóciły się między sobą o każdy najmniejszy kęs mięsa, wydając dziwne dźwięki i machając chaotycznie skrzydłami. Ten widok obrzydził gońca, który jechał z listem do księcia Miguela. Po drodze kilku ludzi zeznało, gdzie pojechał królewicz, więc podążył w ślad za wyprawą. W oddali dostrzegł kilkadziesiąt grobów. Wiedział, że to właśnie tam leżeli jego przyjaciele. Łzy pojawiły się w jego czarnych oczach. Tak bardzo chciał, by królewicz żył…
    Goniec zszedł z konia i pobiegł na to szybko przygotowane miejsce spoczynku dla niewinnych ludzi. Patrzył z przerażeniem na napisy wyryte w drewnach. Znał wszystkich bardzo dobrze. Czuł, jak jego serce rozlatuje się na małe kawałeczki. Chciał wykrzyczeć swój ból, by niebiosa usłyszały ogromny żal płynący z krwawiącego organu pompującego krew. Z przerażeniem w oczach zaczął przemieszczać się między skromnymi grobami, mając nadzieję, że jeden z nich nie będzie spełnieniem jego koszmarów. „Tylko nie ty…”- powtarzał cicho, czując łzy na policzkach. Zawiało chłodem, który idealnie komponował się z jego nastrojem i tym piekielnie strasznym miejscem. Okropieństwo. Miał ochotę rozerwać na strzępy tych wszystkich, już nieżyjących, ludzi.  
-Nie ma!- krzyknął, czując ulgę jednak w sercu nadal nosił żal. Spojrzał na ciała żołnierzy Oktawiusza. Zacisnął pięści, mocno wbijając paznokcie w delikatne, suche dłonie. Wrzasnął z bezsilności.- Dlaczego?! Zabiję go!      
-Nie masz już, kogo zabijać.- odezwał się ktoś stojący za jego plecami. Blondyn odwrócił się powoli, nie mogąc opanować drżenia rąk.  
-Skąd się wzięliście, do diabła?- spytał, widząc pięciu żołnierzy Oktawiusza.- Ilu was tu jeszcze jest?!- wrzasnął, zdzierając sobie gardło. Mężczyźni wyjęli długie noże. Goniec spojrzał na nich z przerażeniem, oddychając ciężko. Nie był na to przygotowany. Ani trochę…
-Coś jeszcze?- jeden z nich podszedł do przerażonego blondyna. Przyłożył mu broń do gardła.- Język ci ucięli?- spytał wścibsko, nie słysząc odpowiedzi. Śmierdział jakimś tanim alkoholem i co chwila ukazywał żółte zęby w obrzydliwym uśmiechu.
-Nie… Już nie będę. Pozwólcie mi jechać…- odparł drżącym głosem.
-Zamknij pyskaty ryj, laleczko- kopnął go z całej siły w brzuch. Blondyn krzyknął z bólu, upadając na ziemię. Skulił się, płacząc cicho.  
-Zostawcie mnie…
-Stul pysk, powiedziałem! Ogłuchłeś?! Będziesz tańczył, jak ci zagram, zapchlony, kundlu!- przespacerowal ostrzem po policzku, robiąc długą, brzydką szramę. Goniec zawył z okropnego bólu. Widząc, jak potok krwi spływa z jego niegdyś pięknej twarzy, dostał jeszcze większego szału. Czterej pozostali pochwycili go i brutalnie podnieśli z ziemi, szarpiąc nim, jak gdyby nie miał uczuć i był zwykłym workiem z ziemniakami. Przywiązali go do drzewa grubymi sznurami tak mocno, że krew ledwo co dopływała do całego organizmu. Blondyn krzyknął z przerażenia, czując, że nadchodzi jego koniec. Słone łzy dodatkowo podrażniały podziurawioną twarz, z której nieustannie lała się krew.
-Ja…- wydusił, łapczywie łapiąc powietrze.
-Sam tego chcesz- stwierdził przywódca zbrodniarzy, wyciągając małą buteleczkę z czarną substancją. Otworzył ją i przytrzymawszy mocno jego szczękę, wylał całą zawartość fiolki na jego język. Cała jama ustna zaczęła go mocno parzyć.  
-Przestań…- wydukał, wyjąc w rozpaczy. Połykał słone łzy, spływające po jego poranionej twarzy.  
-Zamknij się!- kopnął go kilka razy w brzuch. Blondyn zakasłał mocno, zginając się na tyle, na ile pozwoliły mu węzły. Splunął krwią, zaciskając powieki. Bolało okropnie. Nieprzyjemne dreszcze przeszyły jego ciało na widok kolejnych czterech noży. Był bezbronny i nie miał świadomości tego, co go czeka. Cały czas wylewał łzy, krzycząc wniebogłosy i błagając o litość.- To gdzie jedziesz? Gadaj!
-Przekazać list…- szepnął, tracąc głos przez tę ohydną, bezlitosną truciznę.  
-Komu?- przywódca grupy wbił nóż w jego ramię najgłębiej, jak się dało. Blondyn wrzasnął , czując jak ostrze przedziera się przez skórę i mięśnie aż do słabych kości.  
-Księciu…- szepnął, schylając głowę. Powiedział to. Zdradził.
-A gdzie on jest?
     Blondyn pokręcił przecząco głową, karcąc się za wyjawienie prawdy. Chciał choć trochę się uspokoić. Łkał cicho, czując totalną bezsilność obezwładniającą jego drobne ciało. Lament wypełniał las trupów. Wszystkie ptaki odleciały spłoszone jego nieludzkim wrzaskiem rozpaczy. Szlochał, pociągając nosem. Nie patrzył na te bezczelne bestie nieokazujące szacunku. Brzydził się nimi i trząsł się, jak osika, widząc wszystkie przyrządy, które mieli przy sobie. Ponownie wybuchł płaczem, nie mogąc już dłużej wytrzymać fizycznych i psychicznych tortur.
-Zabijcie mnie!- krzyknął słabym głosem, próbując wydostać się z uścisku lin.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie- bezczelnik wbił kolejny nóż w jego chudy brzuch. To był najgorszy ból, jakiego doświadczył przez ostatnie kilkanaście minut tej katorgi. Za każdym razem, gdy oddychał, bolało jeszcze bardziej.- Gdzie jest Miguel?!- wrzasnął, wbijając kolejną dobrze zaostrzoną broń w drugie ramię. Nie mieli dla niego litości. Ten marny koniec przypominał najgorszy koszmar. Goniec nie miał już siły błagać o litość. Stał podtrzymywany przez te przeklęte liny i patrzył w ziemię, roniąc łzy.  
-W zamku...- wyszeptał resztkami sił.  
-W jakim?
-Nie powiem...- trząsł się z przerażenia. Brakowało mu tchu.
-Jakim zamku?!- wrzasnął prosto do jego ucha.  
-Starym… Na wzgórzu… Dajcie mi święty spokój!
-Gdzie masz ten list?
-Wolisz nie wiedzieć, potworze.
-Masz jeszcze siłę odzywać się tak bezczelnie, gnoju?!- uderzył go w twarz.
-W rękawie…- blondyn nie chciał ponownie oberwać. Jego czarne oczy patrzyły tylko, jak ten barbarzyńca sięga do jego rękawa. Szef zbrodniarzy wyjął kawałek papieru zwinięty w rulonik. Zerwał czerwoną wstążeczkę i przeczytał treść zawartą na kartce. Zaśmiał się szyderczo, patrząc na ledwo oddychającego gońca.
-Mamusia napisała do synusia…- pomachał świstkiem przed jego załzawionymi oczami. Podarł list na malutkie kawałeczki, patrząc na niego uważnie.- Ups… Jak przykro,  że książątko go nie przeczyta…- przechylił głowę na bok, nie odrywając od niego wzroku.- A ty nie dojedziesz… Bo nie masz, po co jechać… Z resztą… Trupy nigdzie się nie ruszają.- chwycił czwarty nóż i wbił go prosto w serce blondyna. Fala bezlitosnego bólu przeszyła jego ciało i pozwoliła odejść na zawsze z tego świata.  

^^^^^^^^^^^^^^

-Dotarliśmy, książę!- zawołała Tatiana, patrząc na wielki, stary zamek. Uśmiechnęła się, czując ulgę. Wykonała najważniejsze zadanie z całej listy- zabiła Oktawiusza, a teraz doprowadziła wszystkich do miejsca odpoczynku bez żadnych nieszczęśliwych przygód.- Tutaj będziemy mieszkać przez nieokreślony czas. Zobaczymy, co dalej. Przygotujcie komnaty!- rozkazała kompanom. Schylili głowy z szacunkiem i oddalili się, by wykonać jej rozkaz.
-A po co my tu właściwie jesteśmy?- książę znowu zaczął marudzić, wywracając oczyma.- Przecież Oktawiusz leży już martwy w tym obleśnym lesie i jedzą go robaki.
-Król ma trzech synów, którzy na pewno mają za zadanie dokończyć dzieła po tatusiu- dziewczyna uśmiechnęła się lekko. Zaczęli zmierzać w stronę wielkiej, wypełnionej wodą, fosy. Przeszli przez zniszczony, stary most i stanęli przed ogromnymi wrotami, które były już dla nich otwarte.
-Skąd ta pewność?- spytał Miguel, patrząc na nią ze zdziwieniem.
-To logiczne.  
-Nie. On uważał, że tam nie zginie i zabije mnie własnym mieczem, więc po co miałby dawać swoim następcom to zadanie?
-Jego synowie będą chcieli przejąć władzę po śmierci twego ojca. Myślę jednak, że prędzej się sami pozabijają, aniżeli zamordują ciebie, wasza wysokość.
-Jesteś mądra- rzekł, zaskakując samego siebie.
-Naprawdę? Jeszcze niedawno nie miałam oleju w głowie.
-Nie chciałem. To dla mnie trudny czas. Przepraszam.
    Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała księciu w oczy. Widziała, że zaczynał tego szczerze żałować i było mu głupio. Jednak jego słowa nadal dźwięczały jej w uszach. Z jednej strony chciała mu wybaczyć, z drugiej- nie zasłużyła na taką opinię i karygodne zachowanie. Przez niego jej pewność siebie spadła do zera i miała ochotę zapaść się pod ziemię. Była kompletnie sama, bez możliwości powiedzenia komukolwiek o swoich problemach, lęku i bólu. „Gdyby tata tu był…”- pomyślała, roniąc łzy. Szybko je wytarła, opuszczając głowę. Westchnęła ciężko, chcąc zakończyć tę nagłą zmianę nastroju.    
-Nie powinienem tak postąpić- dodał ze skruchą.
-To nie twoja wina. Źle się czuję. Po prostu… jestem tu całkiem sama.- poszła szybkim krokiem do zamku, zostawiając go całkiem samego. Totalna dezorientacja. Ta dziewczyna była dla niego ogromną zagadką.
    Kiedy nadchodził wieczór, wszystko było już gotowe. Każda komnata lśniła czystością, kwiaty wprowadziły trochę świeżego wyglądu i zapachu do niegdyś przerażającego, opuszczonego miejsca, a zakurzone meble odzyskały dawny, nasycony kolor. Drzwi też już nie skrzypiały i biała podłoga wyglądała, jak nowa. Wszyscy byli zachwyceni efektami swojej ciężkiej pracy. Zmęczeni żołnierze poszli spać, jedynie dwóch zostało na zewnątrz, by pilnować zamku.  
-Pięknie tu- stwierdził Daniel. Stał wraz z Tatianą pod drzwiami tymczasowej komnaty księcia Miguela.
-Prawda. Wcale nie tak strasznie, jak sobie wyobrażałam…- odparła, patrząc w podłogę.
-Co ci jest?
-Nic takiego. Mam gorszy dzień.
-Znowu? Powinnaś się cieszyć. Najgorsze kłopoty za nami. Uratowałaś nas wszystkich. Nawet ja nie byłem tak dzielny, jak ty.
-Nie o to chodzi, choć… Faktycznie, to napawa optymizmem.  
-A więc…
-Nie chcę o tym mówić.- przerwała mu oschle. Pokiwał głową ze zrozumieniem, czując żal. Bardzo lubił Tatianę i nienawidził, gdy była w złym nastroju. Pragnął jej pomóc, lecz ona każdego dnia czuła się bardziej niezależna i silna.  
    Królewicz dotarł pod drzwi swojej komnaty. Tatiana i Daniel ukłonili się nisko.
-Możesz iść, ja tu zostanę- szesnastolatka zwróciła się do przyjaciela. Pokiwał głową, po czym oddalił się powolnym krokiem.
-Nie chcesz odpocząć?- spytał książę, patrząc na dziewczynę troskliwym wzrokiem.  
-Nie jestem zmęczona.- burknęła pod nosem, odwracając głowę.  
-Dlaczego znów się złościsz?
-Mam gorszy dzień.  
-To ja cię zdenerwowałem?
-Nie.
-Moje przeprosiny nadal nie są takie, jakie powinny być? Mam ci przynieść kwiaty?
-Nie kpij ze mnie, proszę.- warknęła przez zaciśnięte zęby, patrząc na niego ze złością w oczach.- Mam wszystkiego dosyć! Chcę wrócić do domu, ale nikt nie chce mi pomóc, ani mnie wysłuchać! Jestem tu sama, jak palec, a ojciec na pewno się o mnie martwi. Nie mam, z kim porozmawiać, prawie nikogo tu nie znam i nikomu nie ufam! Jak mam komukolwiek zaufać, skoro sam książę traktuje mnie jak nic nie znaczącą rzecz?- po jej policzkach spłynęły łzy. To nadal bolało.
-Tatiano…
-Powiedziałeś: „Udław się tym wszystkim! Wypchaj się! Jeszcze, znając życie, o wszystkim mu powiesz, gdy tylko wrócimy, podła, dziewko! To przez ciebie on nie żyje! To wszystko twoja wina! Jesteś zapatrzona w siebie i kierujesz się swoim pustym łbem, pchając się tam, gdzie nie trzeba!”. To takie miłe?!
    Miguel nie potrafił przetrawić jej słów. Patrzył na nią z niedowierzaniem, jakby zobaczył ducha. Potrząsnął głową, nie wierząc w to, co usłyszał i wykrzyczał jej prosto w twarz jeszcze kilka dni temu. Westchnął ciężko. Wszystko zapamiętała. Każde jego słowo zapisało się w jej pamięci, jak jakieś istotne wydarzenie z życia. Widział na własne oczy, jak bardzo te kilka zdań ją zraniło. Była wściekła i płakała przez jego agresję. Momentami nie potrafił opanować emocji, ale nigdy nie uważał, że to aż tak może kogoś zranić. Nie odpowiadał na jej pytanie, wpatrując się w jej piękne, lecz smutne, ciemne oczy. Była wyczerpana.
-Idź do siebie. Odpocznij. Potrzebujesz snu- wydusił po kilku ładnych minutach. Tatiana prychnęła pod nosem.- To był rozkaz, moja, panno.- dodał oschle, nie spuszczając z niej wzroku. Dziewczyna odeszła, nie chcąc się z nim dłużej kłócić. Przez przypadek zostawiła pod drzwiami wisiorek, który podarował jej ojciec. Jedyna pamiątka. Jedyna rzecz, z którą mogła porozmawiać.


************

A więc…  

To najbardziej krwawa część ze wszystkich moich opowiadań i kompletnie nie wiem, jak mi wyszła…  Napiszcie, co o niej sądzicie Mam nadzieję, że nie przynudzam. Następna część na pewno nie będzie nudna. I promise.  

Buziaczki!

444 czyt.
100%85
Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i dramaty, użyła 2382 słów i 13582 znaków, zaktualizowała 20 sie o 20:18.

5 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 23 sierpnia

    Witaj
    Bardzo pokaleczona i obleczona śmiercią pierwsza odsłona. Mroczne i mocno odzwierciedlone obrazy... groby i śmierdzące truchła pokarmem drapieżników. Wojna wyzwala w ludziach okrucieństwo. Dla mnie zwłoki powinno się uszanować, obojętnie jakie.  
    Posłaniec okazał się słabym i zdrajcą. Wiedział, że i tak zginie, a mimo to wyjawił wszystko. Lojalność i dochowanie tajemnicy powinna być na pierwszym miejscu.  

    Druga część to rozterki Tatiany i zwrot księcia. To dobrze, że analizuje swoje postępowanie. Szkoda tylko dziewczyny. Jej wewnętrzny ból nigdy nie minie. Czy naszyjnik ojca powróci do niej?

    Pozdrawiam ciepło.   

  • AlexAthame

    AlexAthame · 21 sierpnia

    No cóż, szkoda posłanca. Faktycznie jak na Ciebie to ostro. Miguel robi progres.W końcu docenił Tatiane. Nabroił, a teraz mu trochę zajmie by pokazać co zaczyna czuć. (To moje przypuszczenie, że coś tam w jego sercu się rodzi. )Tylko jest jeszcze Daniel...Widać, że kłopoty juz nadchodzą. Główny wróg zabity ale są jeszcze inni.   

  • Somebody

    Somebody · 20 sierpnia

    Bardzo dobrze ci wyszła  

  • Speker

    Speker · 20 sierpnia ·

    Noooooooo superancka cześć. Tylko nie rozumiem tego ostatniego zdania i promis
    Wunderbar xd

  • agnes1709

    agnes1709 · 20 sierpnia ·

    Ja bym zrobiła większą masakrę, ale to ja, sadystka od urodzenia, Ty, jako krucha świeżynka w masakrach, nie musisz Ale jest brutalnie, jest dobrze Reszta na priv